Trójmiasto górą

Mija niemal dokładnie rok od pierwszego tekstu w „szponach”. Wtedy głównym tematem był pogrom Irlandii przez Anglików i wycofanie się KS Budowlanych Łódź z Ekstraligi. Dziś na mecze międzynarodowe wciąż czekamy, ale z Ekstraligi na szczęście nikt się nie wycofuje. Ozdobą weekendu były mecze Leinsteru z Munsterem na świecie i sensacyjne zwycięstwo Arki z Pogonią u nas w kraju, a najwięcej dyskutuje się o czerwonej kartce Michała Mirosza w starciu na szczycie Ekstraligi.

Ekstraliga

W Ekstralidze oczywiście najwięcej uwagi przyciągało starcie na absolutnym szczycie: Master Pharm Rugby Łódź podejmowało Ogniwo Sopot. Sopocianie zrewanżowali się za porażkę z ostatniego, niedokończonego sezonu, wywożąc ze stadionu Widzewa zwycięstwo 20:10. Początek jednak nie zapowiadał takiego obrotu rzeczy. To łodzianie zdobyli pierwsze przyłożenie (pierwsze w ich barwach Ukraińca Oleksandra Szewczenki) i po pół godzinie prowadzili 10:3 mając przewagę na boisku. Jednak wówczas Michał Mirosz kopnął leżącego na ziemi Piotra Zeszutka i zszedł z boiska z czerwoną kartką. Może i ruch nogą bez wielkiego rozmachu, może i zawodnik sprowokowany, ale zachowanie karygodne. Ogniwo początkowo nie mogło wykorzystać przewagi jednego zawodnika. Dopiero na początku drugiej połowy wyrównało wynik meczu. Długo utrzymywał się wynik 13:10 dla Ogniwa po karnym Piotrowicza i Master Pharm mógł mieć nadzieję na korzystny wynik. Pogrzebana została dopiero w samej końcówce po drugim przyłożeniu dla Ogniwa zdobytym przez Mateusza Plichtę – po przegranym przez łodzian własnym młynie na 5 metrach. Oprócz czerwonej kartki Mirosza zapewne problemem łodzian była strata przed meczem Krystiana Pogorzelskiego, w pierwszej połowie Witalija Kramarienki, a w drugiej połowie Dawida Plichty. Swoją drogą, numery na koszulkach Master Pharm Rugby Łódź to jakieś nieporozumienie.

W drugim sobotnim meczu wzmocnieni w przerwie Edach Budowlani Lublin (przed tym meczem dołączył do nich zapowiadany wcześniej reprezentant Zimbabwe Royal Mwale) podejmowali Juvenię Kraków (tym razem już w całkowicie polskim składzie). Po pierwszej połowie wynik iście piłkarski: 3:0 dla gospodarzy. W drugiej połowie dorzucili kolejnego karnego i prowadzili 6:0. Jednak w tej części spotkania nastąpiły dwie minuty, które zmieniły całkowicie wynik. Najpierw na pole punktowe gospodarzy przedarł się Michał Jurczyński, potem Jakub Rapacz i Juvenia prowadziła 12:6. Tak też spotkanie się skończyło. Dla lublinian na pociechę pozostał drugi w tym sezonie punkt bonusowy. Warto podkreślić fakt, że Juvenia nie pozwoliła rywalom na ani jedno przyłożenie.

Prawdziwy dreszczowiec zobaczyliśmy natomiast w Gdyni, gdzie Arka podejmowała Pogoń Siedlce. Zdecydowanego faworyta upatrywano w Pogoni, która od czterech lat nie wypada z najlepszej trójki ligi, podczas gdy Arka ostatni ligowy mecz wygrała w 2018. W pierwszej połowie Arka zaczęła punktowanie, ale gdy siedlczanie odpowiedzieli dwoma przyłożeniami wydawało się, że niespodzianki nie będzie. Do przerwy Arka przegrywała 10:14. Jednak w drugiej części spotkania grano punkt za punkt, a prowadzenie przechodziło z rąk do rąk. Kilka minut przed końcem Arka prowadziła 24:19, gdy siedlecki młyn potężnie pchnął rywali i wjechał na pole punktowe zarabiając karne przyłożenie. Było 24:26. Anton Szaszero dostał szansę zmiany tego wyniku z karnego, jednak w stosunkowo prostej pozycji chybił. Wydawało się, że nadzieje gdynian na odmianę losu wraz z tym pudłem przepadły. Jednak Szaszero dostał jeszcze jedną szansę, znacznie trudniejszą – pięć metrów od środka boiska, daleko od jego osi. I tym razem trafił dając Arce zwycięstwo 27:26. Sensacja stała się faktem.

Derby Mazowsza między Orkanem i Skrą były pierwszym meczem rugby na przebudowanym stadionie Orkana, który wreszcie mógł wyprowadzić się z Chodakowa. Gospodarze nie uczcili jednak przeprowadzki zwycięstwem. Na początku meczu wyszli na prowadzenie 3:0, potem mieli jeszcze dwie szanse na podwyższenie wyniku z karnych, jednak na tym ich osiągnięcia się skończyły. Gra w tej części spotkania toczyła się niemal wyłącznie w środkowej strefie boiska. Sochaczewianie nie potrafili poważnie zagrozić Skrze, ta natomiast trzykrotnie szybkimi przełamaniami wdarła się pod pole punktowe gospodarzy i trzykrotnie z tych akcji zdobyła punkty. Do przerwy było 3:17. Po przerwie Orkan został w praktyce zamknięty na swojej połowie, jednak Skra długo nie mogła zamienić przewagi na punkty. Dopiero po ponad 20 minutach zwiększyła prowadzenie do 24:3. Orkan niemal natychmiast miał świetną szansę na przyłożenie, ale już na swoim polu punktowym Skra odzyskała piłkę, podciągnął akcję Daniel Gdula, podał do Violetiego Kolo (bardzo rozruszał Skrę w drugiej połowie), a ten zaliczył kolejne przyłożenie dla warszawian – było 31:3 (i pewny bonus dla Skry). Orkan jednak nie tracił woli walki i w samej końcówce meczu zaliczył dwa przyłożenia w wykonaniu świeżo sprowadzonych Argentyńczyków, jednak porażka była już nieunikniona. Końcowy wynik: 15:31, zwycięstwo Skry zdecydowane i zasłużone.

W ostatnim meczu kolejki Ekstraliga pierwszy raz w swojej historii zawitała do Jarocina. Beniaminek podejmował Lechię Gdańsk i świetnie zaczął spotkanie, punktując z karnych po kopach Kacpra Włodarka. Jednak już przed przerwą Lechia wyszła na prowadzenie, a choć po przerwie przyłożenie zdobył dla jarocinian Ross Bennie-Coulson, to Lechici całkowicie zdominowali rywali i ostatecznie Sparta musiała pogodzić się z porażką 19:54. Transmisja zawiodła, ale na pewno budzą podziw trzy przyłożenia młynarza Lechii, Sebastiana Kacprzaka.

Zanosi się na to, że przed nami ciekawy sezon, a stawka się wyrównuje. Po dwóch kolejkach pozostały nam tylko dwie ekipy z kompletem zwycięstw (aspirujące do złota Ogniwo i Skra) i dwie z kompletem porażek (Edach Budowlani Lublin, którzy jednak ponosili minimalne porażki i wywalczyli za nie dwa punkty bonusowe, i beniaminek z Jarocina). Na razie na trzecim miejscu Juvenia, łodzianie na czwartym, Pogoń Siedlce na szóstym – ale póki co to jeszcze nic nie znaczy.

Z ciekawostek: w obu dotychczasowych kolejkach najmłodsze piętnastki w bój wysyłał Orkan Sochaczew, najstarsze – Ogniwo Sopot (patrząc na średnią wieku wyjściowego składu).

Premiership

Piętnastą kolejkę Premiership zaczął mecz na szczycie: Sale Sharks – Exeter Chiefs. Sale, którzy tydzień temu stracili pozycję wicelidera, chcieli się odkuć, ale rywalem była przecież najlepsza dotąd drużyna tego sezonu. Pierwsze dziesięć minut było szalone: prowadzenie objęli Chiefs, ale Sharks dwukrotnie odpowiedzieli i prowadzili 14:7. Jednak to drużyna z Exeter dominowała na boisku, choć w pierwszej połowie nie potrafiła tego udokumentować. Zrobiła to na początku drugiej połowy, gdy w ciągu kilkunastu minut zdobyła trzy przyłożenia. Sale odpowiedziało dopiero w samej końcówce i ostatecznie przegrało 22:32.

Gloucester przegrał z wiceliderami, Bristol Bears 24:33. Po niesamowitej pierwszej połowie było już 14:26; Gloucester tym razem postanowiło zagospodarować swoich trzech skrzydłowych na boisku, przesuwając Louisa Reesa-Zammita na pozycję obrońcy, jednak tym razem żaden z tych graczy nie punktował. Świetnie natomiast pokazał się w ekipie z Bristolu Semi Radradra, który zdobył pierwsze przyłożenie w nowych barwach i zaliczył kilka innych fantastycznych zagrań, tworząc kolegom okazję do dwóch kolejnych przyłożeń.

A w sobotę mieliśmy derby Londynu. Jesienią sensacyjnie wygrali w nich Harlequins, tym razem jednak musieli ulec faworytom. Saracens stopniowo budowali przewagę (do przerwy 17:3, kwadrans później 28:3). Quins dopiero w ostatniej fazie meczu zaczęli punktować i na pięć minut przed końcem zmniejszyli stratę do 7 punktów. Ostatnie słowo należało jednak do Saracens, którzy moment później odpowiedzieli przyłożeniem Alexa Lewingtona i ostatecznie wygrali 38:24.

Poza tym Wasps pokonali Worcester Warriors 32:17. Do przerwy było 13:17, a Wasps zwycięstwo zawdzięczają przewadze zdobytej dopiero w ostatnich dwudziestu minutach. W meczu London Irish – Northampton Saints do przerwy było 3:3, jednak po przerwie faworyzowani goście zdobyli cztery przyłożenia i wygrali 27:3. Dużo efektownej gry było w meczu Leicester Tigers – Bath. Tygrysy w pierwszych minutach wyszły na prowadzenie 6:0, ale następnie punktowali wyłącznie goście, którzy zaliczyli aż 6 przyłożeń. Dwa przyłożenia grających zresztą w mocno rezerwowym zestawieniu Tigers w ostatnich minutach już nie mogły zmienić rezultatu, przegrali 16:38.

Po tej kolejce Wasps zepchnęli Sale Sharks z trzeciego miejsca (a przecież jeszcze parę kolejek temu byli w dolnej połówce tabeli). Do Sale Sharks zbliżyli się też bardzo Bath i Northampton Saints, którzy też będą walczyć o miejsce w półfinałach. Poza tym w tabeli bez zmian.

Pierwsze symptomy częstszego grania: Worcester wymieniło w porównaniu z poprzednim meczem całą wyjściową piętnastkę, przeciwko Wasps desygnując do gry od pierwszej minuty trzech debiutantów. Władze ligi, wobec planu rozgrywania spotkań częściej niż raz w tygodniu, ustaliły zresztą pewne ograniczenia: najwyżej dwa spotkania w wyjściowej piętnastce w ciągu tygodnia i maksymalnie 180 minut na boisku w tym czasie.

Nie cichną dyskusje poprzedzającego poprzednią kolejkę gestu poparcia dla Black Lives Matter – część zawodników okazała go w inny sposób, ale odmówiła przyklęknięcia. Media zwracają uwagę, że wśród nich znalazło się wielu graczy z Południowej Afryki (m.in. spora część piętnastki Sale Sharks). Czarnoskóry zresztą Billy Vunipola z Saracens, tłumaczy się atakami na kościoły podczas demonstracji ruchu BLM.

Jack Clifford, dwukrotny zdobywca Pucharu Sześciu Narodów, ogłosił zawieszenie butów na kołku. Ma tylko 27 lat, ale nie zdołał pokonać do końca kontuzji ramienia odniesionej w swym setnym – i jak się okazuje – ostatnim występie w barwach Harlequins.

Pro14

Do gry wróciło Pro14 (choć bez swych południowoafrykańskich franszyz).

Ozdobą weekendu były wyczekiwane jako hit starcie dwóch odwiecznych rywali w Irlandii: dubliński Leinster podejmował Munster (ten nadal bez swojego świetnego łącznika ataku Joeya Carbery’ego, którego już niemal roczna przerwa wydłuży się jeszcze bardziej). Przewagę w meczu mieli goście: zdecydowanie przeważali gdy chodzi o terytorium, popełniali też mniej błędów skutkujących rzutami karnymi. Ale statystyki to nie wszystko – mimo to górą byli gospodarze, którzy wygrali 27:25. Już po paru minutach meczu Munster musiał przeprowadzić dwie zmiany wymuszone kontuzjami. Mimo to ta sama drużyna zdobyła pierwsze przyłożenie (niezawodny skrzydłowy Andrew Conway), na co dublińczycy odpowiedzieli przyłożeniem po maulu Ciana Healy’ego. Przed przerwą zobaczyliśmy jeszcze kilka karnych, a przyłożenie Gary’ego Ringrose’a tuż przed końcowym gwizdkiem pozwoliło Leinsterowi wysunąć się na prowadzenie 17:13. Po przerwie Leinster powiększył prowadzenie po świetnej akcji do 24:13. Ale w 62 minucie żółtą kartkę zobaczył Devin Toner i Munsterczycy bezlitośnie to wykorzystali: przyłożenie zdobył Ben Earls, odpowiedział karnym Byrne, a tuż przed powrotem Tonera na boisko ponownie zapunktował Andrew Conway. Niestety, tym razem brakło skutecznego podwyższenia (dotąd JJ Hanrahan był bez pudła) i Munster pozostał z dwupunktową stratą, a wyniku nie udało się zmienić już do końca spotkania. Fantastyczne widowisko i niewiele brakło do przerwania niesamowitej passy Leinsteru kroczącego od zwycięstwa do zwycięstwa już ponad rok. W drugim meczu między irlandzkimi drużynami (także rozegranym na Aviva Stadium w Dublinie) nieoczekiwanie Connacht pokonał Ulster 26:20. Świetny mecz zaliczył John Porch, który zaliczył pierwsze przyłożenie dla swej drużyny, a przy drugim sprytnym kopem asystował.

Derby Szkocji były świetnym pokazem skuteczności w ataku drużyny z Edynburga, która radzi sobie w tym sezonie lepiej od swych lokalnych rywali. Do przerwy gra była jeszcze dość wyrównana, ekipy zmieniały się na prowadzeniu, a gracze z Glasgow kończyli pierwszą połowę prowadząc 15:13. W drugiej połowie punktowali tylko edynburczycy, którzy wygrali w Glasgow 30:15. To drugie zwycięstwo Edynburga nad Warriors w tym sezonie, a to oznacza, że niezależnie od wyniku przyszłotygodniowego spotkania, 1872 Cup w tym roku pozostanie w tym mieście. W ekipie z Glasgow zabrakło świetnego Fidżijczyka Leone Nakarawy, który przebywa w swej ojczyźnie u boku żony i świeżo narodzonego pierwszego potomka.

Poza tym w pierwszym spotkaniu Pro14 po wznowieniu rozgrywek niespodzianka we Włoszech: Benetton przegrał z Zebre 13:17 (zasłużone zwycięstwo Zebre, Benetton jedyne przyłożenie dające mu punkt bonusowy – i tak niemający znaczenia w rywalizacji – zdobył w ostatniej akcji meczu). Był to ostatni mecz w karierze Alessandro Zanniego. W derbach Walii Scarlets nie dali szans Cardiff Blues, prowadząc od czwartej minuty i wygrywając ostatecznie 32:12. Imponujący w wykonaniu graczy z Llanelli był zwłaszcza początek drugiej połowy. W drugim wewnątrzwalijskim starciu remis 20:20. To spotkanie lepiej zaczęli Ospreys, którzy po paru minutach prowadzili już 10:0. Jednak kolejne kilka minut później stracili siedem punktów, a zaraz po wznowieniu gry skrzydłowego George’a Northa, który brzydko zaatakował będącego wysoko w powietrzu rywala i dostał czerwoną kartkę. Dragons nie potrafili w pełni wykorzystać liczbowej przewagi i przez większość spotkania to Ospreys utrzymywali się na prowadzeniu. Dopiero w 80. minucie Dragons przyłożeniem na skrzydle wyrównali wynik meczu – mogli wygrać, ale podwyższenie z trudnej pozycji było nieskuteczne.

W składzie półfinalistów już tylko jedna niewiadoma. Z konferencji A już na sto procent zobaczymy w play off Leinster i Ulster (porażka Glasgow Warriors pozbawiła ich choćby teoretycznych szans na dogonienie drużyny z Belfastu, mimo że ta poległa z Connachtem), natomiast z konferencji B pewny awansu jest Edynburg, natomiast znajdujący się na drugim miejscu Munster jest jeszcze zagrożony przez Scarlets – między ekipami są cztery punkty różnicy, więc ewentualna wpadka Munsteru z Connachtem za tydzień może dać szansę Walijczykom.

Przeprowadzona przed weekendem trzecia tura testów w irlandzkich drużynach rugby nie przyniosła ani jednego stwierdzonego przypadku zarażenia koronawirusem. Z kolei w Walii wyciekła do mediów informacja o zarażeniu nowego nabytku Dragons, reprezentanta Walii Jamiego Robertsa.

Drobne

Top 14

Coraz większe kłopoty Stade Français. Z powodu przypadków COVID-19 wielu zawodników pozostaje w izolacji, część z nich będzie potrzebowała z przyczyn medycznych dodatkowego odpoczynku, a odwołany został już drugi z zaplanowanych meczów towarzyskich, zresztą ostatni przed startem ligi planowanym na początek września.

Z gier towarzyskich z tego weekendu zwraca uwagę wysokie zwycięstwo Bordeaux nad Clermont (27:13). Drużyna z Clermont zresztą pojawiła się w wiadomościach także z innego powodu – u jednego z członków personelu wykryto zarażenie koronawirusem.

Champions Cup/Challnege Cup

EPCR zgodziło się, aby w wyjątkowo wydłużonym w tym roku sezonie pucharowym, zawodnicy mogli w fazie pucharowej reprezentować inny klub, niż ten, w którym grali w fazie grupowej. Jednak dokończenie sezonu wciąż pozostaje pod znakiem zapytania – wszystko zależy od zasad kwarantanny w poszczególnych krajach, czekają nas wszak starcia między drużynami z różnych państw.

Super Rugby

W Australii Western Force poczyna sobie coraz gorzej. W ten weekend uległo Reds aż 5:57. Jako dowód dominacji graczy z Brisbane mogą służyć dwa przyłożenia ich łącznika młyna Tate McDermotta, który oszukiwał rywali jak dzieci. W ciekawiej zapowiadającym się meczu Brumbies – Waratahs wyrównaną grę mieliśmy do przerwy, na którą gracze schodzili przy jednopunktowym prowadzeniu gospodarzy. Druga połowa należała już wyłącznie do nich i mecz skończył się wynikiem 38:11 dla Brumbies. W tabeli Brumbies i Reds oderwali się nieco od rywali (ci ostatni jednak za tydzień pauzują), o trzecie miejsce w play-off walczą Waratahs i Rebels.

A w Nowej Zelandii ogłoszono składy na mecz Północy z Południem. Bez zaskoczenia, na Północy dominują gracze z Auckland, a na południu z Canterbury. Możemy znowu liczyć na starcie braci Barrettów: Beauden jest w ekipie z północy, a Jordie z południa. Jednak termin spotkania z powodu powrotu ograniczeń związanych z epidemią przełożono: miał odbyć się w przyszły weekend, póki co przesunięto go w czasie o tydzień, może też zostać rozegrany w Wellington, a nie Auckland, gdzie przypadków choroby wciąż przybywa.

W kwestii przyszłości: pojawił się pomysł utworzenia nowej nowozelandzkiej franszyzy na bazie drużyny regionu Bay of Plenty (na Wyspie Północnej, obecnie przyporządkowany do obszaru Chiefs). W poprzednim sezonie ekipa ta wzięła udział w rozgrywkach Global Rapid Rugby stanowiąc trzon zespołu China Lions (z bazą w Szanghaju, z kilkoma reprezentantami Chin na okrasę). Udział w GRR skończył się na jednym meczu, później sezon przerwano z powodu pandemii.

British & Irish Lions

Przy okazji ogłoszenia cen biletów na spotkania „Lwów” powróciła dyskusja na temat możliwości nieodbycia się tournee w planowanym terminie. Szef federacji południowoafrykańskiej Jurie Roux zapowiedział, że nie będzie Lions bez obecności widzów – wszystko zależy zatem od rozwoju epidemii. A pobyt kibiców z Wielkiej Brytanii w Południowej Afryce będzie jednym z głównych źródeł przychodów organizatorów wyprawy.

Włochy

Z Italii dochodzą wieści, że dwie drużyny wycofały się z rozgrywek Top12 przed rozpoczęciem nowego sezonu z powodu kłopotów finansowych: San Donà spod Wenecji i florenccy Medicei. Być może w przyszłym roku będziemy mieli Top10 zamiast Top12. Rozgrywki mają zacząć się pod koniec września.

Inne

Znakomita informacja z Francji. Katarzyna Paszczyk, świetna zawodniczka Black Roses i reprezentacji Polski, która w ubiegłym sezonie zadebiutowała w angielskiej lidze Premier 15s (jeden mecz w składzie Richmond) podpisała zawodowy kontrakt ze Stade Rennais, drużyną francuskiej Élite 1 czyli najwyższej ligi kobiet w tym kraju. Zawodniczki z Rennes w ostatnim zakończonym sezonie, w 2019, wystąpiły w ćwierćfinale rozgrywek. W ślady Paszczyk może podążyć Katarzyna Nowacka, która będzie we Francji testowana.

W tegorocznym Mitre 10 Cup ma zagrać legenda nowozelandzkiego rugby, Kieran Read – wystąpi w barwach regionu Manukau.

Zapowiedzi

Przed nami trzecia kolejka Ekstraligi, a w niej kilka ciekawie zapowiadających się spotkań. Najbardziej obiecująco zapowiada się mecz w Siedlcach, gdzie spotkają się etatowi ostatnio medaliści mistrzostw: Pogoń podejmie Master Pharm Rugby Łódź. Faworytem są goście. Trudniej wskazać faworyta w starciu Lechii Gdańsk z Orkanem Sochaczew, ciekawie też może być w starciu Skry Warszawa z Edach Budowlanymi Lublin (choć tu wypada wskazać jednak na gospodarzy). Poza tym Ogniwo Sopot podejmuje beniaminka z Jarocina (kwestią otwartą pozostaje raczej tylko wysokość zwycięstwa mistrzów), a Juvenia Kraków zagra z Arką Gdynia (co prawda Arka wzmocniła się w przerwie, ale jednak to gospodarze będą faworytami).

W ciągu najbliższych siedmiu dni zobaczymy aż dwie kolejki angielskiej Premiership. We wtorek i środę odbędą się mecze kolejki szesnastej, a w niej najciekawiej zapowiada się mecz na szczycie: Bristol Bears podejmą Exeter Chiefs. Ciekawie będzie także w starciach innych kandydatów do awansu do play-off, Wasps z Sale Sharks oraz Northampton Saints z Bath. Siedemnasta kolejka w niedzielę i poniedziałek (zapewne „szpony” z tego powodu pojawią się dopiero w poniedziałek wieczorem). Tu najciekawiej zapowiadają się spotkania Sale Sharks z Bristol Bears i Bath z Wasps, ale warto będzie też spoglądać na mecz Harlequins z Northampton Saints – jeśli londyńczycy jeszcze marzą o półfinałach, ten mecz muszą wygrać.

W Pro14 bardzo szybko skończymy sezon zasadniczy. Najciekawiej zapowiadają się mecze Edynburga z Glasgow Warriors (pierwszy mecz rugby z udziałem publiczności w Wielkiej Brytanii – na trybuny Murrayfield ma zostać wpuszczonych 700 kibiców czyli mniej więcej 1% pojemności stadionu) oraz Ulsteru z Leinsterem, ale meczami o stawkę będą tylko starcia Dragons ze Scarlets i Munsteru z Connacht.

W Australii odbędzie się przedostatnia kolejka fazy zasadniczej Super Rugby AU. W walce o awans do play-off zmierzą się Rebels i Waratahs czyli ekipy z dwóch największych metropolii na kontynencie.

2 komentarze do wpisu „Trójmiasto górą”

  1. Fantastyczne jest „W szponach rugby”. Czytam od kilku miesięcy, gdy usłyszałem o tym zacnym miejscu od Jakuba Sieradzkiego w jednym z pierwszych odcinków Ataku na młyn.

    Nie wiem czemu nikt jeszcze tego nie zrobił ale muszę pochwalić Skarb Kibica tegorocznego sezonu naszej Ekstraligi. Każdy mecz jaki jest transmitowany oglądam z wydrukowanym w kolorze Skarbem:)

    Wielkie DZIĘKI!!!

    Odpowiedz
    • Ja dziękuję za miłe słowa. A ekstraligowy przewodnik na wiosnę zapewne będzie poszerzony o podstawowe statystyki zawodników z rundy jesiennej.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz