Czesi straszą

Czesi postraszyli nas przed meczem w Gdyni – wysoko pokonali Szwedów, pokazując efektowną grę w ataku. Cieszą się też z wygranych z wyżej notowanymi rywalami w mistrzostwach Europy U18 i U20 (nasza młodzież za to poniosła bolesne porażki). Poza tym sporo ciekawego w testowym graniu: zwycięstwo Anglii nad All Blacks, imponujący powrót Argentyny w meczu ze Szkocją, Walia o włos od przegranej z Japonią i kolejne zwycięstwo Springboków w czternastkę.

Reprezentacje Polski U20 i U18 / Młodzieżowe mistrzostwa Europy

Nasze reprezentacje U20 i U18 zaczęły przygodę w rozgrywanych w Pradze mistrzostwach Europy. W pierwszej rundzie, ćwierćfinałowej, na wiele nie liczyliśmy, bo obie drużyny za przeciwników miały drużyny broniące mistrzowskich tytułów.

Osiemnastolatkowie mierzyli się z Gruzją, która seryjnie wygrywa mistrzostwa od 2018. I choć nasi zawodnicy nieco zaskoczyli rywali dorównując im fizycznie, nie przynosiło to specjalnych efektów. Gruzini regularnie punktowali i już do przerwy prowadzili 40:0; zaimponował w tej części spotkania kilkoma mocnymi wejściami ich kapitan Nikoli Czchortolia. Naszym zawodnikom nie pomagały seryjnie przegrywane auty. W drugiej połowie Polacy opanowali ten element gry, a nawet zdobyli przyłożenie po szybkim rozegraniu karnego (wykończył akcję Marcel Marczewski). Nie było jednak mowy o zmianie obrazu meczu. Szkoda jednak ostatnich minut, gdy Polacy mieli po żółtych kartkach podwójną przewagę, tymczasem rozgrywali atak na szerokości 10-15 metrów, piłkę stracili, a w efekcie to Gruzini mimo osłabienia zaliczyli swoje dziesiąte przyłożenie i ostatecznie wygrali 64:7.

Swoją drogą, zwycięskie mecze kwalifikacyjne z wiosny pozwalały wierzyć, że reprezentacja robi krok do przodu. Ta porażka, choć spodziewana, była jednak bardzo wysoka. Zaskakujący jest fakt, że pomiędzy udanymi kwalifikacjami a obecnym turniejem doszło do wymiany sztabu szkoleniowego (Przemysław Pustkowski miał zrezygnować, ponieważ Związek miał nie zapewnić mu oczekiwanych przygotowań drużyny, jego miejsce zajął Łukasz Szablewski).

W drugiej rundzie czeka naszą drużynę kolejne bardzo trudne zadanie – rywalem będzie świetna Portugalia, która drugi rok z rzędu w pierwszej rundzie minimalnie przegrała z gospodarzami turnieju, Czechami (tym razem 26:29, po karnym na koniec meczu). Poza Gruzją i Czechami w czołowej czwórce zameldowały się ekipy Holandii (18:16 z Niemcami po przyłożeniu w doliczonym czasie gry w wyniku imponującej akcji: https://x.com/i/status/1989725702313447625) i Hiszpanie (pewne 64:0 z Belgią). Półfinały we wtorek: Gruzja – Czechy i Hiszpania – Holandia.

Ekipa dwudziestolatków grała z Portugalią i także wysoko przegrała – 0:63. Co prawda na początku mecz wydawał się wyrównany, ale rywale absolutnie zdominowali nas w młynach dyktowanych. W pierwszej fazie gry nasi dobrze bronili, a rywale pomagali im błędami w ataku i maulach. Gdy wreszcie Portugalczycy wypracowali sobie doskonałą sytuację, będąc we dwóch w polu punktowym, zaliczyli spalonego. Ale ich przewaga rosła, nasi nie byli już w stanie wychodzić ze swojej połowy, a po półgodzinie obrona pękła i Portugalczycy zdobyli pierwsze przyłożenie, przy okazji którego jeden z naszych wspieraczy obejrzał żółtą kartkę. W ciągu kolejnych kilku minut straciliśmy dwa następne przyłożenia i do przerwy było 0:20. A po przerwie już pierwsza akcja przyniosła punkty rywalom, a potem szybkimi atakami raz za razem przechodzili przez dziury w naszej obronie, coraz mniej intensywnej. Skończyło się na siedmiu przyłożeniach w drugiej połowie, z której połowę graliśmy w osłabieniu, a porażka mogła być wyższa, gdyby nie kiepska skuteczność rywali z podwyższeń. Nasi zawodnicy tylko kilka razy weszli w pole 22 m mistrzów kontynentu, ale przegrywali wówczas swoje wrzuty z autu, nie mieli więc szans nawet na honorowe przyłożenie.

W kolejnej fazie rywalami naszej drużyny będą Rumuni, a zatem i tu łatwo nie będzie. Nasi przeciwnicy w pierwszej rundzie mimo dominacji w młynach nieoczekiwanie przegrali 18:31 z gospodarzami turnieju (dla których świetnie zagrał Matěj Sehnal, tydzień temu najlepiej punktujący w swoim debiucie w seniorskiej kadrze w meczu z Chorwacją). Czesi zmierzą się w półfinale z Portugalią, natomiast w drugim pojedynku o wejście do finału zagrają Holandia (60:10 ze Szwacjarią) i Belgia (31:7 z Niemcami).

Mecze towarzyskie

Za nami kolejny weekend jesiennych meczów testowych. I był to weekend, w którym działo się bardzo wiele ciekawego.

Włochy – Południowa Afryka 14:32. Włosi wyszli na boisko bez rewolucji w składzie, sporą rewolucję zrobił natomiast Rassie Erasmus, który wymienił aż 11 zawodników w piętnastce (m.in. nie zobaczyliśmy Sachy Feinberga-Mngomezulu, którego miejsce zajął doświadczony Handré Pollard), a do tego nie przewidział rezerwowego młynarza (jako drugą opcję na tej pozycji wskazując grającego od początku jako wiązacz Marco van Stadena). Już na początku spotkania czerwoną kartkę za wysokie wejście zobaczył Franco Mostert, jednak gra w czternastkę (i to przez niemal całe spotkanie) znowu nie przeszkodziła Springbokom w wygranej. Już w pierwszej połowie wyszli na prowadzenie, po przerwie je powiększyli, i choć efektowne przyłożenie Ange Capuozzo dało Włochom na kwadrans przed końcem nadzieję (było po nim 14:20), w końcówce goście rozstrzygnęli zawody kolejnymi dwoma przyłożeniami. Kartka Mosterta budzi spore kontrowersje, a Rassie Erasmus także i podczas meczu dokonał niestandardowych roszad, wymmieniając obu filarów już w pierwszej połowie (choć Danilo Fischetti rządził w pierwszych liniach i przed tymi zmianami, i po nich).

Anglia – Nowa Zelandia 33:19. Anglicy przystąpili do meczu z licznymi zmianami w składzie (m.in. miejsce Fina Smitha zajął George Ford, potem uznany najlepszym graczem meczu); wśród All Blacks rotacji było mniej (ale wrócił do drużyny jej kapitan Scott Barrett). Początkowo wydawało się, że taktyka Scotta Robertsona przyniesie efekt – po znakomitym fragmencie gry All Blacks prowadzili 12:0. Jednak potem sytuacja się zmieniła. Anglicy odpowiedzieli przyłożeniem, a pod koniec pierwszej połowy Ford zaaplikował rywalom dwa karne drop goale i do przerwy gospodarze przegrywali tylko jednym punktem. A po przerwie poszli za ciosem i dwa kolejne przyłożenia dały im przewagę. Co prawda przyłożenie Willa Jordana przy grze w przewadze dało jeszcze gościom nadzieję, ale Anglicy na powrót powiększyli przewagę i zasłużenie wygrali. Udział w tym miał Henry Pollock, który wszedł na zmianę i zaliczył znakomitą asystę.

Walia – Japonia 24:23. Szalony mecz, w którym los Walijczyków wisiał na włosku. Gospodarze zagrali bez kontuzjowanego kapitana Jaca Morgana, za to z Louisem Reesem-Zammitem; Japończykom brakowało Michaela Leitcha, także z powodów zdrowotnych, a w składzie mieli trzech debiutantów. Gospodarze zaczęli od 7 punktów Dana Edwardsa, ale Japończycy szybko wyrównali. Co prawda zobaczyli dwie żółte kartki, ale okres osłabienia (w tym podwójnego) przetrwali bez strat, a na koniec pierwszej połowy 20-minutową czerwoną kartkę zobaczył za bezsensowne czyszczenie Josh Adams. 20 minut drugiej połowy w przewadze dało Japończykom przewagę – co prawda przyłożył Rees-Zammit, ale goście zdobyli w tym okresie 13 punktów i prowadzili 20:14. Walijczycy, gdy ponownie byli w komplecie, odzyskali prowadzenie (zapunktował ten, który wszedł na miejsce Adamsa, Josh Tompkins), ale na kwadrans przed końcem znowu było 23:21 dla Japonii i ten wynik długo się nie zmieniał. Aż do ostatniej akcji, w której Walijczycy wykorzystali karnego, który dał im jednopunktową wygraną. Niezwykle cenną, biorąc pod uwagę możliwość spadku w rankingu World Rugby, który spowodowałby ich rozstawienie dopiero w trzecim koszyku przy nadchodzącym losowaniu grup Pucharu Świata – po tym zwycięstwie drugi koszyk mają zagwarantowany (a szkoda, bo marzyły mi się trzy drużyny z elity w jednej grupie, aby zmusić jedną z nich do udziału w kwalifikacjach do kolejnego czempionatu). Japończykom naprawdę niewiele brakło do wygranej i muszą żałować kilku strat na połowie Walii w końcówce (ot, choćby piłki zgubionej w maulu na 5 m na 10 minut przed ostatnim gwizdkiem). Steve Tandy za to cieszy się z pierwszej wygranej w roli selekcjonera Walii, ale nie była ona specjalnie przekonująca.

Irlandia – Australia 46:19. W drużynie gości zwracała uwagę obecność awaryjnie odwołanego z wakacji Jamesa O’Connora, który zajął miejsce Cartera Gordona, pojawił się też Len Ikitau, który niedawno został uznany najlepszym australijskim graczem tego roku. Cóż jednak z tego, skoro – jak powiedział Joe Schmidt po meczu – najlepszy pochodzący z Australii gracz tego spotkania zagrał w nim w zielonej koszulce. Mackowi Hansenowi przypadła w tym meczu po raz pierwszy w międzynarodowej karierze rola obrońcy, ale to tylko chyba go zmobilizowało – po jego dwóch przyłożeniach w pierwszych 10 minutach (niemal bliźniacze akcje, w których Irlandczycy wzorowo rozmontowywali obronę gości) było 14:0 dla Irlandii, a jeszcze w pierwszej połowie dorzucił kolejne kompletując hat-tricka. Goście co prawda się odgryzali i do przerwy przegrywali tylko pięcioma punktami, ale w drugiej odsłonie przewaga Irlandii już tylko rosła. Powoli, bo długo jedynym jej dorobkiem było 6 punktów z kopów (w tym blisko 40-metrowego drop goala Sama Prendergasta, który był podstawową dziesiątką w tym meczu i znakomicie sobie poradził), ale w ostatnich 10 minutach zdobyli trzy przyłożenia dobijając przeciwników.

Francja – Fidżi 34:21. W ekipie Francji mieliśmy sporo zmian – m.in. debiut z ławki Jimiego Maximina i Maxime’a Lamothe’a, a także powroty Grégory’ego Alldritta, który przejął kapitańską opaskę, i Charlesa Ollivona. Fidżyjczycy zagrali natomiast identyczną piętnastką, jak przeciwko Anglii, a na ławce jako debiutant pojawił się Tim Hoyt, który kiedyś grał w drużynie U20 Anglii. Francuzi znakomicie zaczęli spotkanie i po 20 minutach prowadzili 21:0. Potem mecz się odwrócił o 180° – to Fidżyjczycy punktowali, a po rewelacyjnym przyłożeniu Jiuty Wainiqolo zaraz po przerwie na tablicy wyników pojawił się remis 21:21. Zapachniało niespodzianką podobnej do tej z 2018, jednak gospodarze ogarnęli się, Thomas Ramos zaczął budować z powrotem przewagę punktową karnymi, a „kropkę nad i” przyłożeniem postawił ten, który zaczął punktowanie w tym spotkaniu – młody środkowy Bordeaux, grający przed swoją publicznością, Nicolas Depoortère. Cóż, nie był to imponujący występ Francuzów, ale ostatecznie zwycięski.

Szkocja – Argentyna 24:33. Do składu gospodarzy wrócił Duhan van der Merwe, ale tylko na ławkę – musiał ustąpić miejsca w wyjściowym składzie Kyle’owi Steynowi, jednak ten manewr nie przyniósł tym razem Szkotom powodzenia. Po postraszeniu Nowozelandczyków gospodarze wydawali się mocni i mocno zaczęli spotkanie z Argentyną – już na początku żółtą kartkę zobaczył grający po raz 50. Juan Cruz Mallía, a potem długo punktowali tylko Szkoci, którzy kwadrans po przerwie prowadzili 21:0 (dwoma przyłożeniami po ładnych akcjach zaimponował młynarz Ewan Ashman). Zwycięstwo było więc blisko, zwłaszcza, że gospodarze nie tylko prowadzili, ale i dominowali na boisku (m.in. pięć przechwyconych autów), tymczasem przyszło upokorzenie i jeden z największych powrotów w historii testowego rugby. W ciągu 25 minut Argentyńczycy zdobyli pięć przyłożeń (wszystkie z wyjątkiem ostatniego po zaciętej walce na linii bramkowej), na pięć minut przed końcem spotkania wychodząc na prowadzenie, a potem jeszcze gospodarzy dobijając. Momentem zwrotnym było przechwycone podanie Finna Russella, gościom pomogło też wejście Pablo Matery. Efektem jest upokorzenie Szkotów, a media zastanawiają się, czy tę porażkę przetrwa na stanowisku trenera Gregor Townsend

Poza tym:

  • Gruzja – Kanada 38:17 (niewiele do powiedzenia mieli goście z Ameryki w meczu w Gruzji – przewagę gospodarzy zmniejszyli dopiero w ostatnich fazach spotkania; gwiazdą meczu był skrzydłowy Szako Apciauri, który zaliczył hat-tricka przyłożeń);
  • Portugalia – Hongkong 58:12 (długa podróż Azjatów ze sporą grupką debiutantów tylko na jeden mecz, który wyraźnie przegrali – gospodarze dominowali i bezlitośnie wykorzystywali dziury w obronie, zwłaszcza na skrzydłach, gdzie szaleli Simão Bento i Raffaele Storti, a kolejne dwa przyłożenia dorzucił Rodrigo Marta, któremu tym razem przypisano miejsce na środku ataku);
  • Rumunia – Stany Zjednoczone 18:26 (Amerykanie byli na prowadzeniu niemal cały mecz, ale ostatecznie rozstrzygnęli go dopiero między 60. a 70. minutą; kapitanem Rumunii był pierwszy raz Andrei Mahu, czyli rugbysta, który kiedyś reprezentował Mołdawię);
  • Hiszpania – Anglia A 25:29 (nadzwyczaj wyrównane spotkanie, w którym Hiszpanie byli bliscy zwycięstwa – jeszcze pięć minut przed końcem prowadzili 25:15, ale po żółtej kartce Johna Wessela Bella stracili dwa przyłożenia; skład Anglii z graczami bez doświadczenia reprezentacyjnego, ale trudno go uznać za słaby – zwracał uwagę m.in. Noah Caluori, wschodząca gwiazda Saracens, który zdobył pierwsze przyłożenie dla gości; dla Hiszpanów większość punktów z kopów zdobył Lucien Richardis, a jedyne przyłożenie debiutujący w drużynie Samuel Ezeala ze Stade Français);
  • All Blacks XV – Urugwaj 21:45 (drużyna z Ameryki, prezentująca się w mocno eksperymentalnym składzie, trzymała dystans do znakomitych rywali mniej więcej przez godzinę gry – w końcówce jednak All Blacks im zdecydowanie odjechali; mecz rozegrano we francuskim Béziers).

Z kraju

Na ten weekend planowano ósmą kolejkę Ekstraligi, ale nie odbyło się ani jedno spotkanie. Jeden mecz rozegrano awansem przed tygodniem, natomiast cztery pozostałe przełożono na marzec (głównie z powodu nieobecności młodzieżowych reprezentantów Polski).

W I lidze rozegrano natomiast zaległy mecz szóstej kolejki. Wataha Zielona Góra nie powtórzyła historii z ubiegłego tygodnia i w starciu z drużyną ze stolicy tym razem wysoko przegrała – RK Warszawa pokonała ją aż 89:5 (zwraca uwagę aż sześć przyłożeń Kacpra Bogusza). Mamy zatem półmetek rozgrywek na tym poziomie, ale wynik tego spotkania układu tabeli nie zmienił – pozwolił tylko stołecznej drużynie zmniejszyć stratę dzielącą ją od czołowej trójki.

Grała też centralna liga kadetów – czwartą wygraną w czwartym grupowym meczu odniosło Ogniwo Sopot, które pokonało Lechię Gdańsk 27:10. W drugim meczu tej samej grupy Budowlani Łódź nie dali żadnych szans Arce Gdynia – mecz skończył się wynikiem 68:0.

11 listopada w Warszawie odbyły się mistrzostwa Polski w rugby 7 kobiet w kategorii U21. Na starcie stanęło 7 drużyn, a po złote medale sięgnęła ekipa Energi Biało-Zielonych Ladies Gdańsk, która w finale pokonała AZS AWF Warszawa 33:5. Brązowe medale w derbowym pojedynku rozstrzygniętym w dogrywce wywalczyły dziewczyny z Budowlanych Łódź, które zwyciężyły 10:5 Venol Atomówki Łódź. Kolejne miejsca zajęły Mazovia Mińsk Mazowiecki, Arka Gdynia i Juvenia Kraków.

Jednocześnie rozegrano Akademicki Puchar Polski w rugby 7 mężczyzn. Tu na starcie stanęły tylko trzy drużyny, a zwycięstwo odniosła ekipa AZS AWF Warszawa (poza tym uczestniczyły drużyny Jagiellonian Barbarians i Wschodnioeuropejskiej Akademii Nauk Stosowanych w Białymstoku).

Kamil Bobryk i Tomasz Stępień ogłosili powołania na mecz reprezentacji Polski seniorów z Czechami, który w sobotę odbędzie się w Gdyni (i ma być jednocześnie powrotem polskiego rugby na ekrany stacji telewizyjnej – i to w otwartym kanale – bo transmitować ma go TVP Sport). Jest sporo zmian w porównaniu z meczem z Danią: w 28-osobowym składzie mamy 7 graczy z zagranicy (w tym szanse na pierwszy występ w sezonie mają Thomas Toevalu i Nicolas Saborit), dziewięciu graczy Pogoni Awenty Siedlce (brakuje Aleksandra Nowickiego, jest natomiast Piotr Wiśniewski), pięciu zawodników z Energi Ogniwa Sopot, trzech z Orlenu Orkana Sochaczew, dwóch z Life Style Catering Arki Gdynia oraz po jednym z Budowlanych Łódź (brakuje braci Niedzwieckich) i Juvenii Kraków.

W Rudzie Śląskiej odbył się kolejny obóz, którego celem są przygotowania do pierwszego występu reprezentacji Polski kobiet w rugby XV. Póki co rozegrano kolejny test wewnętrzny.

Ze świata

Naszą baczną uwagę przyciągał mecz Rugby Europe Trophy z Pragi, gdzie zmierzyli się nasi najwięksi rywale – Czesi i Szwedzi. Napędzeni sukcesami w Rugby Europe Super Cup gospodarze, którzy co prawda stracili ofensywny bonus i 33 punkty przed tygodniem w meczu z Chorwacją, w tym spotkaniu pokazali prawdziwą siłę. Co prawda zaczęli od żółtej kartki i straty przyłożenia, ale bardzo szybko wyrównali, a potem poszli za ciosem – Tristan Horak dalekim karnym dał im prowadzenie, a w ciągu paru kolejnych minut zdobyli dwa przyłożenia (w tym niezwykle skutecznego Adama Koblica). Szwedzi co prawda odpowiedzieli (drugi raz w tym meczu wjeżdżając na pole punktowe maulem), ale w końcówce drugiej połowy dwie efektowne akcje przyniosły dwa przyłożenia Adama Miracky’ego (znakomite asysty Martina Cimpricha i Tristana Horaka, choć ten pierwszy zawalił przy jednym z podwyższeń, zbyt długo z nim zwlekając). Do przerwy było 34:17, a po przerwie Czesi kontynuowali presję i po dwóch kolejnych efektownych akcjach prowadzili już 48:17 (najpierw Jindřich Kulhavý po akcji Koblica, a potem młodziutki Maxim Aschenbrenner). Szwedzi co prawda pod koniec podnieśli się z kolan i nawet zdobyli przyłożenie (po czerwonej kartce Zbynka Schütza), ale ostatecznie to Czesi wygrali z bonusem 48:24. Zaimponowali efektownymi akcjami graczy formacji ataku, kontrolowali spotkanie, i mocno postraszyli nas przed meczem z Danią (w końcu atuty Szwedów są podobne do naszych).

W drugim meczu naszego poziomu Duńczycy zagrali pierwszy raz w Trophy na swoim boisku i odnieśli zwycięstwo, które może być kluczowe w walce o utrzymanie na tym poziomie (wszystko będzie teraz zależeć od tego, czy Litwini zdołają pokonać Chorwatów). Gospodarze meczu mieli świetny początek meczu – po półgodzinie prowadzili 21:3 i choć potem dwukrotnie Litwini redukowali dystans do czterech oczek, za każdym razem Duńczycy odskakiwali. Trzeci raz Litwini zbliżyli się na 4 punkty na 10 minut przed końcem, ale w ostatnich minutach spotkania nie zdołali przeważyć i ostatecznie Dania wygrała 38:34. Mecz sędziował Dominik Jastrzębski, a jednym z jego asystentów był Mieszko Lech.

Polska, choć nie grała, wskoczyła na pierwsze miejsce w tabeli, wykorzystując ujemny bilans punktowy Szwedów z meczu z Czechami. Czesi wyglądają obecnie najlepiej w naszej grupie, ale szanse na awans mają skromne. Mogą jednak nam sprawić kłopoty – w przypadku porażki w Gdyni kwestię awansu do Championship zapewne będzie rozstrzygać mecz ze Szwecją na wiosnę.

Tabela sezonu 2025/2026:

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Polska210
2. ↓Szwecja310
3.Czechy29
4.Chorwacja34
5.Dania34
6.Litwa31

I tabela łączona sezonów 2024/2025 i 2025/2026:

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Polska732
2.Szwecja829
3.Czechy725
4.Chorwacja810
5.Litwa86
6. ↑Dania34
7. ↓Luksemburg52

Na poziomie Conference rozegrano spotkanie w grupie D – tu pierwszy raz w sezonie wyszły na boisko drużyny Cypru i Malty. Wygrała Malta, 27:8.

Rozegrana w czwartek druga kolejka odbywającego się w Dubaju turnieju kwalifikacyjnego do Pucharu Świata przyniosła ostateczne przekreślenie nadziei na awans Brazylii i Namibii. Brazylijczycy przegrali drugi swój mecz, z Belgami, jednak okazał się on nadspodziewanie wyrównany – ulegli tylko 27:30. Co prawda dwa przyłożenia na początku i prowadzenie po 10 minutach 14:0 wskazywało na to, że faworyzowana drużyna z Europy łatwo pokona przeszkodę, ale potem Brazylijczycy zaczęli odrabiać straty i krótko po przerwie było już tylko 14:10 (a Brazylia bliska była kolejnego przyłożenia tuż przed przerwą po ładnym przechwycie). A gdy w drugiej połowie w krótkim odstępie czasu Belgowie zobaczyli dwie kartki (najpierw żółtą, a zaraz potem czerwoną za wyjątkowo nierozumne kopnięcie przeciwnika), Brazylijczycy przyłożyli i wyszli na prowadzenie. Co prawda wciąż w trzynastkę Belgowie wyrównali po karnym (ba, zdobyli nawet przyłożenie, nieuznane jednak po TMO), a potem po kolejnym wyszli na czoło, ale gra toczyła się cios za cios. Mimo osłabienia to Belgowie zdobyli dwa przyłożenia więcej i to ostatnie, Maurice’a Jadota dało im upragniony triumf. Znów pokazał się Matias Remue, który co prawda w końcówce trzy razy chybił z podstawki, ale zdobył 15 punktów, w tym ważne i efektowne przyłożenie pod koniec meczu. W drugim spotkaniu tak wielkich emocji nie było – Samoa pewnie wygrała z Namibią 26:8 (tu też po 10 minutach było 14:0, a choć potem wyspiarski walec nieco się zatrzymał, nie było wątpliwości co do ostatecznego rozstrzygnięcia). Druga porażka Namibii oznacza, że drużyny tej nie zobaczymy na Pucharze Świata pierwszy raz od 1995.

O awansie zdecyduje bezpośrednie starcie Samoa i Belgii w ostatniej rundzie, przy czym po czwartkowych meczach wyspiarze ugruntowali swoją pozycję faworytów. Mecz Namibii z Brazylią będzie już tylko starciem o honor.

Oprócz męskich testów odbyło się także międzynarodowe spotkanie towarzyskie kobiet, w którym Niemki przegrały z zawodniczkami z Hongkongu 10:12 (do przerwy był remis 0:0).

We francuskiej Pro D2 rozegrano jedenastą kolejkę i wykorzystano pauzę w rozgrywkach Top 14 – mecze przesunięto na weekend, a szlagierowy pojedynek Vannes z Grenoble został rozegrano w niedzielny wieczór, w „prime-time” (i przeniesiony na większy stadion w Rennes, gdzie zasiadło blisko 30 tys. widzów). Vannes wygrało 28:18 i dzięki temu pozostało liderem ligowej tabeli. Poza tym Colomiers wrócili do wygrywania i utrzymali na drugim miejscu deklasując Nevers 49:6 i inkasując punkt bonusowy, Agen przegrało 23:27 z Oyonnax (dla gospodarzy to pierwsza domowa porażka w sezonie; obie drużyny są na krawędzi czołowej szóstki ligowej tabeli), Aurillac minimalnie przegrało z Provence, które znakomicie finiszowało (z 31:17 w 63. minucie zrobiło się na koniec 31:32; dla gości to trzecia wygrana z rzędu), Biarritz przegrało z Dax 18:33 (Baskowie zaczęli od prowadzenia, ale goście mieli wracającego po kontuzji Romualda Séguy’a, który zdobył z kopów 18 punktów, w tym m.in. z prawie 60-metrowego karnego; na dodatek gospodarzy osłabiła pod koniec pomarańczowa kartka Kyliana Jamineta – jakby mało mu było żółtej chwilę wcześniej), Carcassonne przegrało 28:32 z Valence Romans (decydującą rolę odegrał Lucas Meret, który zdobył dla gości 22 punkty z kopów, jednak beniaminek postraszył rywali odrabiając po przerwie aż 18 z 22 punktów straty), Mont-de-Marsan uległo 6:16 Soyaux Angoulême (gospodarze spadli do strefy spadkowej), a Béziers wygrało 25:17 z Brive (gospodarze nieoczekiwanie przerwali fatalną serię porażek w meczu z jedną z ligowych potęg).

W angielskiej Champ coraz lepiej radzą sobie Bedford Blues, którzy po dwóch porażkach z początku sezonu teraz mają na koncie już 5 kolejnych zwycięstw – ostatnie odnieśli nad Caldy (20:8), które dla odmiany wyśmienicie wystartowało, a teraz poniosło już trzecią przegraną z rzędu. Dobrą passę kontynuują też Cornish Pirates, którzy wygrali czwarty raz z kolei, tym razem 52:0 z Cambridge. Poza konkurencją są jednak Ealing Trailfinders, którzy zwyciężają od samego początku sezonu – tym razem 35:21 z Doncaster Knights. Poza tym Chinnor pokonało London Scottish 22:20, Richmond wygrało z Hartpury University 17:12, Coventry ograło 68:26 Ampthill, a Worcester Warriors zwyciężyli 24:22 Nottingham i zmienili swoich rywali na drugim miejscu tabeli ligowej.

Dramatyczny finał mistrzostw Urugwaju – jeszcze na kwadrans przed końcem Old Boys przegrywali z Old Christians 8:20, ale wyszarpali wygraną. Decydujące punkty zdobyli po młynie rozgrywanym na 5 m równo z wybiciem 80. minuty, gdy sędzia podyktował na ich korzyść karne przyłożenie – dzięki temu wygrali 22:20. Dla Old Boys to 16. tytuł w historii – poprzedni zdobyli przed czterema laty, a w dwóch ostatnich edycjach mistrzostw triumfowali ich finałowi rywale.

W Nairobi rozegrano mistrzostwa Afryki w rugby 7 kobiet. Po złote medale sięgnęły reprezentantki Południowej Afryki, które zdominowały wszystkie swoje rywalki, nie straciły w turnieju ani jednego punktu, a w finale pokonały gospodynie turnieju, Kenijki, 22:0. Brąz dla Ugandy, która w meczu o trzecie miejsce zwyciężyła Madagaskar 38:12.

Ogłoszono niezależny raport z badania finansów klubów angielskiej Prem. Wynika z niego, że choć są powody do ostrożnego optymizmu (sprzedaż biletów rośnie), to sytuacja póki co wciąż się pogarsza – w ostatnim sezonie kluby osiągnęły łączną stratę wynoszącą 34 mln funtów (żaden nie miał nadwyżki). Z raportu wynika, że wciąż byt klubów uzależniony jest od łaski prywatnych inwestorów pompujących w nie pieniądze (w tym najnowszego z nich, Red Bulla, w Newcastle) i jako taki nie ma perspektyw. Autorzy zwracają uwagę na model franczyzowy, który ich zdaniem mógłby przynieść pewne oszczędności (ponad 1 mln funtów na drużynę) dzięki efektowi skali przy zakupach usług, a także sugerują obniżenie limitu wynagrodzeń. Taki model oznacza jednak definitywne zamknięcie ligi i spory wyłom w sportowej tradycji Anglików. W raporcie zwrócono też uwagę na ligę kobiecą – mimo sukcesu Pucharu Świata w Anglii sama liga ma kłopot związany z dysproporcjami sportowymi między drużynami.

Ciekawe plotki z URC: po tym jak Walijczycy ogłosili, że zamierzają zmniejszyć liczbę drużyn z 4 do 3 pojawiły się informacje o rozmowach na temat włączenia do ligi z Ealing Trailfinders – londyńskim klubem, który dominuje w rozgrywkach angielskiej Champ, ale nie jest dopuszczany do barażu o awans do Prem. Też dziwna idea.

Walijska federacja nie tylko zamierza obciąć liczbę zawodowych drużyn, ale także chce zwiększyć swoją kontrolę nad reprezentantami kraju – wszyscy mają podpisać bezpośrednie kontrakty z WRU. Wśród szczegółów nowych, 10-letnich umów z drużynami jest m.in. z jednej strony obiecane wcześniej przejęcie przed federację covidowych długów drużyn, ale z drugiej strony przejęcie przez nią 50% dochodów z ich działalności komercyjnej.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • Max Loboda (Caldy RFC, Champ): zagrał godzinę w meczu z Worcester Warriors, przegranym 15:17. Druga porażka w sezonie oznaczała dla jego drużyny spadek z drugiego na czwarte miejsce w lidze;
  • Jordan Tebbatt (Leicester Lions RFC, National League 1): zagrał cały mecz z Clifton, przegrany 26:29. Lions zajmują dwunaste miejsce w tabeli;
  • Daniel Tomanek (Tunbridge Wells RFC, Regional 1 South Central): zagrał całe 80 minut i zdobył z kopów 9 punktów w meczu z Farnham, wygranym 29:7. Jego ekipa jest wiceliderem swojej grupy.

Belgia:

  • Paweł Bartoszewicz-Malicki (ASUB Waterloo, D1): wyszedł w podstawowym składzie w derbowym meczu z La Hulpe. Zdobył przyłożenie na początku spotkania, ale jego drużyna przegrała je 20:32 i zajmuje szóste miejsce w lidze.

Francja:

  • Thomas Toevalu (US Marmandaise, Nationale 2 – grupa 1): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Drancy Saint Denis, wygranym 33:18. Marmande jest ósme w swojej grupie;
  • Mateusz Bartoszek (RC Bassin d’Arcachon, Fédérale 1 – grupa 1): zagrał 65 minut w meczu z Barbezieux Jonzac, wygranym 23:9. RCBA awansowało na pozycję wicelidera grupy.

A w ten weekend grali za granicą Jędrzej i Aleksander Nowiccy, którzy wystąpili w barwach zaproszeniowej ekipy Barbarian Suisse – zmierzyła się ona towarzysko z reprezentacją uniwersytetu Cambridge i wygrała 64:12 (a jedno z przyłożeń zdobył Aleksander).

Zapowiedzi

W kolejny weekend nas najbardziej interesować będą występy reprezentacji naszego kraju:

  • seniorska w ramach Rugby Europe Trophy zagra z Czechami w Gdyni;
  • reprezentacje U18 i U20 będa kończyć mistrzostwa Europy w Pradze – 18-latkowie grają półfinał o miejsca 5-8 we wtorek i mecz o miejsce piąte lub siódme w sobotę, a 20-latkowie półfinał o miejsca 5-8 w środę i mecze o miejsce w niedzielę.

A na świecie:

  • ostatni weekend jesiennych meczów testowych: Irlandia – Południowa Afryka, Anglia – Argentyna, Francja – Australia, Walia – Nowa Zelandia, Włochy – Chile, Szkocja – Tonga, Hiszpania – Fidżi, Gruzja – Japonia, Rumunia – Urugwaj, Portugalia – Kanada;
  • już we wtorek ostatnie mecze barażu międzykontynentalnego – ostatniej fazy eliminacji do Pucharu Świata w Australii (Namibia – Brazylia i Samoa – Belgia);
  • towarzyskie spotkania panów Albanii z Grecją i pań Rumunii z Gruzją;
  • dziesiąta kolejka Top 14 (najciekawiej zapowiadają się mecze Bordeaux z Pau i Stade Français z Tulonem).

PS A „szpony” kolejny raz pojawią się w piątek, przed meczem z Czechami 🙂

14 komentarzy do “Czesi straszą”

    • Przy lidze była mowa zdaje się o rozmowach z Polsatem. Chyba w którymś z Magazynów Ekstraligi ze środkowej części rundy. Ale mogę się mylić…

      Odpowiedz
    • To zdaje się te wypożyczenia szkoleniowe, czy jak je zwą. Może jednak mają sens, skoro w Pogoni zaliczył mniej niż pół godziny w całej rundzie.

      Odpowiedz
      • Nie no – w Pogoni jest regularnym zmiennikiem wchodzącym ok. 60 minuty. Tak na szybko sprawdziłem, że wystąpił w 4 meczach, ponad godzina się zebrała 🙂

        Oczywiście to spoko opcja dla każdej ze stron – najlepsza dla samego Kacpra, bo może grać, ale trochę wypacza wyniki, bo jak widać potrafi zrobić różnicę w pierwszej lidze.

        Odpowiedz

Skomentuj Matt Anuluj pisanie odpowiedzi