Skra przekombinowała

W kraju sporo było grania (a nasze reprezentacje występowały za granicą), najwięcej jednak i tak mówiło się o walkowerze w Ekstralidze, który drogo kosztuje Skrę Warszawa, oraz o amsterdamskiej aferze lotniskowej. Na świecie sporo emocji w jesiennych testach (tu zwracają uwagę wygrane Irlandii nad mistrzami świata oraz Argentyny nad Anglią), a także we wracającym World Rugby Sevens Series.

Reprezentacja Polski

Reprezentacja Polski wyjechała do Walii i zagrała dwa mecze z klubami tamtejszego drugiego (nie licząc URC) poziomu ligowego, Championship. W środę graliśmy z Cross Keys. Skład w dużej mierze złożony z zawodników z zagranicy, pojawili się też gracze, których nazwiska nie znalazły się na liście powołanych (na boisku byli m.in. dwaj krajowi pierwszoligowcy: Bartłomiej Szczukocki z Budowlanych Commercecon Łódź i Oskar Czyszczoń z Rugby Białystok). Przed meczem lało jak z cebra, a w migawkach można było zobaczyć zawodników ubłoconych do granicy nierozpoznania koszulek. Z kronikarskiego obowiązku: Polacy wygrali 37:12.

W drugim, piątkowym meczu sporo rotacji (m.in. rezerwowi z pierwszego dostali możliwość gry w podstawowym składzie), a i warunki lepsze. Przeciwnikiem był stołeczna ekipa Cardiff Met, która postawiła się naszej kadrze nieco bardziej niż Cross Keys (a może to z naszych kadrowiczów wylazło granie dwóch meczów w trzy dni? paru z nich na dodatek grało też w sobotę w lidze…). Po przerwie walijscy „Łucznicy” wyszli nawet na jednopunktowe prowadzenie, ale Dawid Banaszek i Daniel Gdula przeważyli szalę na korzyść naszej reprezentacji, która ostatecznie wygrała 32:16. Banaszek zdobył w tym meczu 17 punktów – nie tylko przyłożenie i kopy z podstawki, ale także pod koniec pierwszej połowy zaliczył 3 punkty z drop goala.

I mała refleksja na marginesie: w podanym na stronie PZR składzie kadry (zastrzegam – w faktycznych składach były nazwiska, których na stronie PZR nie podano, ale tych nie weryfikowałem) znalazło się kilku nowych zawodników z zagranicy. Przypisane tym z Anglii kluby występują na co dzień na poziomach tamtejszych rozgrywek ligowych między piątym a siódmym (Regional 1 – Tumelty, Regional 2 – Szydełko, Counties 1 – Nawrocki), a więc niżej niż nasze dotychczasowe odkrycia z Wysp. Porównajmy to z reprezentacją Holandii powołaną na mecz z Kanadą (choć to może nie do końca uczciwe, skoro Holendrów patronatem objęło WR, a i ranga meczu zupełnie inna): 20 nazwisk z rodzimej Ereklasse (ponad 2/3 składu), z czego 19 z kontraktami w Delcie – ich drużynie w Rugby Europe Super Cup (której nam brakuje). Z zagranicy? Pięciu zawodników z francuskich poziomów od pierwszego do trzeciego (1 z Top 14, 3 z Pro D2, 1 z Nationale 1) plus po jednym z angielskiej Championship, szkockiej Super6 i najwyższej ligi portugalskiej. No i jeden Nowozelandczyk, który jednak dopiero co grał w Pro D2.

A na koniec zgrupowania niefajna historia: Sławomir Kwiatkowski z TVP Sport podał na Twitterze, że reprezentacji nie wpuszczono w Amsterdamie na pokład samolotu do Polski, ponieważ zbyt wielu jej członków miał znajdować się pod wpływem alkoholu. Reprezentanci faktycznie nie polecieli, ale działacze Związku szybko dementowali plotkę o przyczynie tego zdarzenia. Niezależnie od tego, co jest prawdą, o rugbystach przez moment było głośno, a niestety złe słowo może przylepić się na długo, niezależnie od tego ile razy jest odwoływane lub dementowane. A sponsorzy tego nie lubią.

Kadrowicze w Walii wygrywali, gorzej natomiast powiodło się Polakom w Portugalii, gdzie reprezentacja U20 grała w niedzielę swój pierwszy mecz w mistrzostwach Europy w tej kategorii wiekowej: uległa gospodarzom turnieju 10:43. Ponieważ format turnieju jest pucharowy, Polakom pozostała gra o miejsca od 5 do 8. Przegrana w tym spotkaniu nie jest zaskoczeniem: Portugalczycy wraz z Hiszpanami to zdecydowani faworyci turnieju. Widzieliśmy w tym meczu spore fragmenty wyrównanej gry, ale to nasi rywale potrafili szybkimi atakami przełamać obronę naszej drużyny. Do przerwy zdobyli cztery przyłożenia, a po niej kolejne trzy. Patryk Chain dwukrotnie próbował w pierwszej połowie kopać z karnych, trafił raz. Na koniec meczu nasza młodzież wyszarpała wreszcie honorowe przyłożenie, które zdobył Wiktor Wilczuk (ponoć wybierający się nabierać doświadczenia w Szkocji). Niespodzianki nie było, ale w kolejnych dwóch meczach możemy liczyć na coś więcej. Kolejnym rywalem naszej reprezentacji będą Niemcy, którzy w niedzielę przegrali 0:32 z Holandią. Pary półfinałowe: Portugalia – Holandia oraz Hiszpania – Belgia (ta zafundowała kolejną wpadkę młodym Rumunom).

Puchar Świata kobiet

Na Eden Park w Auckland rozegrano półfinały kobiecego Pucharu Świata. Liczyłem na emocje w drugim z nich, w którym Nowozelandki grały z Francuzkami. Tymczasem również i w pierwszym było ciekawie. Angielki grały z Kanadyjkami i wydawały się zdecydowanymi faworytami spotkania – przed rokiem zdemolowały rywalki, wygrywając 51:12. Tym razem jednak tak łatwo nie poszło. Co prawda już po kwadransie zawodniczki z Europy miały na koncie dwa przyłożenia i prowadziły 12:0, ale potem ich licznik się zatrzymał, a zaczęły punktować rywalki, które krótko przed końcem pierwszej połowy doprowadziły do remisu. Na przerwę z prowadzeniem schodziły Angielki, ale wyjątkowo skromnym, 15:12, po karnym Emily Scarratt. Krótko po przerwie dorzuciła kolejnego karnego, ale Angielki straciły świetną dotąd Helenę Rowland. Kanadyjki były bardzo bliskie przyłożenia, ale straciły piłkę tuż przed polem punktowym Angielek, a Claudia MacDonald wyprowadziła zabójczą kontrę, po której Europejki prowadziły już 23:12. Przed Kanadyjkami wkrótce otworzyła się kolejna szansa, ale nie wykorzystały 10 minut gry z przewagą. Gdy Angielki z powrotem były w komplecie, Kanadyjki w końcu zdobyły przyłożenie i zmniejszyły stratę do zaledwie 4 punktów. Było 10 minut do końca, Emily Scarratt kopnęła kolejnego karnego i było 26:19, a więc nadal dystans możliwy do zredukowania w jednej akcji. Kanadyjki miały szansę, wynik jednak się już nie zmienił.

Drugi półfinał spełnił pokładane w nim nadzieje – emocji nie brakowało od pierwszej do ostatniej minuty. Francuzki szybko wyszły na prowadzenie po karnym, a po niewiele ponad 20 minutach gry prowadziły 10:0. Gospodynie jednak w pierwszej połowie wyrównały, wykorzystując błąd Carolin Drouin, która wykopała piłkę z linii bramkowej prosto w aut. Jednak jeszcze przed przerwą Francuzki były ponownie na prowadzeniu po przyłożeniu Gabrielle Vernier. Po przerwie znów do roboty wzięły się Nowozelandki: dwa przyłożenia i karny dały im prowadzenie 25:17. Francuzki jednak odpowiedziały i zredukowały stratę do tylko jednego punktu. Trudno im było jednak ją odrobić, bo żółtą kartkę na nieco ponad 10 minut przed końcem zobaczyła Safi N’Diaye. Ale gdy ta zawodniczka wróciła na boisko, żółtą kartkę zobaczyła jedna z gospodyń, a Francuzki przy tej okazji otrzymały szansę na zmianę wyniku meczu: Drouin kopała karnego z 30 m. Fatalnie spudłowała, i choć piłka pozostała w boisku, Nowozelandki dograły brakujące do 80 minut kilkanaście sekund i i to one zameldowały się w finale.

W efekcie za tydzień o złoto zmierzą się Anglia i Nowa Zelandia. Taki skład miały cztery z pięciu wcześniejszych finałów imprezy i wszystkie cztery wygrały Black Ferns. Czy jednak tym razem się im uda? Pomogą im ściany – być może rekordowe 40 tys. widzów (bilety na finał ponoć świetnie się sprzedają), ale ostatnia ich wizyta w Europie pokazała, że to Angielki są numerem 1 na świecie. Francuzki i Kanadyjki zagrają o brąz.

Ekstraliga

Już przed weekendem mieliśmy zmianę na stanowisku lidera – nie dzięki wynikom z boiska, ale orzeczeniu Komisji Gier i Dyscypliny. Up Fitness Skra Warszawa przed dwoma tygodniami wywalczyła remis na boisku w Lublinie, ale przyczynił się do niego Bercho Botha, który powinien pauzować za czerwoną kartkę. Jak wynika z orzeczenia, Skra uznała, że skoro zawieszenie orzeczono na trzy mecze, to do jego odbycia wystarczy niegranie Bothy w turnieju mistrzostw Polski w rugby 7, który miał miejsce przed meczem w Lublinie. Jednak w przepisach PZR jest jasno wskazane, że karę dyscyplinarną należy odbyć w tych samych rozgrywkach, w których ją nałożono. Skra broniła się przepisami WR, ale szczerze mówiąc nie wiem na co liczyła (swoją drogą, z przywołanego przez KGiD punktu 17.21.3 lit. e przepisów WR wynika, że odbywając karę nałożoną w piętnastkach, jeden turniej siódemkowy traktuje się jako jeden tydzień kary – szkoda tylko, że kara była orzeczona w meczach, a nie tygodniach). Efektem orzeczenia jest walkower na korzyść Edachu Budowlanych Lublin, odjęte punkty Skry, a na dodatek kary indywidualne: miesiąc zawieszenia dla Bothy, trzy miesiące dla trenera Łukasza Nowosza i kara finansowa dla prezesa warszawskiego klubu (ciekawostka, tym razem KGiD wyraziła kary w miesiącach, a nie meczach, choć nieco dziwne, że nie w tygodniach – w praktyce to na szczęście nie ma znaczenia, choć tylko w tym przypadku). Walkower ewidentnie zasłużony. Inna sprawa, że gdyby nie nieszczęsne mecze (zamiast tygodni) w orzeczeniu KGiD zapewne pomysł na kombinowanie nie przyszedłby w Skrze nikomu do głowy… W efekcie Budowlani z czwartego miejsca wspięli się na pierwsze, Skra zaś podążyła odwrotnie – i na dodatek grozi jej dalszy ubytek punktów, bo przecież Botha pojawił się na boisku także przed tygodniem, w zwycięskim meczu warszawiaków z Master Pharm Rugby Łódź. Oczywiście, jest jeszcze Komisja Odwoławcza, ale choć pewnie jest szansa zmiany kar indywidualnych, trudno byłoby mi zrozumieć zmianę orzeczenia o walkowerze – z drugiej strony, nie takie rzeczy już się zdarzały. Pytanie tylko, kiedy KO wyda orzeczenie – miejmy nadzieję, że nie stanie się to dopiero wiosną.

W ten weekend większość zaplanowanych spotkań Ekstraligi nie odbyła się – kadra seniorów wracała z Walii, z kolei dwudziestolatkowie polecieli do Portugalii. Cztery spotkania przełożono zatem na weekend 19/20 listopada, a odbyło się tylko jedno, w którym Pogoń Awenta Siedlce grała z Orkanem Sochaczew. Goście przyjechali osłabieni brakiem Pietera Steenkampa i Andre Meyera, a także Adama Szwarca, a mimo to byli faworytami spotkania. Pierwsza połowa układała się jednak nieoczekiwanie: Pogoń po dwóch karnych Mamuki Czanczibadzego objęła prowadzenie 6:0, a gdy potem Orkan zaliczył trzy przyłożenia, Przemysław Rajewski odpowiedział dwoma i gospodarze tracili tylko jeden punkt. Jeszcze po przerwie kolejnym karnym Czanczibadzego zredukowali stratę z ośmiu do pięciu punktów, ale im bliżej było końca meczu, tym pewniej czuł się na boisku Orkan i ostatecznie goście wygrali spotkanie 61:23. Pod nieobecność Steenkampa największy dorobek punktowy miał Michał Kępa – 21 punktów zdobytych dzięki przyłożeniu i ośmiu podwyższeniom.

Orkan i Pogoń zakończyły w ten sposób już swój udział w rundzie jesiennej, w jakże odmiennych humorach: Pogoń spędzi zimę jako ostatnia w tabeli, natomiast Orkan awansował na drugie miejsce, tuż za plecy lublinian. W czołówce jednak sporo może się wydarzyć, bo rywale sochaczewian mają do rozegrania jeszcze po jednym meczu, a będące tuż za ich plecami Ogniwo Sopot – nawet dwa.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑↑↑Edach Budowlani Lublin831
2. ↑↑↑Orkan Sochaczew930
3. ↓Ogniwo Sopot729
4. ↓Master Pharm Rugby Łódź828
5. ↓↓↓↓Up Fitness Skra Warszawa827
6. Lechia Gdańsk821
7. Juvenia Kraków812
8. Arka Gdynia710
9. Posnania85
10. Pogoń Awenta Siedlce95

Niemal pełną parą grały I i II liga. W pierwszej lidze odbyły się dwa z zaplanowanych trzech meczów: spotkanie Legii Warszawa z Budowlanymi Commercecon Łódź przełożono na za dwa tygodnie. W dwóch rozegranych spotkaniach padły natomiast bardzo wysokie wyniki. Sparta Jarocin, niepokonana od początku sezonu, odniosła piątą wygraną i wreszcie wspięła się na pierwsze miejsce w ligowej tabeli – pokonała Hegemona Mysłowice 49:12, a błysnął Maciej Brodzik, który zdobył cztery przyłożenia. Dla mysłowiczan to była dla odmiany piąta porażka w tym sezonie. Z kolei w Białymstoku miejscowa ekipa rozbiła AZS AWF Warszawa 54:0 (tu zwracają uwagę 24 punkty Igora Kocimskiego). Na czele ligi Sparta z czterema punktami przewagi nad Arką Rumia, która w ten weekend pauzowała. Za ich plecami Budowlani Commercecon Łódź i Rugby Białystok. Za tydzień ostatnia teoretycznie kolejka rundy jesiennej, po której zostanie do rozegrania tylko zaległy mecz przeniesiony z tego weekendu.

W drugiej lidze mieliśmy mecz na szczycie, w którym rezerwy Budowlanych Lublin grały z liderem – Watahą Zielona Góra. Przed tym meczem obie ekipy dzieliły cztery punkty, a w jego wyniku lublinianie nie tylko odrobili stratę, ale dzięki punktowi bonusowemu przeskoczyli w ligowej tabeli zielonogórzan. Wygrali wysoko, 43:6 (m.in. dwa kolejne przyłożenia Panashe Dube). Poza tym drugie zwycięstwo w sezonie (i to bardzo cenne, bo nad drużyną wyżej sklasyfikowaną w tabeli) odnieśli Miedziowi Lubin, którzy pokonali Res Energy RT Olsztyn 26:10, inkasując przy okazji punkt bonusowy. A w ostatnim meczu, rozegranym w Rudzie Śląskiej po turnieju kobiecych mistrzostw Polski, miejscowe Gryfy były niezwykle bliskie, aby pierwszy raz w tym sezonie uniknąć porażki – w końcówce odrobiły 14-punktową stratę i doprowadziły do remisu, ale na sam koniec straciły punkty z karnego i przegrały z Rugby Wrocław 29:32 (ciekawostka: z podstawki kopał dla gospodarzy filar, Filip Kuniczkowski). W tabeli na czele Budowlani Lublin przed Watahą Zielona Góra, potem w sporej odległości punktowej grupa kolejnych trzech drużyn, a na dnie nieodmiennie Ruda Śląska. Ciąg dalszy rywalizacji dopiero wiosną – to był koniec rundy jesiennej na tym poziomie rozgrywek.

Mecze towarzyskie

Pierwszy weekend jesiennych testów (a przynajmniej pierwszy „pełną gębą”, bo przecież przed tygodniem już dwa testy rozegrano) zaczął się od spotkania drużyn rezerwowych, ale mimo to niezwykle interesującego: Irlandia A podejmowała All Blacks XV. W obu składach mieliśmy znakomitych zawodników, m.in. po stronie gospodarzy zagrał Jacob Stockdale, a gości – Damian McKenzie. Górą z tego starcia wyszli gracze z Nowej Zelandii, którzy wygrali aż 47:19. Absolutnie zasłużenie – dominowali na boisku, agresywnie atakowali i wykorzystywali błędy. Najlepszym graczem na boisku był McKenzie, który zdobył 17 punktów (przyłożenie i 6 podwyższeń), ale i przysłużył się przy innych przyłożeniach swojej drużyny.

Najciekawiej zapowiadającym się spotkaniem weekendu było inne starcie w Irlandii – gospodarze grali w nim z mistrzami świata, Południową Afryką. Tuż przed startem ze składu gospodarzy wypadł Robbie Henshaw, a setny występ w ich barwach zaliczył Conor Murray (skończył go już w pierwszej połowie w wyniku kontuzji). W ekipie gości najwięcej uwagi przyciągnął powrót Rassiego Erasmusa na ławkę trenerską po długiej dyskwalifikacji, ale także występ Cheslina Kolbego w roli obrońcy i wystawienie Damiana Willemse jako łącznika ataku (wobec kontuzji innych graczy z tej pozycji). Pierwsza połowa to mecz walki. Praktycznie bez klarownych szans, z punktami padającymi wyłącznie z kopów po rzutach karnych. Sporymi fragmentami przewagę miała Południowa Afryka, ale niewiele z tego wynikało, z kolei Irlandczycy pokazali kilka indywidualnych przebojów, zatrzymywanych jednak dość daleko od pola punktowego. Serca miejscowych kibiców zabiły mocniej po nakrytym przez Dana Sheehana kopie, ale choć młynarz Irlandii dogonił piłkę na polu punktowym rywali, nie zdołał jej prawidłowo przyłożyć. W drugiej połowie skuteczność z kopów znacząco spadła, ale pojawiły się przyłożenia – w ciągu 10 minut Irlandczycy wyszli na prowadzenie 16:10 (najpierw maul, który wydawał się nieuchronnie zmierzać w aut, a mimo to świetny Josh van der Flier wcisnął piłkę w narożnik pola punktowego, potem przytomność umysłu Caelana Dorisa, szybkie rozrzucenie piłki i przyłożenie Macka Hansena). Jonathan Sexton pudłował jednak trudne podwyższenia. Goście odpowiedzieli na kwadrans przed końcem, ale i tu podwyższenie było nieskuteczne (Cheslin Kolbe trafił w słupek). Sexton wykorzystał karnego, ponosząc przewagę Irlandii do 8 punktów, ale parę minut przed końcem Kurt-Lee Arendse zdobył drugie przyłożenie dla mistrzów świata. Znów jednak brakło podwyższenia, a Irlandczycy kontrolowali grę już do końca i ostatecznie wygrali 19:16.

Równie wiele emocji, a chyba bardziej widowiskowo, było w sobotni wieczór w Paryżu, gdzie Francja grała z Australią. Gospodarze zaskoczyli wystawiając Romaina Ntamacka i Cyrila Baille mimo niedawnych kontuzji (Baille po powrocie zagrał zaledwie fragment meczu ligowego, Ntamack – ani jednego). Pierwszy kwadrans to była wymiana punktów z karnych. Chwilę po jego upływie pierwsze przyłożenie zdobyli Australijczycy (i to jakie: https://twitter.com/i/status/1588991441631473664), ale jeszcze w pierwszej połowie Thomas Ramos karnymi zmniejszył stratę Francji do 1 punktu, a w ostatniej akcji tej części spotkania Julien Marchand wyprowadził gospodarzy na prowadzenie 19:13. W drugiej połowie początkowo przewaga była zachowana, ale po kwadransie gry Australijczycy zdobyli przyłożenie, wyszli na prowadzenie i dodatkowo je powiększyli dzięki kolejnemu karnemu. Na 10 minut przed końcem było 22:26. Ramos kolejnym karnym (w sumie 20 punktów z podstawki) zmniejszył stratę, Ben Foley (16 punktów z kopów) odpowiedział tym samym, ale tuż przed końcem Damien Penaud w znakomitym stylu zdołał przebić się na pole punktowe Australii i dzięki temu Francja wygrała 30:29. Wygrali faworyci, ale musieli w tym meczu porządnie się namęczyć.

Inne potęgi, Walia i Nowa Zelandia, starły się w Cardiff. W składzie Nowej Zelandii z powrotem mieliśmy Barrettów (i to trzech w podstawowej piętnastce) a opaskę kapitana przejął od kontuzjowanego Sama Cole’a Sam Whitelock. Walijczycy wystawili jednego debiutanta, Rio Dyera – uczcił występ przyłożeniem, ale humor pewnie miał po meczu nie najlepszy. Bo tutaj emocji nie było, a goście pewnie wygrali. All Blacks już po 20 minutach i dwóch przyłożeniach Codiego Taylora prowadzili 17:0. Choć w pierwszej połowie gospodarze zmniejszyli dystans i przegrywali do przerwy 13:22, to drugą połowę zaczęli fatalnie: najpierw kompletnie oszukał ich obronę nowozelandzki łącznik młyna Aaron Smith (https://twitter.com/i/status/1588933098708041733), co prawda Walijczycy odpowiedzieli przyłożeniem swego kapitana Justina Tipurica, ale chwilę potem Ardie Savea zmylił zwodem dwóch przeciwników i uruchomił ponownie Smitha, a potem dołożył własne przyłożenie i było już 41:23. A w ciągu paru ostatnich minut Nowozelandczycy dobili gospodarzy, aplikując im kolejne dwa przyłożenia i ostatecznie wygrali aż 55:23. Smith czy Savea? – myślę, że ci, co wybierali najlepszego zawodnika meczu, mieli niezły zgryz.

Innym wyczekiwanym spektaklem było starcie Anglii z Argentyną. W kadrze Anglii niespodzianką był powrót do składu jej kapitana Owena Farrella, który nadspodziewanie szybko wrócił do gry po wstrząśnieniu mózgu (do kadry wrócił też Jonny May, także niedawno kontuzjowany). U Argentyńczyków najwięcej mówiło się o trenerze Michaelu Cheice, który jeszcze dwa dni wcześniej prowadził ekipę Libanu w ćwierćfinale Pucharu Świata w Rugby League. Pierwsza połowa to był głównie pojedynek kopaczy: Owen Farrell i Emiliano Boffelli wymienili się czterema celnymi kopami na słupy, ale na prowadzeniu byli Anglicy dzięki jedynemu przyłożeniu w tej części spotkania. Drugą połowę lepiej zaczęli Argentyńczycy: Boffelli zdobył przyłożenie, kolejne dorzucił Santiago Carreras (po podniesieniu piłki źle podanej przez Farrella) i zrobiło się 24:16 dla gości. I choć Jack van Poortvliet zdobył efektowne przyłożenie dla gospodarzy, a Farrell dorzucił 8 punktów z kopów (w sumie zdobył ich 19), także Boffelli nie próżnował i ostatecznie Argentyna wygrała 30:29 (a Boffelli zdobył imponujące 25 punktów). Anglicy potężnie krytykują Eddiego Jonesa, wypominając mu przywiązanie do nazwisk (na cenzurowanym jest zwłaszcza łącznik młyna Ben Youngs – tu świetną zmianę dał van Poortvliet). Dla Argentyńczyków wygrana na Twickenham to spory sukces.

Poza tym:

  • Szkocja pokonała Fidżi 28:12 (Gregor Townsend dał szansę na pozycji łącznika ataku Adamowi Hastingsowi – ten zdobył przyłożenie, ale zaraz po przerwie zszedł z boiska ze wstrząśnieniem mózgu, co otworzyło możliwość powołania Finna Russella – i Townsend już z niej skorzystał; do przerwy było to wyrównane spotkanie, a Szkoci prowadzili zaledwie dwoma punktami – rozstrzygnęli mecz w drugiej odsłonie, wykorzystując m.in. blisko 20 minut gry w przewadze);
  • w Padwie Włochy pokonały Samoa 49:17 (dobre pierwsze 10 minut wyspiarzy, ale potem świetna gra i dominacja Włochów, którzy wyszli na prowadzenie 35:0, zanim pozwolili rywalom na zdobycie jakichkolwiek punktów);
  • Rumunia wygrała z Chile 30:23 (gospodarze wypracowali 14-punktową przewagę w pierwszych 30 minutach; w drugiej połowie goście odrabiali straty, ale nie udało się to do końca);
  • Hiszpania przegrała z Tonga 6:40 (europejska drużyna, po skandalu związanym z odebraniem jej awansu na przyszłoroczny Puchar Świata, zaprezentowała się w odmłodzonym składzie; trzymała się dzielnie przez 30 minut każdej połowy, w końcówkach tracąc jednak przyłożenia – w pierwszej połowie dwa, a na koniec drugiej trzy),
  • w niedzielę Gruzja pokonała Urugwaj 34:18 (nieco zaskakujące zestawienie pierwszej linii młyna Gruzinów; o wyniku rozstrzygnęła końcówka pierwszej połowy i początek drugiej, gdy Gruzini powiększyli przewagę z 4 do 18 punktów; zwracają uwagę trzy przyłożenia Beki Gorgadze).

W dwóch meczach, które oficjalnymi testami nie były, korzystający z pauzy w Premiership Leicester Tigers pokonali Włochy XV 33:19 (błysnął świetnym przyłożeniem Anthony Watson, który na pewno chce o sobie przypomnieć Eddiemu Jonesowi), a w Windhuku namibijscy Welwitchias przegrali z południowoafrykańską drużyną Griquas 18:33.

Kwalifikacje do Pucharu Świata

Jesienne okienko międzynarodowe to także czas rozegrania zmagań o ostatnie wolne miejsce na przyszłorocznym Pucharze Świata. W Dubaju ruszył w ten weekend turniej z udziałem czterech drużyn z całego świata. Jego zdecydowanymi faworytami są Stany Zjednoczone (najwyżej klasyfikowane w rankingu World Rugby spośród uczestników) oraz Portugalia (ostatnio znakomicie prezentująca się w Europie). I obaj faworyci w pierwszy weekend nie zawiedli.

Stany Zjednoczone nie pozostawiły niczego przypadkowi, wystawiły mocną ekipę (włącznie z AJ MacGintym) i pewnie pokonały Kenię 68:14. Kenijczycy swoje pierwsze punkty zdobyli dopiero po 55 minutach gry, gdy Amerykanie prowadzili już 33:0. W sumie zwycięska ekipa zdobyła 10 przyłożeń, a hat-tricki zaliczyli młynarz Dylan Fawsitt (m.in. w taki sposób: https://twitter.com/i/status/1589286075851501568) oraz skrzydłowy Christian Dyer. Zwycięzcom nieco pomógł sędzia: Siaosi Mahoni na samym początku meczu powinien był zobaczyć czerwoną kartkę za paskudne czyszczenie barkiem w głowę przeciwnika w w rucku, tymczasem skończyło się tylko na żółtej.

W drugim meczu Portugalia wygrała z Hongkongiem 42:14. Co prawda to Azjaci zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu, ale kolejne sześć padło łupem Europejczyków (trzy zdobyli ich świetni skrzydłowi – dwa Raffaele Storti, a jedno Rodrigo Marta). W samej końcówce Portugalia broniła się w trzynastkę (wyczerpany limit zmian, a potem żółta kartka), jednak w tym okresie nie straciła już punktów.

Za tydzień mecz, który najprawdopodobniej rozstrzygnie o tym, kto pojedzie za rok do Francji: Stany Zjednoczone zmierzą się z Portugalią.

Top 14

Dziesiątą rundę meczów w Top 14 zaczęło spotkanie na szczycie: zdecydowany lider ligi, Tuluza, podejmował wicelidera, paryskie Stade Français. Paryżanie chcieli wykorzystać osłabienie gospodarzy w wyniku braku licznych reprezentantów i po 6 minutach wyszli na prowadzenie po karnym. Nie poszli jednak za ciosem, za to seryjnie zaczęli tracić graczy z kontuzjami. Pod koniec pierwszej połowy Tuluza wyrównała, ale Joris Segonds kopnął drop goala i do przerwy było 6:3 dla paryżan. Po przerwie goście zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu i prowadzili 13:3. Tuluzańczycy przeprowadzili jednak pięć zmian naraz, jeden z paryżan zobaczył żółtą kartkę i gospodarze zaczęli odrabiać straty. Mimo to przed końcem wciąż to goście mieli pięć punktów przewagi. Tuluza mocno cisnęła, aby zmienić wynik meczu. W ostatniej akcji meczu zdobyła przyłożenie, a kop z podwyższenia Edgara Retière’a mógł dać jej zwycięstwo – jednak piłka trafiła w słupek z niewłaściwej strony i mecz skończył się remisem 16:16.

Ciekawy pojedynek zaprezentowali kibicom rugbyści Lyonu i Castres. Lyon, pokonany przed tygodniem przez Perpignan, chciał odegrać się na wicemistrzach kraju. Szybko wyszedł na prowadzenie po przyłożeniu Yanisa Charcosseta, ale w pierwszej połowie dominowała obrona i Lyon prowadził po niej tylko 10:6. Ciekawiej było po przerwie. Fletcher Smith po karnym podwyższył prowadzenie Lyonu, ale chwilę potem w ciągu czterech minut gracze tej drużyny obejrzeli dwie żółte kartki. Castres wykorzystało przewagę liczebną i zdobyło dwa przyłożenia, po których prowadziło 20:13. Lyon zaczął odrabiać straty jeszcze grając w osłabieniu (kolejny karny Smitha). W końcówce zdobył przyłożenie, które dało mu trzy punkty przewagi, a nadzieje Castres pogrzebała żółta kartka i karny w jej wyniku: Lyon wygrał 26:20.

Poza tym:

  • Bajonna pokonała Clermont 25:20 (pierwsze zwycięstwo Bajonny na wyjeździe w tym sezonie, i to pomimo przegrywania 0:12 po pierwszych 20 minutach);
  • Brive na własnym stadionie znów sprawiło kłopoty faworyzowanym rywalom, a mimo to znów przegrało, 17:19 z La Rochelle (w przyłożeniach górą było Brive, ale dla gości skutecznie kopał z podstawki Antoine Hastoy; w końcówce Brive zdobyło przyłożenie po imponującej akcji przez niemal całe boisko, ale nie poszło za ciosem i to ostatnie osiągnięcie zapewniło gospodarzom tylko bonus defensywny);
  • Racing 92 pokonał Perpignan 44:20 (choć wbrew pozorom zwycięstwo paryżan długo nie było przesądzone – jeszcze na 20 minut przed końcem mieliśmy na boisku remis, ale w ostatnim okresie meczu Racing zdobył 24 punkty, nie tracąc ani jednego; znów wyróżnił się Finn Russell, który zdobył 16 punktów, w tym jedno z pięciu przyłożeń swojej drużyny);
  • Pau nieoczekiwanie pokonało Bordeaux 33:7 (jedyne punkty goście zdobyli dopiero kwadrans przed końcem; dla gospodarzy to druga wygrana z rzędu, na dodatek bonusowa dzięki przewadze aż czterech przyłożeń),
  • Tulon przegrał z Montpellier 16:26 (zwycięstwo w starciu potęg finansowych padło łupem obrońców tytułu mistrzowskiego, powoli odradzających się po kiepskim okresie; do przerwy prowadzili 13:0, w drugiej połowie gospodarze doprowadzili do remisu, ale w końcówce Montpellier znowu odskoczyło).

W tabeli nadal na czele z dużą przewagą Tuluza. Na dalszych miejscach przed tą kolejką było ciasno i w związku z tym nastąpiły spore przesunięcia. Zwraca uwagę wejście Bajonny do czołowej szóstki. Na dole tabeli Pau odskoczyło odrobinę od Perpignan i Brive.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza1035
2. Stade Français1026
3. La Rochelle1026
4. ↑↑↑Racing 921026
5. ↑↑↑Lyon1025
6. ↑↑↑Bajonna1025
7. ↑↑↑↑Montpellier1023
8. ↓↓↓↓Tulon1022
9. ↓↓↓Clermont1022
10. ↓↓↓↓↓Castres1021
11. ↓Bordeaux Bègles1020
12. Pau1019
13. Perpignan1014
14. Brive1013

W Pro D2 coraz wyraźniej na prowadzenie wysuwa się Oyonnax, które rozgromiło Rouen Normandie 61:13. Wicelider z Agen pozostał na drugim miejscu, ale jego strata się zwiększyła po nieoczekiwanej porażce z beniaminkiem Soyaux-Angoulême 12:16 (i to mimo tego, że beniaminek nie zdobył ani jednego punktu w drugiej połowie). Po piętach Agen depczą Grenoble, Vannes i Biarritz, które wygrały w ten weekend, swoich szans na awans nie wykorzystało natomiast Colomiers – przegrało z Mont-de-Marsan, które dzięki temu wróciło do górnej połówki tabeli, choć póki co daleko mu do szczytu, o którym marzy.

Premiership

W dziewiątej kolejce angielskiej ligi najciekawiej zapowiadało się starcie drużyn zajmujących w tabeli drugie i czwarte miejsce – Sale Sharks grało z Gloucesterem. Spotkanie zaczęło się niezwykle widowiskowo – w ciągu pierwszych 25 minut gry padło aż 5 przyłożeń. Pierwsi punktowali gospodarze, którzy po 10 minutach prowadzili 14:0, goście co prawda odpowiedzieli przyłożeniem, ale Sharks najpierw punktowali z karnego, a potem zaliczyli kolejne przyłożenie i mieli już 19 punktów przewagi. Gloucester zredukował ją o kolejne pięć oczek, ale potem nie mógł już bardziej się zbliżyć. Mieliśmy odtąd twardą walkę, ale bardzo długo bez punktów. Na 10 minut przed końcem Sharks znów zdobyli trzy oczka z karnego i choć Gloucester odpowiedział, było za późno na zmianę wyniku: ekipa z Manchesteru wygrała 27:17.

Poza tym:

  • Northampton Saints ograli Exeter Chiefs 26:19, mimo że w przyłożeniach było 2:3 (16 punktów z kopów zdobył Fin Smith, a exeterczykom nie pomogły dwa przyłożenia znów pominiętego przez Eddiego Jonesa wiązacza Sama Simmondsa);
  • Bristol Bears przegrali z Saracens 10:25, a bohaterem meczu był znowu Alex Goode, który kopami z podstawki zdobył 20 punktów (6 karnych i podwyższenie – znamienny jest tytuł relacji ze strony jego klubu: Goode Enough; ozdobą meczu było jednak jedyne przyłożenie Saracens zdobyte po indywidualnej akcji Maxa Malinsa: https://twitter.com/i/status/1588969276504932357 – nota bene, ten zawodnik po sezonie przechodzi właśnie do Bristolu; a dla Bears to piąta porażka z rzędu);
  • w pojedynku dwóch drużyn z dołu tabeli Newcastle Falcons przegrali z Bath 10:17 (choć zaczęło się od prowadzenia Falcons 7:0 po akrobatycznym przyłożeniu przy narożniku boiska Adama Radwana (wystarczy zdjęcie: https://t.co/ilx1jGPbWg), skończyło się na drugim w tym sezonie zwycięstwie Bath).

W tabeli bez zmian: niepokonani Saracens nadal na czele z 10 punktami przewagi nad drugimi Sale Sharks. Ci z kolei zwiększyli dystans do ekip za swoimi plecami już do sześciu oczek.

Niestety, kłopotów finansowych w Premiership nie ma końca. Tym razem głośno było o Bristol Bears i Exeter Chiefs. Pierwsi ogłosili wyniki finansowe za poprzedni rok – zanotowali ponad 3 mln funtów straty. Drudzy zaś podjęli decyzję o sprzedaży części majątku, aby zapewnić pokrycie dla zaplanowanych spłat zadłużenia (szacowanego na 28 mln funtów).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Saracens838
2. Sale Sharks828
3. Harlequins722
4. ↑Northampton Saints822
5. ↓Gloucester620
6. ↑Exeter Chiefs716
7. ↓Leicester Tigers616
8. ↑Bath713
9. ↓Bristol Bears713
10. London Irish69
11. Newcastle Falcons69

Liga Championship pauzowała (ekipy z tego poziomu rozgrywały mecze pucharowe w ramach Championship Cup).

World Rugby Sevens Series

Nowy sezon World Rugby Sevens Series zainaugurowano męskim turniejem w Hongkongu. Miasto to wróciło do cyklu po wyjątkowo długiej tam pandemicznej przerwie, która będzie mu wynagrodzona w szczególny sposób: siódemkowy cyrk tam jeszcze w tym sezonie wróci (i to z podwójnym turniejem, także kobiet).

Start sezonu stał pod znakiem informacji o zmianie formatu męskich turniejów zaplanowanym za rok. Liczba męskich drużyn w kolejnym sezonie cyklu zostanie zredukowana z 16 do 12, a zatem wyrównana z turniejem kobiecym i zarazem z formatem igrzysk olimpijskich. Ciężki będzie los ekip walczących o utrzymanie – poziom będą musiały opuścić w takim przypadku co najmniej cztery drużyny.

Na boisku było ciekawie. Już w fazie grupowej mieliśmy mnóstwo emocji i to co kibice lubią najbardziej – niespodzianki. Najciekawiej było w grupach A i B. W pierwszej z nich stanęły na przeciwko siebie trzy ekipy z antypodów: zwycięzcy WRSS z poprzedniego sezonu Australia, Nowa Zelandia oraz Samoa (tu byli też gospodarze, ale bez żadnych szans). I choć Samoa to zespół ze ścisłej światowej czołówki, to wygrane z Nową Zelandią (imponujące 24:0) i z Australią (z 5:17 w ostatnich minutach zrobili 22:17) robią wrażenie. W tej sytuacji mecz Australii z Nową Zelandią decydował o tym, która z tych potęg nie awansuje do 1/8 finału – i to Australia wygrała 24:17. W grupie B blisko sensacji byli Brytyjczycy (występujący od tego turnieju pod wspólną flagą). Co prawda na początek przegrali z kretesem z Francją 0:34, ale potem niespodziewanie pokonali Południową Afrykę 12:10 (Blitzboks mieli świetny finisz, ale obu przyłożeń z końcówki meczu nie podwyższyli). W tej sytuacji droga do 1/4 finału stała przed Brytyjczykami otworem, ale straszliwie zawiedli w starciu z ekipą, która w tym roku dostała się do WRSS z kwalifikacji – przegrała z Urugwajem 17:19, tracąc decydujące przyłożenie z podwyższeniem w doliczonym czasie gry. W tej sytuacji nawet kolejna porażka Południowej Afryki (17:19 z Francją) nie odebrała jej awansu do ćwierćfinału. W innych grupach niespodzianek już nie było, choć Amerykanie zostali postraszeni przez Hiszpanów (jednopunktowe zwycięstwo wydarli w ostatniej akcji meczu), a Francja pokonała Wielką Brytanię aż 34:0.

Samoa kontynuowało świetną serię w ćwierćfinale, gdzie po dogrywce pokonało brązowych medalistów z Tokio, Argentynę 19:14. Nie starczyło natomiast szczęścia ekipie z Południowej Afryki, która uległa Fidżi 7:12. Niezwykle bliscy awansu do półfinału byli Irlandczycy, którzy jeszcze na trzy minuty przed końcem meczu z Australią prowadzili 19:5 – jednak rywale zanotowali fantastyczny finisz i błyskawicznie zdobyli 21 punktów. Grono półfinalistów uzupełnili Francuzi po pokonaniu Amerykanów.

W półfinale wreszcie pogromców znalazło Samoa – przegrało z Fidżi 7:19. Drugi półfinał był kolejnym dreszczowcem z pozytywnym zakończeniem dla Australii – w pojedynku z Francją po 14 minutach mieliśmy remis 7:7, a w dogrywce decydujące punkty ekipa z antypodów zdobyła nietypowo jak na siódemki, z karnego.

Mecze o medale to kolejne emocjonujące widowiska. Brąz wywalczyła Francja po wygranej z Samoa 19:17 (niezwykle napięta końcówka, gdy wyspiarze próbowali odrobić dwa punkty straty), a po triumf w turnieju sięgnęła Australia, znów podnosząc ciśnienie swoich kibiców: Fidżi (aktualni mistrzowie olimpijscy i mistrzowie świata, na dodatek zwycięzcy ostatnich pięciu turniejów w Hongkongu) prowadziło już 12:0, potem 17:10, a tuż przed końcem jeszcze 17:15 – w ostatniej minucie Australijczycy zdobyli jednak czwarte przyłożenie i wygrali 20:17.

Piąte miejsce przypadło Argentyńczykom, którzy dopełnili czary goryczy Południowej Afryki, wygrywając z nią 19:12. Nowa Zelandia musiała zadowolić się dziewiątą lokatą. Nieźle pokazał się Urugwaj, który oprócz zwycięstwa nad Brytyjczykami w grupie w ostatnich meczach wygrał nieoczekiwanie z Kenią, a potem z Japonią i zajął 13. miejsce w turnieju.

Z kraju

Po raz czwarty (i zdaje się ostatni tej jesieni) odbył się turniej mistrzostw Polski w rugby 7 kobiet. Tym razem grano w Rudzie Śląskiej, a miejscowe Diablice, które przed tygodniem wywalczyły awans do najwyższej grupy rozgrywek – ekstraligi – co prawda przegrały z dwoma czołowymi zespołami rozgrywek, ale dwukrotnie pokonały krakowskie Bestie i dzięki temu w kolejnym turnieju znów zagrają na tym samym poziomie. Zwyciężczyniami turnieju tradycyjnie zostały Biało-Zielone Ladies Gdańsk (znów najbardziej osłabione brakiem reprezentantek, będących na obozie w Hiszpanii), które w finale wygrały z Legią Warszawa 20:7. W I lidze niespodzianka: nie wygrały jej Black Roses Posnania, które uległy aż dwóm drużynom: rezerwom Legii Warszawa i ekipie Budowlanych Łódź. Zmagania wygrały legionistki, ale ponieważ awansować wyżej nie mogą, w kolejnym turnieju w ekstralidze w miejsce krakowianek zobaczymy łodzianki. W drugiej lidze tym razem zagrały tylko trzy drużyny (brakło Amazonek z Lublina), a rywalizację tutaj wygrała Arka Gdynia.

W klasyfikacji generalnej oczywiście na czele nadal Biało-Zielone Ladies Gdańsk przed Legią Warszawa. Trzecie miejsce wciąż zachowują Black Roses Posnania Poznań, ale mają już tylko dwa punkty przewagi nad Diablicami Ruda Śląska.

Czwarty turniej Polskiej Ligi Rugby 7 odbył się w Poznaniu Szczecinie. Na starcie stanęło siedem drużyn, a górą była Posnania, która w finale pokonała Tytana Gniezno (ten jednak pozostał liderem klasyfikacji generalnej) 24:22. Trzecie miejsce przypadło zespołowi Politechniki Gdańskiej Ogniwa Sopot, który w meczu o brąz pokonał Kaskadę Szczecin.

Rozpoczęły się rozgrywki juniorskich mistrzostw Polski. Nie dość, że niezwykle późno, to na dodatek w jeszcze słabszej obsadzie niż rok temu – w poprzednim sezonie wystartowało pięć drużyn, teraz mamy tylko cztery, przy czym brakuje m.in. brązowych medalistów sprzed paru miesięcy – Orkana Sochaczew. Wszystkie cztery drużyny zjechały do Lublina i rozegrały po dwa mecze. W sobotę przewagę nad rywalami udokumentowali ubiegłoroczni finaliści rozgrywek: Budowlani Łódź pokonali Budowlanych Lublin 52:0 (3 przyłożenia i 23 punkty obrońcy Bartłomieja Pietrzaka), a Juvenia Kraków ograła Arkę Gdynia 31:3. W niedzielę zwycięzcy z soboty zmierzyli się w rewanżu za finał z poprzedniego sezonu. I znów główną rolę odegrał Bartłomiej Pietrzak – dzięki jego karnemu Budowlani wygrali z Juvenią w niecodziennym rozmiarze 3:0. Z kolei Arka rozgromiła Budowlanych Lublin 43:5.

Ciut więcej drużyn pojawiło się w juniorskiej I lidze, w której gra się w dziesiątki. Tu odnalazł się m.in. Orkan. Rozegrano dwa turnieje: w Krakowie i Warszawie. W tym pierwszym wygrali zdaje się gospodarze (Nowa Huta RK – oficjalnych wyników brak, a kluby skąpo dzieliły się informacjami o wynikach), w drugim – Orkan.

Ze świata

W Rugby Europe International Championships w ten weekend rozegrano trzy mecze. Dwa z nich na poziomie Trophy, gdzie po raz pierwszy w tym sezonie na boisku wybiegli Litwini i Szwajcarzy. I obie te reprezentacje odniosły pewne zwycięstwa. Litwini grali z Ukrainą i pokonali ją 39:20. Gospodarze szybko wyszli na prowadzenie 17:0, ale Ukraińcy odrabiali straty i do przerwy było tylko 20:17, a po przerwie byli bliscy wyjścia na prowadzenie. Jednak pod koniec znów Litwini przycisnęli rywali i wywalczyli przewagę trzech przyłożeń, dającą im punkt bonusowy (choć w samej końcówce rywale byli bliscy jego odebrania). Szwajcarzy z kolei na początku meczu przegrywali ze Szwecją 3:7, ale potem zdobyli aż 10 przyłożeń i ostatecznie zwyciężyli aż 69:12. Dzięki temu zwycięstwu, choć rozegrali tylko jedno spotkanie, wyszli na prowadzenie w grupie. Poza tym na poziomie Conference 1 Bułgaria odniosła drugie zwycięstwo w drugim meczu – po nieoczekiwanej wygranej w Maltą, tym razem pokonała Izrael 34:15.

W kobiecym Rugby Europe Trophy Niemki grały z Czeszkami. Do przerwy było 0:0, po przerwie Czeszki wyszły na prowadzenie 10:0, ale Niemki podjęły rękawicę i w końcówce odrobiły straty, przyłożeniem z ostatniej akcji zapewniając sobie wygraną 12:10.

W stolicy Papui-Nowej Gwinei, Port Moresby, wystartował turniej Oceania Championship z udziałem trzech zespołów (tak naprawdę z trzeciego szeregu). W pierwszym meczu gospodarze (o malowniczym przydomku Puk Puks) wygrali z Vanuatu 39:13. W drugim pokonali Wyspy Salomona 22:18 – choć zwycięstwo wisiało na włosku, gdy goście ostatnie minuty spędzali tuż pod polem punktowym gospodarzy, wciąż powtarzając ataki z najmniejszego dystansu. Do rozegrania pozostał jeszcze mecz Vanuatu z Wyspami Salomona, ale gospodarze turnieju już zostali jego zwycięzcami.

Zakończyły się rozgrywki kolejnej grupy w ramach eliminacji do kobiecego Africa Cup. W środę w decydującym meczu turnieju rozgrywanego w Ugandzie gospodynie uległy 3:23 Kenijkom, które jako trzecie zapewniły sobie awans do finałowej imprezy. Natomiast w piątek rozegrano pierwszy mecz ostatniej grupy: w Kamerunie gospodynie podejmowały Wybrzeże Kości Słoniowej i wygrały mecz 8:0.

Być może podczas następnej wyprawy British & Irish Lions (w 2025 do Australii) kibicom będzie dane zobaczyć nadzwyczajne spotkanie: Australijczycy zaproponowali Nowozelandczykom wystawienie wspólnego zespołu ANZAC przeciwko Lions i rozegranie w ten sposób czwartego testu w ramach tournée brytyjskiej ekipy. Podobno szef federacji nowozelandzkiej jest przychylnie nastawiony do tego pomysłu i jest tu płaszczyzna do porozumienia. Co z tego wyjdzie, jeszcze nie wiadomo, ale pomysł może się podobać (choć nie każdemu – trener Australii Dave Rennie nie wydawał się zachwycony).

Nowozelandczycy z kolei mówią o tym, że chętnie staliby się pierwszym celem kobiecych Lions, o których od pewnego czasu rozmawia się na Wyspach Brytyjskich.

Władze Major League Rugby oficjalnie potwierdziły, że w sezonie 2023 do ligi dołączy nowy zespół z Chicago. Na starcie będzie 12 ekip (poprzednio było 13, ale w tym sezonie nie zagrają drużyny z Los Angeles i Austin).

Nowozelandczycy mają problem przed przyszłorocznym The Rugby Championship. W Australii i Nowej Zelandii będą odbywać się w lipcu i sierpniu kobiece mistrzostwa świata w piłce nożnej. Zgłoszono tam stadiony, na których zwykle występują All Blacks, a FIFA wymaga wyłączności w okresie mistrzostw i przez określony czas przed nimi. Reprezentacja Nowej Zelandii w rugby ma zatem problem, choć na szczęście poza piłkarską imprezą pozostaje obiekt w Christchurch.

Skreślenie Worcester Warriors i Wasps z listy ekip Premiership oznaczało też wykreślenie ich z grafika EPCR Challenge Cup. Obie angielskie ekipy miały rywalizować na początek w grupie B tego pucharu – po ich usunięciu zamiast dziesięciu drużyn będzie w niej tylko osiem ekip, a ich rozkład meczów został dostosowany do zmienionej sytuacji (tak czy owak planowano tylko cztery rundy meczów grupowych). Najwyraźniej upadł pomysł zaproszenia w miejsce Anglików ekip z rugbowego drugiego europejskiego świata – w oficjalnym komunikacie nie ma już o tym ani słowa. A szkoda.

Z wieści transferowych:

  • Fidżyjczyk Josua Tuisova po tym sezonie zamieni Lyon na Racing 92, gdzie zastąpi Virimi Vakatawę (ten niedawno zmuszony był zakończyć karierę z przyczyn zdrowotnych);
  • były reprezentant Australii Curtis Rona podpisał kontrakt z beniaminkiem japońskiej League One, Mitsubishi Sahamihara DynaBoars;
  • nowe kluby po rozwiązaniu kontraktów z Wasps znaleźli Nizaam Carr (Bulls) i Matteo Minozzi (Benetton);
  • Francję rozgrzewają plotki transferowe na temat dwóch gwiazd Wasps – Jacka Willisa i Alfiego Barbeary’ego, którzy są ponoć łączeni z Tuluzą (choć Willisa mają kusić też Leicester Tigers i Bath, a przeprowadzka do Francji zamknęłaby im drogę do kadry Anglii, i to tuż przed Pucharem Świata).

Ostatnim ćwierćfinalistą męskiego turnieju Pucharu Świata w Rugby League została Papua-Nowa Gwinea po zwycięstwie nad Walią 36:0. Wyniki ćwierćfinałów: Australia – Liban 48:4 (koniec przygody Michaela Cheiki z posadą trenera Libanu, dwa dni później siedział już na Twickenham na ławce reprezentacji Argentyny w rugby union), Anglia – Papua-Nowa Gwinea 46:6, Nowa Zelandia – Fidżi 24:18 (tu pachniało niespodzianką – długo Fidżi prowadziło) i Samoa – Tonga 20:18. W półfinałach Australia zagra z Nową Zelandią, a Anglia z Samoa.

W ramach angielskiej imprezy przewidziano też równoległe rozgrywane turniejów kobiet i na wózkach (swoją drogą, fajny pomysł, aby zapewnić im więcej uwagi). Inna sprawa, że kobietom narzucono trudniejszy grafik: już w pierwszym tygodniu zaplanowano rozegranie dwóch kolejek fazy grupowej. Po dwa zwycięstwa mają już tutaj na koncie Angielki, Papua-Nowa Gwinea, Australia i Nowa Zelandia. Te cztery ekipy zagrają w półfinałach, a bezpośrednie ich starcia w ostatniej kolejce grupowej zadecydują o ich konfiguracji. Udało mi się rzucić okiem na zawody w rugby league na wózkach i ujęła mnie jedna różnica w porównaniu z „normalnym” rugby na wózkach: grają jajowatą, a nie okrągłą piłką 🙂

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Anglia:

  • Ethan Sikorski (North Walsham, National League 2 East): w podstawowym składzie w meczu z Westcliff, wygranym 49:5. Sikorski grał do 58. minuty, a kilka minut przed zejściem z boiska zdobył przyłożenie. To drugie zwycięstwo w tym sezonie jego ekipy, która nadal zajmuje przedostanie miejsce w lidze;
  • Eryk Łuczka (Hornets): w podstawowym składzie (do 49. minuty) w meczu z Hinckley, przegranym 19:24. Hornets spadli na dwunaste miejsce w tabeli.

Francja:

  • Kamil Bobryk (Vienne, Nationale 1 – grupa 1): zagrał pierwszą połowę meczu z Dijon, przegranego 10:33. Jego drużyna spadła o kolejne dwa miejsca, na siódme.

Szkocja:

  • Zenon Szwagrzak (Selkirk, Premiership): w podstawowym składzie w meczu z liderem ligi, Hawick, przegranym 8:17. Selkirk spadł z czwartego na piąte miejsce.

Zapowiedzi

Za tydzień w rugbowym świecie między innymi:

  • finał kobiecego Pucharu Świata (a także mecz o brąz),
  • wielka dawka międzynarodowego męskiego rugby – zacznie się od meczu Munsteru z Południową Afryką A w czwartek, a w weekend: Francja – Południowa Afryka, Szkocja – Nowa Zelandia, Włochy – Australia, Walia – Argentyna, Anglia – Japonia, Irlandia – Fidżi, Gruzja – Samoa, Tonga – Chile, Hiszpania – Namibia, Rumunia – Urugwaj, Holandia – Kanada, Barbarians – All Blacks XV,
  • w Dubaju druga runda repasażu o ostatnie miejsce na przyszłorocznym Pucharze Świata – mecze Portugalii ze Stanami Zjednoczonymi (spora szansa, że to właśnie ten pojedynek zdecyduje o zdobyciu biletu do Francji) i Kenii z Hongkongiem,
  • dziesiąta kolejka angielskiej Premiership,
  • trzy mecze Rugby Europe International Championships (w grupie Trophy Szwajcaria zagra z Litwą),
  • ostatnie mecze męskich mistrzostw Oceanii (Vanuatu –Wyspy Salomona) i kwalifikacji do kobiecego Pucharu Afryki (Wybrzeże Kości Słonowej – Burkina Faso oraz Kamerun – Burkina Faso),
  • druga runda Asia Rugby Sevens Series (w Korei Południowej),
  • ciąg dalszy Pucharu Świata w Rugby League (koniec fazy grupowej kobiet i półfinały turnieju mężczyzn).

W kraju zaległy mecz Ekstraligi pomiędzy Ogniwem Sopot i Arką Gdynia oraz ostatnia jesienna kolejka pierwszej ligi (między innymi derby Warszawy).

1 komentarz do “Skra przekombinowała”

Dodaj komentarz