Burzliwa końcówka sezonu

W Ekstralidze kończyła się faza zasadnicza (wstrząsana mocno spóźnionymi decyzjami KGiD), natomiast w najlepszych ligach świata rozgrywano mecze fazy play-off. W Super Rugby będziemy mieć finał z udziałem wyłącznie drużyn z Nowej Zelandii, a w United Rugby Championship – z Południowej Afryki (sensacyjnie przegrał w półfinale Leinster). Pozaboiskowe historie nie tylko u nas, ale także w Hiszpanii i Stanach Zjednoczonych.

Ekstraliga

Znowu zanim rugbyści wybiegli na boisko, zakręcił tabelą „zielony stolik”. Najpierw głos zabrała Komisja Odwoławcza, która zajęła się nierozegranym meczem Up Fitness Skry Warszawa z Edachem Budowlanymi Lublin. Wcześniej Komisja Gier i Dyscypliny przyznała walkower na korzyść gości. Teraz ten walkower został unieważniony (swoją drogą, próżno szukać uzasadnienia decyzji). To zmieniło sytuację w walce o czwarte miejsce w tabeli, dające awans do meczu o brązowy medal: przed tą decyzją w ostatniej kolejce Skra musiała wygrać swój mecz i liczyć na porażkę Budowlanych, natomiast po niej sytuacja się odwróciła: Skra znalazła się wyżej w tabeli, więc to Budowlani nie tylko musieli wygrać, ale i i liczyć na potknięcie warszawiaków. Co dalej? KO umorzyła postępowanie w tej sprawie – czy to przypadkiem formalnie nie utrudni KGiD wyznaczenie terminu rozegrania meczu, co chyba jest jej obowiązkiem wynikającym z przepisów?

W sobotę, już w trakcie trwania spotkań ekstraligowych, opublikowano decyzję KGiD w sprawie meczu Edachu Budowlanych Lublin z Juvenią Kraków sprzed ponad miesiąca. Lublinianie popełnili błąd przy zmianach (tyle mówimy o profesjonalizacji, a tymczasem wciąż nie możemy uciec od takich wpadek – na początku poprzedniego sezonu mieliśmy bodaj dwa walkowery z podobnych powodów) i stracili w sumie sześć punktów. W efekcie w tabeli obsunęli się na szóste miejsce i stracili szansę na awans do meczu o medale, niezależnie od meczu ze Skrą.

A na koniec, w niedzielny poranek, wreszcie pojawiło się orzeczenie KGiD w sprawie, chyba budzącej największe emocje – Komisja rozgrzeszyła Ogniwo Sopot z występów Władysława Grabowskiego. Powołała się na dawniejsze ustalenia organów PZR, zgodnie z którymi zawodnik był uprawniony do gry w reprezentacji (faktycznie, trudno Ogniwo obciążać winą za błędy Związku), a także na ustawę o obywatelstwie polskim, nakazującą traktować osoby o podwójnym obywatelstwie tak samo jak osoby o obywatelstwie wyłącznie polskim (tu mam wątpliwości: osoba z wyłącznie polskim obywatelstwem w myśl przepisów World Rugby wcale nie musi mieć uprawnienia do reprezentowania naszego kraju; chyba nie ma tu zatem nierówności w traktowaniu, którą powołanie na przepisy ustawy mogłoby wyrównać).

Cóż, dobrze, że w końcu KGiD wydała z siebie orzeczenie w tej sprawie. Czekaliśmy na to dramatycznie długo. Takie rzeczy powinny być załatwiane jak najszybciej, tymczasem w sprawie Ogniwa czekaliśmy 10 8 miesięcy, a w trywialnej sprawie meczu Budowlanych z Juvenią ponad miesiąc. Tygodnie/miesiące mijają, sezon się kończy, a kluby czasami wychodząc na boisko nie wiedzą o co grają. Nie mam żadnych zastrzeżeń co do ilości orzeczeń KGiD (cóż, to nie ich wina, że kluby popełniają błędy), rzadko też do ich treści, ale czas oczekiwania na nie woła o pomstę do nieba. Zresztą, Sparta Jarocin opublikowała na swoim profilu facebookowym informację o karze dyscyplinarnej dla jednego z zawodników Rugby Białystok. KGiD podobno miała wydać decyzję odsuwającą go od gry, ale KO cofnęła ją, ponieważ KGiD zwlekała z wydaniem decyzji ponad 30 dni (na stronie PZR nie ma ani orzeczenia KGiD w tej sprawie, ani uchylającej decyzji KO).

Co dalej? Sprawy pewnie się nie skończyły. Ta z Ogniwem w roli głównej może trafić dalej. Gdyby była rozstrzygnięta przez KGiD wcześniej, może byłaby szansa, aby przed finałem sezonu stała się ostateczna. Nie mówiąc o miesiącach oczekiwania, podczas których atmosfera wokół sprawy tylko gęstniała… Teraz trudno przewidzieć czy będą odwołania, a jeśli tak, jak długo będą rozstrzygane i jaki będą miały skutek. Pilnie wypadałoby też coś zrobić z przepisami (posłużenie się w regulaminie Ekstraligi – być może nieprzemyślane – pojęciem uprawnienia do reprezentowania kraju, podczas po coś wcześniej stworzono status zawodnika krajowego, jest mnożeniem bytów ponad potrzebę prowadzącym do zamieszania). Jeszcze pilniej wypadałoby zdyscyplinować (nomen omen) Komisję Gier i Dyscypliny do sprawniejszego działania.

Przechodząc do tego, co działo się na boisku: kolejkę zaczął mecz Up Fitness Skry Warszawa (bez Waltersa, Fihakiego i Mangongo) z Lechią Gdańsk, chyba najistotniejszy w obecnej sytuacji dla układu drużyn w górnej części tabeli. Szkoda, że transmisja dość długo pozostawiała sporo do życzenia – kibice spoza stadionu nie zobaczyli pierwszego przyłożenia warszawiaków. A chwilę po nim, po zaledwie 10 minutach gry Lechia została osłabiona do końca spotkania – czerwoną kartkę (dopiero drugą w tym sezonie w Ekstralidze, pod tym względem to niezły sezon) zobaczył Dawid Wesołowski za próbę uprawiania boksu na boisku. Skra dominowała, po 20 minutach wyszła na prowadzenie 19:0 (a bliski kolejnego przyłożenia był Violeti Kolo). Na kwadrans przed końcem pierwszej połowy Lechia wreszcie odpowiedziała po świetnym przekopie Jasona Makhariego. Skra nadal cisnęła, bliska była kolejnych przyłożeń, ale w końcówce pierwszej odsłony zaliczyła fatalny okres, dwie żółte kartki, i straciła serię trzech przyłożeń (pierwsze po przechwycie Roberta Wójtowicza pod własnym polem punktowym) i zrobiło się nieoczekiwanie 19:26, a Jason Makhari był bliski kolejnego przejęcia, po którym miał otwartą drogą do pola punktowego. W drugiej połowie Lechia jednak już niemal nie wychodziła ze swojej połowy (tyle co po wznowieniach gry), a Skra zdobyła sześć przyłożeń i ostatecznie wygrała 55:26. Hat-trick zanotował na swoim koncie Vaha Halaifonua, kolejne dwa dorzucił młody Patryk Chain. Za dwa tygodnie być może w tym samym zestawieniu i w tym samym miejscu odbędzie się mecz o brązowy medal mistrzostw Polski.

W Sochaczewie Orkan grał z Juvenią Kraków. Orkan zagrał bez Danco Burgera i Pietera Steenkampa (pojechali na zgrupowanie kadry Namibii; tego drugiego zastąpił na pozycji łącznika ataku Michał Kępa), na dodatek w wyłącznie krajowym składzie na początek, z Jansenem i Meyerem na ławce rezerwowych. Mimo to już w pierwszej ofensywnej akcji Kamil Zieliński znalazł dziurę w obronie krakowian. Juvenia wydawała się mieć przewagę na boisku, dominowała w młynach, prezentowała świetne zagrania (dwukrotnie znakomicie Riaan van Zyl przechodził przez linie obronne Orkana), ale po kwadransie przegrywała już 14:0. Juvenia wreszcie odpowiedziała przyłożeniem Sama Phiriego, ale gdy chciała pójść za ciosem, znów straciła punkty i pierwsza połowa skończyła się wynikiem 21:8. W drugą połowę znakomicie wszedł Orkan, który zniwelował na chwilę dominację gości w młynach, przeważał na murawie i zaczął od przyłożenia Michała Kępy. Po kwadransie gry Juvenia wróciła do ataku, znakomitym młynem dwukrotnie niemal wjechała na pole punktowe rywali, a za trzecim razem sędzia wreszcie podyktował karne przyłożenie. Po dwóch ładnych, szybkich akcjach obu drużyn zrobiło się 33:22. Krakowianie atakowali, walczyli o bonus, ale gdy po żółtej kartce zostali w czternastkę, Orkan ustalił wynik meczu na 38:22. Juvenia po meczu zapowiedziała nowego trenera w kolejnym sezonie.

Niespodziankę mieliśmy w derbach Trójmiasta, w których Ogniwo Sopot podejmowało Arkę Gdynia i przegrało. Trener Karol Czyż dał jednak odpocząć większości kluczowych zawodników i dał szansę licznym zmiennikom (tylko czterech graczy z wyjściowej piętnastki zazwyczaj w tym sezonie się w niej pojawiało). W tej sytuacji gdynianie przeważali na boisku i bardzo szybko zdobyli pierwsze przyłożenie. Co prawda na nie sopocianie (mimo początkowych wielkich kłopotów w młynie dyktowanym) odpowiedzieli dwoma karnymi, ale jeszcze w pierwszej połowie Arka ponownie odskoczyła po dwóch przyłożeniach Antona Szaszero – do przerwy było 6:19. Druga część spotkania zaczęła się od okresu przewagi Arki, zakończonego przyłożeniem Szymona Sirockiego. Ogniwo próbowało odrabiać straty, zmiany wzmacniały drużynę, ale Arka mądrze się broniła. Dopiero na kwadrans przed końcem sopocianie zdobyli przyłożenie – jak się potem okazało, jedyne dla nich w tym meczu, skończonym wynikiem 13:26. Gospodarzom na pewno nie pomogły liczne żółte kartki. Ciekawy mecz, szkoda tylko, że grały przeciwko sobie dwie drużyny w niebieskich koszulkach i czarnych spodenkach…

Master Pharm Rugby Łódź grał z Edachem Budowlanymi Lublin. Łodzianie już w praktycznie pierwszej akcji meczu zdobyli przyłożenie po wrzucie z autu na 5 m, a chwilę potem na pole punktowe rywali przedarł się Toma Mchedlidze i prowadzili 14:0. Obie drużyny miały potem szanse, ale pod koniec pierwszej części spotkania coraz lepiej radzili sobie lublinianie, którzy schodząc na przerwę przegrywali już tylko 19:14. W drugiej połowie poszli za ciosem i zaraz na jej początku wyszli na prowadzenie po trzecim swoim przyłożeniu. A potem ich przewagę budował Nkululeke Ndlovu, który dwukrotnie zdobywał „trójki” z karnych, dorzucił przyłożenie (w sumie zdobył 23 punkty). Co prawda na kwadrans przed końcem łodzianie czwartym przyłożeniem (fatalny błąd obrony gości) zmniejszyli na chwilę swoją stratę do 6 punktów, ale Budowlani znowu odskoczyli dzięki dwóm kolejnym karnym Ndlovu i wygrali 38:26. Gorzkie zwycięstwo lublinian, którzy mimo jego odniesienia pożegnali się z marzeniami o medalu po decyzjach dyscyplinarnych.

Największą stawkę w ten weekend miało ostatnie spotkanie kolejki, niedzielne, pomiędzy Posnanią i Awentą Pogonią Siedlce – gra szła o uniknięcie barażu o utrzymanie w lidze. Ostatnia w lidze Pogoń musiała mecz wygrać i to tak, aby samej zdobyć punkt bonusowy lub nie pozwolić na jego zdobycie Posnanii (cztery punkty przy jednym punkcie poznaniaków to właśnie gospodarzy plasowałyby wyżej w tabeli mimo zwycięstwa Pogoni). I okazało się, że Posnania do końca walczyła właśnie o takie rozstrzygnięcie – ani razu nie wyszła na prowadzenie, ale bardzo bliska była punktu bonusowego. Pogoń szybko wyszła na prowadzenie 10:0 – ładną akcję mimo osłabienia po żółtej kartce zakończył przyłożeniem Rati Asatani. Poznaniacy odpowiedzieli przyłożeniem swojego lidera, Daniela Gduli, ale do przerwy przegrywali 7:20. Po przerwie Pogoń budowała przewagę, Patelesio Sili zdobył przyłożenie i było 30:10 – wydawało się, że już nic nie uratuje gospodarzy. Ci jednak zgotowali swoim kibicom emocjonującą końcówkę: straty zmniejszył Wojciech Kapustka, a pod koniec meczu żółtą kartkę zobaczył Sili. Poznaniacy nie zdołali utrzymać liczebnej przewagi na boisku, bo chwilę potem sami stracili zawodnika w podobny sposób, ale tuż przed końcem Daniel Gdula (w sumie 19 punktów) zdobył przyłożenie, dające im w tamtej chwili upragniony punkt bonusowy – było 24:30. Ten wynik jednak do końca się nie utrzymał – gospodarze darowali gościom karnego na 30 m na wprost słupów i Mamuka Czanczibadze (w sumie 18 punktów) bezlitośnie go wykorzystał, dając siedlczanom zwycięstwo 33:24 i odbierając poznaniakom bonus. W tej sytuacji Pogoń opuściła zajmowane od kilku miesięcy ostatnie miejsce i to Posnania będzie w barażu bronić wywalczonego przed rokiem miejsca w Ekstralidze.

W meczu o złoto zagrają Ogniwo z Orkanem. W meczu o brąz zapewne Lechia ze Skrą (choć kto będzie gospodarzem, tego jeszcze nie wiemy).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Ogniwo Sopot1874
2. Orkan Sochaczew1870
3. Lechia Gdańsk1859
4. ↑Up Fitness Skra Warszawa1756
5. ↓Edach Budowlani Lublin1748
6. Master Pharm Rugby Łódź1845
7. Arka Gdynia1837
8. Juvenia Kraków1826
9. ↑Awenta Pogoń Siedlce1818
10. ↓Posnania1817

W pierwszym spotkaniu finałowego meczu II ligi co prawda Wataha Zielona Góra do przerwy prowadziła z Hegemonem Mysłowice 15:7, ale ostatecznie przegrała 22:26. Rewanż za tydzień w Mysłowicach.

Top 14

W Top 14 ruszyła pierwsza faza trójstopniowego play-off – zaczęło się od dwóch świetnie zapowiadających się ćwierćfinałów. Pierwszy z nich, pomiędzy Tuluzą i La Rochelle był rewanżem za ubiegłoroczny finał i zarazem starciem najlepszych drużyn Europy z ubiegłego roku i z obecnego. Górą była naszpikowana gwiazdami drużyna obrońców tytułu mistrzowskiego, w której szeregach błyszczał najlepszy gracz świata z ubiegłego roku, Antoine Dupont (w Internecie można znaleźć zestawienie jego akcji z tego spotkania: https://youtu.be/iI12TAXkTVA). Już w pierwszym kwadransie świetną akcją wypracował przyłożenie Pierre’a Fouyssaca, a następnie sam przyłożył piłkę w polu punktowym rywali – po 20 minutach jego ekipa prowadziła 15:0, a na koniec pierwszej połowy 21:7. W drugiej połowie po dłuższym czasie bez punktów Grégory Alldritt dał nadzieję roszelczykom, ale kolejne dwa przyłożenia zdobyli gospodarze, którzy na 10 minut przed końcem wyszli na prowadzenie 33:14. Dwa przyłożenia gości w ostatnich paru minutach (jedno tuż przed upływem 80 minut, drugie już gdy zegar był czerwony) pozwoliły im jedynie zmniejszyć stratę – mecz skończył się zwycięstwem Tuluzy 33:28. Dla La Rochelle, najlepszej drużyny Europy, to kres marzeń o pierwszym mistrzostwie Francji i już siódma z rzędu porażka w starciu z Tuluzą.

W drugim ćwierćfinale Bordeaux Bordeaux Bègles grali z paryskim Racingiem 92. Paryżanie, marzący o odzyskaniu tytułu mistrzowskiego po sześciu latach, w tym roku tego celu nie osiągną. Po pierwszej połowie co prawda prowadzili 10:8 dzięki przyłożeniu Maxa Springa na sam koniec tej części spotkania, ale po przerwie punktowali już tylko z karnych, podczas gdy gospodarze zdobyli aż cztery przyłożenia i ostatecznie wygrali 36:16. Zdecydował początek drugiej połowy, gdy Bordeaux w ciągu kwadransa zdobyło 21 punktów.

W półfinałach, zaplanowanych do rozegrania w Nicei, zobaczymy pary Castres – Tuluza i Montpellier – Bordeaux.

W niedzielę rozegrano też baraż o grę w Top 14 w przyszłym sezonie – Mont-de-Marsan grało z Perpignan. Górą wyszli z tego starcia broniący się przed spadkiem goście. Co prawda pretendenci do awansu świetnie zaczęli mecz, a do przerwy był remis 16:16, ale w drugiej połowie Katalończycy odjechali rywalom i wygrali aż 41:16 (choć gospodarze mieli dłuższe momenty przewagi na boisku). Gwiazdą spotkania był grający swój ostatni mecz dla USAP obrońca Melvyn Jaminet, który zdobył w meczu 26 punktów (w tym wszystkie 16 swojej drużyny w pierwszej połowie, włącznie z przyłożeniem).

Premiership

W Premiership w obu półfinałach ligi zwycięstwo odnieśli gospodarze. W derbach Londynu Saracens mierzyli się z Harlequins (obrońcami tytułu mistrzowskiego). Mecz lepiej zaczęli Quins, którzy po 20 minutach mieli na koncie dwa przyłożenia (pierwsze zdobył Alex Dombrandt na samym początku gry, drugie dorzucił Danny Care po znakomitym przeboju Marcusa Smitha) i prowadzili 12:3. Jednak odtąd licznik po ich stronie stanął (choć zaliczyli przyłożenie, które sędzia zmienił jednak na żółta kartkę), a Saracens nie tylko odrobili straty, ale jeszcze przed przerwą wyszli na prowadzenie. Po kwadransie drugiej połowy było 27:12, a Saracens mieli na koncie już cztery przyłożenia. Jednak od 55. minuty gospodarze grali już do końca meczu niemal bez przerwy w osłabieniu (po kolejnych żółtych kartkach) i wydawałoby się, że do wymarzona sytuacja do powrotu Harlequins na czoło. Nic z tego – w chwili, gdy grali z przewagą dwóch zawodników zdobyli przyłożenie, ale to zmniejszyło stratę tylko o pięć punktów. A na koniec meczu zwycięstwo Saracens przypieczętował swym trzecim przyłożeniem w meczu Ben Earls, który przed meczem został uznany najlepszym graczem ligi.

W drugim półfinale klasyk – starcie Leicester Tigers, najlepszej drużyny sezonu zasadniczego, z Northampton Saints. Pierwsza połowa pod znakiem zmarnowanych szans gości – jedyne punkty padały z karnych, a w starciu George’a Forda i Dana Biggara był remis 6:6. Tuż przed przerwą żółtą kartkę zobaczył gracz gospodarzy Guy Porter i po przerwie przewagę liczebną wykorzystali goście – wreszcie zdobyli przyłożenie, jednak było ono ich jedynym w tym spotkaniu. Tigers, gdy tylko znów byli w komplecie, wyszli na prowadzenie po przyłożeniu Forda (świetny indywidualny przebój, w sumie 22 punkty w meczu), a przyłożenie Freddiego Stewarda (któremu Ford z kolei asystował) na 12 minut przed upływem czasu dało im przewagę 21:14. Saints mogli mieć nadzieję na wyrównanie, ale zamiast tego Ford pogrążył ich drop goalem, a następnie przypieczętował zwycięstwo karnym, ustalając wynik na 27:14. Kiepsko skończył sezon Dan Biggar, który zszedł z boiska z kontuzją.

Przed startem play-off ogłoszono, kto zdobył nagrody dla najlepszych zawodników sezonu. Najlepszym graczem został wspomniany Ben Earl z Saracens, a odkryciem roku Henry Arundell z London Irish (który właśnie przedłużył kontrakt z klubem).

United Rugby Championship

Leinster nie wygra ligi po raz piąty z rzędu. W Dublinie uległ w półfinale ekipie Bulls z Pretorii. Co prawda to gospodarze zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu, ale kolejny kwadrans dał przewagę Bulls – w 20. minucie wyszli na prowadzenie (mogli chwilę wcześniej, ale przykładając piłkę Canan Moodie wypuścił ją z ręki) i nie oddali go już do końca. Jeszcze na koniec pierwszej połowy obie drużyny miały na koncie po dwa przyłożenia i Leinster przegrywał tylko trzema punktami, ale zamiast odrobić straty, po kwadransie drugiej połowy zapracował zawalonym maulem na karne przyłożenie dla rywali. Na 10 minut przed końcem meczu Leinster zredukował stratę do pięciu punktów (świetne przyłożenie po szybkiej akcji, brakło jednak podwyższenia z trudnej pozycji), ale kilka minut później mecz w praktyce rozstrzygnął karnym Morne Steyn. Na odrobinie ośmiu punktów straty Leinsterowi brakło czasu, choć natychmiast po wznowieniu odzyskał piłkę i dotarł na 5 m. Swoje czwarte przyłożenie dublińczycy zdobyli jednak dopiero po upływie 80 minut i przegrali 26:27. Spora część zasługi w nieoczekiwanym zwycięstwie Południowoafrykańczyków leży po stronie świetnych graczy z trzeciej linii młyna oraz uznanego za najlepszego zawodnika meczu młynarza Johana Grobbelaara.

Również i drugi półfinał padł łupem ekipy z Południowej Afryki, która w tym przypadku była gospodarzem spotkania. W Kapsztadzie Stormers grali z irlandzkim Ulsterem i wygrali po zaciętym meczu 17:15. Stormers świetnie zaczęli mecz, zdobywając dwa przyłożenia w pierwszym kwadransie. Żadne z nich nie było jednak podwyższone, a Ulster zaczął odrabiać straty – chwilę po upływie kwadransa przyłożenie zdobył skrzydłowy Robert Baloucoune, potem dorzucili kolejne (tym razem asysta Baloucoune’a) i na dodatek karnego. Do przerwy zatem Irlandczycy prowadzili 15:10. Po przerwie bardzo długo nie było żadnych punktów. Na 10 minut przed końcem czerwoną kartkę zobaczył rezerwowy Stormers Adre Smith (za atak na oczy Iaina Hendersona) i wydawało się, że w tej sytuacji Ulster powinien dowieźć wygraną do końca. A mimo to w ostatniej akcji meczu, już parę minut po upływie regulaminowego czasu gry Warrick Gelant przedarł się na pole punktowe belfastczyków, Mannie Libbok z niełatwej pozycji dorzucił podwyższenie (mimo kompletu pudeł we wcześniejszych próbach z podstawki, a także z drop goala) i gospodarze wyszarpali zwycięstwo.

Za dwa tygodnie finał – pierwszy raz będzie on wewętrzną sprawą ekip z Południowej Afryki – w Kapsztadzie Stormers zagrają z Bulls.

Super Rugby Pacific

W półfinałach Super Rugby Pacific bez niespodzianek. W piątek Crusaders mierzyli się w Christchurch z Blues Chiefs. Początek dla gospodarzy: w pierwszych kilku minutach dwa celne karne Richiego Mo’ungi, z czego drugi po żółtej kartce Quinna Tupaei za uderzenie barkiem w głowę Pabla Matery. W 20. minucie to Matera zobaczył żółtą kartkę, ale w osłabieniu, paradoksalnie, to Crusaders pierwsi zdobyli przyłożenie po przechwycie we własnym polu 22 m i zmuszeniu rywali do obronnego przyłożenia. Blues błyskawicznie odpowiedzieli, a chwilę potem na boisko wrócił Matera. Argentyńczyk jednak pozostał na nim tylko moment – niemal natychmiast sam uderzył barkiem rywala i zobaczył drugą żółtą kartkę. I znowu, osłabienie przysłużyło się Crusaders, bo chwilę potem zdobyli drugie przyłożenie – Mo’unga znalazł lukę w obronie i obsłużył Cullena Grace’a. Do przerwy było 20:7 dla Crusaders i w drugiej połowie ten wynik się nie zmienił, choć szczególnie przez pierwsze 20 minut po gwizdku Blues Chiefs rzadko wychodzili z pola 22 m gospodarzy, a w jednej z akcji byli o włos od przyłożenia (Tupaea miał kolegę na czystej pozycji, ale przerzucił nad nim piłkę). Obserwatorzy chwalą obronę Crusaders (aż pięciu graczy drużyny miało na koncie 20 szarż lub więcej).

W finale przeciwnikiem Crusaders będą Chiefs Blues, którzy pokonali jedyną australijską ekipę w tej fazie rywalizacji, Brumbies, 20:19. To Australijczycy zaczęli mecz od pierwszego przyłożenia, ale po nim punktowali w pierwszej połowie już tylko Chiefs Blues, którzy dzięki temu prowadzili do przerwy 20:7 (a na koniec tej części spotkania Beauden Barrett bliski był zwiększenia przewagi swojej drużyny, ale z 45-metrowego drop goala trafił w poprzeczkę). Po przerwie swojego dorobku ekipa z Nowej Zelandii już nie powiększyła. Dwukrotnie jej zawodnicy oglądali żółte kartki i dwukrotnie goście wykorzystywali przewagę do zdobycia przyłożeń (oba w wykonaniu Lachiego Longergana po maulach). Jednak tylko jedno z nich podwyższyli i w efekcie przegrali różnicą zaledwie jednego punktu. Po ostatnim przyłożeniu zostało jeszcze kilkadziesiąt sekund gry, Noah Lolesio spróbował drop goala z 40 m, ale jego próba została zablokowana. Trener Brumbies Dan McKellar narzekał po meczu na sędziowanie – i rzeczywiście, przynajmniej jedna żółta kartka (a może i obie) powinny mieć inny kolor.

W finale Crusaders zagrają z pewnością bez Ethana Blackaddera (wcześniejsza kontuzja okazała się bardzo poważna i ma wyeliminować go z gry do końca roku), zapewne bez Pablo Matery (problem kartek) i być może bez Sama Whitelocka (nie zagrał już w półfinale z powodu problemów z kciukiem). I tak są faworytem – wygrali ostatnie 15 spotkań, w tym sezonie przegrali tylko raz, w lutym.

Z kraju

W kraju w Łodzi i Siedlcach odbywały się turnieje młodzieżowych siódemkowych mistrzostw Polski.

Medale rozdano wśród dziewcząt do lat 16. Drugi młodzieżowy tytuł w tym sezonie wywalczyli Budowlani Commercecon Łódź, srebro trafiło do RC Częstochowa, a brąz wywalczyły Amazonki Budowlani Lublin. Szkoda, że w całych mistrzostwach brało udział tylko pięć drużyn. W ostatnim turnieju pokazała się ta drużyna, która w tym sezonie debiutowała: rzeszowskie Błyskawice nie tylko wygrały swoje pierwsze mecze w historii startów w tej rywalizacji (i to dwa), ale i znalazły się na turniejowym podium. Oby tak dalej. Na pewno jednak nie chcemy powtórki z sytuacji, w której trener jednej z drużyn wtargnął na boisko.

Wśród juniorów odbył się drugi z trzech zaplanowanych turniejów. Po raz drugi w tym sezonie wygrali juniorzy Budowlanych Commercecon Łódź. W finale pokonali trzecią poprzednio Lechię Gdańsk 24:12, a trzecie miejsce tym razem zajął Bolesławiec RC. Niestety, obsada była znacznie słabsza niż jesienią – wtedy w stawce było dwanaście drużyn, teraz zaledwie siedem. Zwraca uwagę absencja Juvenii Kraków – obrońców tytułu mistrzowskiego, drugiej drużyny z jesiennego turnieju tego sezonu (ale już wtedy była w Łodzi zaledwie w ósemkę). W klasyfikacji generalnej łodzianie prowadzą przed Lechią i Arką.

Wśród kadetów obsada już lepsza, 12-zespołowa. Tu Juvenia już była i pewnie wygrała drugi turniej w sezonie (straciła tylko dwa przyłożenia w pierwszym meczu turnieju z lokalnym rywalem z Nowej Huty). Za jej plecami uplasowały się dwie ekipy Budowlanych – z Łodzi i Lublina. Krakowianie zdobyli puchar Polski i będą pewnie faworytem Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży, podczas której odbędzie się turniej o mistrzostwo Polski.

Zbliżają się siódemkowe mistrzostwa Europy i uruchomiono sprzedaż biletów na krakowską imprezę – szczegóły pod adresem https://pzrugby.pl/news/aktualnosc/MEwRugby7Biletyiakredytacje,8488https://pzrugby.pl/news/aktualnosc/MEwRugby7Biletyiakredytacje,8488.

Ze świata

Ukraińska federacja w ostatnim tygodniu poinformowała o kolejnej ofierze wojny wśród rugbystów – 8 maja na terenie Azowstalu w Mariupolu zginął zawodnik RK Dnipro, Oleg Kristew.

W drugiej kolejce kobiecego turnieju międzynarodowego Pacific Four Series mieliśmy starcie obu zwycięzców z pierwszej rundy. Tu Nowozelandki nie pozostawiły żadnych wątpliwości, że są lepszą ekipą i pokonały Kanadę 28:0 (do przerwy prowadziły tylko 6:0, ale w drugiej połowie zdobyły cztery przyłożenia). Dzięki temu wróciły w rankingu World Rugby na drugie miejsce. W drugim meczu swoje humory po porażce sprzed tygodnia poprawiły Amerykanki, które wygrały z Australijkami 16:14 (na 20 minut przed końcem prowadziły 16:0, ale Australijki odrobiły większość strat – w ostatniej akcji przegrały jednak własny aut w polu 22 m rywalek).

Powoli zaczyna się letnie okno testowe. W ten weekend zaplecze reprezentacji Włoch (Italia Emergenti, złożona z zawodników Top10) pokonała wysoko reprezentację Holandii 50:5. Z kolei w Japonii towarzysko i charytatywnie zagrali Emerging Blossoms (czyli namiastka japońskiej reprezentacji) z Tonga Samurai XV – Yu Tamura poprowadził Japończyków do zwycięstwa 31:12.

W Major League Rugby na ostatniej prostej kolejna afera. Przed dwoma tygodniami ogłoszono, że z play-off zostaje wyrzucona najlepsza drużyna z zachodu, Austin Gilgronis. Natomiast w ostatnim tygodniu zdyskwalifikowano obrońców tytułu i drugą drużynę należącą do tego samego właściciela, LA Giltinis. Wobec lakoniczności władz ligi mnożyły się teorie. Dopiero pod koniec zeszłego tygodnia oficjalnie poinformowano, e Austin Gilgronis zostali wykluczeni z powodu braku współpracy przy badaniu podejrzenia przekroczenia limitu wynagrodzeń (podobno odkrytego podczas badania ksiąg franczyzy w związku z procesem jej sprzedaży). Z kolei ekipa z Los Angeles miała być wykluczona z powodu zachowania szkodliwego dla ligi – zapewne wskutek jakiejś reakcji na wykluczenie Austin ze strony właściciela obu drużyn, Adama Gilchrista. Pojawiają się plotki, że te zdarzenia to efekt konfliktu Gilchista z pozostałymi właścicielami klubów, reprezentowanymi przez komisarza ligi, George’a Killebrew. Tak czy owak to spory cios w renomę ligi, której dotąd rozwijała się dość spokojnie – i to bardzo krótko po przyznaniu Stanom organizacji Pucharów Świata. Czy zobaczymy te dwie drużyny za rok w stawce? Czy Gilchrist pozostanie ich właścicielem?

Wyrzucenie dwóch najlepszych drużyn z zachodu oznaczało, że Houston SaberCats awansowali z trzeciego miejsca prosto do finału konferencji, a w półfinale zagrały czwarta ekipa Seattle Seawolves i piąta – San Diego Legion (która w poprzedni weekend żegnała się już z rozgrywkami). Górą byli gracze z północy – Seattle pokonało San Diego (z Ma’a Nonu i Chrisem Robshawem w składzie, choć ten ostatni był na boisku tylko parę minut) 43:19. Na wschodzie takich perturbacji przed półfinałem nie było, a w nim ubiegłoroczny finalista, Rugby ATL, uległa Rugby New York 21:26. Skład finałów konferencji (czyli półfinałów ligi): Houston SaberCats – Seattle Seawolves oraz New England Free Jacks – Rugby New York.

W pierwszym meczu ostatniej kolejki fazy zasadniczej Currie Cup (Premier Division) swoją szansę na awans do play-off pogrzebali Sharks, którzy przegrali na wyjeździe z Western Province 21:28 (fatalna pierwsza połowa, przegrana 0:15, w drugiej w pewnym momencie zmniejszyli straty do zaledwie jednego punktu). Kiepsko zatem kończą sezon – nie dostali się do czołowej czwórki ani w URC, ani w Currie Cup, a ambicje z pewnością mają większe. Gdyby wygrali, prześcignęliby w tabeli Pumas, którzy zajęli czwarte miejsce – ci przegrali w ten weekend z Griquas 44:45 (aż 11 przyłożeń w meczu, na pięć minut przed końcem Pumas prowadzili dziewięcioma punktami). W ostatnim meczu Cheetahs pokonali Bulls 35:5 i kosztem swoich rywali wrócili na pierwsze miejsce. Skład półfinałów: Cheetahs – Pumas i Bulls – Griquas.

Poziom niżej, w First Division, sezon zasadniczy zwycięstwami kończyły drużyny z Gruzji (Black Lion wygrał 24:14 z Leopards, w sumie czwarte miejsce w rywalizacji) i Kenii (Simbas nieoczekiwanie pokonali w Nairobi Eastern Province 41:24). Przegrali za to zimbabwijscy Goshawks, 16:26 z Valke. Na czele tabeli niepokonani Griffons.

W półfinałach niemieckiej Bundeslidze zwycięstwa odniosły drużyny z grupy południowo-zachodniej. Obrońca tytułu, SC Frankfurt 1880 rozgromił RK 03 Berlin 66:0, natomiast najlepsza drużyna z północnego wschodu, Hannover 78, uległa TSV Handschuhsheim 3:32. Finał za dwa tygodnie.

Na podobnym etapie gry w szwajcarskiej LNA Yverdon (z Kacprem Ławskim i Patrykiem Reksulakiem w składzie) pokonał Avusy 43:7, a Grasshoper Zurych (obrońca tytułu) przegrał z Genève Plan-les-Ouates 15:16.

Półfinały odbyły się także w rosyjskiej Lidze Stawok. Jenisiej-STM Krasnojarsk pokonał WWA-Podmoskowie 52:27, a Lokomotiw Penza wygrał ze Striełą Kazań 24:14.

Zakończyła fazę zasadniczą (zdaje się, bo formatu nigdzie nie opublikowano) rumuńska Liga Națională de Rugby. Tu bez zaskoczenia – do półfinałów ligi awansowały cztery najlepsze drużyny dotychczasowej SuperLigi. Z grupy północno-zachodniej są to USAMVB Timișoara i obrońcy tytułu Știința Baia Mare, a z grupy południowo-wschodniej dwie ekipy bukaresztańskie: Steaua i Dinamo. Jedyną niepokonaną drużyną z tego etapu była Timișoara. W ostatnich dwóch meczach były pogromy: Dinamo Bukareszt pokonało Bârlad 121:6, a Baia Mare wygrała z Gura Humorului 114:0. Czy taki format ma sens?

Rugby Europe Sevens czyli siódemkowe mistrzostwa Europy nabierają rozpędu. W ten weekend w Zagrzebiu zmagały się drużyny z drugiego poziomu rozgrywek, czyli Trophy. O tyle istotny, że zdegradowano tam przed tym sezonem kilka świetnych ekip, a najlepsze drużyny z tego poziomu będą mierzyć się z naszymi reprezentacjami w kwalifikacjach do Pucharu Świata. Zaskoczeń nie było – pewnie wygrywały drużyny z Wysp Brytyjskich, które trafiły na ten poziom poniekąd za karę.

Wśród kobiet Angielki gromiły swoje przeciwniczki – nie straciły ani jednego punktu, a same nie schodziły poniżej 49 punktów. W finale pokonały Włoszki 56:0, a w meczu o brąz Portugalki pokonały Szwedki 10:0. Wśród mężczyzn wszystkie trzy grupy wygrały pewnie drużyny z Wysp (Anglia, Irlandia i Walia – niespodzianką były trzy przyłożenia, jakie Szwedzi zdołali zaaplikować Anglikom, ale i tak przegrali 19:52). W ćwierćfinałach Anglia miała trudniejszą przeprawę z Rumunią (19:10), a Walia ze Szwecją (33:21). Do finału awansowały Irlandia i Anglia – górą byli gracze z „zielonej wyspy”, świetnie ostatnio sobie radzący w WRSS, którzy wygrali 27:0. Trzecie miejsce zajęła Walia po wysokim zwycięstwie nad Węgrami. Za tydzień drugie i finałowe turnieje cyklu – w Budapeszcie.

W rozgrywanym na Malcie turnieju męskim na poziomie Conference 2 (a więc czwartym w hierarchii, ostatnim w tych rozgrywkach) wzięło udział sześć drużyn. Wygrała Malta przed San Marino i Słowacją.

Odbyły się też kobiece siódemkowe mistrzostwa Ameryki Południowej (w brazylijskiej Saquaremie). Swoją hegemonię na kontynencie udowodniły Brazylijki, które pewnie wygrały turniej, w finale pokonując Kolumbię 27:0, zaś po brąz sięgnęły Argentynki. To już 20. zwycięstwo Brazylijek w historii tej imprezy – dotąd tylko raz oddały złoto w inne ręce (w 2015 wygrały Kolumbijki, ale wtedy Brazylia nie wystartowała).

Ogłoszono szczegóły europejskich kwalifikacji do siódemkowego Pucharu Świata. Już wcześniej pojawiały się przecieki, że będzie zorganizowany odrębny turniej i faktycznie – zostanie rozegrany 16 i 17 lipca na zmodernizowanym niedawno Arcul de Triumf w Bukareszcie. W rywalizacji będzie po 12 zespołów wśród kobiet i mężczyzn. W rywalizacji kobiet będzie osiem ekip z poziomu Championship rozgrywek europejskich (braknie Francuzek, które awans wywalczyły wcześniej, oraz Szkotek), oraz cztery drużyny z poziomu Trophy (z góry przyznano dwa miejsca Angielkom i Włoszkom). W turnieju męskim mamy 9 ekip z Championship (brakuje Francuzów, którzy również mają już awans zapewniony) i trzy miejsca dla ekip z Trophy, z czego dwa zarezerwowane dla Irlandii i Walii (natomiast zdegradowana do Trophy Anglia, podobnie jak Szkocja, której w ogóle nie ma w rozpisce Rugby Europe Sevens, awans wywalczyły wcześniej).

Cóż, odrębny turniej kwalifikacyjny zorganizowano tylko po to, aby dać szansę ekipom z Wysp Brytyjskich. Na dodatek przyznano im miejsca z góry, niezależnie od wyników w rywalizacji Trophy. Cóż, RE mogło chociaż zachować pozory opierania się na sportowej rywalizacji…

Awansują po cztery ekipy. Trudno liczyć na awans panów, ale panie mają realną perspektywę wyjazdu do Kapsztadu. Nic jednak nie jest dane na tacy, przeciwnicy są trudni (chociażby Anglia, Irlandia czy Hiszpania), a rozstawienie drużyn może być dość przypadkowe i spowodować trafienie na siebie „potęg” już na etapie ćwierćfinałów (o ile taki będzie format). I jedna porażka oznaczać będzie utratę szansy na awans.

W Hiszpanii zamieszanie spowodowane sprawą van der Berga się nie kończy. Być może nie odbędzie się finał Pucharu Króla, w którym miały zagrać pierwotnie El Salvador i Alcobendas, a zaplanowano go w Sewilli dla uczczenia 50-lecia tamtejszego Ciencias. Po dyskwalifikacji Alcobendas właśnie Ciencias miało zająć jego miejsce, a drużyny miały ustalić nowy termin. Z tym był kłopot, nie mogły się dogadać i El Salvador ogłosiło, że w tym sezonie tego finału nie rozegra, bo zakończyło już treningi (w tle są kontuzje kilku zawodników z półfinału ligi) – tymczasem Cienacias od kilku tygodni trenowało tylko dlatego, aby zagrać w finale. Na dodatek bardzo późne odwołanie finału w jego pierwotnym terminie powoduje roszczenia finansowe (było zbyt późno na cofnięcie rezerwacji hotelowych dla gości, oburzają się też właściciele stadionu i telewizja, która miała wydarzenie transmitować). W zdegradowanym decyzją FER Alcobendas zarząd oddał kierowanie klubem komitetowi kryzysowemu (z byłym prezesem na czele), szykowane są nowe wybory władz, ale jednocześnie klub wciąż uważa karę za niesprawiedliwą. Jakby atrakcji było mało, przeciwko działaczom El Salvador wszczęto postępowanie dyscyplinarne w związku z zarzutami niewłaściwego odnoszenia się do sędziów podczas przegranego półfinału ligi (mowa nawet o rzucaniu przedmiotami w kierunku sędziego liniowego).

Przed nadchodzącymi lipcowymi testami powoływane są kolejne reprezentacje. W składzie Fidżyjczyków znalazło się aż 10 debiutantów, w tym mający na koncie występu w All Blacks Seta Tamanivalu – cała ich reszta pochodzi z ekipy Fijian Drua (w sumie z tej ekipy jest 16 graczy, czyli niemal połowa kadry). Nie ma natomiast Nakarawy czy Radradry (ten ostatni jest kontuzjowany). Z kolei gracze Moana Pasifika są w reprezentacjach Tonga (trzynastu, z czego ośmiu debiutantów) i Samoa (czternastu, z czego pięciu debiutantów). W reprezentacji Australii cała trójka graczy powołanych z zagranicy (tylko na to selekcjonerowi pozwala obecnie prawo Giteau) przyjedzie z Japonii: Quade Cooper, Samu Kerevi i Marika Koroibete. W kadrze dominują gracze Brumbies (aż piętnastu), jest sześciu potencjalnych debiutantów, a wśród brakujących nazwisk wybija się Reece Hodge. Podobna liczba zawodników z szansami na debiut jest w składzie Nowej Zelandii, wśród nich była gwiazda rugby league Roger Tuivasa-Sheck (dla reprezentacji Nowej Zelandii w tej odmianie rugby zagrał 20 spotkań) oraz Folau Fakatava.

W europejskich kadrach: Szkoci mają sześciu potencjalnych debiutantów, dali natomiast odpocząć Stuartowi Hoggowi czy Finnowi Russellowi (kapitanem będzie Grant Gilchrist). W sumie 40 graczy i tylko szkoda, że pierwszy mecz wizyty w Ameryce Południowej nie został przez Szkotów potraktowany jako pełnoprawny test (z Chile zagra Szkocja A). Z kolei do kadry Włoch na bardzo ciekawe spotkania z Portugalią (zastąpiła Hiszpanię po aferze z van der Bergiem), Rumunią i Gruzją wraca Tommaso Allan z Harlequins, jest też dwóch potencjalnych debiutantów (w tym brat Paolo Garbisiego, Alessandro, właśnie przechodzący z Mogliano do Benettona). Anglicy powołali kadrę póki co tylko na mecz z Barbarians – tu 10 graczy bez reprezentacyjnego doświadczenia (w tym Henry Arundell), ale także wracający po czterech latach weteran Danny Care (nie ma oczywiście graczy Saracens i Leicester Tigers). W składzie ich rywali, prowadzonych przez Fabiena Galthié, zobaczymy Charles Ollivona (wracającego do międzynarodowego rugby po długiej kontuzji) i wiele innych gwiazd, praktycznie w komplecie z ligi francuskiej (wyjątkiem jest George Kruis grający na co dzień w Japonii). Cieszy obecność wśród nich Dawita Niniaszwiliego.

Newlands Stadium, historyczna arena rugby w Kapsztadzie (pierwszy obiekt zbudowano w tym miejscu już w XIX w.), miał być sprzedany i rozebrany – ekipy Stormers i Western Province już stamtąd się wyprowadziły. Być może jednak to się zmieni – były kapitan reprezentacji Południowej Afryki, Wynand Claassen, wystąpił do władz prowincji o uznanie stadionu za obiekt dziedzictwa (zabytek), aby w ten sposób uchronić go przed wyburzeniem.

Do poczytania: w stałej rubryce portalu planetrugby.com, Loose Pass Lawrence’a Nolana trafne porównanie lig w Anglii i Francji (choć brakuje nieco pogłębienia tematu). A odrobinę dla zrównoważenia podsumowanie wypowiedzi Jeana-Baptiste’a Aldigé, prezesa spadającego z Top 14 Biarritz w portalu rugbyrama.fr – że może warto zrezygnować z play-off w Pro D2 i zapewnić automatyczny awans zwycięzcy ligi (miałby więcej czasu na przygotowanie się do sezonu w Top 14, w tym budowę składu) i że warto coś zmienić w systemie JIFF, promującym kluby z zawodnikami francuskimi (najlepsze kluby Top 14 drenują rynek młodzieży i podpisują kontrakty nawet z 16-latkami).

Z wieści transferowych:

  • koszmarna porażka Glasgow Warriors w półfinale URC poskutkowała natychmiastowym odejściem trenera zespołu, Danny’ego Wilsona;
  • były trener obrony reprezentacji Anglii Paul Gustard zostanie trenerem obrony paryskiej drużyny Stade Français. Samą drużynę zasili po trzynastu latach spędzonych w Clermont były reprezentant Francji Morgan Parra;
  • do sztabu trenerskiego Tulonu dołączył niedawny sędzia Romain Poite – ma odpowiadać za kwestie związane z dyscypliną na boisku oraz postawę podczas szarż itp. Nie jest pierwszym sędzią w takiej roli – Alexandre Ruiz pracuje dla Montpellier, a Jérôme Garcès z reprezentacją Francji;
  • Dick Muir, były reprezentant i asystent trenera Południowej Afryki, który krótko był trenerem Rosji (zaledwie dwa mecze, potem zaczęła się wojna), został trenerem reprezentacji Holandii;
  • argentyński młynarz La Rochelle, Facundo Bosch, zagra od nowego sezonu dla Bajonny;
  • były reprezentant Anglii Nathan Hughes, ostatnio wypożyczony z Bristol Bears do Bath, ogłosił odejście do Japonii;
  • pochodzący z Nowej Zelandii inny były reprezentant Anglii, Willi Heinz, którego odejście z Worcester Warriors i powrót do ojczyzny zapowiadano już wcześniej, zagra w tegorocznym NPC dla Canterbury,
  • o rok swoją przygodę na boisku przedłużył 38-letni Włoch Sergio Parisse.

W wieku 73 lat zmarł wybitny walijski rugbysta Phil Bennett – łącznik ataku Llanelli, który w latach 70. występował w reprezentacji swojego kraju i dwukrotnie uczestniczył w wyprawach British & Irish Lions (w 1977 był kapitanem tej drużyny).

Polacy za granicą

Wieści o reprezentantach Polski z lig zagranicznych – jak zwykle sprzed tygodnia.

Szkocja:

  • Ronan Seydak (Heriot’s – Super6 Sprint Series): w pierwszym składzie w spotkaniu z Southern Kings, przegranym 14:19. To była czwarta porażka Heriot’s z rzędu i oznacza spadek na piąte, przedostatnie miejsce w stawce.

Zapowiedzi

Czas finałowych rozstrzygnięć w Ekstralidze się zbliża wielkimi krokami, na razie jednak poznamy ostatnie rozstrzygnięcia w pierwszej i drugiej lidze. Poza tym w kraju finałowy turniej mistrzostw Polski w rugby 7 juniorów. Kto wie też, czy Skra nie zagra z Budowlanymi w zaległym meczu (innego terminu nie ma).

Na świecie reprezentacje powoli szykują się do letniego okienka międzynarodowego. Dwa mecze już w ten weekend: na Twickenham Anglia gra z Barbarians, a w Tokio Japonia gra z Urugwajem.

Z klubowego grania zostało nam to co najlepsze. W ten weekend zobaczymy finały angielskiej Premiership oraz Super Rugby, a także półfinały we francuskiej Top 14. Poza tym m.in. finały konferencji w amerykańskiej Major League Rugby. Ze spotkań międzynarodowych – ostatnia kolejka kobiecego turnieju Pacific Four Series.

5 komentarzy do “Burzliwa końcówka sezonu”

  1. Na wesoło:
    Karnecik na ME już mam 🙂 Trzy dni w Krakowie będą bardzo intensywne 🙂

    Na smutno:
    Trochę mnie gryzie, że w tym samym artykule czytam o rywalizacji w lidze rosyjskiej oraz o śmierci ukraińskiego rugbisty. Nie ukrywam, że często oglądałem mecze rosyjskiej Premier Ligi, ale po tym co sie obecnie dzieje na świecie przestało mnie interesować kto tam będzie mistrzem a kto zdobędzie srebrny medal. Zbrzydł mi cały rosyjski sport…

    Odpowiedz
    • Na trzy dni rodzina nie puści 😉

      Co do rosyjskiej ligi, miałem zgryz, i jest wzmianka wyłącznie z kronikarskiego obowiązku.

      Odpowiedz
  2. Jak co tydzień: dzięki za świetną lekturę!
    Dwie uwagi do tekstu o Super Rugby Pacific:
    – „W piątek Crusaders mierzyli się w Christchurch z Blues.” – wydaje mi się że Crusaders grali z Chiefs,
    – „W finale przeciwnikiem Crusaders będą Chiefs, którzy pokonali jedyną australijską ekipę w tej fazie rywalizacji” – Blues grali z Brumbies i to Blues będą w finale mierzyć się z Crusaders 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz