80:0

Cóż, bywały w tym sezonie w Ekstralidze wyniki wyższe, ale ten zaszokował wyjątkowo, bo padł w spotkaniu drużyn walczących o medale. Na szczęście więcej smutnych meczów w tej kolejce ligowej nie było. Sporo też działo się na świecie, dobrego i złego: start kobiecego Pucharu Świata (i rekordowe zainteresowanie kibiców), francuski beniaminek pokonujący najlepszą drużynę Europy, niesamowity mecz Leinsteru z Sharks, degradacja Worcester Warriors, fatalne wyniki badań dotyczących skutków urazów głowy rugbystów, wygrana Bermudów z Gibraltarem…

Puchar Świata kobiet

W sobotę w Auckland rozegrano pierwsze trzy mecze Pucharu Świata kobiet. Kobiece rugby jest coraz chętniej oglądane przez kibiców i w sobotę po południu na Eden Park zmagania Nowozelandek z Australijkami oglądało rekordowe ponad 34 tys. widzów (mogło być pewnie więcej, bo wszystkie bilety się wyprzedały, ale część trybun poświęcono pod scenę, na której wystąpiła Rita Ora). I pomyśleć, że pierwotnie te mecze miały być rozgrywane na innym stadionie w tym samym mieście, Waitākere Stadium, który może pomieścić niespełna 5 tysięcy osób…

Na pierwszy ogień poszły dwa mecze z grupy C, której faworytami są dwie ekipy europejskie: Anglia i Francja (zdaniem części ekspertów, to także faworyci do gry w finale). Obie te drużyny odniosły pewne zwycięstwa. W meczu otwarcia imprezy Francuzki pokonały Południową Afrykę 40:5. Najlepsza zawodniczka ostatniego Pucharu Sześciu Narodów, Laure Sansus, zdobyła pierwsze przyłożenie w turnieju już po kilkudziesięciu sekundach gry. Do przerwy było 19:0. Po przerwie Afrykanki zdobyły przyłożenie, ale tylko jedno, a Francuzki długo nie mogły się przebić na pole punktowe rywalek. Jednak w ciągu ostatniego kwadransa dorzuciły kolejne trzy przyłożenia.

Największe faworytki całego turnieju, Angielki, wręcz rozgromiły debiutujące w tej imprezie Fidżyjki. W ciągu pierwszych 30 minut Europejki zdobyły trzy przyłożenia i prowadziły 17:0, ale w końcówce pierwszej połowy rywalki nieoczekiwanie zaczęły się odgryzać i do przerwy Anglia prowadziła tylko 24:14. Podrażnione zawodniczki z Albionu po przerwie nie dały rywalkom żadnych szans: punktowały co kilka minut, zdobywając aż 10 przyłożeń w drugich 40 minutach. Fidżyjki zdołały odpowiedzieć dopiero w ostatniej akcji meczu i ostatecznie Anglia wygrała aż 84:19. Cztery przyłożenia zdobyła Claudia Macdonald, ale najlepszą zawodniczką meczu została jedna z nielicznych członkiń zwycięskiej ekipy, która nie zdobyła żadnych punktów – rwaczka Sadia Kabeya.

Na koniec sobotniego maratonu na Eden Park lokalni kibice zobaczyli swoją reprezentację, która w pierwszym meczu grupy A zagrała z Australią. Transtasmański pojedynek zaczął się nieco szokująco dla zgromadzonej publiczności: Australijki (które jeszcze nigdy nie wygrały z Nową Zelandią) w ciągu pierwszych 30 minut zdobyły trzy przyłożenia i prowadziły 17:0. Dopiero wtedy Black Ferns ocknęły się i nie tylko wreszcie zaczęły punktować, ale także nie pozwoliły już Wallaroos na zdobycie jakichkolwiek punktów w tym meczu. Wyrównały na pół godziny przed końcem, potem dorzuciły jeszcze cztery przyłożenia i ostatecznie wygrały 41:17. Trzy przyłożenia zdobyła niekwestionowana gwiazda kobiecego rugby, Portia Woodman, dwa ostatnie zaś Ruby Tui, którą wybrano najlepszą graczką meczu.

W drugim meczu grupy A mieliśmy europejskie starcie, w którym Walijki pokonały Szkotki 18:15. Walijki już po kwadransie prowadziły 10:0, po pierwszej połowie 15:5. W drugiej odsłonie meczu ich rywalki doprowadziły do remisu po dwóch przyłożeniach Megan Gaffney. O zwycięstwie Walii zdecydował karny w wykonaniu rezerwowej łączniczki młyna Keiry Bevan w doliczonym czasie gry.

W grupie B faworytkami wydawały się dwie ekipy z Ameryki Północnej: Amerykanki i Kanadyjki. W pierwszej kolejce wygraną na swoim koncie zapisały jednak tylko zawodniczki spod znaku klonowego liścia: Kanada zdecydowanie pokonała Japonię 41:5. Po pięciu minutach było na tablicy wyników 5:5, ale potem zawodniczki z Ameryki zdecydowanie dominowały, a trzy przyłożenia spośród ich siedmiu na swoje konto zapisała młynarka Emily Tuttosi.

Amerykanki natomiast przegrały swoje pierwsze spotkanie, w którym ich rywalkami były Włoszki. Zawodniczki z USA długo w tym meczu prowadziły: na samym początku spotkania zdobyły przyłożenie i wynik 5:0 trwał aż do ostatniej akcji pierwszej połowy. Wtedy Włoszki zdobyły przyłożenie (jedyne podwyższone w tym meczu). Na początku drugiej połowy Europejki dorzuciły kolejne przyłożenie, Amerykanki odpowiedziały tym samym znów niwelując stratę do dwóch punktów, ale w ostatnim kwadransie Włoszki jeszcze dwukrotnie zameldowały się w polu punktowym rywalek i wygrały 22:10. W pierwszej połowie było sporo błędów, ale w drugiej Włoszki pokazały się ze znakomitej strony.

Transmisji w kanałach Polsatu Sport niestety nie ma (a z powodu sprzedaży praw WR blokuje na swojej stronie transmisję dla użytkowników z naszego kraju), ale dotarły do mnie nieoficjalnie wieści, że na antenie sportowych kanałów Polsatu będzie można obejrzeć spotkania fazy play-off.

Ekstraliga

Miało być bardzo ciekawie w szóstej kolejki Ekstraligi i faktycznie było. Mieliśmy parę zaciętych meczów i niespodzianki. Niestety, w pierwszym spotkaniu kolejki liczyliśmy na nie byle jakie emocje, a tymczasem spotkał nas nieprzyjemny szok: w rewanżu za mecz o brąz z poprzedniego sezonu, w starciu dwóch drużyn aspirujących do medali Up Fitness Skra Warszawa wręcz rozgromiła Lechię Gdańsk. Wynik 80:0 mówi sam za siebie. I choć Lechia przyjechała do stolicy bez kilku kluczowych zawodników (m.in. kontuzjowanego kapitana Grzegorza Buczka, pauzującego za czerwoną kartkę Pawła Boczulaka czy świetnego Payi Xoleli – w składzie pojawiło się zaś aż trzech 18-latków, w tym łącznik ataku w wyjściowej piętnastce, Mateusz Kolas) trudno uwierzyć w taki rozmiar porażki. Gracze Skry zdobyli 11 przyłożeń (7 w wykonaniu zaciągu zagranicznego) – aż 40 punktów zaliczył Paul Walters, który do kompletu 11 podwyższeń i karnego dorzucił hat-tricka przyłożeń (dopełniając go w ostatniej akcji meczu). Już po 10 minutach było 24:0, i choć potem wynik stanął na pewien czas, to gospodarze dominowali, i pod koniec pierwszej połowy dorzucili kolejne dwa przyłożenia. Przykrym akcentem, obok absolutnie jednostronnego przebiegu meczu, były dwie czerwone kartki, pokazane przez Adriana Pawlika w 59. minucie graczom obu drużyn po dużej przepychance na boisku (zobaczyli je Bercho Botha i Radosław Dabkiewicz). Niefajny to był obrazek.

W drugim spotkaniu kolejki też mieliśmy niespodziankę, tym razem jednak okraszoną sporą ilości emocji (i niestety także sporą ilością błędów). Posnania podejmowała Juvenię Kraków i na pewno nie stała w roli faworyta spotkania. Mimo to trzykrotnie w pierwszej połowie zdobywała przewagę: 5:0, potem 10:5 i pod koniec tej części spotkania 18:12. Chwilę potem została jednak na boisku w trzynastkę i Juvenia jeszcze przed przerwą wyszła na jednopunktowe prowadzenie. Zaraz po przerwie krakowianie nadal w podwójnej przewadze zdobyli karne przyłożenie (bez kartki dla gracza Posnanii), a po 10 minutach prowadzili już 33:18 (szybkie rozegranie karnego Riaana van Zyla, offload do Arsenija Pastiuchowa i przebój tego ostatniego przez pół boiska). Wydawało się, że Juvenia wygra ten mecz, ale żółtą kartkę zobaczył Marcin Morus, osłabienie gości zaczęli wykorzystywać gospodarze i na kwadrans przed końcem mieli już tylko punkt straty. Parę minut później Posnania wyszła na prowadzenie 39:33, ale Riaan van Zyl odpowiedział i Juvenia znów miała jeden punkt przewagi. Chciała spowalniać grę i utrzymać piłkę do końca, ale straciła ją i Michał Hebda w ostatnich sekundach meczu kopnął karnego, który dał poznaniakom pierwsze zwycięstwo w tym sezonie: 42:40. W drugiej połowie znów mieliśmy młyny symulowane – już trzeci raz w tym sezonie w meczu Posnanii. Kto wie, jakby ten mecz się skończył, gdyby krakowianie mogli wykorzystać swoją niekwestionowaną przewagę w tym elemencie gry.

W Sochaczewie obrońcy tytułu mistrzowskiego znowu sprawili zawód swoim kibicom i ponieśli trzecią porażkę w tym sezonie – przegrali 24:30 z niepokonanym w tym sezonie Master Pharmem Rugby Łódź. Od ataku zaczął w tym meczu Orkan, ale po 10 minutach to łodzianie prowadzili 7:0 po tym, jak Witalij Kramarenko zdobył swoje dwunaste przyłożenie w tym sezonie – mijając slalomem kilku graczy gospodarzy. Znów Orkan zaatakował, znów goście wytrzymali i znów oni zdobyli przyłożenie (tym razem po maulu autowym). Dopiero przed końcem pierwszej połowy Orkan wpisał się na tablicę wyników – zdobył przyłożenie, był niezwykle blisko kolejnego, a po karnym Pietera Steenkampa przegrywał 10:15. Na początku drugiej połowy sochaczewianie ponownie atakowali, znów byli blisko przyłożenia, Steenkamp spudłował kop z karnego, a tymczasem przyłożenie zdobył znowu Kramarenko (po świetnym rozegraniu autu) i było 10:22. Nad stadionem rozpętała się ulewa, ale Kramerenko się nie zatrzymywał – wykorzystał błąd sochaczewian w aucie na linii 5 m i zaklepał piłkę, która poleciała na ich pole punktowe. Dopiero znowu w końcówce Orkan zaczął odrabiać straty: zdobył dwa przyłożenia, brakowało już mu tylko 3 punktów, a na dodatek grał z przewagą jednego gracza. To jednak łodzianie zdobyli ostatnie punkty w meczu (Kamil Brzozowski z karnego) i to oni, choć przemoczeni, wracali z Sochaczewa zwycięzcy: wygrali 30:24.

Identyczny wynik padł w innym niezwykle ciekawym starciu, w którym Ogniwo Sopot grało z Edachem Budowlanymi Lublin – tym razem jednak na korzyść gospodarzy, a lublinianie pierwszy raz w tym sezonie zaznali goryczy porażki. Co prawda to goście zdobyli pierwsze punkty w meczu po karnym Nkululeku Ndlovu, ale błyskawicznie odpowiedzieli sopocianie pierwszym przyłożeniem tego spotkania po dobrym rozegraniu maula autowego. Goście wrócili na prowadzenie po kolejnym kopie Ndlovu, ale Ogniwo znowu odpowiedziało przyłożeniem (znów maul), do którego pod koniec pierwszej połowy dorzuciło kolejne (świetna akcja Romana Żuka, który podkopnął sobie piłkę, przebiegł 60 metrów i podał do Mateusza Plichty). Było 19:6, ale w końcówce Budowlani wreszcie zdobyli przyłożenie i zmniejszyli dystans do 6 punktów. W drugiej połowie po drugim w tym meczu przyłożeniu Piotra Zeszutka sopocianie mieli na koncie punkt bonusowy i wydawało się, że pewnie wygrają mecz. Jednak Ndlovu skutecznie kopał z karnych, a na 10 minut przed końcem przyłożenie zdobył kapitan przyjezdnych Piotr Wiśniewski. Było już tylko 27:24 dla Ogniwa, ale gościom nie udało się już zdobyć punktów – na sam koniec Wojciech Piotrowicz kopnął skutecznego karnego i Ogniwo odniosło cenne zwycięstwo 30:24.

Na koniec kolejki, w niedzielę Pogoń Awenta Siedlce mierzyła się z Arką Gdynia. Siedlczanie co prawda nie poszli w ślady Posnanii i nie pokonali swoich przeciwników, ale zagrali najlepszy mecz w tym sezonie i bliscy byli sprawienia niespodzianki. W pierwszej połowie dwukrotnie wychodzili na prowadzenie po indywidualnych akcjach, najpierw Mamuki Czanczibadze, a potem Przemysława Rajewskiego. Do przerwy prowadzili jednak tylko 10:7, a po przerwie swoją przewagę stracili. Na dodatek Dawid Banaszek dorzucił dwa karne dla gdynian i Pogoń przegrywała 10:18. Wtedy jednak odzyskała wigor i zdobyła przyłożenie, dzięki któremu miała już tylko jeden punkt straty. Więcej ugrać nie zdołała, za to popełniła błąd, po którym to Arka zdobyła ostatnie przyłożenie w meczu, a skuteczne podwyższenie Dawida Banaszka pozbawiło gospodarzy bonusu defensywnego. Warto zwrócić uwagę, że na boisku z powrotem zobaczyliśmy Adriana Chróściela, który wspomógł pierwszą linię siedleckiego młyna i został oficjalnie pożegnany przez swoją drużynę przed ogłoszoną emeryturą.

W tabeli na czele Master Pharm Rugby Łódź z punktem przewagi nad Up Fitness Skrą Warszawa, a ta z kolei ma punkt nad Ogniwem Sopot. Być może jednak klasyfikacja ta jest tymczasowa, bo wciąż nie ma rozstrzygnięcia sprawy braku wymaganych młodzieżowców w składzie Skry w dwóch jej meczach (ileż można czekać?). Strata Orkana i Lechii do do czołowej trójki Orkan i Lechia po porażkach z tego weekendu wyraźnie się powiększyła. Z dna tabeli wydźwignęła się Posnania, pozostawiając na nim samotną Pogoń Awentę Siedlce.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Master Pharm Rugby Łódź627
2. Up Fitness Skra Warszawa626
3. Ogniwo Sopot625
4. Edach Budowlani Lublin621
5. ↑Orkan Sochaczew615
6. ↓Lechia Gdańsk615
7. ↑Arka Gdynia610
8. ↓Juvenia Kraków67
9. ↑Posnania65
10. ↓Pogoń Awenta Siedlce60

W pierwszej lidze w starciu dwóch niepokonanych dotąd drużyn Sparta Jarocin pokonała Budowlanych Commercecon Łódź 31:28, Rugby Białystok odniosło pierwsze zwycięstwo w sezonie, wygrywając z Legią Warszawa 44:27 (hat-tricki przyłożeń po obu stronach – dla gospodarzy zdobył go Andrei Cebotari, dla warszawiaków zaś Teimuraz Chakaiszwili), a Arka Rumia pokonała AZS AWF Warszawa 43:26. Mimo porażki łódzcy Budowlani pozostali liderami tabeli z punktem przewagi nad Arką i dwoma nad jedyną dotąd niepokonaną Spartą (jarocinianie jednak zagrali jeden mecz mniej od rywali).

W II lidze mieliśmy spotkanie jedynej ekipy z kompletem zwycięstw z jedyną z kompletem porażek – i obie kontynuowały swoje passy. Wataha Zielona Góra, mimo że grała na wyjeździe i mimo że przyjechała do Rudy Śląskiej z zaledwie jednym rezerwowym, wygrała 13:5. Poza tym Res Energy RT Olsztyn wygrało z Rugby Wrocław 12:9, a Miedziowi Lubin ulegli rezerwom Budowlanych Lublin 7:38 (znów błysnął Panashe Dube – trzy przyłożenia). W tabeli na prowadzeniu nadal Wataha, a na drugie miejsce awansowały lubelskie rezerwy.

Top 14

W Top 14 tym razem trochę nie jak w Top 14: sporo wysokich zwycięstw, ani jednego bonusu defensywnego. Najwięcej uwagi w szóstej kolejce przyciągał rewanż za finał z poprzedniego sezonu – Castres grało z Montpellier. Gospodarze wzięli rewanż za porażkę sprzed paru miesięcy: zaczęli mecz od karnego wracającego do składu Benjamina Udrapillety, a po 20 minutach prowadzili 17:3. Co prawda po akcji Geli Aprasidzego i Cobusa Reinacha Monpellier skróciło dystans, ale więc przyłożeń w tym meczu już nie padło, a w drugiej połowie Udrapilleta zapisał na swoim koncie kolejne 9 punktów z karnych i Castres wygrało 26:13. Wicemistrzom było jednak o tyle łatwiej wygrać z mistrzami, że Montpellier wystawiło skład w sporej mierze rezerwowy.

Innym hitem kolejki miało być starcie Tuluzy z Clermont. Emocji było jednak niewiele. Co prawda po 20 minutach na tablicy wyników był remis 10:10 (pierwsze przyłożenie w meczu zdobył Antoine Dupont, goście odpowiedzieli kontrowersyjnym przyłożeniem Adriena Pélissié), ale potem punkty zdobywali już tylko gospodarze. Jeszcze przed przerwą 10 punktów dla Tuluzy zdobył Thomas Ramos (przyłożenie, podwyższenie i karny), a po przerwie tuluzańczycy zaliczyli aż cztery przyłożenia, bez żadnej odpowiedzi rywali. Bolesny dla gości był zwłaszcza ostatni kwadrans, gdy piłkę przykładali m.in. Ange Capuozzo i Melvyn Jaminet (pierwsza piątka w barwach Tuluzy). Skończyło się wynikiem 46:10, a aż 26 punktów w meczu zdobył Ramos.

Sporą niespodziankę sprawił beniaminek z Bajonny, który pokonał najlepszą drużynę Europy, La Rochelle, 29:13. Zresztą, czy faktycznie niespodziankę? Trzeci mecz na swoim stadionie w tym sezonie, trzeci przeciwko potężnemu rywalowi i trzeci wygrany (wcześniej Baskowie pokonali Bordeaux i Racing 92). Co prawda na początku roszelczycy dwukrotnie wychodzili na prowadzenie (5:0, a potem 8:7), a po pierwszej połowie przegrywali tylko 8:13, ale gospodarze zanotowali fantastyczny początek drugiej połowy: w ciągu pięciu minut zdobyli dwa przyłożenia, po chwili dorzucili karnego i było już 26:8. Goście zdobyli przyłożenie pod koniec meczu, gdy Ronan O’Gara dał szansę rezerwowym, ale ono już nic nie zmieniło.

Poza tym:

  • Stade Français rozgromiło Perpignan 52:3 (Katalończycy aż 3/4 meczu grali w czternastkę);
  • jeszcze bardziej bezlitosny był Tulon, który zwyciężył Brive 47:0 (Brive przyjechało w osłabionym składzie, z kolei do drużyny Tulonu wrócił Cheslin Kolbe, który zdobył przyłożenie już w trzeciej minucie meczu: https://twitter.com/i/status/1578838841603272704; tu też czerwona kartka dla przegranych, tuż po rozpoczęciu drugiej części spotkania);
  • Racing 92 pokonał Pau 26:13 (tu dla odmiany wynik dość długo był na styku, a jedyne punkty przez ponad 3/4 spotkania padały z karnych; dopiero w ostatnim kwadransie paryżanie zdobyli dwa przyłożenia, dzięki którym odjechali rywalom – przyłożenie dla Pau na koniec nie miało już wielkiego znaczenia; przyłożeniem swój piętnastkowy debiut w barwach Racingu zaznaczył Christian Wade);
  • w ciekawym starciu na koniec kolejki Lyon wygrał z Bordeaux 36:21 (\w pierwszej połowie tylko goście zdobywali przyłożenia i prowadzili 15:9 – jednak w drugiej połowie lepsi byli gospodarze, którzy wygrali dzięki dwóm przyłożeniom z kilku ostatnich minut; 21 punktów z kopów zdobył Léo Berdeu).

W tabeli na prowadzeniu Tuluza, która dzięki potknięciom La Rochelle i Montpellier zwiększyła dystans nad resztą stawki do 6 punktów. Na drugie miejsce awansował Tulon, ale drużyny z miejsc od drugiego do dziesiątego dzielą zaledwie 4 punkty.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza623
2. ↑↑↑Tulon617
3. ↓La Rochelle617
4. ↓Montpellier615
5. ↑↑↑Stade Français614
6. ↓↓Clermont614
7. ↑↑↑Bajonna613
8. ↑Castres613
9. ↑↑Racing 92613
10. ↑↑Lyon613
11. ↓↓↓↓↓Brive611
12. ↓↓↓↓↓Bordeaux Bègles610
13. Perpignan69
14. Pau68

W Pro D2 nieoczekiwanym liderem jest bretońskie Vannes, które tym razem w ważnym meczu wygrało z Grenoble 26:10. Identyczną liczbę punktów ma Mont-de-Marsan, które miało trudną przeprawę z beniaminkiem z Angoulême – rywale trzykrotnie w pierwszej połowie wychodzili na prowadzenie. Drugie zwycięstwo w sezonie odniósł drugi z beniaminków, Massy, który mimo czerwonej kartki na pół godziny przed końcem meczu obronił prowadzenie i pokonał na wyjeździe Carcassonne 20:17.

Premiership

W Anglii jak zwykle ostatnio na początek informacje spoza boiska. Worcester Warriors nie zagrali kolejnego spotkania (ich rywalem mieli być Harlequins) i już w tym sezonie na boisku ich nie zobaczymy. Jeszcze na początku tygodnia pojawiały się głosy, że w przypadku znalezienia nowego właściciela do połowy miesiąca, Warriors będą mogli wrócić do rozgrywek ligowych (czekała ich relegacja na koniec sezonu, choć właściciele wnioskowali o odstąpienie od reguł w tym zakresie). W środę stało się to niezwykle mało prawdopodobne: sąd orzekł o likwidacji spółki zatrudniającej zawodników klubu (WRFC Players Ltd), co oznaczało automatyczne rozwiązanie ich kontraktów. Wkrótce potem władze ligi ogłosili zawieszenie Worcester Warriors do końca sezonu i ich degradację do Championship (szukają natomiast ratunku dla ekip uniwersyteckiej i kobiecej). Zastanawiają się też nad odkupieniem akcji serii „P” od klubu. Wyniki meczów Warriors zostały wymazane z tabeli Premiership, podobnie jak i sama drużyna z Worcesteru. Gracze szukają nowych klubów: czterech z Ollie’m Lawrence’m jest już w Bath (Lawrence w ten weekend debiutował w nowej drużynie), Duhan van der Merwe wrócił do Edynburga, reprezentant Włoch Renato Giammarioli wyjechał do Bordeaux, a Rory Sutherland wiąże się z Ulsterem. Warto zajrzeć do Guardiana, gdzie Michael Aylwin znakomicie opisał historię rządów obecnych właścicieli w Warriors: Worcester Warriors: the inside story of a rugby club’s demise.

A w drugim bardzo zagrożonym klubie, Wasps, do problemu ze spłatą obligacji zaciągniętych na zakup stadionu w Coventry dochodzi żądanie z urzędu skarbowego zapłaty zaległości podatkowych. Dobrze to nie wróży, a na razie w klubie tylko odwlekają w czasie problemy. Tu również jest mowa o ofertach zakupu na stole, przy czym część z nich ma dotyczyć klubu, a część tylko stadionu w Coventry.

Leicester Tigers mierzyli się z Sale Sharks. Obrońcy tytułu mecz zaczęli nieźle: co prawda to goście zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu, ale po 30 minutach gospodarze prowadzili 16:5. Przed przerwą ekipa z Manchesteru zmniejszyła stratę do czterech punktów, a po przerwie dopełniła znakomitego powrotu, w którym sporą zasługę miał Raffie Quirke (wrócił po kilkumiesięcznej kontuzji i wszedł na boisko na początku drugiej połowy): najpierw przełamał obronę rywali, po czym przyłożenie zdobył Tom Curry, potem sam wykończył akcję zaczętą przez Joe’go Carpentera, a wreszcie uratował swoją drużynę przed niemal pewną stratą przyłożenia. Końcowy wynik, 16:26, został ustalony już na pół godziny przed końcowym gwizdkiem. Znakomita seria samych zwycięstw Sale Sharks od początku sezonu jest kontynuowana – natomiast dla ekipy z Leicester to już trzecia porażka w piątym meczu.

Bardzo ciekawie było w meczu Wasps z Northampton Saints. Długo zanosiło się na wygraną gospodarzy: co prawda pierwsze punkty zdobył z karnego dla Saints Dan Biggar, ale przyłożeniem odpowiedział Jack Willis (niesamowity w tym meczu – sześciokrotnie przejmował piłkę, a do przyłożenia dorzucił też kolejne i asystę), po kwadransie gry drugie dorzucił Paolo Odogwu, Jacob Umaga kopnął dwa karne i tuż przed przerwą było 18:6. Saints zdołali zniwelować większość strat, ale Wasps odpowiedzieli dwoma błyskawicznymi przyłożeniami, dorzucili kolejnego karnego i na kwadrans przed końcem prowadzili 33:21. Wtedy nastąpiła jednak katastrofa: Jacob Umaga zobaczył czerwoną kartkę (trzecią w ciągu roku), a goście zarobili 7 punktów za karne przyłożenie. Co prawda po kolejnym karnym na cztery minuty przed końcem Wasps prowadzili 36:28 i wydawało się, że są bezpieczni, ale w ciągu tych czterech minut stracili dwa przyłożenia i ostatecznie przegrali 36:40.

Poza tym:

  • Bristol Bears przegrali z Exeter Chiefs 14:50 (w pierwszej połowie stracili dwa przyłożenia grając w osłabieniu po żółtej kartce Ellisa Genge’a, w drugiej było jeszcze gorzej – stracili pięć przyłożeń);
  • Bath przegrało z Gloucesterem 17:21 (do przerwy 7:21, po przerwie pogoń gospodarzy, którzy zdobyli tyle samo przyłożeń co goście, ale w drugiej połowie spudłowali oba podwyższenia);
  • Newcastle Falcons ulegli Saracens 14:34 (Saracens prowadzili 26:0, gdy stracili z czerwoną kartkę Mako Vunipolę – a mimo to chwilę potem było już 31:0; Falcons punktowali dopiero w ostatnim kwadransie).

W tabeli przetasowania związane z usunięciem wyników meczów Worcester Warriors – w tej sytuacji część drużyn ma obecnie po pięć zaliczonych wyników na koncie, część – cztery, a Gloucester i Irish – tylko trzy. W tabeli na czele wciąż z kompletem zwycięstw Saracens i Sale Sharks. Obrońcy tytułu, Leicester Tigers, coraz niżej – już na ósmym miejscu.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Saracens420
2. ↑Sale Sharks419
3. ↑Exeter Chiefs414
4. ↓↓Bristol Bears514
5. Harlequins413
6. ↑↑Northampton Saints513
7. ↑↑Gloucester311
8. ↓Leicester Tigers511
9. ↑Wasps48
10. ↓↓↓↓London Irish37
11. Newcastle Falcons46
12. Bath54

W Championship zwycięskie passy kontynuowały Ealing Trailfinders i Jersey Reds. Ekipa z Wysp Normandzkich miała kłopoty z beniaminkiem z Caldy i do przerwy przegrywała, ale ostatecznie zwyciężyła 34:19. Ealing i Jersey mają już sporą przewagę nad resztą stawki. W innym ciekawym starciu Doncaster Knights pokonali aspirujących do czołówki Bedford Blues 50:19, a Cornish Pirates w doliczonym czasie gry wywalczyło zwycięstwo 15:13 nad Ampthill.

United Rugby Championship

Najbardziej wyczekiwanym starciem czwartej kolejki URC było spotkanie Leinsteru z Sharks i nie zawiodło oczekiwań: prawdziwa uczta dla kibiców, 13 przyłożeń, mnóstwo emocji, znakomita gra gospodarzy w drugiej połowie. Leinster zagrał pierwszy raz w tym sezonie z Jonathanem Sextonem w podstawowej piętnastce i łącznik ataku skończył mecz z 19-punktowym dorobkiem. W pierwszej części spotkania obie ekipy zadawały sobie cios za cios: na każde przyłożenie gospodarzy (w tym dwa Garry’ego Ringrose’a, który wszedł z ławki już po 20 minutach meczu – pierwsze z nich: https://twitter.com/i/status/1578788658525900800) goście odpowiadali tym samym i dwukrotnie wychodzili na prowadzenie. Do przerwy Leinster prowadził tylko jednym punktem, 21:20. Druga połowa zaczęła się podobnie jak pierwsza: ekipy wymieniły się kolejnymi przyłożeniami i w 55. minucie było 28:27 (to Thaakira Abrahamsa dla Sharks wyjątkowej urody: https://twitter.com/i/status/1578801947561586688). I choć Leinster stracił z urazem głowy Ryana Bairda, wtedy zaczął dominować na boisku. Robbie Henshaw wykorzystał sprytne kopnięcie Charliego Ngatai’a (https://twitter.com/i/status/1578801559252922368), Rob Russell zdobył swoje pierwsze przyłożenie dla Leinsteru, a moment później zameldował się na polu punktowym gości Sexton, który przyklepał kopniętą przez siebie na pole punktowe piłkę (https://twitter.com/i/status/1578805071303041024). Sharks zdobyli jeszcze jedno przyłożenie (bardzo podobne do tego Sextona), ale chwilę potem stracili ukaranego czerwoną kartką Janse van Rensburga (paskudne uderzenie w głowę Russella), a gospodarze dorzucili jeszcze jedno przyłożenie. Leinster wygrał 54:34.

Ciekawie było w derbach Irlandii – Connacht w swoim pierwszym domowym meczu (i na nowej, sztucznej murawie) odniósł pierwsze zwycięstwo w sezonie i to niezwykle cenne: pokonał Munster 20:11. Mimo powrotu do podstawowego składu gości takich gwiazd jak Joey Carbery (pierwszy raz w roli obrońcy), Gavina Coombesa czy Conora Murray’a, gospodarze zasłużenie wygrali. U nich pierwszy start w sezonie odnotował Jack Carthy – co prawda spudłował oba podwyższenia, ale za to zaczął mecz od świetnej asysty do Macka Hansena (https://twitter.com/i/status/1579381279719497728).

Poza tym:

  • Lions odnieśli trzecie zwycięstwo w trzecim meczu z rzędu w Europie, pokonując szkocki Edynburg 22:19 (Szkoci trzykrotnie wychodzili na prowadzenie po przyłożeniach, a goście trzykrotnie wyrównywali – ten schemat przełamali w ostatnich minutach meczu, gdy dzięki karnemu uzyskali trzypunktową przewagę i obronili ją do końcowego gwizdka);
  • także na wyjeździe wygrała inna drużyna z Południowej Afryki, Stormers, która pokonała włoskie Zebre Parma 37:20 (pod koniec pierwszej połowy obrońcy tytułu prowadzili 17:0, Zebre odrobiło większość strat, ale potem goście zdobyli kolejne dwa przyłożenia i wygrali z bonusem);
  • Glasgow Warriors pokonali wicelidera tabeli, Bulls, 35:21 (po 10 minutach było 14:0, a do przerwy 28:7, a krótko po rozpoczęciu drugiej połowy i takiej akcji: https://twitter.com/i/status/1578836177070673920 Szkoci prowadzili już 35:7)
  • Ulster rozgromił Ospreys 47:17 (jednostronne widowisko, siedem przyłożeń zwycięzców, z czego pierwsze już w pierwszej akcji meczu);
  • walijskie derby rozegrali Scarlets i Cardiff – Scarlets przegrali z drużyną ze stolicy 10:16 (Cardiff prowadziło 16:3, ale w końcówce miało kłopoty i gospodarzom niewiele brakło, by wyrwać zwycięstwo – w końcówce stracili jednak Vaeę Fifitę z czerwoną kartką);
  • Benetton wygrał z Dragons 34:14 (do przerwy prowadził już 17:0).

W tabeli na czele mamy dwie ekipy irlandzkie (z niepokonanym Leinsterem na czele), a w kolejnej szóstce są cztery drużyny z Południowej Afryki. Nieoczekiwanie wysoko jest włoski Benetton Treviso, który awansował na czwarte miejsce – druga włoska drużyna, Zebre Parma, spadła za to na ostatnią lokatę. Nadal nieoczekiwanie nisko Munster – po porażce z Connachtem znów obsunął się o dwa miejsca w dole tabeli.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leinster419
2. ↑Ulster416
3. ↑Stormers315
4. ↑↑Benetton Treviso414
5. ↓↓↓Bulls414
6. ↑Lions413
7. ↑↑↑↑Glasgow Warriors410
8. ↓↓↓Sharks310
9. ↓Ospreys49
10. ↑↑↑Cardiff48
11. ↓↓Edynburg48
12. ↓↓Munster46
13. ↓Dragons45
14. ↑↑Connacht44
15. Scarlets44
16. ↓↓Zebre Parma44

Z kraju

W Warszawie rozegrano drugi turniej mistrzostw Polski w rugby 7 kobiet. Na szczycie niespodzianki nie było – mimo braku kilku czołowych zawodniczek turniej pewnie wygrały Biało-Zielone Ladies Gdańsk (straciły tylko dwa przyłożenia, oba w meczach przeciwko Legii Warszawa, w tym w finale wygranym 29:7). Trzecie miejsce przypadło tradycyjnie już Black Roses Posnanii, ale tu przez moment zapachniało emocjami: w meczu grupowym uległy Diablicom z Rudy Śląskiej 12:17, ale w meczu o trzecie miejsce już pewnie wygrały z tymi samymi przeciwniczkami 35:7. W efekcie Diablice spadają z Ekstraligi, a ich miejsce zajmą „Bestie” z Krakowia. Drużyna, która w poprzednim turnieju awansowała z II do I ligi, tym razem idzie wyżej mimo drugiego miejsca (w finale przegrała z Legią II Warszawa, która prawa awansu nie ma). Rywalizacja na tym poziomie była niezwykle zacięta, a krakowianki po porażce z Budowlanymi Commercecon Łódź zapewniły sobie awans w ostatnim pojedynku grupowym, wygranym z rezerwami Legii tylko 17:15. Z I ligi spada AZS AWF Warszawa, a jego miejsce zajmie Arka Gdynia. Cieszy obecność aż 12 drużyn – takiej liczby ekip nie było na starcie od wiosny 2019.

W ostatnią niedzielę dwie nasze mistrzynie Europy, Małgorzata Kołdej i Tamara Czumer-Iwin miały okazję do występu przed szerokim gronem słuchaczy – na antenie RMF FM tłumaczyły rugby redaktorowi Robertowi Mazurkowi. Bardzo sympatyczna rozmowa: https://www.rmf24.pl/sport/news-robert-mazurek-na-niedziele-czyli-rugby-dla-laika,nId,6322377#crp_state=1.

Natomiast dwie inne zawodniczki tej samej mistrzowskiej drużyny, Anna Klichowska i Natalia Pamięta, wróciły do Południowej Afryki. Zostały zaproszone do drużyny Wild Dogs z Kapsztadu, prowadzonej przez legendę siódemkowego rugby – Cecila Afrikę – i w ten weekend wzięły udział w turnieju rugby 10 w Pretorii, w którym uczestniczą zaproszone rugbystki z całego świata. Za tydzień powtórka w Stellenbosch. Kolejne niesamowite doświadczenie dziewczyn i kolejny wyraz uznania dla ich umiejętności.

Młodzieżowe rozgrywki w naszym kraju jakoś zacząć się nie mogą, pojawiają się jakieś nieoficjalne informacje o tym, że jest nimi zainteresowanych niewiele klubów (i być może coś w tym jest – termin zgłoszeń do tych rozgrywek mija jutro, ale niepokojąco wygląda fakt, że na ten moment do mistrzostw Polski piętnastek juniorów zgłosiły się tylko dwie drużyny: Budowlani Commercecon Łódź i Juvenia Kraków). W ten weekend rozegrano jednak towarzyskie turnieje siódemkowe juniorów i kadetów w Warszawie – w obu kategoriach uczestniczyło po pięć drużyn i w obu zwyciężyły ekipy Juvenii.

Ze świata

Kolejne bardzo złe wyniki badań naukowych dotyczących skutków urazów głowy wśród rugbystów. Zespół naukowców z uniwersytetu w Glasgow opublikował w Journal of Neurology, Neurosurgery & Psychiatry artykuł Neurodegenerative disease risk among former international rugby union players. Badacze wzięli pod lupę historię chorób i hospitalizacji oraz przyczyny śmierci 412 byłych reprezentantów Szkocji (urodzonych między 1900 i 1990) i 1236 „normalnych” osób. Efekt? Prawdopodobieństwo zachorowania na choroby neurodegeneracyjne jest wśród rugbystów ponad dwukrotnie wyższe niż w pozostałej części społeczeństwa. Wśród nich demencja – dwukrotnie wyższe, choroba Parkinsona – trzykrotnie, a motor neuron desease (MND, choroba, na którą cierpieli m.in. Doddie Weir czy Joost van der Westhuizen) aż piętnastokrotnie. W badaniu brano pod uwagę przede wszystkim zawodników z ery amatorskiej (ci z zawodowej dopiero wchodzą w wiek, w którym ryzyko zachorowań rośnie) i jego autorzy obawiają się, że sytuacja w tym zakresie będzie się pogarszać z latami, gdy zawodowi rugbyści będą się starzeć. Wezwali do zmniejszenia liczby spotkań i do całkowitego zaniechania treningów kontaktowych. Swoją drogą, w piłce nożnej też nie jest różowo – podobne badanie tych samych naukowców sprzed paru lat wykazało, że piłkarze są ponad trzy razy bardziej niż przeciętni ludzie narażeni na śmierć z powodu demencji.

Rozegrano dwa kolejne mecze Rugby Europe International Championships. Na poziomie Conference 1 w grupie północnej odbyło się starcie naszych niedawnych sparingowych rywali – Węgry podejmowały Czechy. Gospodarze dość długo w tym meczu utrzymali niewielką stratę do faworyzowanych gości, ale w końcówce Czesi zdobyli trzy przyłożenia i wygrali 41:21. Z kolei w meczu grupy południowej na poziomie Conference 2 Serbia nie dała żadnych szans Czarnogórze i pokonała ją 62:0 (Serbia została liderem tabeli, tu po jednym meczu zagrały już wszystkie cztery drużyny).

Spotkania międzynarodowe także na świecie. W drugim meczu serii rozgrywanej w Japonii Australia A ponownie pokonała Japonię XV (aczkolwiek ta w składzie bliskim optymalnego – przyłożenia zdobywali Kotaro Matsushima i Michael Leitch). Tym razem jednak zwycięstwo przyszło Australijczykom z trudem – przyłożeniem zdobytym na sam koniec wyszarpali jednopunktową wygraną 22:21. W znacznie bardziej egzotycznym starciu Bermudy pokonały Gibraltar 33:16.

W cieniu kobiecego Pucharu Świata nowozelandzkie rozgrywki NPC wkroczyły w fazę play-off – w ten weekend rozegrano ćwierćfinały. Niezwykle ciekawie było w pierwszym z nich, w którym starły się rewelacja fazy zasadniczej North Harbour oraz Auckland. Gospodarzom nie pomogły zdobywane z kopów przez Bryna Gatlanda i przyłożenie niezwykle skutecznego skrzydłowego Tevity Li – na pięć minut przed końcem w meczu był remis 18:18, a decydujący cios zadała ekipa z Auckland karnym już po upływie 80. minuty. Wykonał go Harry Plummer, który chwilę wcześniej spudłował proste podwyższenie. Z kolei w ostatnim meczu tej fazy zanotowaliśmy sporą niespodziankę: obrońcy tytułu, Waikato, przegrali po emocjonującym meczu z Bay of Plenty 27:34 (zdecydowało ostatnie 10 minut w wykonaniu gości, gdy zdobyli 15 punktów; gospodarzom nie pomógł powrót do gry po długiej kontuzji Antona Lienerta-Browna). W ten sposób w grze o tytuł nie ma już obu ubiegłorocznych finalistów, bo przecież Tasman nie zakwalifikował się w ogóle do play-off. Poza tym zwycięstwa faworytów: Canterbury pokonało Northland 23:16 (okupiło to zwycięstwo jednak kilkoma kontuzjami), a Wellington pokonał Hawke’s Bay 28:21 (do przerwy prowadził 18:0, potem rywale zaczęli pościg i na kilka minut przed końcem wyszli na prowadzenie 21:18, ale ostatnie słowo należało do ekipy ze stolicy, która odzyskała przewagę). Skład półfinałów: Wellington – Auckland i Canterbury – Bay of Plenty.

W organizowanej przez Litwinów (ale z udziałem drużyn łotewskich) Baltic Top League zakończyły się półfinały. Cztery mecze i w każdym pełno emocji. W jednym z półfinałowych dwumeczów doszło do zmagań dwóch ekip z Szawli: w pierwszym meczu padł remis 31:31, a w drugim różnica wyniosła zaledwie jeden punkt: broniący tytułu Baltrex przegrał z Vairasem 22:23. Z drugiej parze mierzyli się wicemistrzowie ligi z Kowna (Ažuolas) z łotewską drużyną Livonia. Tu również ostatecznie decydowała różnica jednego punktu. W pierwszym meczu, zagranym na Łotwie, Livonia wygrała 23:21, natomiast w rewanżu w Kownie także górą byli gospodarze, ale wygrali tylko jednym punktem (34:33). W efekcie Livonia będzie pierwszą łotewską drużyną, która wystąpi w finale tych rozgrywek. Braknie w nim natomiast obu finalistów z poprzednich dwóch edycji, wyeliminowanych na tym etapie rozgrywek.

Rumuńska Liga Națională de Rugby zakończyła drugą fazę. W grupie mistrzowskiej mieliśmy rozegrane na Arcul de Triumf derby Bukaresztu, w których Steaua pokonała Dinamo zaledwie jednym punktem, zdobytym na dodatek na sam koniec meczu – dzięki wygranej 23:22 Steaua zepchnęła swoich rywali z drugiego na trzecie miejsce w grupie. W drugim spotkaniu Timișoara pokonała obrońców tytułu z Baia Mare, ale to spotkanie nie miało żadnego znaczenia dla układu tabeli (Baia Mare nie mogła stracić prowadzenia, a gospodarze – nie mieli szans opuszczenia ostatniego miejsca). Skład półfinałów: Baia Mare – Timișoara i Steaua – Dinamo.

Wystartowała liga portugalska, Divisão de Honra. Obrońcy tytułu, Belenenses zaczęli sezon od wygranej z Benfiką 25:8, natomiast wicemistrzowie, Direito, zostali zaskoczeni przez beniaminka, Lousã spod Coimbry – spotkanie tych zespołów zakończyło się remisem 18:18. W lidze zmniejszono liczbę zespołów z 12 do 10, a wśród zdegradowanych był karnie usunięty mistrz z 2021, Tecnico.

Zakończyły się mistrzostwa Europy w kategorii U18. W półfinałach gospodarze imprezy, Gruzini, rozgromili Belgię 86:0. Namiastkę prawdziwego wyzwania mieli dopiero w finale imprezy, gdzie spotkali się z Portugalczykami. Ci, aby tam dotrzeć, przeszli przez horror w półfinałowym meczu z Hiszpanią: wyszli na prowadzenie, zaraz po przerwie mieli przewagę 18:5, ale w ciągu paru minut zrobiło się 18:18, a po 70 minutach było 21:21. Dogrywki nie było i o wyniku decydowały rzuty karne, w których Portugalczycy wygrali 4:3. W finale górą była broniąca tytułu Gruzja – wygrała z Portugalią 38:10. Trzecie miejsce dla Hiszpanii po wygranej 40:6 z Belgią, piąte dla Holandii, która pokonała Niemcy 22:8, a siódme miejsce przypadło Czechom, którzy pokonali beznadziejną w tym turnieju Rumunię 10:8.

W Południowej Afryce trwają mecze w ramach Toyota Challange Series. W środę Irlandia „Emerging” pokonała Pumas 28:24 (zaczęło się od prowadzenia Irlandczyków 21:0, a potem 28:12, ale Pumas do końca meczu walczyli), a Griquas wygrali z Bulls (właściwie ich rezerwami) 41:7. W weekend młodzi Irlandczycy odnieśli kolejny sukces, tym razem pokonując organizatorów serii, Cheetahs, 21:14 (gospodarze wszystkie punkty zdobyli po karnych przyłożeniach). Z kolei Pumas wygrali z Western Province 27:20.

W stolicy Paragwaju, Asunción, odbyły się południowoamerykańskie kwalifikacje to turnieju rugby 7 na igrzyskach panamerykańskich, które w przyszłym roku odbędą się w chilijskim Santiago. Awans przed turniejem miały zapewnione oczywiście obie ekipy Chile, a także żeńska drużyna Brazylii. W męskim turnieju triumfowała Argentyna przed Chile i Urugwajem, a w żeńskim Brazylia przed Paragwajem (nieoczekiwanie, dzięki zwycięstwu 15:14 w półfinale z Argentyną) i Kolumbią.

Coraz szerzej rozchodzą się plotki na temat przyszłości Súper Liga Americana de Rugby (SLAR). To nie tylko kwestia odejścia franczyzy z Kolumbii i dołączenia drugiej ekipy z Argentyny (z Tucumánu lub Córdoba – UAR ma podjąć decyzję w tym tygodniu). Pojawiają się informacje, że turniej zmieni nazwę na Super Rugby Americas (ciekaw jestem, czy to efekt bliższych kontaktów z SANZAAR/Super Rugby, czy tylko pożyczenie nazwy) i że pojawią się w nim dwie drużyny z Ameryki Północnej (jedną z nich mogą być American Raptors, którzy przed ostatnim sezonem wycofali się z MLR, drugą kanadyjska ekipa Pacific Pride). Cóż, moim zdaniem takie geograficzne rozciąganie rozgrywek ligowych na dwie półkule to recepta na porażkę i droga do utraty tożsamości rozgrywek, a drużyny z Ameryki Północnej powinny jednak stawiać na MLR.

Do reprezentacji Samoa, która pojedzie w listopadzie do Europy powołano ośmiu zawodników, którzy jeszcze w niej nie grali, w tym dwóch, w których przypadku sięgnięto po regułę birthplace transfer: byłych reprezentantów Nowej Zelandii, którzy występują na co dzień w europejskich klubach (i stąd nie mają szansy grać dla All Blacks): Steven Luatua z Bristol Bears i Jeff Toomaga-Allen z Ulsteru. Ten pierwszy jednak w reprezentacji nie zagra z powodu kontuzji łydki. Nowi byli All Blacks mają też pojawić się w reprezentacji Tonga.

Wayne Barnes jesienią zapewne pobije rekord w liczbie prowadzonych międzynarodowych spotkań. Dotychczasowy – równe 100 – ustanowił Nigel Owens. Tymczasem Anglik ma ich na swoim koncie 99, a w listopadzie ma sędziować mecze Walii z Nową Zelandią i Francji z Południową Afryką.

World Rugby ogłosiło komunikat o sprzedaży telewizji Sky praw do transmisji w Nowej Zelandii z wydarzeń organizowanych przez tę organizację aż do 2029. Elementem transakcji jest nabycie przez WR serwisu RugbyPass.

Z wieści transferowych:

  • reprezentant Anglii Max Malins po tym sezonie odejdzie z Saracens i dołączy do Bristol Bears,
  • kapitan reprezentacji Walii, Dan Biggar, po tym sezonie opuści Northampton Saints. Gdzie zagra, jeszcze nie wiadomo – spekuluje się o powrocie do Walii (choć to chyba mało prawdopodobne), wyjeździe do Francji lub nawet Japonii,
  • kolejna gwiazda zagra w lidze japońskiej – reprezentant Południowej Afryki Marcell Coetzee podpisał kontrakt z Kobelco Steelers,
  • Hans-Peter Wild zapowiedział koniec kontraktu trenerskiego Gonzalo Quesady w Stade Français po tym sezonie. Mówi się, że kierowanie drużyną ma objąć duet Laurent Labit i Karim Ghezal.

Zbliża się Puchar Świata w rugby league – z tej okazji Daily Mail poświęciło krótki tekst Mikołajowi Olędzkiemu, który zagra na tej imprezie w reprezentacji Anglii: https://www.dailymail.co.uk/sport/rugbyunion/article-11295241/Polish-born-Mikolaj-Oledzki-keen-World-Cup-opportunity-England.html.

A na deser – niesamowite zdjęcie z meczu Harlequins z Northampton Saints sprzed tygodnia z Cadanem Murley’em w roli głównej: https://twitter.com/QuinsPride/status/1576986688580071425/photo/1.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Anglia:

  • Ethan Sikorski (North Walsham, National League 2 East): cały mecz przeciwko Henley, wygrany 29:23 ze sporym udziałem naszego reprezentanta – zdobył dwa przyłożenia. To pierwsze zwycięstwo jego ekipy w sezonie i miejsce w tabeli nadal przedostatnie;
  • Ross Cooke (Tynedale, National League 2 North): grał do 53. minuty w meczu przeciwko Otley. Mecz przegrany 22:25, ale Cooke zaczął go znakomicie – od przyłożenia w 6. minucie gry. Druga porażka w sezonie (i druga z rzędu) jego drużyny spowodowała jej spadek na ósme miejsce w tabeli;
  • Sam Stelmaszek (Sedgley Park, National League 2 North): wrócił do pierwszej drużyny i grał do 52. minuty meczu z Hull Ionians, wygranego 18:10. Sedgley Park z kompletem zwycięstw zajmuje drugie miejsce w tabeli;
  • Jakub Kijak (Bournville, National League 2 West): wszedł na boisko w 18. minucie meczu z Old Redcliffians. Grał w praktyce do 48. minuty, kiedy zobaczył żółtą kartkę i zaraz po upływie kary został zmieniony. Jego ekipa przegrała 20:24 (tracąc dwa przyłożenia w końcówce). Bournville z kompletem porażek jest przedostatnie w lidze;
  • Eryk Łuczka (Hornets): na ławce rezerwowych w meczu drugiej drużyny przeciwko Weston-super-Mare, wygranym 68:0.

We Francji ligi (poza Top 14) pauzowały.

Szkocja:

  • Ronan Seydak (Heriot’s, Super6): w podstawowym składzie w meczu z Ayrshire Bulls, przegranym 7:33. Heriot’s wciąż zajmują czwartą lokatę w lidze i mają pewny awans do półfinału rozgrywek na dwie kolejki przed końcem rundy zasadniczej;
  • Zenon Szwagrzak (Selkirk, Premiership): w podstawowym składzie w meczu z Heriot’s Blues, wygranym 17:15. Szwagrzak zdobył pierwsze przyłożenie dla swojej drużyny, a Selkirk pozostał na piątym miejscu w lidze.

Zapowiedzi

W kobiecym Pucharze Świata druga runda pojedynków grupowych, w tym jeden z hitów tej fazy – mecz Anglii z Francją. Poza tym Szkocja – Australia, Stany Zjednoczone – Japonia, Włochy – Kanada (też zapowiada się bardzo ciekawie), Walia – Nowa Zelandia, Fidżi – Południowa Afryka.

Oprócz tego na arenie międzynarodowej kolejne trzy mecze Rugby Europe International Championships.

W czołowych europejskich ligach: siódma kolejka meczów w Top 14 (m.in. Bordeaux – Racing 92 i La Rochelle – Tulon), szósta w Premiership (m.in. Harlequins – Leicester Tigers) i piąta w URC (kolejne derbowe pojedynki w Irlandii i Walii). W Rugby Europe Super Cup ruszy runda rewanżowa pojedynków grupowych, a w Nowej Zelandii zostaną rozegrane półfinały NPC.

W kraju przerwa w większości rozgrywek – odbędzie się natomiast pierwszy turniej mistrzostw Polski w rugby 7. Ciekawe, czy z lepszą obsadą niż turnieje z poprzedniego sezonu. A kobieca reprezentacja Polski wyjeżdża na turniej Elche 7s, gdzie zagra m.in. z Irlandią, Francją i Hiszpanią.

3 komentarze do “80:0”

    • Tekst, który miałem w rękach, koncentrował się na trenerach (spodobała mi się odpowiedź na zastrzeżenie, że Quesada ma kontrakt do 2024). Trzeba będzie poszukać 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz