W świecie rugby jest trochę tak jak wokół nas: najwięcej mówi się o epidemii, straconych pieniądzach i nadchodzących wyborach. Tych ostatnich jednak nikt nie planuje przekładać, tyle tylko, że liczba głosujących da się policzyć na palcach zawodników formacji młyna (i to takiego z rugby 7), a głosowanie odbędzie się elektronicznie. Kampania wyborcza też trwa w najlepsze, choć podobnie jak i w życiu – jak na mój gust trochę za mało w niej konkretów. A w szranki staje dwóch kandydatów: stanowiska przewodniczącego World Rugby broni Bill Beaumont, a jego konkurentem jest aktualny wiceprzewodniczący Agustín Pichot.
Drobne
Premiership
Przedstawiciel stowarzyszenia graczy krytykuje podejście klubów Premiership do cięcia płac. Nie chodzi przy tym o sam fakt oszczędności, ale o brak przejrzystej komunikacji oraz rozproszenie działań – każdy klub działał na własną rękę, nie było rozmów między władzami ligi i stowarzyszeniem graczy. Swoją drogą, gwiazdy Saracens podobno zgodziły się na odroczenie płatności aż 90% wynagrodzenia na okres 18 miesięcy.
Na drugi poziom ligowy w Anglii, Championship, wraca zespół z Richmond. Będzie on stanowił (podobnie jak przy ostatnim pobycie na tym poziomie) jedyny półzawodowy zespół w tej lidze – nie ma tam ani jednego zawodnika zatrudnionego na zawodowym kontrakcie. Płacą zawodnikom, mającym zatrudnienie poza klubem, za rozegrane mecze, przy czym wszyscy otrzymują tę samą stawkę. Działacze klubu wskazują, że nie zamieniają tego zmieniać, a co więcej – w sytuacji finansowej po epidemii być może staną się przykładem dla innych klubów z tego poziomu, skoro już przed epidemią RFU obcięło swoje dotacje dla nich, a epidemia dołoży swoje. Wskazują ponadto, że także na niższych poziomach ligowych wiele się zmieni, bo i tam pojawiały się w Anglii spore pieniądze, których teraz brakuje. A swoją drogą, władze klubu już cieszą się na pierwsze od 21 lat (a zatem od momentu, gdy Richmond został porzucony przez sponsora i wyeliminowany z ligi) mecze przeciwko Saracens. W lidze zastąpią spadającą z niej inną zasłużoną ekipę, Yorkshire Carnegie, która zamierza powrócić do nazwy Leeds Carnegie i opuścić 20-tysięczny stadion Headingley.
Tydzień temu pisałem o tym, że do kobiecej Premier 15s zostanie przyjęta m.in. drużyna Sale Sharks. W tym tygodniu ogłoszono, że będzie w niej grać Katy Daley-Maclean, jedna z najlepiej kopiących rugbystek na świecie, druga pod względem liczby zdobytych punktów reprezentantka Anglii. W nowej ekipie będzie pełnić funkcję grającego trenera. Dotąd grała w Loughborough Lightning (w chwili przerwania sezonu drużyna była na trzecim miejscu w lidze).
Pro14
Szkocka federacja ogłosiła cięcie płac najlepiej zarabiających zawodników. Zarabiający powyżej 50 tys. funtów rocznie będą mieli obcięte wynagrodzenie o od 10 do 25% przez kolejne pięć miesięcy.
Top 14
Mathieu Bastareaud wraca ze Stanów Zjednoczonych do Francji. Po krótkiej przygodzie (przerwany sezon) z Rugby United New York dawna gwiazda francuskiej reprezentacji na powrót zagra w barwach Lyonu, gdzie podpisała dwuletni kontrakt. W Nowym Jorku żałują, zwłaszcza, że z meczu na mecz Bastareaud grał coraz lepiej…
Super Rugby / The Rugby Championship
Kolejny pomysł na dokończenie sezonu Super Rugby. Działacze z półkuli południowej rozważają przesunięcie sezonu ligowego na późną zimę, a więc na okres, w którym zaplanowano rozgrywki reprezentacji, The Rugby Championship. W Europie rozgrywki Pucharu Sześciu Narodów niekiedy nakładają się z kolejkami ligowymi, więc nie byłby to precedens na skalę światową. Wciąż rozważane są także plany koncentracji poddanych kwarantannie drużyn w określonych miejscach (przy czym argentyńscy Jaguares znaleźliby się w Afryce Południowej, a japońscy Sunwolves w Australii, zgodnie z przydziałem do konferencji).
Jest też pomysł na rozegranie The Rugby Championship w jednym miejscu, przy czym plotki wskazują tu Australię.
Nowozelandzka federacja wspólnie ze związkiem zawodników zapowiedziała cięcie płac o połowę, jeśli okaże się, że nie będzie powrotu do zawodowych rozgrywek w rugby w 2020. W Australii po długich rozmowach uzgodniono obcięcie płac sięgające średnio 60% na okres pół roku, jednak federacja zgodziła się, aby grupa najlepszych zawodników (z najwyższymi obniżkami) mogła w najbliższych sezonach wyjeżdżać na kontrakty na półkuli północnej, w Europie i Japonii, zachowując prawo do gry w reprezentacji.
Kandydujący na stanowisko przewodniczącego World Rugby Agustín Pichot twierdzi, że trzeba przemyśleć formułę rozgrywek na południowej półkuli. Być może należałoby włączyć do The Rugby Championship Japonię i Fidżi. Rozważa też rozwiązanie argentyńskich Jaguares, których uczestnictwo w Super Rugby generuje ogromne koszty (kwestia przede wszystkim podróży).
Inne
Dan Carter, ponad stukrotny reprezentant Nowej Zelandii, trzykrotnie wybierany przez WR najlepszym graczem na świecie, zapowiedział odejście po dwóch latach z japońskiego klubu Kobalco Steelers. Co dalej, nowy klub czy emerytura, tego nie wiadomo.
World Rugby podało nieco więcej konkretów programu pomocowego dla federacji. Wartość funduszu wynosi ok. 100 mln dolarów amerykańskich. Opracowano kryteria, które związki będą musiały spełnić, aby otrzymać wsparcie. W przypadku krajów z najwyższego poziomu (6 Narodów i The Rugby Championship) pomoc ma być przyznawana w postaci zaliczek i pożyczek. Jednak jest też możliwość ubiegania się o pomoc przez inne federacje, krajowe i międzynarodowe.
Szef World Rugby, Bill Beaumont przyznał przy tym, że istnieje możliwość nierozgrywania międzynarodowego rugby w całym 2020. Co prawda na razie wszyscy myślą o przesunięciu lipcowych testów na październik, ale nie wiadomo, jak będzie rozwijać się sytuacja i czy w sierpniu (gdy rusza The Rugby Championship) lub październiku będzie można rozgrywać międzynarodowe spotkania.
A przy okazji Beaumont komentując pomysł Klubowego Pucharu Świata stwierdził, że zapowiedź corocznych rozgrywek to „nieporozumienie” – ponoć zarówno on, jak i pomysłodawca, Laporte, nie mieli zamiaru, aby rozgrywki odbywały się z taką częstotliwością.
Z kolei Agustín Pichot, argentyński kontrkandydat Beaumonta do stanowiska przewodniczącego World Rugby, ma pomysł wysyłania drużyny British and Irish Lions w inne części świata niż tylko Afryka Południowa, Australia i Nowa Zelandia – do Ameryki Północnej i Południowej.
Tenże sam Pichot przekazał, że Argentyna wycofa swoją kandydaturę do organizacji Pucharu Świata w 2027 i nie będzie konkurować w tej mierze z inną federacją z SANZAAR – Australią. Przewidywania co do takiego kroku krążyły już od dawna, na długo przed pandemią, w związku z kryzysem ekonomicznym w Argentynie, jednak w tym momencie ten krok nabiera znaczenia gry przedwyborczej. Trzecim krajem, który dotąd zapowiedział ubieganie się o prawo organizacji imprezy, jest Rosja.
A wybory nowego przewodniczącego World Rugby już w niedzielę. Drogą elektroniczną oczywiście.
W poprzednim tygodniu członek kierownictwa SLAR (nowopowstałej południowoamerykańskej zawodowej ligi rugby) Daniel Hourcade poinformował, że prowadzone są rozmowy na temat poszerzenia o drużyny z Meksyku oraz Europy – Hiszpanii i Portugalii. Co prawda z Hiszpanii dochodzą plotki, że mistrz kraju, VRAC, nie zdecydował się na występy w Challenge Cup w przyszłym sezonie, jednak hiszpańska federacja podobno zaprzecza, aby prowadziła jakiekolwiek rozmowy na temat przystąpienia do SLAR. Mało także prawdopodobne, aby Portugalia była zaangażowana. SLAR zresztą ma swoje kłopoty. Nie wiadomo, czy w kolejnym sezonie zobaczymy w niej jedną z zaledwie pięciu drużyn, które miały zacząć rozgrywki w tym roku – brazylijskich Corinthians. A pandemia powoduje, że znacznie więcej kwestii stoi pod znakiem zapytania.
Zmarły niedawno Dougie Morgan, wielokrotny reprezentant i kapitan Szkocji oraz gracz „Lwów” z lat 70-tych, padł ofiarą koronawirusa. Trener reprezentacji Walii, Wayne Pivac, przyznał, że wie o dwóch lub trzech przypadków koronawirusa wśród kadrowiczów, które jednak zostały wyleczone. Wśród tych, którzy chorobę przeszli jest m.in. legenda reprezentacji Francji, Thierry Dusautoir (uznany za najlepszego na świecie w 2011).
O innych ligach: Szkocja
W Szkocji na w pełni profesjonalnym poziomie mamy dwie drużyny regionalne z siedzibami w dwóch największych miastach kraju (Glasgow Warriors i Edinburgh Rugby), grające w Pro14. Początkowo takich drużyn było cztery (w ślad za istniejącymi wcześniej czterema amatorskimi regionami), ale dwie z nich nie przetrwały. Caledonia Reds z północy zostali zlikwidowani po dwóch latach istnienia w świecie zawodowym, jeszcze zanim Liga Celtycka powstała (region połączono z Glasgow Warriors). Podobnie było z Border Reivers z południa, których początkowo połączono z Edinburgh, a następnie wskrzeszono, aby ponownie rozwiązać po pięciu latach gry z Lidze Celtyckiej (większość tego czasu pod nazwą The Borders). Szkoda, bo region to niezwykle rugbowy, a w rozgrywanych od 1953 szkockich mistrzostwach międzyregionalnych to ekipa z Borders – South of Scotland – była tą najbardziej utytułowaną. Ciekawostka: dwukrotnie te mistrzostwa wygrała drużyna Scottish Exiles, uczestnicząca w nich na równych prawach z regionami, a złożona z przedstawicieli szkockiej diaspory.
Za plecami dwóch teamów z Pro14 mamy rozgrywki krajowe, klubowe, których najwyższy stopień stanowi uruchomiona w tym sezonie sześciozespołowa liga Super 6. Jeszcze do ubiegłego sezonu elitę stanowiła Premiership, której zwycięzca był mistrzem Szkocji, ale postanowiono sześć drużyn z tej ligi wyodrębnić do nowej struktury, która ma charakter półzawodowy. Spośród sześciu uczestników Super 6 połowa pochodzi z Edynburga, brak w niej natomiast jakiegokolwiek zespołu z Glasgow, co budzi pewne kontrowersje, szczególnie, że Glasgow Hawks starali się o przyjęcie do tych rozgrywek. Na początku marca zakończono fazę ligową, jednak faza play-off (zaplanowane na koniec marca półfinały, a następnie finał) została odwołana. Od dziewięciu lat po mistrzostwo Szkocji naprzemiennie sięgały tylko trzy kluby: Melrose z Borders (obecnie pod nazwą Southern Kings), Ayr z południowego zachodu (obecnie pod nazwą Ayrshire Bulls) i Heriot’s z Edynburga – wszystkie trzy zakwalifikowały się do tegorocznych półfinałów, a komplet półfinalistów uzupełnili najlepsi po fazie ligowej edynburscy Watsonians (ci tylko raz w historii zdobyli mistrzostwo Szkocji, przed ponad 20 laty).
W istniejącej od 1973 Premiership, która stanowi obecnie drugi poziom rozgrywek lokalnych, występuje 10 drużyn, z czego 6 awansowało na ten poziom w tym roku. Tu nie zakończono fazy ligowej – zabrakło kilku spotkań. Na miejscach premiowanych awansem do play-off były dwie drużyny z regionu Borders (beniaminek z Selkirk oraz Hawick, który jest rekordzistą w ilości zdobytych tytułów mistrza Szkocji – ma ich na koncie dwanaście; tu grają reprezentanci Polski Craig Bachurzewski i Adam Piotrowski), inny z beniaminków Marr z Ayrshire oraz edynburscy Currie Chieftains. Na tym poziomie mamy po trzy drużyny z Edynburga i Borders, dwie z Glasgow i tylko dwie z innych rejonów kraju.
Poniżej Premiership mamy jeszcze trzy poziomy rozgrywek centralnych o nazwie National League. W każdej dywizji gra po 12 zespołów z całego kraju (choć w większości pochodzą ze środkowej Szkocji). Tu występują często drugie drużyny klubów z Super 6. Na poziomie Division 1 gra Gala RFC, w której jednym z najlepiej punktujących graczy jest skrzydłowy reprezentacji Polski Ross Cooke. Ciekawostką jest udział w lidze (na koniec tego sezonu lider poziomu Division 3) drużyny, której siedziba znajduje się w Anglii, w pobliżu granicy ze Szkocją – Berwick RFC. Ten klub należy do obu federacji, angielskiej i szkockiej, ale występuje w lidze szkockiej (podobny przypadek stanowią London Scottish, ale ci występują w lidze angielskiej).
Poniżej Division 3 mamy już ligi regionalne, organizowane odrębnie w trzech regionach: East, West i Caledonia. W regionach East i West mamy po trzy poziomy rozgrywek, natomiast w regionie Caledonia cztery, dodatkowo od drugiego poziomu podzielone geograficznie na grupy Midlands i North. W tych ostatnich występują między innymi zespoły z należących do Szkocji archipelagów Hebrydów (Stornoway RFC), Orkadów (Orkney RFC) i najbardziej oddalonych Szetlandów (Shetland RFC).
Szczególnym tworem jest odrębna liga dla regionu Scottish Borders, która funkcjonuje niezależnie od powyżej opisanej struktury (kluby z Borders występują i tu, i tu). Border League istnieje od 1901.
Oprócz rozgrywek ligowych mamy też puchary, także ukształtowane odrębnie na kilku poziomach. Najbardziej prestiżowy puchar Szkocji objął 22 drużyny, a zawieszenie rozgrywek spowodowało zatrzymanie go przed półfinałami.
W kobiecym rugby najwyższy poziom to sześciozespołowa liga Premiership. Ekipy zawodowe Glasgow Warriors i Edinburgh nie mają kobiecych składów (a przynajmniej ja nie znalazłem o nich wzmianki). W Premiership występuje sześć drużyn i rozgrywki tam zakończyły się już w grudniu – zwyciężył Watsonian z Edynburga, który w ciągu sezonu odniósł zwycięstwo o rzadko spotykanych rozmiarach: 142:0 nad Ayr, a w finale wygrał z Hillhead Jordanhill z Glasgow 36:26. Wyników trzycyfrowych w fazie zasadniczej było zresztą więcej, co wskazuje na to, że poziom jest mocno nierówny.
Poniżej Premiership mamy ogólnokrajową Division 1 (osiem zespołów, zwycięzca Heriot’s jednak uległ Ayr w play-off o awans do Premiership), a niżej ligi regionalne w trzech regionach, których zwycięzcy grają w play-off razem z najsłabszą drużyną Division 1 o miejsce na tym krajowym poziomie w kolejnym sezonie. W tym roku zwyciężyło West of Scotland spod Glasgow, a ciekawostką jest fakt, że do play off awansowała drużyna z Szetlandów.
Warto wspomnieć, że szkocka federacja jest także udziałowcem jednego zamorskiego klubu, mianowicie waszyngtońskiej ekipy z MLR, Old Glory DC.
W starej prasie
A skoro o Szkocji mowa… Tym razem zaglądamy do wydawnictwa sprzed wojny. W 1938 ukazało się pierwsze wydanie pracy „Kultura”, której autorem był znany historyk kultury Stefan Czarnowski, zmarły zresztą rok wcześniej. Książka wielokrotnie do dziś wznawiana, a znajdziemy w niej m.in. oryginalne wyjaśnienie, skąd wzięło się rugby – z kultowego podrzucania trzewi byka do zagrody sąsiada.

Źródło: Stefan Zakrzewski, Kultura, 1938 (wyd. 1), s. 191.