Powrót Glasgow Warriors

W głównej roli rozgrywki grupowe europejskich pucharów, znów z rezerwami u gości w większości spotkań. Jednak kilka meczów dostarczyło prawdziwych emocji, a chyba największe były w Glasgow, gdzie Warriors odrobili 21 punktów straty i pokonali Tuluzę. Poza tym Bohemia Rugby Warriors w ostatniej akcji meczu stracili awans do półfinałów Super Cup, a Brave Lupus Tokyo zaczęli obronę mistrzostwa Japonii od klęski 0:46.

Champions Cup

Za nami drugi weekend grudnia i zarazem drugi weekend rozgrywek w europejskich pucharach.

Leicester Tigers – Leinster 15:23. Dość długo w tym spotkaniu zanosiło się na nieoczkiwaną wygraną gospodarzy – w pierwszej połowie tylko oni zdobywali przyłożenia (oba w wykonaniu znakomitych skrzydłowych, Adama Radwana po efektownej akcji z kilkoma podkopnięciami i Olliego Haskella-Collinsa), a Irlandczycy (którym ze składu przed meczem wypadł chory Tadhg Furlong, a na początku meczu zaliczyli dwie kontuzje), pomimo licznych ataków odpowiedzieli tylko dwoma karnymi Harry’ego Byrne’a. Do przerwy było 15:6. Jednak w drugiej połowie obrona gospodarzy wreszcie zaczęła pękać, podczas gdy goście nie pozwolili leicesterczykom na zdobycie jakichkolwiek punktów. Przyłożenia zdobywały gwiazdy Leinsteru – najpierw Jamison Gibson-Park dzięki przytomności umysłu po młynie pozwolił zmniejszyć stratę do 2 oczek, na 20 minut przed końcem dublińczycy wreszcie wyszli na czoło po kolejnym karnym Byrne’a, a wygraną przypieczętowali przyłożeniem Dana Sheehana po maulu autowym.

Sharks – Saracens 28:23. Pierwszy mecz gospodarzy pod wodzą tymczasowego trenera JP Pietersena skończył się zwycięstwem – dopiero drugim w tym sezonie (wcześniej tylko jedna wygrana w URC). Saracens nieco to ułatwili przylatując do Durbanu bez Maro Itoje i Owena Farrella (znakomity występ zaliczył za to młody łącznik młyna Charlie Bracken). Sharks zaczęli od przyłożenia po maulu autowym, ale po półgodzinie gry zrobiło się 7:15 (m.in. dzięki błędowi Aphalele Fassiego). Potem gospodarze wrócili na prowadzenie dzięki dwóm przyłożeniom (jednym prawdopodobnie po podaniu do przodu), a po przerwie powiększyli je grając z przewagą jednego gracza po ładnym przełamaniu i offloadzie Ethana Hookera. Londyńczycy nie złożyli jednak broni, jeszcze w osłabieniu zredukowali stratę do 5 punktów i do końca grali o zwycięstwo. W ostatniej akcji mieli przewagę jednego zawodnika na boisku i aut na 5 m rywali, przegrali go jednak i w konsekwencji całe spotkanie. Smutno wyglądały pustawe trybuny w Durbanie (zresztą – podobnie tydzień temu w Pretorii na znakomitym spotkaniu Bulls z Bordeaux).

Glasgow Warriors – Stade Toulousain 28:21. Chyba mało kto stawiał przed meczem na Szkotów, skoro ich rywalem miała być potężna Tuluza, która przyjechała do Szkocji w bardzo mocnym składzie, m.in. z Antoine’m Dupontem, który po raz pierwszy po kontuzji pojawił się w wyjściowej piętnastce. I właśnie Dupont w pierwszej połowie prowadził swoją drużynę – to on zdobył pierwsze przyłożenie w meczu, a przy kolejnym zanotował asystę. Dwa przyłożenia zdobył zaledwie 20-letni Kalvin Gourgues (warto zwrócić uwagę na chłopaka, w pierwszym swoim seniorskim sezonie zaliczył już debiut w reprezentacji Francji, a tydzień temu punktował też przeciwko Sharks). Tuluza prowadziła do przerwy 21:0, tuż przed przerwą Tuluza była o włos od czwartej piątki (od przyłożenia Ange Capuozzo uratowała Szkotów szarża Jamie’go Dobie’go) i pewnie coponiektórzy kibice szkockiej ekipy już wyłączali telewizory. Gorzko jednak musieli potem tego żałować – Glasgow Warriors, podobnie jak przed tygodniem (gdy wygrali mimo wyniku 0:14) zanotowali znakomity powrót do meczu. Krok po kroku odrabiali straty, w większości po walce na linii pola punktowego, po przyłożeniu Sione Tuipulotu wyrównali, a na 10 minut przed końcem zwycięstwo dało im przyłożenie Gregora Hiddlestona.

RC Toulonnais – Bath 45:34. Dwie znakomicie radzące sobie w tym sezonie i nieoszczędzające najlepszych graczy w tym spotkaniu drużyny zgotowały kibicom bardzo dobre widowisko, w którym padło dziewięć przyłożeń, a losy zwycięstwa ważyły się do samego końca. Przez większość spotkania na prowadzeniu byli tulończycy, ale zdarzało się, że wymykało im się ono z rąk albo Bath zmniejszało stratę do jednego punktu. Na pięć minut przed końcem, po znakomitej akcji rezerwowego Louie’go Hennessey’a przegrywali tylko czterema oczkami i mogli liczyć na wygraną. Nic z tego – w ostatniej akcji meczu to Tulon zdobył punkty po maulu autowym, odbierając rywalom także defensywny punkt bonusowy. Ważne role odegrali kopacze – w pojedynku Matéo Garcii i Finna Russella padł wynik 20:14. Gospodarze wygraną zawdzięczali zdecydowanej przewadze w posiadaniu piłki, dominacji w młynach (aż 6 zarobionych przy ich okazji karnych) i przegrupowaniach, a sercem ich wygranej byli kapitan Charles Ollivon i łącznik młyna Baptiste Serin.

Poza tym:

  • Stormers – Stade Rochelais 42:21 (tym razem Stormers w pełnym składzie, a Francuzi w rezerwowym, z 19-letnim kapitanem Lucasem Andjisseramatchim, wynik więc nie dziwi – już po 7 minutach gospodarze mieli dwa przyłożenia na koncie, oba z udziałem Sachy Feinberga-Mngomezulu, a dwa kolejne w pierwszej połowie nie przeszły przez TMO; jednak francuską młodzież warto pochwalić za ambicję i trzy przyłożenia);
  • ASM Clermont – Sale Sharks 14:35 (Clermont wydaje się wyraźnie odstawać od stawki; moment wątpliwości przyszedł tylko zaraz po przerwie, gdy sędzia unieważnił czwarte przyłożenie Sharks, pokazał jednemu z ich graczy żółtą kartkę, a chwilę potem Clermont zmniejszył stratę do 6 oczek po przechwycie; jednak w końcówce dwa przyłożenia dały gościom bonusowe zwycięstwo);
  • Union Bordeaux-Bègles – Scarlets 50:21 (pierwsze przyłożenie nieoczekiwanie dla gości, ale potem walec z Bordeaux rozjechał rywali, już po niespełna półgodzinie prowadząc 24:7, m.in. dzięki dwóm przyłożeniom Mathieu Jaliberta, który za pierwszym razem zaimponował indywidualnym wejściem, a za drugim wykończył świetną, zespołową, 75-metrową akcję; potem Francuzi dorzucili jeszcze cztery przyłożenia);
  • Munster – Gloucester 31:3 (Irlandczycy odbili sobie bolesną porażkę sprzed tygodnia wysoko wygrywając z angielską drużyną; w pierwszej połowie niewiele zapowiadało taki obrót rzeczy, bo padło tylko jedno przyłożenie i gospodarze do przerwy wygrywali tylko 7:3; po przerwie zaaplikowali jednak rywalom aż cztery piątki, trzy z nich przy grze w przewadze po żółtej kartce; świetnie pokazał się przy trzech pierwszych przyłożeniach obrońca Mike Haley);
  • Castres Olympique – Edinburgh 33:0 (największe gwiazdy Szkotów odpoczywały przed zaplanowanym na kolejny weekend derbami ligowymi, a rezerwy dały się bezlitośnie ograć we Francji; przed przerwą jeszcze mieli przewagę na boisku, ale brakowało im skuteczności; po przerwie rywale zaaplikowali im cztery przyłożenia);
  • Harlequins – Aviron Bayonnais 68:14 (po 20 minutach gry worek z przyłożeniami się rozwiązał – padło ich 12, z czego 10 zdobyli gospodarze, bezlitośni dla osłabionych Basków; sygnał do ataku dał znakomity Marcus Smith, który zaliczył asysty przy dwóch pierwszych przyłożeniach, przyłożył rękę do trzeciego, a skończył mecz z 18 punktami z podwyższeń przy 90-procentowej skuteczności);
  • Northampton Saints – Bulls 50:5 (goście bez swoich najważniejszych graczy, a gospodarze zaliczyli swoją drugą wygraną w rozgrywkach; hat-tricka zdobył skrzydłowy George Hendy, a sporo zachwytów poszło na konto Henry’ego Pollocka i uznanego za najlepszego na boisku Fina Smitha);
  • Bristol Bears – Section Paloise 61:12 (kolejny mecz, w którym goście wystawili skład mocno rezerwowy, i kolejny, w którym emocji było jak na lekarstwo; gospodarze zdobyli przyłożenie w pierwszej akcji meczu, a do przerwy prowadzili już 33:0; w ostatniej chwili przed meczem po urazie na treningu ze składu bristolczyków wypadł Louis Rees-Zammit).

Po dwóch kolejkach po dwa zwycięstwa na koncie mają Glasgow Warriors, Leinster, Stormers, Bordeaux, Northampton Saints i Bristol Bears – i są już praktycznie pewni awansu do 1/8 finału. Po dwie porażki zebrali Clermont, Bajonna, Pau, Leicester Tigers, Scarlets i Bulls, ale nawet taki bilans na półmetku rozgrywek grupowych nie przekreśla ich szans na kwalifikację do fazy pucharowej.

Challenge Cup

Także drugą kolejkę grupową (i także półmetek rozgrywek) zaliczyliśmy w Challenge Cup.

Cardiff – Ulster 29:26. Jeden z najciekawszych pojedynków stoczyły dwie drużyny z ligi URC. Zwycięsko wyszli z niego gospodarze, do których składu w tym meczu po ponad dekadzie wrócił Leigh Halfpenny (w roli grającego trenera). Dla odmiany Ulster przyjechał do stolicy Walii bez wielu podstawowych graczy. Gospodarze zaczęli mecz od dwóch przyłożeń, ale przed przerwą goście odpowiedzieli swoimi dwoma i było 12:14. Po przerwie sytuacja była odwrotna: najpierw belfastczycy zaliczyli dwie piątki i na kwadrans przed końcem było 12:26, ale potem znakomity finisz zaczęli Walijczycy, którzy przez sporą część ostatniego kwadransa grali z liczebną przewagą, najpierw 14:13, a potem 15:14. Dzięki dwóm przyłożeniom wyrównali, a karnym w ostatniej minucie przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę.

Racing 92 – Exeter Chiefs 31:31. Mocno zmieniony skład angielskiej ekipy wywiózł z Créteil cenny remis, ale Anglicy pewnie żałują straconej szansy na zwycięstwo. Exeterczycy w pierwszej połowie zdobyli cztery przyłożenia i do przerwy prowadzili 28:12. Po przerwie jednak jedynym ich dorobkiem były trzy punkty z karnego na 10 minut przed końcem, które zresztą okazały się bardzo cenne – Racing w ostatnim kwadransie przyłożył trzykrotnie, a ostatnią z piątek, w doliczonym czasie gry, podwyższoną przez Geronimo Prisciantelliego, wywalczył remis.

Poza tym:

  • Montpellier Hérault – Zebre Parma 31:7 (pierwsze przyłożenie zdobyli Włosi, potem na prowadzenie wyszli Francuzi, ale mimo ich boiskowej przewagi wynik długo był na styku; dopiero po godzinie gry trzema przyłożeniami Montpellier rozstrzygnęło spotkanie);
  • Benetton Treviso – USA Perpignan 44:31 (dla Katalończyków ważniejsza jest gra o utrzymanie w Top 14, ale choć od 7. minuty przegrywali, kilkakrotnie zdołali odgryźć się Włochom);
  • Cheetahs – Stade Français 22:45 (paryżanie nie oszczędzili zaproszonej do rywalizacji południowoafrykańskiej ekipy – zaczęli od 14:o i choć pozwolili Cheetahs odrobić straty, a nawet wyjść na prowadzenie przed przerwą, po niej czterema kolejnymi przyłożeniami rozstrzygnęli spotkanie; chyba wychodzi tu fakt, że choć dla Cheetahs Challenge Cup jest priorytetem, to brakuje im ligowego rytmu);
  • US Montauban – Ospreys 22:33 (Montauban, podobnie jak Perpignan, musi myśleć o ratowaniu ligowego bytu, stąd porażka z Ospreys nie zaskakuje; już po 20 minutach było tu 3:19 i choć gospodarze odrobili część strat, Walijczycy w końcówce potwierdzili wygraną);
  • Newcastle Red Bulls – Lions 14:10 (drugi mecz Red Bulls w Challenge Cup i drugie zwycięstwo – kompletnie inaczej niż w lidze; wyszarpali je przyłożeniem na dwie minuty przed końcem; w ekipie gospodarzy debiut zaliczył Christian Wade, który jednak po półgodzinie gry opuścił boisko znokautowany przez rywala);
  • Connacht – Black Lion 52:0 (daleka wyprawa Gruzinów skończyła się bolesną porażką – już w pierwszej akcji stracone pierwsze przyłożenie, a potem siedem kolejnych; dla Irlandczyków hat-tricka już w pierwszej połowie zaliczył wiązacz Paul Boyle; rozmiar porażki może stanowić element przyspieszający rozstanie Gruzinów z Richardem Cockerillem, dla którego federacja gruzińska podobno już szuka następcy);
  • Dragons – Lyon OU 23:21 (długie oczekiwanie Dragons na zwycięstwo wreszcie się skończyło, po niemal dokładnie roku – i to w wyjątkowych okolicznościach; jeszcze na kwadrans przed końcem Walijczycy przegrywali 6:21, ale wtedy zdobyli trzy przyłożenia, z czego dwa w liczebnej przewadze).

W Challenge Cup komplet zwycięstw ma pięć drużyn: francuskie Stade Français i Montpellier, angielskie Newcastle, walijscy Ospreys i włoski Benetton. Komplet porażek – Montauban i Lyon, Lions, oraz zaproszone Cheetahs i Black Lion.

Z kraju

Zmarł Łukasz Bardłowski – jeden z inspiratorów, a potem podpór rugby w Białymstoku.

Ze świata

W stolicy Togo, Lomé, zaczął się międzynarodowy turniej z udziałem trzech drużyn z zachodniej Afryki. W pierwszym spotkaniu gospodarze turnieju pokonali Benin 11:6 (dla Michała Dudka: była transmisja na profilu facebookowym togijskiej federacji). W rywalizacji weźmie też udział Niger.

Świetnie rozpoczęta jesień czeskiego rugby zakończyła się niepowodzeniem – Bohemia Rugby Warriors po dwóch zwycięstwach w pierwszych trzech kolejkach wydawali się mieć otwartą drogę do półfinałów Rugby Europe Super Cup. O awansie decydował jednak mecz ostatniej, piątej kolejki, w którym Czesi w Pradze grali z holenderską Deltą. Holendrzy tracili do gospodarzy 5 punktów w tabeli i do awansu potrzebowali wygranej bonusowej. Zaczęli od prowadzenia po zaledwie kilku minutach 14:0, jednak gospodarze dzięki dwóm przyłożeniom zdobytym tuż przed końcem pierwszej połowy na przerwę schodzili prowadząc 21:19. W drugiej połowie znowu Holendrzy punktowali jako pierwsi, ale Czesi wrócili na czoło w 55. minucie – było 28:24. I wtedy nastąpiła katastrofa: dwa przyłożenia na kwadrans przed końcem meczu przybliżyły Deltę do osiągnięcia zaplanowanego celu, a zrealizowali go zdobywając kolejne przyłożenie w doliczonym czasie gry – wygrali 45:28. W tej sytuacji Czesi mogli już tylko liczyć na porażkę Brussels Devils z Romanian Wolves, ale Belgowie pewnie pokonali najsłabszą drużynę w stawce 51:22 (cóż, Wolves to w prakryce piąta ekipa rumuńskiej ligi). Trzeci mecz kolejki też zapowiadał się ciekawie – to były nie tylko iberyjskie derby, ale także starcie dwóch faworytów RESC, dotąd niepokonanych. Choć grano w Lizbonie, zwycięstwo odnieśli hiszpańscy Iberians – 26:13. Skład półfinałów: Iberians – Delta i Lusitanos – Devils.

Czternasta kolejka francuskiej drugiej ligi, Pro D2, zaczęła się niezwykle emocjonującym akcentem: starcie dwóch ekip ze środka stawki, Soyaux Angoulême i Agen, rozstrzygnięte zostało w ostatnich minutach – zwycięstwo 22:20 dał grającym w czternastkę po czerwonej kartce gospodarzom Corentin Glenat drop goalem z niemal połowy boiska. Bardzo ciekawie zapowiadało się starcie wicelidera, Valence Romans, z Grenoble – klasyfikowani wyżej gospodarze prowadzili od początku i choć kilka razy Grenoble skracało dystans (m.in. po przyłożeniu Raffaele Stortiego), wygrali z podalpejską potęgą 33:15. Poza tym Aurillac pokonało przedostatni w lidze Mont-de-Marsan 32:19 (po półgodzinie prowadziło 24:0), Brive bez problemu poradziło sobie z Carcassonne 53:16 (już dziewiąta porażka z rzędu beniaminka), Provence wygrało 38:18 z Béziers (na konto gospodarzy poszedł też punkt bonusowy i awans na trzecie miejsce w lidze), Dax nieoczekiwanie pokonało Colomiers 13:8, które po tej porażce wypadło z czołowej trójki (nieładny mecz, kartek więcej niż przyłożeń, także bardzo kulejąca skuteczność z kopów; jedyne przyłożenie dla gości zdobył na początku meczu Rodrigo Marta), Oyonnax zwyciężyło Nevers 34:18, a na koniec kolejki liderujące lidze Vannes nie dało szans Biarritz, wygrywając 38:20 (siódme zwycięstwo z rzędu Bretończyków, dla Basków to z kolei czwarta kolejna porażka).

W 10 rundzie angielskiej ligi Champ już na starcie mieliśmy dwa pojedynki między zespołami z czołówki ligowej tabeli – i oba okazały się ciekawe. Nottingham jako pierwsza ekipa w tym sezonie zagroziła niepokonanym dotąd Ealing Trailfinders. I choć przegrała, wynik 14:17 wstydu nie przynosi (tym bardziej, że kilka miesięcy temu uległa temu samemu rywalowi różnicą aż 77 punktów). W drugim z piątkowych spotkań Cornish Pirates mierzyli się z Bedford Blues i ponieśli drugą porażkę z rzędu – ale minimalną, 26:27 (zdecydował karny tuż przed końcem). Poza tym Caldy znowu przegrało, tym razem z Coventry 22:33, Cambridge uległo ekipie Chinnor 15:55, Worcester Warriors pokonali Richmond 31:19, Doncaster Knights zostali zwyciężeni przez Ampthill 30:38, a London Scottish przegrali z Hartpury University 24:33. W tabeli na czele niezwyciężeni Trailfinders, 7 punktów mniej ma ekipa z Worcesteru, a kolejne 3 punkty mniej – Bedford. Potem znowu spora luka punktowa.

Swoją drogą, tylko dwa kluby z Champ złożyły aplikacje do oceny gotowości do awansu do Prem – tradycyjnie Ealing Trailfinders oraz Doncaster Knights. Zobaczymy, czy aplikacja Trailfinders nie zostanie równie tradycyjnie odrzucona z powodu stadionu o pojemności 5–6 tys. widzów. Z kolei Knights mają wystarczającą infrastrukturę, ale po dziesięciu kolejkach ich szanse na pierwsze miejsce w lidze mocno zmalały (są dopiero na jedenastym miejscu). Zaskakujący nieco jest fakt, że aplikacji nie złożyli Worcester Warriors, którzy jednak wciąż zmagają się z problemami wynikającymi ze swojej upadłości sprzed kilku lat.

Wystartował kolejny sezon naszpikowanej gwiazdami Japan Rugby League One – dość wspomnieć, że grają tutaj zawodnicy uznani za najlepszych na świecie w trzech ostatnich latach, a w tym sezonie do klubów tej ligi dołączyli m.in. Ardie Savea czy Semi Radradra. W najciekawszym spotkaniu pierwszej kolejki broniący mistrzowskiego tytułu Brave Lupus Tokyo mierzyli się z Saitama Wild Knights. Mistrzowie zaczęli sezon jednak katastrofalnie – przegrywając aż 0:46. Darowali rywalom aż 20 karnych, sporo straconych piłek, a do protokołu zostały wpisane po ich stronie tylko dwie żółte kartki, podczas gdy gwiazdą meczu był Takuya Yamasawa, który wyłącznie z kopów uzbierał 26 punktów. Poza tym: Black Rams Tokyo przegrali 15:29 z Tokyo Sungoliath (a najlepszym graczem meczu był Cheslin Kolbe), Urayasu D-Rocks wyszarpali wygraną 27:24 nad Sagamihara Dynaboars 7-punktową akcją na sam koniec meczu, Toyota Verblitz pokonała 44:33 Mie Heat (wśród punktujących był m.in. Pieter Steph du Toit, ale gwiazdą był wracający po kontuzji Kazuki Himeno), Kobe Steelers mimo wielkich gwiazd na pokładzie przegrali ze Spears Funabashi Tokyo-Bay 28:33, a Yokohama Eagles ulegli Shizuoka BlueRevs 27:39 (m.in. od przyłożenia japońską przygodą zaczął Radradra, który był jednym z najlepszych na boisku). Warto zwrócić uwagę, że powrót ligowego rugby przyciągnął rzesze publiczności – średnia widzów na stadionach wyniosła blisko 20 tys. widzów (przy czym aż na czterech stadionach ta granica została pokonana, a mecz mistrzów kraju oglądało ponad 32 tys. kibiców).

Nieprzyjemne dla nas plotki z Rugby Europe (po ostatnim walnym zgromadzeniu tej organizacji): obcięte finansowanie z World Rugby (które zabrało pieniądze wszystkim kontynentalnym związkom, aby pompować je w rugby w USA) spowoduje zapewne bolesne cięcia. Podobno zarząd federacji przegłosował powrót Rugby Europe Championship do 6-zespołowego składu w 2028 (i jeśli to się ziści, po naszym ewentualnym awansie nie będzie dwóch lat gwarantowanej obecności na najwyższym poziomie, a już w pierwszym sezonie walka o utrzymanie będzie niezwykle trudna). Ponoć problemy są też z Rugby Europe Super Cup.

A przy okazji status członków Rugby Europe przyznano dwóm federacjom – greckiej (która już kiedyś miała taki status) oraz gibraltarskiej. Od decyzji o przyjęciu Gibraltaru zapowiedziała odwołanie do francuskiego sądu federacja hiszpańska – sprawa ma oczywiście podtekst polityczny.

Quas Al-Dhalai doczekał się – prowadzona przez niego federacja azjatycka (Rugby Asia) chwilowo straciła miejsce w Radzie World Rugby w wyniku zawieszenia. Brak oficjalnego komunikatu, ale można się domyślać, że jest to efektem jego nadużyć w zarządzaniu oraz niedawnego zawieszenia swojego zastępcy z Japonii.

Portal Rugby Pass opublikował wytypowaną przez swoich dziennikarzy listę 100 najlepszych rugbystów świata w 2025. Niestety, znów kraje drugiego rugbowego świata umknęły jej autorom – na liście jest tylko trzech zawodników spoza Tier 1, w tym dwóch Fidżyjczyków (89. Jiuta Wainiqolo i 65 Josua Tuisova) i jeden Gruzin (83 Dawit Niniaszwili). Kibice Springboków narzekają na zaledwie 49. lokatę Siyi Kolisiego oraz na 11. miejsce Oxa Nche, ale w sumie nie powinni zanadto marudzić – w pierwszej dziesiątce jest aż sześciu ich reprzentantów. Zaskakuje nieco wskazanie z numerem 1 Sachy Feinberga-Mngomezulu (jest objawieniem tego roku, ale czy faktycznie największą postacią rugby?), a także z numerem 2 Antoine’a Duponta (wszak większość roku spędził na trybunach i w gabinetach rehabilitacyjnych). Trzeci jest najlepszy według WR Pieter-Steph du Toit. Pełna lista: https://www.rugbypass.com/top-100-mens-rugby-players/

Jest też najlepsza kobieca pięćdziesiątka (zdaje się pierwszy raz w historii portalu: https://www.rugbypass.com/top-women-rugby-players/). Na pierwszym miejscu Nowozelandka Portia Woodman-Wickliffe, druga Francuzka Pauline Bourdon-Sensus, a dopiero trzecia pierwsza z mistrzyń świata, Angielka Zoe Aldcroft. Generalnie przeważa Europa, sporo też w czołówce Kanadyjek (m.in. czwarta Alex Tessier). Zwraca uwagę brak uznanej przez World Rugby za najlepszą na świecie Sophie de Goede (ale tu coś jest na rzeczy, przecież Kanadyjka przez zdecydowaną większość roku pauzowała) i młodej nowozelandzkiej gwiazdy Braxton Sorensen-McGee, uznanej przez WR za odkrycie roku (i tu już chyba RugbyPass się pomylił).

Angielska rugbystka, mistrzyni świata Ellie Kildunne (jedenasta na powyższej liście) została nominowana do przyznawanej przez BBC nagrody Sport Personality of the Year (znalazła się w gronie sześciu sportowców). Jest pierwszą rugbystką z takim zaszczytem. Jedynym rugbystą, który dotąd zdobył ten laur, był Jonny Wilkinson w 2003.

Ardie Savea po raz trzeci został uznany najlepszym nowozelandzkim rugbystą (poprzednio w 2019 i 2023). Wygrał w dwóch klasyfikacjach – jak najlepszy spośród All Blacks i najlepszy zawodnik Super Rugby Pacific. Najlepszą reprezentantką kraju ogłoszono natomiast zaledwie 19-letnie objawienie, Braxton Sorensen-McGee, podczas gdy w Super Rugby Aupiki najlepszą była Portia Woodman-Wickliffe. Drużyną roku została kobieca reprezentacja siódemkowa, a trenerem jej szkoleniowiec Cory Sweeney. A najlepszą siódemkowiczką ogłoszono Jorję Miller.

Z wieści transferowych:

  • reprezentant Nowej Zelandii Sevu Reece podpisał trzyletni kontrakt z drużyną Perpignan. Ma opuścić Crusaders latem, a jego przyjazd do Francji oznacza dla niego także utratę szans na grę dla All Blacks;
  • reprezentant Anglii George Martin także latem przeniesie się z Leicester Tigers do Saracens;
  • a już zimą zmieni barwy znakomity argentyński łącznik ataku Tomás Albornoz – przejdzie z Benettona do Tulonu;
  • reprezentant Szwecji Ale Loman ostatecznie opuszcza Nottingham i został pełnoprawnym zawodnikiem Leicester Tigers (dotąd był tam tylko na gościnnych występach);
  • karierę skończył niemal 41-letni Florin Surugiu, ponad 100-krotny reprezentant Rumunii. Ostatni raz wybiegł na boisko przed tygodniem, w meczu Rugby Europe Super Cup w Bukareszcie.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • Max Łoboda (Caldy RFC, Champ): zagrał 80 minut w meczu z Ealing Trailfinders, przegranym 0:38. Caldy spadło na dziewiąte miejsce w lidze;
  • Ross Cooke (Oxford Harlequins, National League 2 East): zdobył przyłożenie i podwyższenie w meczu z Esher, przegranym 17:76. Quins pozostali na ostatnim miejscu w grupie;
  • Daniel Tomanek (Tunbridge Wells RFC, Regional 1 South Central): wyszedł w podstawowym składzie i zdobył 7 punktów z kopów w meczu na szczycie ligi z Jersey, przegranym 29:31. Jego ekipa spadła z drugiego na trzecie miejsce w grupie;
  • Jordan Tebbatt (Leicester Forest RFC, Counties 1 Midlands East (South)): zagrał od początku w meczu z Biggleswade, przegranego 17:24. Forest pozostało piąte w grupie.

Francja:

  • Thomas Toevalu (US Marmandaise, Nationale 2 – grupa 1): zagrał od początku w meczu z Salles, przegranym 20:22. Marmande jest siódme w lidze;
  • Mateusz Bartoszek (RC Bassin d’Arcachon, Fédérale 1 – grupa 1): zagrał godzinę w meczu z Issoire, przegranym 20:27. RCBA spadło na drugie miejsce w grupie;
  • Nicolas Saborit (CO Berre XV, Fédérale 1 – grupa 2): na ławce rezerwowych rozpoczął mecz z Saint Jean en Royans, przegrany 10:27. Berre l’Etang jest dziesiąte w grupie, tuż nad strefą spadkową;
  • Andrzej Charlat (AS Monaco Rugby, Fédérale 2 – grupa 3): zagrał od początku i zdobył przyłożenie w meczu z Cavaillon wygranym 39:21. Monaco pozostało wiceliderem grupy.

Irlandia:

  • Jakub Wojtkowicz (Sligo RFC, All-Ireland League D2B): wyszedł w podstawowym składzie na mecz z Ennoiscorthy, wygrany 42:12. Sligo pozostało piąte w lidze;
  • Wiktor Wilczuk (Bruff RFC, All-Ireland League D2C): wyszedł w podstawowym składzie i zdobył przyłożenie na początku meczu z Clonmel, przegranego 20:22. Bruff jednak pozostało piąte na swoim poziomie.

Szkocja:

  • Zenon Szwagrzak (Melrose Rugby, Premiership): na ławce rezerwowych zaczął mecz z Ayr, przegrany 15:43.

Zapowiedzi

W kolejnym tygodniu w roli głównej rugby ligowe, i to w dużej mierze w derbowym wydaniu:

  • dwunasta kolejka Top 14 (m.in. derby Paryża i mecz Bordeaux z Tulonem),
  • siódma kolejka United Rugby Championship (m.in. Leinster – Ulster, Glasgow Warriors – Edinburgh, Sharks – Bulls),
  • siódma kolejka Prem (m.in. Saracens – Exeter Chiefs),
  • druga kolejka Japan Rugby League One,
  • w turnieju w Togo mecze Beninu z Nigrem (już dziś) i Togo z Nigrem (w środę).

2 komentarze do “Powrót Glasgow Warriors”

  1. Dzięki za kolejny artykuł. Mnóstwo pracy włożonej każdego tygodnia.

    Przy okazji polecam sprawdzić informacje na stronie MLR. Amerykanie jednak uruchomią ligę, będzie całe… 6 drużyn 🙂 jest już pełny terminarz.
    Pozdrawiam.

    Odpowiedz
    • Na MLR spoglądam, o ubywaniu drużyn na bieżąco pisałem 🙂 Kiedyś liczyłem na to, że ta liga może być dobrym przykładem dla innych. Cóż, pomyliłem się.

      Odpowiedz

Skomentuj Grzegorz B Anuluj pisanie odpowiedzi