Potknięcie na drodze do REC

Własne błędy zadecydowały o porażce reprezentacji Polski z Czechami. Przegrana minimalna, ale o dużym znaczeniu, bo odsuwa nas od awansu do Championship. Poza tym bardzo kolorowo było w meczu przegranym przez Irlandię z Południową Afryką (a Malcolm Marx został wybrany nie tylko najlepszym graczem tego spotkania, ale i całego globu w tym roku), a Samoa zajęło ostanie wolne miejsce w Pucharze Świata w Australii.

Reprezentacja Polski / Rugby Europe International Championships

W sobotę nasza reprezentacja seniorów rozegrała trzeci mecz w tym sezonie Rugby Europe Trophy – z najtrudniejszym jak dotąd przeciwnikiem. Czesi przyjeżdżali do Gdyni nie tylko podbudowani zwycięstwami z Chorwacją i Szwecją, ale i dobrą postawą Bohemia Rugby Warriors w rozgrywkach Rugby Europe Super Cup (a w tej drużynie gra większość ich reprezentantów). Brakowało jednak im dwóch najbardziej doświadczonych zawodników – pauzującego za czerwoną kartkę łącznika młyna Zbyńka Schütza i kontuzjowanego kapitana Dana Hoška. Na przeciwko Polaków stanął skład wyjątkowo młody (tylko jeden zawodnik starszy niż 28 lat, większość w wieku 22–25 lat). U nas zwracały uwagę powrót do kadry Thomasa Toevalu i roszady trenerów na pozycjach (nie wiem, czy szczęśliwe w tak ważnym spotkaniu: Wojciech Piotrowicz jako obrońca, Jędrzej Nowicki ponownie jako łącznik ataku).

Spotkanie zaczęło się dla nas znakomicie – Jakub Małecki przełamał trzech szarżujących zawodników i zdobył przyłożenie. Nasze prowadzenie trwało jednak bardzo krótko, bo zaraz po wznowieniu Jędrzej Nowicki na naszej połowie podał piłkę wprost w ręce Samuela Dupuy’a i zrobiło się 7:7. Co prawda wydawało się, że przeważamy, ale błędy w ataku niweczyły wszelkie wysiłki, Wojciech Piotrowicz spudłował karnego, a po półgodzinie gry niezwykle skuteczny Adam Koblic wbiegł pomiędzy czterech zawodników naszego ataku i przez nikogo nieatakowany wyprowadził Czechów na czoło. Polacy znów ruszyli do ataku i najpierw Piotrowicz kopnął karnego (w sumie zdobył w tym meczu 15 punktów), a potem po sporych wysiłkach graczy naszego młyna Jonathan O’Neill przebił się przez czterech rywali i do przerwy było 17:14 dla biał0-czerwonych.

Przewaga na początku drugiej połowy zaowocowała żółtą kartką Dupuy’a, ale nie przyniosła nam punktów (kosztowny był błąd w aucie na 5 m rywali). Za to Czesi grając w osłabieniu wyprowadzili kolejny szybki, zabójczy atak, Koblic zdobył swoje drugie przyłożenie i zrobiło się 17:19. Nasi próbowali się zrewanżować, Piotrowicz nie trafił trudnego karnego, ale potem z łatwiejszej pozycji zaliczył 3 punkty i dał nam ostatnie w tym meczu prowadzenie. Niestety, zaraz potem jego podanie przechwycił Adam Miřácký i na kwadrans przed końcem zrobiło się 20:26. Nasi atakowali, kolejny Czech zobaczył żółtą kartkę, ale w przewadze zmarnowaliśmy dobrą okazję (piłka wyrwana Piotrowi Zeszutkowi nad linią bramkową), a potem Tristan Horak trafił trudnego karnego i przewaga rywali wzrosła do 9 punktów. Szybka odpowiedź Piotrowicza została zrównoważona kolejnym karnym Horaka, a na dodatek popsuliśmy wznowienie i przegraliśmy młyn po nim podyktowany. Horak co prawda tym razem nie trafił z podstawki, ale kolejny atak Polaków był ostatnim w tym meczu i mógł dać nam jedynie defensywny punkt bonusowy – Daniel Gdula został utrzymany z piłką nad polem punktowym, ale chwilę potem przyłożył Kacper Wróbel, i mecz skończył się naszą przegraną 30:32.

Był to mecz walki, w którym oba zespoły pokazały swoje atuty. Młoda ekipa czeska przykładała piłkę po szybkich atakach, nasz zespół przeważał natomiast w fizycznej walce. Czesi darowali nam sporo karnych, ale i my z czasem coraz bardziej się rewanżowaliśmy w tym elemencie. Na wyniku zaważyły w dużej mierze błędy zawodników naszej drużyny – przody zatrzymujące ataki, niecelne podania (po dwóch takich skrzydłowi czescy przechwycili piłkę i zdobyli przyłożenia).

Porażka boli, bo poniesiona została przed własną publicznością, a wygrana mogła dać już niemal pewny awans. Co prawda Polacy pozostali na pierwszym miejscu łączonej tabeli sezonów, ale aby wygrać tę klasyfikację, musimy zwyciężyć w dwóch pozostałych na wiosnę meczach, wyjazdowym z Chorwacją i domowym z groźną Szwecją. Inaczej awans przypadnie zapewne Czechom, bo pozostały im starcia z Litwą i Danią, a zatem z dwoma najsłabszymi rywalami. Zresztą, Czesi pokazali, że budują naprawdę mocną drużynę i ich projekt wydaje się chyba najlepiej przygotowany do awansu.

Kwietniowy mecz ze Szwecją ma być także ostatnim występem w kadrze dwóch ważnych jej – nomen omen – ogniw: Piotra Zeszutka i Wojciecha Piotrowicza, którzy zapowiedzieli koniec swoich reprezentacyjnych karier.

Tradycyjnie dwie tabele – ta sezonu 2025/2026, gdzie na czoło wysunęli się Czesi, jedyni z kompletem zwycięstw:

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑↑Czechy313
2. ↓Polska311
3.↓Szwecja310
4.Chorwacja34
5.Dania34
6.Litwa31

I tabela łączona sezonów 2024/2025 i 2025/2026 (gdzie wciąż to my jesteśmy na czele):

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Polska833
2. ↑Czechy829
3. ↓Szwecja829
4.Chorwacja810
5.Litwa86
6.Dania34
7.Luksemburg52

Reprezentacje Polski U20 i U18 / Młodzieżowe mistrzostwa Europy

W Pradze zakończono młodzieżowe mistrzostwa Europy w kategoriach U18 i U20, oba rozgrywane z udziałem naszych reprezentacji. W ubiegłym tygodniu rozegrano tam dwie rundy spotkań, półfinałową i finałową.

W środę w półfinale zmagań o miejsca 5-8 nasi 20-latkowie grali z Rumunami. Większość pierwszej połowy spędzili w ataku na połowie rywali – mimo to na przerwę schodzili z wynikiem 10:20. Żal straconych okazji – niewykorzystanego karnego, przodu przy nad polem punktowym, a także kilku straconych w ataku piłek. Żal także straty przyłożenia do szatni, przy grze z przewagą czternastu na trzynastu i chwilę po tym, jak zmniejszyliśmy dystans do tylko trzech oczek (przyłożenie dla nas zdobył Alexander Martin). Imponował niesłychanie aktywny obrońca Johan Janiec, na co dzień grający w drużynie Espoirs w Bordeuax. Niestety po przerwie obraz meczu się zmienił na niekorzyść – nie tylko nie wykorzystaliśmy podwójnej przewagi przez kilka pierwszych minut, ale Rumuni bardzo długo nie przepuszczali nas przez swoją linię 22 m, zaczęli dominować w młynach, po kwadransie dwukrotnie raz za razem przyłożyli podnosząc przewagę do 24 punktów. Dopiero po upływie ponad godziny błąd Rumunów przy wykopie piłki pozwolił nam groźniej zaatakować: choć aut na 5 m wrzuciliśmy krzywo, moment później nieoczekiwanie kompletnie rozbiliśmy młyn rywali i byliśmy o włos od punktów – po żółtej kartce rywala przyłożył Janiec, ale sędzia znów odgwizdał wypadnięcie piłki. A Rumuni chwilę potem pokazali 80-metrowe 50:22 i mimo osłabienia zaliczyli piąte, a potem szóste przyłożenie. Nasze drugie przyłożenie w doliczonym czasie gry (w wykonaniu Jańca) niewiele już zmieniło. Skończyło się wynikiem 15:48, który nie do końca oddaje obraz meczu – ale taka jest cena niewykorzystywania kłopotów z dyscypliną rywali, braku skuteczności w ataku i kiepskiej obrony.

W meczu o siódme miejsce nasza młodzież zmierzyła się ze Szwajcarią (która w półfinale przegrała wyraźnie z Niemcami). Ten mecz z początku szedł po naszej myśli – w pierwszej połowie nasi zawodnicy wykorzystywali fizyczną przewagę, zdobyli cztery przyłożenia (dwa Tomasza Tkaczuka, po jednym Olega Czornyja i Johana Jańca). Prowadzili nawet 26:3, a ostatecznie pierwsza połowa skończyła się wynikiem 26:10. Drugą połowę Polacy zaczęli od kolejnego przyłożenia Jańca, ale rywale tym razem zaczęli się odgryzać – i za każdym razem gdy Polacy zapunktowali (Janiec skompletował hat-tricka, a ostatnią piątkę dorzucił Filip Kubicki), Szwajcarzy odpowiadali swoimi punktami, powoli zmniejszając różnicę na tablicy wyników (raz mieliśmy szczęście, gdy jednemu z nich piłka wypadła z rąk tuż przed polem punktowym). Na kwadrans przed końcem dystans zmalał do 7 punktów, a kilka minut później – do tylko 3 oczek. Jednak już do końca nasza drużyna kontrolowała spotkanie i nawet była o włos od ósmego przyłożenia. Skończyło się wynikiem 41:38 i utrzymaniem w elicie.

W finale zagrały Holandia i Portugalia. Holendrzy wcześniej w dramatycznym półfinale pokonali 35:32 Belgów (choć ci ostatni mieli karnego na wygraną, ale go spudłowali), a Portugalczycy zwyciężyli gospodarzy turnieju, Czechów, 60:3. Ostatecznie tytuł mistrzowski obroniła Portugalia po wygranej nad Holandią 29:17 (choć Holendrzy postraszyli faworytów i jeszcze na 10 minut przed końcem przegrywali tylko dwoma punktami). Brąz wywalczyli Belgowie, wygrywając 36:12 z gospodarzami turnieju.

W rywalizacji 18-latków nasza drużyna w półfinale zmagań o miejsca 5–8 walczyła z niezwykle mocną Portugalią – i nie miała szans. Zaczęła od pudła z prostego karnego. I chociaż miała przewagę w młynach, już w pierwszej połowie nasi rywale zdobyli cztery przyłożenia (dwa z nich w przewadze po żółtej kartce) i jedynie dzięki ich kiepskiej skuteczności z podstawki przegrywaliśmy tylko 0:22. W drugiej połowie to Polacy zapunktowali jako pierwsi po przyłożeniu Nikodema Wołowczyka, ale potem Portugalczycy znowu zaczęli powiększać przewagę. Co prawda Wołowczyk zaliczył drugie przyłożenie, ale w końcówce grając z przewagą jednego gracza zamiast nieco bardziej zniwelować stratę, straciliśmy ósme przyłożenie w meczu i ostatecznie przegraliśmy 12:46.

W meczu o siódme miejsce Polacy zagrali z Belgami (wcześniej pokonanymi przez Niemców) i wygrali 28:24. Początek był wyrównany: karny Belgów, przyłożenie Aleksandra Lechowskiego, a potem przyłożenie po szybkiej akcji rywali i po kwadransie było 7:10, a żółtą kartkę zobaczył Konrad Zaczek. Polacy mieli wtedy trudny okres, ale wybronili się m.in. wygrywając belgijski młyn na swoich 5 m, a potem uratował ich przód rywala przy samym przyłożeniu. Gdy jednak znów byli w komplecie, Zaczek znakomicie obsłużył kopem Marcela Marczewskiego i zrobiło się 14:10. Drugą połowę zaczęli od kolejnego przyłożenia i wydawało się, że mają mecz pod kontrolą. Nie wykorzystali jednak gry w przewadze (pudło z prostego karnego), a Belgowie ruszyli do ataku i w ostatnim kwadransie zdobyli dwa przyłożenia (drugie właściwie podarowane przez Polaków po błędzie w aucie). Na szczęście w ostatniej akcji nasi młodzi gracze zdołali odwrócić losy meczu – przyłożenie na wagę zwycięstwa zdobył po walce na linii bramkowej rezerwowy Frankie Nash.

A po mistrzostwo Europy w tej kategorii wiekowej pierwszy raz w historii sięgnęła Hiszpania, która przerwała trwającą od 2018 dominację Gruzji – obie te drużyny pewnie weszły do finału (26:7 Gruzji z Czechami i 52:0 Hiszpanii z Holandią), a tam Hiszpanie wygrali 16:11. Po brąz sięgnęli Holendrzy, którzy w decydującym o trzecim miejscu spotkaniu podobnie jak przed rokiem wygrali z gospodarzami (którym przeszły przed nosem brązowe medale w obu rocznikach) – było 26:15.

Obie nasze reprezentacje zapewne wykonały plan minimum – uniknięcie konieczności gry w kwalifikacjach przed przyszłorocznymi mistrzostwami Europy.

Mecze towarzyskie

Ostatni weekend jesiennego okienka testowego przyniósł kilka ciekawych pojedynków. Szlagierem był mecz Irlandii z Południową Afryką, ale ten zapisze się w pamięci kibiców głównie z powodu kartek (tych pokazanych i niepokazanych).

Irlandia – Południowa Afryka 13:24. Przedostatnią drużyną, która mogła zatrzymać zwycięski marsz Springboków na północnej półkuli byli Irlandczycy (ostatnią będą Walijczycy, ale na nich trudno liczyć). Gospodarze znów zagrali z Samem Prendergastem jako łącznikiem ataku i Mackiem Hansenem w roli obrońcy, tymczasem goście wyszli na boisko w składzie podobnym do tego z meczu z Francją. Mecz zaczął się znakomicie dla gości, którzy już na samym początku zdobyli przyłożenie po akcji na skrzydle wykończonej przez Damiana Willemse. A po 20 minutach, gdy Irlandczycy zaliczyli wyrównujące przyłożenie, sędzia nie tylko cofnął akcję, ale odesłał z boiska Jamesa Ryana (żółta kartka zmieniona na 20-minutową czerwoną). Irlandzka publiczność nie przyjęła tego przychylnie także dlatego, że chwilę wcześniej sędzia nie potraktował podobnie Sachy Feinberga-Mngomezulu po brzydkiej szarży. Osłabienie Irlandczyków nie trwało jednak 20 minut: po kwadransie zostali w trzynastkę i stracili drugie przyłożenie, i choć w podwójnym osłabieniu zmniejszyli straty przyłożeniem Dana Sheehana, chwilę potem byli już w dwunastkę. A gdy czerwona kartka skończyła się, zaliczyli trzecią żółtą kartkę (za za ciągłe przewinienia popełniane w młynach z wrzutem rywali – w całym meczu na 16 takich fragmentów gry przypadło 8 karnych dla RPA) i stracili karne przyłożenie, a drugą połowę zaczęli znowu w dwunastu. Co prawda zaliczyli trzy punkty z karnego, ale w trzynastkę stracili kolejne przyłożenie. Gdy znowu byli w komplecie Prendergast kopnął karnego, ale to były już ostatnie punkty w meczu. Kartek jednak wciąż nie brakło – na kwadrans przed końcem sędzia pokazał już piątą żółtą kartkę Irlandczykom (znów po młynach), a w ostatnich sekundach pierwszą kartkę Springbokom (właściwie drugą, bo pierwsza została cofnięta). Tytuł najlepszego zawodnika meczu przyznano Malcolmowi Marxowi, który w ten sposób podkreślił otrzymaną w ten weekend także nagrodę dla najlepszego rugbysty globu. Po stronie irlandzkiej opoką był Caelan Doris. Niektórzy irlandzcy kibice uważają jednak, że największy wpływ na przebieg wydarzeń na boisku miał angielski sędzia Matthew Carley (który pewnie powinien wyrzucić z boiska dwóch zawodników więcej, jednego z Feinberga-Mngomezulu i Tommy’ego O’Briena).

Anglia – Argentyna 27:23. Anglicy dopełnili kompletu zwycięstw tej jesieni (rzecz, która nie udała im się przez trzy ostatnie lata), choć wygrana z Argentyną nie przyszła im łatwo. Co prawda spotkanie zaczął 35-metrowym drop goalem George Ford (to staje się jego znakiem rozpoznawczym), a po półgodzinie i dwóch przyłożeniach było 17:0, ale potem gospodarze przestali punktować (przyłożenie Luke’a Cowana-Dickiego nie przeszło przez TMO), a Argentyńczycy zaczęli odrabiać straty. Szło im to powoli, w pierwszej połowie zaliczyli tylko trzy punkty z karnego, ale w pierwszych 20 minutach po przerwie zdobyli kolejne 13 punktów i zmniejszyli dystans do gospodarzy do zaledwie jednego oczka. Wtedy jednak Anglicy przypomnieli sobie o skuteczności, przyłożenie zdobył Henry Slade, pięć punktów z kopów dorzucił Ford, a choć Argentyńczycy grali do końca, i nawet zyskali liczebną przewagę, swoje drugie przyłożenie zdobyli dopiero w ostatniej akcji meczu (wcześniej też zapunktowali, ale tym razem TMO było po stronie Anglików). Gwiazdą spotkania był Max Ojomoh, który pierwszy raz zagrał w wyjściowej piętnastce Albionu – zdobył po przechwycie pierwsze przyłożenie dla Anglików, a potem odegrał kluczową rolę przy dwóch kolejnych piątkach swojej drużyny (dwie asysty – najpierw znakomity przekop na skrzydło, a potem przełamanie na 5 m i piękne podanie na offloadzie).

Francja – Australia 48:33. To był mecz nie tylko towarzyski – Australijczycy grali o uniknięcie kompletu porażek podczas wyprawy w Europie (tak kiepski wyjazd nie zdarzył im się od kilkudziesięciu lat), a ponad 15-punktowa wygrana mogła dać im awans do pierwszego koszyka w losowaniu grup Pucharu Świata. Było to też pożegnanie z kadrą trenera Joego Schmidta, który przed meczem miał dodatkowy kłopot – kontuzję złapał Gordon Carter, który miał zagrać na pozycji nr 10. Ostatecznie to Australia przegrała ponad 15 punktami, ale to nie był jednostronny pojedynek. To Wallabies zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu, potem ponownie wyszli na prowadzenie (imponująca akcja filara Angusa Bella), a na koniec pierwszej połowy doprowadzili do remisu 16:16. Jeszcze po godzinie gry drużyny dzielił zaledwie 1 punkt (Max Jorgensen zapunktował po 70-metrowej akcji) i dopiero w ostatnim kwadransie Francuzi trzema przyłożeniami zbudowali zwycięską przewagę. Australijczycy długimi fragmentami jako drużyna prezentowali się lepiej na boisku, jednak wśród Francuzów imponowały indywidualności – w tym Louis Bielle-Biarrey (dwa przyłożenia, jedno z nich po zabójczej indywidualnej akcji, i dwie asysty) i Nicolas Depoortère. Błysnął też debiutant Kalvin Gourgues, który zaliczył świetną asystę.

Walia – Nowa Zelandia 26:52. Walia grała bez Josha Adamsa, który pauzuje trzy mecze, za to z trzema debiutantami. Z kolei All Blacks przystąpili do gry z zaledwie dwoma zawodnikami, którzy byli w wyjściowej piętnastce na Twickenham, m.in. bez Ardiego Savei i Beaudena Barretta. Zdecydowanym faworytem spotkania byli goście i to oni zaczęli punktowanie – ale długo na każde ich przyłożenie gospodarze odpowiadali własnym i nieoczekiwanie jeszcze po 45 minutach i hat-tricku skrzydłowego Toma Rogersa wykańczającego akcje lewym skrzydłem przegrywali tylko 21:24. Potem jednak Nowozelandczycy odjechali, w czym pomogły im dwie żółte kartki gospodarzy (w okresie gry w osłabieniu Walijczycy stracili trzy przyłożenia, a zdobyli tylko jedno, Louisa Reesa-Zammita). W składzie All Blacks też błyszczęli skrzydłowi, a także Wallace Sititi, natomiast ich problemem była walka o wysoko zawieszone piłki.

Poza tym:

  • Włochy – Chile 34:19 (Włosi mimo braku m.in. Paola Garbisiego i kilku debiutantów w składzie byli faworytem spotkania i od pierwszego przyłożenia Ange Capuozzo pozostawali na prowadzeniu aż do końca; mieli jednak moment strachu – w 50 minucie Chilijczycy zmniejszyli swoją stratę do zaledwie jednego punktu; potem jednak Włosi odjechali, m.in. dzięki dubletowi Monty’ego Ioane, i pewnie wygrali; swoją drogą, to był jedyny mecz Chile w tym okienku testowym – długa droga przez pół świata, aby rozegrać tylko jedno spotkanie);
  • Szkocja – Tonga 56:0 (bardzo pewna wygrana Szkotów, w których wyjściowym składzie Gregor Townsend pozostawił zaledwie jednego spośród graczy, którzy zaczynali mecz z Argentyną; Tongijczyków zawiodła dyscyplina: już po pięciu minutach zostali w czternastkę po 20-minutowej czerwonej kartce, a trzy kolejne żółte kartki spowodowały, że w drugiej połowie niemal pół godziny znowu grali w osłabieniu – i niemal wszystkie punkty gospodarzy padły w okresie gry z przewagą; kilka dni wcześniej grały rezerwy tych drużyn i wynik był inny – w poniedziałkowym starciu Emerging Scotland z Tonga XV wygrali gracze z Oceanii 19:12);
  • Hiszpania – Fidżi 33:41 (kolejna porażka Hiszpanów, ale także kolejny ich nadspodziewanie dobry występ – mimo braku zawodników grających na co dzień w Top 14 gospodarze byli równorzędnym partnerem dla wyspiarzy i jeszcze na kwadrans przed końcem prowadzili 33:24; w pozostałym czasie jednak stracili 17 punktów, w tym dwa przyłożenia, poniekąd powtarzając historię z końcówki meczu z Anglią A);
  • Gruzja – Japonia 23:25 (ten mecz miał największą stawkę z wszystkich tego weekendu – na szali leżało rozstawienie w drugim koszyku w losowaniu grup na Puchar Świata w Australii i porażka Gruzinów wypchnęła ich do trzeciego koszyka; Japończycy od początku budowali przewagę dzięki zdobytemu na początku jedynemu przyłożeniu Dylana Riley’a oraz licznym karnym wybranego graczem meczu Lee Seung-sina, który zdobył z kopów 20 punktów; Gruzini popełniali błędy, zaliczali nieliczne punkty z karnych, Jack Cornelsen powstrzymał przed przyłożeniem Akakiego Tabucadze, a straty zaczęli odrabiać dopiero pod koniec – w 78. minucie wyszli nawet na jednopunktowe prowadzenie, ale Japończycy przeważyli na koniec dzięki szóstemu karnemu Lee; niezwykle cenna wygrana Japonii, która poleciała do Europy w mocno eksperymentalnym składzie);
  • Rumunia – Urugwaj 21:31 (dwa przyłożenia po szybkich akcjach dały Urugwajowi na początku meczu prowadzenie 14:0; i choć Rumuni kilkakrotnie zmniejszali stratę, nigdy nie zbliżyli się do gości na mniej niż 7 punktów – gospodarze mogą jednak żałować aż czterech niedoszłych przyłożeń);
  • Portugalia – Kanada 33:27 (nadspodziewanie trudna przeprawa Portugalczyków, którzy nie mogli w tym meczu rozwinąć swoich zabójczych skrzydeł i długo punktowali głównie dzięki karnym Manuela Vareiro; do przerwy było 16:16, a kwadrans przed końcem 26:24 i dopiero przyłożenie Rodrigo Marty dało Portugalczykom w miarę bezpieczną przewagę; w szeregach Kanady dwóch debiutantów, a jeden z nich, Morgan di Nardo, zaznaczył swoją obecność na boisku przyłożeniem).

Top 14

Mimo braku czołowych graczy uczestniczących w meczu testowym z Australią, we Francji rozegrano dziesiątą kolejkę ligo Top 14.

Union Bordeaux-Bègles – Section Paloise 33:34. Kolejka ta zaczęła się nietypowo, bo już w piątek, gdy doszło do jednego z najciekawszych spotkań tej rundy, pomiędzy dwiema drużynami ze ścisłej czołówki. W obu brakowało sporych grup reprezentantów, ale gospodarze cieszyli się z powrotu na mecz Mathieu Jaliberta. Jednak to jego mniej utytułowany vis-à-vis Axel Desperes odegrał kluczową rolę w tym spotkaniu zdobywając 19 punktów z kopów i dorzucając asystę. Co prawda na pierwsze przyłożenie gości gospodarze odpowiedzieli trzema własnymi, ale ich przewaga nie urosła zanadto z powodu kopów Desperesa. A pod koniec pierwszej połowy goście wyszli na czoło i pozostali nim aż do końca. Było jednak nerwowo – 10 minut przed końcowym gwizdkiem UBB zniwelowało stratę do 1 punktu i atakowało. Ostatecznie jednak Pau wybroniło się, potem przejęło aut i dowiozło zwycięstwo do końca. Znakomity występ i wynik gości.

Poza tym:

  • Lyon OU – ASM Clermont 43:24 (Lyon przerwał serię porażek dominując nad rywalami na początku i na końcu spotkania);
  • US Montauban – Stade Toulousain 7:49 (święto w Montauban, które po powrocie do Top 14 gościło mistrzów Francji, ale mecz jednostronny i pewna wygrana gości nawet pomimo braku reprezentantów Francji; warto zauważyć, że na pozycji obrońcy zagrał w Tuluzie młody Hiszpan Lucien Richardis);
  • Racing 92 – Aviron Bayonnais 47:27 (Baskowie znakomicie zaczęli spotkanie – na początku meczu dwukrotnie osiągali 11-punktową przewagę i wygrywali jeszcze do przerwy; jednak po niej paryżanie zaliczyli cztery przyłożenia i nie tylko wygrali, ale także zdobyli bonus ofensywny; zdecydował ostatni kwadrans wygrany przez Racing 19:0);
  • Stade Rochelais – Castres Olympique 17:19 (bardzo cenna wygrana gości w deszczowym La Rochelle, i to pomimo trzech żółtych kartek zebranych w drugiej połowie w ciągu 6 minut – co prawda grając w dwunastkę stracili przyłożenie, ale kilka minut później karnym przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę);
  • USA Perpignan – Montpellier Hérault 0:28 (sporo zmian w sztabie Perpignan, ale Katalończycy wciąż przegrywają; dla Montpellier to cenna wygrana, na dodatek z wywalczonym w końcówce meczu bonusem);
  • Stade Français – RC Toulonnais 51:24 (kolejny mecz w czołówce i cenna wygrana paryżan, dla których dwa przyłożenia zdobył nieobecny od kilku lat w reprezentacji Gruzji filar Giorgi Melikidze; stołeczna ekipa do końca walczyła o punkt bonusowy i wywalczyła go dobrych kilka minut po upływie regulaminowego czasu gry, gdy rywale zostali na boisku w trzynastkę po żółtych kartkach).

W tabeli na czele nadal Tuluza, a za jej plecami ponownie Pau, które wykorzystało potknięcie Tulonu. Na dole tabeli wygrana Lyonu czyni sytuację Montauban i Perpignan niezwykle trudną – Lyon wyprzedza Montauban już o 15 punktów, a Perpignan traci do najbliższych rywalki kolejne 6 oczek.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Stade Toulousain1034
2. ↑Section Paloise1032
3. ↑↑↑Stade Français1030
4. ↓↓RC Toulonnais1029
5. ↓Union Bordeaux-Bègles1028
6. ↑Stade Rochelais1026
7. ↑↑Racing 921026
8. ↓↓↓Aviron Bayonnais1026
9. ↑↑Montpellier Hérault1024
10.Castres Olympique1024
11. ↓↓↓ASM Clermont1023
12.Lyon OU1022
13.US Montauban107
14.USA Perpignan101

Z kraju

Rozegrano zaległy mecz trzeciej kolejki drugiej ligi – i zarazem ostatni mecz jesieni w polskich rozgrywkach ligowych (choć słowo „jesień” niespecjalnie tu pasuje, bo na boisku zalegała spora warstwa śniegu i warunki były iście zimowe). Rezerwy Budowlanych Lublin (które przystąpiły do spotkania z tylko jednym zmiennikiem) przegrały z ekipą Koma RT Olsztyn 7:48 – olsztynianie pozostali na drugim miejscu tabeli, ale na półmetku rozgrywek zmniejszyli dystans do liderujących rezerw Budowlanych Łódź do jednego punktu.

Ogłoszono powołania do reprezentacji Polski w rugby 7 kobiet na prestiżowy turniej w Dubaju. Z jednej strony zwracają uwagę młode zawodniczki (zwłaszcza 16-letnia Maja Krupa z Energi Biało-Zielonych Ladies Gdańsk i 17-letnia Jadwiga Chlebus z AZS AWF Warszawa), a z drugiej powrót do kadry Katarzyny Paszczyk. Polki już wyleciały do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie przed turniejem mają odbyć kilkudniowe zgrupowanie w Abu Zabi.

Rugbowe zdjęcie Jarosława Respondka „Szarża” zdobyło wyróżnienie w 21 Wielkim Konkursie Fotograficznym National Georgraphic Polska. Wszystkie nagrodzone zdjęcia są dostępne tutaj.

Ze świata

Ostatnią reprezentacją, która wywalczyła awans do Pucharu Świata w Australii została drużyna Samoa. W ostatnim, decydującym o kwalifikacji spotkaniu barażu międzykontynentalnego w Dubaju mierzyła się z inną niepokonaną do tej pory ekipą – Belgią. W wyjątkowo zaciętym starciu faworyzowani Samoańczycy mieli ogromne kłopoty i ostatecznie tylko zremisowali 13:13 – jednak to im wystarczyło do awansu dzięki wyższym zwycięstwom we wcześniejszych spotkaniach turnieju. Niewiele było w tym meczu przyłożeń, ale za to sporo nerwów i błędów. Belgowie znakomicie bronili się przed atakami Samoańczyków mimo fizycznej przewagi wyspiarzy. Dzięki karnym Matiasa Remue w pierwszej połowie wyszli na prowadzenie 6:3. Po przerwie długo wynik się utrzymywał i dopiero na kwadrans przed końcem Samoa wróciło na czoło dzięki swojemu jedynemu przyłożeniu w tym meczu, a po karnym na 10 minut przed końcem prowadziło 13:6. Belgowie jednak się nie poddawali – znakomity przebój Remue zapoczątkował akcję zakończoną przyłożeniem i na 5 minut przed końcem był remis. Czasu na dorzucenie kolejnych punktów już jednak Belgom brakło. W drugim spotkaniu ostatniej kolejki turnieju zmierzyły się ekipy, które dotąd przegrywały – tu Namibia pokonała Brazylię 40:31 (w dużej mierze dzięki postawie w drugiej połowie, bo pierwszą lepiej zaczęła – było nawet 17:0 – i wygrała Brazylia, ale tuż przed przerwą została w czternastkę po czerwonej kartce, a w drugiej połowie przez 10 minut grała nawet w trzynastkę).

Najbardziej chyba egzotyczny pojedynek międzynarodowy panów w ten weekend odbył się w Tiranie, gdzie Albania (której reprezentacja funkcjonuje od ubiegłego roku) grała z Grecją (która dla odmiany wraca na boiska po ponad dekadzie przerwy). Albańczycy zdecydowanie wygrali 57:0.

Było też trochę międzynarodowego grania kobiet – już w środę Niemki przegrały z Belgijkami 0:23, a w weekend Belgijki poniosły porażkę z Hongkongiem 7:15 (Hongkong wygrał zatem drugi mecz podczas wyprawy do Europy). Do tego Rumunki uległy Gruzinkom 0:43 (dla Gruzinek był to trzeci mecz w historii i pierwszy na wyjeździe), a Austriaczki pokonały Czeszki 20:7 (to był trzeci mecz Austriaczek w historii – poprzednie dwa też zagrały z Czeszkami i w obu padły remisy 5:5). Oba te mecze rozegrano pod szyldem Rugby Europe Conference. A tydzień temu swój międzynarodowy debiut zaliczyły Greczynki, które przegrały w Sofii 0:17 z Bułgarkami.

World Rugby ogłosiło oficjalny komunikat na temat rozgrywek Nations Championship i Nations Cup, które ruszają w przyszłym roku i zastąpią lipcowe i listopadowe testy. Na najwyższym poziomie (Nations Championship) będzie kisić się we własnym sosie elita: drużyny z 6N, TRC oraz zaproszone Japonia i Fidżi – przy czym proces wyboru tych dwóch ekip miał być dokonany w przejrzystej procedurze, tymczasem nie ma śladu po takiej, a na dzień ogłoszenia rozpiski Japonia była niżej w rankingu WR niż Gruzja… Na niższym poziomie (Nations Cup), zagrają w 2026 i 2028 pozostałe drużyny, które kwalifikują się do Pucharu Świata w Australii. Na jednym i drugim poziomie mamy podział na dwie grupy i każda drużyna gra sześć spotkań z kompletem drużyn z grupy przeciwnej (trzy w lipcu na półkuli południowej i trzy w listopadzie na półkuli północnej). W Championship na koniec listopada finały na Twickenham, natomiast w Cup nie ma mowy o finale (i tak nie ma awansów, więc nie jest potrzebny, ale nazwa „Cup” jest w tej sytuacji kompletnie nieadekwatna). Podział na grupy jest geograficzny – na niższym poziomie w jednej, europejsko-afrykańsko-azjatyckiej mamy Gruzję, Hiszpanię, Portugalię, Rumunię, Zimbabwe i Hongkong, a w drugiej, amerykańsko-oceanicznej, są Urugwaj, Chile, Stany Zjednoczone, Kanada, Tonga i zwycięzca barażu (którym okazało się Samoa, choć przecież w chwili ogłoszenia komunikatu to równie dobrze mogła być Belgia i cały schemat by się widowiskowo posypał). Wiadomo już, że część reprezentacji swoje „domowe” mecze będzie rozgrywać na obczyźnie (Samoa i Tonga w Ameryce, a Zimbabwe i dwa z trzech meczów Hongkongu w Europie). O tym, co myślę o całym tym pomyśle, już pisałem i nic od tego czasu się nie zmieniło: to w praktyce krok wstecz w rozwoju rugby, skok na kasę ze strony elity i podcięcie skrzydeł wszystkim spoza czołowej dwunastki (więcej: Początek końca rugby?).

Losowanie grup Pucharu Świata w Australii (nietypowe, bo wreszcie w chwili losowania znani są wszyscy uczestnicy turnieju) odbędzie się 3 grudnia o godzinie 10:00 czasu polskiego. Wśród uczestników ujawniono m.in. Dana Cartera. Skład koszyków (ustalony już ostatecznie po tym weekendzie testów):

  • 1: Południowa Afryka, Nowa Zelandia, Anglia, Irlandia, Francja i Argentyna,
  • 2: Australia, Fidżi, Szkocja, Włochy, Walia, Japonia,
  • 3: Gruzja, Urugwaj, Hiszpania, Stany Zjednoczone, Chile, Tonga,
  • 4: Samoa, Portugalia, Rumunia, Hongkong, Kanada, Zimbabwe.

Zaczyna się na całego okres wręczania nagród. World Rugby przyznało World Rugby Awards w dwóch najważniejszych męskich kategoriach (żeńskie już przyznano, podobnie jak trenerską, przy okazji Pucharu Świata w Anglii). Najlepszym rugbystą świata został Malcolm Marx, piąty zawodnik z Południowej Afryki z tą nagrodą (nominowany do niej już raz, przed 7 laty). W pokonanym polu pozostawił trzech innych nominowanych, w tym dwóch kolegów z reprezentacji, Pietera-Stepha du Toit, który zgarnął ten laur już dwukrotnie, w 2019 i 2024, i Oxa Nche, a także francuskiego skrzydłowego Louisa Bielle’a-Biarrey’a. Natomiast odkryciem roku został pochodzący z Holandii, aczkolwiek reprezentujący Nową Zelandię (gdzie wyjechał jako 17-latek przed sześcioma laty) Fabien Holland. Pozostałymi nominowanymi byli Ethan Hooker (Południowa Afryka), Henry Pollock (Anglia) i Joseph-Aukuso Sua’ali’i (Australia). Jedyne akcenty rugby spoza elity mieliśmy w nominacjach w kategorii przyłożenia roku – i tu nagrodę zgarnęło przyłożenie Santiago Perdero wieńczące piękną akcję chilijskiej drużyny w meczu kwalifikacji do Pucharu Świata przeciwko Samoa.

World Rugby ogłosiło także ostatnie miasto-gospodarza tegorocznego cyklu SVNS – na najwyższym poziomie. I jest to pewna niespodzianka – amerykański turniej przenosi się z zachodniego na wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych i najlepsi siódemkowicze świata zagrają w marcu w Nowym Jorku. Przed Los Angeles jednak inna impreza, największa w siódemkowym świecie – turniej rugby 7 podczas letnich igrzysk olimpijskich w 2028.

Federacja irlandzka ogłosiła dane finansowe za rok 2024/25 – chwali się obniżeniem straty operacyjnej z 18,4 mln euro we wcześniejszym roku do 4,2 mln euro w roku, który raportowano. Trzeba jednak pamiętać, że poprzedni rok był rokiem Pucharu Świata i Irlandczycy z definicji mieli problem bez listopadowych testów na swoich stadionach, więc porównanie jest bardzo mylące, a sytuacja mimo wszystko niezbyt ciekawa. Zwraca uwagę też bezprecedensowy poziom inwestycji w kobiece rugby, sięgający blisko 10 mln euro (tu trzeba wziąć pod uwagę, że był to rok poprzedzający Puchar Świata).

Z wieści transferowych:

  • reprezentant Samoa Michael Ala’alatoa przechodzi na pozostałą część sezonu z Clermont do Munsteru;
  • Allan Bunting nie będzie dłużej pełnił funkcji trenera reprezentacji Nowej Zelandii kobiet – nazwiska jego następcy jeszcze nie znamy.

Do poczytania: tekst Roberta Kitsona w Guardianie o Nations Championship – Could new Nations Championship transform Test rugby? The jury is out.

Nieszczęście dotknęło federację chorwacką – ostatniej nocy w wielkim pożarze biurowca spłonęły jej biura.

Niecodzienny format będzie miał przyszłoroczny Puchar Świata w Rugby League rozgrywany w Australii – weźmie w nim udział 10 drużyn, a w fazie grupowej będziemy mieli jedną grupę 4-zespołową (tu gra każdy z każdym) i dwie 3-zespołowe (tu każda drużyna gra 3 mecze z wszystkimi drużynami drugiej grupy). Swoją drogą, w stawce obok 7 drużyn z Australii i Oceanii są tylko Anglia, Francja i Liban. W kwalifikacjach wzięło udział 7 drużyn (walczyły o dwa miejsca, pozostałe 8 zajęli ćwierćfinaliści z poprzedniej imprezy) – w sumie zatem zainteresowanych udziałem było tylko 15 federacji.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Francja:

  • Quentin Cieslinski (Stade Métropolitain, Nationale 2 – grupa 2): zagrał 50 minut w meczu z Servette Genewa, przegranym 22:23. Metro jest dziewiąte w grupie;
  • Thomas Toevalu (US Marmandaise, Nationale 2 – grupa 1): zagrał cały mecz w roli kapitana z Orleanem, przegrany 8:21. Marmande pozostało ósme w swojej grupie;
  • Mateusz Bartoszek (RC Bassin d’Arcachon, Fédérale 1 – grupa 1): wszedł na ostatnie 20 minut w meczu z Tours, wygranym 28:23. RCBA awansowało na pierwsze miejsce w grupie;
  • Nicolas Saborit (CO Berre XV, Fédérale 1 – grupa 1): zagrał cały mecz przeciwko Vinay, wygrany 20:15. Berre l’Etang jest dziesiąte w stawce dwunastu drużyn;
  • Andrzej Charlat (AS Monaco Rugby, Fédérale 1 – grupa 1): zagrał 80 minut i zdobył 9 punktów z karnych w meczu z Grasse, wygranym 26:14. Monako nadal jest wiceliderem grupy.

Irlandia:

  • Jakub Wojtkowicz (Sligo RFC, All-Ireland League D2B): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Malone, przegranym 19:35. Sligo spadło na szóste miejsce na swoim poziomie;
  • Wiktor Wilczuk (Bruff RFC, All-Ireland League D2C): wyszedł w podstawowym składzie i zdobył dwa przyłożenia w spotkaniu z Malahide, przegranym jednak 15:21. Bruff także spadło na szóste miejsce na swoim poziomie.

Szkocja:

  • Zenon Szwagrzak (Melrose Rugby, Scottish Cup): wyszedł w wyjściowej piętnastce w meczu pucharowym z Watsonians. Melrose przegrało 33:42.

Zapowiedzi

W kolejnym tygodniu w kraju już rugbowy zimowy sen, natomiast na świecie:

  • dożynki jesiennego okienka testowego czyli mecz Walii z Południową Afryką,
  • jedenasta kolejka Top 14 (w niej na początek Montpellier gra z Bordeaux, a na koniec Pau z La Rochelle);
  • wracają dwie pozostałe czołowe ligi europejskie – szóste kolejki w URC i Prem (w pierwszej południowoafrykańskie derby Bulls – Lions, w drugiej szlagier Saracens – Bath);
  • startuje tegoroczny cykl SVNS – przed nami pierwszy turniej w Dubaju (i tu przy okazji w silnie obsadzonym turnieju zaproszeniowym zagra kobieca reprezentacja Polski).

4 komentarze do “Potknięcie na drodze do REC”

  1. Pomyśleć, że jeszcze niedawno wygrywaliśmy z Belgią. Obawiam się, że teraz wynik takiego meczu, mógłby być zgoła odmienny.

    Odpowiedz
    • Tak, zrobili duży krok do przodu, mają tego świetnego Remue, który dostaje coraz więcej okazji w Tuluzie, i kilku graczy z Pro D2…

      Odpowiedz
  2. Z jednej strony bardzo się cieszę że nasi młodzi zawodnicy utrzymali się w elicie, a z drugiej wiem, że następny mecz w tym roczniku rozegramy dopiero na następnych ME po jednym zgrupowaniu. Nie tak to powinno wyglądać… Drużyny powinny rozegrać do tego czasu co najmniej 4-5 meczów sparingowych z zagranicznymi rywalami. Zgrupowań powinno być znacznie więcej. A jest jak jest 🙁

    Odpowiedz

Skomentuj Grzegorz B Anuluj pisanie odpowiedzi