Anglia i Francja wygrywają w europejskich hitach

Choć niemal cały świat walczy z koronawirusem, karawana zawodowego rugby idzie dalej. W ten weekend zobaczyliśmy je we wszystkich najważniejszych zakątkach rugbowego świata. Ostateczne rozstrzygnięcia zapadły w południowoafrykańskim Super Rugby Unlocked, natomiast sezon zaczął się w angielskiej Premiership. Ale i tak najwięcej uwagi przyciągają Autumn Nations Cup i Tri Nations.

Autumn Nations Cup

Na początek wieści koronawirusowe. We wtorek poznano wyniki poniedziałkowych testów fidżyjskiej ekipy, a wśród nich aż 29 dodatnich. Zaplanowany na ten weekend mecz z Włochami odwołano, a przy takim zasięgu choroby kilka dni później zrezygnowano także z ostatniego meczu grupowego Fidżyjczyków – ze Szkocją. Wszystkie mecze grupowe Fidżi zweryfikowano na potrzeby klasyfikacji turniejowej jako walkowery dla przeciwników (28:0 z punktem bonusowym). Graczom z Pacyfiku pozostała już tylko szansa na zagranie meczu o siódme miejsce. Swoją drogą, oznacza to, że definitywnie już nie zobaczymy meczu Gruzji z Włochami (trudno liczyć na cud i zwycięstwo Gruzji nad Irlandią).

Sporo uwagi przyciągał mecz Anglii z Irlandią, zwłaszcza, że Eddie Jones jak zwykle nieco podgrzał atmosferę przed spotkaniem (tym razem wytykając m.in. Irlandczykom łowienie reprezentantów na całym świecie). W pierwszej połowie po dwóch przyłożeniach Jonny’ego May’a (ma ich już 31 w reprezentacji) Anglia wyszła na prowadzenie 12:0. Oba zresztą padły po solidnej porcji piłki kopanej: pierwsze po złapaniu przez May’a przekopu Owena Farrella na skrzydło, a drugie po fantastycznej akcji samego May’a rozpoczętej na własnej połowie dzięki błędowi Irlandczyków w aucie. W drugiej połowie Farrell dorzucił dwa karne, a Irlandczycy długo walczyli o pierwsze przyłożenie i zdobyli je dopiero po zmianie taktyki gry. Jedno unieważnił im sędzia, więc punktację na tablicy wyników otworzyli dopiero w 75. minucie. Było już za późno, Anglia wygrała 18:7. Irlandczycy, do których składu wrócił CJ Stander, ale zabrakło w nim Jonathana Sextona, zawiedli. Dużo posiadania piłki i terytorium, zwłaszcza w drugiej połowie, ale niewiele z tego punktów. Zawiódł tym razem nieco Jamison Gibson-Park na pozycji łącznika młyna. W drużynie Anglii świetnie prezentowała się formacja młyna z Maro Itoje na czele, zwłaszcza w defensywie.

W drugim sobotnim meczu Walia wreszcie przełamała trwającą od wiosny serię porażek – stanęła przeciwko najsłabszej w stawce Gruzji. Wygrała mimo sporej liczby zmian w składzie. Po pierwszej połowie i przyłożeniu debiutującego w wyjściowej piętnastce młodziutkiego skrzydłowego Louisa Reesa-Zammita Walia prowadziła 10:0, w drugiej połowie dorzuciła tylko osiem punktów i wygrała 18:0. Gruzini dość rzadko mieli szanse w ofensywie. Nieźle bronili, mieli dobre momenty w ataku, ale zbyt rzadko zmuszali Walijczyków do błędów. I choć nadal zawodzili w młynie, grali na pewno lepiej niż przeciwko Anglikom. Z kolei walijskich kibiców cieszy głównie wynik, bo jakość gry w dość umiarkowanym stopniu. A Wayne Pivac powinien chyba ze słowami, że gra Walii wreszcie zaczęła przybierać właściwy obrót, poczekać do kolejnego zwycięstwa, nad trudniejszym rywalem…

Szczególny smaczek miało spotkanie Szkocji z Francją – rewanż za spotkanie z wiosny, które przyniosło jedyną porażkę Francuzom w Pucharze Sześciu Narodów i odebrało im końcowe zwycięstwo w tym turnieju. Tym razem to Francuzi byli górą, ale zwycięstwo nie przyszło im łatwo. Szkoci zajadle bronili i Francuzi rzadko byli w stanie stworzyć sobie szanse punktowe. Kopał z karnych Thomas Ramos (zastępujący Anthony’ego Buthiera), drop goala dołożył Matthieu Jalibert (zastępujący Romaina Ntamacka), ale odpowiadał z karnych Duncan Weir. W pierwszej połowie Francuzi dwukrotnie byli bardzo bliscy przyłożenia, w tym w ostatniej akcji tej części spotkania, jednak nic z tego nie wynikło. Jednak na samym początku drugiej połowy Vincent Rattez i Virimi Vakatawa przedarli się przez obronę Szkotów i ten ostatni zdobył jedyne przyłożenie w meczu. Szkoci tej straty nie zdołali już zniwelować i Francuzi wygrali 22:15. Mecz skończył się wyjątkowo nieciekawie dla gospodarzy: mieli szansę wyekspediować karnego w aut przy rogu boiska, ale piłka kopnięta przez Stuarta Hogga trafiła nie tam gdzie trzeba… Francuzi nie zaprezentowali się tak fantastycznie, jak w Pucharze Sześciu Narodów – Szkoci postawili im bardzo trudne warunki i nie dali zanadto rozwinąć skrzydeł, a mecz był dość wyrównany.

Wszystko wskazuje na to, że w finale turnieju zagrają Anglia z Francją. Co prawda obie drużyny nie są tego całkiem pewne, ale mało prawdopodobne jest potknięcie Anglii w meczu z kiepską Walią, a jeszcze mniej Francji w spotkaniu przeciwko Włochom.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Anglia29
2. ↑Walia24
3. ↓Irlandia24
4. Gruzja20
Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑↑Francja29
2. ↓Szkocja26
3. ↓Włochy25
4. Fidżi20

A przy okazji kolejne wieści na temat przyszłorocznego Pucharu Sześciu Narodów: Francuzi zapowiedzieli, że dwa domowe mecze tego turnieju prawdopodobnie zagrają przy pustych trybunach. Straty szacują na 34 mln euro czyli 1/3 swojego budżetu. Mimo to Bernard Laporte twierdzi, że nie chce przesunięcia turnieju, o czym mówi się na Wyspach.

Tri Nations

Argentyna stanęła w turnieju Tri Nations przed drugim wyzwaniem. Tym razem zmierzyła się z gospodarzem turnieju, Australią. Mecz był zacięty, przewagę mieli w nim Australijczycy, ale skończyło się podziałem punktów. Dwukrotnie zdobywali przyłożenia, które jednak unieważniał sędzia. Argentyńczycy takich szans nie mieli i konsekwentnie kopali z karnych. Takie kopy zresztą ostatecznie zadecydowały o wyniku. W tym elemencie gry skuteczność obu łączników młyna ekip, Nicolása Sáncheza i Reece’a Hodge’a była identyczna: obaj trafili po pięć z sześciu prób. Australijczycy już prowadzili 15:6, jednak Argentyna zdołała doprowadzić do remisu 15:15 (miałem wrażenie, że każdy kolejny karny Sáncheza był trudniejszy). Pudła z karnego na pewno bardziej żałuje Hodge, bo niewykorzystaną szansę dostał przy remisie tuż przed wybiciem 80. minuty na boiskowym zegarze i niecelny kop w takiej sytuacji na pewno boli bardziej.

A w tabeli ciekawie – wszystkie ekipy mają identyczną liczbę punktów. I choć Argentyna ma jeden mecz więcej do rozegrania, trudno tu cokolwiek prognozować. Faworytem chyba wciąż są All Blacks.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Nowa Zelandia36
2. Argentyna26
3. Australia36

Premiership

Przed startem nowego sezonu ogłoszono nowe reguły. Przede wszystkim dotyczące limitu wynagrodzeń. Jego wysokość ograniczono jeszcze na wiosnę (w tym sezonie 6,4 mln funtów + 0,6 mln funtów na graczy akademii; dwóch graczy wyłączonych z limitu), teraz przyszła kolej na implementację zaleceń z raportu lorda Mynersa. Przede wszystkim wzmocniono nadzór nad przestrzeganiem reguł, wprowadzając doroczne audyty o bardzo szerokim zakresie, uzupełnione o nadzwyczajne kontrole. Jednak przy karach wszystko jest miękkie: mowa o odebraniu 50 punktów, ale może ona być zarówno zwiększona, jak i zmniejszona. Oprócz możliwości relegacji klubu i kar finansowych będzie jednak istniała możliwość odebrania zdobytych tytułów (to, co budziło największe kontrowersje po aferze Saracens) i nagród finansowych. Oczywiście, brak współpracy przy wyjaśnianiu sprawy będzie powodował kary identyczne jak za przekroczenie limitu. Podobnie gdy limit nie jest przekroczony, ale zawodnicy dostaną kasę uznaną za „zabronioną” (tu jako przykład podano ostatni problem Saracens: wchodzenie w spółki z udziałowcami klubu).

Oprócz tego przed pierwszą kolejką wieści związane z koronawirusem. W programie testowania tym razem ujawniono siedem pozytywnych przypadków z trzech klubów, w tym pięciu zawodników. Póki co wszystkie mecze się odbyły, ale władze ligi ustaliły sposób rozstrzygania spotkań, które z powodu epidemii nie zostaną rozegrane. Przede wszystkim nie przewidziano przekładania spotkań w fazie zasadniczej, chyba że w ramach tego samego weekendu (inaczej niż w Pro14 i Top 14, ta zasada zresztą stosuje się także do problemów niecovidowych). To pozwoli uniknąć sytuacji, jaką mieliśmy na koniec ostatniego sezonu. A w kwestii punktacji – drużyna, w której pojawią się przypadki koronawirusa, które spowodują odwołanie spotkania otrzyma 2 punkty, a jej rywal 4 punkty. Decyzję o odwołaniu meczu będzie podejmować specjalna grupa medyczna. Odnośnie fazy play-off decyzji póki co nie podjęto – do maja zbyt dużo czasu.

Pierwszy gwizdek sezonu rozległ się w piątek na Twickenham Stoop: Harlequins podejmowali mistrzów, Exeter Chiefs. Londyńczycy wzmocnili się kontraktując młodego nowozelandzkiego (ale uprawnionego też do gry dla Anglii) łącznika ataku, 22-letniego Lewisa Gjaltemę, ten jednak jeszcze nie zagrał. W Exeter zagrali za to zignorowani przez Eddiego Jonesa bracia Simmondsowie. I pokazali, że selekcjoner Anglii się chyba myli w swoich wyborach. Po pierwszej połowie Chiefs prowadzili tylko 7:3 (po przyłożeniu pięknie wypracowanym przez Joego i Sama Simmondsów), ale w drugiej połowie całkowicie zdemolowali gospodarzy, którzy popełniali mnóstwo błędów. Trzy maule autowe, potem kolejne siłowe przełamanie Quins na pięciu metrach i ostatecznie Chiefs wygrali 33:3. Sam Simmonds skompletował hat-tricka, a w statystykach zapisano mu zdobycie aż 85 metrów.

Drugim hitem kolejki było ostatnie, niedzielne spotkanie, w którym druga drużyna ostatniego sezonu, Wasps, podejmowała trzecią, Bristol Bears. Pierwsza połowa pod dyktando Wasps, ale żadnych przyłożeń – gracze z Coventry mimo dużego nacisku na osłabionych kontuzjami rywali prowadzili tylko 6:3. Drugą połowę zaczęli od podwyższenia prowadzenia, ale bristolczycy zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu i na nieco ponad 10 minut do końca prowadzili 13:9. Ostatnie kilkanaście minut przyniosło jednak niemal tyle samo punktów, co cała wcześniejsza część meczu. Najpierw pokazał się odesłany przez Eddiego Jonesa z kadry po swoim debiucie Jack Willis. Odpowiedział Siale Piutau, ale ostatnie słowo należało do Wasps – tuż przed końcem przyłożenie zdobył brat Jacka, Tom, i Wasps wygrali 23:20.

Poza tym: W drugim piątkowym meczu Sale Sharks podejmowali Northampton Saints i choć przewagę mieli goście (mimo sporej grupy kontuzjowanych graczy), to Sharks wygrali 32:23, zgarniając punkt bonusowy. Ekipa z Manchesteru wzmocniła się przed sezonem o jedenastego gracza z Południowej Afryki – do kolonii z południa dołączył filar JP du Preez, który dotąd grał w Cheetahs. W sobotę sypnęło niespodziankami: półfinalista z ostatniego sezonu, Bath, przegrał z beniaminkiem, Newcastle Falcons 12:19 (choć to Bath zdobyło pierwsze przyłożenie, na boisku zdecydowanie dominowali Falcons), a najsłabsza drużyna poprzedniego sezonu Premiership, Leicester Tigers, pokonała Gloucester 38:15 (jedno z przyłożeń dla Tigers zdobył debiutujący w ich składzie weteran ligi, Richard Wigglesworth). W innym starciu drużyn z końcówki ubiegłorocznej tabeli, Worcester Warriors minimalnie pokonali London Irish 11:10.

O tabeli po pierwszej kolejce specjalnie nie ma sensu pisać, ale warto zwrócić uwagę na jeden szczegół: na jej czele już są Exeter Chiefs, którzy spędzili tam większość poprzedniego sezonu.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Exeter Chiefs15
2. Leicester Tigers15
3. Sale Sharks15
4. Newcastle Falcons14
5. Wasps14
6. Worcester Warriors14
7. London Irish11
8. Bristol Bears11
9. Bath11
10. Northampton Saints10
11. Gloucester10
12. Harlequins10

Pro14

W poniedziałek mieliśmy trzy ostatnie spotkania szóstej kolejki Pro14. Na uwagę zasługują przede wszystkim kolejne wysokie zwycięstwa drużyn irlandzkich, które zdecydowanie dominują w tej lidze. Wrażenie zrobił przede wszystkim Leinster. Oczywiście, był faworytem meczu (liczba kolejnych zwycięstw ligowych dobiła już 25), ale rywal też był nie byle jaki – Edynburg wszak błyszczał w poprzednim sezonie. Obie ekipy oczywiście mocno osłabione wskutek powołań do reprezentacji, co odbierało nieco blasku zmaganiom, jednak liczyliśmy na niezły mecz. Dostaliśmy jednostronne widowisko. Dublińczycy zaaplikowali rywalom osiem przyłożeń i wygrali 50:10. Zabójczy byli zwłaszcza w końcówce pierwszej połowy i na początku drugiej, gdy padło pięć przyłożeń. Hat-trick pod koniec meczu zaliczył skrzydłowy Cian Kelleher. A podobać się mogło zwłaszcza drugie przyłożenie Luke’a McGratha po świetnym offloadzie Ciarana Frawley’a.

Od Leinsteru gorszy nie był Ulster, choć na pewno przeciwnik mniej renomowany. Gracze z Belfastu pokonali włoskie Zebre 57:14, zdobywając o jedno przyłożenie więcej niż Leinster. Tydzień temu pisałem, że grający dla Ulsteru Marcell Coetzee jest najlepiej przykładającym zawodnikiem ligi. W poprzedni weekend wyprzedził go na moment w tej klasyfikacji Gavin Coombes z Munsteru, który zaliczył hat-tricka. Podrażnił jednak tylko gracza z Południowej Afryki, bo ten przeciwko Zebre podwoił swój dotychczasowy dorobek i zdobył aż cztery przyłożenia (łącznie ma ich zatem w tym sezonie osiem). Może nie było w tym wielkiego piękna, ale była zabójcza skuteczność. A do tego stuprocentowa skuteczność szarż, dwa przejęcia i parę innych znakomitych statystyk w 50. występie w barwach Ulsteru.

Do gry po trzech tygodniach przymusowej przerwy spowodowanej epidemią wrócił włoski Benetton. Wybrał się do Cardiff, gdzie miejscowi Blues po twardej walce odprawili go z kwitkiem 22:5. Znowu zatem mieliśmy solidarne porażki obu włoskich drużyn.

W siódmej kolejce nadal perturbacje covidowe: przedłuża się nieobecność na boiskach walijskich Dragons, u których na początku miesiąca stwierdzono siedem zachorowań. Z tego powodu nie doszło do ich spotkania z Edynburgiem. W niedzielę jednak wyszło na boisko aż osiem drużyn. Irlandczycy kontynuowali swoją dominację, a Włosi całkowitą mizerię.

Nadal bez zwycięstwa pozostaje Benetton. Grali na wyjeździe przeciwko Ospreys i choć dziesięć minut przed końcem prowadzili 22:10 i mieli przewagę jednego zawodnika po czerwonej kartce Garetha Evansa za atak na głowę przeciwnika (ciekawostka: zobaczył ją po tym, jak już zszedł zmieniony z boiska, więc finalnie plac gry opuścił jego zmiennik). Jednak w tych ostatnich minutach sami stracili zawodnika po żółtej kartce oraz dwa przyłożenia z podwyższeniami i ostatecznie przegrali 22:24. Dramat Włochów i w tym meczu, i w tym sezonie. Druga włoska drużyna, Zebre, grała u siebie przeciwko Connachtowi. Spośród irlandzkich drużyn ta była chyba jedyną, o której pokonaniu Włosi mogli marzyć, jednak nic z tego: choć Zebre zdobyło przyłożenie już po minucie gry, potem dominowali gracze z Galway. Mieli co prawda problemy ze skutecznością z podwyższeń, ale do przerwy prowadzili już 23:7, a dziesięć minut po niej 33:7. I choć chwilę później zostali osłabieni po czerwonej kartce, w końcówce meczu przewagę jeszcze powiększyli i wygrali 47:12.

Niepokonany od 25 ligowych spotkań Leinster podejmował Cardiff Blues. Punktowanie zaczął już w pierwszej akcji meczu przyłożeniem Dave’a Kearney’a. Łącznie przyłożeń zaliczył aż sześć, a przeciwnicy tylko jedno i skończyło się wynikiem 40:5. Czy ktoś zdoła powstrzymać Leinster w tym sezonie? Znacznie cięższą przeprawę z walijskim przeciwnikiem miała druga spośród drużyn, które miały przed tą kolejką komplet sześciu zwycięstw. Ulster podejmował Scarlets i w tym meczu obie ekipy zdobyły po cztery przyłożenia. Odrobinę skuteczniejsi z podwyższeń byli gracze z Belfastu i to oni wygrali ostatecznie 26:24. Po pierwszej połowie prowadzili 19:7, ale rywale świetnie zaprezentowali się w drugiej odsłonie i niewiele im brakło do zwycięstwa. Na pocieszenie zdobyli dwa punkty bonusowe.

Te punkty pozwoliły im zachować drugie miejsce w konferencji B, ale czują na plecach oddech Connachtu, który na dodatek ma rozegrane dwa spotkania mniej. Na czele niepokonany dotąd Munster, który swoje spotkanie zagra dopiero dziś i też będzie miał o jeden mecz mniej. W konferencji A mamy Leinster i Ulster, a potem wielką punktową przepaść. Leinster, co warto zauważyć, ma na koncie 35 punktów – same zwycięstwa z bonusem. Na dnie obu tabel drużyny włoskie, kiepsko też w tym sezonie ze szkockimi.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leinster735
2. Ulster733
3. Ospreys713
4. Glasgow Warriors55
5. Dragons45
6. Zebre75
Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Munster522
2. Scarlets716
3. ↑↑Connacht515
4. ↓Cardiff Blues713
5. ↓Edynburg610
6. Benetton52

We Włoszech Petrarca zgłosiła chęć zastąpienia Zebre w Pro14 od kolejnego sezonu. Co z tego wyjdzie? Nie wiadomo. Włoska federacja zamierza się tym zająć po wyborach nowych władz.

Wciąż także dyskusje w Południowej Afryce. Ostatnio Cheetahs przedstawili propozycję, aby o tym, które cztery południowoafrykańskie franszyzy wezmą udział w każdym kolejnym sezonie Pro14, decydowały doroczne wewnętrzne play-off. Niestety, nie wróżę temu pomysłowi zbyt wiele powodzenia.

Top 14

Pierwszy weekend przerwy nowego sezonu ligi francuskiej przeznaczono na nadrobienie części zaległości. Nadrabianie udało się jednak tylko częściowo – z pięciu zaplanowanych dwa ponownie odwołano: Montpellier – Castres z trzeciej kolejki (koronawirus w drużynie gospodarzy) i Clermont – Lyon z dziewiątej (tu trzy nowe przypadki w Lyonie).

Mecz Stade Français – Bordeaux-Bègles, nadrabiany jeszcze z pierwszej kolejki, dostarczył więcej emocji kibicom tylko na początku i na końcu. Po pierwszym kwadransie paryżanie prowadzili 10:6. Potem drużyny zdobyły tylko po jednym karnym i dopiero w ostatnim kwadransie coś więcej zaczęło się z powrotem dziać. Najpierw paryżanie po dwóch karnych Jorisa Segondsa (kopał ze zmiennym szczęściem, ale nie tylko karnymi przysłużył się drużynie) zwiększyli przewagę do 10 punktów, potem Bordeaux odpowiedziało przyłożeniem Bena Lama i traciło już tylko trzy punkty, ale w końcówce to Stade Français potwierdził swoją przewagę drugim przyłożeniem i ostatecznie wygrał 26:16. To trzecie jego zwycięstwo z rzędu.

Bajonna nieoczekiwanie pokonała po emocjonującym spotkaniu znacznie wyżej notowany Tulon. Po pierwszej połowie prowadziła 26:10 i choć w drugiej to Tulon dominował, a Baskowie grali nawet przez chwilę w trzynastkę, udało im dowieźć prowadzenie do końca i wygrać ostatecznie 35:29. Zdobyli tylko dwa przyłożenia wobec czterech Tulonu, ale świetnie kopał z podstawki Gaëtan Germain, który zdobył łącznie 25 punktów. Sporo żółtych kartek – tulończycy aż trzykrotnie grali w osłabieniu, na dziesięciominutową odstawkę powędrował m.in. Ma’a Nonu.

Zawiodło spotkanie La Rochelle z Racingiem 92 (z trzeciej kolejki). Nie padło żadne przyłożenie, a i skutecznie wykonanych karnych nie było wiele. Do przerwy wynik brzmiał 3:3, po przerwie o jedną szansę więcej wykorzystali gospodarze i wygrali 9:6.

To skromne zwycięstwo umocniło roszelczyków na prowadzeniu w tabeli ligowej – przewagę nad Tuluzą powiększyli do sześciu punktów. Pnie się w górę Stade Français, który doszlusował do czołowej grupy. Po nadrabianiu zaległości zwiększyła się też liczba drużyn z kompletem spotkań na koncie – dotąd były to tylko trzy ekipy, teraz jest ich już pięć. Nadal jednak sporo dodatkowych spotkań do wciśnięcia w napięty harmonogram, a najwięcej wciąż ma do dogrania Montpellier – aż trzy.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. La Rochelle930
2. Tuluza924
3. Clermont723
4. ↑↑↑↑Stade Français823
5. ↓Tulon823
6. ↓Racing 92823
7. ↓Lyon720
8. ↑Bajonna920
9. ↓↓Bordeaux Bègles819
10. Pau915
11. Montpellier612
12. Castres711
13. Brive810
14. Agen92

Drobne

Polacy za granicą

Do gry wrócił Andrzej Charlat. Ponownie wybiegł w podstawowym składzie Provence i zagrał cały mecz, a jego ekipa pokonała na wyjeździe Valence-Romans 14:13, mimo że do przerwy przegrywała 0:13. Wszystkie punkty dla Provence zdobył Florent Massip, absolutny lider statystyki najlepiej punktujących w Pro D2

Puchar Świata kobiet

W piątkowy poranek (a dla nasz czwartkowy wieczór) rozlosowano w Auckland zestawienie grup w rozpoczynającym się 18 września 2021 kobiecym Pucharze Świata. Ciekawy zbieg okoliczności: do każdej z trzech grup z dwóch najlepszych koszyków trafiły po dwie drużyny z tego samego kontynentu.

Grupa AGrupa BGrupa C
Nowa ZelandiaKanadaAnglia
AustraliaStany ZjednoczoneFrancja
WaliaEuropa 1Afryka Południowa
zwycięzca barażuAzja 1Fidżi

Jak zostaną obsadzone brakujące miejsca w grupach A i B?

  • Europa 1: zwycięzca kwalifikacji europejskich – tu szansę mają Irlandia, Włochy, Szkocja oraz zwycięzca nieskończonych jeszcze kobiecych REIC, gdzie w stawce są Hiszpania, Holandia i Rosja (dotąd rozegrano tylko jeden mecz, Rosja pokonała Holandię),
  • Azja 1: zwycięzca kwalifikacji azjatyckich, tu szansę mają Hongkong, Japonia i Kazachstan,
  • zwycięzca barażu międzykontynentalnego z udziałem czterech drużyn: drugie ekipy kwalifikacji europejskich i azjatyckich, zwycięzca barażu dla drugich drużyn z Ameryki i Afryki (Kolumbia – Kenia) oraz Samoa.

O ostatnie trzy miejsca walczy zatem jeszcze dwanaście drużyn. Kiedy uda się dokończyć kwalifikacje – tego nie wie nikt. Tylko dwie drużyny (Afryka Południowa i debiutujące w turnieju Fidżi) je skończyć, jeszcze w 2019. Pozostałych siedem drużyn zakwalifikowało się do imprezy automatycznie po ostatnim Pucharze.

Południowa Afryka

Miało być równie pięknie jak w Nowej Zelandii i Australii, ale południowoafrykańską odsłonę Super Rugby popsuł koronawirus. Tym razem uderzył bardzo boleśnie: o mistrzostwie miały decydować dwa spotkania ostatniej kolejki. Prowadzący w tabeli Bulls zagrali z Pumas (mecz stał pod znakiem zapytania i ostatecznie został o dzień przesunięty), a czający się za plecami „Byków” Sharks i Stormers (równe punktowo, o dwa oczka za liderami) mieli zagrać ze sobą. Nie zagrali. W drużynie Sharks stwierdzono zarażenia COVID-19 i mecz odwołano. Biorąc pod uwagę wcześniejsze decyzje organizatorów, oznacza to remis 0:0, a taki rezultat już przed ostatnią kolejką oddał sukces w turnieju w ręce Bulls. Cóż, to jeszcze nie koniec, bo choć turniej się skończył, przebiera szatki i jest kontynuowany od przyszłego weekendu jako Currie Cup. Jest więc gdzie się odegrać. Choć w kraju pojawiły się głosy za odwołaniem tej imprezy, która może stać się karykaturą samej siebie.

Bulls, choć byli pewni tytułu, chcieli udowodnić na boisku, że on należy się im ze względów sportowych. I udowodnili, wygrywając z Pumas 21:5. Mecz rozstrzygnął się już w pierwszej połowie, którą liderzy tabeli wygrali 21:0. Faworyci wygrali też w drugim meczu, gdzie Cheetahs pokonali najsłabszą drużynę stawki, Griquas, 28:9, choć tu wynik nie oddaje do końca dość wyrównanego przebiegu spotkania – Cheetahs przeważyli szalę na swoją stronę dopiero w ostatniej fazie meczu.

Ostatecznie zatem Bulls dołączyli do Crusaders i Brumbies w gronie zwycięzców krajowych odsłon Super Rugby w 2020. Co za odmiana po fatalnych wynikach z wiosny. Drugie miejsce zajęli Sharks, trzecie Stormers, a dopiero czwarte Cheetahs. Najsłabszą drużyną byli Griquas, którzy zanotowali komplet porażek.

Nowa Zelandia

W półfinałach Mitre 10 Cup zwycięstwa odniosły drużyny korzystające z przewagi własnych stadionów, wyżej sklasyfikowane po rundzie zasadniczej. W finale zagrają zwycięzcy dwóch ostatnich edycji imprezy: Auckland (mistrz z 2018) i Tasman (obrońca tytułu). Gracze z Auckland pokonali Waikato 23:18 (choć na początku przewagę mieli goście; ostatnie prawie pół godziny bez punktów), a Tasman wygrało z Bay of Plenty 19:10.

Mecze towarzyskie

W Lizbonie pierwszy z zaplanowanych dwóch meczów zagrały piętnastki Portugalii i Brazylii. Górą byli gospodarze, którzy zdecydowanie wygrali 30:10. Brazylijczycy jedyne przyłożenie zdobyli w końcówce meczu.

Rewanż za mecz z Grenoble z poprzedniego weekendu zagrały kobiety z Anglii i Francji, tym razem w Londynie. Wygrały Angielki, ale zwycięstwo przyszło im znacznie trudniej niż przed tygodniem: na 12 minut przed końcem przegrywały 10:23. W ciągu paru minut gospodynie zdobyły jednak dwa przyłożenia, a o ich zwycięstwie zadecydował karny Emily Scarratt w 82. minucie.

SANZAAR

Swoje odejście z funkcji przewodniczącego SANZAAR ogłosił Nowozelandczyk Brett Impey. Ma opuścić stanowisko z końcem roku, a głównym powodem jest konflikt interesów – jest jednocześnie szefem federacji nowozelandzkiej. Przy tej okazji przedstawił swoją wizję rozwoju organizacji: powinna ona skupić się na rugby międzynarodowym, porzucając Super Rugby (to zresztą się już dzieje – wszak Super Rugby Trans-Tasman zostało ogłoszone bez jakiegokolwiek uczestnictwa SANZAAR). A w tym rugby międzynarodowym powinna otworzyć się na zupełnie nowe kraje i miał na myśli nie tylko najbardziej oczywiste wyspy Pacyfiku i Japonię, ale także Gruzję, Rumunię, Kanadę, Urugwaj czy Brazylię. Bo tylko rozwój jest drogą do sukcesu, a aby mówić o rozwoju, najpierw trzeba dać szansę. Szansą są rozgrywki, w których biorą udział i wielcy, i maluczcy, a ci ostatni mają szansę awansu i walki z potęgami na boisku. Skrytykował przy tym skostniałą elitę z północnej półkuli, przeciwną jakimkolwiek reformom w tym zakresie.

Bułgaria

W poprzedni weekend skończyły się mistrzostwa Bułgarii. W ostatniej rundzie spotkań drużyna o sympatycznej nazwie Bałkańskie Kotki z Berkowicy (grała tam kiedyś reprezentacja Polski) pokonała Lokomotiw Sofia i zapewniła sobie obronę tytułu mistrzowskiego. Decydujący mecz można obejrzeć tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=FsSVwhSV_SE.

Anglia

Rząd brytyjski zapowiedział udzielenie 300 mln funtów „zimowej pomocy” dla brytyjskich klubów w 11 dyscyplinach sportu. 135 mln funtów (czyli największa część) trafi do klubów rugby, z czego największy udział – 59 mln funtów – będą miały drużyny angielskiej Premiership. Podobno podział środków ma się opierać na szacunkach utraconych przychodów z biletów za okres od października do marca, a pomoc ma mieć w zdecydowanej większości charakter zwrotny (nie są jeszcze znane warunki pożyczek). RFU ma dostać 44 mln funtów, kluby Championship 9 mln funtów, a kluby kobiece oraz National League – 28 mln funtów.

Ani grosza nie dostały drużyny z Walii, Szkocji i Irlandii Północnej. Rządy tych krajów dostały jednak fundusze, które same będą dzielić.

Szkocja

Szkocka federacja, która ostatnio planowała wznowić rozgrywki klubowe w tym kraju w styczniu, teraz zapowiedziała, że nie stanie się to co najmniej do marca.

Stany Zjednoczone

Kolejna gwiazda w Major League Rugby. DTH van der Merwe, reprezentant Kanady, uczestnik czterech Pucharów Świata i wieloletni gracz Glasgow Warriors, zagra dla nowej drużyny z Los Angeles, LA Giltinis.

World Rugby

World Rugby przyjęło do swojego grona trzy nowe kraje: Burkina Faso, Iran i Laos. Z kolei Nepal i Panama zostali członkami stowarzyszonymi.

Rugby Europe

Po ogłoszeniu wprowadzenia protokołów TMO i HIA na najwyższym szczeblu międzynarodowych rozgrywek zarządzanych przez Rugby Europe, ogłoszono nawiązanie współpracy z firmami zajmującymi się marketingiem i sprzedażą. Dziwnie te wszystkie ogłoszenia zbiegają się nadchodzącymi wyborami na szefa organizacji 😉

Rugby league

W finałowym meczu serii State of Origin przede wszystkim największa publiczność stadionowa od początku pandemii: na stadionie w Brisbane zasiadło niemal 50 tys. ludzi. Oglądnęli wygraną gospodarzy: Queensland pokonał Nową Południową Walię 20:14 i w całej serii wygrał 2:1. Ciekawostka: taki wynik pada w serii nieprzerwanie od 10 lat, choć zwycięzcy bywają różni (częściej jednak Queensland, który wygrał także rok temu).

A były trener reprezentacji rugby union Australii, obecnie współpracujący z ekipą Argentyny Michael Cheika, zajmie się rugby league: obejmie reprezentację Libanu, która w przyszłym roku ma wystąpić w Pucharze Świata w tej odmianie dyscypliny. Cheika sam pochodzi z rodziny emigrantów z Libanu.

Zapowiedzi

Przed nami znowu dawka grania międzynarodowego. W turnieju Tri Nations rewanż za niesamowity mecz sprzed dwóch tygodni: Argentyna znowu zagra z Nową Zelandią. W Autumn Nations Cup w planie są mecze Walia – Anglia, Francja – Włochy i Irlandia – Gruzja. Oprócz tego Portugalia ponownie zagra z Brazylią.

Będą grać wszystkie trzy zawodowe ligi zachodniej Europy. Najbardziej zaawansowana jest francuska Top 14 – tu dziesiąta kolejka. Najciekawiej będzie chyba w spotkaniu Lyonu ze Stade Français. Po raz ósmy wybiegną na boisko gracze Pro14 – tu najwięcej uwagi przyciągną spotkania Ulsteru z Edynburgiem i Scarlets z Leinsterem (a jeszcze dziś ostatni mecz siódmej kolejki, Glasgow Warrios – Munster). W Premiership zobaczymy dopiero drugą turę gier. Jako najbardziej interesujące zapowiadają się spotkania Exeter Chiefs z Bath, Gloucester z Wasps i Northampton Saints z Harlequins.

Ponadto w sobotni poranek finał tegorocznego Mitre 10 Cup w Nowej Zelandii: Auckland – Tasman. A w Południowej Afryce pierwsza kolejka rundy rewanżowej krajowych rozgrywek, tym razem już nie pod szyldem Super Rugby, ale Currie Cup.

Dodaj komentarz