Już był w ogródku, już witał się z gąską

W ogródku był Bernard Foley, a właściwie cała drużyna Australii, która na minutę przed końcem meczu prowadziła z Nową Zelandią trzema punktami i miała piłkę w rękach. Foley stracił ją jednak w wyjątkowo głupi sposób i Australia przegrała mecz. Poza tym emocjonujące derby Londynu, święto w Pau i Cardiff, Kongo pokonało Kongo, a w kraju z jednej strony ciekawe mecze, z drugiej – kluby znów dają pożywkę KGiD.

Ekstraliga

W czwartej kolejce Ekstraligi mieliśmy dwa bezpośrednie starcia drużyn celujących w miejsca na podium i w obu nie brakło emocji. Najciekawiej zapowiadało się starcie Ogniwa Sopot z Up Fitness Skrą Warszawa. Sopocianie przed meczem cieszyli się z powrotu do składu Piotra Zeszutka (siadł na ławce rezerwowych, zaledwie drugi raz w tym roku – poprzednio w finale ostatniego sezonu). Po meczu – ze skromnego zwycięstwa odniesionego po zaciętej walce. Zaczęło się świetnie dla gospodarzy – karny, przyłożenie z podwyższeniem po świetnie zorganizowanym maulu i było 10:0 dla Ogniwa. Skra jednak się zrewanżowała z nawiązką i dwukrotnie przebiła się na pole punktowe, wychodząc na dwupunktowe prowadzenie (drugie przyłożenie po świetnej akcji Miłosza Kasińskiego). Jednak końcówka pierwszej połowy znów należała do gospodarzy: duża presja, żółta kartka Martina Mangongo, a potem dwa przyłożenia (drugie po błędzie gości przy łapaniu wysoko zawieszonej piłki – na dodatek chwilę potem mieliśmy szanse na powtórkę tej sytuacji) i znów na tablicy wyników była dziesięciopunktowa przewaga Ogniwa. Po przerwie przez pewien czas punkty zdobywała tylko Skra i dzięki temu doprowadziła do remisu. Co prawda Ogniwo było bliskie przyłożenia po akcji zakończonej przez Dwayne’a Burrowsa (sędzia wrócił do wcześniejszego przodu), Paul Walters spudłował raz karnego, ale za drugim razem się nie pomylił, a po żółtej kartce dla jednego z sopocian Michał Mirosz zdobył przyłożenie. Skra nie poszła jednak za ciosem: Wojciech Piotrowicz wykorzystał karnego i ten moment zadecydował o wygranej Ogniwa 25:22. Skra z defensywnym punktem bonusowym, ale i ten może stracić – znów w składzie miała tylko jednego młodzieżowca zamiast wymaganych trzech. Czyżby warszawiacy chcieli walczyć o tytuł nie przebierając w środkach i w każdym meczu z poważniejszym przeciwnikiem mieli zamiar łamać zapisy regulaminu?

Drugi mecz na szczycie odbył się w Sochaczewie, gdzie Orkan podejmował Lechię Gdańsk. Orkan bardzo mocno wszedł w mecz: w ciągu pierwszych dziesięciu minut zdobył dwa przyłożenia i prowadził 14:0. Potem przebudziła się Lechia, choć gra długo toczyła się głównie w środkowej strefie boiska. 3 punkty z karnego dla gdańszczan na dłuższy czas były wszystkim, co pojawiło się na tablicy wyników. Dopiero pod koniec pierwszej połowy lechiści zdewastowali sochaczewski młyn, po zarobionym w ten sposób karnym zameldowali się pod polem punktowym i zdobyli przyłożenie z podwyższeniem, dzięki którym zmniejszyli stratę do tylko czterech oczek. W drugiej połowie przyłożeń długo nie było. Na boisku przewagę zdawała się mieć Lechia, ale nie tworzyła klarownych sytuacji. Gdy po karnym zmniejszyła stratę do 1 punktu, zaraz potem sochaczewianie zrewanżowali się swoimi trzema punktami z podstawki. Wydawało się, że momentem przełomowym był na kwadrans przed końcem meczu przechwyt Pietera Steenkampa, który pomknął z piłką przez pół boiska, a jego koledzy skończyli akcję przyłożeniem – Orkan prowadził 24:13. Jednak Lechia natychmiast wzięła się do pracy i zdobyła dwa kolejne przyłożenia, wychodząc na jednopunktowe prowadzenie. Po drugim z nich brakło skutecznego przyłożenia Pawła Boczulaka mimo niezbyt trudnej pozycji i to się na gdańszczanach zemściło. Zaraz po wznowieniu gry popełnili fatalny błąd w przegrupowaniu, Pieter Steenkamp trafił z karnego między słupy, a chwilę później sędzia skończył mecz – Orkan wygrał 27:25.

W innych meczach emocji było tylko nieco mniej. W sobotę w Krakowie Juvenia podejmowała Master Pharm Rugby Łódź – gospodarze w składzie zdziesiątkowanym kontuzjami (do wcześniejszych absencji doszedł Artur Fursenko) zaczęli mecz od kolejnej – zaledwie 10 minut pograł Krzysztof Gola. Faworytami byli goście i pierwsza połowa to potwierdzała: zdecydowanie dominowali w maulach autowych i niemal nie dopuszczali gospodarzy na swoje pole 22 m. Wyszli na prowadzenie, Juvenia odpowiedziała karnym i wynik 7:3 długo się utrzymywał. Bliski punktów był Elguja Kikwadze po świetnej akcji skrzydłem, ale jeszcze lepiej w ostatniej chwili wypchnął go w aut Riaan van Zyl (który pojawił się tam znikąd niczym Marika Koroibete w szarży na Makazole Mapimpiego – choć w Krakowie szarża była niewątpliwie zamknięta). Dopiero w końcówce drugiej połowy łodzianie udokumentowali przewagę dwoma przyłożeniami (godne uwagi było zwłaszcza pierwsze z nich, gdy Patryk Chain podkopnął sobie piłkę i dogonił ją w polu punktowym gospodarzy) i do przerwy było 21:3. A zaraz po niej dzięki dwóm przyłożeniom Witalija Kramarenki zrobiło się 35:3. Wtedy na boisku zaczęła dominować Juvenia, ale długo nic z tego nie wynikało, m.in. z powodu przegrywanych autów na połowie przeciwnika. Dopiero pod koniec meczu zdobyła dwa przyłożenia (jedno po świetnej indywidualnej akcji Nikity Hostiuka, drugie po nietypowym i raczej na krawędzi przepisów rozegraniu szybkiego karnego). Ostatnie słowo należało do łodzian: kolejne dwa przyłożenia w samej końcówce (w tym czwarte w tym meczu przyłożenie Kramarenki, który w tym sezonie w czterech meczach uzbierał ich już 9) dały im wygraną 49:17. Juvenia zapowiada powrót za dwa tygodnie kilku ważnych zawodników.

Juvenia po tym meczu straciła siódme miejsce w tabeli, bo równocześnie mierzyły się dwie drużyny, które dotąd nie zdobyły ani jednego punktu do ligowej tabeli: Posnania grała z Arką Gdynia. Obie ekipy w tym meczu chciały sobie odbić dotychczasowe porażki, a kibice zobaczyli aż 15 przyłożeń. Pierwsze padło już po trzech minutach gry: poznaniacy przewagę na boisku błyskawicznie przekuli na punkty. Posnania potem atakowała, ale bez skutku, a po kwadransie gry do głosu doszła Arka, która po paru minutach naporu zdobyła pierwsze przyłożenie (jego autorem był Szymon Sirocki). Poznaniacy niemal natychmiast odpowiedzieli po szybkim ataku i wrócili na prowadzenie, ale Sirocki jeszcze przed przerwą skompletował hat-tricka (przy wszystkich jego trzech przyłożeniach asystował Dawid Banaszek) i Arka wygrywała po pierwszej połowie 19:15. Drugą połowę ponownie mocnym akcentem zaczęli gospodarze – przyłożenie zdobył Bartosz Kubalewski i zrobiło się 22:19 dla Posnanii. To było jednak ostatnie prowadzenie poznaniaków w tym meczu – Arka odtąd dominowała na boisku i kolekcjonowała kolejne przyłożenia (w tym m.in. czwarte w tym spotkaniu Sirockiego, znów po podaniu Banaszka, a także samodzielne Banaszka po podkopnięciu sobie piłki; Sirocki skończył spotkanie z 20 punktami, a Banaszek z 23 – zaliczył oprócz przyłożenia także 9 podwyższeń). W ostatniej akcji Kubalewski zdobył drugie przyłożenie w meczu popisując się 80-metrowym rajdem, ale Posnania przegrała 29:68.

W Siedlcach rozegrano derby „ściany wschodniej”, w których miejscowa Pogoń Awenta zagrała z Edachem Budowlanymi Lublin. Zdecydowanym faworytem meczu byli lublinianie, ale na samym początku meczu mieliśmy niespodziankę: znakomicie skrzydłem przedarł się Przemysław Rajewski i siedlczanie prowadzili 7:0. Lublinianie szybko wyrównali (również po szybkiej akcji skrzydłem), a potem na dłuższy czas zadomowili się w polu 22 m gospodarzy i dorzucili kolejne dwa przyłożenia. To dało im jednak tylko 10 punktów przewagi, które stopniały do siedmiu po karnym, a pod koniec pierwszej połowy siedlczanie nawet kilka razy zagrozili gościom. Do przerwy przegrywali tylko 10:17. Po przerwie długie okresy przewagi lublinianie zamienili tylko na dwa przyłożenia. Siedlczanie mieli okazję do zmniejszenia strat pod koniec spotkania, ale nic z tego nie wyszło i przegrali 10:31. Co i tak jest wynikiem dla nich pewnie lepszym od tego, którego się obawiano. Tym bardziej, że gospodarze przystąpili do gry z zaledwie trzema rezerwowymi – już w pierwszej połowie, gdy kontuzją złapał młynarz Pogoni i nie było go kim zastąpić, sędzia musiał zarządzić młyny symulowane.

Co poza tym? Wszyscy życzyliśmy sobie, aby w tym sezonie kluby przestrzegały zasad, a Komisja Gier i Dyscypliny była bezrobotna. Nic z tego. Za nami już pierwszy odjęty punkt za niewypełnienie reguł programu „młodzieżowiec” – w pierwszej kolejce sezonu Posnania nie wpisała do składu wymaganej liczby młodych zawodników i została ukarana odjęciem punktu w ligowej tabeli (mimo że Orkan, jej rywal, sugerował niekaranie, biorąc pod uwagę kiepską sytuację klubu – wniosek o rozpatrzenie sprawy złożył główny konkurent Posnanii w walce o utrzymanie). A warto zwrócić uwagę, że w dwóch ostatnich kolejkach podobny „numer” wykręciła Skra Warszawa (na dodatek wygrywając jeden z ważniejszych meczów sezonu – kto wie, czy nie dzięki temu?). Nieprzestrzeganie regulaminów wkurza. A na dodatek niepokoi fakt, że KGiD potrzebowała na rozstrzygnięcie tej prostej sprawy aż 24 dni. A przecież jest jeszcze Komisja Odwoławcza (w końcu w przepisach mamy nieostry zapis o „możliwości” karania za to naruszenie regulaminu, więc nie zdziwię się, jeśli ktoś będzie się odwoływał), więc sprawa może się ciągnąć miesiącami…

W lidze nie ma już drużyn z kompletem zwycięstw, a na czele tabeli są tym razem łodzianie z dorobkiem trzech wygranych i remisu (identyczny bilans mają lublinianie, który wskoczyli na trzecią pozycję). Skra spadła na drugą lokatę, a Ogniwo i Orkan zachowały miejsca sprzed weekendu – odpowiednio czwarte i szóste. Różnice w czołowej szóstce nadal są jednak symboliczne, natomiast jej przewaga nad resztą stawki wciąż duża. Na dnie Posnania, która co prawda zdobyła punkt bonusowy, ale po decyzji KGiD przystępowała do meczu mając na koncie –1 punktów.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑↑Master Pharm Rugby Łódź417
2. ↓Up Fitness Skra Warszawa416
3. ↑↑Edach Budowlani Lublin416
4. Ogniwo Sopot415
5. ↓↓↓Lechia Gdańsk415
6. Orkan Sochaczew413
7. ↑Arka Gdynia45
8. ↓Juvenia Kraków41
9. Pogoń Awenta Siedlce40
10. Posnania40

W I lidze rozegrano drugą kolejkę spotkań. Pierwszy raz na boisko wybiegli gracze Sparty Jarocin – w rewanżu za niezwykle zacięty finał I ligi z poprzedniego sezonu nadspodziewanie łatwo pokonali ekipę z Białegostoku. Wygrali 55:10 po świetnej drugiej połowie. Dla białostocczan to druga porażka w drugim meczu. Trochę wcześnie na prognozy, ale start sezonu nie wróży im walki o awans. Z kolei najsłabsza ekipa poprzedniego sezonu, Arka Rumia, nieoczekiwanie odniosła drugie zwycięstwo – 21:20 nad przystępującą do sezonu ze sporymi ambicjami Legią Warszawa. Znów głównym aktorem meczu był Richman Gora, który zdobył dla rumian wszystkie punkty (7 karnych). A w ostatnim, niedzielnym spotkaniu, Hegemon Mysłowice w pierwszoligowym debiucie przed własną publicznością uległ Budowlanym Commercecon Łódź 7:33. Pauzował AZS AWF Warszawa. Po dwóch kolejkach po dwa zwycięstwa mają Arka i Budowlani, porażki nie zaznali też gracze Sparty, ale ci grali dotąd tylko raz.

The Rugby Championship

Nietypowo, bo w czwartek zagrały ze sobą w przedostatniej kolejce The Rugby Championship Australia i Nowa Zelandia. Rugbowy klasyk, mecz o Bledisloe Cup, zaplanowano w Melbourne, gdzie ważniejszy od rugby union jest futbol australijski, a na weekend zaplanowano mecze fazy play-off w australijskiej lidze tego sportu, AFL. Na weekendowych meczach footy spodziewane było na Melbourne Cricket Ground blisko 100 tys. widzów, natomiast starcie o Bledisloe Cup na tym samym obiekcie obserwowało niespełna 60 tys. osób.

Jednak niezbyt szczęśliwą decyzję RA w sprawie miejsca rozegrania meczu przyćmił sam jego przebieg – choć to goście byli zdecydowanymi faworytami spotkania, zobaczyliśmy mecz pełen emocji z dramatycznym zakończeniem, które wzbudziło ogromną ilość kontrowersji. Australijczycy przystąpili do spotkania w składzie bardzo mocno zmienionym w stosunku do zmagań z Południową Afryką – aż osiem roszad. Tą, która zwróciła największą uwagę, był powrót do reprezentacji po przerwie trwającej od 2019 Bernarda Foley’a (to efekt wyeliminowania w toku TRC z kontuzjami trzech kolejnych łączników ataku, ostatnio Noah Lolesio zaliczył wstrząśnienie mózgu). Zmiany były także u gości, m.in. obecność w wyjściowej piętnastce Brodiego Retallicka i pierwszy w tym roku występ w reprezentacji Hoskinsa Sotutu, który skorzystał na narodzinach dziecka Ardiego Savei.

Początki obu połów należały do gości i po każdej z nich wydawało się, że jest już „pozamiatane” – tymczasem Australijczycy w obu przypadkach wracali do gry. Pierwsza odsłona zaczęła się od skutecznego maula autowego Nowozelandczyków już po paru minutach gry, a po parunastu było 10:0. Jednak Australijczycy przełamali przewagę gości, i choć przyłożenia Andrew Kellaway’a sędzia nie uznał, chwilę potem po maulu autowym zdobyli prawidłowe i na dodatek jeden z Nowozelandczyków powędrował na ławkę kar. W tym okresie gospodarze doprowadzili do remisu 10:10. Gdy mijały ostatnie sekundy osłabienia gości, Caleb Clarke wyprowadził fantastyczną akcję. Został powstrzymany, ale to powstrzymanie kosztowało Australijczyków aż dwie żółte kartki i zostali na boisku w trzynastkę. Australijczycy przetrwali bez straty punktów ostatnie minuty pierwszej połowy, ale na początku drugiej Nowozelandczycy rzucili się do ataku i już po niespełna minucie przełamali ich osłabioną obronę. W 50. minucie kolejny Australijczyk zobaczył żółtą kartkę, i tym razem w ciągu paru minut All Blacks zdobyli dwa szybkie przyłożenia (m.in. znakomity Richie Mo’unga) i prowadzili już 31:13. Losy meczu wydawały się przesądzone, ale Australijczycy zanotowali niesamowity powrót – jeszcze gdy grali w osłabieniu przyłożenie zdobył Kellaway (sędzia nie zauważył, że asysta była podaniem do przodu), a parę minut później powtórzył to osiągnięcie i na niespełna kwadrans przed końcem było już tylko 27:31. Nowozelandczycy co prawda zwiększyli przewagę po karnym, ale za moment był już remis 34:34 po fantastycznej akcji skrzydłem Pete Somu z udziałem Mariki Koroibetego i trudnym podwyższeniu Foley’a. W 78. minucie Nic White karnym z połowy boiska dał Australijczykom pierwsze prowadzenie w meczu: 37:34. A potem nastąpiły kluczowe chwile, których jednak nie zobaczymy na oficjalnym skrócie meczu (możemy je obejrzeć tutaj: https://twitter.com/i/status/1570386520795652096): Nowozelandczycy zaatakowali, byli tuż pod polem punktowym gospodarzy, ale piłkę stracili – sędzia podyktował karnego dla Australijczyków. I wtedy Foley popełnił katastrofalny błąd – mimo ponagleń sędziego i kolegów z drużyny zwlekał z wykopem piłki (w sumie niepotrzebnie, te kilka sekund nic nie zmieniało w sytuacji jego drużyny – wiadomo było, że po aucie minie regulaminowy czas gry), sędzia uznał to za błąd i w momencie, gdy australijski łącznik ataku już ruszał do kopu, odgwizdał błąd i podyktował młyn dla Nowej Zelandii na linii 5 m. Nowozelandczycy to wykorzystali, zdobyli w ostatniej akcji przyłożenie i ostatecznie wygrali 39:37.

Po meczu rugbowy świat się podzielił na tych, którzy krytykują sędziego Mathieu Raynala za to, że chciał być główną postacią spotkania, i na tych, którzy cieszą się, że ktoś wreszcie w spektakularny sposób zwrócił uwagę na problem przeciągania stałych fragmentów gry przez zawodników. Szczerze mówiąc bliżej mi do tych drugich (zwłaszcza przy ostentacyjnym ignorowaniu przez Foley’a ponagleń), jednak szkoda, że Raynal nie reagował w podobnie stanowczy sposób wcześniej, a miał ku temu okazje. Zresztą kontrowersji związanych z sędziowaniem Raynala jest znacznie więcej – jedna z nich dotyczy ataku Darcy’ego Swaina w przegrupowaniu na nogę Quinna Tupaei, który skończył się paskudną kontuzją Nowozelandczyka (zapewne straci sezon) i zdaniem wielu Australijczyk powinien być ukarany czerwoną, a nie żółtą kartką (zresztą, sporo było kontuzji w tym meczu, m.in. obu kapitanów drużyn). Jednak wcześniej Raynal powinien był zdaje się podyktować rzut karny na rzecz Australijczyków, co zapobiegłoby ich podwójnemu osłabieniu i całej sytuacji by nie było. Słowem, w ocenie wielu, Raynal zaliczył najgorszy występ spośród wszystkich aktorów tego widowiska i to niekoniecznie z powodu tej najgłośniejszej decyzji z samej końcówki.

To jedno, skromne zwycięstwo, wystarczyło, aby All Blacks po raz 20. z rzędu podnieśli Bledisloe Cup – co prawda w najbliższy weekend drugi mecz cyklu, ale nawet w przypadku wygranej Australii będzie remis 1:1, a w przypadku remisu puchar zachowuje poprzedni jego zdobywca.

Mecz Argentyny z Południową Afryka natrafił na perturbacje: na kilka dni przed terminem ogłoszono zmianę areny, na którym będzie rozgrywany (Estadio Velez Sarsfield okazał się być w kondycji niepozwalającej na rozegranie meczu i przeniesiono go na inny obiekt w Buenos Aires, Estadio Libertadores de America). Jacques Nienaber pozostawił piętnastkę ze zwycięskiego meczu z Australią (choć na ławce pojawiły się nowe twarze, m.in. Faf de Klerk i Elrigh Louw, który zastąpił Duane’a Vermeulena), z kolei Michael Cheika dokonał aż siedmiu zmian w wyjściowym składzie. Co prawda pierwsze punkty w meczu zdobyli gospodarze (z karnego), jednak goście szybko wyrównali, a po karnym przyłożeniu wyszli na prowadzenie, którego nie oddali do końca meczu. W pierwszej połowie zapisali na konto trzy przyłożenia, prowadzili 22:6, a Argentyńczycy mogli się pochwalić co najwyżej dwiema żółtymi kartkami. Drugą z nich zobaczyli na sam koniec pierwszej połowy, więc drugą odsłonę meczu zaczynali w osłabieniu. Cheika przeprowadził jednak sporo zmian, które dały impuls do znacznie lepszej gry. Długo punktów nie oglądaliśmy, ale po 20 minutach żółtą kartkę zobaczył Willie Le Roux, chwilę potem Argentyńczycy zdobyli karne przyłożenie, a Springboks zostali na boisku w trzynastkę. Gospodarze natychmiast to wykorzystali i zrobiło się nieoczekiwanie 20:22. Jednak to było wszystko, na co było stać Argentynę: jeszcze bez jednego gracza Południowa Afryka ponownie odskoczyła na dziewięć punktów, a dobiła rywali przyłożeniem Malcolma Marxa pod koniec meczu (młynarz pomknął z piłką wzdłuż linii bocznej niczym skrzydłowy). Południowa Afryka wygrała spotkanie 36:20, choć wcale nie zagrała dobrego meczu (zdominowała gospodarzy w maulach i autach, ale poza tym nie pokazała nic wielkiego).

Za tydzień ostatnia kolejka i zanosi się na korespondencyjny pojedynek o zwycięstwo w imprezie pomiędzy Nową Zelandią i Południową Afryką: obie drużyny grają na swoich boiskach z teoretycznie słabszymi rywalami. Choć z drugiej strony, nie takie cuda już się w tej edycji TRC zdarzały.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Nowa Zelandia414
2. ↑Południowa Afryka414
3. ↓Australia410
4. Argentyna49

Top 14

W Top 14 rozegrano trzecią kolejkę spotkań. Zainaugurował ją mecz Bordeaux z Casters, dwóch medalistów z poprzedniego sezonu. W meczu zobaczyliśmy 45 punktów, ale zaledwie 10 po przyłożeniach – cała reszta została zdobyta dzięki kopom z podstawki. Zaczęło się niemrawo, przez pierwsze 20 minut drużyny wymieniły się po jednym karnym, a pod koniec pierwszej połowy Bordeaux prowadziło 6:3. Dopiero w ostatniej akcji pierwszej połowy zdobyło pierwsze przyłożenie w meczu. Po przerwie drużyny znowu wymieniały się kopami z karnych – więcej szans wykorzystali gospodarze i to oni powiększali prowadzenie. A drugą połowę skończyli tak jak pierwszą – przyłożeniem. Ostatecznie wygrali z wicemistrzami Francji wysoko, 33:12. Dla Bordeaux, które ma wyjątkowo trudnych przeciwników na początku sezonu, to pierwsze zwycięstwo w tych rozgrywkach.

Emocje były w Brive, gdzie gospodarze grali z mistrzami Francji, Montpellier. Brive to drużyna niezwykle groźna na swoim boisku i dała temu wyraz już drugi raz w tym sezonie, choć znowu przegrała. Co prawda zaczęła od straty przyłożenia i po 10 minutach przegrywała 0:8, ale odpowiedziała dwoma przyłożeniami, a potem po wymianie karnych prowadziła do przerwy 20:17. Po przerwie punktowała z karnych, ale dwa przyłożenia obrońców tytułu pozwoliły im wyjść na prowadzenie 31:26. Brive grało do końca, w ostatnich minutach docisnęło Montpellier do ich pola punktowego, na dodatek obrońców tytułu osłabiła żółta kartka Louisa Carbonela. Jednak gospodarze potrzebowali przyłożenia i nie udało im się go osiągnąć. Dla Montpellier to wyjątkowy sukces – na wygraną w Brive czekało dekadę.

W Brive było blisko niespodzianki, ale sprawił ją ostatecznie kto inny: Pau wygrało z naszpikowaną gwiazdami Tuluzą (choć tym razem Dupont wszedł z ławki, a Ntamacka w ogóle nie było w składzie). W pierwszej połowie oglądaliśmy wymianę kopów: po trzech z każdej strony było 9:9, a ten okres spotkania ubarwił drop goal Thomasa Ramosa. Na koniec pierwszej połowy pierwsze przyłożenie w meczu zdobył dla Pau Jack Maddocks. Krótko po przerwie gospodarze dorzucili do wyniku 3 punkty z karnego, i choć Tuluza odpowiedziała przyłożeniem, Pau nadal prowadziło. A wtedy czerwoną kartkę zobaczył Richie Arnold (wpuszczony na boisko niewiele ponad minutę wcześniej) i faworyzowani goście grali w osłabieniu ostatnie pół godziny. Jack Maddocks wkrótce potem zdobył drugie przyłożenie, a potem już do końca wynik się nie zmienił: Pau wygrało 26:16.

Emocje były też w niedzielny wieczór, na koniec kolejki: Tulon grał z Clermont. Po wymianie karnych na początku meczu na prowadzenie wyszli goście po przyłożeniu Alexa Newsome’a. Wkrótce jednak w ciągu kilku minut dwóch ich zawodników zobaczyło żółte kartki: grając w trzynastkę stracili dwa przyłożenia, a tuż po przerwie, jeszcze z jednym graczem na ławce kar – trzecie i było 27:8. Gdy Clermont był z powrotem w komplecie zaczął odrabiać straty: karne przyłożenie kosztowało tulończyków stratę jednego zawodnika, goście dorzucili więc kolejne. Potem wynik stanął, ale kilka minut przed końcem gracze spod znaku Michelina zdobyli czwarte przyłożenie i Tulon prowadził już tylko jednym punktem, 30:29. W ostatniej akcji goście nieoczekiwanie dostali szansę, gdy karny gospodarzy nie doleciał do linii bocznej, ale nic z tej akcji nie wyszło i wynik już nie uległ zmianie.

Poza tym Racing 92 pokonał Lyon 32:19 (15 punktów Finna Russella, do tego świetna asysta), La Rochelle rozgromiło Perpignan 43:8 (najwyższy wynik w tym sezonie, siedem przyłożeń zwycięzców), a Stade Français pokonało Bajonnę 26:16 (Baskowie stracili prowadzenie w tym meczu dopiero na kwadrans przed końcem).

W tabeli na czele mamy jedyną niepokonaną drużynę, zwycięzców Champions Cup z poprzedniego sezonu, La Rochelle. Komplet porażek ma ostatni w tabeli kataloński Perpignan.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑La Rochelle313
2. ↓Tuluza39
3. ↑Montpellier39
4. ↑↑↑↑Racing 9238
5. ↑↑↑↑Stade Français38
6. ↑↑↑↑↑Pau38
7. ↑↑↑Tulon38
8. ↓↓↓↓↓Brive37
9. ↑↑↑↑Bordeaux Bègles35
10. ↓↓↓Clermont35
11. ↓↓↓↓↓↓Lyon35
12. ↓↓↓↓↓↓Castres34
13. ↓Bajonna34
14. Perpignan31

Sporo emocji na drugim ligowym froncie, w Pro D2. Czwarta kolejka gier zaczęła się od starcia Nevers z Biarritz. Nevers prowadziło po pierwszej połowie, ale na początku drugiej straciło gracza z czerwoną kartką. Mimo to długo utrzymywało przewagę, ale spadkowicze z Top 14 zdobyli w ostatniej akcji meczu przyłożenie z podwyższeniem i doprowadzili do remisu 22:22. Z kolei na koniec kolejki mieliśmy szlagierowe starcie Mont-de-Marsan z Oyonnax: gospodarze wygrali je 26:15 i dzięki temu zostali liderami tabeli. Dotychczasowy przodownik, niepokonane dotąd Rouen-Normandie, przegrał z Grenoble 6:20. Zwracają uwagę ponadto jednopunktowe zwycięstwo Colomiers nad Agen (decydował karny w końcówce meczu), hat-trick przyłożeń Portugalczyka Raffaele Stortiego dla Beziers w wygranym 43:33 meczu z Montauban (w sumie 10 przyłożeń obu drużyn), a beniaminek z Massy mocno postraszył Aurillac, ale przegrał ostatecznie 29:36.

Premiership

W drugiej kolejce Premiership najwięcej uwagi przyciągały dwa wydarzenia: derby Londynu (z powodu oczekiwanych emocji) i pierwszy domowy mecz Worcester Warriors (z powodu niepewności, czy w ogóle zostanie rozegrany). Worcester Warriors we wtorek ogłosili, że uzgodniono warunki sprzedaży klubu nowemu inwestorowi, który miał także zapewnić finanse na domowy mecz z tego weekendu z Exeter Chiefs (ok. 120 tys. funtów). Umowy wszakże jeszcze nie podpisano (a niezbędne jest też zatwierdzenie przez władze ligi), na dodatek wciąż część personelu nie otrzymała żadnego wynagrodzenia za sierpień. O tym, że mecz z Exeter się odbędzie, przekonano się dopiero w piątek w południe – po ultimatum od władz ligi, grożących drużynie z Worcesteru zawieszeniem. Ale ponad 100 pracowników klubu podpisało publiczne oświadczenie, w którym stwierdziło, że ich cierpliwość nie jest nieskończona. Mecz się odbył i niespodzianki nie było: Chiefs zaczęli punktowanie od przyłożenia Joe’go Simmondsa już w drugiej minucie meczu i byli na prowadzeniu przez spotkanie, choć gospodarze dość mocno się odgryzali i trzykrotnie przyłożeniami (dwoma po świetnych kontrach) zmniejszali straty. Ostatecznie ekipa z Exeter wygrała 36:21. A właściciele drużyny z Worcester zapowiedzieli w weekend finalizację transakcji sprzedaży klubu w ciągu 48 godzin.

W derbach Londynu mieliśmy za to emocje przede wszystkim boiskowe, a mecz nie zawiódł. Harlequins, mimo braku na boisku kontuzjowanego Danny’ego Care’a i odpoczywającego po letnich meczach w Australii Marcusa Smitha (10 tygodni obowiązkowej przerwy nie skrócono mimo starań Quins), po zaledwie paru minutach prowadzili 14:0 (dwa przyłożenia Cadana Murley’a, drugie po przechwycie Alexa Dombrandta), a po kwadransie 17:0 (daleki karny Tommaso Allana). Wtedy Saracens, grający swój pierwszy mecz sezonu i naszpikowani gwiazdami (na boisku byli Owen Farrell, Maro Itoje, Billy i Mako Vunipola czy Jamie George – mimo że oni wszyscy też latem byli z reprezentacją w Australii), zaczęli się odgryzać – przyłożenia zdobyli Eliot Daly i Max Malins. Jednak do przerwy Harlequins prowadzili 24:12 (kolejne przyłożenie dorzucił Joe Marchant, przy okazji kolejną asystę zaliczył Dombrandt). Mistrzowie skutecznych powrotów w drugich połowach tym razem musieli bronić prowadzenia i to im się nie udało. Przyłożenia Malinsa i Nicka Tompkinsa pozwoliły Saracenom wyjść na prowadzenie na 20 minut przed końcem meczu. Co prawda Tommaso Allan z karnego wyrównał, ale chwilę potem dalekiego karnego na trzy punkty zamienił Eliot Daly. Przez ostatni kwadrans wynik się już nie zmienił – Saracens wygrali na Stoop 30:27 po świetnym widowisku.

Poza tym Wasps (kolejny klub w finansowych tarapatach) przegrali z Bristol Bears 8:23 (mimo że zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu już w 4. minucie; dla zwycięzców 18 punktów nabił na licznik Callum Sheedy), Leicester Tigers wygrali 36:21 z Newcastle Falcons (obrońcy tytułu już po paru minutach prowadzili 12:0, i choć zrobiło się z tego 12:14, otrząsnęli się i wygrali pierwszy mecz w sezonie; gwiazdą meczu był Nemani Nadolo, który zdobył dwa przyłożenia i zanotował świetną asystę przy kolejnym), Northampton Saints pokonali London Irish 38:22 (ciekawostka: Irish zostali na boisku na dobrych kilka minut w dwunastkę po serii żółtych kartek w ostatnich minutach pierwszej połowy – mimo tak ogromnej przewagi Saints w tym okresie nie tylko nie zdobyli punktów, ale nawet stracili je po karnym, natomiast Irish mimo wybronienia się w trzyosobowym osłabieniu, potem straciło przyłożenie, gdy miało tylko jednego zawodnika na ławce kar), a Bath znów przegrało, tym razem 20:37 z Sale Sharks (i to pomimo faktu, że od 10. minuty rywale grali w czternastkę, a w końcówce przez 10 minut nawet w trzynastkę; na domiar złego dla Bath okazało się, że kontuzjowany przed tygodniem Sam Underhill musi przejść operację i będzie pauzować trzy miesiące).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑↑↑Sale Sharks210
2. Bristol Bears29
3. ↑↑↑Exeter Chiefs29
4. ↑↑↑↑Leicester Tigers26
5. ↑↑↑↑↑Northampton Saints26
6. ↓↓↓Harlequins26
7. ↓↓↓↓↓↓London Irish25
8. ↓↓↓Gloucester15
9. ↑↑↑↑Saracens15
10. ↓↓↓Bath21
11. ↓↓Wasps21
12. ↓Newcastle Falcons20
13. ↓Worcester Warriors20

W Championship wygrywały czołowe drużyny (Ealing Trailfinders 32:17 z Ampthill, Doncaster Knights z Hartpury University 34:16, Jersey Reds 40:14 z Coventry, a Cornish Pirates 23:19 z Nottinghamem), ale najwięcej uwagi zwróciło pierwsze, historyczne zwycięstwo absolutnego beniaminka na drugim poziomie ligowych rozgrywek – Caldy. I to jakie zwycięstwo: ekipa spod Liverpoolu po 30 minutach gry przegrywała z Richmondem aż 3:26, ale od tego momentu zaaplikowała przeciwnikom pięć przyłożeń i wygrała ostatecznie 34:32.

United Rugby Championship

Pierwsza kolejka ligi URC zaczęła się we włoskim Treviso od niespodzianki: miejscowy Benetton nie dał szans Glasgow Warriors i wygrał aż 33:11. Spotkanie było na pozór wyrównane, ale Włosi zdobyli aż cztery przyłożenia, a Szkoci tylko jedno. Kiepski początek przygody z Warriors dla trenera Marco Smitha, który przeniósł się do Glasgow właśnie z Treviso, a porażkę tłumaczy brakiem przedsezonowych meczów rozgrzewkowych. Ozdobą meczu było to przyłożenie Ignacio Mendy’ego: https://twitter.com/i/status/1570834889326628864.

Bliska jeszcze większej sensacji była druga włoska drużyna, najsłabsza ekipa ligi poprzedniego sezonu, Zebre Parma, która mierzyła się z jedną z największych potęg w Europie – Leinsterem (choć ten w nieco eksperymentalnym składzie, z kilkoma debiutantami). Po niespełna połowie godziny goście z Irlandii prowadzili już 21:0 i na emocje się nie zanosiło. Wtedy jednak Zebre zaczęło odrabiać straty – w ciągu paru minut zdobyło dwa przyłożenia (i to w okresie gry w osłabieniu po żółtej kartce), ale bez podwyższeń. Do przerwy przegrywało 10:28, ale po przerwie ponownie zaczęło przykładać punkty: zrobiło się 22:28, Leinster znowu odskoczył, ale Zebre na 10 minut przed końcem odpowiedziało i miało już tylko 4 punkty straty. I atakowało dalej, ale ostatecznie bez sukcesu: przegrało 29:33 i musiało zadowolić się dwoma punktami bonusowymi.

Niespodziankę sprawili natomiast gracze walijskiego Cardiff, którzy mierzyli się z innym irlandzkim potentatem, Munsterem. Cardiff już na samym początku meczu wyszło na prowadzenie po przyłożeniu Maxa Llewellyna. Dwukrotnie co prawda przewagę traciło (a w pierwszej połowie straciło też kontuzjowanego Liama Williamsa) i Munster wychodził na jednopunktowe prowadzenie (mogło być wyższe – Liamowi Coombesowi w pierwszej połowie brakło centymetrów do pola punktowego), ale Walijczycy odpowiadali. Kluczowy był ostatni kwadrans, gdy z wyniku 12:13 Cardiff doprowadziło do zwycięstwa 20:13 dzięki karnemu Jarroda Evansa i przyłożeniu Aleda Summerhilla po świetnej akcji Uilisiego Halaholo. Kiepski początek rządów Grahama Rowntree’go w Munsterze. Najlepszym graczem meczu wybrano debiutującego w Cardiff reprezentanta Walii Taulupe Faletau.

Sporo emocji w walijskich derbach pomiędzy Scarlets i Ospreys. Już w pierwszych 10 minutach prowadzeni przez Justina Tipurica (powrót po długiej kontuzji) Ospreys prowadzili 10:0 – wszystkie punkty zdobył Gareth Anscombe. Chwilę później obie drużyny wymieniły się karnymi i więcej punktów w pierwszej połowie już nie było (nawet w okresie osłabienia Scarlets po żółtej kartce): goście prowadzili 13:3. Po przerwie jednak sytuacja się zmieniła: najpierw Sam Costelow kopnął dwa karne (Anscombe odpowiedział jednym, łącznie zdobył 16 punktów), potem przyłożenia zdobyli Johnny Williams (który pokonał dwóch obrońców) i Costelow (w sumie 18 punktów, najlepszy gracz meczu) i Scarlets prowadzili 23:16. Tuż przed końcem jednak gospodarze zostali na boisku w czternastkę, a w ostatniej akcji meczu przyłożenie z podwyższeniem zdobyli goście – mecz skończył się remisem 23:23.

Poza tym w pierwszych irlandzkich derbach Ulster bez większych problemów pokonał Connacht 36:10 (choć na pierwsze punkty w meczu kibice czekali pół godziny; 16 punktów zdobył Nathan Doak), w południowoafrykańskich derbach Lions ulegli wicemistrzom ligi Bulls 15:31 (najlepszym graczem meczu uznano Marcella Coetzee’go, który zdobył pierwsze punkty w meczu), a Edynburg rozgromił walijskich Dragons 44:6 i został pierwszy liderem tabeli (ciekawostka, to Dragons po kwadransie prowadzili 6:0).

Nie grali Stormers (ich mecz pierwszej kolejki z Sharks zaplanowano na luty), ale oni cieszą się z odwołania koncertu Justina Biebera – dzięki temu będą mogli zagrać na Cape Town Stadium jeden domowy mecz więcej.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Edynburg15
2. Ulster15
3. Benetton Treviso15
4. Leinster15
5. Bulls14
6. Cardiff14
7. Ospreys12
Scarlets12
9. Zebre Parma12
10. Munster11
11. Lions10
12. Glasgow Warriors10
13. Connacht10
14. Dragons10
Stormers0
Sharks0

Z kraju

Ogłoszono zasady nowego sezonu Rugby Europe Championship. Potwierdziło się wszystko, co wcześniej wiedzieliśmy nieoficjalnie: podział na dwie grupy w pierwszej fazie, my gramy z Rumunią, Portugalią i Belgią, a potem półfinały i finały. Mecze grupowe w lutym (fatalny dla nas termin), pucharowe w marcu. Zmierzymy się z trzema ekipami od nas zdecydowanie lepszymi (Rumunia jedzie na Puchar Świata, Portugalia będzie o niego walczyć, a z Belgami niedawno boleśnie przegraliśmy). Cieszy fakt, że dwa spośród trzech grupowych meczów gramy u siebie – z Portugalią i Belgią. W takiej samej grupie zaczniemy rozgrywki w kolejnym sezonie (zapewne w odwróconych rolach gospodarz – gość). W pierwszym roku nie grozi nam spadek – będą brane pod uwagę skumulowane wyniki (liczba punktów) z dwóch sezonów i dopiero po dwóch latach nastąpi rotacja.

Czarni Pruszcz Gdański byli gospodarzem pierwszego w tym sezonie turnieju Polskiej Ligi Rugby 7. Udział wzięło sześć drużyn, a wygrała stołeczna ekipa AZS AWF, która w finale wygrała z Czarnymi. Dopiero czwarte miejsce zajął zwycięzca ligi z poprzedniego sezonu, Tytan Gniezno.

Do poczytania: bardzo ciekawy wywiad Macieja Słomińskiego z trenerem Januszem Urbanowiczem: https://sport.interia.pl/rugby/news-trener-polek-po-udanym-sezonie-najtrudniejszy-bedzie-nastepn,nId,6293523. Mnie cieszy, że trener myśli o rotacjach i budowaniu kadry młodzieżowej. Martwi niepewność co do przyszłości Susanny Schützmann, która tak świetnie zaprezentowała się w Ząbkach na wygranych przez nas mistrzostwach Europy U18 – jednak dopóki nie będzie szans na zawodową karierę w naszym rugby, takie dylematy będą codziennością i trudno się dziwić zawodniczkom, które postawią na inną drogę.

Ze świata

Angielki rozegrały ostatni test przed Pucharem Świata. Zmierzyły się z Walijkami (także wybierającymi się do Nowej Zelandii) i rozgromiły je aż 73:7. Co prawda na pierwsze przyłożenie Angielek Walijki odpowiedziały tym samym, ale remis trwał tylko pięć minut, a potem gospodynie (mecz rozegrano w Bristolu) odjechały. 20 punktów (2 przyłożenia i 5 podwyższeń) zdobyła Emily Scarratt, a hat-trick przyłożeń – Helena Rowland. Dla Angielek to 25. wygrana z rzędu. Dla Walijek – bolesna lekcja, odniesiona mimo wprowadzenia tam niedawno do kobiecego rugby zawodowstwa (i na dodatek, dla odmiany, piąta porażka z rzędu).

Jeden mecz międzynarodowy także wśród mężczyzn. W zapowiadanym pierwotnie na koniec sierpnia starciu Demokratyczna Republika Konga (dawny Zair) pokonała w Kinshasie Kongo 15:0. Rewanż ma się odbyć w październiku w Brazzaville.

W Rugby Europe Super Cup mieliśmy druga kolejkę fazy grupowej. Na zachodzie portugalscy Lusitanos rozgromili Brussels Devils 95:0 (aż 15 przyłożeń), a Iberians pokonali Deltę 22:7. W grupie wschodniej spotkali się beniaminkowie – Romanian Wolves pokonali u siebie Batumi 37:15 (początek meczu należał do Gruzinów, potem dominowali już gospodarze). Natomiast ubiegłoroczni zwycięzcy imprezy, gruziński Black Lion, zmierzył się w Kutaisi z Tel-Aviv Heat – po zaciętym meczu padł remis 25:25.

Swoją drogą, niezbyt budujące są informacje o wielkości widowni na meczach RESC. Zgodnie z informacjami z protokołów meczowych z pierwszej kolejki w Batumi było 1800 widzów, w Bukareszcie 1000, w Holandii 300, a w Belgii 250…

W nowozelandzkim NPC dużo emocji było w meczu Auckland z walczącym o awans do play-off jednym z faworytów, Tasman. Auckland wygrało po zaciętym spotkaniu 30:27, ale dzięki punktowi bonusowemu Tasman zdołało wspiąć się na czwarte miejsce w swojej grupie (wciąż jednak niczego pewny nie jest – depczący mu po piętach Northland ma jedno spotkanie więcej do rozegrania). Cenne zwycięstwo w walce o awans wywalczył Wellington – stołeczna ekipa pokonała Hawke’s Bay 19:12, a jedyne przyłożenie w meczu zdobył TJ Perenara. Nie ma już w stawce niepokonanych drużyn – ostatnia z nich, Waikato, uległa Otago 20:27, które dzięki temu podtrzymało nadzieje na awans. Otago wygraną zawdzięcza przechwytowi Josha Timu przy remisie 20:20 na 10 minut przed końcem. A do końca fazy zasadniczej większości drużyn pozostały już tylko dwa mecze.

Rozgrywki australijskich lig stanowych zakończyły się w ten weekend finałami Queensland Premier Rugby i ligi Premier Grade w Australii Południowej. Znacznie więcej uwagi przyciągały rozgrywki w Queenslandzie – po Hospital Cup sięgnęli Wests po zwycięstwie 44:27 nad obrońcami tytułu z University of Queensland. Zwycięzcy ostatni raz wygrali rozgrywki przed 16 laty. W Australii Południowej w finale spotkały się dwie drużyny, które zdobyły dwa ostatnie tytuły mistrzowskie: Brighton wygrało z Burnside 25:22.

W szkockiej lidze Super6 półmetek fazy zasadniczej (zresztą spóźniony – tydzień temu odwołano całą kolejkę z powodu śmierci Elżbiety II). Na prowadzeniu w tabeli są Watsonians, którzy doznali dotąd tylko jednej porażki, a w ten weekend pokonali trzecich w tabeli Boroughmuir Bears 31:10. Na drugim miejscu są Ayrshire Bulls – co prawda mają rozegrany mecz mniej od Watsonians, ale strata wynosi aż 7 oczek (w ten weekend rozgromili Stirling Wolves 64:20).

Ruszyły rozgrywki belgijskiej ligi D1. W pierwszej kolejce obrońcy tytułu mistrzowskiego, La Hulpe, pokonali Boitsfort 19:17, a wicemistrzowie, Soignies, odnieśli zwycięstwo 39:10 nad Ottignies.

W gruzińskiej lidze Didi 10 wciąż trwa fatalna passa obrońców tytułu z Batumi – tym razem pokonał ich 43:19 Ares Kutaisi. Po trzech kolejkach mamy niespodziewanego lidera – jedyną niepokonaną drużynę w stawce, Kazbegi, na koniec poprzedniego sezonu broniących się w barażu przed spadkiem.

Skończył się Puchar Świata w Rugby 7, a federacje zaczynają ogłaszać składy na kolejną nadchodzącą wielką imprezę – kobiecy Puchar Świata w Nowej Zelandii (przełożony z ubiegłego roku). Wśród zawodniczek, które mają w nim wystąpić są też takie, które grały w siódemki w Kapsztadzie w poprzedni weekend. M.in. do składu Wallaroos dołączyła Sharni Williams (świeżo upieczona złota medalistka Pucharu Świata w rugby 7, mająca z swoim dorobku także złoto olimpijskie i wygraną w World Rugby Sevens Series – wszystko w ciągu niewiele ponad roku). Z kolei dla Black Ferns mają zagrać inne znakomite uczestniczki tej imprezy – Sarah Hirini, Stacey Fluhler i Portia Woodman.

W składzie Irlandii „Emerging” wybierającym się na Toyota Challenge Series do Południowej Afryki też znalazł się jeden z reprezentantów Irlandii z Pucharu Świata w Rugby 7 – Andrew Smith. Obok niego uwagę zwraca obecność w kadrze Romana Salanoi, pochodzącego z Hawajów, który od kilku lat gra w rugby w Dublinie (czyżby Irlandczycy zamierzali „podkraść” go Amerykanom?). Kiepską informacją jest wycofanie się Włoch A z tej imprezy – zostaną zastąpione przez miejscowych Bulls (w lokalnym składzie, złożonym z zawodników niewystępujących w URC). Obok Irlandii „Emerging” jedyną zagraniczną ekipą pozostały w tej sytuacji Stany Zjednoczone A.

Spośród informacji na temat nowego sezonu Rugby Europe International Championships kilka przyciąga uwagę. Po pierwsze awans aż trzech drużyn na poziom REC spowodował mniejsze liczby ekip na poziomach Trophy i Conference 2 (w Trophy i Conference 1 po pięć w grupie, w Conference 2 po cztery w grupie). Cieszy fakt, że w terminarzu Trophy przewidziano drużynę Ukrainy, a tamtejsza reprezentacja zaczęła się szykować do meczów: większość z nich przewidziano na wyjeździe, ale jeden, ze Szwecją, wiosną, miałby być z Ukrainą w roli gospodarza. Brakuje w rozgrywkach Austrii, która już w poprzednim sezonie zrezygnowała z powodu wysokich kosztów gier z drużynami skandynawskimi, z którymi umieszczono ją w jednej grupie (teraz w podobnej sytuacji – a właściwie jeszcze gorszej jeśli popatrzeć na odległości – jest Andora, którą paradoksalnie umieszczono w północnej grupie Conference 2).

Reprezentacja Czech U20 mimo niedawnej porażki z Polską ma wystąpić w mistrzostwach Europy w tej kategorii wiekowej zaplanowanych w Portugalii. Ma zająć miejsce Szwajcarów, którzy według informacji na stronie czeskiej federacji wycofali się z rywalizacji.

W Azji z kolei wycofują się z rozgrywek kolejne drużyny. W turnieju Asia Rugby Championship na poziomie czwartym (dywizja 3) w regionie zachodnim miały brać udział cztery drużyny. Ostatecznie wezmą tylko dwie: w październiku dwumecz w Teheranie rozegrają Iran i Katar. Wycofały się natomiast Irak i Liban (a przecież reprezentacja tego ostatniego kraju niedawno rozegrała mecz z Syrią). Co gorsza, z harmonogramu na stronie konfederacji zniknął termin turnieju dla dywizji 1 (drugiego poziomu, który już wcześniej przeżywał perturbacje po zawieszeniu federacji Sri Lanki).

Z Ameryki Południowej docierają wieści o zmianach w lidze SLAR: w kolejnym sezonie podobno możemy nie zobaczyć w niej franczyzy z Kolumbii, Cafeteros Pro. Wejście w to miejsce rozważają ponoć Argentyńczycy (druga obok Jaguares XV drużyna z tego kraju miałaby powstać w Tucumánie).

Do dyskusji nad przyszłością Super Rugby Pacific włączyli się Japończycy, którzy zaproponowali, aby umożliwić im przyłączenie się do turnieju. Poziom ich drużyn rośnie, gwarantują też sporą widownię i oglądalność telewizyjną. Grający na co dzień w Japonii Quade Cooper proponuje, aby rozgrywki prowadzić w trzech odrębnych konferencjach (nowozelandzkiej, australijskiej i japońskiej), a następnie najlepsze ich drużyny awansowałyby do fazy play-off. Nie pierwszy to taki pomysł. A póki co wydaje się, że rozgrywki ligowe odbędą się w przyszłym roku bez zmian – ogłoszono już program jednej z kolejek fazy zasadniczej, która zostanie rozegrana na początku marca w całości w Melbourne.

Australijski naukowiec, Vince Kelly, przeprowadził badania na temat wpływu haki na losy meczu. Jego zdaniem pomaga ona Nowozelandczykom z czysto fizjologicznych powodów – podnosi tętno do takiego samego poziomu, co rozgrzewka, podnosi także temperaturę mięśni, podczas gdy oczekujący w tym czasie przeciwnik w tym czasie się rozluźnia. Rozwiązaniem dla przeciwników jest kontynuowanie rozgrzewki (jak Australijczycy w 1996).

Jeszcze nie ucichła sprawa Eltona Jantjiesa (odesłanego ze zgrupowania reprezentacji i podejrzewanego o romans z dietetyczką kadry), a już Springboks mają kolejny problem medialny: jedna z południowoafrykańskich gazet miała w niedzielę opublikować tekst o tym, że niektórzy zawodnicy drużyny mieli uzyskać pozytywne wyniki w testach na obecność w organizmie narkotyków. SARU reagowało z uprzedzeniem, chcąc powstrzymać publikację materiału. Mleko się jednak rozlało, kolejna medialna dyskusja wokół reprezentacji się rozpętała.

Nietypowy problem ma Seán O’Brien, który dołączył do sztabu trenerskiego Leinsteru. Właśnie skończył zawodowe granie w rugby, ale miał ochotę pograć jeszcze amatorsko, w barwach klubu Tullow RFC, występującego dywizji 1B w Leinster League. Nie otrzymał na to jednak zgody, ponieważ nie minęły minimum dwa lata od zakończenia kariery. Natychmiastowe przejście do grania na tak amatorskim poziomie przez profesjonalistę uznano za niebezpieczne dla innych zawodników.

Z wieści transferowych:

  • potwierdziły się informacje o powrocie do rugby union Christiana Wade’a – były gracz Wasps po przygodzie w NFL podpisał kontrakt na ten sezon z Racingiem 92 (dla którego już wcześniej wystąpił w turnieju SuperSevens). Zakontraktowano go jako medical jokera w związku z kontuzją Regana Grace’a (byłego zawodnika rugby league, który nie zdążył zagrać w Racingu 92 ani jednego meczu),
  • Mathieu Bastareaud ostatecznie podpisał roczny kontrakt z Tulonem,
  • kapitan reprezentacji Chile, która wywalczyła ostatnio niespodziewany awans na Puchar Świata, Martín Sigren, podpisał kontrakt z klubem angielskiej Championship, Doncaster Knights – ostatnio był zawodnikiem Selknamu,
  • do Utah Warriors, klubu amerykańskiej ligi MLR, trafi doświadczony zawodnik z niemal 500 punktami z Premiership, Joel Hodgson (ostatnio w Glasgow Warriors),
  • a na koniec tylko plotka o negocjacjach, ale za to jakich: ponoć Racing 92 zaczął rozmowy Beaudenem Barrettem i przymierza się do ściągnięcia go do Paryża po przyszłorocznym Pucharze Świata (miałby zastąpić Finna Russella).

Zmarł Eddie Butler, gwiazda walijskiego rugby przełomu lat 70. i 80. XX wieku, kapitan Pontypool i reprezentacji, a potem dziennikarz i komentator. 65-latek zmarł podczas trekkingu w Peru, znaleziono go martwego w jego śpiworze.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Anglia:

  • Ethan Sikorski (North Walsham, National League 2 East): wszedł z ławki rezerwowych na boisko na drugą połowę meczu przeciwko Bury St Edmunds, przegranego 27:36. Zdobył przyłożenie w końcówce spotkania. Drużyna nadal bez punktów, spadła na przedostatnie, 13. miejscu w lidze;
  • Ross Cooke (Tynedale, National League 2 North): wszedł z ławki rezerwowych na ostatnie 20 minut meczu z Blaydon, wygranego 30:26. Tynedale ma komplet dwóch zwycięstw i plasuje się na trzecim miejscu w lidze;
  • Sam Stelmaszek (Sedgley Park, National 2 North): wszedł z ławki rezerwowych na ostatnie pół godziny meczu z Chester, wygranego 20:19. Sedgley Park ma na koncie dwie wygrane i zajmuje czwartą lokatę w lidze;
  • Jakub Kijak (Bournville): w podstawowym składzie drugiej klubowej drużyny (Blues), która pokonała aż 88:0 drugą drużyną Aldridge;
  • Eryk Łuczka (Hornets): w podstawowym składzie drugiej klubowej drużyny, która przegrała z Imperialem 17:24.

Francja:

  • Aleksander Nowicki (Hyères-Carqueiranne-Le Crau, Nationale): cały mecz przeciwko Suresnes, przegrany 19:25. RCHCC na dwunastym miejscu (na czternaście drużyn), a jego pogromcy są liderem tabeli;
  • Kamil Bobryk (Vienne, Nationale 2 – grupa 1): wszedł z ławki rezerwowych w pierwszym meczu sezonu przeciwko Beaune, zremisowany 26:26. Wraz ze swymi rywalami dzielą 6. miejsce w lidze;
  • Mateusz Bartoszek (Bassin d’Arcachon,Nationale 2 – grupa 2): w podstawowym składzie w pierwszym meczu sezonu z Tyrosse, przegranym 22:31. RCBA zaczyna sezon od 10. miejsca w tabeli;
  • Quentin Cieslinski (Lavaur, Fédérale 1 – grupa 3): w podstawowym składzie w pierwszym meczu sezonu z L’Isle-Jourdain, zremisowanym 19:19. Lavaur na 6 miejscu tabeli wraz ze swoimi rywalami;
  • Jędrzej Nowicki (Pontarlier, Fédérale 2 – grupa 1): na boisku od 1. do 51. minuty w meczu z Andrezieux Bouthéon, wygranym 42:19. Pontariler wchodzi w nowy sezon jako wicelider grupy.

Irlandia:

  • Kacper Palamarczuk (Westport): w podstawowym składzie drużyny na mecz w ramach Cawley Cup przeciwko ekipie Monivea, wygranym 58:20. W czterozespołowej grupie Westport po dwóch meczach jest trzeci.

Szwajcaria:

  • Kacper Ławski (Yverdon, LNA): w podstawowym składzie w pierwszym meczu sezonu przeciwko Nyon, wygranym 42:14.

Zapowiedzi

Za tydzień przed nami ostatnia kolejka The Rugby Championship z meczami Południowej Afryki z Argentyną i Nowej Zelandii z Australią. Ponadto dwa kobiece mecze międzynarodowe (ostatnie testy przed kobiecym Pucharem Świata): Nowej Zelandii z Japonią (panie zagrają na Eden Park tuż przed meczem All Blacks) i Fidżi z Kanadą.

W ligach europejskich: czwarta kolejka Top 14 (m.in. Tuluza – Racing 92, Clermont – La Rochelle), trzecia kolejka Premiership (m.in. Northampton Saints – Leicester Tigers, Saracens – Gloucester i Exeter Chiefs – Harlequins) i druga kolejka URC (m.in. Scarlets – Ulster i Bulls – Edynburg). Ponadto trzecia runda w fazie grupowej Rugby Europe Super Cup (a w niej bardzo ciekawie zapowiadające się derby Półwyspu Iberyjskiego, Iberians – Lusitanos).

W kraju ruszają mistrzostwa Polski kobiet w rugby 7 (turniej w Gdyni) i gra druga liga w męskich piętnastkach.

7 komentarzy do “Już był w ogródku, już witał się z gąską”

  1. Dzięki wielkie za lekturę! Czemu luty jest fatalnym terminem dla naszych rugbystów? Bo nigdy niegrywali w tym terminie?
    I drugie pytanko czy może przy okazji wyciekło coś odnośnie przygotowań naszej kadry do tych rozgrywek?

    Odpowiedz
    • Zimą nie toczą się u nas rozgrywki. Nie sądzę, aby kluby miały warunki, by w styczniu uruchamiać treningi na boiskach, a tym bardziej grać. W dotychczasowych meczach kadry rozgrywanych o tej porze roku często mieliśmy zatem zawodników jeszcze po zimie nie ogranych. A u naszych przeciwników zima jest łagodniejsza – w Portugalii mają przerwę świąteczną, a w styczniu normalnie grają, w Belgii zaś też zwykle przerwa trwa koło miesiąca i w drugiej połowie stycznia wraca liga. Byłoby świetnie, gdyby zgrupować naszą kadrę przed tymi meczami na kilka tygodni, zagrać kilka sparingów, ale to wciąż są amatorzy i nie wiem, czy to będzie możliwe… Przecieki żadne w tej mierze do mnie nie dotarły 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz