Gra w rugby toczy się na świecie. Wróciła na całego Ekstraliga, grały czołowe ligi, na antypodach historyczne zwycięstwa odnosiły ekipy z Fidżi. Tymczasem na Ukrainie rosyjska inwazja zbiera krwawe żniwo, obejmujące także rugbystów – ukraińska federacja poinformowała, że 28 lutego zginął wraz z rodzicami wskutek ostrzelania samochodu młody gracz Darnicy Kijów, Mikita Bobrow.
Ekstraliga
Po ubiegłotygodniowej przygrywce w ten weekend kończyliśmy rundę jesienną polskiej Ekstraligi. Dwa derbowe spotkania, na Mazowszu i w Trójmieście, zapowiadały się wyjątkowo interesująco, gdyż rywalizowały w nich drużyny bezpośrednio walczące o prawo do gry o medale.
W Sochaczewie Orkan podejmował Up Fitness Skrę Warszawa. Niestety, zrządzeniem losu, kibice, którzy nie wybrali się na stadion, pierwszej połowy nie zobaczyli. Podobno nie mają czego specjalnie żałować, bo fajerwerków miało nie być, a jedyne punkty padały z karnych. Orkan przeważał i schodził na przerwę z prowadzeniem 9:0 po trzech kopach Pietera Steenkampa (który zresztą nie wykorzystał wszystkich takich okazji). W drugiej połowie Skra mocniej zaatakowała, ale choć miała przewagę, nie potrafiła sobie stworzyć szans. Minęło ponad 20 minut, gdy wreszcie zobaczyliśmy składną akcję ataku Skry: świetnie zaczął Martin Mangongo, potem był Violeti Kolo (powrót po półrocznej przerwie), a sprawę skończył Vaha Halaifonua (po drodze było niezauważone przez sędziego podanie do przodu). Warszawiacy za ciosem jednak nie poszli, przeciwnie – to Orkan zdobył przyłożenie po sprytnym podkopnięciu Steenkampa piłki w pole punktowe (wyścig do niej wygrał Danco Burger). Sochaczewianie jeszcze raz pięknie zaatakowali, ale tym razem przyłożenie nie zostało uznane, a sędzia wrócił do wcześniejszego przodu. Orkan wygrał 16:7 – zasłużenie, choć nie najpiękniej.
Derby Trójmiasta były jeszcze bardziej na styku i znacznie bardziej efektowne – tu padło 7 przyłożeń. Grający ponownie bez Zeszutka i Piotrowicza obrońcy tytułu (już drugi raz tej wiosny występujący na swoim boisku) zapunktowali jako pierwsi po maulu autowym w 15. minucie meczu, a chwilę później było już 10:0 (Piotrowicza w kopach zastępował Jakub Możejko, który jeszcze jesienią grał dla Lechii). Gdańszczanie odrobili większość strat, ale sopocianie zdobyli kolejne przyłożenie i do przerwy prowadzili 15:10. Gra była miła dla oka, obie drużyny na przemian atakowały, sporo czasu spędzały pod polem punktowym rywali, zawodzili jedynie odrobinę (podobnie zresztą jak w Sochaczewie) kopiący z karnych. Druga połowa zaczęła się od okresu naporu Lechii, który dał jej prowadzenie 17:15. Na pierwszą groźniejszą akcję Ogniwa czekaliśmy kilkanaście minut, ale jej efektem był kolejny skuteczny maul autowy. Chwilę potem jednak Lechia znów prowadziła. Do końca spotkania było 20 minut i gospodarze walczyli o zwycięstwo. W ostatnich minutach bardzo napierali na gości i wreszcie, gdy na telewizyjnym zegarze mieliśmy 81. minutę, zdobyli przyłożenie na wagę zwycięstwa – wygrali 27:24 – i punktu bonusowego. Lechia w ostatniej akcji miała szansę na remis, ale nie zdecydowała się na kop na słupy z karnego w dogodnym miejscu, ale grała o pełną pulę i choć kończyła z przewagą jednego zawodnika (żółta kartka Stanisława Niedźwieckiego), Ogniwo przetrwało ciężkie chwile bez szwanku.
Przedostatnia w tabeli Posnania przez moment postraszyła liderów z Lublina. Co prawda pierwsze przyłożenie w meczu zdobyli Edach Budowlani Lublin (ładne przełamanie nowego gracza, Gerhardusa Pretoriusa, a potem kolejne już nad linią bramkową wracającego po przerwie Robizona Kelberaszwiliego) i po 20 minutach prowadzili 13:0, ale po kolejnych 10 minutach ich prowadzenie zmalało do 3 oczek. Na koniec pierwszej połowy ponownie jednak odskoczyli po przyłożeniu kolejnego nowego nabytku, Marzuqa Maarmana. W drugiej połowie Posnania znów miała szansę się odgryźć, ale po kilkunastu minutach to lublinianie przełamali obronę gospodarzy. Worek z przyłożeniami się rozwiązał: w tej połowie Budowlani zdobyli ich w sumie cztery (m.in. drugie dorzucił Maarman – wygląda na to, że znów filarzy będą stanowić o sile lublinian, bo w tym spotkaniu zaliczyli połowę przyłożeń drużyny). Dwa przyłożenia gospodarzy (w tym jedno Daniela Gduli, który zdobył w sumie 12 punktów) padły w takim momencie, że już nic nie mogły zmienić – gospodarze przegrali to spotkanie 22:48. Warto zwrócić uwagę na inny nabytek lublinian, Nkululeko Ndlovu, który z kopów zdobył 18 punktów (100% skuteczności z podwyższeń), a zaliczył także m.in. asystę przy ostatnim przyłożeniu drużyny.
W Łodzi wicemistrzowie Polski, mimo nieustających kłopotów kadrowych (choć akurat w sobotę ławka była obsadzona lepiej niż w wielu innych meczach tego sezonu) poradzili sobie z ostatnią w tabeli Awentą Pogoń Siedlce, mimo wzmocnienia tej ostatniej nowymi zawodnikami z Gruzji. Łodzianie od początku przeważali, ale zdobyli tylko jedno przyłożenie, a siedlczanie wykorzystywali praktycznie 100% swoich okazji: najpierw ponad 4o-metrowy karny Mamuki Czanczibadzego, potem ładne przyłożenie Patelesio Sili (który chwilę wcześniej zaimponował wyjściem pod presją z własnego pola punktowego – oszukał dwóch łodzian, szarże czterech kolejnych przełamał i zatrzymało go dopiero kolejnych dwóch przeciwników na linii 22 m) i po połowie godziny był remis 10:10. Gospodarzom przed przerwą mimo przewagi nie udało się zdobyć punktów, a i po przerwie było z tym kiepsko – przez 30 minut zdobyli zaledwie 6 punktów z karnych, a siedlczanie mogli myśleć o wyjściu na prowadzenie, gdy mieli dłuższy czas piłkę przy linii bramkowej gospodarzy. Łodzianie przechylili szalę meczu na swoją korzyść ostatecznie dopiero w ostatnich 10 minutach, gdy grając z przewagą zawodnika po żółtej kartce jednego z nowych siedleckich Gruzinów zdobyli dwa przyłożenia (pierwsze po zaskakującym dla rywali szybkim rozegraniu karnego) – wygrali 30:10.
W jedynym niedzielnym meczu Arka Gdynia mierzyła się z Juvenią Kraków. Pierwsza połowa, poza kilkoma składnymi, szybkimi akcjami Arki na jej początku, to twarda walka w defensywie. Gdynianie mieli przewagę, ale prowadzili tylko 5:0. Krakowianie pomagali im seryjnie przegrywając własne auty, ale twardo bronili. Drugą połowę Arka zaczęła od przyłożenia, które wzbudziło duże wątpliwości. Po kilku minutach prowadziła 15:0 i wydawało się, że ma mecz pod kontrolą. Jednak krakowianie przebudzili się, najpierw karnego wykorzystał Riaan van Zyl, potem rozpoczął akcję zakończoną przyłożeniem (w swoim debiucie był najjaśniejszą postacią zespołu) i gospodarze prowadzili już tylko 15:8. Chwilę później krakowianie pięknie rozprowadzili piłkę lewą stroną boiska, ale sędzia dopatrzył się przodu. Juvenia straciła w ten sposób okazję na remis, ale chwilę potem było już 20:8 dla gdynian. A na koniec piąte przyłożenie dla Arki dorzucił Szymon Sirocki (tym razem po ewidentnym przodzie) i mecz skończył się wynikiem 27:8. Arka zasłużenie wygrała, choć w drugiej połowie mecz mógł potoczyć się różnie. Dramatyczna była jednak skuteczność gospodarzy z podstawki – trafili tylko raz bodajże na sześć prób. A Juvenii dodatkowo grozi walkower za błąd przy zmianach…
W tabeli bez zmian na lokatach, Edach Budowlani Lublin nadal liderem przed Ogniwem Sopot i Orkanem Sochaczew, ale za to w czołówce nieco zwiększyły się różnice punktowe. Doszlusowała do niej drużyna Master Pharm Rugby Łódź, która traci już tylko jedno oczko do Up Fitness Skry Warszawa.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. | Edach Budowlani Lublin | 9 | 37 |
| 2. | Ogniwo Sopot | 9 | 35 |
| 3. | Orkan Sochaczew | 9 | 34 |
| 4. | Lechia Gdańsk | 9 | 31 |
| 5. | Up Fitness Skra Warszawa | 9 | 28 |
| 6. | Master Pharm Rugby Łódź | 9 | 27 |
| 7. | Arka Gdynia | 9 | 19 |
| 8. | Juvenia Kraków | 9 | 10 |
| 9. | Posnania | 9 | 6 |
| 10. | Awenta Pogoń Siedlce | 9 | 3 |
Nie zanosi się na to, aby Master Pharm Rugby Łódź szybko mógł uzupełnić skład. PZR opublikował oświadczenie, z którego wynika, że nie dostał szansy obrony swoich racji przed Trybunałem Arbitrażowym ze skargi Skry, a orzeczenie jest sprzeczne ze stanowiskiem Ministerstwa Sportu. W tej sytuacji wystąpił do Ministerstwa o kontrolę. Rozważa też zaskarżenie orzeczenia Trybunału (w tej sytuacji chyba co CAS w Lozannie?). Wygląda na to, że ta sprawa będzie się jeszcze ciągnąć…
Top 14
W dwudziestej kolejce francuskiej Top 14 najciekawiej zapowiadał się mecz Castres z Montpellier. Obie drużyny w czołówce tabeli, Montpellier z fantastyczną serią meczów bez porażki, która jednak wreszcie znalazła swój kres. Castres wygrali z bonusem i to pomimo gry w osłabieniu przez większość spotkania. Pod koniec pierwszej połowy, gdy prowadzili 13:3, czerwoną kartkę za wysoką szarżę zobaczył Vilimoni Botitu. Mimo to właśnie Castres na początku drugiej połowy zdobyło dwa przyłożenia i powiększyło swoją przewagę. W końcówce Castres grało nawet w trzynastkę po żółtej kartce, a Montpellier nie zdołało nawet odebrać im ofensywnego bonusu – Castres wygrało 25:9, a 15 punktów zdobył Benjamin Udrapilleta.
Wciąż niespodzianki sprawia Pau. Po zwycięstwie nad ubiegłorocznym mistrzem i postraszeniu wicemistrza, drużyna zagrała na wyjeździe przeciwko liderom z Bordeaux – i wygrała. Bordeaux wyszło na prowadzenie już po trzech minutach gry i pozostawało na nim aż do 71. minuty (m.in. dzięki drop goalowi François Trinh-Duca), ale wtedy Pau wyrównało. A w końcówce meczu Antoine Hastoy (powołany właśnie do kadry) zdobył przyłożenie, które dało ekipie z dołu tabeli niespodziewane zwycięstwo 23:16. Bordeaux ostatnimi czasy złapało zadyszkę (trzy porażki z renomowanymi drużynami z rzędu), ale to spotkanie miało stanowić odbicie – tymczasem nic z tego.
Na koniec kolejki, w niedzielę, mieliśmy mecz Stade Français z Tuluzą. Obrońcy tytułu mistrzowskiego, którzy tydzień temu pokonali liderów z Bordeaux, powrócili do porażek. Stade Français po 10 minutach prowadziło 10:0 i odtąd utrzymywało się na prowadzeniu, choć rywale trzymali dystans. Dopiero po 20 minutach drugiej połowy doprowadzili do remisu. I choć paryżanie zaraz potem znów odskoczyli na trzy oczka, na niespełna 10 minut przed końcem ponownie mieliśmy remis – a gospodarze na dodatek grali w osłabieniu po żółtej kartce. Mimo tego to właśnie oni w ostatniej akcji meczu rozstrzygnęli go na swoją korzyść – przyłożenie zdobył obrońca Kylan Hamdaoui i wygrali 23:16. Powtórzyli w ten sposób historię sprzed kilku tygodni, gdy również odnieśli zwycięstwo nad tym samym rywalem dzięki punktom zdobytym w ostatniej akcji meczu.
Poza tym sporą niespodziankę sprawił beniaminek z Perpignan, który wysoko wygrał z Racingiem 92 – 34:13 (gospodarze obie połowy kończyli zdobywając po dwa przyłożenia i wywalczyli nawet punkt bonusowy), znacznie gorzej powiodło się beniaminkowi z Biarritz, który przegrał z Tulonem 17:45 (tracąc trzy przyłożenia w końcówce), La Rochelle pokonało Brive 41:15 (zdecydował ostatni kwadrans pierwszej połowy z czterema przyłożeniami wicemistrzów), a Clermont pokonał trzecią drużynę tabeli, Lyon, 25:16 (zdobywając decydujące 10 punktów w ostatnich trzech minutach meczu).
W tabeli trzy czołowe drużyny mimo porażek zachowały swoje pozycje. Jednak ich przewaga nad Castres czy La Rochelle znacznie zmalała. Stade Français i Clermont, choć wciąż w dolnej połówce tabeli, zmniejszyły stratę do miejsc premiowanych awansem do play-off. Na dnie coraz bardziej osamotnione Biarritz, które traci do przedostatniego Perpignan już 10 punktów.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. | Bordeaux Bègles | 19 | 57 |
| 2. | Montpellier | 18 | 56 |
| 3. | Lyon | 20 | 54 |
| 4. ↑ | Castres | 20 | 54 |
| 5. ↓ | Racing 92 | 20 | 51 |
| 6. ↑ | La Rochelle | 19 | 50 |
| 7. ↓ | Tuluza | 19 | 48 |
| 8. | Stade Français | 20 | 45 |
| 9. | Clermont | 19 | 44 |
| 10. ↑ | Pau | 20 | 41 |
| 11. ↓ | Brive | 20 | 37 |
| 12. | Tulon | 18 | 36 |
| 13. | Perpignan | 20 | 34 |
| 14. | Biarritz | 20 | 24 |
W Pro D2 nieoczekiwaną porażkę poniosła jedna z trzech wyraźnie prowadzących drużyn – Bajonna przegrała na wyjeździe z Aix-en-Provence 29:46 (w sumie padło w meczu 10 przyłożeń). Trudną przeprawę miał lider z Mont-de-Marsan, który pokonał Montauban tylko 27:23. Bez problemów z czołówki tylko Oyonnax, które rozgromiło Rouen Normandie aż 63:17 i dzięki potknięciu Basków awansowało na drugie miejsce.
Premiership
Sporo się działo w dziewiętnastej kolejce Premiership. W meczu na szczycie zmierzyły się dwa najlepsze zespoły ligowej tabeli: wiceliderzy Saracens podejmowali liderów Leicester Tigers (których wspomógł zwolniony z kadry George Ford – zanotował w tym meczu stuprocentową skuteczność z podstawki, ale w drugiej połowie musiał zejść z boiska po uderzeniu w głowę i po HIA już nie wrócił). Początek kiepski dla gospodarzy: pierwsze punkty zdobyli w tym meczu Tigers, a Saracens stracili kontuzjowanego Mako Vunipolę. Jednak gospodarze odpowiedzieli serią czterech przyłożeń, po których prowadzili na początku drugiej połowy 29:13. Tigers zaczęli odrabiać straty i na kilka minut przed końcem brakowało im do remisu już tylko dwóch punktów. Ostatnie słowo należało jednak do Saracens – swoje drugie przyłożenie zdobył młynarz Tom Woolstencroft i londyńczycy wygrali 34:27. Brakło skutecznego podwyższenia, które odebrałoby gościom bonus defensywny. Dużo emocji, część z nich niestety wywołanych kontuzjami i faulami.
Ciekawie zapowiadał się też mecz Gloucester z Northampton Saints i on również nie zawiódł. Trener gospodarzy znów posadził Louisa Reesa-Zammita na ławce rezerwowych, ale gdy ten wszedł na boisko, momentalnie na nim namieszał. Po pierwszej połowie było 14:20, a 10 minut po wznowieniu gry 14:27. Ważną rolę odgrywał u gości inny walijski gwiazdor, Dan Biggar – świetny w kopach z podstawki, z których zdobył w sumie 15 punktów. Jednak na 20 minut przed końcem na boisku pojawił się Rees-Zammit i kilkadziesiąt sekund później zdobył piękne przyłożenie. Jego koledzy w ciągu kolejnych dziesięciu minut zdobyli jeszcze dwa (w tym jedno karne) i choć Biggar dorzucił jeszcze jednego karnego, Gloucester wygrał 35:30. Dla Saints to czwarta porażka z rzędu, zmniejszająca ich szanse na awans do fazy play-off.
Bardzo ciekawie było też w starciu drużyn z dołu tabeli – lokalnych derby, w których zmierzyły się Bath i Bristol Bears. W obecności prawie 15 tys. widzów na The Rec gospodarze odnieśli dopiero czwarte zwycięstwo w tym sezonie i to po niesamowitym meczu. Już po kwadransie goście prowadzili 21:0 po trzech przyłożeniach. Po 30 minutach losy meczu zaczęły się jednak odwracać: Harry Thacker zobaczył żółtą kartę, a chwilę później Ratu Naulagi czerwoną i Bears zostali na boisku w trzynastkę. Bath wykorzystało przewagę do zdobycia przyłożenia, ale do przerwy wciąż przegrywało 5:24. Zaraz po przerwie ekipa z Bristolu znów została zredukowana do 13 graczy po żółtej kartce Calluma Sheedy’ego i Bath wykorzystało to do zdobycia dwóch przyłożeń (obu podwyższonych, co nie było takie oczywiste w tym meczu). Wciąż jednak przegrywało 19:24. Na 10 minut przed końcem wreszcie wyrównało, ale wówczas karny Sheedy’ego wyprowadził Bristol z powrotem na prowadzenie. Gra jednak toczyła się do ostatniego gwizdka – dobrych parę minut po tym, jak zegar zrobił się czerwony, znów bristolczycy zostali na boisku w trzynastkę, a Tom de Glanville zdobył dla Bath czwarte przyłożenie – dzięki niemu Bath wygrało 29:27.
Poza tym Harlequins bez większych problemów i z bonusem pokonali Newcastle Falcons 24:10 (mimo gry przez niemal 10 minut w drugiej połowie w trzynastkę nie stracili wówczas punktów), London Irish pokonali Worcester Warriors 43:12 (goście większość meczu w osłabieniu – żółta kartka w pierwszej połowie, czerwona Duhana van der Merwe na początku drugiej za uderzenie łokciem w głowę rywala), a Exeter Chiefs wygrali z Sale Sharks 19:12 (mecz rozstrzygnięty w pierwszej połowie, wygranej przez gospodarzy 19:0 – dwa przyłożenia zdobył wtedy Jacques Vermeulen, który grał po raz pierwszy w tym sezonie; z kolei drużyna z Manchesteru straciła Raffiego Quirke’a z urazem głowy).
W tabeli bez większych zmian. Przegrali liderzy, Leicester Tigers, ale zachowali dużą, kilkunastopunktową przewagę nad resztą stawki. Za ich plecami solidarne zwycięstwa pięciu kolejnych ekip, które mają coraz większą szansę, aby pomiędzy sobą rozstrzygnąć walkę o trzy miejsca w play-off. Na dnie wreszcie zmiana – po szesnastu kolejkach, po których Bath okupowało ostatnią lokatę, drużyna ta zrównała się punktami z Worcester Warriors i zepchnęła ich niżej siebie. Co i tak nie ma wielkiego znaczenia, bo z tej ligi nikt w tym sezonie nie spadnie…
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. | Leicester Tigers | 18 | 71 |
| 2. | Saracens | 17 | 59 |
| 3. | Harlequins | 18 | 58 |
| 4. | Exeter Chiefs | 18 | 54 |
| 5. | London Irish | 18 | 53 |
| 6. | Gloucester | 17 | 52 |
| 7. | Sale Sharks | 18 | 47 |
| 8. ↑ | Northampton Saints | 17 | 43 |
| 9. ↓ | Wasps | 17 | 43 |
| 10. | Bristol Bears | 17 | 34 |
| 11. | Newcastle Falcons | 17 | 26 |
| 12. ↑ | Bath | 18 | 25 |
| 13. ↓ | Worcester Warriors | 18 | 25 |
W Championship dwa zaległe spotkania. Z czołówki na boisku pokazali się tylko Ealing Trailfinders, którzy roznieśli najsłabszą drużynę w stawce, London Scottish, aż 81:0 (13 przyłożeń). Trailfinders awansowali na drugie miejsce w tabeli z dwoma punktami straty do Doncaster Knights (Ealing ma jednak jedno spotkanie rozegrane mniej) i dwoma punktami przewagi nad Cornish Pirates (ci z kolei mają dwa spotkania do nadrobienia).
Ale czy w Championship jest o co grać? Właśnie ogłoszono, że zarówno Doncaster Knights, jak i Ealing Trailfinders, nie spełniają jednego z kryteriów wymaganych do zaakceptowania ich w Premiership (wszystkie inne są spełnione) i w przypadku zwycięstwa w lidze nie dostaną odpowiedniej licencji. Oba kluby złożyły wnioski, ale wskazały w nich swoje stadiony, które nie mają wymaganej pojemności (obu sporo brakuje do 10 tys. miejsc na trybunach). Choć wspominają o rozbudowach, nie mają zatwierdzonych ich planów. To oznacza, że zamknięcie się Premiership w gronie udziałowców stało się faktem – nikt na ten poziom nie awansuje, jedynie Championship zostanie uzupełnione do liczby 12 zespołów przez najlepszą drużynę National League 1. Cóż, odmowa jest okraszona deklaracją RFU i Premiership Rugby Ltd. o wsparciu w rozwoju dla klubów z tego poziomu, która brzmi kuriozalnie po tym, jak jakiś czas temu radykalnie obcięły ich dofinansowanie. Swoją drogą, ktoś, kto awansuje do Premiership, będzie musiał jeszcze wyłuskać ze swojej kabzy 25 mln funtów na zakup udziałów w Premiership Rugby Ltd. Doncaster i Ealing mogą się jeszcze od tej decyzji odwołać. Doncaster to zapowiada i zamierza powołać się na umowę z Hull, grającym w Super League.
United Rugby Championship
Na początek trzynastej kolejki URC, w piątek, dwa mecze z udziałem irlandzkich drużyn i jakże odmienne ich wyniki. Ulster całkowicie zdominował walijski Cardiff, do przerwy prowadził już 22:0, a wygrał zdecydowanie aż 48:12. Zupełnie inaczej zaprezentowała się drużyna Connachtu w Edynburgu. Co prawda przez pierwsze pół godziny dominowała na boisku i prowadziła 8:0, to potem jej obrona kompletnie się posypała, a Szkoci zaczęli zdobywać przyłożenie za przyłożeniem. Skończyło się na ośmiu i zwycięstwie Edynburga 56:8. Emiliano Boffelli zdobył w tym meczu 21 punktów (miał stuprocentową skuteczność z podwyższeń i dorzucił pierwsze przyłożenie swojej drużyny).
W sobotę w ślad za Ulsterem poszły dwie kolejne irlandzkie drużyny: Munster i Leinster, które rozgromiły swoich przeciwników. W Treviso Leinster grał przeciwko Benettonowi – w starciu dwóch mocno osłabionych ekip Włosi byli bez szans. Irlandczycy już przed przerwą mieli na koncie bonus ofensywny i prowadzili 28:3. Ostatecznie zatrzymali się na dziewięciu przyłożeniach i wygrali 61:17, a 19 punktów na swoje konto zapisał Ross Byrne. Jeszcze wyżej wygrał Munster – podejmował walijskich Dragons, do przerwy też prowadził 28:3, a ostatecznie rozgromił rywali aż 64:3. Za to w ślady Edynburga nie poszła druga szkocka ekipa, Glasgow Warriors, która w sobotę, odrobinę niespodziewanie uległa w Llanelli walijskim Scarlets 10:35. Walijczycy przerwali serię pięciu zwycięstw Szkotów z rzędu, mimo że sami ostatnio przegrywali. W tym meczu szybko stracili przyłożenie, a tuż przed końcem pierwszej połowy przegrywali 0:10. Jednak wtedy zdobyli przyłożenie, a w drugiej połowie, grając coraz pewniej, punktowali już tylko oni (jedyne przyłożenie Warriors zostało unieważnione po TMO).
A na koniec weekendu najwyżej sklasyfikowana walijska drużyna, Ospreys, pokonała ostatnią drużynę ligi, włoskie Zebre Parma. Nieoczekiwanie miała jednak kłopoty: prowadziła po pierwszej połowie 17:6, ale na początku drugiej, w ciągu paru minut Włosi zdobyli 13 punktów i wyszli na prowadzenie. Ospreys co prawda ostatecznie wygrali 27:22, ale Zebre rozegrało jeden z lepszych swoich meczów w sezonie, a bonus defensywny to ich drugi punkt w tym sezonie.
W tabeli już na trzech pierwszych miejscach ekipy z Irlandii, szkockie spadły za ich plecy.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. | Leinster | 12 | 49 |
| 2. | Ulster | 12 | 45 |
| 3. ↑ | Munster | 11 | 40 |
| 4. ↓ | Glasgow Warriors | 12 | 39 |
| 5. | Edynburg | 12 | 39 |
| 6. ↑ | Ospreys | 12 | 30 |
| 7. ↓ | Connacht | 13 | 28 |
| 8. | Sharks | 10 | 26 |
| 9. | Stormers | 10 | 24 |
| 10. | Bulls | 10 | 23 |
| 11. | Benetton Treviso | 12 | 23 |
| 12. ↑ | Scarlets | 9 | 22 |
| 13. ↓ | Cardiff | 8 | 18 |
| 14. | Lions | 10 | 12 |
| 15. | Dragons | 10 | 11 |
| 16. | Zebre Parma | 9 | 2 |
Super Rugby Pacific
W Super Rugby Pacific doczekaliśmy się wreszcie występu wyspiarskiej drużyny Moana Pasifika – a wyzwanie stanęło przed nimi wyjątkowe, bo zmierzyli się z Crusaders (do których składu wrócił po kontuzji Richie Mo’unga). Zgodnie z oczekiwaniami wyspiarze przegrali, ale mimo zaledwie jednego rozegranego meczu przed sezonem i kilku tygodni przymusowej przerwy pokazali się z dobrej strony – to oni zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu, a na kilka minut przed końcem przegrywali tylko 12:21. Ostatecznie ulegli 12:33. Jeszcze więcej powodów do radości mają kibice fidżyjscy – drużyna Fijian Drua musiała przenieść swój mecz z Suncorp w Brisbane z powodu powodzi (stadion wyglądał przed weekendem tak: https://twitter.com/i/status/1498111307643383808), ale mimo to pokonali Rebels. Co prawda tuż przed końcem pierwszej połowy przegrywali 0:14, ale jeszcze przed przerwą odrobili połowę strat, a potem długo dominowali na boisku i wyszli na prowadzenie 31:19. Ostatecznie wygrali 31:26. Piątek okazał się więc historycznym dniem – to pierwsze zwycięstwo wyspiarskiej drużyny w zawodowym Super Rugby.
W derbach nowozelandzkich sporo emocji. Blues po zaciętym meczu pokonali Chiefs 24:22. Zwycięstwo zawdzięczają przyłożeniu z podwyższeniem zdobytym parę minut przed końcem meczu i spudłowanemu karnemu z dużego dystansu Bryna Gatlanda w ostatniej akcji. W drugim spotkaniu Hurricanes wygrali z Highlanders 21:14. Zaczęło się od obijania słupków z karnych przez obie drużyny, ale Hurricanes wyszli na prowadzenie. W drugiej połowie Highlanders dwukrotnie redukowali straty do 7 punktów, ale na wyrównanie brakło już czasu. Ostatnie przyłożenie dla zwycięzców zdobył debiutujący w ich drużynie łącznik ataku Logan Henry, który moment wcześniej pojawił się na boisku. Z kolei w derbach australijskich Western Force uległo Reds 16:29 (choć nastraszyło rywali, bo na kwadrans przed końcem prowadziło 16:15; gwiazdą meczu był kapitan drużyny z Queenslandu, James O’Connor), a Brumbies pokonali Waratahs 27:20 (ekipa z Sydney podobnie jak Highlanders w Nowej Zelandii – przegrywała, redukowała straty, ale w końcówce nie zdołała doprowadzić do remisu).
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. ↑ | Crusaders | 3 | 14 |
| 2. ↓ | Brumbies | 3 | 13 |
| 3. | Reds | 3 | 13 |
| 4. ↑↑↑ | Hurricanes | 3 | 8 |
| 5. ↓ | Waratahs | 3 | 7 |
| 6. ↓ | Western Force | 3 | 6 |
| 7. ↑ | Blues | 2 | 5 |
| 8. ↓↓ | Chiefs | 2 | 5 |
| 9. ↑↑ | Fijian Drua | 3 | 4 |
| 10. ↓ | Highlanders | 3 | 1 |
| 11. ↓ | Rebels | 3 | 1 |
| 12. | Moana Pasifika | 1 | 0 |
Swoją drogą, wystartowały także kobiece rozgrywki w Australii – Super W. Tu w swoim absolutnym debiucie dziewczyny z Fijiana Drua poszły w ślady swoich kolegów z Fijian Drua i pokonały Rebels. Ba, znacznie prześcignęły ich dokonania – to był pogrom, wygrały aż 66:5.
Z kraju
Wygląda na to, że Zarząd PZR osiągnął porozumienie z protestującymi sędziami. Najlepszym dowodem rozegranie kolejki ligowej w tym tygodniu – tuż przed nią ogłoszono nowe stawki ekwiwalentów sędziowskich, podano także do wiadomości liczbę osób zainteresowanych uprawnieniami sędziego okręgowego (ponad 80, z czego prawie 1/3 z Siedlec).
Ze świata
Zarówno World Rugby, jak i Rugby Europe, wreszcie zawiesiły Rosję w prawach członka (a także Białoruś – tą w RE, bo nie jest członkiem WR). To oznacza, że Rosjanie nie ukończą sezonu REC, a kluby rosyjskie – Rugby Europe Super Cup. Jak te imprezy będą wyglądać – tego jeszcze nie wiadomo. Wydaje się, że pozostałe mecze Rosji będą zweryfikowane jako walkowery. W Super Cup można się zastanawiać nad zastąpieniem STM-Jenisieja Krasnojarsk w półfinałach przez trzecią drużynę grupy wschodniej, tj. Tel-Aviv Heat. Ale czy izraelska drużyna ma zawodników? Wszak to była gwardia zaciężna, zapewne po zakończeniu udziału w fazie grupowej rozpuszczona do domów i innych klubów (jak Gabriel Ibitoye, który jest obecnie w Bristol Bears).
Swoją drogą, wolne miejsce może pojawić się w turniejach World Rugby Sevens Series, w których dzięki temu robi się więcej miejsca dla ekip na zaproszenia. Nasze dziewczyny nie zagrają w rosyjskiej lidze, ale może zaproszą je na oba pozostałe turnieje WRSS?
Kontrowersja sprzed tygodnia z Super Rugby zaowocowała wydaniem przez World Rugby interpretacji przepisów. Pita Gus Sowakula zdobył dla Chiefs przyłożenie w meczu z Highlanders uprzednio przeskoczywszy nad szarżującym Aaronem Smithem. Ponieważ w przepisach nie ma jednoznacznej wzmianki na ten temat, szef nowozelandzkich sędziów poprosił World Rugby o stanowisku. Organizacja potwierdziła, że przeskakiwanie przeciwnika (lub skakanie tuż przed szarżą) kwalifikuje się jako niebezpieczna gra i powinno być sankcjonowane rzutem karnym dla broniącej się drużyny. Podobny przypadek mieliśmy podczas ubiegłorocznego Pucharu Sześciu Narodów, gdy przyłożenie zdobywał Jonny May, jednak wówczas uznano to już za dozwolone nurkowanie w celu zdobycia przyłożenia.
W Japan Rugby League One ósma kolejka i po raz drugi w tym sezonie rozegrany komplet spotkań. Na początek Tokyo Sungoliath grało z Kobelco Steelers i rozgromiło ich 56:17. Dwóch Nowozelandczyków zaliczyło hat-tricki przyłożeń: Damian McKenzie (dorzucił komplet ośmiu podwyższeń, w sumie zdobył 31 punktów) i Tevita Li; przyłożenie zdobył też reprezentujący Australię Samu Kerevi. Wysoko wygrali także obrońcy tytułu mistrzowskiego, Saitama Wild Knights: 66:10 z Red Hurricanes (26 punktów, w tym 18 z podwyższeń, zdobył Rikiya Matsuda). Nieco trudniej zwycięstwa przyszły innym drużynom z czołówki: Toyota Verblitz wygrała 31:22 z ostatnią w lidze drużyną Shining Arcs (znów przyłożenie dla przegranych Israela Folaua, ale najlepszym graczem meczu została inna gwiazda rugby, Pieter-Steph du Toit), a lider – Kubota Spears – wygrał z Blue Revs 30:24 (prowadził po pierwszej połowie 27:7).
W północnoamerykańskiej Major League Rugby sporo uwagi przyciągało starcie dwóch drużyn Adama Gilchrista: niepokonani w tym sezonie Austin Gilgronis, choć do przerwy przegrywali 0:9, pokonali obrońców tytułu mistrzowskiego LA Giltinis 22:9. Miano niepokonanych utraciła natomiast drużyna Rugby New York, które uległa New England Free Jacks 22:38 w pierwszym meczu rozgrywanym przed własną publicznością. Pierwsze zwycięstwo w sezonie, za to najwyższe w historii ligi, odnieśli Utah Warriors nad beniaminkiem, Dallas Jackals – 69:22. Ciekawie było w starciu Seattle Seawolves z NOLA Gold, który nowoorleańczycy wygrali dzięki karnemu w końcówce tylko jednym punktem 25:24. Na czele konferencji zachodniej oczywiście Austin, a we wschodniej na pierwsze miejsce awansowała Atlanta.
Po przerwie wrócił południowoafrykański Currie Cup. Drużyny Cheetahs i Sharks podtrzymały swoje serie zwycięstw. Pierwsi rozgromili Lions 66:14 (nie przeszkodziło im przerwanie meczu z powodu burzy; Lions wciąż z kompletem porażek), a drudzy wygrali na wyjeździe z Pumas 24:10 (wszystkie punkty dla zwycięzców padły z karnych Henry’ego Chamberlaina). W trzecim meczu Griquas ulegli Bulls 27:53, obie ekipy utrzymały się jednak na miejscach promowanych awansem do play-off.
W ten weekend ruszył nowy sezon ligi czeskiej (czyli Extraligi). Z małym falstartem: z czterech zaplanowanych spotkań odbyła się połowa. Dwa derbowe mecze w Pradze zostały odwołane z powodu obfitych opadów śniegu. Nie można było przenieść ich na mający sztuczną murawę stadion Markéta, gdzie ostatnio grała polska reprezentacja – z powodu braku certyfikatu na murawę (jak napisali Czesi, można tam odbywać jedynie treningi oraz gry z ograniczonymi sytuacjami kontaktowymi). W dwóch rozegranych meczach triumfowały ekipy, które w poprzednim sezonie zajęły dwa pierwsze miejsca: mistrzowie, Mountfield Říčany, rozgromili Přelouč 73:5, a wicemistrzowie, JIMI Vyškov, pokonali Dragona Brno 39:18.
W ten weekend miała ruszyć także kobieca, nowozelandzka liga Super Rugby Aupiki. Jednak we wszystkich czterech drużynach pojawiły się przypadki covidu i start ligi odłożono na razie do czwartku.
W Pucharze Sześciu Narodów przerwa i jak zwykle wieści personalne z różnych obozów. Z gry wypadli ważni gracze Irlandii i Anglii – w tej pierwszej kadrze Andrew Porter, w drugiej Luke Cowan-Dickie i prawdopodobnie Alex Dombrandt (ten złapał covida). Z kolei mają wrócić na boiska Francuzi, Matthieu Jalibert i Gabin Villière, Eddie Jones powołał Sama Underhilla, a do kadry Walii wraca po długiej kontuzji Josh Navidi. Nie dojdzie natomiast do skutku (czego żałują pewnie wszyscy) powrót do reprezentacji Włoch jej legendy, Sergio Parissego – zatrzymują go obowiązki w klubie, który będzie nadrabiać zaległości covidowe, a w Top 14 broni się przed spadkiem.
W programie lipcowych testów dwa nowe punkty: dwa mecze w Japonii rozegra Francja. Być może bez graczy z najlepszych klubów Top 14 (podobnie jak w ubiegłym roku w Australii), bo pierwszy z tych meczów zaplanowano już tydzień po finale ligi.
Ponoć pojawiła się niepewność co do kandydatury Australii do organizacji Pucharu Świata w 2027. Okazuje się, że na dwa miesiące przed głosowaniem w Radzie World Rugby, federacja nie uzyskała gwarancji finansowych od rządu federalnego – ponoć rząd uważa oczekiwaną sumę za zbyt wysoką (na pełną kwotę mają się też złożyć gwarancje rządów stanowych).
Dwie wieści z Fédérale 1: tragiczna z Chartres, gdzie zmarł podczas treningu filar James Théodore. Innego rodzaju z Anglet: pięć przyłożeń w jednym meczu zdobył przed tygodniem Iban Tsuladze w meczu z liderami grupy 4 Auch (37:0): https://youtu.be/x0n6-V5Kltk.
Także przed tygodniem w Tunezji rozegrano siódemkowy turniej Arab Sevens. W męskiej rywalizacji udział wzięło osiem drużyn (w tym dwie reprezentacje gospodarzy) – w finale ich pierwsza ekipa rozgromiła Libię 55:0 (trzecie miejsce dla Egiptu; jedyne przyłożenie w turnieju Tunezja A straciła w ćwierćfinale grając przeciwko Tunezji B). W kobiecym turnieju zagrały cztery ekipy i tu również wygrała Tunezja (przed Egiptem i ZEA; w finale było 49:5 dla gospodyń).
Z wieści transferowych:
- mistrz świata, Południowoafrykańczyk Lukhayno Am, przedłużył kontrakt z Sharks, ale wynegocjował w nim kilkumiesięczną przerwę i już za tydzień wzmocni japońskich Kobelco Steelers;
- reprezentant Australii Lukhan Salakaia-Loto latem opuści Reds i przeniesie się do Anglii – do Northampton Saints;
- w odwrotnym kierunku podąża reprezentant Fidżi, łącznik młyna Frank Lomani: opuścił Saints i wzmocni Fijian Drua;
- Newcastle Falcons zdecydowali się nie przedłużać kontraktu ze sprowadzonym przed tym sezonem z Harlequins obrońcą Mike’iem Brownem.
Polacy za granicą
Wieści o naszych reprezentantach z lig zagranicznych – jak zwykle sprzed tygodnia.
Anglia:
- National League 1: Aron Strumiński zastąpił kolegę z kontuzją pleców i od pierwszej minuty zagrał dla Taunton Titans przeciwko Cinderford. Zdobył tuż po przerwie przyłożenie, doprowadzając do remisu 12:12, ale ostatecznie jego ekipa przegrała 19:30 i jest w samym środku stawki;
- National League 2 North: Ross Cooke także w pierwszym składzie – jego Tynedale pokonało na wyjeździe Loughborough Students 32:31 i także zajmuje ósme miejsce w tabeli. Cooke grał do przerwy, a mecz rozstrzygnął karny z ostatniej minuty;
- North Premier: Sam Stelmaszek tym razem w roli obrońcy zagrał w drużynie Macclesfield przeciwko Blackburn, przegranym 22:40. Jego ekipa zdobyła bonus ofensywny i zajmuje 7 miejsce w lidze.
Francja:
- Pro D2: Andrzej Charlat rozegrał całe spotkanie Nevers przeciwko swojemu poprzedniemu klubowi, Provence. Jego ekipa wygrała 32:10 mimo czerwonej kartki po kwadransie drugiej połowy;
- Fédérale 1, grupa 1: Mateusz Bartoszek od pierwszej minuty wybiegł w ekipie Bassin d’Arcachon w meczu z Rennes, przegranym 21:30. RCBA spadło z siódmego na ósme miejsce;
- Fédérale 1, grupa 2: Kamil Bobryk w składzie Vienne natomiast wygrał – jego drużyna pokonała Mâcon na wyjeździe 20:18. Aleksander Nowicki wreszcie wrócił do podstawowego składu Hyères-Carqueiranne-Le Crau i tu również zwycięstwo – 26:11 nad Berre L’Etang. W ligowej tabeli niezmiennie na pierwszym miejscu RCHCC, a na drugim Vienne;
- Fédérale 1, grupa 3: Quentin Cieśliński na ławce rezerwowych zaczął spotkanie Lavaur przeciwko Valence D’Agen. Jego drużyna przegrała 14:31 i pozostaje przedostatnia w lidze;
- Fédérale 2, grupa 2: Jędrzej Nowicki podobnie jak brat – w podstawowej piętnastce Pontarlier, które nieoczekiwanie pokonało wiceliderów Orléans 36:32. Jego drużyna pozostała na ósmym miejscu;
- Fédérale 2, grupa 6: Tomasz Hebda w składzie Lourdes, które pokonało Beaumont de Lomagne 27:12 i awansowało na ósmą pozycję.
Szkocja:
- National League Division 1: Craig Bachurzewski wrócił do składu Biggar. Jego drużyna po zaciętym meczu pokonała drużynę Gala 33:29 na wyjeździe i jest wiceliderem ligi, z punktem straty do Heriot’s Blues. Bachurzewski zaliczył piękne przerwanie linii z asystą przy przyłożeniu, które dało jego drużynie prowadzenie 28:0, a potem zdobył ostatnie przyłożenie swojego zespołu. Obszerny skrót meczu: https://youtu.be/946JJlNnhaQ.
Zapowiedzi
Przed nami znów ciekawy weekend międzynarodowy. W Pucharze Sześciu Narodów najciekawiej zapowiada się mecz Anglii z Irlandią. Poza tym Walia gra z Francją, a Włochy ze Szkocją. W Rugby Europe International Championships rozgrywki na trzech poziomach. W grupie Championship mecz, który może decydować o awansie na Puchar Świata: Hiszpania gra z Portugalią, poza tym Rumunia z Gruzją. W naszej grupie Trophy Szwajcarzy zagrają z Belgią. A w Conference 1 mecz Luksemburg – Węgry.
W kraju pierwsza prawdziwie wiosenna kolejka spotkań Ekstraligi: najciekawiej zapowiada się mecz Edachu Budowlanych Lublin z Orkanem Sochaczew. Poza tym grają: Posnania z Ogniwem Sopot, Arka Gdynia z Master Pharmem Rugby Łódź, Juvenia Kraków z Up Fitness Skrą Warszawa i Lechia Gdańsk z Awentą Pogonią Siedlce.
W rozgrywkach ligowych pełną kolejkę mamy w Anglii – tu najciekawszy mecz to starcie Leicester Tigers z London Irish. W innych europejskich ligach nadrabianie zaległości – w Top 14 dwa spotkania, a w URC pięć (Europejczycy mają wreszcie zagrać w Południowej Afryce, a w Irlandii derby Ulster – Leinster). W Super Rugby m.in. mecz Crusaders z Chiefs.