W Paryżu padało, w Rzymie lało, za to w Londynie niebiosa były łaskawsze, ale wszędzie było podobnie – w pierwszej kolejce Pucharu Sześciu Narodów wygrywali gospodarze, a bolesne porażki ponieśli celtyccy goście. W MREC większość spotkań wygrali faworyci, ale sensację sprawili Niemcy pokonując Rumunów. W SVNS triumfy Blitzboks i Black Ferns. A poza tym sporo wieści pozaboiskowych.
Przy okazji zapraszam do lektury tradycyjnego już „Skarbu fana rugby” dotyczącego Pucharu Sześciu Narodów, przygotowanego w zacnym gronie, jak zwykle z inicjatywy Tomka Płosy, który całość ogarniał: https://drive.google.com/file/d/1NgEp_Dz8dgJUdNcnnHtWrrLfi1Wulock/view
Puchar Sześciu Narodów
Pierwsza kolejka 132. Pucharu Sześciu Narodów trochę nietypowa – mecz otwarcia, jedno ze spotkań zapowiadających się na turniejowy szlagier, rozegrano już w czwartek (pewnie aby uniknąć kolizji z olimpijskimi atrakcjami).
Francja – Irlandia 36:14. Znakomity start Francuzów, kiepski Irlandczyków. W składzie gospodarzy zwracał uwagę Mathieu Jalibert na pozycji łącznika ataku i Théo Attissogbe w miejsce Damiana Penaud. Irlandczycy z kłopotami kadrowymi, których najlepszym wyrazem było trzech niedoświadczonych filarów w składzie. A młody duet łączników z Munsteru zaczął mecz na ławce – w wyjściowym składzie Andy Farrell postawił na parę z Leinsteru. Już pierwsze minuty przyniosły zapowiedź tego, co nastąpi później – ładne szarpnięcie Louisa Bielle’a-Biarrey’a skrzydłem, skończone jednak przodem Charlesa Ollivona przy próbie wykończenia akcji. Sporo było kopów (m.in. świetnie 50:22 Jamiego Osborne’a), sporo chaosu, a Irlandczycy też mieli swoją szansę, ale Francuzów uratował Thomas Ramos. W końcu jednak to gospodarze otworzyli wynik za sprawą znakomitej akcji Bielle’a-Biarrey’a, który na skrzydle uciekł trzem szarżującym, a potem poszli za ciosem, osiągając dominację na boisku. Kilka minut później było już 12:0 po łatwym minięciu trzech rywali przez Mathieu Jaliberta. I choć w kolejnych atakach gospodarzy brakowało płynności, to na niewiele pozwalali rywalom, a sami dorzucili 3 punkty z karnego. A kilka minut później Jalibert znakomicie zaczął akcję wykończoną przez drugą linię młyna – Mickaël Guillard (potem uznany za najlepszego zawodnika meczu) podał do Ollivona i do przerwy było już 22:0. Francuzi z impetem zaczęli też grę po przerwie, a świetny początek drugiej części spotkania ukoronowali niesamowitą akcją: kop Antoine’a Duponta, kop Ramosa i wykończenie Bielle’a-Biarrey’a (zeszłoroczny turniej skończył z ośmioma przyłożeniami, ten też zaczyna znakomicie). Chwilę potem gospodarze byli o włos od kolejnego przyłożenia. Dopiero wtedy Andy Farrell przeprowadził liczne zmiany, które na chwilę pomogły – w ciągu trzech minut zapunktowali najpierw Nick Timoney, a potem jeden z tych niedoświadczonych filarów, Michael Milne. Na tym jednak był koniec, a w końcówce znów docisnęli Francuzi. Bliski piątego przyłożenia był Nicolas Depoortère, a ostatecznie zaliczył je młody Attissogbe, wbijając gwóźdź do irlandzkiej trumny. Cóż, Francuzi potwierdzili swoją kandydaturę do zwycięstwa z turnieju, a Irlandczyków coraz wyraźniej dotyka kryzys. Gospodarze imponowali w wielu aspektach gry, chaos zamieniali w znakomite akcje, imponowali skutecznością w walce o piłkę w powietrzu (tu wygrali 14:5) i w kontrolowaniu piłki w przegrupowaniach.
Włochy – Szkocja 18:15. Gregor Townsend zaskoczył, odstawiając najskuteczniejszych graczy reprezentacji, Duhana van der Merwe i Darcy’ego Grahama (drugi znalazł miejsce na ławce) – postawił na zawodników z Glasgow, wstawiając do składu tylko czterech Edynburczyków. Jednak doskonała forma z klubu nie przełożyła się na kadrę. Już pierwszy kwadrans wstrząsnął Szkotami i ustawił mecz – dwie akcje Włochów znakomicie rozrzucone najpierw na prawo do Louisa Lynagha (świetny kop Nacho Brexa), a potem na lewo do Tommaso Menoncella dały im prowadzenie 12:0. Szkoci walczyli, mieli przewagę zarówno w posiadaniu, jak i w terytorium, ale nie potrafili skonstruować płynnych akcji (nie pomagał ulewny deszcz, który z czasem zamienił boisko niemal w basen). Owszem, walenie głową w mur w końcu przyniosło skutek i zmniejszenie straty po przyłożeniu, ale karny Paola Garbisiego (który wcześniej dwukrotnie chybił z drop goali) dał Włochom znowu 8 punktów przewagi. Na początku drugiej połowy Finn Russell zmniejszył stratę karnym, a Garbisi w ten sam sposób znowu powiększył dystans. Szkoci seryjnie tracili piłkę w swoich autach, raz spektakularnie przegrali swój młyn, przez 10 minut grali w osłabieniu po żółtej kartce (i mogą być wdzięczni za łaskawość sędziów), i dopiero na kwadrans przed końcem zdobyli drugie przyłożenie, po którym różnica zmalała do 3 punktów (choć warto zauważyć, że przy tej okazji gospodarze zatrzymali 14-osobowego maula). Jednak Włosi niemal do końca kontrolowali spotkanie. Dopiero w 79. minucie oddali swój aut na 5 m Szkotów i ci ostatnią akcją weszli na połowę gospodarzy. Ostatecznie po kilkudziesięciu fazach gry piłkę stracili, a Rzym (i obecny tam Robert Grzędowski) mógł świętować – podobnie jak przed dwoma laty, po dwupunktowej wygranej na tym samym stadionie.
Anglia – Walia 48:7. Najmniej emocji spodziewaliśmy się na Twickenham i faktycznie, pogrążeni w kryzysie Walijczycy nie mieli wiele do powiedzenia. W składach zwracało uwagę umieszczenie na angielskiej ławce rezerwowych Maro Itoje (opaskę kapitańską przejął Jamie George) i Henry’ego Pollocka oraz ustawienie w walijskiej piętnastce Louisa Reesa-Zammita w roli obrońcy (w klubie ten eksperyment zadziałał). W ostatniej chwili z ekipy gospodarzy opadł w wyniku kontuzji Immanuel Feyi-Waboso (który z tego samego powodu stracił również ubiegłoroczny turniej). I choć wspomniany Rees-Zammit kilkakrotnie szarpnął, Walia była bez szans. Już w pierwszej połowie hat-tricka zaliczył skrzydłowy Henry Arundell, a raz zastąpił go na lewym skrzydle wiązacz Ben Earl i do przerwy było 29:0 (w tym dwa przyłożenia zdobyte w ciągu 10 minut gry w podwójnej przewadze). Po przerwie Anglicy zaliczyli piąte przyłożenie, które wiele mówi o meczu – czterech Anglików pod linią bramkową nie miało przed sobą na szerokości prawie 20 m ani jednego przeciwnika. Dopiero wtedy Walijczycy mocniej zaatakowali. Żółtą kartkę zobaczył Itoje, a goście zapisali na swoje konto przyłożenie, które było jedynie honorowym. W kolejnych minutach to oni znowu zbierali kartki (przez dobrych kilka minut grali nawet ponownie w trzynastkę), a gospodarze przyłożenia – tuż po wejściu na boisko zapunktował Pollock, ale po TMO sędzia przyznał w tej sytuacji Anglikom karne przyłożenie, a pod sam koniec spotkania dwie piątki zaliczył Tommy Freeman.
Anglia i Francja na czele tabeli turniejowej. Włosi nieoczekiwanie tuż za nimi. Trzy ostatnie miejsca dla ekip celtyckich, których trenerzy i kibice mają o czym po tej kolejce myśleć.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. | Anglia | 1 | 5 |
| 2. | Francja | 1 | 5 |
| 3. | Włochy | 1 | 4 |
| 4. | Szkocja | 1 | 1 |
| 5. | Irlandia | 1 | 0 |
| 6. | Walia | 1 | 0 |
Rugby Europe International Championships
W pierwszej kolejce spotkań grupowych Men’s Rugby Europe Championship faworytami wszystkich spotkań byli goście – i niemal wszędzie wygrali. Jednak w ostatnim meczu mieliśmy sensację.
Holandia – Hiszpania 33:51. Hiszpanie postanowili od samego początku spotkania pokazać dominację i zdobyć przewagę. Już na samym początku zaliczyli przyłożenie, gdy świetny Martiniano Cian kopem obsłużył Iñakiego Mateu (ten wykorzystał też błąd łącznika ataku Holandii). Wkrótce zrobiło się 15:0 i choć gospodarze zaliczyli przyłożenie, kolejne dwa padły łupem gości, którzy do przerwy prowadzili 34:12, a krótko po niej już 39:12. W drugiej połowie młodzi Holendrzy odgryzali się częściej – mimo półgodziny w osłabieniu (najpierw kartka żółta, potem 20-minutowa czerwona) udało im się trzykrotnie przyłożyć. Dzięki temu wynik wyglądał przyzwoicie, ale nie udało im się odebrać rywalom ofensywnego punktu bonusowego. Niestety, wybrany najlepszym graczem meczu łącznik ataku Gonzalo Vinuesa opuścił boisko z kontuzją.
Belgia – Portugalia 17:47. Wynik wskazuje na wyraźną wygraną Portugalczyków, jednak jeszcze do godziny Belgowie trzymali kontakt, a ofensywny punkt bonusowy goście z Półwyspu Iberyjskiego wywalczyli karnym przyłożeniem dopiero w ostatniej akcji meczu, w doliczonym czasie gry. Sporą zasługę w wygranej miał weteran Samuel Marques, który nie tylko zdobył przyłożenie, ale także znakomicie kopał, inkasując w sumie aż 25 punktów (do piątki dorzucił 4 podwyższenia i 4 karne). Jak zwykle imponowali zawodnicy ataku Portugalii – oprócz Marquesa punktował m.in. Rodrigo Marta.
Szwajcaria – Gruzja 3:47. Także i w meczu w Yverdon pierwsza połowa pozostawiała pole do spekulacji – Gruzini otworzyli wynik po kwadransie, ale potem już punktów nie zdobywali, a Szwajcarzy zmniejszyli stratę karnym i do przerwy było tylko 3:7. Jednak po przerwie sygnał do ataku dał arcyskuteczny skrzydłowy Akaki Tabucadze, a potem jego koledzy dorzucili kolejnych sześć przyłożeń (dublety Tornike Jalagonii i Demura Tapladzego) i wysoko wygrali.
Niemcy – Rumunia 30:24. Niemcy już przed meczem mieli kłopoty. Spotkanie planowali w Kassel, ale musieli je przenieść w ostatniej chwili na znacznie mniejszy rugbowy obiekt w Heidelbergu (którego murawa po meczu wyglądała bardzo nieciekawie). Nie mogli skorzystać też np. z Erica Marksa z Vannes (dogadali się z klubem, że zawodnik zagra w fazie play-off). Tymczasem Rumuni mogli powołać generalnie wszystkich swoich najlepszych graczy. I początkowo wyglądało na to, że wygrają – w pierwszej połowie Niemcy dwukrotnie zapunktowali z karnych, ale za każdym razem goście niemal natychmiast odpowiadali przyłożeniami i do przerwy było 6:14. Jednak w drugiej połowie od początku zaatakowali Niemcy i po 10 minutach presja przyniosła efekty – dwa przyłożenia, po których było 18:14. Rumuni zmniejszyli stratę do 1 oczka, ale Niemcy zaliczyli trzecie przyłożenie i mieli 6 punktów przewagi. Na 8 minut przed końcem wreszcie przyłożenie zdobyli Rumuni i dzięki temu to oni wyszli na czoło. Jednak ostatnie słowo należało do gospodarzy (przyłożył Leo Wolf, który zdobył w tym meczu 15 punktów) i sensacja stała się faktem. Ta porażka to kolejna oznaka rumuńskiego kryzysu, chyba najwyraźniejsza jak dotąd. Ich przyszłotygodniowe spotkanie z Belgią będzie ich „być albo nie być” w walce o awans do półfinału rywalizacji.
W grupie A zgodnie z przewidywaniami na czele Gruzja i Hiszpania. W grupie B za plecami Portugalii może być w tym roku bardzo ciekawie – kto wie, czy o awansie nie będą decydowały bonusy i małe punkty.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. | Poz. | Drużyna | M. | Pkt |
| 1. | Gruzja | 1 | 5 | 1. | Portugalia | 1 | 5 |
| 2. | Hiszpania | 1 | 5 | 2. | Niemcy | 1 | 4 |
| 3. | Holandia | 1 | 0 | 3. | Rumunia | 1 | 1 |
| 4. | Szwajcaria | 1 | 0 | 4. | Belgia | 1 | 0 |
SVNS
Na zachodnim wybrzeżu Australii, w Perth, odbyła się czwarta w tym roku runda rozgrywek SVNS 1. Nie pomagała temperatura – 35°C.
U pań nic nowego – dominowały zawodniczki z Australii i Nowej Zelandii. Obie zwyciężyły swoje grupy w sobotę zaliczając komplety wygranych, a za ich plecami toczyła się walka o drugie lokaty i dwa pozostałe miejsca w półfinałach. Wśród Australijek wyróżniała się jak zwykle Maddison Levi, a także Heidi Dennis, a wśród Nowozelandek – Kelsey Teneti. Lokaty za ich plecami zajęły ostatecznie Amerykanki, które pewnie poradziły sobie z Japonkami i Fidżyjkami, a także Francuzki, które tym razem ograły Kanadyjki.
Ekipy z antypodów gładko też przeszły przez półfinały (problemy miały Nowozelandki w starciu z Francuzkami, ale tylko przez pół meczu) i czwarty raz w sezonie między sobą rozstrzygnęły w finale losy turnieju. I podobnie jak w Singapurze przez tygodniem, górą były Nowozelandki, które zwyciężyły gospodynie 29:7 (a kluczową rolę znowu odegrała Teneti). W meczu o brąz Francuzki ograły Amerykanki 21:14 – ekipa ze Stanów już trzeci raz w tym sezonie zajmuje miejsce tuż za podium. Dalsze lokaty kolejno dla Kanady, Japonii, Fidżi i Wielkiej Brytanii.
W klasyfikacji generalnej jedna zmiana – Francuzki awansowały na czwarte miejsce kosztem Kanadyjek. Tu jednak tylko Nowa Zelandia i Australia toczą między sobą bój o zwycięstwo w lidze SVNS, natomiast reszcie pozostaje walka tylko o trzecie miejsce (w tym momencie zajmują je Amerykanki).
Wśród panów kolejny słabszy turniej Argentyny – gracze z Ameryki Południowej w fazie grupowej zaliczyli komplet porażek. Szczególnie bolesna była ostatnia, w meczu z Hiszpanią, gdy ekipa z Europy zniwelowała 12-punktową stratę wygrywając drugą połowę 19:0. Żadna z tych ekip nie awansowała do półfinału – z tej grupy kwalifikację wywalczyli Fidżyjczycy i reprezentanci Południowej Afryki. Ciekawie było w drugiej grupie, gdzie komplet zwycięstw odnieśli Australijczycy, ale do ostatniej chwili o awans drżeli gracze z Nowej Zelandii. W drugiej kolejce przegrali z Brytyjczykami, i choć w ostatniej dzięki złotym punktom w dogrywce pokonali Francję, trwali w niepewności do końca meczu Australii z Wielką Brytanią – gracze z Albionu byli bowiem bliscy kolejnego sensacyjnego zwycięstwa (przegrywali 0:19, ale wyszli na dwupunktowe prowadzenie i zwycięstwo stracili w ostatniej akcji meczu).
All Blacks nie wykorzystali zdobytego cudem awansu – w półfinale ulegli Fidżi aż 0:35, a w meczu o brąz przegrali 10:12 z Australią. O złoto walczyli gracze z Fidżi i Południowej Afryki – w pasjonującym pojedynku górą byli Afrykanie, którzy wygrali 21:19. Piąta lokata dla Argentyńczyków, którzy w fazie pucharowej wreszcie się pozbierali, szósta dla Hiszpanów, a siódma i ósma odpowiednio dla Francji i Wielkiej Brytanii.
W klasyfikacji generalnej na czele Fidżi przed RPA (która awansowała na drugie z trzeciego miejsca), ale różnica między nimi zmalała do 4 punktów. Kolejne 4 punkty dalej Nowa Zelandia, reszta stawki z większą już stratą.
Z kraju
Ciekawostka z protokołu spotkania roboczego Zarządu PZR – wygląda na to, że coraz bliżej jest debiut reprezentacji Polski kobiet w piętnastkach. Nie ma informacji o dacie, ale pojawiła się informacja, że przeciwniczkami Polek będą Czeszki.
Ze świata
Pod Kuala Lumpur jest rozgrywany towarzyski turniej rugby kobiet – SEA Women’s XV, organizowany przez zawiązaną niedawno federację Azji Południowo-Wschodniej. Na start w niedzielę mieliśmy remis – w meczu Malezji z Singapurem padł wynik 15:15. Wszystkie punkty padły z przyłożeń, a Singapurki doprowadziły do remisu w ostatniej akcji meczu.
W tle Pucharu Sześciu Narodów odbyły się także towarzyskie mecze rezerw najlepszych europejskich reprezentacji. W Limerick kolejna bolesna porażka Irlandczyków – Irlandia XV uległa Anglii A aż 14:52 (dla zwycięzców dwa z ośmiu przyłożeń zdobył Olie Hassell-Collins), natomiast w Rieti Włochy XV po zaciętym meczu zremisowały ze Szkocją A 24:24 (w ostatnich 20 minutach Szkoci atakowali, wykorzystując m.in. żółtą kartkę po stronie rywali, ale bez skutku).
Równolegle z rywalizacją seniorów rozpoczął się także młodzieżowy Puchar Sześciu Narodów, rozgrywany w kategorii U20. Tu młodzi Anglicy z dużo większym trudem pokonali rówieśników z Walii – tylko 19:16, przy czym do przerwy przegrywali 0:16, a zwycięskie punkty zdobyli kilka minut przed końcem i to pomimo gry przez ostatnie 20 minut w osłabieniu po czerwonej kartce. Włosi zdecydowanie ulegli Szkotom, dając sobie wbić 8 przyłożeń i przegrywając 10:36 (byłoby wyżej, gdyby goście mieli przyzwoitszą skuteczność z podstawki). A Francuzi, podobnie jak ich starsi koledzy, pewnie pokonali Irlandię 50:21.
W Japan Rugby League One wciąż niepokonani są Saitama Wild Knights – jedno przyłożenie i dwa karne wystarczyły do wygranej 13:6 nad Black Rams Tokyo. Wygrywały też dwie inne drużyny z czołówki, i to ze znacznie bardziej dorodnym dorobkiem punktowym: Kobe Steelers wygrali z Shizuoka BlueRevs 60:45 (prawdziwy ofensywny festiwal, aż 17 przyłożeń, w tym dla zwycięzców kolejne przyłożenie w sezonie Brodiego Retallicka i hat-trick debiutującego w lidze obrońcy Shunsuke Uenobo), a Spears Funabashi Tokyo-Bay rozgromili 48:14 Urayasu D-Rocks (tu hat-tricka zaliczył kapitan zwycięzców, trzecioliniowiec Faulua Makisi). Zwracają uwagę jednak dwa inne wyniki: sensację sprawiło Mie Heat, które pokonało Brave Lupus Tokyo 44:38 (dopiero druga wygrana ekipy spod znaku Hondy i druga porażka obrońców mistrzowskiego tytułu), a Toyota Verblitz kontynuuje fatalną passę – drużyna ta uległa 14:20 ostatniej w lidze ekipie, która dotąd nie znała smaku wygranej, Yokohama Eagles (efektem jest spadek zespołu z Toyoty na ostatnie miejsce w tabeli). Zaplanowany na niedzielę ostatni pojedynek, pomiędzy Tokyo Sungoliath i Sagamihara Dynaboars, został odwołany z powodu dużych opadów śniegu (podobnie jak dwa spotkania z niższych poziomów tej ligi).
W szesnastej kolejce angielskiej drugiej ligi, Champ, szesnaste kolejne zwycięstwo (wyrównany rekord ligi) zaliczyli Ealing Trailfinders – jednak odniesione po zaciętym pojedynku, tylko różnicą dwóch punktów (36:34 nad Coventry). Na drugim miejscu pozostali Bedford Blues po wygranej 35:13 nad Ampthill, a na trzecim Worcester Warriors, którzy zwyciężyli Doncaster Knights 25:20. Poza tym Richmond wygrało 17:15 z Nottingham, Cambridge uległo 24:26 Caldy, Chinnor przegrało 21:39 z Hartpury University, a Cornish Pirates pokonali 43:12 London Scottish.
Rozegrano siódmą kolejkę fazy grupowej Prem Rugby Cup. W grupie A pauzował prowadzący Gloucester, ale miał zbyt dużą przewagę, aby ktoś go zmienił na czele tabeli. Na boisku Bristol Bears przegrali 35:46 z Exeter Chiefs, a Sale Sharks zostali rozgromieni przez Bath 19:60. Na czele grupy B pozostali Leicester Tigers, którzy odnieśli piąte zwycięstwo w szóstym meczu, tym razem 28:19 nad Newcastle Red Bulls. Zwiększyli swoją przewagę nad Saracens do 6 punktów, bo w derbach Londynu po zaciętym pojedynku górą byli Harlequins (wygrali 43:40, choć do przerwy przegrywali 14:33).
Na paryskiej Paris-La Défense-Arena odbył się finał francuskich klubowych mistrzostw siódemkowych – Supersevens. Ekipa Barbarians, która zdobywała tytuły mistrzowskie w dwóch poprzednich sezonach, odpadła tym razem w półfinale, gdzie przegrała 19:20 z przyszłymi zwycięzcami z Bordeaux, którzy zdobyli mistrzostwo kraju pierwszy raz w historii. W finale mieliśmy powtórkę z ostatniego turnieju kwalifikacyjnego – Bordeaux pokonało 19:10 ekipę z Monako (najlepszą w klasyfikacji trzech turniejów eliminacyjnych). W szeregach zwycięzców błyszczał Nathan Gagnac. Równolegle rozegrano turniej z udziałem czterech drużyn kobiecych – tu w finale Lyon pokonał Bobigny 12:10, a w półfinałach odpadły Tuluza i Clermont.
Ogłoszony został harmonogram spotkań Pucharu Świata w Rugby w Australii. W zaplanowanym na 1 października w Perth meczu otwarcia rywalem gospodarzy turnieju ma być Hongkong. Trochę intrygujący wybór – owszem, świetnie jest zaprezentować innego rywala Australijczyków niż Nowa Zelandia (to spotkanie i tak przyciągnie bardzo duże zainteresowanie na całym świecie), ale chyba lepsze byłoby Chile, które miałoby szansę stawić większy opór niż Azjaci, będący zapewne jedną z dwóch najsłabszych ekip w stawce. A tak spodziewamy się absolutnie jednostronnego pojedynku, który chyba nie będzie najlepszą reklamą rugby. Swoją drogą, ciekawostka – tylko trzy spośród 24 ekip w fazie grupowej wyjdą na boisko więcej niż raz w jednym mieście: po dwa razy zagrają Zimbabwe i Fidżi w Adelajdzie oraz Urugwaj w Melbourne. A my przygotujmy się na rugbowe poranki – mecze będą zaczynać się między 3:15 a 12:15 naszego czasu (i godziny dla niektórych z nich wołają o pomstę do nieba, np. pierwszy od lat mecz Hiszpanów na Pucharze Świata zaplanowano nad ranem w poniedziałek). Pytanie tylko, czy będziemy mieli gdzie je oglądać?
Za chwilę zaczynają się rozgrywki Super Rugby Pacific i jak zwykle południowcy kombinują w regułach gry, wprowadzając kilka nowinek:
- nie będzie obowiązku pokazania żółtej kartki w przypadku karnego przyłożenia,
- przypadkowy spalony oraz spóźnione wyciągnięcie piłki z rucku będą skutkować rzutem wolnym,
- po komendzie „use it” żaden dodatkowy gracz drużyny posiadającej piłkę nie będzie mógł dołączyć do rucku;
- kop 50:22 będzie skuteczny także wtedy, gdy drużyna posiadająca piłkę podaniem cofnie ją wcześniej na własną połowę;
- szybkie karne będą możliwe z każdego miejsca za miejscem przewinienia w pasie o szerokości 2 m.
Cóż, nowinki dotyczące „use it” oraz szybkich karnych mają sens (w tej drugiej poszedłbym nawet dalej, pozwalając zacząć z każdego miejsca za miejscem zdarzenia i bliżej bocznej linii), natomiast pierwszej zmiany nieco się obawiam – potencjalna bezkarność może zwiększyć skłonność do obrony „na krawędzi” i w efekcie przekraczania przepisów w sytuacjach podbramkowych…
Swoją drogą, informacja o tych nowinkach była okazją do wbicia bolesnej szpilki „południowcom” przez szefa francuskich sędziów, Mathieu Raynala. Skracając jego wypowiedź: nasze stadiony we Francji są pełne i nie chcemy podążać za wskazówkami z krajów, w których są one puste, i gdzie chcą za wszelką cenę sprowadzić kibiców z powrotem na trybuny poświęcając bezpieczeństwo graczy. Zresztą, nie tylko Raynal krytykował zmiany w Super Rugby Pacific – także były sędzia z Południowej Afryki Jaco Payper. Natomiast szef federacji australijskiej Phil Waugh odpowiedział wypominając, że drużyny z południa regularnie zdobywają Puchary Świata i dorzucił absurdalny cios, wypominając Raynalowi jego decyzję z końcówki meczu o Bledisloe Cup z 2022, gdy ukarał Australię karnym za grę na zwłokę.
Z tekstu portalu planetrugby.com wynika, że World Rugby wciąż chce ograniczać permanentne czerwone kartki – z wskazówek dla sędziów przed Pucharem Sześciu Narodów wynika, że mają być one ograniczone do aktów boiskowego bandytyzmu, w innych przypadkach natomiast maksymalną sankcją ma być 20-minutowa czerwona kartka (po weryfikacji żółtej kartki przez „bunkier”). Przyszłość 20-minutowej czerwonej kartki ma być zresztą rozstrzygana na spotkaniu „Shape of the Game” zaplanowanym w tym miesiącu. I z wypowiedzi Bretta Robinsona niestety wynika, że jest on optymistą co do zatwierdzenia tej reguły na stałe.
Kolejne wieści z frontu walijskiej wojny domowej. Rada miasta Swansea ujawniła, że podczas spotkania z WRU padło ze strony federacji potwierdzenie planu rozwiązania Ospreys i propozycja utworzenia nowej drużyny po połączeniu Ospreys ze Swansea RFC (półzawodowej i bez perspektywy gry w URC – występującej z Super Rygbi Cymru). Akcja prawna, jaką przygotowuje miasto ma opierać się na zarzucie ograniczenia przez WRU konkurencji, które nie jest przeprowadzone w uczciwy i przejrzysty sposób, na dodatek w warunkach konfliktu interesów (skoro WRU jest właścicielem Cardiff), a finalnie spowoduje finansową stratę dla Swansei. Póki co wysłano pisma do WRU i Y11 z żądaniem wstrzymania działań, a WRU stwierdziło, że cytaty ze spotkania są „niedokładne”.
LNR rozluźnia zasady dotyczące limitu wynagrodzeń zawodników w Top 14. W kolejnym sezonie ma być on podwyższony z 10,7 do 11 mln euro, a w trzech następnych zwiększać się o 100 tys. euro rocznie. Z limitu będą wyłączeni zawodnicy ściągani na zastępstwo za kontuzjowanych graczy (wejdzie w niego tylko ewentualna nadwyżka pensji medical jokera nad pensją zawodnika zastępowanego). Zmieniona będzie też zasada naliczania dodatkowego limitu dla klubów, których zawodnicy są powoływani do kadry – nie będzie on naliczany proporcjonalnie do liczby takich graczy, ale degresywnie (za pierwszego gracza najwięcej, za kolejnych coraz mniej), aby nieco zmniejszyć przewagę gigantów takich jak Tuluza (która obecnie może doliczyć sobie do salary cap ok. 2,5 mln euro).
Z dyskusji (oczywiście bez nadziei na jakiekolwiek zmiany) co do ewentualnych spadków i awansów w Pucharze Sześciu Narodów: portal Wales Online ładnie podsumował byłego kapitana reprezentacji Walii Sama Warburtona, który kiedyś opowiadał się za wprowadzeniem możliwości spadków i awansów. Jednak gdy to nie Włochy, ale Walia stała się najsłabszym ogniwem w gronie sześciu narodów, stwierdził, że spadek dla takiego kraju jak Walia byłby katastrofą z finansowego punktu widzenia. Ten sam punkt widzenia zaprezentował w opublikowanej w tym tygodniu rozmowie w ramach podcastu Business of Sport dyrektor wykonawczy Six Nations, Tom Harrison (https://youtu.be/2lt6OovvOAY).
W skrócie – stwierdził, że choć zasada awansów i spadków jest czymś normalnym w europejskim sporcie, Puchar Sześciu Narodów jest wyjątkowy, bo tu spadek oznaczałby bankructwo. I że możliwość awansu jest bardzo ważna, ale zanim zacznie się mówić o korzyściach, trzeba mówić o negatywnych konsekwencjach – wprowadzając spadki, stracona byłaby federacja generująca sporo talentów tylko z powodu kilku słabych wyników na boisku, w efekcie kluby byłyby zamykane, programy rozwojowe także, ludzie traciliby pracę… (czyli zero refleksji o tym, jakie szanse otworzyłby rugbowy awans dla innych krajów). „Nikt nie sprzeciwia się zasadzie dawania szans krajom z drugiego poziomu lub rozwijającym się. Ale nie można tworzyć takiej szansy kosztem odebrania istnienia wielkiej potędze rugby.” A szanse – w skrócie: „chcemy stwarzać, ale kalendarz jest pełny”.
Cóż, nic nowego. Puste słowa o szansach, których kraje z drugiego szeregu nie dostają (i nowe światowe rozgrywki są tu gwoździem do trumny) i dbanie tylko o własny interes – bez refleksji o dalszej przyszłości.
Ciekawostki związane z transmisjami meczów Pucharu Sześciu Narodów – ITV wprowadziło reklamy w trakcie gry (np. podczas organizowania się młynów) poprzez zmniejszenie widoku placu gry i umieszczenie ich na marginesie (wzorem transmisji np. z RPA). Z kolei Premier Sports (które transmituje po jednym meczu każdej kolejki) zapowiedziało, że zaoferuje kibicom dwie opcje: transmisję tradycyjną oraz transmisję tylko z jednej kamery („pająka” zawieszonego nad boiskiem) i bez komentatora (tylko mikrofon sędziego i atmosfera trybun). Cóż, w Polsce chciałoby się mieć jakąkolwiek transmisję.
Z wieści transferowych:
- Jordan Petaia po tym sezonie opuści francuski Perpignan, prawdopodobnie kolejnym jego krokiem będzie Japonia;
- The Telegraph ujawnił, że trener reprezentacji Szkocji Gregor Townsend po zakończeniu kontraktu wygasającego w 2027 zajmie się Newcastle Red Bulls w roli dyrektora rugby (już teraz jest tam konsultantem). Po tym weekendzie jednak ciekaw jestem, czy dotrwa do tego 2027;
- brat bliźniak reprezentanta RPA Jessego Kriela, Dan Kriel, dostał powołanie na obóz kadry Stanów Zjednoczonych. Prawo do występowania w ich barwach może uzyskać w 2027.
Polacy za granicą
Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.
Anglia:
- Max Łoboda (Caldy RFC, Champ): zagrał drugą połowę meczu z Nottingham, wygranego 21:19. Caldy awansowało na ósme miejsce w lidze;
- Ross Cooke (Oxford Harlequins RFC, National League 2 East): zaczął na ławce rezerwowych, ale zagrał aż 70 minut w meczu z Barnes, przegranym 26:53. Quins pozostają na ostatnim miejscu w grupie;
- Daniel Tomanek (Tunbridge Wells RFC, Regional 1 South Central): wszedł z ławki rezerwowych w meczu z Worthing, wygranym 26:15. Jego drużyna zajmuje trzecie miejsce w lidze;
- Jordan Tebbatt (Leicester Forest RFC, Counties 1 Midlands East (South)): także na ławce zaczął mecz z Newbold on Avon, wygrany 26:24. Forest zajmuje czwarte miejsce w grupie.
Francja:
- Nicolas Saborit (CO Berre XV, Fédérale 1 – grupa 2): zagrał cały mecz przeciwko XV du Coudon, wygrany 29:15. Berre l’Etang jest dziesiąte w grupie.
Irlandia:
- Jakub Wojtkowicz (Sligo RFC, All-Ireland League D2B): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z UL Bohemian, przegranym 17:52. Sligo pozostało czwarte w lidze;
- Wiktor Wilczuk (Bruff RFC, All-Ireland League D2C): wyszedł w podstawowym składzie i zdobył aż cztery przyłożenia w meczu z Belfast Harlequins, wygranym 38:28. Jego ekipa awansowała na szóste miejsce na swoim poziomie.
Szkocja:
- Zenon Szwagrzak (Melrose Rugby, Premiership): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Glasgow Hawks, przegranym 15:21. Jego zespół pozostał siódmy w lidze.
Walia:
- Jake Wisniewski (Pontypool RFC, Super Rugbi Cymru Cup): zaczął na ławce rezerwowych mecz pucharowy przeciwko Newport, w którym padł remis 21:21;
- Dawid Rubaśniak (Newbridge RFC, Premiership): wrócił do gry w meczu z Beddau, przegranym 12:17. Newbridge zajmuje dziesiąte miejsce w lidze.
Zapowiedzi
Za tydzień oczywiście najwięcej emocji budzi rugby międzynarodowe w Europie. W Pucharze Sześciu Narodów pojedynek o Calcutta Cup pomiędzy Szkocją i Anglią, a do tego mecze Irlandii z Włochami i Walii z Francją. W fazie grupowej Rugby Europe Championship spotkania Niemiec z Portugalią, Hiszpanii ze Szwajcarią, Holandii z Gruzją i Rumunii z Belgią.
Oprócz tego na forum międzynarodowym dwa ostatnie mecze towarzyskiego turnieju kobiet w Malezji (Singapur – Filipiny i Filipiny – Malezja).
W Nairobi zostanie rozegrany pierwszy z trzech turniejów SVNS 2.
A na antypodach rusza Super Rugby Pacific – pierwszą kolejkę mamy wypełnioną pojedynkami derbowymi.