Nowa Zelandia – Australia 5:0

Kluby nowozelandzkie górą w pięciu pierwszych meczach Super Rugby Trans-Tasman, ale w dwóch z nich Australijczycy byli o włos od sprawienia sporych niespodzianek. Poza tym Master Pharm Rugby Łódź zrobił krok do finału Ekstraligi pokonując Skrę Warszawa, obudziła się Arka Gdynia, w decydującej fazie są ligi francuska i angielska, a przy okazji zaglądamy do Luksemburga.

Ekstraliga

Meczem na szczycie czternastej kolejki Ekstraligi było starcie dwóch drużyn walczących o miejsce w finale rozgrywek: Master Pharm Rugby Łódź grało ze Skrą Warszawa. Zobaczyliśmy niezły mecz, zwłaszcza w pierwszej połowie. Zaczęło się świetnie dla Skry – tuż po pierwszym gwizdku Vaha Halaifonua znalazł miejsce na lewym skrzydle i było 5:0, a po kwadransie warszawiacy prowadzili 11:3. Jednak przez pozostałą część pierwszej połowy, choć Skra stwarzała sobie kolejne szansy, punkty zdobywali tylko gospodarze. Skończyli tę część spotkania prowadzeniem 21:11, zaliczywszy dwa przyłożenia po przepchnięciu się zawodników nad linią bramkową. W drugiej połowie dwa kolejne karne pozwoliły łodzianom powiększyć prowadzenie i rozstrzygnąć spotkanie na swoją korzyść. Skrze udało się jeszcze zdobyć tylko jedno przyłożenie i mecz skończył się zwycięstwem gospodarzy 27:16.

Walczyły też dwie drużyny marzące o awansie na czwarte miejsce w ligowej tabeli: Edach Budowlani Lublin i Orkan Sochaczew. Spotkanie zdominowali goście, ale po pierwszej połowie prowadzili jednak tylko 12:10 – lublinianie przebudzili się w końcówce, zdobyli przyłożenie, choć potem nie zdołali wykorzystać przewagi dwóch zawodników. Gdy w drugiej połowie na boisku pojawił się z powrotem komplet sochaczewian, ci zdobyli kolejne dwa przyłożenia i prowadzili 26:13. Wówczas gra lublinian kompletnie się posypała i kolejne błędy zaowocowały dalszymi zdobyczami punktowymi gości, którzy wygrali ostatecznie 39:13. Świetna postawa Orkana, mógł się podobać szczególnie Pieter Steenkamp – Namibijczyk miał udział w czterech pierwszych przyłożeniach swego zespołu: jedno zdobył sam po indywidualnym przeboju, a przy trzech świetnymi podaniami zaczynał szybkie akcje.

W derbach Trójmiasta Arka Gdynia podejmowała Lechię Gdańsk. Gospodarze odzyskali swoich dwóch kluczowych graczy, Antona Szaszero i Sama Hampsona, i ukraińsko-angielski duet poprowadził ich do zwycięstwa 25:21. Emocje były zresztą niestety nie tylko sportowe, bo na boisku pod koniec pierwszej połowy poszły też w ruch na moment pięści. Po kilkunastu sekundach przyszło opamiętanie, ale i tak mam wrażenie, że żółte kartki to było trochę za mało. Po pierwszej części spotkania Arka prowadziła zdecydowanie po trzech przyłożeniach 22:0. W drugiej połowie gra się wyrównała. Już na początku tej części spotkania Lechia zdobyła przyłożenie, ale na kolejne punkty długo czekała. Dopiero w końcówce przycisnęła gospodarzy, zdobyła dwa przyłożenia w ostatnich akcjach i choć nie zdołała odwrócić losów meczu, wywalczyła przynajmniej defensywny punkt bonusowy.

Poza tym dwa mecze, w których zdecydowane zwycięstwa odnieśli przedmeczowi faworyci. Sparta Jarocin uległa Awencie Pogoni Siedlce 12:48, a Ogniwo Sopot odprawiło Juvenię Kraków 52:7 (trzy przyłożenia Mateusza Plichty). W obu przypadkach w pierwszych połowach mieliśmy dość jednostronne widowiska, w drugich nieco więcej pokazywały drużyny z końca tabeli, którym udawało się zdobyć honorowe punkty. Juvenia przyjechała do Sopotu z bardzo krótką ławką rezerwowych, a już w pierwszej połowie straciła trzech zawodników z kontuzjami (w tym znowu Michała Jurczyńskiego). W Jarocinie w drugiej połowie siedlczanie dali pograć sporej grupie młodzieży. Dwa przyłożenia dla Pogoni Przemysława Rajewskiego dają mu ich łącznie w sezonie już 12 (o jedno więcej niż Mateusz Plichta i Siokivaha Halaifonua, także powiększający swój dorobek w tej kolejce).

W tabeli bez zmian na lokatach, ale powoli klaruje nam się sytuacja związana z awansem do play-off. Łodzianie umocnili się na drugim miejscu – zwycięstwo nad Skrą znacznie przybliżyło ich do gry w finale (5 punktów przewagi i chyba nieco łatwiejsi rywale – na Skrę w dwóch kolejnych kolejkach czeka Ogniwo i Pogoń). W grze o udział w meczu o trzecie miejsce Awencie Pogoni Siedlce zagrażają już tylko Orkan Sochaczew i Lechia Gdańsk – Edach Budowlani Lublin praktycznie stracili szanse po porażce z Orkanem i opublikowanej dzisiaj decyzji Komisji Gier i Dyscypliny: zaplanowany przed dwoma tygodniami zaległy mecz w Gdańsku, na który lublinianie nie przyjechali, został zweryfikowany jako walkower na korzyść Lechii. Mamy jednak jeszcze cztery kolejki do rozegrania i wiele może się wydarzyć.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Ogniwo Sopot 14 63
2. Master Pharm Rugby Łódź 14 55
3. Skra Warszawa 14 50
4. Awenta Pogoń Siedlce 14 40
5. Orkan Sochaczew 14 36
6. Lechia Gdańsk 14 35
7. Edach Budowlani Lublin 14 26
8. Arka Gdynia 14 24
9. Juvenia Kraków 14 18
10. Sparta Jarocin 14 0

W I lidze solidarne zwycięstwa czołowej trójki, która w praktyce potwierdziła swój awans do grupy play-off. Liderzy, Rugby Białystok, rozgromili w Świdnicy Watahę Zielona Góra 74:0 (hat-tricki przyłożeń Andrei Cebotariego i Dimy Prodeusa), w derbach Warszawy Legia minimalnie uległa AZS AWF 5:8 (decydujący rzut karny w końcówce), a Posnania pokonała Arkę Rumia 55:19 (też dwa hat-tricki, arcyskutecznego ostatnio Bartosza Kubalewskiego oraz Jesúsa Cañizalesa). Posnania zresztą w ten weekend wygrała też turniej rugby 7 w Pruszczu Gdańskim.

W II lidze rozegrano ostatni mecz szóstej kolejki i KS Budowlani Commercecon Łodź pobili osiągnięcie rezerw Juvenii Kraków sprzed tygodnia: pokonali Mazovię Mińsk Mazowiecki aż 150:0. Goście przyjechali do Łodzi zaledwie w czternastu, bez zmienników, a w trakcie meczu stracili kolejnego zawodnika. Świetnie, że jednak wystąpili, ładne zachowanie także ze strony gospodarzy, którzy podobno dobrowolnie wyrównywali stan liczebny na boisku. Dobra wiadomość także na przyszłość: decyzję o zgłoszeniu się do II ligi podjął Hegemon Mysłowice.

Premiership

Dziewiętnasta kolejka Premiership pod znakiem powrotu publiczności na stadiony. W trzech spotkaniach już rozegranych co prawda jeszcze jej nie zobaczyliśmy, ale trzy mecze przełożono na dziś i jutro i tam na trybunach zasiądą już kibice.

Na początek kolejki Bath podejmowało Sale Sharks i choć długo w tym meczu prowadziło, ostatecznie przegrało 20:24. Drużyny wchodziły w drugą połowę przy remisie 17:17. Po kwadransie Bath wyszło na prowadzenie 20:17 i licznik punktów się zatrzymał. Gospodarze nie wykorzystali okresu gry Sale Sharks w podwójnym osłabieniu po dwóch żółtych kartkach. A gdy na pięć minut przed końcem boisko opuścił z żółtą kartką z kolei kapitan gospodarzy, Charlie Ewels, Sharks bezlitośnie to wykorzystali, zdobyli przyłożenie i wygrali mecz. I to mimo kłopotów AJ MacGinty’ego w kopach z podstawki: wykorzystał tylko dwie spośród pięciu prób (za to błysnął pięknym podaniem przy jednym z przyłożeń swej ekipy). To szóste zwycięstwo Sharks z rzędu, ale trudno się dziwić, jeśli prezentują takie akcje: https://twitter.com/i/status/1393506814239649796.

Ciekawie też było w meczu Leicester Tigers – Harlequins: nieoczekiwanie gospodarze wygrali 35:29. Zanotowali świetny początek meczu: po dziesięciu minutach prowadzili 14:0, po dwudziestu 21:5. I choć przez 7 minut grali w trzynastkę, powiększyli w tym okresie prowadzenie, a pierwszą połowę kończyli przy stanie 29:12. W drugiej połowie Harlequins zaczęli odrabiać straty (już kolejny raz w tym sezonie). Zdecydowanie przeważali, zdobyli trzy przyłożenia (w tym dwa w ostatnich 10 minutach), ale tym razem nie udało im się dojść przeciwników. Zabrakło sześciu punktów, a w ostatniej akcji byli już na piątym metrze… Duże znaczenie miała większa skuteczność Tigers z kopów (trzy karne i trzy podwyższenia), czego zabrakło Harlequins – z czterech podwyższeń Marcus Smith wykorzystał tylko jedno. Harlequins mimo porażki zdobyli dwa punkty bonusowe. A najlepszym zawodnikiem meczu był reprezentacyjny filar Tigers, Ellis Genge, który zdobył dwa przyłożenia.

Poza tym Wasps pokonali Worcester Warriors 23:19, mimo gry przez 25 minut w osłabieniu po czerwonej kartce Bena Morrisa.

W tabeli kilka przetasowań, ale dotychczasowe wyniki nie zmieniły diametralnie szans drużyn na play-off (choć porażka Harlequins oznacza zachowanie jeszcze szans na awans Northampton Saints). Znacznie bardziej zacięta walka toczy się o osiem miejsc premiowanych grą w Champions Cup.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Bristol Bears 18 71
2. ↑ Sale Sharks 19 64
3. ↓ Exeter Chiefs 18 63
4. Harlequins 19 61
5. Northampton Saints 18 50
6. ↑↑ Leicester Tigers 19 44
7. ↓ London Irish 18 43
8. ↑ Wasps 19 42
9. ↓↓ Bath 19 42
10. Gloucester 18 36
11. Newcastle Falcons 18 35
12. Worcester Warriors 18 21

Poza tym potwierdziły się przypuszczenia co do smutnego końca 17-letniego związku Mike’a Browna z Harlequins. Jego skandaliczne zachowanie z ostatniego meczu przeciwko Wasps ukarane czerwoną kartką skończyło się sześciotygodniowym zawieszeniem (i to mimo złagodzenia kary o połowę). Nie zobaczymy już zatem doświadczonego obrońcy w barwach londyńskiego klubu, bo do końca sezonu Premiership zostało maksymalnie sześć spotkań.

Przez trzeci kolejny tydzień w testach członków ekip Premiership nie stwierdzono żadnego przypadku zachorowania na covid.

Top 14

We wtorek odbyły się dwa zaległe spotkania z poprzednich kolejek Top 14. W obu drużyny z dolnej połówki tabeli, pragnące potwierdzić utrzymanie się w lidze, pokonały ekipy z jej szczytu. Brive pokonało walczące o tytuł mistrzowski, ale grające znowu w składzie mocno osłabionym La Rochelle 24:12. Finaliści Champions Cup nie zdobyli w tym meczu ani jednego przyłożenia. Z kolei w starciu finansowych potentatów Montpellier pokonało Tulon aż 29:10, co oznaczało skomplikowanie walki Tulonu o awans do play-off. Oba zwycięstwa – z bonusami.

W weekend komplet spotkań dwudziestej czwartej kolejki. Najciekawiej zapowiadało się starcie Clermont z Tulonem, kluczowe dla walki tych drużyn o miejsce w play-off. Odrobinę zawiodło: mnóstwo walki, ale tylko dwa przyłożenia, sporo punktów natomiast z kopów Morgana Parry i Louisa Carbonela. Pierwsza połowa wyrównana, zakończona prowadzeniem gości 13:12. Jednak po przerwie Tulon wykorzystał tylko jednego karnego, a przez kolejne 35 minut nie zdobył ani jednego punktu. Gospodarze zresztą też długo się zmagali z obroną Tulonu i na pięć minut przed końcem prowadzili zaledwie dwoma punktami. Dopiero wtedy zdobyli swoje jedyne przyłożenie w meczu, które w praktyce go rozstrzygnęło: Clermont wygrało 25:16. Tulon do końca walczył choć o punkt bonusowy, ale choć dotarł na piąty metr rywali, nie zdołał zdobyć przyłożenia. Innym spotkaniem, w którym obie drużyny myślały o awansie do ćwierćfinałów, był mecz Bordeaux Bègles z Castres. Tu także tylko dwa przyłożenia i mnóstwo walki do samego końca spotkania. Górą Bordeaux 20:16.

Najlepsze widowisko weekendu stworzyły Tuluza i Bajonna. Liderzy, pewni awansu do play-off, szykujący się do finału Champions Cup i w związku z tym w nieco rezerwowym zestawieniu, podejmowali Basków, którzy zajmowali przedostanie miejsce w tabeli. Zaczęło się od mocnego uderzenia Tuluzy, która po 20 minutach prowadziła 14:0. Jednak Bajonna przebudziła się, w ciągu paru minut zaliczyła dwa przyłożenia i do przerwy Tuluza prowadziła już tylko 21:20. Po przerwie bardzo długo tylko Bajonna zdobywała punkty – kolejne cztery karne dały jej 11 punktów przewagi. I choć w samej końcówce meczu tuluzańczycy zaliczyli czwarte przyłożenie, przegrali 28:32. Grali do końca o zwycięstwo, jednak niewiele brakło, a utraciliby defensywny punkt bonusowy.

Poza tym broniące się przed spadkiem Pau stawiło zacięty opór faworyzowanemu Racingowi 92 i przegrało 29:35 (nie zdobyło nawet bonusa defensywnego, a jeszcze pięć minut przed końcem prowadziło jednym punktem), La Rochelle rozniósł Agen 59:0 (aż 9 przyłożeń, i to mimo odpoczynku dla wielu zawodników przed finałem Champions Cup), Lyon pokonał Brive 24:7 (podtrzymał swoje nadzieje na play-off, kompletnie grzebiąc je po stronie rywali; na dziesięć minut przed końcem prowadził już 24:0, a w zwycięstwie na pewno pomogły cztery żółte kartki, które zarobili goście – do pełni szczęścia brakło Lyonowi bonusa ofensywnego, który stracił w ostatnich minutach meczu) i wreszcie Stade Français wygrało z Montpellier 32:10 (tu także pomogły kartki dla gości: już w pierwszej połowie gracze Altrada zobaczyli dwie żółte, a następnie czerwoną i przerwana została ich passa siedmiu zwycięstw z rzędu).

Tuluza i La Rochelle są praktycznie pewne udziału w play-off, Racing 92 i Clermont też mogłyby go stracić tylko w wyniku jakiejś katastrofy. Jednak o pozostałe dwa miejsca toczy się zażarta walka: pięć drużyn od piątego do dziewiątego miejsca dzielą zaledwie 2 punkty i tu zdarzyć się może jeszcze wszystko. Na dole tabeli Bajonna znowu przeskoczyła Pau, ale tu także nic jeszcze nie jest rozstrzygnięte (oczywiście poza spadkiem ostatniego w tabeli Agen).

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Tuluza 24 73
2. La Rochelle 24 72
3. Racing 92 24 68
4. Clermont 24 67
5. ↑↑ Bordeaux Bègles 22 62
6. ↑↑ Stade Français 24 62
7. ↓↓ Tulon 24 62
8. ↓↓ Castres 24 60
9. Lyon 24 60
10. Montpellier 23 50
11. Brive 24 50
12. ↑ Bajonna 24 44
13. ↓ Pau 24 41
14. Agen 23 2

Na drugim froncie, w Pro D2, odbyła się ostatnia kolejka fazy zasadniczej. Niespodzianek nie było, wszystko było już rozstrzygnięte wcześniej. W bezpośrednim starciu dwóch zdecydowanie najlepszych ekip tej fazy Perpignan pokonało Vannes 20:10. Obie drużyny awansowały bezpośrednio do półfinałów i będą teraz czekać na zwycięzców ćwierćfinałów. W tych ostatnich zagrają Biarritz przeciwko Grenoble oraz Oyonnax z Colomiers. Co prawda Colomiers nie zagrali swego ostatniego spotkania (przeciwko Stade Montois, z powodu koronawirusa), ale terminu na jego nadrobienie już nie ma. Z ligi spadają Valence Romans i Soyaux-Angoulême.

Super Rugby

W Super Rugby Trans-Tasman sporo pięknego rugby i wszystkie wyniki na korzyść drużyn z Nowej Zelandii. Oczywiście, można było się spodziewać przewagi Nowozelandczyków, ale po cichutku liczyliśmy zwłaszcza na mistrzów australijskich rozgrywek, Reds. Ci jednak zawiedli, choć grali z czwartą drużyną z Nowej Zelandii, Highlanders. Nowozelandczycy pierwsze przyłożenie zdobyli na samym początku meczu po błędzie debiutującego w drużynie gości łącznika młyna Kalaniego Thomasa i choć Reds szybko odpowiedzieli (przyłożeniem tego samego Thomasa), wkrótce Highlanders odskoczyli po kolejnych dwóch przyłożeniach. Wygrali 40:19, a różnica mogłaby być większa gdyby nie przyłożenie Reds w ostatniej akcji meczu.

Nadzieję, że Australijczycy jednak powalczą, dali natomiast rywale Reds z ubiegłotygodniowego finału, Brumbies, którzy mocno postraszyli najlepszą drużynę z Nowej Zelandii, Crusaders. Zdecydowanymi faworytami byli Nowozelandczycy, którzy po pierwszej połowie prowadzili 19:7. Jednak w drugiej części spotkania do głosu doszli goście, którzy po dwudziestu minutach zredukowali stratę do dwóch punktów. Crusaders ponownie odskoczyli na 14 punktów, ale ostatnie 10 minut należało do Brumbies. Najpierw fantastyczny przebój Toma Banksa (https://twitter.com/i/status/1393490503690190850), a w ostatniej akcji meczu przyłożenie redukujące stratę do 2 punktów i wszystko leżało w nogach Noaha Lolesio. Ten jednak po raz pierwszy w tym meczu spudłował z podwyższenia, dzięki czemu ostatecznie Crusaders odrobinę szczęśliwie wygrali 31:29.

Nieoczekiwanie bardzo podobnie skończył się mecz Western Force przeciwko Chiefs. Drużyna z Perth, przecież jeszcze niedawno wyrzucona za burtę Super Rugby, była o włos od zwycięstwa. I tu także brakło Australijczykom tylko skutecznego podwyższenia po przyłożeniu z ostatniej akcji, przez co Force przegrała 19:20 (spudłował Domingo Miotti). Świetna końcówka meczu gospodarzy, którzy grali z przewagą jednego zawodnika, ale na minus na pewno ostatnie minuty pierwszej połowy, gdy mieli przewagę aż dwóch graczy, a jedyne punkty w tym okresie zdobyli ich rywale.

Beznadziejnie radzący sobie w australijskich rozgrywkach Waratahs zmierzyli się z Hurricanes. Mnóstwo efektownej gry, obrona tylko „opcjonalna”, jak napisał jeden z dziennikarzy, i aż 112 punktów i 17 przyłożeń (m.in. takie już po 80. minucie : https://twitter.com/StanSportAU/status/1393170866553311240). Górą byli Hurricanes, którzy wygrali mecz 64:48 i w gruncie rzeczy po pierwszych 30 minutach kontrolowali wynik. Poza tym mecz absolutnie jednostronny: Rebels przegrali z Blues 3:50.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Blues 1 5
2. Highlanders 1 5
3. Hurricanes 1 5
4. Crusaders 1 5
5. Chiefs 1 4
6. Brumbies 1 2
7. Western Force 1 1
8. Waratahs 1 1
9. Reds 1 o
10. Rebels 1 0

Wracając do ubiegłego tygodnia: finał australijskich rozgrywek, nie tylko trzymał w napięciu do ostatnich minut, ale miał oglądalność znacznie większą od poprzednich finałów. Przeniesienie się z Foksa do Nine (i umieszczenie finału w kanale naziemnym, bezpłatnym) spowodowało, że telewidzów było ok. 2,5-krotnie więcej, a jeśli wliczyć platformę elektroniczną Stan (znacznie tańszą od Foksa) – 3,5-krotnie. Podobno to była największa oglądalność meczu Super Rugby w Australii od 2011.

Drobne

W kraju toczyły się zawody młodzieżowców. Rozegrano ostatnie mecze fazy zasadniczej ligi piętnastek kadetów: KS Budowlani Łódź pokonali Budowlanych Lublin, a Juvenia Kraków wygrała z Orkanem Sochaczew. W składzie turnieju finałowego nic się już nie mogło zmienić – w półfinałach zobaczymy mecze KS Budowlanych Łódź z Orkanem Sochaczew i Juvenii Kraków z Arką Gdynia. Wśród juniorów Orkan pokonał Skrę Warszawa aż 80:0, a Budowlani Łódź ograli Lechię Gdańsk 45:14. Szkoda że na tych dwóch poziomach mamy tak mało drużyn – przyszłość polskiego rugby nie może opierać się tylko na kilku młodzieżowych drużynach. Gdzie są Ogniwo, Master Pharm, Pogoń (przecież rok temu wicemistrzowie juniorów)?

Wróciły do gry kadetki – drugi w tym sezonie turniej siódemek rozegrano w Lublinie i mieliśmy powtórkę z pierwszego, jesiennego: wygrały dziewczęta KS Budowlanych Łódź, które pokonały w finale Juvenię Kraków po zaciętym meczu 17:14. Trzecie miejsce dla Diablic z Rudy Śląskiej. Cieszy występ (i szóste miejsce) debiutantek z Częstochowy.

Kobieca reprezentacja Polski zebrała się na wspólne treningi, podczas których gościła drużynę Kazachstanu, przygotowującą się do finałowego turnieju kwalifikacji olimpijskich. Ponoć obie ekipy grały ze sobą, Kazaszki chwalą się zwycięstwem, ale na zdjęciu są z nimi dziewczyny w koszulkach Biało-Zielonych…

Wyłoniono pierwszego w historii mistrza zawodowej południowoamerykańskiej ligi Súper Liga Americana de Rugby. Niespodzianki nie było. Jaguares XV dopełnili kompletu zwycięstw w rozgrywkach i pokonali w Montevideo miejscowy Peñarol 36:28. Urugwajczycy stawili im jednak niezwykle zacięty opór. Jaguares prowadzili już w tym spotkaniu 22:6, ale rywale zmniejszyli straty do zaledwie dwóch punktów na 10 minut przed końcem meczu. W końcówce jednak Argentyńczycy byli skuteczniejsi. W sumie zdobyli sześć przyłożeń, a połowę z nich Tomás Cubilla. Warto zwracać uwagę na te rozgrywki: w miarę trwania sezonu większość z drużyn znacznie się poprawiła, a mecze były coraz ciekawsze.

Poznaliśmy finalistów ostatniego sezonu japońskiej Top League. Zostały nimi dwie ekipy, które w fazie zasadniczej wygrały swoje grupy. Toyota Verblitz przegrała z Panasonic Wild Knights 21:48. Przez trzy czwarte meczu mieliśmy widowisko wyrównane, ale końcówka należała do Wild Knights, którzy zdobyli cztery przyłożenia bez jakiejkolwiek odpowiedzi Verblitz. Porażka Toyoty oznacza nie tylko odpadnięcie z rozgrywek, ale także koniec przygody z rugby wielkiej gwiazdy nowozelandzkiego rugby, Kierana Reada. Wraca do domu po to, aby zawiesić buty na kołku. Nie wraca natomiast jeszcze do Nowej Zelandii Beauden Barrett – jego Suntory Sungoliath pokonali Spears Kubota 26:9, a świetny łącznik ataku zdobył tam z kopów 21 punktów (6 karnych i drop goal). Przed powrotem do ojczyzny został mu zatem jeszcze jeden mecz, finałowy.

Rainbow Cup w ten weekend zaczął się od najciekawszego, czyli od derbów Irlandii. Szczególny sukces odniósł Connacht, który pokonał na wyjeździe Munster (coś co nie udało się w lidze od paru lat) 24:20. Świetna zwłaszcza pierwsza połowa, w której padły wszystkie przyłożenia (te Connachtu – w komplecie wyjątkowo efektowne). W drugim meczu prowincji irlandzkich Leinster pokonał Ulster 21:17 (przed meczem sporo się mówiło o powrocie do składu dublińczyków po kontuzji Cealana Dorisa, po meczu – o nieukaranej jakimś cudem paskudnej szarży Robbiego Henshawa). Poza tym sporo emocji w walijskim starciu Scarlets z Cardiff Blues, zakończonym wynikiem 28:29 (Blues prowadzili już 26:9, ale przez kwadrans gry w końcówce Scarlets zdołali wysunąć się na prowadzenie i mecz rozstrzygnął karny Josha Evansa w ostatniej minucie), Dragons ulegli Ospreys 26:42, Edynburg uległ Glasgow Warriors 24:31 (drugie zwycięstwo Glasgow w derbach), a Benetton wygrał z Zebre 34:27. Benetton niespodziewanie jest liderem tabeli jako jedyna drużyna z kompletem trzech zwycięstw; komplet porażek odnotowali Ulster i Zebre. Jednak seria Benettona może się już wkrótce skończyć – w kolejnych tygodniach zagra przeciwko bardziej wymagającym przeciwnikom.

Na południu niepokonani są Bulls – ich trzecią ofiarą byli Sharks rozgromieni aż 43:9. Natomiast pierwsze zwycięstwo odnieśli kapsztadzcy Stormers, którzy po emocjonującym widowisku pokonali na wyjeździe Lions 39:37. Jeszcze trzy minuty przed końcem przegrywali ośmioma punktami, jednak zdołali przechylić szalę na swoją korzyść.

Organizatorzy ogłosili, że planują 19 czerwca zorganizować finał rozgrywek, w którym spotkają się zwycięzca grupy północnej i grupy południowej (czyli najlepsze drużyny z obu półkul). Być może gdzieś we Włoszech. Podobno jest też plan awaryjny: finał dla drużyn z Europy, pomiędzy dwoma najlepszymi ekipami z tabeli.

We włoskiej Top10 odbyły się pierwsze mecze półfinałowe. Emilia przegrała z Petrarcą 16:27, a Calvisano pokonało Rovigo 31:22 po świetnej drugiej połowie (i 26 punktach Schalka Hugo – stuprocentowa skuteczność w dziewięciu kopach z podstawki). Za tydzień rewanże. Swoją drogą, nowy szef włoskiej federacji, Marzio Innocenti, mówi o utworzeniu we Włoszech zawodowej SuperLegi. Miałyby to być rozgrywki zamknięte, bez automatycznych degradacji i spadków. Jak w amerykańskich ligach, o poszerzeniu rozgrywek decydowałyby kryteria ekonomiczne, organizacyjne i sportowe. Chciałby wykorzystać do tego celu zastrzyk gotówki, jaką federacja otrzyma z tytułu sprzedaży udziałów w Six Nations dla CVC – ok. 60 mln euro. Oczywiście, wzbudza to kontrowersje.

W hiszpańskiej División de Honor mieliśmy ćwierćfinały. Zaczęło się od zgrzytu: odwołano mecz liderów po fazie zasadniczej, Alcobendas, z drużyną z Sewilli Ciencias. Powodem był koronawirus w ekipie Ciencias. Jeden gracz chory, jedenastu poddanych kwarantannie. Co dalej? Federacja chciałaby, aby rozegrać mecz w ciągu tygodnia, jednak przed zwycięzcą będą półfinały już w kolejny weekend, więc trochę trudno sobie to wyobrazić. Z kolei w Sewilli wskazują, że oni są drużyną amatorską i trudno im zagrać poza weekendem, na dodatek wciąż bez dwunastu członków zespołu, co uczyni ten mecz raczej smutnym widowiskiem. Poza tym do półfinału awansowały obie drużyny z Valladolid (obie po nadspodziewanie trudnych próbach – El Salvador pokonał Burgos 34:26, a VRAC wygrał ze stołecznym Cisneros po niezwykle dramatycznej końcówce zaledwie 14:12 – decydujące trzy punkty padły w 89. minucie), a także Barcelona, która pokonało baskijską Ordizię 16:9 (choć po fazie zasadniczej górą była Ordizia). Odbył się też mecz finałowy División de Honor B: do elity po pokonaniu 26:22 baskijskiej Gerniki awansowała La Vila (z regionu Walencji), pokonani zagrają w barażu.

Zakończyły się rozgrywki drugiej fazy (w której liga była podzielona na dwie grupy) gruzińskiej Didi 10. W fazie play-off zagra wszystkie sześć drużyn grupy mistrzowskiej. Na czele tabeli znalazły się Aia Kutaisi i Batumi (przy czym Batumi swojego ostatniego meczu nie rozegrało – został odwołany). Za tydzień ćwierćfinały, a wspomniane dwie drużyny czekają na ich zwycięzców w półfinałach.

Koniec fazy zasadniczej także w Portugalii. Na czele tabeli w grupie walczącej o mistrzostwo znalazło się Direito, które w ostatniej kolejce uległo Tecnico – utrzymało jednak przewagę dwóch punktów nad rywalami. Obrońcy tytułu, Belenenses, na trzecim miejscu, a kolejne drużyny już ze sporą stratą i bez szans w walce z czołową trójką.

Północnoamerykańska Major League Rugby przekroczyła półmetek fazy zasadniczej. Warto zwrócić uwagę na wynik w meczu San Diego Legion z NOLA Gold: Kalifornijczycy, stawiani przed sezonem w roli faworytów, ale radzący sobie dotąd kiepsko, spotkali się z liderem konferencji wschodniej i zanotowali imponujący występ zakończony zwycięstwem 43:17. W końcu zagrali zgodnie z przedsezonowymi oczekiwaniami, a dwa przyłożenia zdobył dla nich Cecil Afrika. Z kolei w meczu na szczycie konferencji zachodniej LA Giltinis zdecydowanie wygrali z Utah Warriors 38:27 (prowadzili już 31:7, a zryw graczy z Salt Lake City w końcówce niewiele mógł zmienić). Wygrała też druga drużyna Gilchrista: Austin Gilgronis pokonali Rugby United New York 16:9. Poza tym Houston SaberCats przegrali z Toronto Arrows 10:19, Rugby ATL pokonało New England Free Jacks 33:18 (mimo ostatnich 10 minut w trzynastkę), a Old Glory DC pokonało Seattle Seawolves 22:18. Wciąż najlepszą drużyną ligi są LA Giltinis, którzy w konferencji zachodniej mają aż 10 punktów przewagi nad kolejną ekipą, Austin Gilgronis. W konferencji wschodniej prowadzi Rugby ATL przed RUNY, ale tu wszystkie drużyny mieszczą się w przedziale zaledwie 6 punktów.

Towarzyski mecz w chorwackim Sinju rozegrały Chorwacja i Czechy. Górą byli gospodarze 36:24, ale warto zwrócić uwagę, że czescy rugbyści przystąpili do tego meczu krótko po możliwości wznowieniu treningów, bez jakichkolwiek rozegranych spotkań w ostatnich miesiącach, podczas gdy chorwackie kluby w ostatnich tygodniach normalnie grały.

Coraz więcej wiadomo o spotkaniach międzynarodowych w lipcowym okienku testowym. Ze światowego topu próżnować będą chyba tylko Włosi, którzy pierwotnie mieli jechać do Nowej Zelandii. Pełną parą ruszają kwalifikacje do Pucharu Świata 2023 w Ameryce, Afryce i Oceanii. Najciekawszy na tym etapie kwalifikacji będzie dwumecz Samoa – Tonga, zaplanowany na 10 i 17 lipca. Oba mecze w Nowej Zelandii razem ze spotkaniami gospodarzy z Fidżi, a tydzień wcześniej odbędą się mecze Nowej Zelandii z Tonga oraz Maori All Blacks z Samoa. Interesująco zapowiada się też inny dwumecz w rejonie Oceanii, tym razem wśród kobiet: Australia – Samoa. Pierwsze ze spotkań ma odbyć się na Suncorp Stadium w Brisbane przed spotkaniem męskich ekip Australii i Francji.

Zanosi się na to, że mecze British & Irish Lions w Afryce Południowej odbędą się przy pustych trybunach, co na pewno stanowi dotkliwy finansowy cios dla tamtejszej federacji. Wszystkie osiem spotkań odbędzie się tylko na trzech arenach, po to aby ograniczyć podróże po kraju: cztery w Johannesburgu, trzy w Kapsztadzie i jedno w Pretorii. Zmienił się też pierwszy południowoafrykański rywal Lwów: zamiast zaproszeniowej drużyny zagrają przeciwko Lions (tym z Johannesburga). Kibice na żywo będą mogli zobaczyć Lwy tylko w Edynburgu, w meczu przeciwko Japonii, ale na pewno nie będzie to pełen stadion. A każdy spośród British & Irish Lions ostatecznie zarobi w tym roku 48 750 funtów – o 25% mniej niż przed czterema laty (podobnie klub, z którego pochodzi każdy gracz).

Pełnoprawnymi członkami World Rugby zostały dwie federacje z Afryki: Algiera i Burundi. Reprezentacje obu krajów biorą udział w kwalifikacjach do Pucharu Świata w 2023. Szanse na awans mają niewielkie, ale bez tego członkostwa raczej nie zobaczylibyśmy ich na francuskich stadionach nawet w przypadku boiskowego sukcesu. Natomiast artykuł na stronie WR potwierdza informację o tym, że Nigeria nie zostanie dopuszczona do kwalifikacji – w składzie turnieju stanowiącego pierwszy etap zmagań w Afryce wymienia tylko trzy zespoły (Burkina Faso, Burundi i Kamerun), pomijając pierwotnie obecną w tym zestawieniu Nigerię (kalendarz spotkań na stronie Rugby Afrique wciąż ją uwzględnia – start turnieju zaplanowany jest na 5 czerwca).

World Rugby przyjęło też dokument dotyczący kierunku zmian w kształtowaniu kierownictwa organizacją. Sporo słów na temat poszerzenia reprezentacji w komitetach, przejrzystej ścieżki „awansu” w strukturach, porzucenia struktury opierającej się na dotychczasowych sztywnych podziałach. Jak zwykle, niewiele konkretów (choć można znaleźć informację o dodatkowych głosach dla federacji, które nie mają ich maksimum, o weryfikacji klasyfikacji federacji co cztery lata, o zwiększeniu liczby kobiet w strukturach do 40%). Wśród zmian jest też wdrożenie nowego „kodeksu uczciwości” i powołania niezależnego urzędnika ds. etyki, nadzorującego jego wprowadzanie – cóż, odpowiedź na afery, które targały WR tuż przed ostatnimi wyborami. Generalnie sporo rzeczy, które przewijają się od lat (podział na Tier 1, Tier 2 i Tier 3 miał być porzucony już przecież lata temu) i mało nadziei na rzeczywistą zmianę.

Kolejna fucha Eddiego Jonesa: nie dość, że prowadzi reprezentację Anglii i sprawuje jedną z głównych funkcji w japońskim Suntory Sungoliath, postanowił pomóc klubowi Super League – Hull FC. Uczestniczył w treningach tej ekipy przez dwa dni w ubiegłym tygodniu. W tym samym czasie stracił dwóch asystentów pracujących z nim z reprezentacją Anglii: Simona Amora i Jasona Rylesa (ten ostatni pracuje dla inne klubu rugby league, w swej ojczystej Australii – Melbourne Storm). Być może jedno ze zwolnionych miejsc zajmie trener Hull, Brett Hodgson.

Wciąż nie jest pewna sprzedaż udziałów w All Blacks amerykańskiej firmie Silver Lake Partners. Ostatnim krokiem jest uzyskanie akceptacji związku zawodników, NZRPA – a jego szef, David Kirk, skrytykował stanowisko federacji, dążącej do sfinalizowania transakcji. Zarzucił jej, że nie rozważyła wszystkich możliwych opcji. Silver Lake ma kupić 12,5% udziałów za 280 mln dolarów, tymczasem działacze NZRPA proponują sprzedaż tylko 5% udziałów i nie jednemu inwestorowi, ale na giełdzie.

Kolejny krok do włożenia koszulki All Blacks zrobiła nadzieja rugby pochodząca z Niemiec: Anton Segner. 19-latek od paru lat gra w Nowej Zelandii (jest m.in. kapitanem drużyny U20 Crusaders, występuje w Mitre 10 Cup w barwach Tasman Mako), a teraz został powołany do kadry reprezentacji Nowej Zelandii U20.

Kolejna odsłona wojenek związkowych w Niemczech. Der Spiegel opublikował tekst krytykujący stosunki panujące w męskiej kadrze siódmek. Głównie chodzi o kwestie rozliczeń finansowych.

Rozlosowano grupy w pierwszej fazie turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich, który zostanie rozegrany w Monako 19–20 czerwca. Stawką jest ostatnie miejsce na igrzyskach dla mężczyzn i dwa ostatnie miejsca dla kobiet. W turniejach męskim i kobiecym miało brać udział po 12 drużyn, ale z wysyłania męskich drużyn zrezygnowały Chiny i Brazylia (tu prawdopodobnie wchodzą w grę kwestie finansowe).

Skład grup u mężczyzn:

  • Samoa, Irlandia, Tonga, Zimbabwe, Meksyk
  • Francja, Hongkong, Chile, Uganda, Jamajka

Skład grup u kobiet:

  • Rosja, Argentyna, Meksyk, Samoa
  • Papua-Nowa Gwinea, Kazachstan, Jamajka, Tunezja
  • Francja, Hongkong, Kolumbia, Madagaskar

Choć wciąż same igrzyska nie są stuprocentowo pewne – w Japonii zwolennicy odwołania imprezy podobno znacznie przeważają liczebnie nad tymi, którzy chcieliby, aby jednak się odbyła.

Rozgrywki siódemkowe uruchamia także Rugby Europe. Najwyższy poziom – dotąd Grand Prix, obecnie Championship (czyli nazewnictwo ujednolicone z rozgrywkami piętnastkowymi) – z udziałem Polek i Polaków to w tym roku dwa turnieje: 5–6 czerwca w Portugalii (zamiast w Gruzji) oraz 25–27 czerwca w Moskwie. Wśród mężczyzn wystąpi 8 ekip, nie zobaczymy Francji, Irlandii, Walii i Anglii (Wielka Brytania przygotowuje się do igrzysk, Irlandia i Francja do turnieju kwalifikacyjnego, ponoć we własnym gronie). Kobiecych drużyn będzie 9, a zabraknie Francji, Irlandii, Anglii, Włoch i Holandii (Wielka Brytania przygotowuje się do igrzysk, Francja do kwalifikacji, a reszta…?). Wśród kobiet pojawią się Portugalki, grające dotąd na poziomie Trophy, oraz Walijki, które miały na ten poziom spaść. Cieszy powrót do gry, cieszą planowane występy polskich reprezentacji, ale martwi postawa Anglii, Francji i Irlandii – oby nie był to początek siódemkowego, zamkniętego turnieju Sześciu Narodów (póki pozostali Włosi, Szkotki i Walijki).

Do poczytania: tym razem tekst w Rugby World pod znamiennym tytułem Should the Six Nations introduce relegation? To dwugłos, za i przeciw wprowadzeniu spadków i awansów do Pucharu Sześciu Narodów. Mnie Bernard Jackman przekonywać nie musi, a argumenty Barney’a Parra są mocno spłaszczone. Jednak cóż z tego, zapewne jeszcze długo nic się nie zmieni…

Z rynku transferowego: Ponad stukrotny reprezentant Nowej Zelandii, Owen Franks po dwóch latach spędzonych w Northampton Saints wraca do ojczyzny, tym razem do Hurricanes. Tomás Lezana, wielokrotny reprezentant Argentyny, były gracz Jaguares, po sezonie przechodzi z Western Force do Scarlets. Do Saracens wraca po roku w barwach japońskich NEC Green Rockets reprezentant Anglii, Alex Goode.

A na koniec wiadomości – boska ręka. W taki oto niecodzienny sposób padło tydzień temu pierwsze przyłożenie w meczu rugby league w australijskiej lidze NRL pomiędzy North Queensland Cowboys i Brisbane Broncos: https://twitter.com/NRL/status/1390965541376987140. Jeden z komentatorów spotkania zastanawiał się, czy przypadkiem Kyle Feldt, na którym znalazło się trzech obrońców Broncos, nie miał trzech rąk. Cowboys wygrali mecz jednym punktem.

O innych ligach: Luksemburg

Odcinek cyklu bardzo nietypowy i znacznie krótszy niż zwykle, bo skacząc niczym konik szachowy po Europie trafiłem do kraju, który co prawda ma swoją reprezentację, ale nie ma ligi. No, przynajmniej ligi seniorów, bo w kategoriach dziecięcych drużyny pięciu istniejących tam klubów toczą rozgrywki. Mimo to chyba warto też na moment tu się zatrzymać.

Rugby w Luksemburgu zaczęło się w latach 70. XX w. i – jak w wielu innych miejscach na świecie – start zawdzięcza przyjeżdżającym tu zagranicznym pracownikom szukającym szans do uprawiania swojej ulubionej aktywności na świeżym powietrzu. To właśnie pracujący w tamtejszych bankach i innych instytucjach obcokrajowcy w 1973 założyli pierwszy klub w kraju. Rok później powstała federacja, która w 1976 została przyjęta do FIRA. Pierwszy mecz międzynarodowy Luksemburg rozegrał w 1975 przeciwko Belgii (przegrany 6:28), rok później przystąpił do rozgrywek FIRA (aczkolwiek po pierwszym sezonie nastąpiła długa przerwa w występach), a pierwszą wygraną odniósł w 1989 (szmat czasu, ale spotkań międzynarodowych w tym okresie zaledwie kilka) nad Andorą, 10:8. Siłą rzeczy Luksemburg nie ma wielkich szans w grach zespołowych, ale zdarzało mu się odnosić sukcesy – ostatnim z nich było pierwsze miejsce z kompletem zwycięstw w grupie północnej Conference 2 rozgrywek REIC i awans na poziom Conference 1, na którym znajduje się obecnie.

Klubów rugbowych w Luksemburgu jest pięć, z czego tylko dwa z nich mają drużyny seniorskie. RC Luxembourg, założony w 1973, ma w swojej historii grę w systemach ligowych wszystkich trzech sąsiadów Luksemburga: do 1995 grał w systemie francuskich (regionalna liga alzacko-lotaryńska, którą na koniec wygrał), od 1995 do 2001 w lidze belgijskiej (początkowo drugiej, a po awansie w 1998 pierwszej), od 2002 do 2009 ponownie we Francji (na drugim poziomie lig alzacko-lotaryńskich, w 2008 wygrywając go), a od 2009 do dziś występuje w lidze niemieckiej (początkowo grał w 2. Bundeslidze, spadł poziom niżej, ale zdołał powrócić i w 2016 awansował do 1. Bundesligi; po jednym sezonie spadł, ale wrócił na czołowy poziom w 2018). Rezerwy z kolei grają na trzecim niemieckim poziomie ligowej, w zachodniej lidze regionalnej. Graczem ekip młodzieżowych klubu był m.in. jeden z synów wielkiego księcia Luksemburga Henryka – Sébastien.

Drugi klub, RC Walferdange (nazywany De Renert), powstał w 1990 i długo grał w lidze belgijskiej (na trzecim poziomie, na krótko awansując na drugi). W 2018 przeniósł się jednak do ligi niemieckiej. W pierwszym sezonie tutaj wygrał swoją regionalną ligę i awansował do 2. Bundesligi. Także i tu mamy rezerwy, choć nie samodzielne – grają w lidze regionalnej połączone z rezerwami niemieckiego klubu z Trewiru (miasta położonego tuż za luksemburską granicą).

Jedyną rozgrywką wewnętrzną seniorów w Luksemburgu jest mecz o puchar Luksemburga, regularnie wygrywany przez RC Luxembourg (ostatni w lutym 2020, po zwycięstwie 27:10)

W rugby w Luksemburgu grają też kobiety. Reprezentacja zagrała w turnieju FIRA w kwietniu 2007 (cztery mecze, w tym trzy porażki i zwycięstwo nad Serbią), ale ostatni mecz rozegrała kilka miesięcy później (porażka z Niemcami), a potem już nie widzieliśmy jej na arenie międzynarodowej. Drużynę kobiecą prowadzi RC Walferdange (znalazłem też wzmiankę o utworzeniu tuż przed pandemią sekcji kobiet w RC Luxembourg, ale próżno szukać śladów jakiejś jej występów). Dziewczyny z Walferdange (nazywane Walfettes) grają na drugim poziomie rozgrywek ligowych w Belgii, a więc w innym kraju niż męska ekipa tego samego klubu. W przerwanym sezonie 2020/2021 po dwóch zwycięstwach znajdowały się na czele swojej grupy.

Zapowiedzi

Za tydzień w kraju piętnasta kolejka Ekstraligi. Najciekawiej zapowiada się mecz drużyn z czołówki: Skra Warszawa podejmie Ogniwo Sopot. Poza tym Edach Budowlani Lublin – Sparta Jarocin, Orkan Sochaczew – Arka Gdynia, Lechia Gdańsk – Master Pharm Rugby Łódź i Juvenia Kraków – Awenta Pogoń Siedlce. Ma być też rozegrana ostatnia planowana kolejka fazy zasadniczej I ligi, a także kolejna runda II ligi. W juniorskich piętnastkach ciekawy mecz KS Budowlanych Łódź z Orkanem Sochaczew.

W Europie przede wszystkim finały europejskich pucharów na Twickenham, czyli francuska rozprawa w finale Champions Cup (Tuluza – La Rochelle) oraz starcie Montpellier z Leicester Tigers w finale Challenge Cup. W tle dziś i jutro trzy mecze Premiership oraz nadrabianie zaległości w Top 14. Na południu, w drugiej rundzie Super Rugby Trans-Tasman starcie mistrzów: Reds – Crusaders.

Poza tym m.in. pierwsza runda play-off francuskiej Pro D2 i gruzińskiej Didi 10, półfinały hiszpańskiej División de Honor i włoskiej Top10, finały japońskiej Top League i rosyjskiej Ligi Stawok (tu pierwszy mecz), czwarta kolejka Rainbow Cup. A spotkaniem Południowej Korei z Malezją zaczynają się mistrzostwa Azji i zarazem kwalifikacje do Pucharu Świata 2023.

5 komentarzy do wpisu „Nowa Zelandia – Australia 5:0”

  1. Na blogu ksiazkisportowe.pl Piotra Stokłosy pojawił się taki komentarz:

    „SQN ma na celowniku kilka pozycji o rugby, więc prędzej czy później coś na pewno się ukaże. :)”

    Odpowiedz
  2. Ciekawa sprawa z tą kobiecą reprezentacją Polski. Czy już dziennikarze wypytali zawodniczki lub trenerów czy to faktycznie grała nasza kadra czy klub?

    Nie podoba mi się droga po której jedzie rugby we Włoszech:( Tam i tak jest straszna różnica poziomów między klubami w Top 10. Jest to zdecydowanie najnudniejsza liga z krajów grających w P6N. Są cztery kluby walczące o medale, a reszta to tylko tło i tak jest co sezon. Mecze sa w całkiem szybkim tempie ale strasznie przewidywalne.

    Ogromne emocje były w ten weekend w lidze hiszpańskiej. Wszystkie trzy mecze były bardzo zacięte i warto było je obejrzeć. Najbardziej byłem zaskoczony zwycięstwem Barcelony, która zagrała bardzo konsekwentnie. Wg mnie nic nie zwiastowało takiego rozstrzygnięcia, bo w niedawnym meczu sezonu regularnego Barcelona waliła głową w mur AMPO. Teraz grając na wyjeździe spodziewałem się raczej jeszcze wyraźniejszej przewagi baskijskiej drużyny, a tu niespodzianka.

    Zazdroszczę że Czesi i Chorwaci zagrali mecz. To chyba pierwszy mecz towarzyski od marca 2020 reprezentacji grających w innej dywizji niż Rugby Europe Championship. Gratuluje autorowi bloga że nie przegapił tej informacje, bo ciężko było o tym usłyszeć w mediach;)

    Co do informacji na temat „zmian” w World Rugby to szkoda strzępić języka na próżno. To już jest nudne. Za co oni biorą pieniądze…:(?

    Wielkie gratulacje za artykuł o klubach z Luksemburga. Jak zawsze pełen profesjonalizm:)

    Odpowiedz
    • Barcelona w tym sezonie chłopcami do bicia nie byli – z Alcobendas przegrali co prawda dwa razy, ale raz jednym punktem, a drugi raz dwoma punktami, na styku też z ekipami z Valladolid. To miał być ten najbardziej wyrównany ćwierćfinał jednak 🙂

      Odpowiedz
      • Ale mimo wszystko wg mnie faworytami byli gospodarze. Ciekawe czy drużyna sklasyfikowana poza pierwszą czwórką sezonu zasadniczego wejdzie do finału. To byłaby już sensacja:)

        Czy kolejny odcinek „O innych ligach” będzie jeszcze o Europie czy już skoczymy na inny kontynent:)?

        Odpowiedz
        • Jeszcze nie wiem. Miał być kraj geograficznie spoza Europy, ale nie wiem, czy uda się zebrać sensowne materiały. Tak czy owak, trzeba będzie sporo poczekać…

          Odpowiedz

Dodaj komentarz