Za nami trzecia kolejka europejskich pucharów, a w niej kolejny imponujący występ Cardiff i kolejna porażka – wysiłki Walijczyków zniweczył świetny w piątkowy wieczór Marcus Smith. Poza tym rugbowy świat zaczyna powoli szykować się na Puchar Sześciu Narodów, w Południowej Afryce ruszył Currie Cup, a covid zaczyna nadpsuwać wielki moment dla polskiego rugby – z turnieju WRSS w Maladze, gdzie zadebiutują nasze reprezentantki, wycofały się Nowa Zelandia i Fidżi.
Heineken Champions Cup
Przed rozegraniem trzeciej kolejki europejskich pucharów władze EPCR podjęły decyzję co do odwołanych meczów drugiej kolejki, które pierwotnie miały zostać przełożone na inny termin. Ostatecznie całkowicie je anulowano i zweryfikowano jako remisy 0:0. Nie zmieniono natomiast decyzji co do innych odwołanych spotkań, wcześniej uznanych za walkowery. To niestety budzi pewien niesmak, a szczególnie oburzeni są w Leinsterze, wobec którego orzeczono walkower, mimo że mieli drużynę gotową do gry (i nie chodzi o to, że Leinster nie awansuje, raczej o zapewnienie sobie najbardziej domowych meczów w fazie play-off). Cóż, 1/3 spotkań z pierwszych dwóch kolejek została rozstrzygnięta przy zielonym stoliku, a to zdrowe nie jest. W ten weekend rozegrano jednak komplet zaplanowanych meczów.
Nie obyło się bez kłopotów. Przez kilka dni w ubiegłym tygodniu brytyjskie drużyny nie wiedziały czy jechać do Francji – nie było jasne, czy zawodników brytyjskich drużyn przybywających do Francji nie będzie czekać dwudniowa kwarantanna (a w przypadku pozytywnego testu – przedłużona dla danej osoby o 10 dni). M.in. Bath stanowczo stwierdziło, że przy takich obostrzeniach nie pojedzie. Na szczęście udało się ich uniknąć.
Na początek weekendu mieliśmy starcie pomiędzy Cardiff i Harlequins. Poprzedni mecz tych drużyn zapadł w pamięć głównie dzięki nieoczekiwanie dobrej postawie głębokiego zaplecza Walijczyków. Tym razem skład gospodarzy był dużo mocniejszy, emocji co niemiara, a Quins jak to ostatnio często im się zdarza wydarli na koniec meczu zwycięstwo z rąk przeciwników i znów w głównej roli wystąpił Marcus Smith. Zaczęło się od jego fantastycznego przekopu prosto w ręce Louisa Lynagha i prowadzenia londyńczyków 7:0. Jednak kolejne punkty zdobywali Walijczycy i po kwadransie prowadzili 14:7, a mogli wyżej, gdyby Jarrod Evans nie spudłował stosunkowo łatwego karnego. Ostatnie słowo w pierwszej połowie należało jednak do gości, którzy na dłużej zadomowili się pod polem punktowym rywali, a długi okres naporu zakończył kolejny przekop Smitha, tym razem zebrany przez Tyrone’a Greena i do przerwy Cardiff prowadził już tylko 14:12. Zaraz po przerwie znów przekop Smitha, przyłożenie Joe’go Marchanta, ale tym razem do akcji wkroczyło TMO i zmiany wyniku nie było. Quins grali w przewadze i tę przewagę wykorzystali wychodząc na prowadzenie 19:14. Chwilę potem jednak Walijczycy byli już w komplecie, a na ławkę kar powędrował Alex Dombrandt. I w ciągu pięciu minut osłabienie kosztowało londyńczyków aż trzy przyłożenia (ostatnie z nich po świetnej, szybkiej akcji drużyny zdobył Corey Domachowski), a gospodarze wyszli na prowadzenie 33:19. Na 7 minut przed końcem było 33:26, goście naciskali, a gospodarze zostali na boisku w czternastkę. I znów błysnął Smith: po jednym z młynów na 5 m sam pięknie przedarł się na pole punktowe, do czego dorzucił podwyższenie. Był remis, upłynęło 80 minut, ale obie drużyny grały o zwycięstwo. I to zapewnił z karnego londyńczykom bohater tego meczu. Szkoda nieco gospodarzy, szkoda też, że takie widowisko musiało odbyć się przy pustych trybunach.
Piękne osiągnięcie zanotowali Wasps. Tydzień temu pokonali w lidze niezwyciężonych dotąd Leicester Tigers, natomiast w ten weekend odprawili z kwitkiem najlepszą drużynę Francji i Europy – Tuluzę. I to mimo plagi kontuzji oraz gry przez większość meczu w czternastkę po czerwonej kartce Jacoba Umagi. Tuluza, grająca już któryś raz z rzędu bez kontuzjowanego Antoine’a Duponta, zdobyła przyłożenie na samym początku meczu. Później jednak to Wasps mieli przewagę i wyszli na prowadzenie 14:7. Zanosiło się na dalszy ich napór, ale po czerwonej kartce Umagi został on wstrzymany. Do przerwy Tuluza zmniejszyła stratę do 4 punktów. Po przerwie Wasps utrzymywali się na prowadzeniu (paradoksalnie, Tuluza ponownie zmniejszyła straty, tym razem do 5 punktów, w okresie, gdy sama grała w czternastkę). Skończyło się zwycięstwem „Os” 30:22.
Prawdziwą huśtawkę emocji zafundowali swoim kibicom rugbyści Connachtu i Leicester Tigers. Irlandzka drużyna już w grudniowym starciu z tym rywalem świetnie się zaprezentowała mimo porażki, a tym razem, na swoim boisku, była naprawdę o włos zwycięstwa. Tigers świetnie zaczęli spotkanie: po 10 minutach mieli na koncie dwa przyłożenia i wygrywali 10:0 (Freddie Burns spudłował oba podwyższenia). Jednak gospodarze otrząsnęli się i zaczęli grać świetne rugby, na dodatek skuteczne: do przerwy prowadzili 14:10, a po 10 minutach po przerwie (które Tigers spędzili w osłabieniu) mieli już przewagę 28:10. I tę przewagę wypuścili z rąk. Jeszcze na 10 minut przed końcem na tablicy wyników było 28:17, ale w pozostałym czasie stracili dwa przyłożenia, z czego drugie w dramatycznych okolicznościach w ostatniej akcji meczu. I ponieśli bardzo bolesną, jednopunktową zaledwie porażkę 28:29. Kłopoty może mieć Bundee Aki, który po końcowym gwizdku dał się ponieść emocjom i oskarżał francuskiego sędziego Mathieu Raynala o popełnienie błędu przy uznaniu ostatniego przyłożenia.
W meczu Exeter Chiefs z Glasgow Warriors wyrównany pojedynek mieliśmy przez 50 minut. Do przerwy gospodarze prowadzili 14:10 po przyłożeniach Toma O’Flaherty’ego i Sama Simmondsa, zaraz po przerwie to Szkoci wyszli na prowadzenie 17:14. Ale to był koniec ich dokonań. Gracze z Exeter zaczęli raz po raz przełamywać obronę gości i przez ostanie pół godziny zdobyli pięć przyłożeń, nie tracąc ani jednego punktu. Obaj przykładający z pierwszej połowy powiększyli swój dorobek w tym okresie: Simmonds dorzucił jedno, a O’Flaherty dwa, kompletując hat-tricka i zapewniając sobie tytuł najlepszego gracza meczu. Ostatecznie Chiefs wygrali aż 52:17, z nawiązką rewanżując się za grudniową porażkę.
Ciekawie zapowiadał się mecz Leinsteru z Montpellier, ale niestety to było jednostronne widowisko. Co prawda dla Leinsteru był to pierwszy mecz od ponad miesiąca, ale Montpellier przyjechało do Dublina także po przerwie w grze i w składzie bardzo dalekim od najmocniejszego – jak po meczu powiedział dyrektor rugby francuskiego klubu Philippe Saint-André, pod koniec w niektórych formacjach był to pojedynek mężczyzn z chłopcami (w ekipie gości mieliśmy przynajmniej kilku graczy z akademii, kilku graczy zagrało prosto po wyjściu z izolacji). Francuzi jeszcze tydzień temu nie byli w stanie zestawić pierwszej linii. W efekcie Irlandczycy po prostu zmiażdżyli rywali, aplikując im 13 przyłożeń i wygrywając 89:7 (to jeden z najwyższych wyników w historii Pucharu Heinekena i Champions Cup). Leinster rozgrywał swoje akcje podręcznikowo, punktując gości i na niewiele pozwalając im na boisku – wielce wymowna jest statystyka przełamań, w której Leinster wygrał 20:1. Po przerwie wrócił do gry Jonathan Sexton, który zagrał ostatnie pół godziny, natomiast bardzo niepokojące dla Irlandii i Leinsteru było zejście z boiska z kontuzją po paru minutach gry Tadhga Furlonga.
Poza tym Castres przegrało z Munsterem 13:16 (zwycięstwo zapewnił Irlandczykom przyłożeniem w samej końcówce Gavin Coombes), Ospreys uległo Racingowi 92 10:25 (kiepski weekend walijskich drużyn, bo wszystkie cztery przegrały swoje pucharowe mecze, a spośród nich tylko Cardiff nawiązało walkę z rywalami), La Rochelle pokonało Bath 39:21 (a było w tym meczu już nawet 39:0), Bristol Bears wygrali ze Stade Français 28:17 (to był pierwszy rozegrany mecz Bristolczyków w tym sezonie Champions Cup – oba ich poprzednie spotkania odwołano, przy czym jedno zweryfikowano jako walkower na ich korzyść, a jedno jako remis), Northampton Saints przegrali z Ulsterem 20:24 (wbrew niewielkiej różnicy punktowej, było to dość pewne zwycięstwo Irlandczyków), liderujące w Top 14 Bordeaux odprawiło z kwitkiem Scarlets, pewnie wygrywając 45:10 (hat-trick przyłożeń zanotował zaledwie 18-letni obrońca Louis Bielle-Biarrey, który pierwszy raz wystąpił w europejskich pucharach; ozdobą meczu było akcja gospodarzy zakończona przyłożeniem Camerona Wokiego: https://twitter.com/i/status/1482754325525020672), a na koniec weekendu Clermont pokonało Sale Sharks 25:19 (do przerwy drużyny miały po trzy przyłożenia i remis 19:19, a spotkanie rozstrzygnęli Francuzi na swoją korzyść dwoma karnymi Morgana Parry w ostatnim kwadransie – choć Anglicy kilkakrotnie byli tuż pod polem punktowym rywali w drugiej połowie).
Przed ostatnią kolejką grupową mamy w stawce pięć drużyn z kompletem trzech zwycięstw, z czego cztery odniosły je na boisku (Racingowi 92 w jednym przypadku pomógł walkower): Harlequins, Munster, Ulster i Leicester Tigers. Po trzy porażki na koncie mają trzy ekipy (Northampton Saints, a także Ospreys, którzy zaliczyli jeden walkower, i Cardiff, któremu jednak żadna z tych porażek wstydu nie przyniosła). A w 1/8 finału mamy zajętą już ponad połowę miejsc.
European Rugby Challenge Cup
W najciekawszym meczu trzeciej kolejki Challenge Cup zmierzyły się mające ostatnio niezłe okresy London Irish i Edynburg. Szkoci w pierwszej połowie wychodzili dwukrotnie na prowadzenie i schodzili na przerwę mając 10 punktów przewagi. Zaraz po przerwie co prawda stracili przyłożenie, jednak nadal wygrywali. Pod koniec meczu wciąż mieli sześć punktów przewagi, ale w jednej z ostatnich akcji Irish zdołali zdobyć przyłożenie tuż obok słupów, podwyższenie było formalnością i ostatecznie do londyńczycy wygrali 21:20. Choć szkockie ekipy świetnie sobie ostatnio radzą w URC, w ten weekend obie przegrały swoje spotkania.
Poza tym w wewnątrzfrancuskim starciu Brive pokonało Pau 33:25 (prowadziło do przerwy 23:6, w drugiej połowie Pau odrabiało straty, ale trzy żółte kartki w meczu to było zbyt wiele), Biarritz przegrało z Newcastle Falcons 13:17 (Anglicy prowadzili większość meczu, ale ostatecznie musieli wydrzeć zwycięstwo rywalom dzięki przyłożeniu zdobytemu w ostatniej akcji meczu, potwierdzonemu po długiej analizie TMO), Benetton pokonał Dragons 23:9 (choć do przerwy przegrywał 8:9), Worcester Warriors przegrali z Tulonem 23:34 (mimo, że Francuzi mieli prawo być odrobinę zardzewiali po odwoływanych meczach w Top 14), a Perpignan przegrało z Lyonem 6:37 (znów błysnął młodziutki Gruzin David Niniaszwili – przyłożenie, asysta, 120 zdobytych metrów i tytuł najlepszego zawodnika meczu).
Z kraju
Trener Urbanowicz wybrał czternastkę zawodniczek, z którą pojedzie do Hiszpanii na dwa turnieje WRSS. Trzon kadry na tę fantastyczną okazję stanowią jak zwykle rugbystki Biało-Zielonych Ladies Gdańsk, uzupełnione przez trzy dziewczyny z Legii Warszawa. Dwie z kadrowiczek są jeszcze nastolatkami i ich obecność w kadrze najbardziej chyba cieszy (Julia Druzgała i Marta Morus). To będzie bezcenne doświadczenie, oby zaowocowało w przyszłości.
Niestety, z rywalizacji w Maladze wycofały się reprezentacje (zarówno kobiece, jak i męskie) Nowej Zelandii i Fidżi. Nowozelandczycy z powodu konieczności odbycia kwarantanny po powrocie do kraju, Fidżyjczycy z powodu zachorowań w ekipie (tu deklarują, że zrobią wszystko, aby spóźnić się tylko o tydzień i przyjechać do Sewilli). To wielka strata dla cyklu, w końcu to znakomite drużyny. Po wycofaniu się Nowej Zelandii organizatorzy zaprosili do Hiszpanii męską drużynę Niemiec i kobiecą Belgii, co spowodowało zmiany w rozstawieniu grup w Maladze. Nasze kadrowiczki zostały w grupie z Australią, Hiszpanią i Irlandią zastąpione przez Belgijki, a same zostały przesunięte do niewątpliwie trudniejszej grupy z Fidżi, Stanami Zjednoczonymi i Kanadą (w pierwotnym rozstawieniu jedyną nieosiągalną ekipą była Australia, tu natomiast były trzy ekipy ze światowego topu, choć akurat dla Kanady ten sezon nie jest dotąd zbyt udany). Fidżi odpadło i póki co nie wiadomo, jak sobie poradzą z tym organizatorzy i czy za chwilę znów nie będzie zmieniać się skład grup.
To startu turnieju w Maladze pozostało jeszcze parę dni i sporo może się wydarzyć. Być może jeszcze ktoś ze stawki się wykruszy (oby nie, bo przecież chcielibyśmy dla naszej reprezentacji WRSS z prawdziwego zdarzenia, a nie namiastki). A najważniejsze, żeby tylko zaraza ominęła nasze dziewczyny.
Trener Chris Hitt zaprosił 34 zawodników na treningowe zgrupowanie męskiej kadry piętnastek do Gdańska. Jak jednak doniósł Maciej Słomiński dziś rano, zgrupowanie jednak odwołano, a PZR umawia się na sparing z Czechami w Pradze na 19 lutego (oby ten plan się udał). W powołaniach warto zwrócić uwagę na uwzględnienie dwóch młodych braci Chainów ze Skry Warszawa, a także jedno nowe nazwisko z Wysp Brytyjskich – kolejnego młodego gracza, George’a Sweetmana.
Poza tym odbyło się kilkudniowe zgrupowanie męskiej kadry rugby 7 z udziałem 22 graczy, a na ostatni weekend planowane było krótkie spotkanie kadry kobiet U18 (tu nieco większe urozmaicenie co do klubów niż w kadrze seniorek, ale także Biało-Zielone dostarczają największą grupę).
W Ekstralidze wielu liczyło na zniesienie zakazu transferowego nałożonego na kilka klubów na cały ten sezon, a stanowiącego regulaminową karę za niewypełnienie wymagań w zakresie szkolenia młodzieży. Walne Zgromadzenie Delegatów pod koniec ubiegłego roku zobowiązało Zarząd PZR do zmiany tych przepisów i likwidacji tej sankcji (a co za tym idzie – amnestii dla ukaranych klubów). Wygląda na to, że póki co nic z tego: na stronie PZR pojawił się komunikat o postępowaniu administracyjnym wszczętym przez ministra sportu w sprawie prawidłowości zgromadzenia, w związku z czym Zarząd PZR postanowił wstrzymać wykonanie jego uchwał dotyczących właśnie systemu szkolenia młodzieży oraz zwołania Kongresu Polskiego Rugby. Brak informacji, dlaczego zgromadzenie jest kwestionowane. Najbardziej dotknięty tą decyzją jest Master Pharm Rugby Łódź – w łódzkiej prasie już pojawiają się wypowiedzi przedstawicieli klubu, którzy zastanawiają się, czy w tej sytuacji będą w stanie dokończyć sezon.
Ze świata
W Południowej Afryce rozpoczęły się rozgrywki Currie Cup – w trzech pierwszych meczach tegorocznej edycji mnóstwo punktów, średnio 62, a nigdzie nie było ich mniej niż 50. W piątek, w pierwszym spotkaniu Pumas ulegli Bulls 19:33. W sobotę Cheetahs dzięki świetnej pierwszej połowie pokonali Griquas 30:20 (dobry mecz Ruana Pienaara), a Western Province pokonało Lions 48:36 (aż 12 przyłożeń, prowadzenie kapsztadczyków od drugiej minuty meczu i hat-trick ich nowego zawodnika Angelo Davidsa).
W zimbabwijskiej prasie pojawiły się informacje, że na drugim poziomie Currie Cup w tym roku wystąpią drużyny zagraniczne: nie tylko zapowiadana wcześniej ekipa gruzińska (Black Lion?), ale także składy z Zimbabwe, Kenii, a być może również i wrócą do tych rozgrywek rugbyści z Namibii.
W drugiej kolejce Japan Rugby League One kolejne odwołane spotkania – tym razem Black Rams z Blue Revs i Wild Knights z Green Rockets (Blue Revs i Wild Knights w tym sezonie jeszcze nie pojawili się na boisku). Poza tym w ten weekend: Shining Arcs przegrali z Kubota Spears 9:19 (Spears tydzień temu nie grali), Canon Eagles pokonali Kobelco Steelers 55:21 (druga wyraźna wygrana teamu z Yokohamy, hat-trick reprezentacyjnego środkowego Yusuke Kajimury), Red Hurricanes ulegli Toshiba Brave Lupus 16:35, a na koniec Suntory Sungoliath pokonał Toyota Verblitz 50:8 (znów świetna postawa Seana McMahona i Damiana McKenziego – pierwszy z nich zdobył dwa przyłożenia, ma więc ich w dwóch meczach aż pięć na koncie, a drugi zaliczył 20 punktów, w tym przyłożenie; w ekipie gości smutny debiut miał Pieter-Steph du Toit).
We francuskiej drugiej lidze, Pro D2, chyba najciekawszy wynik to zwycięstwo Nevers (bez Charlata w składzie) nad liderami tabeli z Mont-de-Marsan aż 27:6. Potknięcie dotychczasowych liderów wykorzystało Oyonnax, które awansowało na pierwsze miejsce po zwycięstwie 32:13 z Carcassone. Wygrała też trzecia drużyna tabeli, Bajonna. Jeden mecz (o dziwo, dopiero pierwszy w tej lidze) przełożono z powodów covidowych: przymusową pauzę Montauban (ich rywale, Beziers, z powodu zakażeń nie mieli sześciu graczy do pierwszej linii) wykorzystało Nevers, które wskoczyło na czwarte miejsce.
W angielskiej drugiej lidze, Championship, po ponad miesiącu przerwy (brak rozgrywek w okresie świąt i przekładane z powodów epidemicznych spotkania) do gry wrócił faworyt rozgrywek, Ealing Trailfinders – pewnie pokonał Nottingham 34:21. W meczu na szczycie liderzy ligi, Doncaster Knights, pokonali na wyjeździe 35:19 Jersey Reds, którzy mimo to zachowali trzecie miejsce w tabeli. Dużo emocji w starciu dwóch drużyn ze środka stawki: Coventry pokonało Hartpury 34:33 dzięki karnemu w ostatniej minucie meczu.
Dobre wieści dla szkockich i walijskich kibiców przed Pucharem Sześciu Narodów: władze w obu krajach zapowiedziały zniesienie w drugiej połowie stycznia obostrzeń w liczbie kibiców na trybunach. To oznacza, że nie trzeba będzie szukać miejsca do gry w Anglii, a m.in. Szkoci będą mogli zapełnić Murrayfield na dwa niezwykle kasowe spotkania z Anglią i Francją.
Jako pierwsi turniejowy skład ogłosili Włosi. Wśród 33 zawodników jest sześciu potencjalnych debiutantów – wszyscy z Benettona, w tym łącznik ataku Leandro Marin, który kilkakrotnie błysnął w klubowych meczach. Na jego pozycji dużym zaskoczeniem jest brak bardzo doświadczonego Carlo Canny, a podstawowym graczem będzie utalentowany Paolo Garbisi. W kadrze brakuje też Luki Bigiego (po kontuzji) i Sergio Parissego, którego powrót do kadry zapowiadano, ale w ostatnich miesiącach niemal nie grał…
Afera w Anglii: były reprezentant Anglii (nazwiska nie podano) został zatrzymany jako podejrzany o gwałt na osiemnastolatce. Pierwszym podejrzanym mediów był niesforny Danny Cipriani (zwłaszcza, że jego żona odpowiada wiekiem opisowi kobiety oskarżonej o pomoc), ale publicznie odciął się od całej sprawy. Potem okazało się, że chodzi o któregoś z zawodników Sale Sharks, a klub natychmiast go zawiesił.
W Top 14 władze ligi zgodnie z oczekiwaniami zadecydowały o nadrabianiu covidowych zaległości w weekendy zajęte przez Puchar Sześciu Narodów. W dwa z nich od początku planowano rozegranie pełnych kolejek, natomiast konieczność nadrabiania przełożonych meczów zapełni kolejne trzy (we wszystkich tych terminach ma zagrać mający najwięcej braków Tulon).
Panel dyscyplinarny URC zajął się czerwoną kartką Simona Zebo, którą ten zobaczył na początku meczu Munsteru z Ulsterem przed tygodniem. I uznał, że szarża, która skutkowała wyrzuceniem go z boiska, nie była zagraniem faul. Że był tylko minimalny kontakt. Cóż, nieco dziwna decyzja, bo tam jednak kontakt był, a do tego trudno mówić o zamknięciu szarży… W efekcie kary żadnej nie ma, choć akurat w meczu z Castres Zebo nie pojawił się na boisku.
Szerokim echem odbiła się wypowiedź prezesa walijskich Dragons, Davida Buttressa, który opowiedział się za wprowadzeniem w URC limitu wynagrodzeń. Wskazał na dysproporcje panujące w lidze, a także na kłopoty własnej drużyny (plan wyjścia z długów covidowych jest rozpisany na 20 lat, więc skutki obecnego kryzysu będą się jeszcze długo za nim ciągnęły).
Wieści transferowe:
- w Northampton Saints po tym sezonie dojdzie do zmiany na stanowisku dyrektora sportowego: Chris Boyd postanowił wrócić do ojczystej Nowej Zelandii (choć nadal ma być zdalnym konsultantem w klubie), a jego miejsce zajmie główny trener Phil Dowson. Głównym trenerem zostanie jeden z obecnych asystentów, Ian Vass;
- w RUNY – nowojorskim zespole ligi MLR zagra w przyszłym sezonie reprezentant Samoa, skrzydłowy Ed Fidow (ostatnio grał dla Manawatu w NPC);
- plotki łączą łącznika ataku JJ Hanrahana z walijskimi Dragons – Irlandczyk niedawno odszedł z Munsteru do Clermont;
- jedna z gwiazd NRL, Nelson Asofa-Salomona, zamierza porzucić rugby league na rzecz rugby union – podobno w przyszłym sezonie zagra w lidze japońskiej;
- a na koniec niewesoła wiadomość: Edynburg traci środkowego George’a Taylora, który kończy karierę w wieku zaledwie 25 lat. Powodem są urazy głowy (były też przyczyn porzucenia rugby przez jego brata).
Polacy za granicą
Wieści o naszych reprezentantach z lig zagranicznych – jak zwykle sprzed tygodnia.
Anglia:
- National League 2 North: Ross Cooke grał cały mecz dla Tynedale, które zremisowało z Hull Ionians 18:18 – rywale odebrali Tynedale zwycięstwo w ostatniej akcji meczu. Jego drużyna zajmuje 10. miejsce w tabeli (spadek o oczko w dół);
- Midlands Premier: starcie dwóch „polskich” drużyn – świętujące 60-lecie istnienia Bridgnorth Grzegorza Szczepańskiego podejmowało Bromsgrove Eda Krawieckiego. Górą byli gospodarze, którzy uczcili jubileusz zwycięstwem 35:19 i dzięki temu pozostali na pierwszym miejscu w tabeli, podczas gdy Bromsgrove spadło z drugiego na czwarte. Z naszych reprezentantów na boisku znalazł się tylko Krawiecki;
- North Premier: Sam Stelmaszek zagrał w podstawowym składzie Macclesfield w wyjazdowym meczu z Otley, przegranym 9:11. Jego ekipa zajmuje piąte miejsce w tabeli.
Francja:
- Fédérale 1, grupa 1: Mateusz Bartoszek zagrał cały mecz dla Bassin d’Arcachon przeciwko Saint-Denis – wygrany 52:12. Tuż przed przerwą zobaczył żółtą kartkę. Jego drużyna awansowała z ósmego na szóste miejsce w ligowej tabeli;
- Fédérale 1, grupa 2: Kamil Bobryk tradycyjnie znalazł się w pierwszym składzie Vienne, a jego drużyna wygrała 10:6 z ostatnim w tabeli Châteaurenard; zachowała przy tym drugą lokatę. Nasz reprezentant grał do 70. minuty. Z kolei Aleksander Nowicki zaczął na ławce wyjazdowy mecz Hyères-Carqueiranne-La Crau ze Stade Métropolitain. Jego ekipa wygrała 20:19, wyrywając zwycięstwo karnym przyłożeniem w samej końcówce i jest zdecydowanym liderem grupy;
- Fédérale 1, grupa 3: Quentin Cieśliński wszedł w 73. minucie na boisko w wyjazdowym meczu Lavaur z Saint Sulpice sur Lèze, przegranym 15:21. Jego ekipa jest jedenasta (przedostatnia) w tabeli;
- Fédérale 2, grupa 2: Jędrzej Nowicki wyszedł w podstawowym składzie Pontarlier na mecz z jedną z czołowych drużyn ligi, Ris Oringis – jego ekipa przegrała na wyjeździe także 15:21 i jest siódma w tabeli;
- Fédérale 2, grupa 6: Tomasz Hebda miał zagrać w wyjątkowo ważnym dla Lourdes meczu z Coarraze Nay – jednak z powodów covidowych spotkanie odwołano.
Zapowiedzi
Najważniejsze wydarzenie dla nas w przyszłym tygodniu to powrót latającego cyrku World Rugby Sevens Series – turniej w Maladze będzie nas interesować wyjątkowo z uwagi na pierwszy w historii start w tym cyklu kobiecej reprezentacji Polski.
Poza tym czwarta kolejka fazy grupowej pucharów europejskich – w Champions Cup ostatnia i tu najciekawiej zapowiadają się mecze Leicester Tigers – Bordeaux (liderzy dwóch lig), Ulster – Clermont, Harlequins – Castres (Francuzi potrzebują zwycięstwa do awansu do 1/8 finału) i Glasgow Warriors – La Rochelle. W Challenge Cup derby Londynu, Saracens – London Irish, ciekawie też zapowiada się starcie Lyonu z Benettonem Treviso.
Poza tym mamy rugby w Południowej Afryce (w Currie Cup mecze już w środę, a w sobotę lokalne derby franczyz z URC) i Japonii.