Posnania, Crusaders i Reds mistrzami

Działo się sporo. Pierwsi mistrzowie Polski sezonu 2021/2022 udekorowani: Posnania w siódemkach mężczyzn. Znamy też mistrzów Super Rugby Aotearoa i Super Rugby AU. Mieliśmy mecz na szczycie Ekstraligi i awanturę w I lidze, rugbową audycję w Kanale Sportowym, ogłoszenie składu British & Irish Lions i wiele innych rugbowych atrakcji.

Ekstraliga

W Ekstralidze w ten weekend wreszcie doczekaliśmy się zaległego spotkania na szczycie: Ogniwo podejmowało Master Pharm Rugby Łódź (te dwie drużyny od kilku lat rozstrzygają między sobą w finałach ligi losy mistrzostwa Polski). Hit nieco zawiódł: mecz pełen walki, ale i błędów (do czego na pewno przysłużyła się ulewa w pierwszej połowie) – trudno zliczyć młyny. Na początku meczu bliscy przyłożenia byli goście (Toma Mchedlidze nurkował gdzieś między słupami, ale skończyło się na młynie dla Ogniwa). Jednak jedyne przyłożenie w tej części meczu zdobyli gospodarze po sprytnym zwodzie Adama Piotrowskiego. Niewiele poza tym było okazji, a pierwsza połowa skończyła się prowadzeniem gospodarzy tylko 7:6 (dwa karne wykorzystał Michał Kępa). Drugą Ogniwo zaczęło już bez kapitana, Piotra Zeszutka, który musiał zejść z boiska z urazem głowy. Zaczął kopać z karnych Wojciech Piotrowicz, ale dwukrotnie spudłował (zresztą, piłka na nodze mu nie leżała nie tylko z podstawki). Tymczasem Michał Kępa wykorzystał trzecią taką szansę i łodzianie wyszli na dwupunktowe prowadzenie. Długo wynik się nie zmieniał. Dopiero dziesięć minut przed końcem meczu Toma Mchedlidze wykorzystał błąd obrony Ogniwa i w praktyce rozstrzygnął mecz: było już 16:7. Na dwie minuty przed końcem co prawda Paul Walters zmniejszył straty do sześciu punktów i Ogniwo miało jeszcze piłkę w rękach, a łodzianie zostali w czternastkę. Jednak nic już się nie zmieniło i mecz skończył się rezultatem 10:16. Pierwsza porażka Ogniwa od ponad roku (poprzednia – 20 października 2019 z Juvenią w Krakowie) była raczej kiepskim prezentem z okazji 42. urodzin i jednocześnie 200. występu w barwach sopockiej drużyny Marcina Wilczuka.

Ogniwo zachowało pierwsze miejsce w tabeli i nadal ma sporą przewagę nad rywalami – nad łodzianami aż siedem punktów, co stawia ich nadal w roli faworyta do rozegrania finału na swoim boisku. Ale na pewno ten rezultat dodał kolorów walce o drugie miejsce, premiowane awansem do finału.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Ogniwo Sopot 13 58
2. ↑ Master Pharm Rugby Łódź 13 51
3. ↓ Skra Warszawa 13 50
4. Awenta Pogoń Siedlce 13 35
5. Orkan Sochaczew 13 31
6. Lechia Gdańsk 12 29
7. Edach Budowlani Lublin 12 27
8. Arka Gdynia 13 20
9. Juvenia Kraków 13 18
10. Sparta Jarocin 13 0

W I lidze nieciekawa historia zamiast meczu na szczycie (kolejny raz). Posnania miała grać z Białymstokiem, ale goście nie pojawili się w Poznaniu. Zgodnie z ich oświadczeniem – ponieważ decyzja Komisji Gier i Dyscypliny w sprawie nałożenia na Posnanię kary finansowej zamiast walkoweru z powodu nieodbycia się tego meczu we wcześniejszym terminie jest nieostateczna. Czyżby zatem chcieli walczyć o pięć punktów przed Komisją Odwoławczą? Cóż, kolejny obrazek w polskim rugby z sędzią odgwizdującym koniec meczu z powodu braku jednej drużyny z pewnością jest nieciekawy, podobnie wojenka na oświadczenia i obrazki w mediach społecznościowych.

Na boisku natomiast AZS AWF Warszawa pokonał Watahę Zielona Góra 20:17, dzięki czemu znacznie zwiększył swoje szanse na awans do grupy play-off, która będzie walczyć o prawo gry w barażu o awans do Ekstraligi.

W drugiej lidze też tylko jedno spotkanie (drugie przełożone na przyszły weekend: rezerwy Juvenii okazały się bardzo niegościnne dla Miedziowych Lubin i rozgromiły ich 121:7. Imponujące zdobycze punktowe Rafała Lewickiego (44 punkty, w tym 4 przyłożenia) i Dariusza Janika (6 przyłożeń).

Mistrzostwa Polski w rugby 7 mężczyzn

Medale mistrzostw Polski w rugby 7 mężczyzn rozdane. W ostatnim, czwartym turnieju sezonu bez żadnych niespodzianek: kolejność na czołowych miejscach identyczna jak w dwóch spośród trzech poprzednich rund rozgrywek. Najciekawiej był w finale, gdzie tradycyjnie Posnania spotkała się z Orkanem. Sochaczewianie, grający na własnym boisku, znowu mocno postawili się rywalom. Do przerwy prowadzili 10:7, jednak po przerwie już tylko poznaniacy zdobywali punkty i znowu wygrali. Dzięki temu zdobyli mistrzostwo z kompletem turniejowych sukcesów, a Orkan wicemistrzostwo z kompletem drugich miejsc. Brązowy medal przypadł trzeciej w Sochaczewie Juvenii, która w meczu o tę lokatę wyraźnie ograła Skrę Warszawa. Czołowa czwórka identyczna zresztą jak przed rokiem.

Myślę, że emocji mogłoby być odrobinę więcej, gdyby o medalach decydowały wyłącznie wyniki turnieju finałowego, a nie łączna punktacja z kilku turniejów. Jednak to oznacza mniej meczów najlepszych drużyn między sobą, a ponadto zainteresowanie tymi rozgrywkami jest tak niewielkie, że trudno byłoby dawną formułę zastosować. W sochaczewskim turnieju znowu mieliśmy tylko siedem drużyn, a w całym sezonie sklasyfikowano ich zaledwie dziewięć. Na uwagę poza czołową czwórką zasługuje zwłaszcza Kaskada Szczecin, która mocno postraszyła w kilku turniejach Skrę, a raz nawet ją pokonała i awansowała do półfinałów (choć nie tym razem), a także debiutujący w rozgrywkach Hegemon Mysłowice, który zagrał we wszystkich turniejach i w łącznej klasyfikacji zajął dzięki temu szóste miejsce. Wyniki może nie imponujące, ale oby to doświadczenie procentowało za rok.

Mistrzostwa Polski w rugby 7 kobiet

Nie było też niespodzianek w Krakowie, w piątym w sezonie (a trzecim wiosną) turnieju mistrzostw kobiecych siódemek. Czołowe trzy miejsca identyczne jak w poprzednich turniejach, Biało-Zielone Ladies Gdańsk (zarówno pierwsza ekipa jak i rezerwy) wygrywające mecze bez straty choćby jednego punktu – aż do meczów finałowych, w których straciły pierwsze punkty w turnieju, ale i tak wygrały. Czołowa trójka: Biało-Zielone, Legia (wynik finału: 22:14), Black Roses Posnania. Z Ekstraligi spada AZS AWF Warszawa, a awansuję gospodynie turnieju, które zajęły na zapleczu Ekstraligi drugie miejsce, ulegając w decydującym meczu rezerwom Biało-Zielonym 14:19.

Do końca rozgrywek pozostały dwa turnieje, ale nie zanosi się na to, aby w czołówce klasyfikacji generalnej mistrzostw nastąpiły jakiekolwiek zmiany. Jedynie różnica między drugą Legią i trzecimi Black Roses wynosząca 3 punkty jest możliwa do zniwelowania – ostatnio Legia wygrywa mecze tych zespołów regularnie, ale poznanianki nie poddają się bez walki.

Super Rugby

W Christchurch finał Super Rugby Aotearoa czyli spotkanie dwóch najlepszych drużyn sezonu zasadniczego: Crusaders, obrońcy tytułu, podejmowali Chiefs. Początek spotkania był znakomitą reklamą nowozelandzkiego rugby – trzy fantastyczne przyłożenia dla obu drużyn. Dwa pierwsze dla gospodarzy (najpierw Sevu Reece na prawym skrzydle, świecąc pośladkami, potem Will Jordan po lewej stronie), a na to odpowiedział Damian McKenzie. Jednak na tym przyłożenia w tym meczu się skończyły. Po pierwszej połowie Crusaders prowadzili 15:10. W drugiej połowie długo bez punktów. W 54. i 58. minucie dwóch graczy Crusaders zeszło z boiska z żółtymi kartkami i Chiefs grali z przewagą nawet dwóch zawodników, ale jedyną korzyścią był rzut karny McKenziego. A gdy pierwszy z ukaranych wrócił na boisko, Richie Mo’unga przy odrobinę biernej postawie obrony Chiefs odpowiedział drop goalem. Dołożył potem jeszcze dwa karne i Crusaders wygrali 24:13. Chiefs mogą jednak żałować – McKenzie zdobył wszystkie punkty drużyny, ale trzykrotnie spudłował z karnych, nie wykorzystali też kilkunastu minut liczebnej przewagi w drugiej połowie.

Natomiast do ostatniej chwili nie byliśmy pewni wyniku w drugim superrugbowym finale tego weekendu: w decydującym meczu Super Rugby AU Reds podejmowali Brumbies, broniących tytułu z ubiegłego roku. Goście w 13. minucie zdobyli jedyne przyłożenie w pierwszej połowie i wyszli na prowadzenie, na którym utrzymywali się przez kolejnych 70 minut (a Reds dzielnie im pomagali przegrywając swoje auty). Ich przewaga nigdy jednak nie przekroczyła 7 punktów, a przed końcem wynosiła tylko 4 oczka. Reds grali do końca. Ich ogromny nacisk w ostatnich minutach doprowadził do osłabienia Brumbies aż o dwóch zawodników, którzy musieli zejść z żółtymi kartkami. A kapitan Reds, James O’Connor, autor wszystkich punktów swej drużyny w tym meczu, dobre pięć minut po upływie 80. minuty zdobył wreszcie upragnione przyłożenie, które dało drużynie z Brisbane końcowy triumf 19:16.

Na marginesie kilka innych wieści. Prezes Kanaloa Pasifika czyli drużyny, która chciała włączyć się do Super Rugby, uważa, że decyzje federacji nowozelandzkiej o przyznaniu licencji konkurencyjnej Moana Pasifika były podyktowane konfliktem interesów – na Kanaloę długo naciskano, aby połączyła się z Moaną, z którą blisko związane są osoby z federacji. Podkreśla, że w przypadku jego drużyny nie byłoby konieczne uzupełnianie składu zawodnikami bez prawa do reprezentowania wysp Pacyfiku, miała ona też złożyć lepszą ofertę.

W Super Rugby Trans-Tasman spośród wszystkich zmian w przepisach stosowanych w Super Rugby Aotearoa i Super Rugby AU wybrano do stosowania tylko dwie: 20-minutową czerwoną kartkę oraz drop-out z linii bramkowej. Nie zdecydowano się przyjąć dogrywek do złotego punktu lub złotego przyłożenia, zasady 22/50 i 50/22 czy captain’s referral.

Poza tym najlepszym zawodnikiem Super Rugby AU fani wybrali bohatera meczu finałowego, Jamesa O’Connora (zgromadził 30% głosów). Odkryciem Super Rugby Aotearora wybrano japońskiego zawodnika Highlanders, Kazuki Himeno. Szkoleniowca stracili (tymczasowo) Highlanders – Tony Brown wybrał się do Japonii pomagać Jamie’mu Josephowi w przygotowaniu reprezentacji tego kraju do wyprawy do Europy, podczas której zagrają m.in. z British & Irish Lions.

British & Irish Lions

Lions to jedno z największych wydarzeń w świecie rugby – i pewnie z tego powodu sporo emocji dostarczają wszelkie małe kroczki na drodze do samej wyprawy (a tym bardziej tej, obarczonej wielką niepewnością z powodu epidemii). Lions pierwszy mecz zagrają w Edynburgu przeciwko Japonii za niespełna siedem tygodni, chwilę potem wyjadą do Afryki Południowej, a w ostatni czwartek Warren Gatland, prowadzący tę wyjątkowa ekipę po raz trzeci, ogłosił jej 37-osobowy skład. Kapitanem został walijski wspieracz, rekordzista pod względem spotkań międzynarodowych, Alun Wyn Jones.

Jak to zwykle bywa, sporo dyskusji na temat zaskakujących powołań i – zwłaszcza – sensacyjnych pominięć. Wśród tych ostatnich wymienia się Kyle’a Sincklera, Jamesa Ryana, Henry’ego Slade’a, Garry’ego Ringrose’a, Keatha Earlsa, Jonathana Daviesa czy wreszcie Jonny’ego May’a i Jonathana Sextona (w przypadku tych dwóch ostatnich jednak zadecydowały pewnie kłopoty ze zdrowiem). Mi brakuje także rewelacyjnego ostatnio Marcusa Smitha oraz żegnającego się z rugbowym boiskiem CJ Standera. Pozytywnym zaskoczeniem jest powołanie świetnego w Exeter Sama Simmondsa, mało kto też spodziewał się w składzie Bundee Akiego. Skład jest wyraźnie dobrany przy nastawieniu na niezwykle fizyczną walkę, a czarodziejów rugby jest tu niewielu (no, liczymy na Finna Russella).

W sumie 11 Anglików, 10 Walijczyków oraz po 8 Irlandczyków i Szkotów. Z Pro14 pochodzi 20 zawodników (najwięcej z Leinsteru i Scarlets – po czterech), a z klubów angielskich 16 graczy (najwięcej – pięciu – z Saracens). Rodzynkiem z ligi francuskiej jest szkocki łącznik ataku Finn Russell. Dziewiętnastu z tej grupy grało już dla Lwów (najwięcej razy – przynajmniej w oficjalnych testach – Alun Wyn Jones, który jest też najstarszym zawodnikiem). Nie ma ani jednego zawodnika, który nie miałby na koncie meczów międzynarodowych (najmniej doświadczony pod tym względem jest Sam Simmonds). Zdecydowanie najmłodszy jest Louis Rees-Zammit. Pełny skład: https://www.lionsrugby.com/2021/05/06/warren-gatland-names-2021-british-irish-lions-squad/. A portal WalesOnline zestawił piętnastkę z zawodników pominiętych przez Gatlanda: https://www.walesonline.co.uk/sport/rugby/rugby-news/missing-lions-xv-thats-good-20541792. Też palce lizać.

Póki co trwają rozmowy z rządem brytyjskim, czy uda się uniknąć kwarantanny po powrocie graczy z Południowej Afryki. Z kolei gospodarze liczą na to, że południowoafrykański rząd pozwoli zapełnić trybuny w 50%, ale zabraknie na nich fanów z Wysp Brytyjskich (na wsparcie swojej publiczności Lwy mogą liczyć tylko w Edynburgu, w spotkaniu z Japonią). Zresztą gospodarze mają problemy sportowe: nie mogą zorganizować planowanych wcześniej rozgrzewkowych spotkań z Włochami i Stanami Zjednoczonymi, bowiem przy powrocie z Południowej Afryki czekałaby ich rywali kwarantanna. W tej sytuacji zapowiedzieli przyjazd na dwa spotkania reprezentacji Gruzji.

Premiership

W osiemnastej kolejce angielskiej Premiership parę niespodzianek. Walczący o miejsce w czołowej czwórce Northampton Saints na własnym boisku dali się pokonać kiepsko radzącej sobie w tym sezonie ekipie Gloucester. Na 10 minut przed końcem przegrywali już 0:28, a ostatecznie ponieśli porażkę 7:31. W drużynie gości błysnął najmłodszy z powołanych do zespołu British & Irish Lions: Louis Rees-Zammit zdobył dwa przyłożenia. Obecnego na meczu Gatlanda natomiast na pewno zaniepokoił uraz głowy Dana Biggara, który musiał zejść z boiska już w pierwszej połowie i nie przeszedł pomyślnie HIA. Podobny los jak Saints spotkał zespół London Irish, który chyba już ostatecznie pogrzebał nadzieje na play-off. Przegrał na wyjeździe z przedostatnią drużyną ligowej tabeli, Newcastle Falcons, 27:52. Co prawda Exiles zdobyli cztery przyłożenia, ale w tym pełnym radosnego rugby meczu Falcons odpowiedzieli aż siedmioma, a Brett Connon był perfekcyjny w egzekwowaniu podwyższeń i z kopów zaliczył 17 punktów.

Na wiele emocji liczyli kibice przed starciem lokalnych rywali Bath – Bristol Bears. Po trzydziestu minutach gry nieoczekiwanie gospodarze prowadzili z liderami tabeli 15:0. Jednak kolejne 28 punktów zdobyli goście z Bristolu. W 66. minucie Anthony Watson zdobył swoje drugie przyłożenie w tym meczu i Bath zmniejszyło stratę do ośmiu punktów – wydawało się, że podejmie jeszcze walkę, ale czerwoną kartkę zobaczył jego młynarz Tom Dunn (już drugą w tym sezonie). Bristolczycy bezlitośnie wykorzystali przewagę, dokładając dwa przyłożenia i wygrywając 40:20. W ich barwach znakomicie zaprezentował się pominięty w selekcji do drużyny Lwów Kyle Sinckler – w pomeczowym, bardzo emocjonalnym wywiadzie dał wyraz swojemu niezrozumieniu decyzji Gatlanda.

Ostatnie, niedzielne spotkanie było prawdziwym świętem rugby. W meczu Harlequins z Wasps padło aż 12 przyłożeń i 94 punkty. Najgorzej mecz będzie wspominać obrońca Quins, Mike Brown, który w pierwszej połowie zobaczył żółtą kartkę, a na początku drugiej połowy czerwoną i jego koledzy musieli 50 minut tego meczu grać w czternastkę. A mimo to wygrali minimalnie, 48:46, choć świeżo po czerwonej kartce wydawało się, że Wasps rozstrzygną mecz na swoją korzyść – w ciągu pięciu minut zdobyli dwa przyłożenia i wyszli na 12-punktowe prowadzenie. Jeszcze na pięć minut przed końcem Wasps mieli 8 punktów przewagi, ale najpierw Marcus Smith skutecznie kopnął karnego, a w ostatniej akcji meczu przyłożył piłkę na polu punktowym rywali i skutecznie wyegzekwował podwyższenie. Bardzo atrakcyjne widowisko, świetna postawa Marcusa Smitha, który zdobył aż 28 punktów (2 przyłożenia, 6 podwyższeń, 2 karne), oraz jego vis-à-vis, Dana Robsona. Na minus jednak czerwona kartka Browna, który prawdopodobnie już nie wystąpi w barwach Harlequins – nadepnął na głowę rywala trzymającego go w rucku i nikt się nie zdziwi, jeśli jego zawieszenie potrwa do końca sezonu. Wielka szkoda tego momentu szaleństwa, bo przecież to obrońca związany z klubem przez całą swą karierę i odchodzący z niego właściwie nie z własnej woli – nie tak pewnie wyobrażał sobie pożegnanie z Twickenham Stoop.

Poza tym Sale Sharks pokonali Leicester Tigers 26:10 (gościom nie pomógł nawet fakt gry gospodarzy w drugiej połowie przed dobrych parę minut w trzynastkę; po raz kolejny błysnął skutecznością AJ McGinty – zdobył 16 punktów), a Exeter Chiefs pokonali czerwoną latarnię ligi Worcester Warriors aż 41:10 (choć po kwadransie przegrywali 0:10, a na prowadzenie wyszli dopiero po przerwie – drugą połowę zagrali jednak fantastycznie zdobywając w niej pięć przyłożeń, z których dwa zdobył kolejny z Lwów, Sam Simmonds – w sumie ma ich już 16, a kolejni gracze w tej klasyfikacji – Danny Care i Alex Dombrandt z Harlequins – tylko po 9).

W tabeli coraz mniej niewiadomych. Czołowa czwórka odskoczyła Northampton Saints już na 9 punktów, a London Irish aż na 16. Saints musieliby mieć sporo szczęścia aby awansować do play-off, a szanse Irish są już czysto teoretyczne. Na dnie tabeli już o nic się nie walczy i zwycięstwa Gloucester i Newcastle Falcons tylko podbudowują humor ich kibiców.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Bristol Bears 18 71
2. Exeter Chiefs 18 63
3. Sale Sharks 18 59
4. Harlequins 18 59
5. Northampton Saints 18 50
6. London Irish 18 43
7. Bath 18 41
8. Leicester Tigers 18 39
9. Wasps 18 38
10. Gloucester 18 36
11. Newcastle Falcons 18 35
12. Worcester Warriors 18 21

Zmiana nazwy stadionu Wasps. Dotąd sponsorem tytularnym areny w Coventry był Ricoh, natomiast od nowego sezonu stadion będzie nosić nazwę Coventry Building Society Arena. Umowa ma obowiązywać przez kolejne 10 lat.

W testach koronawirusowych już drugi tydzień z rzędu ani jednego przypadku pozytywnego. W ciągu ostatnich sześciu tygodni testów tylko raz odkryto zakażenie.

Top 14

Sporo ciekawie zapowiadających się pojedynków mieliśmy w dwudziestej trzeciej kolejce Top 14. Zaczęło ją spotkanie dwóch drużyn bezpośrednio walczących o awans do play-off: Castres pokonało Lyon 37:29 i przeskoczyło swoich rywali w tabeli. O zwycięstwie Castres (piątym z rzędu w lidze) przesądził okres gry w drugiej połowie, gdy powiększyli przewagę z 1 do 15 punktów (m.in. dzięki drugiemu w meczu, a jedenastemu w sezonie przyłożeniu Filipa Nakosiego). W ostatnich minutach Lyon jednak walczył zawzięcie, dwóch graczy gospodarzy zobaczyło żółte kartki, a goście zdobyli w ostatniej akcji meczu drugie przyłożenie odbierając Castres niezwykle cenny ofensywny punkt bonusowy.

W sobotę starły się kluby z trzeciego i czwartego miejsca w tabeli, oba jeszcze nie do końca pewne awansu do play-off: Racing 92 podejmował Clermont. Miał być hit, ale zdecydowane zwycięstwo odnieśli paryżanie. Już w pierwszej połowie zaaplikowali rywalom cztery przyłożenia (dwa z nich na samym początku, w odstępie trzech minut zdobył Kurtley Beale) i choć Clermont się odgryzało, w przerwie Racing prowadził 12 punktami. Po przerwie Clermont nie zdobył już ani jednego punktu, a Racing dorzucił kolejne dwa przyłożenia (jedno z nich zdobył świeży nabytek klubu, Gaël Fickou) i wygrał aż 45:19. Clermont miał sporo czasu piłkę w rękach, ale głównie na własnej połowie boiska. A w Racingu błyszczał m.in. Finn Russell.

W meczu dwóch kandydatów do triumfu w europejskich pucharach walczące o utrzymanie w lidze Montpellier pokonało nieoczekiwanie ekipę z czołowej dwójki ligi, La Rochelle. Montpellier zdobyło w tym meczu aż pięć przyłożeń, natomiast roszelczycy (grający w osłabionym składzie) długo punktowali tylko z karnych, a jedyne przyłożenie zdobyli w końcówce meczu, gdy nic już im nie mogło pomóc. Montpellier wygrało z bonusem 32:22, znacznie zwiększając swoje szanse na pozostanie w lidze. Po fatalnym początku sezonu, ostatnie tygodnie gracze Altrada mają naprawdę niezłe.

Rundę kończył mecz Tulonu z Tuluzą. Zapowiadał się hit, tymczasem emocji było niewiele. Na początek zobaczyliśmy tylko parę karnych. Dopiero pod koniec pierwszej połowy punktować na poważnie zaczął Tulon i był nie do powstrzymania – wygrał mecz 44:10. Trzeba jednak mieć w pamięci, że trener Tuluzy dał odpocząć części podstawowych zawodników. Wart uwagi jest dorobek Louisa Carbonela, który zdobył dla drużyny z Lazurowego Wybrzeża aż 29 punktów (2 przyłożenia, 5 podwyższeń i 3 karne), choć na koniec przydarzyła mu się wpadka – chcąc skończyć mecz wykopał piłkę poza boisko o pięć sekund za wcześnie.

Poza tym w meczu bez historii zdegradowane już Agen poniosło swoją 22. porażkę w sezonie, tym razem 7:47 z walczącym o utrzymanie w lidze Pau (w tej drużynie zadebiutował reprezentacyjny łącznik ataku z Południowej Afryki, Elton Jantjies, który dzięki kontraktowi na tylko kilka spotkań we Francji chce lepiej przygotować się do gry przeciwko British & Irish Lions; z kolei fatalna postawa Agen sprowokowała prezydenta tego klubu do groźby, że przestanie płacić zawodnikom). Z kolei rywalizująca z Pau o pozostanie w lidze Bajonna przegrała 22:47 z Bordeaux (fatalna druga połowa Basków), dzięki czemu Pau przeskoczyło ją w tabeli i ma punkcik przewagi. I wreszcie Brive pożegnało się już chyba z marzeniami o play-off, przegrywając z wciąż walczącym o awans do nich Stade Français 28:31 (gracze Brive w końcówce odrobili aż 12 punktów straty, ale na przechylenie szali zwycięstwa na swoją korzyść brakło już im czasu).

Obie drużyny z czołowych miejsc mimo porażek zachowały swoje lokaty, ale dystans, jaki ma do nich Racing 92 czy Tulon, znacznie się zmniejszył. Najbardziej zacięta walka trwa o awans do play-off – realne szanse zakwalifikowania się mają wciąż drużyny aż do 9 miejsca w tabeli. Po tej kolejce z czołowej szóstki wypadł Lyon, a jego miejsce zajęło Castres, ale tuż za jego plecami jest Bordeaux z dwoma meczami zaległymi.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Tuluza 23 72
2. La Rochelle 22 67
3. ↑ Racing 92 23 64
4. ↓ Clermont 23 63
5. Tulon 22 62
6. ↑ Castres 23 59
7. ↑ Bordeaux Bègles 21 58
8. ↑ Stade Français 23 57
9. ↓↓↓ Lyon 23 56
10. ↑ Montpellier 21 45
11. ↓ Brive 22 45
12. ↑ Pau 23 41
13. ↓ Bajonna 23 40
14. Agen 22 2

Ogłoszono daty rozegrania czterech zaległych spotkań. Brive z La Rochelle i Montpellier z Tulonem mają zagrać jutro, Agen z Bordeaux w weekend finałów europejskich pucharów, a Bordeaux z Montpellier w przypadający po nim wtorek, 25 maja. Aby uniknąć ponownych problemów LNR postanowiła mocno zaostrzyć na końcówkę sezonu obowiązujące w lidze protokoły sanitarne: stałe noszenie maseczek, spotkania niemal wyłącznie na zewnątrz, podróże dwoma autokarami lub czarterowymi samolotami, trzy serie testów tygodniowo, pojedyncze pokoje w hotelach dla niezaszczepionych…

Na drugim froncie, w przedostatniej kolejce fazy zasadniczej Pro D2, tylko trzech minut potrzebował Andrzej Charlat na zdobycie przyłożenia. Jego Provence pokonało Montauban 36:13 i zapewniło sobie utrzymanie w lidze.

FFR zapowiedziało daleko idące zmiany w strukturze rozgrywek amatorskich, zaczynając od sezonu 2022/2023. Federacja uznała utworzenie trzeciego poziomu ligowego Nationale za sukces i idzie dalej w tym kierunku, tworząc czwarty poziom Nationale 2. Zagrają w nim 24 drużyny – 22 najlepsze z obecnego Fédérale 1 oraz dwóch spadkowiczów z Natoniale 1. Drużyny zostaną podzielone na dwie grupy, a na koniec sezonu odbędzie się wspólny play-off. Pozostałe 24 drużyny z Fédérale 1 i najlepsze 24 drużyny z Fédérale 2 utworzą Première Division. Reszta ekip z Fédérale 2 i najlepsze z Fédérale 3 utworzą Deuxième Division. FFR będzie bezpośrednio zarządzać wszystkimi tymi czterema poziomami rozgrywek, a także play-off z kolejnego, tworzonego na bazie Fédérale 3 i najlepszych drużyn z regionalnego poziomu Honneur, Quatrième Division. Zarówno ją, jak i kolejne „dywizje” (piątą i szóstą – czyli odpowiednio dziewiąty i dziesiąty poziom rozgrywek ligowych) będą stanowiły dotychczasowe rozgrywki Honneur, zorganizowane na bazie obecnego podziału terytorialnego.

Drobne

W kwestii urazów głowy na naszym, krajowym podwórku – wart uwagi wpis umieścił Piotr Zeszutek na swojej stronie facebookowej: https://www.facebook.com/piotr.zeszutek/posts/1958973127588584 (warto też zajrzeć do toczącej się pod nim dyskusji z Polskim Związkiem Rugby). Wstrząśnienia mózgu to obecnie chyba największy problem w naszym sporcie, zwłaszcza, że kultura rugbysty-twardziela często nie pozwala przyznać się zawodnikowi do urazu (ba, niekiedy jest tak zamroczony, że nie jest go świadom). Jeśli protokoły mamy i stosujemy, trzeba uwrażliwić sędziów na ten problem, bo to jedna z najważniejszych spraw na boisku (jeśli nie najważniejsza). Wiem, nie mamy TMO, elektroniki na boisku, ale w czasie meczu można przeprowadzić serię prostych testów. Trzeba też pamiętać o tym w klubach, bo cokolwiek się stanie, nie kończy się na 10 czy 12 minutach poza boiskiem, a wymaga kolejnych testów przez kilka dni. Są nawet wzorce stosownych protokołów dla sytuacji boiskowych, np. https://passport.world.rugby/media/xwehiad0/world_rugby_hia1_en.pdf. Chyba warto je stosować.

W czwartkowy wieczór w Kanale Sportowym pojawił się program z udziałem rugbystów: Piotra Zeszutka i Anny Klichowskiej oraz wiceprezesa PZR Jarosława Prasała. Świetna inicjatywa, w większości bardzo sympatyczna rozmowa, ale mam wrażenie, że szansę na promocję rugby można było wykorzystać trochę lepiej. Brakło wyjaśnienia, o co w tym rugby chodzi (wszak był materiał video z meczu Skry z Arką, który można było wykorzystać jako ilustrację) i dlaczego jest fajne (rozmowa skoncentrowała się chyba wyłącznie na trzeciej połowie). I nie wiem, czy nie lepiej wypadłoby to bez przedstawiciela PZR – sam fakt jego obecności sprowokował wyciąganie przez telefonicznych gości problemów, z jakimi zmaga się polskie rugby, więc momentami mieliśmy taplanie się naszym swojskim bagienku, a dyskusja na te tematy na pewno nie zachęciła widzów niemających z rugby nic wspólnego do zainteresowania tym sportem. Cóż, dzwoniącym w tych sprawach w sumie się nie dziwię, bo Związek na co dzień prowadzi dość powściągliwą politykę informacyjną – milczy, oddając pole niejako walkowerem przeciwnikom, w sprawach, w których mógłby prezentować jakąś pozytywną narrację, przestał też publikować protokoły Zarządu. Zysk z tej rozmowy to fakt, że pociągnięty za język Jarosław Prasał podał kilka informacji na temat wyboru trenera reprezentacji Chrisa Hitta (m.in. podkreślił dużą ilość czasu, jaką trener zamierza poświęcić reprezentacji, potwierdził też informacje o problemach z asystentami – mieli wycofać się po wyborze).

Grały piętnastki młodzieżowe. Po tym weekendzie szczególnie zadowoleni mogą być kibice KS Budowlanych Commercecon Łódź i Orkana Sochaczew, które to ekipy odniosły komplet zwycięstw (jedno wśród juniorów i dwa wśród kadetów). Łodzianie na obu poziomach odnieśli cenne zwycięstwa nad Juvenią Kraków. Wśród juniorów przekroczyliśmy półmetek rozgrywek, niepokonane dotąd są ekipy Budowlanych i Orkana. Wśród kadetów do końca fazy zasadniczej zostały nam dwa mecze, ale znamy już czwórkę półfinalistów: KS Budowlani (dotąd komplet zwycięstw), Arka, Orkan i Juvenia.

W japońskiej Top League rozegrano ćwierćfinały. Wyrównane spotkanie stoczyły Toyota Verblitz i NTT Docomo Red Hurricanes. Po pierwszej połowie gospodarze przegrywali, ale zwyciężyli ostatecznie 33:29 dzięki dwóm przyłożeniom w końcówce reprezentanta Japonii Henry’ego Jamiego (wcześniej dla Verblitz punktował m.in. Kieran Read). Podobnie zacięty mecz między Kubota Spears i Kobelco Steelers: Spears po 30 minutach prowadzili 17:0, ale wtedy stracili z czerwoną kartką Australijczyka Bernarda Foley’a. Steelers zaczęli odrabiać straty i na dziesięć minut przed końcem wyszli na prowadzenie. Jednak ostatnie słowo należało do Spears, którzy dzięki karnemu w ostatnich minutach wygrali 23:21. Łatwiej poszło Panasonic Wild Knights, którzy pokonali Canon Eagles 32:17. Bez walki do półfinałów awansowała drużyna Beaudena Barretta, Suntory Sungoliath – z powodu koronawirusa w szeregach do walki nie mogli stanąć jej rywale, Ricoh Black Rams. Skład półfinałów: Panasonic Wild Knights – Toyota Verbliz i Suntory Sungoliath – Kubota Spears.

W drugiej kolejce Rainbow Cup pierwsze 20-minutowe czerwone kartki w Europie. Jedną z nich zobaczył pod koniec pierwszej połowy gracz Ulsteru, jednak jego drużyna już wtedy wyraźnie przegrywała, a powrót do gry w piętnastkę w niczym jej nie pomógł – Munster zdecydowanie wygrał 38:10. Poza tym Glasgow Warriors pokonali Edynburg 29:19 (i zadecydowali w ten sposób o odzyskaniu pucharu 1872; tu aż dwie czerwone karki), Connacht uległ Leinsterowi 21:50 (miał świetny początek – 16:0 – ale losy meczu odwróciły się diametralnie; trzy przyłożenia dla zwycięzców zdobył Hugo Keenan, a Gatlanda na pewno zaniepokoiła kontuzja Jacka Conana), Scarlets pokonali Ospresy 22:6, Cardiff Blues wygrali z Dragons 17:16 (dwie czerwone kartki w zaciętym spotkaniu), a Zebre przegrało z Benettonem 20:25 (gracze z Treviso wzięli rewanż za porażki z sezonu Pro14, ale decydujące przyłożenie zdobyli w samej końcówce meczu). Na południu drugie zwycięstwa odnieśli Stormers (34:26 z Lions) i Bulls (20:16 na wyjeździe ze Stormers).

W Rosji poznaliśmy finalistów mistrzostw kraju – w drugim spotkaniu pierwszej pary półfinałowej Lokomotiw Penza, lider tabeli ligowej po sezonie zasadniczej, ograł Metałłurg Nowokuźnieck 27:15, a ponieważ było to drugie zwycięstwo, awansował do finału. Także dwa zwycięstwa zaliczył STM-Jenisiej, który dwukrotnie pokonał lokalnego rywala, Krasnyj Jar: w poprzedni poniedziałek 15:6 oraz dzisiaj 39:15 (w końcówce Krasnyj Jar się po prostu posypał).

We włoskiej lidze Top10 do rozegrania pozostało jeszcze jedno spotkanie fazy zasadniczej, jednak bez najmniejszego znaczenia dla lokat w tabeli. Wiemy, że z ligi spada Lazio Rzym, natomiast w półfinałach spotkają się Petrarca (zdecydowanie dominująca w lidze, poniosła w sezonie tylko jedną porażkę) z Emilią oraz Rovigo z Calvisano.

W hiszpańskiej División de Honor nadrobiono wszystkie zaległości z fazy zasadniczej i znamy już skład ćwierćfinałów. Najciekawszym będzie chyba starcie AMPO Ordizia z Barceloną, pozostałe mają już zdecydowanych faworytów (Alcobendas i obie ekipy z Valladolid). Przy okazji: tydzień temu rozegrano półfinały Pucharu Króla i okazuje się, że w finale (pierwszy weekend czerwca) nie zobaczymy żadnej drużyny z Valladolid. Liderujące w rozgrywkach ligowych Alcobendas zagra niespodziewanie przeciwko UBU-Bajo Cero – uniwersyteckiej drużynie z Burgos.

W półfinałach Súper Liga Americana de Rugby dwa zacięte pojedynki. Jaguares XV byli zdecydowanym faworytem meczu przeciwko paragwajskim (ale z większością Argentyńczyków w składzie) Olimpia Lions, tymczasem musieli rozegrać najtrudniejszy mecz w sezonie. Wygrali 29:17, ale w końcówce meczu Lions mocno ich przycisnęli. W drugim spotkaniu urugwajski Peñarol pokonał chilijski Selknam 17:14. Chilijczycy liczyli tu na powtórkę z meczu w końcu fazy zasadniczej, ale po pierwszej połowie przegrywali 17:0. W drugiej odrobili większość strat, a przez ostatni kwadrans próbowali zniwelować ostatnie trzy punkty różnicy (na dodatek jeden z rywali zobaczył pod koniec meczu czerwoną kartkę), jednak bez powodzenia. W finale zatem Jaguares XV i Peñarol.

W Major League Rugby mecz na szczycie. Przed sezonem pewnie prorokowalibyśmy, że będzie nim Seattle Seawolves z San Diego Legion, czyli rewanż za ostatni finał ligi w 2019, ale obecnie obie drużyny są wśród najsłabszych w lidze. Tu górą byli Seawolves 21:15, odnosząc drugie zwycięstwo w sezonie. Prawdziwym meczem na szczycie było starcie ekip z czoła obu konferencji i zarazem drużyn z dwóch głównych metropolii Stanów Zjednoczonych: Rugby United New York podejmowali niepokonanych dotąd LA Giltinis, a stawką oprócz ligowych punktów miał być świeżo ustanowiony puchar o znów nieco ekstrawaganckiej nazwie, Champagne Cup. W pierwszej połowie jedyne przyłożenie w meczu zdobył dla Giltinis DTH van der Merwe (już ósme w tym sezonie, w siódmym meczu), a z boiska musiał też zejść w swoim pierwszym meczu dla RUNY Juan Manuel Leguizamón. Jednak ostatecznie górą byli gospodarze, którzy wygrali 18:16 i zakończyli serię meczów bez porażki LA (ba, ci nie tylko dotąd wygrali wszystkie mecze w sezonie, ale nie schodzili poniżej 42 zdobytych punktów). Pozostałe cztery spotkania także niezwykle zacięte (w żadnym różnica punktów nie wyniosła więcej niż 4): NOLA Gold pokonała Houston SaberCats 28:26 (decydujące przyłożenie pięć minut przed końcem), New England Free Jacks wygrali z Austin Gilgronis 22:18 (a przegrywali już 5:18), Toronto Arrows ulegli Rugby ATL 29:33 (zdecydowało przyłożenie graczy z Atlanty w ostatniej akcji meczu), a Utah Warriors zwyciężyli Old Glory DC 34:33 (sytuacja identyczna jak w meczu w Atlancie). W tabeli konferencji na zachodzie nadal na czele LA Giltinis, a na wschodzie NOLA Gold (RUNY wygrało bez bonusa i straciło jeden punkt do lidera).

W wyścigu o tytuł najlepszego gracza Europy (czyli europejskich pucharów) pozostała tylko piątka zawodników z dwóch drużyn, które wystąpią w finale Champions Cup: Grégory Alldritt i Will Skelton z La Rochelle oraz Antoine Dupont, Jerome Kaino i Julien Marchand z Tuluzy. Czyli trzech Francuzów oraz po jednym reprezentancie Australii i Nowej Zelandii.

Na stronie World Rugby pojawiło się oficjalne tłumaczenie przepisów gry na język polski: https://www.world.rugby/the-game/laws/home (należy rozwinąć menu z językami).

Pojawiła się plotka na temat możliwości poszerzenia australijskiej ligi rugby league, NRL: podobno władze ligi, myślą o utworzeniu drugiej drużyny w Nowej Zelandii. Tamtejsi działacze rugby union są z tego powodu niezadowoleni, tym bardziej, że plotki na temat przejścia TJ Perenary do Sydney Roosters były coraz gorętsza (na szczęście ostatecznie zdecydował się na powrót do Hurricanes).

O drużynie Walter Sisulu University, występującej w uniwersyteckich rozgrywkach w Południowej Afryce, zrobiło się ostatnio głośno w rugbowym świecie, ponieważ przed swoimi meczami prezentowała na boisku hakę. W ostatnich meczach tego elementu zabrakło, a kapitan drużyny wyjaśnił, że stało się tak z powodu interwencji federacji nowozelandzkiej. W ten weekend rozegrano finał tych rozgrywek.

Plany testów międzynarodowych w tym roku: znamy plany Francuzów na jesień – mają zagrać w Paryżu kolejno z Argentyną, Gruzją i Nową Zelandią. Wygląda zresztą na to, że Argentyńczycy spędzą w rozjazdach około pięciu miesięcy: lipcowe testy w Europie (zamiast w domu, dwa mecze z Walią i trzeci z Gruzją, Irlandią lub Rumunią), następnie od sierpnia do października The Rugby Championship (w Australii, Nowej Zelandii lub obu tych krajach), i wreszcie listopadowa wyprawa do Europy (mecze z Francją, Włochami oraz z Gruzją lub Irlandią). W sumie 12 spotkań. Stany Zjednoczone w lipcu zmierzą się z Anglią i Irlandią, Kanada z Walią i Anglią, a Japonia do testu z Lwami dorzuci mecz z Irlandią (wszystkie spotkania na Wyspach). Ponieważ Nowa Zelandia raczej nie będzie gościć w lipcu Włoch, szykuje nieoczekiwanie mecze z drużynami z wysp Pacyfiku – dwa mecze przeciwko Fidżi i jeden z Samoa. W sierpniu z kolei planowane są trzy mecze z Australią o Bledisloe Cup (dwa z nich – w ramach TRC).

Kolejne karty odkryte w kwalifikacjach do Pucharu Świata 2023: dwumecz Stanów Zjednoczonych z Kanadą ma się odbyć w pierwszej połowie września, kolejne dwumecze z między drużynami z obu Ameryk w pierwszej połowie października. Z Afryki zaś kiepska wiadomość: Rugby Afrique zawiesiło w prawach członka Nigerię, co oznacza, że reprezentacji tego kraju może zabraknąć w planowanym za kilka tygodni turnieju w Burkina Faso, stanowiącym pierwszą turę kwalifikacji afrykańskich. Powodem jest rozwiązanie przez rząd zarządu federacji rugby (wraz z 30 innymi). Cóż, w takim przypadku zostałyby nam tylko 34 reprezentacje walczące o Puchar Świata…

W rugby grają w Azji Środkowej. Tydzień temu odbył się turniej siódemkowy, w którym zwyciężyła reprezentacja Kazachstanu przed zespołem ze stolicy tego kraju i reprezentacją Uzbekistanu. Brała w nim tez udział reprezentacja Kirgistanu, który był gospodarzem imprezy.

Z rynku transferowego: Harlequins podpisali kontrakt z wielokrotnym reprezentantem Włoch, łącznikiem ataku Tommaso Allanem. Były gracz Jaguares, niemal stukrotny reprezentant Argentyny (karierę reprezentacyjną skończył po Pucharze Świata w Japonii) Juan Manuel Leguizamón dołączył na resztę sezonu do Rugby United New York (i nabawił się kontuzji już w pierwszym meczu w ten weekend). Quinn Roux odchodzi po siedmiu latach z Connachtu do francuskiego Tulonu. Scarlets opuścił główny trener, Glenn Delaney.

I na koniec polecam kilka ciekawych tekstów. Pierwszy – Aleksandra Skramnika z ukraińskiego portalu rugger.info, przetłumaczony na polski i opublikowany na stronie PZR: Piłka nożna sprawiedliwsza niż rugby? Parę gorzkich i prawdziwych słów pod adresem World Rugby (i nacji w nim dominujących) oraz Rugby Europe, związanych z brakiem zaangażowania w rozwój sportu i ignorowaniem krajów z drugiego planu. Drugi – Lawrence’a Nolana z portalu planetrugby.com: Loose Pass: Commercialisation and a bizarre call. W roli głównej sprzedaż udziałów w All Blacks i rugby zmierzające do takich samych problemów, z jakimi zmaga się na szczytach piłka nożna. Trzeci – Jonathana Liew w The Guardian: All Blacks sale could prove a private equity intrusion too far for lovers of sport. W sumie na dokładnie ten sam temat. Tak, teraz dostaniesz górę kasy. Ale za cenę duszy…

Zapowiedzi

Za tydzień w kraju czternasta kolejka Ekstraligi, a w niej niewątpliwym hitem będzie spotkanie Master Pharm Rugby Łódź ze Skrą Warszawa. Poza tym derby Trójmiasta Arka Gdynia – Lechia Gdańsk, starcie drużyn marzących o awansie do finałowej czwórki Edach Budowlani Lublin – Orkan Sochaczew i dwa mecze, które dla ekip z krajowego topu powinny być formalnością: Sparta Jarocin – Awenta Pogoń Siedlce oraz Ogniwo Sopot – Juvenia Kraków. Gra też I liga (przedostatnia kolejka fazy zasadniczej), piętnastki kadetów i juniorów, siódemki kadetek (powrót do gry po długiej przerwie).

W zachodniej Europie dziewiętnasta kolejka Premiership (m.in. mecze Leicester Tigers – Harlequins oraz Exeter Chiefs – London Irish; część spotkań przeniesionych na początek kolejnego tygodnia po to, aby można było wpuścić kibiców na trybuny) i dwudziesta czwarta runda Top 14 (m.in. starcie Clermont z Tulonem), do tego dwa zaległe spotkania już jutro (w tym Montpellier – Tulon). We Francji także ostatnia kolejka rundy zasadniczej drugiej ligi – Pro D2. Na południu natomiast startuje Super Rugby Trans-Tasman (pięć spotkań nowozelandzko-australijskich, a wśród nich najciekawsze chyba Highlanders – Reds i Crusaders – Brumbies).

Poza tym odbędą się m.in. finał południowoamerykańskiej SLAR, półfinały japońskiej Top League, mecze Rainbow Cup (kolejne derby, w Irlandii tym razem Munster – Connacht i Leinster – Ulster), pierwsze spotkania półfinałowych dwumeczów włoskiej Top10, ćwierćfinały hiszpańskiej División de Honor, ostatnia kolejka fazy zasadniczej gruzińskiej Didi 10.

8 komentarzy do wpisu „Posnania, Crusaders i Reds mistrzami”

  1. Mnie się mecz Sopotu z Łodzią podobał, zwłaszcza w pierwszej połowie. Zawodnicy ambitnie walczyli o zwycięstwo, a piłka wypadała do przodu głównie z powodu deszczu. Nawet w P6N zdarza się to często w taką pogodę. Wojciech Piotrowicz rozegrał jednak słaby mecz i nie chodzi mi tylko o kopy. Był jakiś taki bezbarwny a te nieudane kopy w aut raczej nie były spowodowane warunkami atmosferycznymi. Reszta zawodników gryzła sztuczną trawę aż miło. Tak się powinno w Polsce grać w rugby:)

    Co do programu na Kanale Sportowym to mam swoje przemyślenia. Uważam że tego typu programy są bardzo potrzebne ale muszą być bardziej konkretne, bo tutaj momentami wiało nudą. Co jakiś czas takie rozmowy o niczym się robiły, a przecież o rugby można gadać godzinami i robić to niezwykle ciekawie, bo jest o czym! Iwona Niedźwiedź mimo wielkich starań nie potrafiła ciekawie poprowadzić rozmowy. Najbardziej byłem rozczarowany odpowiedziami Pana wiceprezesa. Były beznadziejne. Nie na temat, w koło Macieju, odwracanie kota ogonem, owijanie w bawełnę, lanie wody… To tylko niektóre powiedzenia jakie przychodziły mi do głowy gdy słuchałem prezesa. Czy im naprawdę zależy na polskim rugby czy tylko my kibice jesteśmy tacy głupi że chcemy aby ten sport się rozwijał a nie zwijał, a co gorsze wierzymy że tak się stanie… ? Może tak się po prostu wygodnie żyje ludziom którzy siedzą na krzesłach w związkach sportowych? To byłaby dość smutna konstetacja:( Oby to nie była prawda.

    Przyznam się że zadzwoniłem do programu i zadałem kilka pytań ale oczywiście od wiceprezesa nie otrzymałem odpowiedzi na żadne:( Nie miałem zamiaru jątrzyć ani siać zamętu. Chciałem się dowiedzieć podstawowych informacji, które każdy polski kibic w innej dyscyplinie drużynowej wie. W rugby robią tajemnicę nawet z najprostszych rzeczy, albo po prostu sami tego nie wiedzą, tylko że jak ktoś czegoś nie wie, to powinien to powiedzieć a nie mydlić innym oczy.

    Ania okazała się osobą bardzo wygadaną i przesympatyczną. Zrobiła dobrą robotę dla rugby występując w tym programie, a Piotrek jak zwykle klasa;) Sporo pracy czeka jeszcze PZR żeby mieć taką relację z kibicami jak obecnie np. PZPN. Przydałby się nam Zbigniew Boniek na stanowisku prezesa, oj przydałby się;)

    Odpowiedz
    • Oj, nie mówię, walka w Sopocie była. Ale warunki na pewno nie pomagały i niewiele tam było miłego dla oka, szybkiego rugby 🙂
      Do p. Prasała nie mam specjalnych pretensji – mówił, to co mógł powiedzieć (zwłaszcza, że on od spraw finansowo-organizacyjnych jest, a nie sportowych, więc może w jego gestii leży w jakimś stopniu umowa z Kanałem Sportowym, ale już zapewne nie bardzo kwestia promocji rugby kobiet a tym bardziej orzeczenia KGiD). Pewnie byłoby lepiej, gdyby tam po prostu go nie było 🙂 A byłoby znacznie lepiej, gdyby Związek pomyślał o przejrzystości…

      Odpowiedz
      • O decyzje KGiD nie pytałem;) Wg mnie sprawa organizacji towarzyskiego meczu męskiej reprezentacji Polski leży jednak w jego gestii… A odpowiedzi brak:(

        Odpowiedz
          • Jak to jest że mamy zaledwie 10 zespołów w Ekstralidze a kalendarz pęka w szwach? Piłkarze teraz będą mieli 18 zespołów w Ekstraklasie + Puchar Polski + mecze towarzyskie + sporadycznie, a ostatnio prawie wcale mecze pucharowe i dają radę to wszystko zmieścić. Do tego dochodzą mecze reprezentacyjne. W rugby mamy tylko ligę i brak terminów. Trochę kieska ta organizacja…

            Odpowiedz
            • Nie porównywałbym jednego sportu z drugim pod tym względem, bo piłkarze grają dwa razy w tygodniu, a rugbyści nie są w stanie (nawet zawodowi robią to absolutnie wyjątkowo, a co dopiero amatorzy). Piłkarze grają całą zimę (u nas na podgrzewanych murawach), rugbyści czekają na odmarznięcie boisk. Na dodatek na wiosnę mieliśmy sporo kowidowej zawalanki z jesieni. A oprócz ligi mamy krajowe turnieje siódemkowe (a póki co grają w nich w dużej części ci sami ludzie), przez następne dwa miesiące lipca mamy dwa wolne terminy (a w rzeczywistości covidowej traktowałbym je raczej jako rezerwę na ligę; zresztą nie wiem, czy to nie w te luki mają wejść zawodu GPS).

              Odpowiedz

Dodaj komentarz