Tydzień Antoine’a Duponta

Przy wskazaniu najlepszego zawodnika tego roku nie było zaskoczenia: tytuł powędrował do francuskiego łącznika młyna Antoine’a Duponta. A on w swoim pierwszym meczu po jej otrzymaniu zaprezentował się znakomicie – szkoda tylko, że naprzeciwko miał absolutnie improwizowaną ekipę Cardiff, którą sparaliżował covid. Obok Duponta świetne humory mają Irlandczycy – wygrali komplet swoich spotkań w Champions Cup.

Heineken Champions Cup

Na początek o covidzie. Ekipy URC, które musiały wracać z Południowej Afryki, miały ogromny problem. Dwie faktycznie dotknięte covidem, Munster i Cardiff, przystąpiły do gry, ale bez trzonu swych składów i z licznymi zawodnikami zgłoszonymi do rozgrywek awaryjnie (pozbieranymi z innych klubów i rozgrywek amatorskich – np. Munster, gdzie już po wylądowaniu w Irlandii większości zespołu, wykryto nowe przypadki zakażeń, zgłosił do EPCR aż 22 nowych zawodników, z których żaden nie ma więcej niż 21 lat). Scarlets, którzy skończyli kwarantannę 32 zawodników na dzień przed meczem (i to na dodatek w Belfaście, a nie w domu), uznali, że taka zbieranina nie ma sensu (choć inne kluby walijskie były gotowe do pomocy) i oddali mecz z Bristol Bears walkowerem – mieli zaledwie 14 graczy gotowych do gry, z czego sporą część takich, którzy jeszcze „nie wąchali prochu”. Swoją drogą, chorzy zawodnicy pozostawieni w RPA powoli zaczynają wracać do kraju, ale tu czeka ich kolejna kwarantanna.

Efekty? Cardiff mierzył się z obrońcami pucharu, Tuluzą, i dzielnie walczył (zwłaszcza przez pierwsze 20 minut; po przyłożeniu Josha Adamsa wyszedł nawet na prowadzenie 7:6). Jednak wielką różnicę zrobił Antoine Dupont w swoim pierwszym meczu po ogłoszeniu go najlepszym zawodnikiem globu. Z pięciu przyłożeń jego drużyny, w czterech miał wielki udział (dwa znakomite przełamania obrony, świetna asysta przekopem na skrzydło i własne przyłożenie po błyskotliwej indywidualnej akcji: https://twitter.com/i/status/1469673802372108293). Romain Ntamack dołożył 14 punktów z kopów i skończyło się porażką Cardiff 7:39 – odrobinę krzywdzącą dla improwizowanej drużyny gospodarzy, którzy w składzie mieli 11 debiutantów i emeryta, który wrócił do gry, dopingowanej przez 10 tys. widzów na trybunach (i ten filmik sporo mówi o mobilizacji drużyny i wsparciu dla niej: https://twitter.com/i/status/1469678423194812418).

Natomiast Munster, w którego składzie było 12 młodych debiutantów (z czego 5 w pierwszym składzie) poradził sobie znakomicie, ale mierzył się ze słabszą drużyną. Grał w Coventry z Wasps, które też ma problemy kadrowe, i zdecydowanie zwyciężył 33:14. Pomogła mu czerwona kartka dla kapitana angielskiej drużyny, Brada Shieldsa, już w 25. minucie, gdy Munster prowadził tylko 3:0. Dwa przyłożenia Munster zdobył na początku drugiej połowy w okresie gry z przewagą dwóch zawodników (po kolejnej kartce dla gracza Wasps, tym razem żółtej). 15 punktów z kopów zdobył Joey Carbery (który zszedł z boiska z kontuzją, bardzo niepokojącą irlandzkich fanów), ale najlepszym graczem meczu uznano jednego z dwunastki debiutantów: 21-letniego młynarza Scotta Buckley’a, który zdobył czwarte przyłożenie dla swojej drużyny.

Covidowe problemy mieli też inni, choć na nieco mniejszą skalę: Leinster (trzy przypadki wśród zawodników), La Rochelle, Clermont (tu jeden pozytywny przypadek, bliskim kontaktem był Camille Lopez, a kolejnych dwóch zawodników poszło w odstawkę z powodu braku szczepienia, m.in. Kotaro Matsushima), Wasps (musiało obejść się bez pięciu zawodników z tego powodu)… Z izolacji wyszedł natomiast Duane Vermeulen i wreszcie zadebiutował w barwach Ulsteru.

Najciekawiej na starcie europejskich pucharów zapowiadał się mecz liderów Top 14 i Premiership: Bordeaux (bez Matthieu Jaliberta, który tydzień temu odniósł kontuzję i grudniowe spotkania Champions Cup musi odpuścić) podejmowało niepokonanych dotąd w swojej lidze Leicester Tigers. Spotkanie do efektownych nie należało, ale było bardzo zacięte. Po pierwszej połowie mieliśmy remis w punktach (10:10) i żółtych kartkach (1:1). Po przerwie nie padło już ani jedno przyłożenie (Harry Potter co prawda zameldował się na polu punktowym Francuzów zaraz po przerwie, ale sędzia cofnął akcję), a jedyne punkty zdobywano po karnych. George Ford wykorzystał dwie szanse z trzech, a Maxime Lucu jedną z dwóch i właśnie ten jeden karny różnicy dał zwycięstwo Tigers 16:13.

Ciekawie zapowiadało się też starcie Clermont z Ulsterem. Wśród gospodarzy błysnął Damien Penaud – skrzydłowy zdobył dwa efektowne przyłożenia, a JJ Hanrahan dorzucił do nich 13 punktów z kopów. To było jednak za mało. Francuzi darowali rywalom liczne karne oraz zbierali żółte kartki. Aż pięć karnych na punkty zamienił John Cooney (z tego trzy w pierwszym kwadransie meczu, a ostatnim postawił „kropkę nad i” pod koniec spotkania), który zdobył 19 punktów z kopów. Ulster po świetnym spotkaniu odniósł cenne zwycięstwo na wyjeździe 29:23.

Spore zainteresowanie budził też mecz Exeter Chiefs z Montpellier, ale tu emocji było mniej. Pierwsze 20 minut należało do gości z Francji, którzy jednak w okresie swojej przewagi zdobyli zaledwie sześć punktów. Exeter odpowiedział przyłożeniem Stuarta Hogga i do przerwy było 7:6. W drugiej połowie istniała już tylko jedna drużyna: Chiefs dorzucili 5 przyłożeń (trzy z nich zdobył Jonny Gray, wszystkie podwyższył Joe Simmonds) i angielska drużyna wygrała zdecydowanie aż 42:6. Katastrofalna postawa ekipy Altrada po przerwie.

Poza tym:

  • Northampton Saints ulegli kiepsko ostatnio radzącemu sobie we francuskiej lidze Racingowi 92 aż 14:45 (pokaz siły Francuzów, hat-trick rwacza Wenceslasa Laureta, świetna gra Finna Russella – trzy znakomite asysty, a to nie był koniec jego pokazu);
  • Leinster zdecydowanie pokonał Bath 45:20 (w przyłożeniach 7:2, mecz był w praktyce rozstrzygnięty po 30 minutach, gdy dublińczycy prowadzili 31:6);
  • Ospreys przegrali z Sale Sharks 13:21 (Anglicy prowadzili 21:3 już po pierwszych 25 minutach i potem mimo dwóch żółtych kartek dowieźli zwycięstwo do końca, a w ostatniej akcji meczu byli o włos od czwartego przyłożenia; Walijczycy stracili parę dni przed meczem młynarza Ifana Phillipsa, który doznał poważnych obrażeń w wypadku motocyklowym; niestety głównym tematem po meczu jest oskarżenie przez Sharks Mata Protheroe z Ospreys o próbę wymuszenia karnego w ostatnich minutach meczu);
  • Connacht rozbił paryski Stade Français aż 36:9 (w przyłożeniach 6:0, i to pomimo braku w irlandzkich szeregach najskuteczniejszego zawodnika tego sezonu, Macka Hansena – główną postacią był Jack Carty, który co prawda zdobył tylko 6 punktów, ale i zaliczył 3 asysty, spośród których dwie bardzo widowiskowe – sporo o meczu mówi ten filmik z karnym dla Francuzów, który zmienił się w 50:22 dla Irlandczyków: https://twitter.com/i/status/1470035789237170181);
  • La Rochelle pokonało Glasgow Warriors 20:13 (ubiegłoroczni finaliści zaczęli od zwycięstwa, choć Glasgow postawiło im twarde warunki; wynik był ustalony już na 20 minut przed końcem meczu, a w końcowym fragmencie La Rochelle dyktowało warunki i nie pozwoliło Szkotom odrobić strat);
  • Castres uległo Harlequins 18:20 (dramatyczna końcówka spotkania, Francuzi odrobili 7 z 9 punktów straty, a potem atakowali i na minutę przed końcem byli już w polu 22 m rywali – zamiast drop goala był jednak karny dla Anglików).

European Rugby Challenge Cup

Największym wydarzeniem pierwszej kolejki Challenge Cup był mecz Saracens z Edynburgiem – w Londynie zmierzyli się wiceliderzy dwóch lig, Premiership i URC. Zdecydowanym faworytem wydawali się Saracens, tymczasem spotkanie było wyjątkowo wyrównane. Nieoczekiwanie po pierwszym kwadransie to Szkoci wyszli na prowadzenie, ale do przerwy ich przewaga wynosiła tylko 1 punkt. Zaraz po przerwie to Saracens zdobyli przewagę, ale drużyny zmieniały się na prowadzeniu potem jeszcze trzykrotnie. Ostatnie słowo należało do Szkotów, którzy na kwadrans przed końcem zdobyli drugie przyłożenie i wygrali 21:18.

Poza tym Lyon pokonał Gloucester 19:13, w wewnątrzangielskim pojedynku Newcastle Falcons pokonali Worcester Warriors 31:26, Zebre przegrało z Biarritz 13:26 (do przerwy był tylko 1 punkt różnicy), wygrał też drugi beniaminek Top 14 – Perpignan pokonał walijskich Dragons 22:16 (pierwsze punkty zdobył dopiero w 54. minucie, ale wówczas w ciągu 10 minut zmienił wynik z 0:9 na 22:9), a Pau uległo mającemu ostatnio świetny okres London Irish 17:33.

Z kraju

Ciekawe wieści pojawiają się w kwestii polskiego uczestnictwa w Rugby Europe Super Cup. Wątek ten przewinął się w dwóch tekstach Adama Mauksa w nowym portalu Zawsze Pomorze. W pierwszym z nich wypowiadał się Adam Pogorzelski z Ogniwa Sopot i wygląda na to, że mistrzowi Polski chodzą po głowach większe wyzwania i wśród nich jest Super Cup właśnie (na początek jednak towarzyski mecz latem ze szkockim Hawick). W drugim wypowiadał się Bartosz Ryś z Zarządu PZR. Tu nieco więcej konkretów: związek myśli o zgłoszeniu do Super Cup drużyny złożonej z młodych polskich zawodników (do 23 lub 25 lat). Uczestniczące w tych rozgrywkach franczyzy z Belgii i Holandii mają budżety sięgające 150 tys. euro, a zatem być może osiągalne dla Związku. Jasne, przy takim poziomie trudno spodziewać się sukcesów (skoro rosyjski STM-Jenisiej ma pieniądze 20-krotnie większe). Trudno nazywać też Super Cup prawdziwym pucharem. Ale jest to świetna ścieżka rozwoju i warto z niej korzystać – pozostaje tylko znaleźć kasę i się dogadać, ale to „tylko” jest tu nieco na wyrost – to nie będzie pewnie łatwe. Tym bardziej, że mamy dwa niezależne pomysły, a kluby niekoniecznie mogą być chętne dla zwalniania swoich zawodników – jednak dla samych graczy to przecież jest świetna szansa i wielka przygoda.

Ogłoszono terminarz seniorów (w tym Ekstraligi) na wiosnę. Sporo grania, start już na przełomie lutego i marca, a finał w ostatni weekend czerwca. W międzyczasie trzy zgrupowania kadry (pierwsze w styczniu, dwa kolejne na mecze RET w marcu i kwietniu), dwa turnieje mistrzowskie siódemek tym razem niekolidujące z kadrą piętnastek (wygląda na to, że mistrza poznamy w majowy weekend, choć mam wątpliwości, czy pierwszy z tych terminów jest szczególnie trafiony).

Ze świata

Jedyne międzynarodowe spotkanie w tym sezonie rozegrały Meksyk i Kajmany. Ponad dwa lata temu, w ostatnim meczu obu tych reprezentacji przed pandemią, Meksyk z tym samym rywalem zaliczył trzycyfrówkę. Tym razem Kajmany (pełne debiutantów) zaprezentowały się lepiej: Meksyk wygrał 39:13.

W Rugby Europe Super Cup odbyła się teoretycznie ostatnia kolejka grupowa. Część drużyn rozegrała już wszystkie spotkania, ale w grupie wschodniej są jeszcze spore zaległości, które będą nadrabiane w najbliższym czasie. Ustalono harmonogram zaległych meczów, z którego wynika, że Tel Aviv Heat rozgrywa aż trzy mecze w ciągu 8 dni. Wszystkie trzy teoretycznie w roli gospodarza, ale pierwsze dwa w Gruzji. Nie znamy terminu tylko jednego zaległego spotkania, Jenisieju-STM z Black Lion. W grupie wschodniej Tel Aviv Heat grał z Lokomotiwem Penza i wygrał 33:14. Rosjanie już przed tym meczem nie mieli szans na awans do półfinałów. Wynik nie oddaje obrazu meczu, w którym Lokomotiw długimi okresami dominował. Popełniał jednak też proste błędy, a w ataku nie wykorzystywał swoich szans. W drugim spotkaniu jeszcze ciekawiej: Black Lion podejmował Jenisiej-STM i wygrał 27:20, ale w drugiej połowie to Rosjanie byli skuteczniejsi i do końca walczyli o przynajmniej remis – kilkunastopunktową wcześniej stratę zredukowali do 7 oczek parę minut przed końcem i do końca grali o to, by je nadrobić (pomagały im na pewno seryjnie przegrywane pod koniec meczu przez Gruzinów auty). W tabeli grupy mamy Gruzinów przed Jenisiejem i Tel-Avivem, ale różnice punktowe są minimalne, wszystkie ekipy mają jeszcze po dwa mecze do rozegrania i każdy scenariusz jest możliwy (oczywiście z wyjątkiem awansu Penzy, które rozegrała już komplet spotkań i jest ostatnia w grupie). W grupie zachodniej dwa jednostronne widowiska: hiszpańscy Iberians pokonali belgijskich Devils 53:3, a portugalscy Lusitanos jeszcze wyżej ograli holenderską Deltę: 62:7. Holendrzy znacznie lepiej prezentowali się tydzień temu, ale teraz reprezentanci kraju udali się na zgrupowanie przed ostatnim meczem REC. Tu mamy już rozegrane wszystkie spotkania, a awans do półfinału był przesądzony już wcześniej: pierwsze miejsce Lusitanos, drugie Iberians, a Devils i Delta na trzecim i czwartym miejscu (po jednym zwycięstwie na koncie, odniesionym w spotkaniach między sobą).

W Anglii mieliśmy w kobiecej Premier 15s rewanż za finał z ligi z poprzedniego sezonu i zarazem derby Londynu: Saracens podejmowali (a raczej podejmowały) Harlequins. Górą były dziewczyny Quins, które wygrały 36:17, zadając w ten sposób pierwszą porażkę w tym sezonie Saracens. Gospodynie spadły z pierwszego miejsca w tabeli, gdzie zastąpiła je ekipa z Bristolu; Harlequins są na trzecim miejscu.

Pauzowała najważniejsza francuska liga, Top 14, ale grały kluby z drugiego poziomu w tym kraju – Pro D2. W pierwszym meczu czternastej kolejki mieliśmy małą niespodziankę – lider tabeli, Mont-de-Marsan, przegrał w Grenoble 19:32. Wykorzystał to wicelider z Oyonnax, który po zaciętym meczu także na wyjeździe pokonał Provence 33:27 i zbliżył się to prowadzących w tabeli konkurentów na zaledwie 2 punkty. Jeden z ciekawszych meczów tej kolejki, dwóch zespołów z czołówki, Bajonny i Montauban, został przełożony z piątku na niedzielę z uwagi na kłopoty z pogodą (rejon francuskiej Baskonii jest zagrożony powodziami). Ostatecznie górą była w nim Bajonna, zajmująca trzecią lokatę ze sporą przewagą nad kolejnymi drużynami.

Grała też druga liga angielska czyli Championship. Najciekawiej było chyba w meczu Richmond z Ealing Trailfinders. Nieoczekiwanie po pierwszej połowie goście, będący największymi faworytami do zwycięstwa w lidze, przegrywali 0:17. Druga połowa należała jednak do nich: w ciągu kwadransa zdobyli cztery przyłożenia. I choć Richmond odpowiedział przyłożeniem i zmniejszył straty do 2 punktów, ostatecznie przegrał 24:33. Solidarnie wygrywały też pozostałe drużyny z górnej połówki tabeli.

Rozegrano finał mistrzostw Argentyny – Top 12. Mistrzem kraju została uniwersytecka drużyna CUBA, która pokonała obrońców tytułu, San Isidro, 10:9. Jedyne przyłożenie zdobył w tym meczu dla zwycięzców bohater meczu półfinałowego, Lucas Piña. Na koniec San Isidro próbowało przechylić szalę na swoją stronę kopem z dropa, jednak bez skutku. Ciekawa sytuacja miała miejsce przed tygodniem w półfinale, w którym zmierzyły się San Isidro i Hindú. Na kilka minut przed końcem Hindú prowadziło, ale wtedy aż czterech jego graczy zobaczyło żółte kartki i ekipa została w jedenastkę. San Isidro zdobyło wówczas siedem punktów i wyrównało wynik meczu na 28:28 – ten remis dał im awans do finału dzięki wyższej pozycji w sezonie zasadniczym. W drugim półfinale też było niezwykle blisko – CUBA pokonało Newman zaledwie 16:15. Swoją drogą, wszystkie cztery czołowe drużyny pochodzą z metropolii Buenos Aires.

Po blisko dwóch latach przerwy rozgrywki rozpoczęła wreszcie czołowa liga walijska – Premiership. Pierwszy mecz rozegrały Aberavon i Swansea. Wygrało Aberavon 28:13, a na szczególną uwagę zasłużył zaledwie 17-letni łącznik młyna Rhodri Lewis, który dopiero zaczyna swoją przygodę z seniorskim rugby, a zdobył w tym meczu niesamowite przyłożenie: https://twitter.com/i/status/1469052673584422923. Obrońcy tytułu z 2019, Merthyr, pokonali Ebbw Vale (grające bez Dawida Rubaśniaka w składzie) 31:13. A jeden mecz nie doszedł do skutku – spotkanie Llanelli z Cardiff RFC. Odwołano go z powodu użyczenia graczy stołecznej ekipy zespołowi URC Cardiff Rugby na mecz pucharów europejskich z Tuluzą.

World Rugby przez cały tydzień ogłaszało laureatów World Rugby Awards za rok 2021. W budzącej największe zainteresowanie kategorii dla najlepszego zawodnika w piętnastkach bez zaskoczenia – nagrodę dostał reprezentant Francji, łącznik młyna Antoine Dupont. Najlepszą zawodniczką została Angielka Zoe Aldcroft, a w siódemkach ich odpowiednikami niesamowity ostatnio Argentyńczyk Marcos Moneta i Francuzka Anne-Cécile Ciofani (warto zwrócić uwagę, że żadna z tych dwóch nagród nie trafiła do złotych medalistów z Tokio).

Sporo zainteresowania wzbudziły oczywiście najlepsze piętnastki roku. Wśród mężczyzn wybrano graczy z ośmiu krajów, przy czym najwięcej – bo aż pięciu – pochodzi z Południowej Afryki. Dominuje zresztą półkula południowa: z pozostałych nacji mamy trzech Nowozelandczyków, dwóch Australijczyków oraz po jednym Walijczyku, Irlandczyku, Angliku, Szkocie i Francuzie. Pełne zestawienie: Wyn Jones, Malcolm Marx, Tadhg Furlong, Maro Itoje, Eben Etzebeth, Siya Kolisi, Michael Hooper, Ardie Savea, Antoine Dupont, Beauden Barrett, Makazole Mapimpi, Samu Kerevi, Lukhanyo Am, Will Jordan, Stuart Hogg. Jak zwykle trochę kontrowersji, m.in. z powodu wskazania Barretta zamiast Ntamacka. I ciekawostka: patrząc na to, gdzie ci ludzie grali w tym roku, najliczniej reprezentowane ligi to URC i… japońska Top League (w Kraju Wschodzącej Wiśni występowali Marx, Hooper, Barrett, Mapimpi i Kerevi). Jasne, to sezon pomiędzy Pucharami Świata, gdy wielu graczy z południa robi sobie rok przerwy, by zarobić więcej pieniędzy i jedzie do Japonii – ale mimo wszystko ten fakt świadczy o poziomie tamtejszych rozgrywek. Wśród kobiet absolutna dominacja Europy, a zwłaszcza Francji (6 zawodniczek) i Anglii (5 zawodniczek). Poza tym po jednym nazwisku pochodzi z Włoch, Walii, Kanady i Nowej Zelandii.

Poza tym nagrody przyznano zdobywcom najładniejszych przyłożeń (obie powędrowały do reprezentantów Francji – męska za przyłożenie Damiana Penaud przeciwko Szkocji, a żeńska za przyłożenie Emilie Boulard z meczu z Walią). Najlepszym trenerem został prowadzący żeńską reprezentację Anglii Simon Middleton (pierwszy w historii przypadek przyznania tej nagrody dla trenera kobiecej drużyny). Odkryciem roku został Nowozelandczyk Will Jordan, a najlepszym sędzią Australijczyk Andrew Cole.

Bardzo fajną inicjatywę mają organizatorzy Pucharu Świata we Francji. Gdy oglądamy igrzyska olimpijskie, po zakończeniu rywalizacji sportowców pełnosprawnych do gry wkraczają niepełnosprawni. W przypadku zaplanowanej na 2023 imprezy we Francji pójdziemy o krok dalej: zawodnicy niepełnosprawni mają rywalizować w przerwie pomiędzy meczami pełnosprawnych. W tygodniu pomiędzy ćwierćfinałami i półfinałami Pucharu Świata w Rugby zaplanowano rozegranie we Francji międzynarodowego turnieju w rugby na wózkach. Bez dwóch zdań – taka inicjatywa na pewno przyciągnie do niepełnosprawnych rugbystów znacznie więcej uwagi kibiców i mediów. Szkoda tylko, że nie używają jajowatej piłki i że turniej nie będzie miał rangi mistrzostw świata. Te odbędą się w Danii za niespełna rok (w poprzednich, w 2018, Polska zajęła dziewiątą lokatę, a w rankingu światowym jest na 14. miejscu).

Kłopoty ma trener nowozelandzkiej reprezentacji kobiet, Glenn Moore. Po sportowej katastrofie podczas wyprawy do Europy, w ubiegłym tygodniu jedna z zawodniczek, Te Kura Ngata-Aerengamate, opublikowała informacje o załamaniu psychicznym, jaki przechodziła podczas wyjazdu, wywołanym m.in. komentarzami trenera.

Szefem sędziów United Rugby Championship został Południowoafrykańczyk Tappe Henning – Celtowie, jak widać, otwierają się szerzej na swoich partnerów z południowej półkuli.

Pojawiły się szczegóły nowego sezonu Currie Cup. Ostatecznie odrzucona została propozycja włączenia do wyższego poziomu drużyny Eastern Province – „Słonie” pozostaną na drugim poziomie, w First Division. W Premier Division zatem zobaczymy te same siedem drużyn, co poprzednio, ale po tym sezonie dołączy do nich ósma – najlepsza drużyna z First Division spośród ekip z Południowej Afryki. Kolejny awans (i spadek) nastąpi po dwóch kolejnych sezonach. Start turnieju 14 stycznia, koniec 25 czerwca – rozgrywki będą się toczyć równolegle do URC, a zatem najsilniejsze południowoafrykańskie franczyzy będą tu grać drugimi składami.

Federacja południowoafrykańska podejmowała decyzję o podziale wypracowanego zysku w wysokości 21 mln randów. Dyskusje były bardzo burzliwe; pojawiały się głosy, że pieniądze powinny przypaść wyłącznie franczyzom z URC (w tym samym okresie 200 mln randów straty) lub że wszystkie pieniądze powinny trafić do drużyn niegrających w URC. Ostatecznie ekipy z URC dostaną prawię połowę zysku, a mniejsze kwoty przypadną w udziale pozostałym drużynom.

Dyrektor wykonawczy federacji południowoafrykańskiej, Jurie Roux, przegrał apelację w sądzie i jest zobowiązany do zapłaty Uniwersytetowi Stellenbosch 37 mln randów (równowartość prawie 10 mln zł), które nielegalnie wyprowadził do tamtejszego klubu rugby w pierwszej dekadzie XXI w., manipulując systemem finansowym uczelni.

Brytyjskie ministerstwo DCMS opublikowało 10-punktowy plan mający na celu zmniejszenie problemu urazów głowy w sporcie. Plan przewiduje opracowanie specjalnych protokołów dla poszczególnych dyscyplin, uwzględniających zarówno sport amatorski, jak i zawodowy. Protokoły mają być opracowywane we współpracy z poszczególnymi federacjami i mają obejmować m.in. zasady treningów, kwestie rozpoznawania oznak urazu, usuwania zawodników z gry, a także współpracę z organizacjami zawodników.

Z rynku transferowego:

  • potwierdził się cel transferu południowoafrykańskiego łącznika ataku Handré Pollarda, odchodzącego z Montpellier – zgodnie z plotkami będzie grać od przyszłego sezonu dla Leicester Tigers;
  • z Francji wyjeżdża też po kilku latach tam spędzonych były reprezentant Australii Jesse Mogg – odchodzi z Pau i wraca do ojczyzny, będzie grać w Brumbies;
  • filar reprezentacji Południowej Afryki, Vincent Koch, przejdzie z Saracens do Wasps;
  • zamieniają się rolami trenerzy australijskich siódemek: John Manenti zostawia mężczyzn i zajmie się kobiecą reprezentacją, a w odwrotnym kierunku podąża Tim Walsh.

Polacy za granicą

Wieści o naszych reprezentantach z lig zagranicznych – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • National League 2 North: Ross Cooke znów zaczął na ławce rezerwowych wyjazdowy mecz Tynedale z Sedgley Park. Wszedł na boisko tuż przed przerwą, gdy jego ekipa przegrywała już 0:29. Ostatecznie Tyndale przegrało 7:41 i spadło na 11. miejsce w tabeli ligowej;
  • Midlands Premier: Ed Krawiecki od pierwszej minuty zagrał w meczu Bromsgrove z Paviors – wygranym 49:10. Jego ekipa pozostaje na prowadzeniu w lidze. Jeszcze lepiej sprawiło się Bridgnorth z Grzegorzem Szczepańskim w podstawowym składzie, które wygrało aż 62:10 ze Scunthorpe i awansowało na czwarte miejsce w tabeli. Szczepański zdobył przyłożenie, kolejne wypracował i został wybrany najlepszym graczem meczu;
  • London & SE Premier: Stasio Maltby wyszedł w podstawowym składzie Brighton w wyjazdowym meczu z Hertford. Jego drużyna przegrała 14:27, ale pozostała na dziewiątym miejscu w lidze;
  • South West Premier: Eryk Łuczka zagrał od pierwszego gwizdka w wyjazdowym spotkaniu Hornets przeciwko Exmouth, wygranym 31:26. Jego ekipa zachowała prowadzenie w lidze, które objęła tydzień wcześniej.

Francja:

  • Fédérale 1, grupa 1: Mateusz Bartoszek zagrał dla Bassin D’Arcachon cały mecz (i został oceniony jako jeden z najlepszych zawodników swej ekipy), ale jego drużyna musiała zadowolić się defensywnym punktem bonusowym po porażce na wyjeździe z Marcq en Baroeul 27:32 – dwukrotnie odrabiała straty, za trzecim razem się nie udało. Zajmuje obecnie siódme miejsce w grupie;
  • Fédérale 1, grupa 2: Kamilowi Bobrykowi grającemu dla Vienne poszło znacznie lepiej – w meczu z Nuits Saint Georges jego ekipa wygrała aż 51:5 i wróciła na pozycję wicelidera. Polak grał do 46. minuty. Liderem grupy jest Hyères Carqueiranne Aleksandra Nowickiego, które jednak mecz tej kolejki zagra dopiero za tydzień;
  • Fédérale 1, grupa 3: Quentin Cieśliński grał do 63. minuty w meczu Lavaur z Céret – jego ekipa przegrała 14:19 (do przerwy było 0:13, zaraz po przerwie odrobiła straty, ale dwa karne w końcówce odebrały im zwycięstwo). Lavaur z jednym zwycięstwem w jedenastu meczach jest przedostatnie w grupie;
  • Fédérale 2, grupa 2: Jędrzej Nowicki mecz Pontarlier przeciwko Chalon sur Saône zaczął na ławce rezerwowych. Jego drużyna wygrała 39:6 i awansowała na szóste miejsce;
  • Fédérale 2, grupa 6: Tomasz Hebda rozegrał drugą połowę meczu Lourdes z Rieumes – mimo przewagi własnego boiska Lourdes przegrało 18:23, zdobywając bonus defensywny i spadając na dziewiąte miejsce w grupie.

Walia – National League 2 West: Jakub Małecki tym razem zaczął w rezerwie, a jego Burry Port w trzecim spotkaniu ligowym odniosło trzecie zwycięstwo (13:9 nad Pontyberem na wyjeździe) i prowadzi w tabeli jako jedyna niepokonana drużyna.

Zapowiedzi

Za tydzień ostatni akcent sezonu 2020/2021 – w Amsterdamie w meczu Rugby Europe Championship Holandia zagra z Hiszpanią.

Odbędzie się druga kolejka pucharów europejskich. W Champions Cup kilka nieźle zapowiadających się starć: Ulster – Northampton Saints i Montpellier – Leinster na rozpoczęcie kolejki w piątek, a potem m.in. Glasgow Warriors – Exeter Chiefs. W Challenge Cup najciekawiej będzie chyba w meczu Gloucester – Benetton Treviso. Covidowe problemy będą jednak trwać – już wiadomo, że Cardiff będzie musiał improwizować podobnie jak w ten weekend.

Poza tym mają być rozegrane zaległe spotkania Rugby Europe Super Cup, a towarzysko „Italia Emergenti” zagra z Rumunią.

2 komentarze do “Tydzień Antoine’a Duponta”

Dodaj komentarz