British & Irish Lions: zwycięstwa wśród chaosu

W kraju ostatnie złote medale sezonu otrzymały Biało-Zielone Ladies Gdańsk (po raz jedenasty z rzędu) i kadeci Budowlanych Łódź (czwarte złoto młodzieży tego klubu w sezonie). A na świecie główne tematy to chaos panujący wokół wyprawy Lwów i mecze towarzyskie (a w nich – czerwone kartki, te pokazane i niepokazane).

Mistrzostwa Polski w rugby 7 kobiet

Medale w rywalizacji kobiet rozdano co prawda dopiero w ten weekend, ale już wcześniej praktycznie pewna była klasyfikacja drużyn na czterech pierwszych miejscach rozgrywek. Finałowa odsłona mistrzostw odbyła się w ograniczonym składzie: do Gdańska nie przyjechały praktycznie pewne trzeciego i czwartego miejsca w mistrzostwach zawodniczki Black Roses Posnanii i Juvenii Kraków (straciły co prawda po cztery punkty w klasyfikacji ogólnej, jednak nie oznaczało to utraty zajmowanych wcześniej lokat; w kolejnym sezonie powinny jednak zacząć starty turniejowe o poziom niżej). Na starcie stanęło tylko sześć drużyn i zrezygnowano z tradycyjnego podziału na turniejowe ligi (w ten sposób najlepsze polskie drużyny zmierzyły się z tymi znacznie słabszymi).

Niespodzianek nie było. Biało-Zielone Ladies Gdańsk nie pozwoliły rywalkom we wszystkich czterech meczach na zdobycie ani jednego punktu, same zaliczyły ich zaś aż 253. Najniższe zwycięstwo zaliczyły w finale, który zagrały z Legią Warszawa – ale i ten wygrały bardzo wysoko, 41:0. Legionistki radziły sobie ze słabszymi rywalkami podobnie jak gdańszczanki, ale w finale nie miały żadnych szans.

Biało-Zielone w ten efektowny sposób przypieczętowały złoty medal mistrzostw Polski – to już jedenasty z rzędu. Srebro po trzech sezonach przerwy zdobyła Legia Warszawa, a brąz nieobecne Black Roses Posnania Poznań. W sumie sklasyfikowano w mistrzostwach 9 drużyn, trzy kolejne pojawiły się na zbyt małej liczbie turniejów (dwie – tylko na jednym). Mamy medal mistrzostw Europy, ale trochę mało tych drużyn w stawce (zarówno seniorek, jak i kadetek).

British & Irish Lions

Gigantyczne zamieszanie wokół Lwów. Najpierw covid pojawił się na pokładzie południowoafrykańskich Bulls, co spowodowało konieczność odwołania zaplanowanego na sobotę rozgrzewkowego meczu British & Irish Lions z tą franszyzą. Kolejne przypadki zakażeń odkryto w kadrze Południowej Afryki (pięciu graczy i sześciu członków sztabu, w tym główny trener Jacques Nienaber), co spowodowało konieczność przerwania treningów, posłania całej kadry do izolacji i uniemożliwiło rozegranie planowanego na ten weekend meczu Springboków z Gruzją. W tej sytuacji pojawił się nawet przez moment pomysł, by Lwy zamiast z Bulls zagrały z Gruzją, ale i tu fiasko – w kadrze gruzińskiej stwierdzono zakażenia u trzech graczy i głównego trenera (czterech z zakażonych Springboków grało w meczu z Gruzją przed tygodniem). I wreszcie covid uderzył bezpośrednio w Lwy – najpierw stwierdzono zakażenie u jednego z członków sztabu, w efekcie czego odizolowano cztery osoby (w tym dwóch zawodników), a w środę pojawiła się informacja o chorym graczu i w sumie czternastu osobach odizolowanych (dwóch zarażonych i 12 kontaktów). Przed sobotnim meczem w izolacji pozostał tylko jeden członek sztabu, ponieważ kolejne dwa testy zawodnika wcześniej uznanego za zakażonego okazały się negatywne. Jednak wczoraj poinformowano o odkryciu sześciu kolejnych zarażonych graczy w kadrze Południowej Afryki (w tym m.in. kapitan Siya Kolisi). Springbokom pozwolono jednak jednocześnie na powrót do treningów (?!) – prowadzi je Rassie Erasmus, który po Pucharze Świata pożegnał się z trenowaniem kadry, ale zastępuje odizolowanego Jacquesa Nienabera, a do składu musiano dołączyć dwóch nowych zawodników pierwszej linii. Warren Gatland mówi o najbardziej chaotycznych dniach w jego karierze. Na rozegranie serii testów wciąż są szanse, wszak do pierwszego z nich zostały dwa tygodnie. Oficjalne plany nie przewidują zmian, ale trudno przewidywać optymistyczny rozwój zdarzeń, a niektórzy dziennikarze zastanawiają się, czy to wszystko ma sens. Stwierdzenie legendy Lwów, Williego Johna McBride’a, że wyprawa zamienia się w farsę, nie jest od rzeczy.

Środowy mecz British & Irish Lions z Sharks doszedł do skutku, choć poprzedził go ogromny chaos. Decyzję o grze podjęto dwie godziny przed gwizdkiem, a Warren Gatland musiał dokonać w ostatniej chwili ośmiu zmian w składzie i na ławce zostało mu siedmiu zawodników młyna i tylko jeden ataku (m.in. ze składu ubyli Conor Murray i Stuart Hogg). Doszło do tego, że na boisku widzieliśmy graczy bez numerów na koszulkach. Na boisku, podobnie jak w poprzednim spotkaniu z Lions, dominowała drużyna brytyjsko-irlandzka. Sharks grali bez dziewięciu graczy z kadry narodowej. Do przerwy dowodzone przez Iaina Hendersona Lwy prowadziły 26:0 mając na koncie cztery przyłożenia zdobyte przez graczy ataku – zaczął swoim szóstym przyłożeniem podczas wyprawy Josh Adams już po dwóch minutach gry (w ostatniej chwili zastąpił na pozycji obrońcy Liama Williamsa), dwa kolejne dorzucił szkocki Południowoafrykańczyk Duhan van der Merwe, a połowę skończył mocnym akcentem Bundee Aki. W drugiej połowie początkowo spokojniej, Sharks zdobyli swoje pierwsze przyłożenie, ale potem serię pomyłek graczy z Durban w obronie wykorzystał kolejny raz Josh Adams, chwilę później przyłożenie zdobył Louis Rees-Zammit, a na koniec hat-tricki skompletowali van der Merwe i Adams (w sumie ma już osiem przyłożeń dla Lwów). Skończyło się wynikiem 54:7. W brytyjskiej drużynie zawiódł jednak nieco młyn (wielokrotnie zawalany), choć po zmianach w pierwszej linii było już znacznie lepiej.

Zastępstwem za Bulls w sobotę okazali się być Sharks, którzy zyskali szansę rewanżu i choć nie wygrali, zaprezentowali się lepiej niż w środę. W obu zespołach dużo zmian w składach. Kilku zawodników Lwów wyszło z izolacji, ale Gatland znów musiał też dokonać dwóch zmian w ostatniej chwili, tym razem jednak na szczęście niewynikających z okoliczności covidowych. Znów też miał oryginalną ławkę rezerwowych – sześciu graczy młyna i dwóch spoza niego. Miał szansę posadzić trzech graczy więcej, ale odmówił – zgodził się natomiast na 11 rezerwowych w składzie Sharks. Wśród Lwów zabrakło tym razem Josha Adamsa, ale Duhan van der Merwe miał kolejną szansę powiększenia swojego dorobku (i wykorzystał ją zdobywając przyłożenie w pierwszej połowie). A do boju poprowadził Lwy tym razem Jamie George, który podkreślił swoją rolę na boisku dwoma przyłożeniami. Pierwsza połowa okazała się bardzo wyrównana – drużyny szły łeb w łeb i to Lwy musiały gonić wynik. Obie ekipy zdobyły po cztery przyłożenia i schodziły na przerwę przy remisie 26:26. Na początku drugiej połowy jednak obraz meczu odmienił bezmyślnym wejściem łokciem w przegrupowaniu łącznik młyna Sharks Jaden Hendrikse. Tę część spotkania Lwy wygrały 45:5 (jedyne przyłożenie dla Sharks padło po nakrytym kopie Conora Murray’a), a całe spotkanie 71:31.

Cała reszta spotkań Lwów prawdopodobnie zostanie rozegrana już w Kapsztadzie (w tym dwa testy, na które pierwotnie planowano wrócić do Johannesburga). Już bez szkockiego łącznika ataku Finna Russella, który odniósł kontuzję przed ostatnim meczem (to jedna z tych dwóch zmian w ostatniej chwili), za to z młodym angielskim graczem Harlequins, Marcusem Smithem, który został powołany na miejsce Russella. Wraca też Alun Wyn Jones, który właśnie zaczął trenować i w tym tygodniu ma przylecieć do Południowej Afryki. Do składu ma dołączyć też irlandzki młynarz Roman Kelleher, który już przed wylotem trenował z drużyną (Gatland chce mieć dwie pary młynarzy – jeśli jeden zachoruje, drugi idzie automatycznie na kwarantannę jako bliski kontakt na treningu i jest kłopot z trenowaniem młynów).

Środowe spotkanie z rezerwami Springboków zapowiada się wyjątkowo ciekawie – gospodarze zapowiedzieli najsilniejszy dostępny skład z wieloma mistrzami świata. Od oficjalnego testu nie będzie się różnić niczym prócz nazwy.

Mecze towarzyskie

Nietypowo, bo w środę, byliśmy świadkami chyba najciekawiej zapowiadającego się meczu ostatniego tygodnia: pierwszego z serii trzech testów między Australią i Francją. Mało kto pewnie był gotów postawić większe pieniądze na Francuzów: bez zawodników z najlepszych klubów, w niezwykle odświeżonym składzie i to przystępujący do gry praktycznie natychmiast po wypuszczeniu z dwutygodniowej kwarantanny. Australijczycy natomiast dostali jednak wsparcie z trybun (mecz odbył się z kibicami) i chcieli zatrzeć kiepskie wrażenie, jakie pozostało po występach ich franszyz w Super Rugby Trans-Tasman. Tymczasem początek meczu dla Francji: dwa fantastyczne przyłożenia Gabina Villière’a, do tego punkty z kopów Louisa Carbonela i po 25 minutach prowadzili 15:0. Australijczycy mieli swoje szanse (nawet unieważnione przyłożenie), ale gospodarze pierwsze punkty na tablicę wyników wrzucili dopiero na koniec pierwszej połowy, którą przegrali 7:15. W drugiej połowie długo jedyne punkty padały z karnych (obie drużyny wymieniły po dwa skuteczne kopy; Australijczykom niewiele brakło do przyłożenia po ładnym przekopie piłki na pole punktowe) i dopiero na 10 minut przed końcem padło drugie przyłożenie dla gospodarzy (zdobył je ich kapitan, Michael Hooper), dzięki któremu zniwelowali stratę do jednego punktu. Jednak zanosiło się na to, że minimalnie, ale przegrają – gdy zabrzmiała syrena wyznaczająca upływ 80 minut Francuzi mieli piłkę w rękach i wyrzucali ją z autu. Ale straszliwie zawiedli, po komedii omyłek oddali piłkę (https://twitter.com/i/status/1412744093034237961), potem podarowali Australijczykom karnego w pobliżu słupów, a Noah Lolesio bezlitośnie go wykorzystał, dając Australijczykom zwycięstwo 23:21. Mimo wszystko można być pod wrażeniem gry gości – przecież są w trakcie intensywnego odświeżania składu, a ekipa, która pojechała do Australii jest odświeżeniem tego odświeżenia – a mimo to prowadzili przez cały mecz, pokazali piękne ataki w pierwszej połowie i niezłą obronę w drugiej. Gdyby tylko nie ten aut…

Przed jutrzejszym drugim spotkaniem serii (już jutro, tym razem w Melbourne) u Francuzów pięć zmian w wyjściowej piętnastce (wszystkie w młynie – przybywa m.in. Cameron Woki, natomiast na ławkę rezerwowych idzie Demba Bamba), a u Australijczyków tylko jedna.

W innym ciekawie zapowiadającym się pojedynku, Nowej Zelandii z Fidżi, Nowozelandczycy ponownie postawili na doświadczony skład. Pierwszy raz w karierze kapitanem był Aaron Smith, który założył czarną koszulkę po raz 98., łącznikiem ataku tym razem był Beauden Barrett (Richiego Mo’ungi zabrakło w składzie), wrócił do składu także Brodie Retallick. W pierwszej piętnastce znalazło się trzech graczy z fidżyjskimi korzeniami (w tym Sevu Reece i Hoskins Sotutu). Fidżi niestety bez kilku swoich gwiazd z Semi Radradrą na czele, ale mimo wszystko także w mocnym zestawieniu Nemanim Nadolo i Leone Nakarawą na czele. Wygrali gospodarze, jednak Fidżyjczycy długo stawiali opór i po trzech czwartych spotkania przegrywali tylko 25:31. W ostatnich dwudziestu minutach Nowozelandczycy zdobyli jednak cztery przyłożenia i wygrali 57:23. Błysnął szczególnie rezerwowy młynarz Nowej Zelandii Dane Coles, który w drugiej połowie zdobył cztery przyłożenia (trzy po maulach autowych).

Walia grała pierwszy z dwóch testów z Argentyną – bez licznych Lwów i zawodników kontuzjowanych (za to z ośmioma z ostatniego testu z Argentyną sprzed trzech lat). Natomiast Argentyna w bardzo mocnym zestawieniu, które jednak tydzień wcześniej miało kłopoty z Rumunią. Argentyńczycy po trzech kwadransach gry prowadzili 20:6, ale ostatecznie padł remis 20:20. Argentyńczycy pozwolili Walijczykom wyrównać na kilka minut przed końcem, a nawet groziła im porażka (Jarrod Evans spudłował karnego z dużego dystansu w samej końcówce). Mimo to zasłużyli na pochwałę: od 29. minuty grali w osłabieniu po czerwonej kartce Juana Cruza Mallíi, a mimo to przeważali i budowali punktową przewagę na boisku. I kto wie jak skończyłby się ten mecz, gdyby Nicolás Sánchez, a następnie Domingo Miotti nie spudłowali trzech karnych w drugiej połowie.

Kanada okazała się znacznie słabszym rywalem dla Anglików niż Stany Zjednoczone sprzed tygodnia. Eddie Jones dał w tym meczu szansę kolejnym czterem debiutantom (m.in. Alexowi Dombrandtowi i Adamowi Radwanowi), a w składzie ponadto znalazło się wielu (bodaj ośmiu) zawodników, którzy debiutowali przed tygodniem – wśród nich ponownie prowadzący drużynę Lewis Ludlow. Anglia wygrała 70:14, a w głównych rolach wystąpili m.in. grający drugi mecz w kadrze młynarz Jamie Blamire oraz debiutujący skrzydłowy Adam Radwan (obaj zaliczyli po hat-tricku przyłożeń, a Radwan został najlepszym zawodnikiem meczu – swoją drogą debiutant z hat-trickiem nie zdarzył się Anglikom od czasów Jeremy’ego Guscotta), Marcus Smith (zdobył 18 punktów z podwyższeń przy stuprocentowej skuteczności, a na dodatek podczas meczu nadeszło powołanie do składu Lwów – dowiedział się o nim po zejściu z boiska) oraz kapitan Lewis Ludlow. Ten ostatni jednak zapisał się raczej negatywnie: w 30. minucie meczu zobaczył żółtą kartkę, ale wielu uważa, że za kopnięcie kolanem w twarz przeciwnika w rucku powinien zostać odesłany z boiska definitywnie (ofiara jego brutalnego wejścia już na plac gry nie wróciła). I Ludlowa czeka oficjalne dochodzenie w sprawie tego incydentu.

Irlandia podejmowała Stany Zjednoczone i poradziła sobie z nimi znacznie lepiej niż tydzień temu Anglia. I to mimo że Andy Farrell postanowił sprawdzić aż ośmiu debiutantów, z czego czterech w pierwszej piętnastce. Zainteresowanie wzbudził występ łącznika młyna Craiga Casey’a, pierwszy raz od początku meczu, ale gwiazdami meczu okazali się Caelan Doris (świetny w odbiorze piłki na początku meczu, gdy Stany miały przewagę) oraz młynarz Ronan Kelleher, który zdobył aż cztery przyłożenia (po dwa w każdej połowie). To jednak było kolejne spotkanie, na które spory wpływ miała czerwona kartka za wysoką szarżę – na 25 minut przed końcem zobaczył ją Amerykanin Riekert Hattingh. Co prawda już wtedy Irlandczycy prowadzili 40:3, ale mając przewagę zawodnika dorzucili do swego dorobku kolejne pięć przyłożeń. Ostatecznie wygrali 71:10.

Kiepska informacja: zachorowania w drużynie Gruzji spowodowały odwołanie nie tylko drugiego testu tej drużyny z Południową Afryką, ale i zaplanowanego na przyszły weekend meczu w Tbilisi ze Szkocją. Szkoda, Szkoci nie zaliczą latem ani jednego testu, a te miały być wyjątkowo ciekawe, bo z dwoma krajami z drugiego szeregu (Rumunią i Gruzją). Z kolei w australijskiej prasie pojawiła się informacja, że Wallabies rozważają podczas swojej jesiennej wyprawy do Europy zrobić przystanek i zagrać z Japonią.

Rugby Europe Championship

Nie powiódł się Holendrom ich pierwszy występ na swoim terenie w Rugby Europe Championship. Zmierzyli się z Portugalią, która okazała się zespołem znacznie lepszym i wygrała 61:28. Błysnęli zwłaszcza obaj skrzydłowi zwycięskiej drużyny: Rodrigo Marta zdobył trzy przyłożenia, a Rafaele Storti pobił to osiągnięcie w końcówce meczu i zaliczył aż pięć przyłożeń. Nie mniej przysłużył się do sukcesu gości łącznik młyna Samuel Marques, który oprócz ośmiu podwyższeń zaliczył kilka fantastycznych asyst. Cztery przyłożenia Holendrów (dwa po sprytnych podkopnięciach w pole punktowe rywali) to było zdecydowanie za mało.

Portugalczycy dzięki temu zwycięstwu awansowali na drugie miejsce w tabeli. Czy zdołają je utrzymać? Został im jeden mecz do końca i grają go za tydzień przeciwko Rosji. Zwyciężając znacznie zwiększą szansę na wicemistrzostwo (a przy odrobinie szczęścia nawet sobie je zapewnią), przegrywając mogą nawet stracić podium.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Gruzja523
2. ↑Portugalia410
3. ↓Rumunia49
4. Rosja24
5. Hiszpania32
6.Holandia20

Kwalifikacje do Pucharu Świata

W najciekawszym spotkaniu kwalifikacji do Pucharu Świata 2023 ostatniego weekendu zmierzyły się dwie reprezentacje z wysp Pacyfiku: w nowozelandzkim Auckland zagrały Samoa i Tonga. Faworytem wydawała się Samoa, nie tylko dlatego, że miała znacznie lepszy bilans bezpośrednich spotkań, ale także dlatego, że w poprzedni weekend zaprezentowała się w starciach z nowozelandzkimi rywalami lepiej od pozbawionego wielu podstawowych zawodników Tonga. I faktycznie, Samoa wygrało z Tonga i choć za tydzień dojdzie do spotkania rewanżowego, trudno będzie Tongijczykom odrobić straty po spotkaniu przegranym 13:42. Co prawda to oni zdobyli pierwsze punkty w tym meczu, a pierwszą połowę skończyli zaledwie z trzypunktową stratą (3:6) – obrona Tonga spisywała się w tej części spotkania świetnie. Jednak na początku drugiej połowy meczu Samoańczycy znaleźli w niej dziury, zdobyli dwa szybkie przyłożenia i wyszli na prowadzenie 21:3. Wtedy Tonga jeszcze odpowiedziała przyłożeniem, ale to Samoańczycy dominowali w tej części spotkania, podczas której zdobyli pięć przyłożeń. 20 punktów dla zwycięzców zdobył środkowy Western Force, Henry Taefu (przyłożenie oraz po trzy karne i podwyższenia).

A naprzeciwko przegranego z dwumeczu pomiędzy Samoa i Tonga staną Wyspy Cooka (już pod koniec lipca). I gracze z tego kraju też przygotowują się do tego decydującego spotkania. Również są w Nowej Zelandii, w ten weekend grali z Tasman Mako XV (przegrali 24:31).

W afrykańskich kwalifikacjach, w grupie A po sensacyjnej porażce Namibii sprzed tygodnia, ta zrehabilitowała się w środę gromiąc Madagaskar 52:10 (już do przerwy 25:0). W ten sposób zapewniła sobie awans do kolejnego etapu, a w niedzielę okazało się, że będzie to awans z pierwszego miejsca: nieoczekiwanie Wybrzeże Kości Słoniowej uległo Madagaskarowi 19:24. Gospodarze prowadzili już 9:0, ale w końcówce pierwszej połowy szybkie akcje dały Malgaszom prowadzenie 14:9. W drugiej połowie Wybrzeże Kości Słoniowej doprowadziło do remisu, ale ponownie dwie szybkie akcje gości dały im prowadzenie 24:14, a gdyby mecz skończył się takim wynikiem – także awans do kolejnego etapu. Jednak w ostatniej akcji gospodarze zdobyli przyłożenie, dzięki czemu zdobyli bonus defensywny. Wszystkie drużyny miały po jednym zwycięstwie i jednym bonusie, wobec czego decydowała różnica małych punktów – dzięki temu do rundy finałowej oprócz Namibii awansowało Wybrzeże Kości Słoniowej.

W grupie B po sensacji w pierwszej turze w kolejnych meczach już niespodzianek nie było, a Kenia jednak awansowała do finałów Rugby Africa Cup zaplanowanych w przyszłym roku, choć z drugiego miejsca. W środę Senegal odniósł drugie zwycięstwo zapewniając sobie pierwsze miejsce w grupie (pokonał Zambię 20:5), a potem Kenia pokonała Zambię 45:8 w meczu decydującym o jej awansie.

W Kampali zaczęły się rozgrywki grupy C, gdzie Uganda pokonała Ghanę 53:12. Dwa pozostałe spotkania w tym tygodniu.

Rozgrywki grupy D wobec wprowadzenia w Tunezji obostrzeń związanych z epidemią przeniesiono ostatecznie do Zimbabwe. Niestety, w stawce ma zabraknąć reprezentacji Tunezji, na której wyprawę za granicę nie zgodziły się władze. W tej sytuacji w grupie D pozostały tylko dwie drużyny (Zimbabwe i Burkina Faso) i obie są pewne awansu – rozegrają w Harare dwumecz, którego stawką będzie rozstawienie w przyszłorocznej drabince pucharowej turnieju finałowego.

W Urugwaju rozegrano pierwszy mecz turnieju stanowiącego drugi etap kwalifikacji południowoamerykańskich: Brazylia zmierzyła się z Chile. Spotkanie niezwykle ważne – mało kto spodziewa się, aby którakolwiek z tych drużyn pokonała Urugwaj, a więc zapewne decydowało o drugim miejscu w turnieju, dającym awans do decydujących spotkań z zespołami z Ameryki Północnej. Brazylijczycy zaczęli mecz od drop goala i choć Chile odpowiedziało przyłożeniem z podwyższeniem, jeszcze dwukrotnie w tym meczu wychodzili na prowadzenie. W drugiej połowie jednak Chile wywalczyło sobie 10 punktów przewagi i mimo presji ze strony rywali w końcówce wygrało 23:13. Chilijczycy zdominowali Brazylijczyków zwłaszcza w formacjach z udziałem graczy młyna – młynach, maulach i autach. Dość powiedzieć, że oba przyłożenia dla nich zdobyli gracze pierwszej linii.

Drobne

Ostatnie medale rugbowych mistrzostw Polski sezonu 2020/2021 rozdano w niedzielę w Krakowie, gdzie odbył się turniej Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży – walczyli tutaj siódemkowicze w kategorii kadetów. Turniej rozegrano w formacie dwudniowym. Pierwszego dnia mecze grupowe, a w tych bezkonkurencyjne były drużyny KS Budowlanych Commercecon Łódź i Juvenii Szkoły Gortata Kraków. Obie też drugiego dnia awansowały do finału, z którego górą wyszli łodzianie – wygrali 17:7. Trzecie miejsce zajął Orkan Sochaczew po zwycięstwie 7:0 nad Arką Gdynia. KS Budowlani Łódź w tym sezonie zdobyli cztery z pięciu złotych medali w mistrzostwach Polski w kategoriach juniorów i kadetów (oddali Juvenii jedynie złoto w juniorskich siódemkach). Juvenia i Orkan też znakomicie – każdy z tych klubów zgarnął w pięciu mistrzowskich imprezach w tych kategoriach po cztery medale. Tylko dwa spośród piętnastu medali zdobyły ekipy spoza tej trójki.

Pojawiają się informacje o graczach z zagranicy opuszczających Ekstraligę. Z Łodzi odchodzi Roy Lolesio, natomiast Arka na pewno boleśnie odczuje powrót do Anglii Sama Hampsona.

W Afryce rozegrano międzynarodowe spotkanie kobiet. Po tygodniu doszło do rewanżowego pojedynku Kenii z Madagaskarem (ponownie w Nairobi) i drugi raz z rzędu (oraz drugi raz w historii międzynarodowych występów tej reprezentacji) górą był Madagaskar – Malgaszki wygrały z gospodyniami tym razem 10:0 (w obu połowach zdobyły po jednym przyłożeniu).

W Major League Rugby przedostatnia kolejka spotkań przyniosła kluczowe rozstrzygnięcia w konferencji zachodniej. LA Giltinis, choć po pierwszej połowie przegrywali, drugą wygrali 19:0 i dzięki temu pokonali Austin Gilgronis 31:17, potwierdzając swoją dominację na zachodzie. Dzięki porażce ekipy z Austin drużynie Utah Warriors wystarczył bonusowy punkt za cztery przyłożenia zdobyty w ostatnich minutach meczu w przegranym 31:41 meczu przeciwko liderom konferencji wschodniej, Rugby ATL, aby zapewnić sobie drugie miejsce w konferencji i awans do play-off. Za tydzień, w ostatniej kolejce będziemy mieli przedsmak finału konferencji: Giltinis jadą do Salt Lake City. Na wschodzie wciąż jeszcze sprawa nierozstrzygnięta – pewne play-off jest pierwsze w tabeli Rugby ATL z Atlanty, a o drugie miejsce walczą Rugby United New York i NOLA Gold, które przed tą kolejką miały identyczną ilość punktów. Obie ekipy mierzyły się z drużynami wyraźnie słabszymi w tym sezonie i nowojorczycy to wykorzystali (wygrali za 5 punktów z Houston SaberCats), za to nowoorleańczycy swoją sytuację skomplikowali (przegrali ze Seattle Seawolves 6:30) – dzieli je w tej sytuacji pięć punktów. Za tydzień, w ostatniej kolejce fazy zasadniczej, rozegrają bezpośrednie spotkanie i NOLA, aby awansować musi wygrać je z punktem bonusowym, ponad 19 punktami przewagi i nie może pozwolić rywalom na zdobycie czterech przyłożeń.

W Currie Cup niespodziankę sprawili Griquas, którzy po przyłożeniu z podwyższeniem w ostatniej akcji meczu pokonali Western Province 30:28 (gracze z Kapsztadu prowadzili przez większość meczu, a znów błysnął w ich składzie młody młynarz JJ Kotze, który zdobył dwa przyłożenia). Pierwsze zwycięstwo w turnieju odnieśli Cheetahs, którzy pokonali Pumas 17:16. Trzecie zaplanowane na ten weekend spotkanie, pomiędzy Sharks i Lions, odwołano (cóż, Sharks mieli atrakcyjniejszego rywala).

Ogłoszono terminarz nowego sezonu Top 14. Faza zasadnicza rozpocznie się 4 września od mocnego akcentu: już w pierwszej kolejce dojdzie do rewanżu za finał. Zakończy się 4 czerwca, a finał zostanie rozegrany 25 czerwca. Ciekawostka, oba półfinały mają zostać rozegrane w jednym miejscu (w Nicei). Z siedmiu spotkań każdej kolejki aż sześć będzie odbywać się w sobotę (z czego cztery o godzinie 15:00), a jeden w niedzielę wieczorem. Z kolei Pro D2 grać będzie przede wszystkim w piątki, a jedno spotkanie będzie odbywać się w czwartkowy wieczór. Tym śladem zresztą chcą pójść kluby Championship, aby zdobyć zainteresowanie wśród kibiców przed telewizorami.

Zmiana Pro14 na United Rugby Championship zbiega się też w czasie z pożegnaniem się władz ligi z tytuarnym sponsorem – Guinnessem, który pełnił tę funkcję przez siedem lat.

Pojawiają się informacje na temat planowanego formatu przyszłorocznego Super Rugby. 12 drużyn, w tym dwie nowe dla graczy z wysp Pacyfiku. Te mają kłopot, bo oficjalne potwierdzenie ich udziału miało nastąpić na koniec czerwca – to opóźnienie oznacza także opóźnienie w kontraktowaniu zawodników, a tu każdy tydzień zwłoki oznacza coraz mniejsze możliwości i coraz mniejszą konkurencyjność drużyn w kolejnym sezonie. Wczoraj potwierdzono ostatecznie licencję Moana Pasifika, Fiji Drua wciąż czeka. Poza tym faza zasadnicza prawdopodobnie nie będzie na tyle długa, aby rozegrać mecz i rewanż pomiędzy wszystkimi drużynami, co w pewnym stopniu będzie premiować ekipy australijskie (mecz i rewanż w derbach, ale tylko jedno spotkanie z franszyzami z Nowej Zelandii) – czyżby zatem konferencje, których tak nikt nie lubił? W fazie finałowej miałoby się znaleźć osiem drużyn, co także daje szansę Australijczykom na udział w play-off.

The Rugby Super Cup – taką imponującą (ale niezbyt oryginalną) nazwę będzie nosił międzynarodowy, klubowy turniej pod egidą Rugby Europe. Federacja ogłosiła listę drużyn i mamy tam dwie niespodzianki. Jedną niezbyt miłą – nie ma tam ekipy z Rumunii. Zadecydowały względy finansowe (obcięta dotacja dla związku przez Ministerstwo Sportu, brak sponsora). Zamiast Rumunów mamy drugą drużynę z Rosji – wystąpi nie tylko mistrz kraju, Jenisiej-STM Krasnojarsk, ale także wicemistrz, Lokomotiw Penza. Druga niespodzianka to spełniona plotka o dzikiej karcie dla drużyny z Izraela (dość tajemniczej – na stronie internetowej nie ma nic, z profilu w jednym z medium społecznościowych można się dowiedzieć, że pomysłodawcą jest trener reprezentacji kraju, Peter Slckle). Hiszpańska franszyza na bazie klubów z Valladolid i Burgas ma nosić nazwę Castilla y León Iberians i rozgrywać swoje mecze właśnie w Valladolid. Z kolei w Gruzji (Black Lion) federacja podpisuje kontrakty z graczami przyszłej franszyzy (prawdopodobnie wszyscy lokalni), ale kluby nie są zadowolone z takiego obrotu rzeczy i domagają się finansowej rekompensaty za każdego gracza poniżej 28 lat (ten sam Black Lion jest przymierzany do udziału w Currie Cup, jeśli kiedyś w końcu uda się zrealizować kontrakt podpisany przed pandemią). W Holandii finansować przedsięwzięcie ma sponsor jednego z klubów Ereklasse i franszyza (pod nazwą Delta) ma rozgrywać mecze w mieście, z którego tamta drużyna pochodzi (Amersfoort); drużyna ma być skomponowana w przeważającej większości z zawodników do 24 roku życia.

W sumie dwie grupy, wschodnia i zachodnia. We wschodniej dwie drużyny rosyjskie oraz Gruzini i Izraelczycy. W zachodniej drużyny hiszpańska, portugalska, belgijska i holenderska. W tym roku mecze grupowe, każdy z każdym mecz i rewanż. W przyszłym roku play-off – półfinały i finał. Start już za dwa miesiące, 18 września.

Kłopoty finansowe federacji z wysp Pacyfiku nie są niczym nowym. Gracze Tonga przybywający z Europy musieli ponosić osobiście koszty kwarantanny w Nowej Zelandii (co na pewno nie zachęcało do przyjazdu), natomiast teraz okazuje się, że siódemkowa reprezentacja mistrzów olimpijskich, Fidżi, poleci do Tokio samolotem z ładunkiem mrożonych ryb (choć nie będą siedzieli na skrzynkach zlodowaciałych tuszek – to regularny lot, który łączy przewóz ładunków i pasażerów).

World Rugby ogłosiło uaktualniony kalendarz World Rugby Sevens Series – cała seria w ciągu kilku jesiennych miesięcy 2021 (na początku 2022 start kolejnej). Mężczyźni mają spotkać się sześciokrotnie, zaczynając 18 września w Vancouver, tydzień później w Edmonton, na przełomie października i listopada Singapur i Hongkong, a w grudniu Dubaj i Kapsztad. Kobiece turnieje potwierdzono w tych trzech ostatnich miejscach i terminach, a oprócz tego ma odbyć się turniej w Paryżu, ale daty jego nie znamy. Ten interesuje nas najbardziej, bo przecież w 2020 właśnie do Paryża zaproszone były Polki. Ale czy te plany uda się zrealizować? Już niejeden harmonogram powrotu do grania w WRSS widzieliśmy. Oby udało się przynajmniej zagrać imprezę poprzedzającą cykl, a zdecydowanie ważniejszą, czyli turniej olimpijski.

Toczą się rozgrywki Rugby Europe Sevens – zakończyły się wcześniej na poziomie Championshop z udziałem polskich reprezentacji, ale w ten weekend grał poziom niżej, Trophy – 10 drużyn kobiecych i 12 męskich spotkało się w Budapeszcie. Wśród kobiet w finale Ukrainki pokonały Czeszki (obie drużyny awansowały do finału, choć w swoich grupach eliminacyjnych zajęły drugie miejsca) i zgarnęły zwycięstwo w całej serii. Wśród mężczyzn niewiele brakowało do powtórki tego składu w finale, ale Ukraińcy w półfinale ulegli jednak Belgom. I właśnie Belgowie w finale zwyciężyli Czechów, choć w klasyfikacji generalnej kolejność jest odwrotna. Co ciekawe, Rugby Europe na Twitterze poinformowało, że obie ekipy awansują na poziom Championship – na czyje miejsce?

W młodzieżowym Pucharze Sześciu Narodów zaczęło się od ciekawego meczu Włochów z Irlandią. Włosi świetnie pokazywali się w dotychczasowych meczach (przegrana o włos z Francją i pogrom Szkotów), a Irlandczycy ulegli dotąd tylko Anglikom. Na początku wymiana czterech przyłożeń, ale do przerwy to Włosi prowadzili 23:12 i zanosiło się na ich zwycięstwo. Jednak w drugiej połowie 18 punktów bez odpowiedzi rywali zdobyli Irlandczycy i to oni wygrali 30:23. W meczu Francji ze Szkocją górą ta pierwsza – po 20 minutach prowadziła 24:0, ale chwilę później czerwoną kartkę zobaczył jeden z Francuzów i gra się nieco wyrównała. Francuzi jednak wygrali 38:21 (w sumie zobaczyliśmy oprócz czerwonej jeszcze cztery żółte kartki, a sędzia przyznał gospodarzom dwa karne przyłożenia). A młodzi Anglicy postawili kolejny krok na drodze do wielkiego szlema, pokonując na wyjeździe Walię aż 45:3 (Walia jedyne punkty zdobyła w pierwszej minucie meczu; wynik godzien uwagi biorąc pod uwagę fakt, że rok temu górą była Walia, choć tylko jednym punktem).

Z powodu pandemii odwołano natomiast zaplanowany dwumecz młodzieżowych reprezentacji Australii i Nowej Zelandii, którego stawką miało być mistrzostwo Oceanii.

Israel Folau, zanim zagra w przyszłym roku w Japonii, w tym roku będzie grał w rugby league w Australii. Ostatecznie został zarejestrowany w klubie Southport Tigers – Catalans Dragons zgodzili się zwolnić go z pozostałych zobowiązań w zamian za finansową rekompensatę, dzięki czemu Folau mógł być zarejestrowany w Queenslandzie.

Do poczytania: Sporo tekstów w światowych mediach zainspirował ubiegłotygodniowy pogrom Tonga (o:102 z Nową Zelandią) – głównie skłonił do poruszania tematu rosnącej przepaści między reprezentacjami światowego topu i tymi z drugiego szeregu oraz o prawach do reprezentowania kraju (np. Is World Rugby’s eligibility laws the real problem? czy Time for World Rugby to level the test rugby playing field with eligibility rule changes). Szkoda tylko, że autorzy koncentrują się na możliwości zmiany barw narodowych po tym, jak raz się zagrało dla jednego kraju, a nie na utrudnieniu podkradania zawodników ze słabszych krajów po to, aby ten „pierwszy raz” zaliczyli dla mocniejszego…

Z rynku transferowego: Mistrzowie Anglii, Harlequins, ściągają z Glasgow Warriors reprezentanta Szkocji, środkowego Huw Jonesa. Z kolei finansowi potentaci z południa Francji, Montpellier, ściągają z Benettona wschodzącą gwiazdę włoskiego rugby, łącznika ataku Paolo Garbisiego (21-latek podpisze dwuletni kontrakt i zastąpi Alexa Lozowskiego wracającego po wypożyczeniu do Saracens). Do imponujących transferów beniaminka Top 14 dołączy grający ostatnio w Western Force ponad 70-krotny reprezentant Argentyny, łącznik młyna Tomás Cubelli.

Zapowiedzi

Trwa międzynarodowe lato. W Rugby Europe Championship zaplanowano dwa mecze: Rosji z Portugalią i Holandii z Hiszpanią. W Oceanii w ramach kwalifikacji do Pucharu Świata rewanżowy mecz Samoa z Tonga (poznamy pierwszego uczestnika Pucharu Świata z kwalifikacji). W Afryce kończy się rywalizacja w grupie C kwalifikacji do Rugby Africa Cup meczami Ghana – Algieria i Uganda – Algieria oraz zaczyna w grupie D pierwszym meczem Zimbabwe z Burkina Faso. W Ameryce Południowej do gry wejdzie Urugwaj. Znów jednak najwięcej uwagi przyciągną mecze towarzyskie – dwa starcia Australii z Francją (wtorek i niedziela), a także starcia Walii z Argentyną i Nowej Zelandii z Fidżi. British & Irish Lions nadal się rozgrzewają, tym razem mając w planie mecze z rezerwami Południowej Afryki i Stormers (pierwszy w środę, drugi w sobotę, choć niewykluczone są tu jeszcze zmiany, np. w kolejności przeciwników). W Afryce także dwa mecze kobiet między Ugandą i Zimbabwe.

Poza tym przedostatnia kolejka fazy zasadniczej Major League Rugby, grają także ekipy Currie Cup.

Kończy się młodzieżowy Puchar Sześciu Narodów – ostatnia kolejka we wtorek.

Dodaj komentarz