Historia pisana w Maladze

Awans do ćwierćfinału i ósme miejsce naszej żeńskiej reprezentacji w pierwszym w historii starcie w rywalizacji światowej elity siódemek – World Rugby Sevens Series – to piękny wynik i wspaniały moment polskiego rugby. Poza tym m.in.: protest krajowych sędziów, koniec fazy grupowej Champions Cup (dalej zagrają drużyny z tylko trzech krajów), żółta kartka za przekleństwa w wypowiedzi do sędziego oraz ogłoszone składy na Puchar Sześciu Narodów.

Reprezentacja Polski w rugby 7 kobiet/World Rugby Sevens Series

Przed weekendem pisałem, że najważniejsze w całym covidowym zamieszaniu wokół turnieju w Maladze jest to, żeby ominęło ono Polki. Niestety, nie udało się do końca: cztery nasze zawodniczki miały pozytywne wyniki testów (w tym kapitan drużyny Karolina Jaszczyszyn – jej funkcję przejęła Anna Klichowska) i musiały zostać w kraju. Kolejna została odizolowana już na miejscu. Do składu dokooptowano jedną zawodniczkę i w Maladze polska ekipa musiała sobie radzić w dziesiątkę. Ale poradziła sobie znakomicie – jako pierwsza ekipa zaproszona do WRSS od 2018 (Chiny w Kitakyushu) awansowała do ćwierćfinału. To sukces ponad oczekiwania, i choć niewątpliwie pomogła nam absencja reprezentacji Fidżi, trudno nie być dumnym z tego osiągnięcia.

Fidżijki, których nieobecność zapowiedziano już wcześniej, ostatecznie nie zostały zastąpione przez żadną inną drużynę, więc Polki otrzymały za mecz z nimi 3 punkty, przy wyniku 0:0. Pierwszym boiskowym testem było starcie z siódemkową kobiecą potęgą – Stanami Zjednoczonymi. Polski przegrały 7:31, ale pokazały nie tylko serce do walki, ale także umiejętności. I choć przewaga Amerykanek była widoczna, różnica na boisku nie była aż tak wielka jak wskazywałyby na to okoliczności obiektywne (choćby zawodowstwo i liczba zawodniczek w kraju). Niestety, pierwszą połowę przegraliśmy 0:10 po dwóch szybkich akcjach Amerykanek (daliśmy się im rozpędzić). W drugiej połowie sporą radość dało nam przyłożenie Małgorzaty Kołdej po akcji Natalii Pamięty, ale Amerykanki zdobyły aż trzy przyłożenia – przegrywaliśmy walkę fizyczną, wiele szarż naszych dziewczyn było nieskutecznych.

Drugi dzień zaczął się od starcia z Kanadyjkami decydującego o awansie do ćwierćfinału. I mankamenty z dnia poprzedniego zostały naprawione, szarże były pewniejsze, a na koniec przyszło zwycięstwo. Zaczęło się od świetnego przejęcia młodziutkiej Julii Druzgały i przyłożenia Małgorzaty Kołdej. Chwilę później Kołdej powtórzyła swoje osiągnięcie i do przerwy było 10:0. Po przerwie Kanadyjki zaczęły się odgryzać i wyszły na prowadzenie 14:10. Jednak odpowiedź była imponująca: Kołdej dopełniła hat-tricka piękną akcją przez 2/3 boiska. Pod koniec serca nam zamarły, bo tuż przed upływem 14. minuty Polski straciły piłkę przez błędy techniczne w aucie i Kanadyjki dostały szansę na jeszcze jeden atak. Jednak udało się go wybronić. Polki wygrały 17:14 i napisały piękny kawałek historii polskiego rugby – wszak nasze rywalki tylko raz wypadły poza podium cyklu WRSS (choć ostatnio mają kłopoty, których początkiem była afera związana z oskarżeniami trenera przez zawodniczki, jak się okazało – niepotwierdzonymi).

W ćwierćfinale zmierzyliśmy się ze znanymi nam świetnie Rosjankami i niestety nie przełamaliśmy kiepskiej passy. Choć Rosjanki kłopoty covidowe miały jeszcze większe niż my (była ich tylko dziewiątka), grały bardzo doświadczonym składem i nie pozwoliły nam rozwinąć skrzydeł w ataku. Co prawda mecz zaczął się dla nas wspaniale, bo po błędzie rywalek zapunktowała Julia Druzgała, ale potem punkty zdobywały już tylko Rosjanki. Po pierwszej połowie było 5:7, a skończyło się wynikiem 5:26. Trzy przyłożenia dla naszych rywalek zdobyła Aliena Tiron. W drugiej połowie znów zaczęło naszym reprezentantkom brakować skuteczności w szarżach, a z piłką w ręce nie udawało się przebić pod pole punktowe rywalek.

W niedzielę graliśmy o miejsca od 5 do 8. W półfinale tych zmagań ponownie spotkanie z Kanadyjkami (które mimo dwóch porażek awansowały do czołowej ósemki). Długo było w tym meczu nie było punktów, pierwsza połowa była wyrównana, na pierwsze przyłożenie Kanadyjek odpowiedziała Natalia Pamięta na początku drugiej połowy, ale potem konkurencji już nie było – Kanada pewnie wygrała 29:7. W tej sytuacji w meczu o siódme miejsce Polki zmierzyły się z Angielkami. Początek meczu do zapomnienia: cóż ze zdecydowanej przewagi w posiadaniu piłki, jeśli brakowało przełamania, a gdy już się to zdarzało, to brakowało wsparcia. Tymczasem Angielki były arcyskuteczne, zdobyły trzy przyłożenia po szybkich akcjach, w których świetnie radziły sobie z szarżami naszych zawodniczek, i prowadziły 17:0. Druga połowa to zupełnie inny obraz gry: Polki lepiej broniły, a i skuteczności przybyło. Najpierw przyłożenie zdobyła Kołdej (piąte w turnieju), potem Aleksandra Lachowska i brakowało nam już tylko siedmiu punktów. W ostatniej fazie meczu brakło Polkom jednak zimnej krwi, straciły piłkę i jeszcze jedno przyłożenie po szybkiej akcji Angielek – Polska przegrała 10:22 i ostatecznie zajęła ósme miejsce.

Przed turniejem taki wynik bralibyśmy w ciemno. Przegraliśmy cztery mecze, wygraliśmy tylko jeden, ale we wszystkich spotkaniach mierzyliśmy się z rywalkami z najwyższej światowej półki (dość wspomnieć, że w finale imprezy zmierzyły się Amerykanki z Rosjankami). I choć często widać było przewagę rywalek, nie była to przewaga przygniatająca. A były wcale liczne momenty, gdzie byliśmy równym, a nawet lepszym partnerem. Brakło fizyczności, skuteczności w szarżach, a w ataku zbyt często próbowaliśmy grać na stojąco (a przydałoby się jakieś urozmaicenie, choćby gra nogą). Ale Polki pokazały, że zasługują na grę w WRSS. Klasą sama dla siebie była w naszej ekipie była Natalia Pamięta, pochwalić też warto młodziutką Julię Druzgałę. A Kołdej znalazła się na liście 14 zawodniczek, z których kibice wybierają dream team turnieju. Cóż, powtórka tego wyniku w Sewilli byłaby niesamowitym osiągnięciem (zwłaszcza że nikt nie będzie nam już dawał ulgowej taryfy, a wszyscy będą pilnować skrzydła, na którym będzie Kołdej), ale te mecze zaprocentują w przyszłości. Oby podobnych okazji było jak najwięcej.

Turniej wygrały Amerykanki, które na taki sukces czekały od 2019 (a w tym sezonie ani razu nie były w czołowej czwórce). W finale pokonały Rosjanki, których osiągnięcie trzeba docenić jeszcze bardziej – nigdy dotąd nie grały w finale turnieju WRSS, a dokonały tego przecież w bardzo okrojonym składzie, zaledwie w dziewiątkę. Imponujące było zwłaszcza ich półfinałowe zwycięstwo nad Australijkami, dla których to była pierwsza porażka w tym sezonie – po niesamowitej wymianie ciosów Rosjanki wygrały 29:26. Australijki skończyły tym razem trzecie, przed Francuzkami. Warto zwrócić uwagę na wyniki piątych Irlandek, które pokonały wysoko m.in. Angielki i Kanadyjki. W całym cyklu nadal na prowadzeniu Australia, a za jej plecami Rosja i Francja.

W męskim turnieju obok Nowej Zelandii (zastąpionej przez Niemcy) i Fidżi (niezastąpionego, gracze z tego kraju liczyli przynajmniej na udział w fazie play-off, ale nawet i tam ich nie było) zabrakło kolejnej drużyny z antypodów – Samoa. Jej miejsce zajęła Jamajka. W fazie grupowej sporą niespodziankę sprawili Niemcy, którzy przecież do turnieju zostali zaproszeni w ostatniej chwili – pierwszego dnia zremisowali 12:12 z Australią. Drugiego dnia pokonali też Japonię, ale to było za mało, aby awansować do ćwierćfinału – ostatecznie zajęli świetne, jedenaste miejsce w stawce 16 drużyn. Na szczycie wielkich niespodzianek nie było. Blitzboks szli przez turniej jak burza, przed finałem stracili tylko jedno przyłożenie, ale w finale trafili na godnego przeciwnika: Argentyńczycy nawet prowadzili i Południowa Afryka rozstrzygnęła mecz na swoją korzyść dopiero po upływie 14 minut (24:17). Trzecie miejsce zajęli Anglicy, którzy pokonali Australię (potrafili zdobyć przyłożenie nawet grając w piątkę po dwóch żółtych kartkach). W całym cyklu klasyfikacja na czołowych miejscach bez zmian: Południowa Afryka przed Argentyną i Australią.

Za tydzień powtórka emocji – turniej w Sewilli. Ponoć polska reprezentacja będzie już w komplecie. W grupie zmierzymy się z Rosją, Irlandią i Brazylią. Braknie jednak reprezentacji Fidżi – wśród kobiet zastąpią je Portugalki. W tej sytuacji aż 2/3 drużyn w kobiecej stawce to będą drużyny europejskie.

A kolejne dwa turnieje WRSS (po hiszpańskich) zostały właśnie przełożone. Najlepsze męskie ekipy siódemkowe miały się spotkać w końcu lutego w Vancouver i na początku marca w Los Angeles. Terminy obu rozgrywek zostały przesunięte: kanadyjskiej na kwiecień, a kalifornijskiej na koniec sierpnia. W związku z tym to Los Angeles będzie gospodarzem finałowego turnieju męskiej rywalizacji WRSS w tym sezonie (pierwotnie miał to być Londyn w końcu maja).

Heineken Champions Cup

W ostatniej kolejce fazy grupowej Champions Cup nie obyło się bez covidowych problemów. Odwołano trzy spotkania, w tym starcie liderów dwóch lig: Leicester Tigers – Bordeaux-Bègles. Walkower orzeczono na rzecz Tigers, którzy dzięki temu mogą pochwalić się kompletem zwycięstw w fazie grupowej. Drugim odwołanym spotkaniem był mecz Cardiff z Tuluzą – walkower orzeczono na rzecz Walijczyków, ale Francuzi nie są zadowoleni. Podobnie jak Leinster w grudniu mieli 23 zawodników gotowych do gry i decyzji EPCR nie przyjęli ze zrozumieniem (podobnie zresztą jak LNR, czyli organizacja prowadząca francuską ligę) oraz zapowiedzieli kroki prawne. Tym bardziej, że stawiało to pod znakiem zapytania ich awans do 1/8 finału (choć ostatecznie punktów do awansu wystarczyło). Dla Cardiff to było z kolei jedyne grupowe zwycięstwo (na boisku wcześniej trzykrotnie przegrywało, ale za każdym razem budziło podziw), a awans ominął ich o włos (gdyby go zdobyli, byłoby to pewne kuriozum). Trzeci walkower natomiast na korzyść francuskiej drużyny – dla Racingu 92 za mecz z Northampton Saints (to drugi „domowy” walkower Francuzów). W sumie aż pięć drużyn skończyło fazę grupową zaledwie dwukrotnie wychodząc na boisko (a cztery z nich awansowały dalej).

Chyba najciekawszym widowiskiem weekendu było starcie Harlequines z Castres (świetnie radzącymi sobie w lidze, ale w pucharze potrzebującymi zwycięstwa, aby marzyć o awansie do play-off). Londyńczycy, choć tym razem grali bez Smitha (wszedł dopiero w końcówce, sporo młodych twarzy w zespole), wygrali, ale zwycięstwo długo było niewiadomą i wyszarpali je dopiero kontrowersyjnym przyłożeniem w ostatniej akcji. Mecz znakomicie zaczęli Francuzi, którzy po 10 minutach mieli na koncie dwa przyłożenia i prowadzili 13:0. Kolejne 20 minut to jednak okres przewagi gospodarzy, którzy zdobyli 3 przyłożenia i wyszli na prowadzenie 19:16. Wtedy jednak na ławkę kar powędrował Joe Marler i goście natychmiast to wykorzystali – do przerwy wygrywali 23:22. Zaraz po przerwie mimo osłabienia Quins odzyskali prowadzenie, ale swoje czwarte przyłożenie niemal natychmiast zdobyli też Francuzi. Kilkanaście minut później piękna akcja Bena Botiki nie przyniosła punktów, ale po chwili Castres miało na koncie już pięć przyłożeń i prowadziło 33:29 (byłoby wyżej, gdyby nie kiepska skuteczność Botiki z podwyższeń). Quins walczyli o zwycięstwo przez kolejne 20 minut i wywalczyli je dopiero po upływie regulaminowego czasu gry – swoje trzecie przyłożenie w meczu zdobył Axel Dombrandt. Szkocki sędzia Mike Adamson pierwotnie uznał, że przyłożenia nie było, zmienił decyzję po konsultacji z TMO i to wzbudziło ogromne kontrowersje, bo powtórki video nie dały jednoznacznego potwierdzenia przyłożenia (a kontrowersyjnych decyzji przeciwko Castres w końcówce było więcej). Mecz skończył się wynikiem 36:33. Francuzi skończyli fazę grupową z kompletem czterech porażek na koncie, ale z wszystkimi minimalnymi – łączny ich bilans małych punktów to –14…

Emocje mieliśmy też w pojedynku niepokonanego dotąd Ulsteru z walczącym o awans Clermont. W pierwszej połowie gracze z Belfastu zdobywali przyłożenia, ale Francuzi odpowiadali karnymi Morgana Parry i nawet dwukrotnie wychodzili na prowadzenie – do przerwy Ulster wygrywał tylko 17:12, a dwa z jego przyłożeń zdobył młynarz Rob Herring. W drugiej połowie jednak Irlandczycy odskoczyli: zdobyli kolejne dwa przyłożenia i na kwadrans przed końcem prowadzili 34:12. Wynik wydawał się być przesądzony, tymczasem Clermont zaczęło wreszcie piłkę przykładać w polu punktowym gospodarzy i do tego – seryjnie. W ciągu sześciu minut Francuzi zdobyli trzy przyłożenia i prowadzenie Ulsteru zmniejszyło się do zaledwie trzech punktów: 34:31. Pozostawały jeszcze cztery minuty, ale choć goście mieli piłkę w rękach, działo się to na ich własnej połowie. Ostatecznie piłkę stracili i Ulster mógł odetchnąć z ulgą.

Nieźle zapowiadał się mecz Glasgow Warriors z La Rochelle. Gospodarze potrzebowali zwycięstwa, aby zapewnić sobie awans – dotąd mieli na koncie tylko jedną wygraną. Swojego planu nie zrealizowali. Co prawda mimo osłabienia po żółtej kartce jako pierwsi zdobyli punkty w meczu, potem długo trzymali dystans, a na początku drugiej połowy wyszli na prowadzenie 16:15, to potem w ciągu pięciu minut stracili aż 20 punktów (2 przyłożenia, 2 podwyższenia i 2 karne). W 73. minucie na boisku pojawił się Ollie Smith i za jego sprawą zaczęli zmniejszać straty (2 przyłożenia), ale było za późno – przegrali 30:38, nie zdobywając nawet punktu bonusowego.

W Paryżu o awans do play-off walczyło Stade Français, które podejmowało irlandzki Connacht. Początkowo drużyny wymieniały cios za cios. Wydawało się, że decydującym momentem meczu będzie 47. minuta, gdy czerwoną kartkę zobaczył młynarz gospodarzy Tolu Latu (ledwo wrócił z zesłania za pierwszą żółtą kartkę, zobaczył kolejną za przekleństwa w wypowiedzi skierowanej do sędziego – absolutnie zasłużoną). Chwilę potem Irlandczycy zdobyli swoje trzecie przyłożenie i prowadzili 24:15. Co prawda paryżanie odpowiedzieli mimo osłabienia, ale w 60. minucie było już 31:20 dla gości. Jednak końcówka należała do gospodarzy, którzy w warunkach wyrównanych sił (żółta kartka dla jednego z Irlandczyków) zdobyli dwa przyłożenia i wyszli na prowadzenie. A w doliczonym czasie gry niezwykle ważnego karnego wykorzystał Joris Segonds (który moment wcześniej w podobnej sytuacji trafił w słupek): Stade Français wygrało 37:31, a awans do play-off wywalczyło dzięki lepszej o jedno oczko różnicy małych punktów (pechowcami są w tej sytuacji gracze z Cardiff).

Na koniec weekendu zmierzyły się drużyny Montpellier i Exeter Chiefs. Francuzi odbili się po klęsce z Dublina i tym razem zagrali znacznie lepiej, a nawet wygrali. Co prawda punktowanie w tym meczu zaczął Sam Simmonds przedzierający się przez rywali jak buldożer, ale po 30 minutach gry to Montpellier prowadziło 24:5 i miało już trzy przyłożenia na koncie. Chiefs jednak jeszcze w pierwszej połowie odpowiedzieli: dwa przyłożenia (trzecie unieważnione po TMO) i przegrywali już tylko 19:24, a zaraz po przerwie po trzecim przyłożeniu Sama Simmondsa wyszli na prowadzenie 26:24 (statystyki Simmondsa w barwach Exeter Chiefs są niesamowite – w 100 meczach 75 przyłożeń; a Eddie Jones ma pewnie ból głowy, bo obie jego ósemki zaliczyły w ten weekend hat-tricka). Odtąd mecz się nieco uspokoił, a lepiej wyszli na tym Francuzi: dzięki przyłożeniu z podwyższeniem i dwóm karnym wygrali ostatecznie 37:26.

Poza tym: pozbawione szans na awans Bath zostało rozgromione przez Leinster – Irlandczycy wygrali 64:7 (10 przyłożeń zwycięzców, z czego cztery skrzydłowego Jimmy’ego O’Briena; kibiców z „zielonej wyspy” ucieszył występ od pierwszej minuty kapitana reprezentacji, Jonathana Sextona; z kolei Bath pokiereszowane kontuzjami i covidem już po kwadransie straciło świetnego trzecioliniowca, Sama Underhilla; zatrważająca zapewne rywali skuteczność Leinsteru w dwóch ostatnich meczach), Scarlets ulegli Bristol Bears 21:52 (do przerwy przegrywali tylko 13:14, po przerwie wyszli na prowadzenie 16:14, potem mieliśmy remis 21:21 – jednak ostatnie 20 minut to blitzkrieg Bears, którzy w tym okresie zdobyli pięć przyłożeń), Sale Sharks rozgromiło Ospreys 49:10 (siedem przyłożeń, wszystkie podwyższone, kolejny kiepski występ pucharowy Walijczyków), a Munster pokonał Wasps 45:7 (dwa przyłożenia pominiętego w powołaniach na Puchar Sześciu Narodów Simona Zebo i komplet zwycięstw irlandzkiej drużyny w fazie grupowej; fatalnym akcentem była kontuzja walijskiego rwacza Wasps, Thomasa Younga, który po urazie głowy został zwieziony z boiska i trafił do szpitala).

Do 1/8 finału awansowało 7 drużyn francuskich (odpadło tylko Castres), 5 angielskich (odpadły trzy) oraz komplet drużyn irlandzkich. Nie zakwalifikowały się do play-off wszystkie trzy drużyny walijskie i szkocki rodzynek, Glasgow Warriors. A układ par w kolejnej rundzie arcyciekawy: derby Paryża Racing 92 – Stade Français , Ulster – Tuluza, La Rochelle – Bordeaux, Leinster – Connacht, Sale Sharks – Bristol Bears, Exeter Chiefs – Munster, Montpellier – Harlequins i Clermont – Leicester Tigers.

Przy okazji warto zwrócić uwagę na głos Lawrence’a Nolana, który wskazał na bezsens formatu Champions Cup – jeśli jedno zwycięstwo wystarczy do awansu do fazy play-off (ekip z takim dorobkiem w czołowej szesnastce mamy aż pięć), po co robić rozgrywki grupowe? Przecież równie dobrze można cały format zmienić na pucharowy. Cały tekst: https://www.planetrugby.com/loose-pass-making-sense-of-the-champions-cup-weekend/. Cóż, można odpowiedzieć, że chodzi o pieniądze. Ale przydałby się też jakiś sens…

European Rugby Challenge Cup

W czwartej, przedostatniej kolejce fazy grupowej Challenge Cup nie doszło do skutku jedno spotkanie: Tulon bez walki zdobył pięć punktów za mecz z Newcastle Falcons, odwołany z powodu zachorowań z drużynie z północnej Anglii.

Najciekawiej zapowiadały się w ten weekend derby Londynu pomiędzy Saracens i London Irish – dość wspomnieć listopadowe starcie w lidze, zakończone wynikiem 34:34. Tym razem jednak zwycięzca został wyłoniony – i Saracens odnieśli swoje pierwsze zwycięstwo w tym sezonie pucharowym, podtrzymując nadzieję na awans do play-off. Zaczęło się od prowadzenia „Exiles” 14:5, ale już do przerwy przegrywali z gospodarzami 14:24. Drugą połowę zaczęli od zmniejszenia strat, ale potem Saracens budowali z powrotem przewagę i pewnie wygrali 45:24.

Poza tym Edynburg rozgromił Brive 66:3 (aż dziesięć przyłożeń szkockiej drużyny), Lyon pokonał Benetton 25:10 (wynik długo był na styku, do przerwy było 15:10, o końcowym rezultacie zdecydowało 10 punktów Francuzów w ostatnich 10 minutach, gdy grali z przewagą jednego gracza), Zebre przegrało z Worcester Warriors 26:36 (pierwsze zwycięstwo angielskiej drużyny w rozgrywkach), a Gloucester rozgromił Perpignan 68:19 (aż dziesięć przyłożeń Anglików).

W grupie A na czele tabeli niepokonany Tulon, a na drugim miejscu Worcester Warriors – oni jednak w ostatniej kolejce będą pauzować i szansę na ich przeskoczenie mają dwie kolejne drużyny. W grupie B Lyon skończył już swoje występy (będzie pauzować w ostatniej kolejce), ale jest pewny pierwszego miejsca z kompletem zwycięstw na koncie (podobnie jak pewny drugiego miejsca jest Gloucester). W grupie C Irish mimo porażki pozostali na pierwszym miejscu w tabeli, ale w ostatniej kolejce grać już nie będą – i muszą się liczyć z możliwością spadku na trzecie miejsce.

Z kraju

Polscy sędziowie rugby protestują. W ogłoszonym w tym tygodniu liście podnoszą przede wszystkim temat niewaloryzowanych od kilkunastu lat stawek, w wielu przypadkach niepokrywających kosztów. Postulują określenie nowych stawek oraz „wypracowanie skutecznego sposobu” na zwiększenie liczby sędziów – pozostało ich u nas czternastu. Jeśli PZR nie podejmie działań, grożą bojkotem terminów, na które zaplanowano rozegranie zaległych meczów Ekstraligi. Zarząd PZR deklaruje zajęcie się problemem w lutym. Warto jednak zwrócić uwagę, że źródłem problemu z liczebnością sędziów są nie tylko pieniądze (i nakręcająca się spirala – im mniej sędziów, tym więcej roboty, tym mniej weekendów dla rodziny itp.), ale także problem wspomniany jakby przy okazji, a niebagatelny: zniechęcająca atmosfera podczas zawodów, nacechowana agresją wobec arbitrów. Ale to temat na szerszy tekst.

Ze świata

Druga kolejka południowoafrykańskiego Currie Cup nietypowo, bo w środę. Zaczęło się od bardzo wysokiego zwycięstwa Pumas nad Lions 50:9 (w przyłożeniach 7:0, ale Lions grali bardzo młodym i niedoświadczonym składem). Sharks (też w drugim składzie) grali z Griquas i pokonali ich minimalnie 24:23 (na 20 minut przed końcem, przy prowadzeniu 18:6, stracili jednego z graczy z czerwoną kartką i przyłożenie – Griquas zaczęli odrabiać straty, ale brakło im jednego punktu). W ostatnim spotkaniu Western Province już po 30 minutach przegrywało z Bulls 0:28, na kwadrans przed końcem 0:40, i choć skończyło się wynikiem 21:40, to kapsztadczycy zadowoleni z początku sezonu być nie mogą.

W środę grały rezerwy najlepszych południowoafrykańskich franczyz, a ich najlepsi gracze zagrali w w weekend w lokalnych derby w ramach URC. W meczu Lions z Sharks mieliśmy festiwal przyłożeń (aż jedenaście), a drużyny wielokrotnie zmieniały się na prowadzeniu. Mecz rozstrzygnęło przyłożenie na samym końcu: Lions mieli trzy punkty straty, atakowali, ale stracili piłkę i Lukhayno Am przesądził o zwycięstwie Sharks 47:37. Gwiazdą meczu był inny ze Springboks, Makazole Mapimpi, zdobywca hat-tricka. Również i w drugich derby sporo przyłożeń (8) i rozstrzygnięcie w samej końcówce. Bulls po pierwszej połowie przegrywali ze Stormers 0:18, ale po przerwie w ciągu 20 minut zdobyli cztery przyłożenia bez odpowiedzi rywali i wyszli na prowadzenie 26:18. Losy meczu jednak ponownie się odwróciły, a rozstrzygnęło je przyłożenie kilka minut przed końcowym gwizdkiem (gdy gospodarze zostali na boisku w czternastkę): Bulls przegrali mimo świetnego powrotu do meczu 26:30.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Edynburg833
2. Leinster729
3. Glasgow Warriors827
4. Ulster826
5. Munster724
6. Ospreys922
7. Benetton Treviso821
8. Connacht820
9. Scarlets616
10. ↑↑Sharks614
11. ↓Cardiff614
12. ↑↑Stormers612
13. ↓↓Lions612
14. ↓Dragons79
15. Bulls67
16. Zebre Parma61

Władze ligi powoli zaczynają planować nadrabianie zaległości – przed ostatnim weekendem ogłoszono terminy przełożonych irlandzkich derby z udziałem Ulsteru (z Connachtem 4 lutego i z Leinsterem 12 marca). Atrakcyjność pojedynków na pewno spadnie – to weekendy Pucharu Sześciu Narodów, a zatem w drużynach zabraknie reprezentantów Irlandii.

W trzeciej kolejce japońskiej Japan Rugby League One znów spotkania odwołane z powodu covidu – w poprzednich kolejkach odwoływano po dwa mecze, a odbywały się po cztery, a tym razem proporcje się odwróciły. Wciąż mamy drużynę, która w tym sezonie ani razu nie wybiegła na boisko (Shizuoka Blue Revs), a tylko dwie zdołały zagrać wszystkie trzy mecze (Kobelco Steelers i Wild Knights). Pierwsze zwycięstwo w sezonie odnieśli Kobelco Steelers, którzy pokonali Kubota Spears 27:22 (pierwsze przyłożenie w meczu zdobył grający dla ekipy z Kobe reprezentant Korei Południowej, Jang Seok-hwan), a Wild Knights pokonali Canon Eagles (dla gości z Yokohamy to pierwsza przegrana w sezonie; w tym meczu punktował m.in. Walijczyk Hadleigh Parkes). Na drugim poziomie ligowym błysnął Quade Cooper: https://twitter.com/i/status/1484818908406333440.

We francuskiej lidze Pro D2 rozgrywki toczyły się pod znakiem tragicznej śmierci 29-gracza Rouen-Normandie, Jordana Michalleta. Wypadł z czwartego piętra. Jego drużyna uległa Carcassone 3:24 i jest przedostatnia w ligowej tabeli. Zwycięstwa odniosły czołowe drużyny: wicelider z Mont-de-Marsan pokonał najsłabszą drużynę ligi, Narbonnę, 33:6, a lider z Oyonnax ograł czwarte przed tym weekendem Nevers 19:8 (dziesiąte zwycięstwo z rzędu). Z drużyn czołówki poza Nevers nieoczekiwaną porażkę poniosła Bajonna, która przegrała z Grenoble 35:37 (przegrywała nawet 18 punktami, ale w drugiej połowie odrabiała straty i na minutę przed końcem wyszła na jednopunktowe prowadzenie – jednak Grenoble odpowiedziało karnym i ostatecznie wygrało).

W angielskiej Championship solidarne zwycięstwa czołowych drużyn – z wyjątkiem liderujących przed tą kolejką Doncaster Knights, którzy w ten weekend pauzowali (w lidze mamy nieparzystą liczbę drużyn). Ich miejsce na czele tabeli zajęli Ealing Trailfinders (47:5 z Coventry), wygrały też ekipy Cornish Pirates (52:17 z Nottingham) i Jersey Reds (17:12 z Ampthill, ale tu o zwycięstwie zadecydowało przyłożenie z niemal ostatniej akcji).

W poprzednim tygodniu skład na Puchar Sześciu Narodów ogłosili Włosi, natomiast w ostatnim – pięciu pozostałych selekcjonerów:

  • W kadrze Walii, zwycięzców sprzed roku, brakuje wielu kontuzjowanych graczy (wśród nich kapitana drużyny Aluna Wyna Jonesa, Taulupe Faletau, Justina Tipurica czy George’a Northa). Rolę kapitana ma przejąć najbardziej doświadczony z pozostałych graczy, Dan Biggar. W 36-osobowej kadrze Wayne Pivac znalazł miejsce dla zaledwie trzech debiutantów, w tym błyszczącego w ostatnich meczach Cardiff trzecioliniowca Jamesa Rattiego.
  • Fabien Galthié powołał do kadry Francji na turniej aż 42 graczy. Tu także brakuje etatowego kapitana, kontuzjowanego Charlesa Ollivona, a jego miejsce miał zająć najlepszy zawodnik ubiegłego roku na świecie Antoine Dupont. Nie ma na liście też Matthieu Jaliberta, ale Francuzi liczą na to, że upora się z urazem na tyle szybko, aby dołączyć do kolegów. W kadrze znalazło się siedmiu potencjalnych debiutantów. Kłopotem jest jednak covid w zespole Tuluzy, skąd pochodzi największa grupa kadrowiczów – aż dziesięciu. Wśród zarażonych są Dupont, który właśnie miał wrócić do gry po tajemniczej kontuzji, oraz Ntamack. W efekcie aż dziewięciu powołanych graczy nie zacznie zgrupowania (siedmiu z powodu covidu, kolejnych dwóch z powodu kontuzji – m.in. Cameron Woki) i Galthié powołał kolejnych 9 zawodników (w tym Louisa Carbonela i wyróżniającego się w drugoligowym Stade Montois łącznika młyna Léo Coly’ego);
  • Najmniej „nowych” jest w ekipie Irlandii – Andy Farrell powołał 35 zawodników już sprawdzonych i tylko dwóch graczy bez występów reprezentacyjnych na koncie. Jest wśród nich kolejny gracz z antypodów, świetny skrzydłowy, który w tym sezonie zaczął grać w Irlandii, Mack Hansen z Connachtu. Na pozycję łącznika ataku mamy tym razem mniej kontrowersyjny zestaw niż przed rokiem: kapitan drużyny Sexton (który niedawno wrócił do gry), Carbery (ostatnio zmagający się z kontuzją) i Carty. Kibice cieszą się z obecności Tadhga Furlonga – jego uraz sprzed tygodnia nie okazał się groźny. Nie ma za to Simona Zebo i Jamesa Lowe’a.
  • Gregor Townsend powołał do kadry Szkocji 39 graczy, w tym pięciu potencjalnych nowicjuszy – wśród nich dwóch graczy London Irish, Bena White’a i Kyle’a Rowe’a. Jest też Cameron Redpath, który zadebiutował w zwycięskim meczu z Anglią przed rokiem, ale jesienne mecze międzynarodowe musiał odpuścić z powodu kontuzji. Brakuje Adama Hastingsa.
  • Eddie Jones powołując 36 graczy do reprezentacji Anglii poszedł swoim śladem z ubiegłorocznych testów jesiennych. Pominął braci Vunipola i George’a Forda (wybranego właśnie najlepszym graczem Premiership w grudniu), a postawił na wielu młodych zawodników z Marcusem Smithem na czele. Kapitanem pozostał mający wrócić po kontuzji Owen Farrell, a Ben Youngs ma szansę pobić podczas turnieju rekord w liczbie występów w reprezentacji Anglii. Kolejnych debiutantów jest w kadrze sześciu, w tym świetny ostatnio w Wasps Alfie Barbeary. Parę dni po ogłoszeniu składu pojawiła się wiadomość o nowej kontuzji kostki Owena Farrella odniesionej na klubowym treningu – nie wiadomo jeszcze jak poważnej, ale Telegraph donosi, że może wykluczyć kapitana z turnieju. Dzięki temu swoją szansę dostał powołany awaryjnie Ford.

Warto zwrócić uwagę na jeden debiut wśród sędziów: pierwszy raz mecz Pucharu Sześciu Narodów będzie prowadzony przez arbitra z kraju spoza rugbowej czołówki – w spotkaniu Irlandii z Włochami będzie sędziował Gruzin Nika Amaszukeli.

Problem mają zawodnicy niezaszczepieni: nie będą mogli grać w spotkaniach zaplanowanych we Francji i Włoszech. To jednak zapewne odosobnione przypadki.

Posypała się nieco ścieżka kwalifikacyjna do Pucharu Świata kobiet zaplanowanego jesienią tego roku. To obsadzenia pozostało jeszcze jedno miejsce, które miało być stawką zaplanowanego na luty turnieju barażowego z udziałem czterech drużyn. Wcześniej starcie o miejsce w tym turnieju miały rozegrać dwie drużyny azjatyckie, Kazachstan i Hongkong. Dwie drużyny jednak zmuszone były do wycofania się z rywalizacji, z uwagi na obostrzenia covidowe. Nie zagra Hongkong, w związku z czym Kazachstan uzyskał automatyczny awans do barażu, a z drużyn już zakwalifikowanych wycofała się Samoa. Mamy zatem w grze trzy ekipy: Kazachstan zagra z Kolumbią w pierwszym meczu, a jego zwycięzca zmierzy się w walce o awans ze Szkocją. Oba spotkania w drugiej połowie lutego w Dubaju.

Także azjatyckie kwalifikacje do Pucharu Świata 2023 toczą się z problemami. A właściwie się nie toczą. Ponoć nową planowaną datą rozegrania Asia Rugby Championship jest maj.

Rugby Europe ogłosiło kalendarz tegorocznego Women’s Rugby Europe Championship. Nieskomplikowany – podobnie jak w poprzednim sezonie trzy drużyny i trzy mecze. Holandia, Hiszpania i Rosja będą mierzyć się w lutym i marcu.

Niedawno wspominałem o postulacie, jaki pojawił się w Południowej Afryce – aby do kadry tego kraju powoływać graczy tylko z drużyn krajowych. I Jacques Nienaber podobno ten pomysł zrealizuje w praktyce – w ten sposób ma być zebrany skład na zaplanowany jesienią mecz z Anglią. Powód jest jednak prozaiczny: mecz jest poza okienkiem międzynarodowym i nie ma co liczyć na zwolnienie swych reprezentantów grających poza granicami kraju.

Pierwszy raz w historii Premiership kibice w Anglii będą mogli zobaczyć mecz finałowy w naziemnej, bezpłatnej telewizji: prawa do pokazania pięciu spotkań w sezonie (w tym właśnie finału) pozyskała stacja ITV.

Kapitanem debiutującej w Super Rugby drużyny Fijian Drua będzie wielokrotny reprezentant Fidżi, były kapitan jego siódemkowej reprezentacji, Nemani Nagusa. Drużyna bazować będzie w Lennox Head (na wybrzeżu Nowej Południowej Walii, tuż przy granicy z Queenslandem), ale myśli o tym, aby jakieś spotkanie rozegrać na Fidżi (o ile sytuacja pandemiczna pozwoli).

Nowojorska drużyna z MLR zmieniła nazwę – porzuciła człon United i odtąd będzie to Rugby New York.

Ciąg dalszy skandalu we Francji: oskarżeni o prezes federacji Bernard Laporte i właściciel Montpellier Mohed Altrad będą sądzeni za machlojki finansowe. Termin procesu wyznaczono na wrzesień (a więc na rok przed Pucharem Świata we Francji, którego pierwszy jest jednym z głównych organizatorów, a drugi jednym z głównych sponsorów).

Z wieści transferowych:

  • były kapitan siódemkowej reprezentacji Anglii, Tom Mitchell, będzie kolejną gwiazdą w MLR – podpisał dwuletni kontrakt z mistrzami tej ligi, LA Giltinis;
  • reprezentant Fidżi, Albert Tuisue, po sezonie przeniesie się z London Irish do Gloucester;
  • wiele wskazuje na to, że Munster opuści świetny południowoafrykański gracz, Damian de Allende;
  • legenda walijskiego rugby, niemal stukrotny reprezentant kraju, 36-letni Jamie Roberts, podobno nosi się z zamiarem opuszczenia Dragons i zagra w tym sezonie Super Rugby Pacific dla Waratahs;
  • zarabiający ponoć pół miliona funtów rocznie fidżyjski wiązacz Bristol Bears Nathan Hughes (z 20 występami w reprezentacji Anglii na koncie, ale w ostatnich latach zmagający się z kontuzjami) trafił na wypożyczenie do drugoligowego Hartpury. Ponoć interesują się nim inne kluby Premiership;
  • nowym trenerem włoskiej ekipy z URC, Zebre, został Argentyńczyk Emiliano Bergamaschi. Ostatnio był trenerem Cobras, brazylijskiej franczyzy w lidze SLAR;
  • odejście na emeryturę ogłosił młynarz Dragons, były reprezentant Walii oraz British & Irish Lions, Richard Hibbard.

Polacy za granicą

Wieści o naszych reprezentantach z lig zagranicznych – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • National League 2 North: Ross Cooke grał cały mecz dla Tynedale, które przegrało na wyjeździe z Luctonians 14:32 i spadło kolejne dwa miejsca w dół tabeli – jest dwunaste w stawce szesnastu drużyn;
  • Midlands Premier: Grzegorz Szczepański także w pełnym wymiarze wrócił do drużyny Bridgnorth, która na wyjeździe pokonała Burton 27:26. Z kolei Ed Krawiecki wyszedł w pierwszym składzie Bromsgrove i pomógł w zwycięstwie 28:15 nad Broadstreet (zdobył jedno z przyłożeń swojej drużyny). Bridgnorth pozostało na fotelu lidera, a Bromsgrove na czwartym miejscu;
  • North Premier: Sam Stelmaszek tym razem zaczął na ławce mecz Macclesfield przeciwko Preston Grasshoppers, przegrany 13:26. Jego ekipa zajmuje piąte miejsce w tabeli;
  • South West Premier: Eryk Łuczka wyszedł w pierwszym składzie Hornets z wygranym 34:21 meczu z Old Centralians. Jego drużyna zajmuje trzecie miejsce w tabeli, tracąc pięć punktów do lidera, ale ma jedno spotkanie rozegrane mniej od głównych konkurentów w walce o zwycięstwo.

Francja:

  • Elite 1: mecz Stade Rennais Katarzyny Paszczyk ze Stade Toulousain został odwołany z przyczyn covidowych;
  • Fédérale 1, grupa 1: podobny los spotkał Bassin d’Arcachon Mateusza Bartoszka, które miało grać z Limoges. Mecz przełożono na 20 marca, a RCBA pozostaje szóste w tabeli (i ma dwa mecze rozegrane mniej od poprzedzających je drużyn, choć do lidera traci już aż 19 punktów);
  • Fédérale 1, grupa 2: Kamil Bobryk wyszedł w podstawowym składzie Vienne na mecz z jedną ze słabszych drużyn ligi, Berre L’Etang – grał 54 minuty, a Vienne po zaciętym spotkaniu przegrało na wyjeździe 21:24 mimo przyłożeń w pierwszych minutach obu połów. Także Aleksander Nowicki od pierwszej minuty zaczął mecz Hyères-Carqueiranne z Issoire, dla odmiany wygrany 29:24. Polak grał 60 minut. RCHCC umocniło się na prowadzeniu w tabeli, natomiast Vienne utrzymało się na drugim miejscu (do ekipy Nowickiego traci już 19 punktów);
  • Fédérale 1, grupa 3: Quentin Cieśliński zagrał 49 minut w meczu Lavaur z TOEC TOAC, wygranym 19:18. Jego drużyna pozostała jednak na jedenastym (przedostatnim) miejscu;
  • Fédérale 2, grupa 2: Jędrzej Nowicki pojawił się na boisku po przerwie w meczu Pontarlier przeciwko Grand Dole – jego drużyna wygrała 29:17 i awansowała na szóste miejsce w tabeli, przeskakując swoich rywali z tego weekendu;
  • Fédérale 2, grupa 6: mecz Lourdes Tomasza Hebdy z zespołem Batma został przełożony na kwiecień – po świętach drużyna Polaka nie może wrócić do gry.

Szkocja: Dan Tomanek zdaje się opuścił krakowską Juvenię i zobaczyliśmy go w barwach Stirling County (mecz z Heriot’s zaczął na ławce rezerwowych).

Zapowiedzi

Była Malaga, będzie Sewilla – kolejny hiszpański turniej w cyklu World Rugby Sevens Series i drugi w historii z udziałem kobiecej reprezentacji Polski.

W Europie wracają najlepsze ligi (ostatni weekend przed Pucharem Sześciu Narodów). W Anglii pierwsza kolejka rundy rewanżowej i m.in. mecz Wasps z Saracens. W szesnastej kolejce francuskiej Top 14 Tuluza gra z Racingiem 92, a Bordeaux z Castres. Wraca też URC (teoretycznie kolejka jedenasta) z meczami m.in. Connachtu z Glasgow Warriors i Cardiff z Leinsterem. Odbędą się tez mecze Currie Cup i Japan Rugby League One.

1 komentarz do “Historia pisana w Maladze”

Dodaj komentarz