Karne w Dublinie

Nietypowo, bo konkursem rzutów karnych zakończył się jeden z ćwierćfinałów europejskiego Champions Cup. Emocji i pięknych akcji w tych zmaganiach nie brakowało, a w czołowej czwórce mamy trzy drużyny z Francji i jedną z Irlandii (odpadły obie z Anglii). Z kolei w Super Rugby Brumbies mają na koncie już trzeci nowozelandzki skalp. W kraju dwa zacięte mecze w Łodzi i Gdyni, w Walii afery na koniec sezonu, a mistrzów poznaliśmy w Austrii. A w „szponach” zaglądamy dodatkowo do Izraela.

Ekstraliga

Dwa najciekawsze widowiska w czternastej kolejce Ekstraligi zobaczyliśmy w Łodzi i Gdyni. W tym pierwszym mieście Master Pharm Rugby Łódź grał z Up Fitness Skrą Warszawa. Obie drużyny walczą o miejsce w play-off (przynajmniej w meczu o brąz), przy czym w gorszej pozycji byli łodzianie. Poprawili ją jednak dzięki zwycięstwu. Pierwsze punkty zdobył po świetnym rajdzie Jonathan O’Neill. Gospodarze szybko odpowiedzieli, przez dłuższy czas prowadzili 10:5. Pod koniec pierwszej połowy Skra wyszła na prowadzenie po błyskawicznej akcji z własnego pola punktowego (prawie 90 metrów z piłką Ksawerego Strussa), ale znów gospodarze zrewanżowali się tuż przed przerwą własnymi 7 punktami i było 17:12. Po przerwie poszli za ciosem: Przemysław Serafin złapał wykop z linii bramkowej Skry, świetnie podał do Krystiana Pogorzelskiego i ten samotnie pomknął po punkty. A po kolejnych paru minutach sam Serafin wykończył akcję i było już 27:12. Skra w ostatniej części spotkania zdobyła przewagę na boisku i odrabiała straty – zdobyła trzy przyłożenia, ostatnie z nich parę minut przed końcem, ale brakło skutecznego przyłożenia Palu Fihakiego z łatwej pozycji. Dzięki temu łodzianie wygrali jednym punktem, 30:29.

Z kolei w Gdyni Arka (która zaczęła czuć już na plecach oddech ekip walczących o utrzymanie) grała z walczącą o awans do strefy play-off Lechią Gdańsk. Faworytem byli goście, ale w derbach wszystko jest możliwe. I tym razem padł wynik stosunkowo rzadko spotykany na rugbowych boiskach – remis. Już po dwóch minutach i przyłożeniu Szymona Sirockiego (obsłużonego przez Antona Szaszero) było 5:0. Niespełna trzy minuty później Lechia odpowiedziała po świetnej akcji Roberta Wójtowicza. Po kwadransie (i przyłożeniu Szaszero) Arka prowadziła 12:10, a chwilę potem już 15:10. Taki wynik utrzymał się do przerwy, a krótko po niej znów błysnął Wójtowicz i mieliśmy remis 15:15 (choć długo zdawało się, że Lechia prowadzi 17:15; bliski punktów był też Kewin Bracik po nakryciu kopa Dawida Banaszka). Lechia przeważała, ale długo nie zdobywała kolejnych punktów. Na 10 minut przed końcem bardzo bliski przyłożenia był Olaf Niespodziany (piłka wypadła mu z rąk nad linią bramkową), a chwilę potem piłkę po wykopie z linii bramkowej złapał Jason Makhari i próbował drop goala. Przyłożenie padło dopiero parę minut przed końcem, po chybionym karnym i zaciętej walce na linii punktowej – jednak w ostatniej akcji meczu pierwszy raz w tej połowie zagrożenie stworzyli gospodarze i zdobyli przyłożenie z podwyższeniem dające im cenny remis 22:22.

Poza tym obrońcy tytułu i liderzy ligi, Ogniwo Sopot, podejmowali ostatnią w tabeli Awentę Pogoń Siedlce, która na dodatek przyjechała do Sopotu w zaledwie szesnastkę (choć dzień przed meczem awizowali skład 22-osobowy). Siedlczanom nie pomógł powrót do pierwszego składu po długiej kontuzji Przemysława Biernackiego (w poprzedniej kolejce wszedł na boisko na końcówkę meczu, w ten weekend zagrał zaś na nietypowej pozycji łącznika młyna, zapewne z konieczności) – sopocianie pewnie wygrali 48:14, a 18 punktów dla mistrzów zdobył Michał Haznar (którego znów zobaczyliśmy w roli łącznika ataku). Błysnął ponad 60-metrowym rajdem przez obronę siedlczan, podobny (po przechwycie) zaliczył Mateusz Plichta. Pogoń pocieszyła się dwoma przyłożeniami zdobytymi na zakończenie obu połów spotkania.

W Lublinie Edach Budowlani podejmowali Juvenię Kraków i pewnie wygrali mecz 40:14. Co prawda gospodarze zawodzili z kopów z podstawki, a na pierwsze dwa ich szybko zdobyte przyłożenia Juvenia odpowiedziała własnym i traciła tylko trzy punkty, jednak już w pierwszej połowie lublinianie odjechali przeciwnikom na spory dystans. W drugiej połowie podnieśli prowadzenie o kolejne przyłożenie. Juvenia nie wykorzystała przewagi po żółtych kartkach. Na kwadrans przed końcem odpowiedziała wreszcie po świetnym przechwycie Thulaniego Sithole i mogła myśleć przynajmniej o bonusie za cztery przyłożenia, ale nie mogła przebić się po kolejne punkty na pole punktowe rywali, podczas gdy ci dobili gości kolejnym przyłożeniem i karnym. Kto wie jednak, jaki będzie ostateczny wynik tego spotkania, bo w protokole meczowym znalazła się informacja o błędzie gospodarzy przy dokonywaniu zmian. W barwach Budowlanych zobaczyliśmy Grzegorza Szczepańskiego – nasz reprezentant wrócił do kraju po dłuższej przerwie spędzonej w Anglii.

Posnania gościła Orkan Sochaczew i na pewno nie była faworytem spotkania. Orkan od początku miał przewagę i po 30 minutach miał na koncie cztery przyłożenia i prowadzenie 26:0 (mogło podobać się zwłaszcza drugie z nich po indywidualnym przeboju Pietera Steenkampa). Dopiero pod koniec pierwszej połowy Posnania odpowiedziała przyłożeniem Daniela Gduli po sprytnym kopie Daniela Trybusa. W drugiej połowie Orkan dorzucił jednak cztery kolejne przyłożenia, już po dziesięciu minutach prowadził 40:7. Jednak Posnania podniosła się do walki i jej efektem były trzy przyłożenia w drugiej połowie, które zapewniły jej punkt bonusowy (dwa z nich po przechwytach podań rywali).

W tabeli bez wielkich zmian. Ogniwo z Orkanem z wyraźną przewagą nad Lechią, ta zaś mimo remisu nadal ma przewagę nad kolejnymi ekipami. Arka odrobinę odskoczyła od grupy walczącej o uniknięcie spadku. Kto wie jednak, co stanie się przy zielonym stoliku (który kręci się niespiesznie – wszak wciąż czekamy na rozstrzygnięcie sprawy meczu Skry z Budowlanymi sprzed ponad miesiąca, a w międzyczasie doszły kolejne).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Ogniwo Sopot1460
2. Orkan Sochaczew1457
3. Lechia Gdańsk1449
4. ↑Edach Budowlani Lublin1343
5. ↓Up Fitness Skra Warszawa1339
6. Master Pharm Rugby Łódź1438
7. Arka Gdynia1422
8. Posnania1416
9. Juvenia Kraków1414
10. Awenta Pogoń Siedlce1413

W I lidze rozegrano ostatnią kolejkę (choć nie ostatnie mecze – za tydzień odbędą się zaległe derby Warszawy). Dominację udokumentował spadkowicz z Ekstraligi, Sparta Jarocin, który dopełnił kompletu zwycięstw aplikując Legii Warszawa 10 przyłożeń i wygrywając 68:26. Także Budowlani Commercecon Łódź wygrali z warszawskim rywalem – pokonali AZS AWF 41:19, zapewniając sobie miejsce w półfinale (kolejny świetny występ Jaime Rodrigueza Narvaeza – cztery przyłożenia). W ostatnim meczu Rugby Białystok (grający bez Andrei Cebotariego, powołanego do reprezentacji Mołdawii) pokonał Arkę Rumia 69:10 (dla graczy z Rumii to była dziesiąta kolejna porażka w tym sezonie; dla zwycięzców po 22 punkty zdobyli Dmitro Prodeus i Piotr Wawrzyńczak). Zestawienie półfinałowych dwumeczów jeszcze nieznane – w tym momencie rywalem Sparty jest Legia, a Białegostoku Budowlani, jednak wspomniany zaległy mecz może Sparcie i Białemustokowi zamienić rywali.

W ósmej kolejce drugiej ligi zwycięstwa faworytów. Niepokonany dotąd Hegemon Mysłowice wygrał w meczu na szczycie z Res Energy RT Olsztyn 34:10 (znów błysnął Usaia Navia, który zdobył cztery przyłożenia), a Miedziowi Lubin ulegli Watasze Zielona Góra 15:71. Dla Miedziowych to siódma porażka w siódmym meczu, a zielonogórzanie dzięki zwycięstwu awansowali na drugie miejsce. Hegemon zaś zapewnił sobie miejsce w dwumeczu finałowym, który zdecyduje o awansie do I ligi. Kto będzie ich przeciwnikiem? Olsztyn lub Wataha, które czeka bezpośrednie starcie w ostatniej kolejce rozgrywek.

Heineken Champions Cup

Największy dreszczowiec w ćwierćfinale elitarnych klubowych rozgrywek europejskich zgotowali kibicom gracze Munsteru i Tuluzy. Irlandzka ekipa, formalnie gospodarz spotkania, musiała je rozegrać w Dublinie. Kto wie, czy to nie był ten malutki element, który odebrał im zwycięstwo nad obrońcami tytułu. Bo walka była zacięta, po 80 minutach mieliśmy remis 24:24, 20-minutowa dogrywka nie zmieniła wyniku i w efekcie o awansie decydował konkurs rzutów karnych. A w tym górą byli Francuzi. W pierwszej połowie wymiana przyłożeń, żadna z ekip nie mogła zdobyć przewagi większej niż 7 punktów i na półmetku (który potem okazał się nie być półmetkiem) mieliśmy remis 14:14. Po przerwie Irlandczycy wypracowali sobie 10 punktów przewagi, ale w ostatnim kwadransie rywale je odrobili (remis zapewnił Tuluzie karny Thomasa Ramosa w 75. minucie). W Munsterze żałowali na pewno pudeł z karnych (dwukrotnie mylił się Joey Carbery, a w 80. minucie szczęścia próbował z własnej połowy Ben Healy). W dogrywce zarówno Ramos, jak i Healy próbowali szczęścia w drop-goalach, jednak bezskutecznie. Oglądaliśmy zatem rzadki obrazek w rugbowym świecie, czyli konkurs karnych. I w tych górą byli Francuzi, którzy wygrali go 4:2 (spudłował Conor Murray i dwukrotnie Healy, dla Tuluzy kopał m.in. Antoine Dupont, który nas do tego dotąd nie przyzwyczaił).

Do półfinału awansował także drugi ubiegłoroczny finalista, La Rochelle, po pojedynku z inną francuską drużyną, liderem Top 14, Montpellier. Roszelczycy szybko wyszli na prowadzenie 17:0, ale rywale pod koniec pierwszej połowy zaczęli odrabiać straty i na początku drugiej przegrywali już tylko trzema oczkami. Chwilę później obie ekipy wymieniły się przyłożeniami bez podwyższeń i mieliśmy wynik 22:19. Montpellier zdobyło kolejne przyłożenie, które jednak nie ostało się próbie TMO i decydujące okazały się być trzy celne kopy z karnych Ihai Westa w końcówce – La Rochelle wygrało 31:19.

Szlagierowo zapowiadało się starcie liderów dwóch europejskich lig: Leicester Tigers podejmowali Leinster. Irlandzka ekipa zdominowała pierwszą połowę – dwa przyłożenia w pierwszych 20 minutach, do tego karny Sextona i do przerwy prowadziła 20:0. Anglicy nie mieli wiele do powiedzenia, nie potrafili utrzymać się przy piłce i zasłużenie przegrywali. Druga połowę zaczęli jednak od przyłożenia, byli bardzo bliscy kolejnego (Nemani Nadolo był już na polu punktowym Leinsteru) i mieli potem następne szanse, ale Leinster dominował w młynie, Ross Byrne powiększył jego przewagę z karnego i przyłożenie Nica Dolly’ego dla Tigers w ostatnich minutach nic już nie mogło zmienić – Tigers przegrali mimo niezłej drugiej odsłony 14:23.

W ostatnim, niedzielnym spotkaniu, Racing 92 grał z Sale Sharks. W pierwszej połowie sporo walki, ale niewiele punktów: do ostatniej akcji gospodarze prowadzili tylko 6:3, a na sam koniec tej części spotkania stracili pierwsze przyłożenie w meczu. Po przerwie jednak dwukrotnie bardzo boleśnie ukąsili przeciwników: najpierw przyłożenie po przekopie Finna Russella na skrzydło, gdzie piłkę złapał Teddy Thomas, który błysnął refleksem i koordynacją (https://twitter.com/i/status/1523319212978155527). Chwilę potem Russell zaprezentował umiejętności piłkarskie z najwyższej półki i po dwóch kopach (przy dojściu do piłki po pierwszym pomogło mu szczęśliwe odbicie) sam zameldował się w polu punktowym rywali (https://twitter.com/i/status/1523338924235571200). Gospodarze zdobytej w ten sposób przewagi już nie oddali – Sharks co prawda zdobyli dwa przyłożenia, ale tym samym odpowiadał Racing, który dorzucił do swego dorobku jeszcze 9 punktów z karnych. Wygrał zasłużenie 41:22.

W półfinałach zobaczymy niesamowite zestawienie (przedwczesny finał?): Leinster zagra z Tuluzą. W drugim meczu francuski pojedynek Racingu 92 z La Rochelle. Trójka półfinalistów identyczna jak rok temu, jedyna zmiana to zastąpienie Bordeaux przez Racing 92. Ani jednej drużyny angielskiej i aż trzy francuskie – jedynym „rodzynkiem” zza kanału La Manche jest irlandzki Leinster.

European Rugby Challenge Cup

W Challenge Cup weekend zaczął się od starcia dwóch ekip z czołówki Premiership. Gloucester podejmował Saracens i już na początku spotkania Louis Rees-Zammit był bliski przyłożenia. Jednak potem na bosku dominowali goście, którzy regularnie punktowali. Gloucester natomiast zawodził na 5 m. W samej końcówce Rees-Zammit zaprezentował świetną akcję, ale było już za późno aby odmienić losy meczu – Saracens awansowali do półfinału wygrywając na wyjeździe 44:15.

Odpadły obie drużyny szkockie, choć obie nie były dalekie od szczęśliwszego losu. Edynburg przegrał po pasjonującym pojedynku z Wasps. Szkoci byli na prowadzeniu przez większość pierwszej połowy i na początku drugiej. Stracili je, potem odzyskali na kilka minut przed końcem, ale moment później żółtą kartkę zobaczył Conor Boyle, dwa momenty później przyłożenie zdobył Alfie Barbeary, podwyższył skuteczny tego dnia Jimmy Gopperth (19 punktów – ładne przyłożenie i sześć kopów z podstawki przy stuprocentowej skuteczności) i Wasps wygrali 34:30.

Z kolei Glasgow Warriors ulegli Francuzom z Lyonu. Tu Szkoci też długo byli na prowadzeniu – niemal cały mecz aż do 70 minuty. Wtedy po karnym Leo Berdeu Lyon zdobył punkt przewagi, a parę minut później spotkanie rozstrzygnął przyłożeniem (podwyższonym przez Berdeu) młody gruziński skrzydłowy Dawit Niniaszwili, dla którego było to drugie takie osiągnięcie tego wieczoru. Lyon wygrał 35:27.

W niedzielę Tulon grał z London Irish i zaczął mecz fatalnie – po 10 minutach przegrywał 0:10. Stopniowo redukował jednak straty dzięki karnym Louisa Carbonela, a w drugiej połowie wyszedł na prowadzenie po przyłożeniu kapitana reprezentacji Francji, Charlesa Ollivona. Na kwadrans przed końcem prowadził 19:13. Wtedy przyłożenie dla Irish zdobył młodziutki zmiennik Henry Arundell, który przebiegł z piłką 100 metrów (https://twitter.com/i/status/1523294553465180165). Jednak z trudnej pozycji zabrakło skutecznego podwyższenia i dzięki temu Tulon wygrał jednym punktem, 19:18.

W półfinałach zobaczymy dwa francusko-angielskie pojedynki (oba rozgrywane we Francji): Lyon – Wasps i Tulon – Saracens.

Super Rugby Pacific

W 12 kolejce Super Rugby Pacific mieliśmy cztery pojedynki nowozelandzko-australijskie i w trzech z nich górą były ekipy z „kraju długiej, białej chmury”. Blues grali z Rebels i zostali strasznie podrażnieni przez gości z Melbourne, którzy po 5 minutach prowadzili 14:0 – potem na boisku istnieli już tylko Blues (mimo braku Beaudena Barretta w składzie), zdobyli aż 11 przyłożeń i nieco odpuścili dopiero w samej końcówce. Wygrali 71:28, hat-tricka zanotował Rieko Ioane, kolejne dwa przyłożenia dorzucił jego brat Akira, a najpiękniejsza było chyba akcja zakończona przez Marka Teleę: https://twitter.com/i/status/1522488775892475905. Również Reds zaczęli swój mecz z Highlanders od przewagi dwóch przyłożeń, ale także i oni nie zdołali dowieźć prowadzenia do końca. Byli na czele do 60. minuty, ale ostatecznie przegrali 19:27. Z kolei Crusaders pokonali na wyjeździe Western Force – tu padł wynik 53:15, a hat-tricki zanotowali Leicester Fainga’anuku i Will Jordan (pierwszy w pierwszej połowie, drugi – w drugiej; oprócz tego swoje pierwsze przyłożenie dla Crusaders zaliczył w tym meczu Pablo Matera). Wbrew pozorom nie był to teatr jednego aktora (a raczej jednej drużyny) – jeszcze parę minut po przerwie obie ekipy dzieliły tylko trzy punkty i dopiero ostatnie pół godziny przesądziło o wygranej gości.

Jedyny wyjątek od reguły urządzili stołeczni Brumbies, którzy pokonali rywali zza Morza Tasmańskiego już w trzecim kolejnym meczu. Tym razem ich ofiarą padli Chiefs, którzy na swoim boisku przegrali 28:38. Tu zadecydował początek drugiej połowy, gdy Brumbies odskoczyli rywalom na 14 punktów i tej straty gospodarze nie byli w stanie już odrobić, choć dwukrotnie ją zmniejszali. I to wszystko pomimo dominacji Chiefs na boisku (zdecydowana przewaga w statystykach posiadania piłki i terytorium) – kluczem do wygranej Brumbies okazała się skuteczna obrona.

W meczach z udziałem drużyn wyspiarskich dość blisko swojego drugiego zwycięstwa była Moana Pasifika, która grała z australijskimi Waratahs. Po 25 minutach prowadziła 17:0, a na początku drugiej połowy jeszcze 20:14. Jednak gdy w 54. minucie została na boisku w czternastkę po żółtej kartce, straciła dwa przyłożenia, które dały rywalom zwycięstwo 26:20. Moana grała do końca i w ostatniej akcji meczu miała szansę na przyłożenie, jednak obrona Waratahs na linii bramkowej okazała się skuteczna. Christian Lealiifano z Moany w tym meczu przekroczył granicę tysiąca punktów w Super Rugby – podstawkę do kopu, który o tym przesądził, przyniósł mu na boisko syn. Z kolei Hurricanes nie mieli najmniejszych problemów z Fijian Drua. Ekipa z Wellingtonu, pierwszy raz wspomagana przez ponad stukrotnego reprezentanta Nowej Zelandii Owena Franksa, który wrócił z kontraktu z Anglii, wygrała 67:5.

W tabeli na czele dwie drużyny, które mają po 10 zwycięstw na koncie: Blues i Brumbies. Dla odmiany tylko po jednym zwycięstwie mają zajmujące dwa ostatnie miejsca drużyny wyspiarskie.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Blues1145
2. Brumbies1143
3. Crusaders1139
4. Chiefs1132
5. ↑Waratahs1132
6. ↓Reds1131
7. Hurricanes1129
8. ↑↑Highlanders1117
9. ↓Rebels1115
10. ↓Western Force1014
11. Fijian Drua117
12. Moana Pasifika106

Z kraju

W przedostatnim, siódmym turnieju mistrzostw Polski kobiet w rugby 7 wreszcie pewne urozmaicenie. Jedno niezbyt szczęśliwe – jeszcze przed turniejem okazało się, że do Łodzi z przyczyn zdrowotnych nie przyjedzie druga drużyna Biało-Zielonych Ladies Gdańsk, dotąd seryjnie wygrywająca I ligę (jednak bez prawa awansu do ekstraligi). Drugie urozmaicenie mieliśmy na boisku: do finału turnieju nie awansowała Legia Warszawa, od której pierwszy raz w tym sezonie lepsze były Black Roses z Posnania. Tu górą jednak były jak zwykle Biało-Zielone, 38:0 (w całym turnieju gdańszczanki nie straciły ani jednego punktu). Legia z kolei wywalczyła trzecie miejsce po zwycięstwie z Diablicami Ruda Śląska.

Brak rezerw Biało-Zielonych spowodował, że nie było podziału na I i II ligę, przez co wystąpić nie mogła rezerwowa drużyna gospodyń, Budowlanych Łódź. Jednak pierwsza ich drużyna poradziła sobie znakomicie, wygrała w połączonej stawce wszystkie spotkania i dzięki temu wywalczyła pierwsze miejsce i swój pierwszy awans do ekstraligi.

Oficjalnie ogłoszono, że drugie, finałowe turnieje Rugby Europe Sevens Championships odbędą się w Polsce, w Krakowie. Na stadionie Wisły od 1 do 3 lipca będą rywalizować najlepsze siódemkowe reprezentacje Europy (poza wykluczoną Rosją i kilkoma zdegradowanymi na poziom Trophy drużynami – np. obiema reprezentacjami Anglii), a stawką łącznej klasyfikacji dwóch turniejów będzie tylko tytuł najlepszej drużyny Europy oraz awans na Puchar Świata w Rugby 7 w Kapsztadzie. Do obsadzenia w tej ostatniej imprezie są po cztery miejsca: wśród kobiet szanse mamy spore (tym bardziej, że Francuzki już są pewne występu, więc zapewne wystarczy piąta lokata), wśród mężczyzn pewnie mniejsze (tym bardziej, że z pewnych awansu trzech drużyn z Europy tu zagrają tylko Francuzi – w stawce brak Anglików, grających na poziomie Trophy, i Szkotów, którzy w RE Sevens w tym sezonie zdaje się nie wystartują w ogóle).

Wypowiedź trenera Janusza Urbanowicza dla Interii potwierdza też informacje azjatyckich mediów, że latem planowany jest w Ameryce Południowej challanger o awans do World Rugby Sevens Series – kobiety będą rywalizować w Chile. Tu zapewne tylko jedno miejsce będzie do obsadzenia, a rywalizacja będzie niezwykle zacięta.

Grały młodzieżowe piętnastki. Wśród kadetów nadrabiano zaległości i Orkan pewnie pokonał Budowlanych Łódź. U juniorów dwa mecze – Budowlani Łódź wygrali z Lechią Gdańsk, a wynikiem starcia Juvenii z Orkanem jakoś nikt się nie chwali.

W ósmym turnieju Polskiej Ligi Rugby 7, rozegranym we Wrocławiu, do wygrywania powrócił lider klasyfikacji generalnej, Tytan Gniezno, który pokonał w finale gospodarzy, Rugby Wrocław. Trzecie miejsce dla Kaskady Szczecin, która w meczu o miejsce na podium wygrała ze świeżo upieczonymi mistrzami Polski, Posnanią (którzy jednak w ten weekend mieli też mecz piętnastek).

Do poczytania: bardzo dobry tekst Adama Mauksa o wyzwaniach stojących przed polskim rugby – 100 lat polskiego rugby. Ten dom trzeba zbudować od fundamentów.

Ze świata

Powoli dobiega końca sezon Rugby Europe International Championships – w ten weekend odbyło się sześć meczów na poziomach Conference 1 i Conference 2. W grupie północnej Conference 1 korespondencyjny bój toczyli dwaj liderzy, Szwedzi i Czesi. Nasi południowi sąsiedzi bez większych problemów pokonali Łotwę 54:17, inkasując także punkt bonusowy (mecz sędziował Łukasz Jasiński). Trudniejsze zadanie okazali się mieć Szwedzi – Węgrzy, dotąd bez zwycięstwa, do przerwy remisowali 17:17, a w końcówce, przegrywając tylko 25:29, mieli piłkę na 5 m rywali. Wyniku jednak nie zmienili. O awansie do Rugby Europe Trophy zdecyduje w tej sytuacji ostatnie, bezpośrednie spotkanie Szwecji z Czechami w najbliższy weekend. Czesi mają w tabeli jeden punkt więcej, ale Szwedzi będą mieć przewagę swojego boiska.

W Conference 2 w grupie północnej Dania przegrała z Mołdawią 19:27 (Duńczycy na sam koniec meczu przegrywali 19:20 i byli z piłką na połowie rywali, ale przechwyt dał Mołdawianom przyłożenie kończące mecz), a Norwegia uległa Finlandii 3:24. Tu pozostał do rozegrania mecz Mołdawii z Finlandią, który zdecyduje o zwycięstwie w grupie (Mołdawianie mają nad Finami 4 punkty przewagi; tyle samo punktów co Mołdawia ma Dania, ale ta już nie ma do rozegrania żadnego meczu). W grupie południowej Bośnia i Hercegowina przegrała z Serbią 19:38, a Bułgaria pokonała Turcję 54:13. Tu zwycięzcą grupy została Bułgaria. Do rozegrania pozostał jeden mecz pomiędzy dwoma najsłabszymi dotąd ekipami (pokonanymi w ten weekend).

W kobiecym rugby mieliśmy mecz Australii z Fidżi w Brisbane, wygrany przez gospodynie 36:19. Dla Australijek było to pierwsze spotkanie od niemal trzech lat i miały w składzie aż 11 debiutantek. Nietypowa sytuacja miała miejsce na początku spotkania – Fidżyjki chciały zacząć je w szesnastkę. Towarzysko grały też Japonki, które zmierzyły się z australijskimi Barbarians i wygrały 24:10.

Rozegrano pierwszy w historii finał rozgrywek Rugby Europe Super Cup. Półfinały tego pucharu organizowanego przez Rugby Europe bardzo zaostrzyły nam apetyty – niestety sam finał trochę zawiódł. Niezłe było pierwsze 20 minut meczu – obie drużyny konstruowały ładne akcje, stwarzały szanse. Po tym fragmencie gry gospodarze, portugalscy Lusitanos, przegrywali z gruzińskim Black Lion 5:7. Potem widowisko się popsuło i widzieliśmy coraz więcej błędów. Do przerwy Portugalczycy prowadzili 8:7, po przerwie podnieśli je do 11:7, ale gdy grali w osłabieniu po żółtej kartce stracili przyłożenie (po serii błędów z obu stron) i było 14:11 dla gości. Mecz skończył się ich wygraną 17:14. Szkoda, że RE nie znalazło jakiejś bardziej efektownej areny dla tego wydarzenia (a przynajmniej takiej, w której kamery mogłyby stanąć naprzeciwko trybuny).

W United Rugby Championship dwa zaległe spotkania w dole tabeli. Prawdziwą stawkę miało tylko starcie Ospreys z Dragons, bo gospodarze wciąż mieli szansę dogonić Scarlets i wywalczyć walijskie miejsce w Champions Cup w przyszłym sezonie. Z początku meczu Dragons ich zaskoczyli – po 10 minutach prowadzili 14:3. Potem jednak Ospreys przejęli kontrolę nad meczem (m.in. hat-tricka zaliczył Morgan Morris) i ostatecznie wygrali 50:31. Przeskoczyli dzięki temu w tabeli Scarlets, z którymi mają równą liczbę punktów – o awansie do Champions Cup zadecydują w tej sytuacji wyniki z ostatniej kolejki, gdzie obie ekipy zmierzą się z rywalami z Południowej Afryki. W drugim meczu Cardiff nie pozwoliło powtórzyć Zebre sukcesu sprzed tygodnia – już do przerwy Walijczycy prowadzili 35:0, a ostatecznie wygrali 42:14.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leinster1762
2. Munster1756
3. Sharks1756
4. Stormers1756
5. Ulster1755
6. Bulls1753
7. Glasgow Warriors1750
8. Edynburg1750
9. ↑Ospreys1744
10. ↓Scarlets1744
11. Lions1737
12. Connacht1736
13. ↑Cardiff1628
14. ↓Benetton Treviso1625
15. Dragons1618
16. Zebre Parma168

Professional Rugby Board (organizacja zarządzająca zawodowym rugby w Walii) zamówiła raport, z którego wynika, że należy rozwiązać jedną z czterech drużyn regionalnych z tego kraju (lub zmienić jej status na półzawodowy, wycofując ją z URC), co pozwoli zaoszczędzić kwoty rzędu 6–9 mln funtów rocznie. A kłopoty finansowe są spore. Oczywiście, zmiany nie są jeszcze pewne, ale w zagrożonych regionach budzi się opór. Spekuluje się, że największe ryzyko dotyczy Ospreys, którzy nie mają swojej bazy. To zresztą nie pierwszy taki pomysł. Przed trzema laty były prowadzone rozmowy o połączeniu Ospreys i Scarlets. Warto pamiętać, że z pierwotnie utworzonych pięciu zawodowych drużyn regionalnych, jedna została rozwiązana po zaledwie roku (Celtic Warriors).

We francuskiej drugiej lidze (Pro D2) rozegrano przedostatnią kolejkę i wciąż jeszcze nie wszystko jest rozstrzygnięte. Spora w tym zasługa jednego spotkania, w którym Bourg-en-Bresse pokonało Colomiers z bonusem 34:13. Zwycięzcy walczą o utrzymanie i dzięki temu zmniejszyli o jeden punkt (do trzech) dystans dzielący ich od Rouen Normandie (to też wygrało z wyżej notowanym rywalem, Beziers). Z kolei Colomiers mogli zapewnić sobie zwycięstwem awans do play-off, a tak co prawda utrzymali się w czołowej szóstce, ale z tylko trzema punktami przewagi nad siódmym Provence, które nieoczekiwanie wygrało z Oyonnax (a w ostatnich minutach straciło bonus ofensywny). Awans potwierdziło za to Carcassonne, które pokonało także wyżej notowaną Bajonnę, 33:28 (mimo gry przez 50 minut w osłabieniu po czerwonej kartce). Porażki Bajonny i Oyonnax oznaczają, że wciąż nierozstrzygnięte jest, kto zajmie drugie miejsce, dające bezpośredni awans do półfinałów – obie drużyny mają taką samą liczbę punktów. Liderzy, Mont-de-Marsan są już za to pewni pierwszego miejsca po zwycięstwie nad Grenoble 22:12. Cieniem na tej kolejce spotkań położyła się śmierć Kelly’ego Meafui, pochodzącego z Samoa gracza Montauban – po wyjściu z klubu nocnego, gdzie z kolegami świętował zwycięstwo w meczu, skoczył z mostu do rzeki Tarn.

Odrobinę smutno skończyła się runda zasadnicza Japan Rugby League One – dwa spośród sześciu spotkań odwołano, w tym mecz Toyoty Verblitz, która liczyła jeszcze na awans do play-off (była piąta i mogła mieć nadzieję na potknięcie Toshiby Brave Lupus) – w ekipie stwierdzono zachorowania na covid i automatycznie pięć punktów powędrowało na konto jej rywali, zwycięzców rundy zasadniczej Tokyo Sungoliath. Wyniki pozostałych meczów nie miały już w tej sytuacji większego znaczenia, choć zwraca uwagę zwycięstwo Kobelco Steelers nad Shining Arcs 74:34 (aż 25 punktów zdobył w nim Lee Seung-Sin, a cztery przyłożenia na swoje konto zapisał Rakuhei Yamashita; dla pokonanych kolejne przyłożenie zdobył Israel Folau).

W półfinałach zobaczymy cztery drużyny z metropolii tokijskiej: Tokyo Sungoliath zagra z Toshiba Brave Lupus Tokyo a Saitama Wild Knights (obrońcy tytułu) zmierzą się z Kubota Spears Funabashi Tokyo Bay. Z ligi spada NTT Docomo Red Hurricanes Osaka (aż na trzeci poziom, wszystko z powodu zmian w NTT, który postanowił nie wspierać dwóch zawodowych drużyn), dzięki czemu ostatni w tabeli Green Rockets dostaną szansę utrzymania w barażach. Już wiadomo, że do League One bezpośrednio awansuje ekipa z Osaki: Hanazono Kintetsu Liners, trzykrotny mistrz Japonii (choć ostatni raz przed niemal pół wieku).

W Major League Rugby kilka ciekawych wyników. Dramatycznie kończył się mecz na szczycie konferencji zachodniej, w którym spotkały się dwie drużyny Gilchrista: LA Giltinis i liderujący stawce Austin Gilgronis. Górą byli Giltinis, którzy po pierwszej połowie prowadzili 10:3. Gilgronis do końca walczyli przynajmniej o remis, w ostatniej akcji meczu zdobyli przyłożenie, ale brakło skutecznego podwyższenia (minimalnie chybione z nienajtrudniejszej pozycji) i obrońcy tytułu wygrali 10:8. Gilgronis zachowali jednak 6-punktową przewagę nad Giltinis w tabeli. Za to z czołowej trójki (tyle drużyn z konferencji awansuje do play-off) wypadła inna drużyna kalifornijska, San Diego Legion, która przegrała z bezpośrednim rywalem w walce o awans, Houston SaberCats, 24:34. W efekcie Legion przegonili nie tylko rywale z tego weekendu, ale także drużyna z Seattle (rekordowy w historii ligi wynik z wciąż zbierającymi porażki Dallas Jackals: 74:7). Na wschodzie liderzy z Bostonu umocnili się na prowadzeniu po zwycięstwie nad Old Glory DC. Zmiana na drugim miejscu: Rugby New York, które w ważnym meczu pokonało Toronto Arrows, przeskoczyło w tabeli ekipę Rugby ATL – Atlanta nieoczekiwanie przegrała z przedostatnią drużyną z zachodu, Utah Warriors.

W południowoafrykańskiej Súper Liga Americana de Rugby mamy już trzech pewnych uczestników półfinałów: prowadzący w lidze urugwajski Peñarol, drugi chilijski Selknam i trzeci argentyńscy Jaguares XV. O czwarte miejsce walczą kolumbijscy Cafeteros Pro i paragwajscy Olimpia Lions (w gruncie rzeczy zbudowani na argentyńskich zawodnikach). Bez szans (i wciąż bez zwycięstwa) są brazylijscy Cobras. W ubiegłym tygodniu najciekawiej było w pojedynku Selknam z Jaguares XV. Argentyńska ekipa powinna być zmotywowana obecnością Michaela Cheiki na trybunach, tymczasem to Selknam dominował i drugi raz w tym sezonie pokonał Argentyńczyków – tym razem 23:10. Najlepszym Argentyńczykiem na boisku był ten jedyny w składzie Selknamu – Franco Molina. Są spore szanse na trzeci mecz w tym sezonie w takim samym zestawieniu, tym razem w półfinale rozgrywek.

Wróciła do gry najwyższa liga Currie Cup – mieliśmy m.in. spotkanie lidera ligi, niepokonanych Cheetahs, z najsłabszą drużyną, dotąd z kompletem porażek, Lions. Obie ekipy podtrzymały swoje serie – Cheetahs wygrali na wyjeździe 35:26, ale Lions byli na prowadzeniu przez niemal całe spotkanie i stracili je dopiero w ostatnich 10 minutach. Warto docenić też Pumas, którzy pokonali na wyjeździe wyżej klasyfikowanych Sharks 20:10 i zachowali szansę na awans do play-off. W ostatnim meczu Bulls pokonali Griquas 48:38 po wyśmienitej pierwszej połowie (36:5) i nieskutecznej pogoni rywali w drugiej odsłonie meczu – zwycięzcy umocnili się w ten sposób na drugim miejscu w tabeli.

Na drugim poziomie Black Lion pauzował (z powodu finału Super Cup), natomiast pierwsze zwycięstwa nad rywalami z Południowej Afryki odniosły drużyny z Kenii i Zimbabwe. Simbas wygrali z Border Bulldogs 35:12 (spotkanie dwóch drużyn, które dotąd miały komplet porażek na koncie), a Goshawks z Boland Kavaliers 23:22. Na prowadzeniu jedyna ekipa z kompletem zwycięstw, Griffons. Black Lion po oddaniu walkowerem dwóch spotkań jest sklasyfikowany na czwartym miejscu.

We włoskiej Top10 zaczął się play-off – w ten weekend odbyły się pierwsze spotkania dwumeczów półfinałowych. Bliżej awansu do finału są ubiegłoroczni jego uczestnicy, którzy odnieśli zwycięstwa wyjazdowe, choć niezbyt wysokie. Obrońca tytułu, Rovigo, wygrał z Valorugby Emilia 16:9, a najlepsza drużyna fazy zasadniczej, Petrarca, pokonała Calvisano 16:12.

W walijskiej Premiership w ostatnim meczu sezonu, bardzo dramatycznym, rozstrzygnęła się sprawa trzeciego miejsca w lidze. Wywalczyła je drużyna Aberavon, która jednak musiała porządnie się namęczyć z ekipą Merthyr – wygrała 44:43. Aberavon wypracował sobie przewagę w pierwszej połowie, ale w 30. minucie jeden z jego graczy zobaczył czerwoną kartkę. Merthyr w drugiej połowie odrabiał straty, zdobył cztery przyłożenia i wyszedł nawet na dwupunktowe prowadzenie, ale pod sam koniec meczu Aberavon zdobył decydujące punkty z karnego. Afera na zapleczu, czyli w Championship. Szanse na zwycięstwo w niej i awans do Premiership miał Pontypool, ale stracił ją z powodu nierozegrania zaległego spotkania z najsłabszą drużyną ligi, Beddau. Władze Pontypool oskarżyły przeciwników o to, że bez powodu odrzucały kolejne proponowane terminy rozegrania meczu, a także władze ligi – o to, że w tej sytuacji nie przyznały im walkowera (zgodnie z przyjętymi wcześniej covidowymi zasadami). Inna afera w rozgrywkach pucharowych (bodajże czwartego szczebla) – zwycięzcy opublikowali zdjęcie zdobytego pucharu z „kreskami” z białego proszku, w efekcie czego dochodzenie wszczęła agencja antydopingowa.

Poznaliśmy zwycięzcę austriackiej Bundesligi. Tytuł mistrzowski odzyskała ekipa Donau Wien, która dotąd tylko dwukrotnie w historii oddała go w inne ręce, w dwóch poprzednich sezonach (obrońcą tytułu był RC Graz, który przegrał z Donau w półfinale). Tym razem Donau miał okazję zrewanżować się Celticowi za porażkę z 2019 i wygrał, choć minimalnie i wyszarpując zwycięstwo niemal równo z końcowym gwizdkiem: 18:16.

W rumuńskiej Liga Națională de Rugby trwa sezon zasadniczy. W starciu dwóch ekip grających w ubiegłym sezonie w SuperLidze Știința Baia Mare pokonała Universitățeę Kluż 35:13. W jedynym w tej kolejce meczu drużyny zawodowej z amatorską Steaua Bukareszt rozgromiła Navodari 97:3.

Wśród planów na lipcowe testy coraz to nowe terminy potwierdzane. Wśród nich m.in. arcyciekawie spotkanie Chile ze Szkocją, która wyjeżdża do Ameryki Południowej i w ten sposób będzie się rozgrzewać przed serią testów z Argentyną. Niestety, Szkoci nie traktują tego meczu jako oficjalny – ma zagrać „Szkocja A”. Z kolei Belgowie zagrają z Kanadą. W Hiszpanii pojawiają się natomiast plotki, że reprezentacja straci nie tylko awans na Puchar Świata we Francji, ale także planowany na lato mecz z Włochami.

World Rugby opublikowało pełną treść orzeczenia w sprawie Gavina van der Berga. Samego zawodnika uznała za niewinnego (mimo złożonego przezeń oświadczenia, że spełnia kryteria naturalizacji – hiszpańska federacja nie przeprowadziła jednak dokładnego wywiadu z nim na ten temat). Warto zwrócić uwagę na ciekawy wątek podkreślany przez panel dyscyplinarny: van der Berg przez pierwszy rok (wliczony do trzyletniego okresu przez Hiszpanów) nie tylko zbyt długo był poza krajem (zresztą nie tylko w RPA, ale i w innych krajach strefy Schengen), ale także nie czuł się specjalnie związany z Hiszpanią i dopiero przed swoim drugim rokiem w tym kraju zaczął myśleć poważniej o pozostaniu tam.

Włodarze francuskiej Top 14 zastanawiają się nad miejscem rozgrywania decydujących meczów w przyszłym sezonie – w Midi Olympique podano, że rozważane jest zorganizowanie półfinałów ligi w hiszpańskim San Sebastián (w sumie niedaleko od francuskiej granicy, w hiszpańskiej Baskonii). Przypomnijmy, że w 2016 finał ligi był rozgrywany na Camp Nou w Barcelonie przy pełnych trybunach.

Nowy trener kobiecej reprezentacji Nowej Zelandii powołał swój pierwszy skład drużyny na czerwcowe mecze Pacific Four Series. Jest sporo nowych nazwisk, w tym gwiazda siódemek Ruby Tui, nie ma natomiast dotychczasowej kapitan drużyny, Les Elder, ale to prawdopodobnie efekt kontuzji.

Z wieści transferowych:

  • Rohan Janse van Rensburg zmienia Sharks na Sharks: z Manchesteru trafia do Durbanu. Z Sharks durbańskich odchodzi natomiast inny Springbok – S’bu Nkosi przenosi się do Bulls;
  • tydzień temu pojawiła się informacja o odejściu Danny’ego Ciprianiego z Bath i wyjeździe za granicę. Liczne plotki wskazują na to, że zawodnik będzie grać za rok w MLR (mówi się o Los Angeles i Dallas);
  • z Bristol Bears żegna się jego dyrektor wykonawczy, Mark Tainton. To zapewne efekt popełnionego niedawno błędu, gdy klub przeoczył termin skorzystania z klauzuli nieprzedłużania kontraktów kilku zawodników i w efekcie stanął w obliczu ryzyka przekroczenia salary cap w kolejnym sezonie;
  • spore zmiany zapowiedziano w sztabie trenerskim Newcastle Falcons. Odchodzi m.in. główny trener, Dean Richards, który spędził w tej roli w klubie z północy Anglii aż 10 lat;
  • na emeryturę rugbową odchodzi filar Arnold Wilson. Nie jest to wielka gwiazda rugby, występował w North Shields (ostatnio w drugim i trzecim zespole, pierwszy gra na dziewiątym poziomie ligowym w Anglii), ale imponujące wrażenie robi wiek, w którym to robi: 73 lata (i ponad 1000 meczów na koncie).

Zmarł 60-letni Gerhard Mans, gwiazda namibijskiego rugby, pierwszy kapitan reprezentacji tego kraju po uzyskaniu niepodległości. Zginął jadąc na rowerze, uderzony przez samochód.

Polacy za granicą

Wieści o naszych reprezentantach z lig zagranicznych – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • Ross Cooke (Tynedale – National League 2 North): cały mecz przeciwko Fylde, przegrany 26:38. Tynedale ukończyło rozgrywki na siódmym miejscu;
  • Eryk Luczka (Hornets – Somerset Cup): od pierwszej minuty w kończącym sezon finałowym meczu pucharu hrabstwa przeciwko Wellington, wygranym 53:27. Hornets sięgnęli po niego piąty raz w swojej historii, poprzednio w 2018;
  • Aron Struminski (Taunton Titans – National League 1): cały mecz przeciwko Leeds Tykes, przegrany z broniącym się przed spadkiem rywalem 24:41 (zwycięstwo Tykes pogrążyło legendarny klub Blackheath). Strumiński w swoim ostatnim meczu dla Titans (po pięciu latach gry, był m.in. najlepszym graczem drużyny 2017/2018) zdobył przyłożenie na samym jego początku, a w ostatnich sekundach pożegnał się z klubem podwyższeniem. Titans skończyli sezon w środku stawki, na ósmym miejscu – to ponoć najlepszy wynik w ich historii.

Francja:

  • Mateusz Bartoszek (Bassin d’Arcachon – Fédérale 1): od pierwszej minuty w meczu rewanżowym fazy play-off z Anglet, wygranym 27:20. Drugi mecz i drugie zwycięstwo, a w efekcie wywalczony awans do Nationale 2;
  • Kamil Bobryk (Vienne – Fédérale 1): od pierwszej minuty w rewanżowym meczu pierwszej rundy play-off o mistrzostwo Francji i awans do Nationale 1 z Pamiers, przegranym 11:18. W sumie jednak w dwumeczu zwycięstwo 42:40 i awans do ćwierćfinału, gdzie czekać będzie grupowy rywal, Hyères Carqueiranne Aleksandra Nowickiego;
  • Aleksander Nowicki (Hyères Carqueiranne – Fédérale 1): od pierwszej minuty w rewanżowym meczu pierwszej rundy play-off o mistrzostwo Francji i awans do Nationale 1 z Graulhet, wygranym 25:20 (w sumie w dwumeczu 48:33). Awans do ćwierćfinału, a tam za tydzień start dwumeczu z Vienne Kamila Bobryka.

Szkocja:

  • Ronan Seydak (Heriot’s – Super6 Sprint Series): z ławki rezerwowych w meczu z Ayrshire Bulls, przegranym 14:17. Heriot’s spadło z pierwszego na drugie miejsce tabeli;
  • Dan Tomanek (Stirling County): w składzie siódemkowej ekipy na turniej Crieff 7s.

Szwacjaria:

  • Kacper Ławski i Patryk Reksulak (Yverdon – LNA): obaj od pierwszej minuty w meczu z Grasshopperem Zurych wygranym 28:13. Polacy zdobyli większość punktów w meczu: obaj z nich zaliczyli po przyłożeniu (dla Ławskiego to było już szóste w sezonie), a Reksulak dorzucił 13 punktów z kopów (3 karne i 2 podwyższenia). Yverdon na czele tabeli (wyprzedza swoich ostatnich rywali o trzy punkty, choć ma jeden mecz rozegrany mniej).

Walia:

  • Dawid Rubaśniak (Ebbw Vale – Premiership): z ławki rezerwowych w meczu z Bridgend, przegranym 7:11. Ebbw Vale skończyło ligowy sezon na jedenastym (przedostatnim) miejscu.

O innych ligach: Izrael

Dziś przekraczam geograficzne granice Europy, choć pozostaję w Europie rugbowej (zresztą, podobnie było w przypadku Gruzji) – federacja rugby Izraela, choć kraj położony jest w Azji, należy do Rugby Europe (głównie z powodów politycznych, podobnie zresztą jak w innych dyscyplinach sportowych). Tekst niestety krótki: nie ma właściwie żadnych usystematyzowanych informacji na temat rugby w tym kraju, strona internetowa federacji wspomina o rozgrywkach ligowych jedynie z sezonu 2017/2018, sama federacja na prośby o informacje nie odpowiada, trzeba zatem przedzierać się przez profile facebookowe.

W rugby na terenie późniejszego Izraela grano na pewno w pierwszej połowie XX w., gdy ziemie te należały do mandatu powierzonego Wielkiej Brytanii przez Ligę Narodów. Uprawiali ten sport brytyjscy żołnierze i rugby niemal tu zanikło wraz z ich wyjazdem. Niemal, bo spróbował je tu zaszczepić pochodzący z Południowej Afryki Leo Camron, który wstąpił do izraelskiego wojska. Chciał zakorzenić rugby zwłaszcza w armii, jednak jego sukcesy były dość ograniczone. Impuls dla rozwoju rugby (choć skromnego) dała dopiero emigracja z krajów angielskojęzycznych w latach 60. (zwłaszcza z Południowej Afryki).

Federacja krajowa powstała w 1975. Reprezentacja pierwszy mecz oficjalny zagrała przeciwko Szwajcarii w 1981 (padł wówczas remis 9:9). W 1981 rugby zostało włączone do programu Igrzysk Machabejskich czyli imprezy podobnej do igrzysk polonijnych (rywalizują tam reprezentacje żydowskiej diaspory z różnych krajów). Dużym sukcesem Izraela było pokonanie Węgier 67:8 w spotkaniu stanowiącym część ścieżki kwalifikacji do finałów Pucharu Świata 1995. Izrael szczyci się zawodnikami o żydowskich korzeniach, którzy jednak dla tego kraju nigdy nie grali. Wśród nich są znakomity reprezentant Południowej Afryki z przełomu lat 40. i 50. XX wieku, Aaron „Okey” Geffin, który mocno przysłużył się zwycięstwu nad Nową Zelandią w serii w 1949, czy Joel Stransky, którego drop goal dał Południowej Afryce mistrzostwo świata w 1995.

Ligę w kraju założyło pięć klubów, które przystąpiły do rozgrywek w sezonie 1972/1973. Pierwsze sezony można uznać za nieoficjalne, zmieniło się to dopiero wraz z założeniem federacji w 1975. Toczyły się regularnie, ale chyba nigdy liczba zaangażowanych drużyn nie przekroczyła dziesięciu. Ostatni sezon zakończono w marcu tego roku, gdy mistrza Izraela wyłonił tradycyjny dwumecz. Yizre’el (klub założony jeszcze końcu lat 60.) pokonał istniejącego od 1973 dwunastokrotnego mistrza kraju Tel Aviv (pierwszy raz został nim w 1975, ostatni w 2019) 35:7 i 29:5. W rozgrywkach uczestniczyło osiem ekip: najpierw odbyła się faza zasadnicza (każdy z każdym, zdaje się bez rewanżów), potem podział stawki na dwie połowy: play-off i play-out. Na koniec dwumecze finałowe (oprócz finału rozegrano także spotkania o trzecie i piąte miejsce). Wynik z 2022 był powtórką z 2020, gdy w finale grały te same dwie drużyny i wtedy również górą był Yizre’el, choć wyniki były znacznie bardziej na styku (25:23 i 25:24). W 2019 jednak w finałowym starciu tych drużyn lepszy był Tel Aviv.

W ostatnich latach pojawił się projekt, który izraelskie rugby ma podciągnąć w górę – drużyna Tel Aviv Heat, biorąca udział w rozgrywkach Rugby Europe Super Cup. Czy podciągnie? Złośliwi twierdzą, że po pięciu latach, gdy będzie można naturalizować jej zawodników (co jednak wątpliwe, bo raczej mało kto z nich spełni wymogi dotyczące 10 miesięcy w kraju, skoro rozgrywki RESC tak długo się nie toczą). W składzie ekipy niewielu jest zawodników z Izraela (w fazie grupowej tegorocznego RESC było ich maksymalnie czterech i nie odgrywali tam czołowych ról, prędzej ogony), natomiast zdecydowaną większość zawodników stanowi zaciąg z Południowej Afryki oraz innych krajów o rugbowych tradycjach.

Kobiety w Izraelu w rugby grają, ale zdaje się jeszcze nie w piętnastki.

Zapowiedzi

W kolejny weekend po raz piętnasty na boisko wybiegną gracze Ekstraligi (Up Fitness Skra Warszawa – Orkan Sochaczew, Lechia Gdańsk – Ogniwo Sopot, Edach Budowlani Lublin – Posnania, Awetna Pogoń Siedlce – Master Pharm Rugby Łódź, Juvenia Kraków – Arka Gdynia). Poza tym przedostatnia kolejka rundy zasadniczej II ligi i mecze centralnej ligi kadetów.

W Europie powoli kończy się Rugby Europe International Championships (dwa mecze, w tym Szwecja – Czechy, którego stawką jest awans do Rugby Europe Trophy), a także europejskie puchary – odbędą się mecze półfinałowe Champions Cup i Challenge Cup. W Super Rugby Pacific m.in. pierwsze wyspiarskie derby.

1 komentarz do “Karne w Dublinie”

Dodaj komentarz