Szóste mistrzostwo świata Black Ferns

Ponad 42 tys. widzów oglądało w Auckland triumf reprezentacji Nowej Zelandii w Pucharze Świata – tym cenniejszy, że odniesiony po pokonaniu faworytek imprezy, Angielek, z którymi jeszcze rok temu Nowozelandki sromotnie przegrywały. Poza tym: niezły występ naszej kadry U20 na mistrzostwach Europy, zepsuty autokar w Ekstralidze, a w ramach międzynarodowych testów znakomite widowiska w Marsylii, Florencji i na stadionie Tottenhamu w Londynie.

Reprezentacja Polski U20 / Mistrzostwa Europy U20

Po przegranej z Portugalią w ćwierćfinale nasza młodzież walczyła w półfinale o miejsca 5–8 z reprezentacją Niemiec. Mecz początkowo był wyrównany, w pierwszej połowie obie drużyny wymieniły po jednym przyłożeniu (to nasze, na 7:0, po zmyślnie skonstruowanym maulu), a skromne, trzypunktowe prowadzenie dał nam kop z karnego Arsenija Pastiuchowa. I właśnie kopom zawdzięczamy powiększenie przewagi w drugiej połowie: obie drużyny zdobyły po jednym przyłożeniu, ale Polacy znacznie częściej gościli na połowie rywali, a karne konsekwentnie zamieniali na kopy (nawet takie z 45 m – bodaj trzykrotnie spudłowane). W efekcie pewnie wygrali z Niemcami 26:12. Połowę naszego dorobku zawdzięczamy kopom Pastiuchowa, a warto zwrócić uwagę na coś, co na naszych ligowych boiskach zdarza się niezwykle rzadko: 3 punkty z drop goala, którego wykonał Kacper Wróbel.

W efekcie w weekend Polacy zagrali o piąte miejsce w turnieju, mierząc się z Rumunią. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale tym razem sukcesu nie było. Co prawda to Kacper Skup otworzył wynik meczu drop goalem, ale niemal natychmiast Rumuni odpowiedzieli dwoma przyłożeniami. Dwa karne Pastiuchowa spowodowały, że do przerwy przegrywaliśmy tylko 9:12, ale po przerwie było już gorzej. Oba zespoły popełniały błędy, ale my mieliśmy wyraźne kłopoty w młynach, a Rumuni znajdowali luki w naszej obronie, które bezlitośnie wykorzystywali. Próba wjechania na pole punktowe podobnym maulem jak w meczu z Niemcami skończyła się odgwizdaniem przez sędziego karnego dla rywali. Ostatecznie Rumuni wygrali 34:9. Jednak nawet szóste miejsce jest dla nas sukcesem, gwarantującym nam występ w tej samej imprezie w przyszłym roku.

Mistrzami Europy zostali Hiszpanie (trzeci raz z rzędu). Pewnie awansowali do finału rozgrywek pokonując Belgię 25:6, natomiast ich przeciwnikiem absolutnie nieoczekiwanie nie zostali gospodarze imprezy – Portugalczycy (którzy wyeliminowali z walki o medale naszą drużynę), ale Holendrzy – w półfinale błyskawicznie zdobyli przyłożenie, a potem długo prowadzili 8:0. Po przerwie podnieśli swoją przewagę do 16:0 i choć Portugalczycy zaczęli wreszcie punktować, a w ostatniej akcji meczu, przy 5-punktowej stracie byli naprawdę o włos od przyłożenia, ostatecznie to Holandia wygrała ten mecz 19:14. W finale Holendrzy kolejnej niespodzianki już nie sprawili: to Hiszpanie wygrali 13:6. Brąz przypadł w udziale Portugalczykom, którzy jednak łatwej przeprawy z Belgami nie mieli.

Puchar Świata kobiet

W finałach czterech spośród pięciu ostatnich kobiecych Pucharów Świata grały ze sobą Nowa Zelandia i Anglia. Zawsze wygrywały zawodniczki z antypodów, Black Ferns. W sobotę te ekipy zmierzyły się w meczu decydującym o mistrzostwie świata po raz piąty w historii – i chociaż Angielki miały za sobą passę nieprzerwanych 30 zwycięstw, a podczas ostatniej wyprawy drużyny z południa do Europy dwukrotnie rozgromiły swoje rywalki, w najważniejszym meczu zawiodły i przegrały 31:34. O znaczeniu, jaki miał mecz dla miejscowej publiczności mówią choćby starania premier kraju, Luciny Ardren, która w Kambodży spotykała się ze światowymi liderami i próbowała przekładać te spotkania, aby móc także uczestniczyć w wydarzeniu w Auckland. Nie udało się, ale Nowozelandki wspierał pełny Eden Park – sprzedano ponad 42 tys. biletów, bijąc rekord w liczbie widzów na meczu kobiecego rugby.

Początkowo mecz układał się po myśli zawodniczek z Albionu: w trzeciej minucie przyłożenie zdobyła Ellie Kildunne, po kolejnych dziesięciu minutach morderczy maul autowy zakończyła przyłożeniem Amy Cokayne. Emily Scarratt wykonała oba podwyższenia i było 14:0. Jednak chwilę potem Angielki zostały na boisku w czternastkę – Lydia Thompson zobaczyła czerwoną kartkę po ataku uderzeniu głową w głowę Portii Woodman i Europejki ponad godzinę meczu musiały grać w osłabieniu (Portia Woodman też musiała opuścić boisko). Długo utrzymywały się na prowadzeniu, ale nie udało im się dotrwać do końca meczu. Już chwilę po odesłaniu Thompson z boiska Nowozelandki odpowiedziały swoim maulem autowym (przyłożenie zdobyła Georgia Ponsomby). Angielki co prawda moment później, bo błędzie rywalek przy wznowieniu, zdobyły przyłożenie rękami Marlie Packer (znów maul), ale kolejny błąd przy wznowieniu pozwolił na przyłożenie Nowozelandkom i było tylko 19:14. Szalony okres trwał: Nowozelandki myślały, że doprowadziły do wyrównania po przechwycie, ale Hollie Davidson wróciła do korzyści, po której Amy Cokayne (i jeszcze raz po maulu) powiększyła prowadzenie Angielek. Jednak na koniec pierwszej połowy znów było tylko 7 punktów różnicy, bo jeszcze jeden maul autowy przyłożeniem skończyły Nowozelandki.

W drugiej połowie z prowadzenia Angielek 26:19 zrobiło się ostatecznie 31:34 – z czterech przyłożeń w tej połowie (żadnego nie podwyższonego) trzy padły łupem Nowozelandek. Te zaczęły tę połowę od fantastycznej akcji Stacey Fluhler. Kilka minut później gospodynie wreszcie wyszły na prowadzenie po kolejnym przyłożeniu, ale Angielki zdołały im je odebrać po kwadransie gry – Amy Cokayne dopełniła hat-tricka (i pewnie nikt nie będzie zaskoczony – po maulu autowym) i było 31:29. Na kwadrans przed końcem żółtą kartkę zobaczyła Kennedy Simon, ale okres gry w czternastkę po obu stronach dał kolejne przyłożenie Nowozelandkom – Stacey Fluhler pięknym offloadem obsłużyła Ayeshę Leti-I’igę (zmienniczkę Portii Woodman), która zdobyła swoje drugie przyłożenie w meczu i wyprowadziła Nowozelandki na prowadzenie. Angielki atakowały do końca, ale bez skutku – w ostatniej chwili miały aut na 5 m, ale zamiast wyprowadzić kolejny zabójczy maul autowy, straciły piłkę i swoją ostatnią szansę.

Finał stanowił znakomite zwieńczenie pucharowej imprezy. Emocjonujące widowisko, wspaniałe akcje, dramat jednej ze stron, no i pierwszy w historii tytuł mistrzowski wywalczony przez drużynę będącą jednocześnie gospodarzem imprezy. Cała impreza była wielkim sukcesem, ocenianym jako przełom dla kobiecego rugby. Za trzy lata (wszak ten Puchar Świata przeniesiono z 2021 z powodu pandemicznych obostrzeń w Nowej Zelandii) impreza w Anglii, gdzie zainteresowanie tą dyscypliną w kobiecym wydaniu ostatnio bardzo wzrosło (i sportem kobiet w ogóle, czemu spory impuls dało zdobyte na własnej ziemi przez Angielki mistrzostwo Europy w piłce nożnej). To szansa na kolejny wielki sukces kobiecego rugby. Czy przy tej okazji Europejki przełamią dominację Black Ferns? Jeśli czegoś po imprezie w 2025 można sobie życzyć więcej, to tylko dwóch rzeczy: pełnego Twickenham w finale oraz mniejszych różnic między czołowymi drużynami oraz resztą stawki.

A swoją drogą, ciekawostka: trener Angielek, Simon Middleton, stwierdził, że za takie przypadkowe dosyć zajście czerwona kartka to za dużo, a Thompson powinna zobaczyć pomarańczową, 20-minutową kartkę…

W meczu o brąz znacznie spokojniej. Francuzki, pewnie odreagowując zawód sprawiony brakiem awansu do finału, nie dały żadnych szans Kanadzie i wygrały 36:0. Pięć przyłożeń, czysty bilans strat, mimo że nie było tak, że Kanadyjki nie miały piłki w rękach (no, mecz stał się absolutnie jednostronny w końcówce, gdy zawodniczkom z Ameryki już chyba zabrakło wiary w zamianę wyniku). Po zaciętych pierwszych 20 minutach gry Francuzki prowadziły 10:0, natomiast decydujący moment meczu to końcówka pierwszej połowy, gdy Kanadyjki zmarnowały świetną szansę na zmniejszenie strat, a Francuzki zdobyły dwa przyłożenia i zwiększyły prowadzenie do 22:0. W przerwie Kanada próbowała coś zmienić, było sporo rotacji w składzie, ale zaraz po starcie drugiej połowy otrzymała zabójczy cios: Francuzki zdobyły czwarte przyłożenie w meczu. Kanadyjki rzuciły się do ataków, ale nie punktowały, traciły piłkę, a na 20 minut przed końcem Francuzki zdobyły kolejne 7 punktów. I choć przez 10 minut w końcówce Europejki grały w czternastkę, nic się już nie zmieniło. Francja po raz szósty zdobyła brązowy medal Pucharu Świata kobiet, przy czym trzeci raz – po zwycięstwie w meczu o trzecie miejsce nad Kanadyjkami.

Ekstraliga

Weekend w Ekstralidze miał się zacząć od sobotniego spotkania Edachu Budowlanych Lublin z Posnanią – drugiego meczu rozgrywanej na raty ostatniej jesiennej kolejki spotkań. Do meczu jednak nie doszło: Posnania poinformowała w sobotę, że utknęła pod Łodzią z powodu awarii autokaru i do Lublina nie dojechała. Co dalej, nie wiadomo – opcje są dwie, albo będzie nowy termin, albo walkower na rzecz lublinian.

W niedzielę odbył się zaległy mecz ósmej kolejki spotkań pomiędzy Ogniwem Sopot i Arką Gdynia. Derby Trójmiasta nieraz dawały kibicom emocje nawet wtedy, gdy teoretycznie między drużynami była spora różnica poziomów, jednak nie tym razem – Ogniwo wygrało 43:3. Co prawda Arka zaczęła od ataków, ale pierwsze punkty padły łupem Ogniwa. Do przerwy sopocianie mieli na koncie trzy przyłożenia, po przerwie dorzucili kolejne cztery, nie pozwalając na wiele gościom. Jedno z nich padło łupem Wojciecha Karola, który tym akcentem zakończył swoją karierę zawodniczą. Nieco smutniejszy koniec przygody z Arką dla Dariusza Komisarczuka i Pawła Dąbrowskiego.

W tabeli roszady w czołowej trójce: na fotel lidera wróciło Ogniwo Sopot. Za tydzień ostatnie jesienne mecze ligowe.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑↑Ogniwo Sopot834
2. ↓Edach Budowlani Lublin831
3. ↓Orkan Sochaczew930
4. Master Pharm Rugby Łódź828
5. Up Fitness Skra Warszawa827
6. Lechia Gdańsk821
7. Juvenia Kraków812
8. Arka Gdynia810
9. Posnania85
10. Pogoń Awenta Siedlce95

W I lidze rozegrano ostatnią jesienną kolejkę (choć jesieni nie skończono – za tydzień do rozegrania jest jeszcze przełożony mecz szóstej rundy). W meczu na szczycie Sparta Jarocin dopełniła kompletu jesiennych zwycięstw i pokonała wicelidera, Arkę Rumia, 31:25 – mimo gry na wyjeździe i mimo czerwonej kartki (po stronie rumian znów błysnął Richman Gora, który zdobył 18 punktów). Czerwoną kartkę obejrzał też zawodnik Rugby Białystok w Mysłowicach, a jego drużyna przez sporą część drugiej połowy grała w trzynastkę, ale mimo to wygrała mecz 46:27, a Hegemon, choć nie przełamał pasma porażek, cieszył się z pierwszego punktu w I lidze (bonus ofensywny dzięki pięciu przyłożeniom). Tu znów błysnął Igor Kocimski, który zdobył trzy przyłożenia. A w niedzielę w derbach Warszawy AZS AWF przegrał 12:22 z Legią. W tabeli na zdecydowanym prowadzeniu Sparta, a za jej plecami Arka Rumia, Rugby Białystok i Budowlani Commercecon Łódź. Ci ostatni mają jeszcze szansę poprawy swojej lokaty za tydzień.

Mecze towarzyskie

Międzynarodowy weekend zaczął się już w czwartek od nietypowego starcia: Munster grał z Południową Afryką A. Munster siłą rzeczy bez dużej grupy reprezentantów Irlandii, za to z trzema graczami z akademii (jednak w składzie byli też Simon Zebo, Gavin Coombes czy Ben Healy). W Cork, na stadionie Pairc Ui Chaoimh (na co dzień wykorzystywanym do futbolu gaelickiego) zasiadło ponad 41 tys. widzów. Munster odniósł piękny sukces, pewnie wygrywając 28:14. Warto zauważyć, że irlandzka ekipa miała już wcześniej na swoim rozkładzie Nową Zelandię (słynne zwycięstwo z 1978) i Australię (pokonaną trzykrotnie).

Hitem weekendu było niewątpliwie spotkanie gospodarzy przyszłorocznego Pucharu Świata, aspirujących do tytułu mistrzowskiego, z jego ostatnimi zdobywcami – Francja (w niezmienionym zestawieniu w porównaniu z poprzednim tygodniem) grała w Marsylii z Południową Afryką (do której składu powrócili Faf de Klerk i Willie le Roux – wielu ostrzyło sobie zęby na pojedynek de Klerka z Antoine’m Dupont). Emocji nie brakowało, Francuzi drugi tydzień z rzędu wygrali niewielką różnicą punktów (30:26), Springboks odnieśli drugą porażkę podczas swego wyjazdu do Europy, a najwięcej uwagi zwróciły dwie czerwone kartki w tym spotkaniu oraz wątpliwości dotyczące ostatniego przyłożenia Francji. Już po niespełna kwadransie gry, przy prowadzeniu Francji 3:0, czerwoną kartkę za paskudne czyszczenie zobaczył Pieter-Steph du Toit (najlepszy zawodnik świata roku 2019; jego ofiara, Jonathan Danty, okupił tę akcję złamaniem kości czaszki) i Springboks zostali na niemal 70 minut w osłabieniu. Francuzi szybko przewagę wykorzystali, w ciągu paru minut powiększając przewagę do stanu 13:0. Ale i rywale mieli swoje szanse, kilka z nich zmarnowali, a w końcu zaczęli punktować – ich kapitan Siya Kolisi kompletnie zmylił obronę gospodarzy po maulu autowym. Do przerwy Francja prowadziła 16:10, głównie dzięki kopom Thomasa Ramosa. Po przerwie Cheslyn Kolbe i Ramos wymienili się karnymi, a wtedy bolesny cios otrzymała Francja: Antoine Dupont zaatakował będącego w powietrzu Kolbego, który spadł na głowę (już nie wrócił z HIA na boisko, choć chyba los oszczędził mu poważniejszego urazu) i w efekcie najlepszy zawodnik świata roku 2021 zobaczył czerwoną kartkę. Siły się wyrównały, a Springboks błyskawicznie wyszli na prowadzenie (przyłożenie Kurta-Lee Arendse, dwa kopy Fafa de Klerka). Stratę do jednego punktu zmniejszył Ramos, Południowoafrykańczycy znowu odskoczyli, ale wtedy za przewinienia w maulu autowym żółtą kartkę zobaczył rezerwowy Deon Fourie i Francuzi znów mieli przewagę liczebną na boisku. Wykorzystali ją, przyłożenie zdobył Sipili Falatea, choć nie obyło się bez wątpliwości. Francja miała punkt przewagi, Ramos co prawda spudłował z podwyższenia, ale potem dorzucił trzy punkty ze swojego szóstego już karnego (w całym meczu 20 punktów z kopów) i gospodarze cieszyli się ze zwycięstwa. A Rassie Erasmus jak zwykle marudził na sędziowanie, przedstawiając na Twitterze serię bodaj sześciu filmów z kontrowersyjnymi decyzjami arbitrów. Bardziej to subtelne (choć tylko odrobinę) niż jego produkcja po meczu z British and Irish Lions, ale chyba niewiele zrozumiał z nałożonej na niego wtedy kary.

Arcyciekawy mecz stoczyli Włosi z Australią. Gospodarze musieli obejść się bez Paolo Garbisiego, którego kontuzja wyeliminowała tuż przed meczem, z kolei goście przystąpili do gry z aż 11 zmianami w wyjściowym składzie – dwoma debiutantami, nowym kapitanem Allanem Ala’alatoą, a także wracającym do drużyny po sześciu latach Willem Skeltonem. I choć to Australijczycy zdobyli w tym meczu więcej przyłożeń, na koniec to Włosi cieszyli się z jednopunktowego, sensacyjnego zwycięstwa, pierwszego w historii z tym przeciwnikiem. Gospodarze bezlitośnie wykorzystali 10 minut gry w przewadze w pierwszej połowie: po kwadransie gry było 3:3, a po okresie przewagi zrobiło się 17:3. Australijczycy odrobili większość strat do początku drugiej połowy, ale wówczas Włosi znów odskoczyli (m.in. swoje drugie przyłożenie w meczu zdobyła ich młoda gwiazda, Ange Capuozzo) i prowadzili 25:15. Goście jednak nie poddawali się: na 10 minut przed końcem przegrywali już tylko trzema punktami. Co prawda Włosi podnieśli przewagę do sześciu, ale to wciąż był dystans do odrobienia w jednej akcji. I Australijczycy byli tego bliscy: w ostatnim akordzie meczu Cadeyrn Neville zdobył przyłożenie, a debiutujący w reprezentacji Ben Donaldson stanął przed szansą na przechylenie szali na korzyść swojej drużyny: chybił jednak z podwyższenia i to Włosi wygrali mecz 28:27. Ozdobą meczu była ta akcja Włochów skończona zwodem i przyłożeniem Capuozzo: https://twitter.com/i/status/1591423871114129408.

W meczu Walii z Argentyną goście z Ameryki Południowej liczyli na kontynuację po świetnym zwycięstwie nad Anglią, ale tym razem musieli obejść się smakiem – Walia wygrała 20:13. Argentyna miała zacząć mecz w niezmienionym składzie w porównaniu do ubiegłego tygodnia, ale straciła kapitana, Juliána Montoyę, którego miejsce zajął Agustín Creevy, a rolę kapitana przejął z powrotem Pablo Matera. W składzie gospodarzy Louis Rees-Zammit znalazł się na pozycji obrońcy, a na pozycji łącznika ataku kontuzjowanego Leigh Halfpenny’ego zastąpił Gareth Anscombe. Mecz lepiej zaczęli Argentyńczycy – gospodarze atakowali, ale seryjnie darowali karne gościom, a dwa z nich w wykonaniu Emiliano Boffelliego dały po kwadransie prowadzenie Argentyńczykom 6:0. Jednak w końcówce pierwszej połowy Walijczycy zaczęli wreszcie przekładać przewagę na punkty i do przerwy oni prowadzili 10:6. Po przerwie dorzucili kolejne 10 punktów, a rywale zmniejszyli stratę do 7 punktów dopiero pod koniec meczu. Brakującego dystansu jednak już nie odrobili. Argentyńczycy w tym meczu postawili na kopy, testując Reesa-Zammita na niecodziennej dla niego pozycji – ten jednak poradził sobie całkiem nieźle.

Anglicy na Twickenham grali z Japonią, a ewentualna wpadka gospodarzy mogłaby być bardzo kosztowna dla będącego na cenzurowanym trenera Eddiego Jonesa. Jones porażkę z Argentyną sprzed tygodnia wziął na swoje barki, ale tłumaczył się tym, że to wciąż etap przygotowań do Pucharu Świata. Nie spotkało się to ze zrozumieniem – w prasie wskazywano, jak ogromną grupę graczy testował, przywiązując się niekoniecznie do tych, co trzeba. W tym meczu szansę dostali młodzi (zadebiutował David Ribbans, od początku też zagrał łącznik młyna Jack van Poortvliet), ponadto wrócili do składu m.in. Jonny May i Sam Simmonds. Wpadki nie było, a skóra Jonesa póki co została uratowana: Anglicy od początku przeważali, do przerwy prowadzili 24:6, a ostatecznie wygrali mecz 52:13. Najlepszym graczem na boisku był kolejny młody, obrońca Freddie Steward, a wyróżnili się m.in. Guy Porter i Marcus Smith, z których każdy zdobył po dwa przyłożenia. Współpraca Stewarda ze Smithem robiła szczególne wrażenie – wzajemnie asystowali sobie w swoich przyłożeniach.

Pewne zwycięstwo odniosła też Irlandia, która mierzyła się z Fidżi. Kapitanem gospodarzy został pierwszy raz w karierze Tadhg Furlong – w ich składzie było sporo zmian, m.in. wyeliminowani zostali Jonathan Sexton i Conor Murray, pojawił się za to trzech debiutantów. Arbitrem spotkania, pierwszy raz od kontrowersyjnego występu w meczu Australii z Nową Zelandią, był Mathieu Raynal. I on miał sporo pracy w tym spotkaniu, a pożywkę do tego dawał mu brak dyscypliny po stronie ekipy Fidżi. Goście zaczęli od prowadzenia 7:0, ale pierwszą połowę przegrali 10:21 – dwa przyłożenia stracili grając w osłabieniu po żółtej kartce. Drugą połowę zaczęli znacznie gorzej: najpierw czerwona kartka Alberta Tuisue (jego brzydki atak oznaczał koniec meczu dla zastępcy Sextona, Joey’a Carbery’ego), potem żółta dla jednego z jego kolegów. Co prawda wyspiarze grę w trzynastkę okupili tylko jednym straconym przyłożeniem, a w czternastkę zdołali nawet zdobyć własne, ale poważniej zagrozić Irlandii już nie mogli – to Europejczycy wygrali 35:17, i to mimo popełnianych błędów (szans na przyłożenia mieli znacznie więcej niż wykorzystali, ale zawodzili m.in. w maulach autowych).

Nadspodziewanie dużo emocji mieliśmy w starciu Szkocji z Nową Zelandią. Nowozelandczycy wprowadzili sporo zmian w składzie, m.in. znajdując miejsce dla debiutanta – Marka Telei. Szkoci, skoro już Gregor Townsend awaryjnie powołał Finna Russella do kadry, zobaczyli go od razu w podstawowej piętnastce i ten zagrał znakomite spotkanie. Początek meczu nie zapowiadał emocji: po 10 minutach All Blacks mieli na koncie dwa przyłożenia (w tym jedno w wykonaniu debiutującego Telei) i prowadzili 14:0. Wtedy jednak Anton Lienert-Brown w sposób nielegalny powstrzymał Stuarta Hogga i sędzia podyktował karne przyłożenie, a Nowozelandczyka odesłał na ławkę kar. I parę minut później Szkoci doprowadzili do remisu 14:14 po przechwycie Darcy’ego Grahama. Co więcej, kolejne karne w wykonaniu Russella dały im po kwadransie drugiej połowy dziewięciopunktową przewagę. Tej jednak było ostatecznie za mało – w końcówce to Szkoci zostali na 10 minut w osłabieniu, a Nowozelandczycy bezlitośnie to wykorzystali (m.in. dwa przyłożenia, a jedno z nich znów w wykonaniu Telei) i ostatecznie wygrali 31:23.

Poza tym:

  • Gruzja przegrała z Samoa 19:20 (Gruzja mogła wygrać ten mecz, dwa przyłożenia w drugiej połowie wyprowadziły ją na pięć minut przed końcem na prowadzenie 19:13 – jednak ostatnie słowo należało do ekipy z Pacyfiku);
  • Tonga wygrała w Bukareszcie z Chile 39:10 (wyrównany początek, po 30 minutach 3:3 i szanse obu stron, ale potem, zwłaszcza w drugiej połowie, dominacja wyspiarzy – wyraźnie przeważali fizycznie nad rywalami, na dodatek w drugiej połowie Chile popełniło zbyt wiele błędów w obronie);
  • Hiszpania pokonała Namibię 34:15 (w ekipie Hiszpanii interesujące nazwiska z czołowych klubów Top 14 – Joel Merkler z Tuluzy i Martín Alonso z La Rochelle, nadal ponad 1/3 graczy urodzona poza Hiszpanią; w wyjściowej piętnastce Namibii miejsce znalazł Pieter Steenkamp, nie było natomiast awizowanego Richarda Hardwicka z Rebels, byłego reprezentanta Australii);
  • Holandia w swoim jedynym jesiennym teście uległa Kanadzie 25:37 (do przerwy remis 13:13, po przerwie trzy kolejne przyłożenia ekipy z Ameryki Północnej – Holendrzy odpowiedzieli dopiero w ostatnich kilku minutach meczu dwoma przyłożeniami, ale ich strata wtedy była zbyt duża; czyżby jakaś oznaka początku przezwyciężania przez Kanadyjczyków kryzysu?);
  • Rumunia przegrał z Urugwajem 16:21 (gospodarze prowadzili niemal cały mecz – przeważali zwłaszcza w pierwszej połowie, na 10 minut przed końcem było jeszcze 13:9, wtedy Urugwajczyków wyprowadził na prowadzenie przyłożeniem Baltazar Amaya; Rumuni co prawda odzyskali przewagę dzięki karnemu, ale w ostatniej akcji meczu znów zapunktował Amaya).

Prawdziwym festiwalem rugby był rozegrany na stadionie Tottenhamu mecz Barbarians z All Blacks XV. W zaproszonym przez Scotta Robertsona i Ronana O’Garę składzie Baabaas dominowali Francuzi, Nowozelandczycy i Anglicy – znakomite nazwiska, zestawienie gwiazd z Zachem Mercerem i Joe’m Marlerem na czele. Przed meczem z obu stron mieliśmy hakę: https://twitter.com/i/status/1591794153469394945. Po gwizdku ibie ekipy wymieniały się ciosami, a każda z nich zdobyła aż pięć przyłożeń. Pięknych akcji nie brakowało, a najbardziej efektowna była chyba ta: https://youtu.be/ZavAcpuk-Nw?t=394. O zwycięstwie Barbarians zadecydowała stuprocentowa skuteczności Antoine’ Hastoy’a i Ihai Westa z podwyższeń – wygrali 35:31.

Kwalifikacje do Pucharu Świata

Po drugiej rundzie turnieju w Dubaju już tylko dwie drużyny pozostały w walce o ostatnie miejsce na Pucharze Świata we Francji. O kwalifikacji przesądzi ich bezpośrednie spotkanie w najbliższy weekend (a nie, jak zapowiadałem poprzednio, już w ten).

W sobotę miały miejsce dwa pogromy. Amerykanie pokonali Hongkong 49:7, aplikując azjatyckiej drużynie siedem przyłożeń i pozwalając na odpowiedź tylko raz, pod koniec meczu. Jeszcze pewniejsze zwycięstwo odniosła Portugalia, która pokonała Kenię aż 85:0. Zdobyła 13 przyłożeń, z czego osiem w drugiej połowie, którą grała z przewagą jednego zawodnika po czerwonej kartce dla jednego z graczy afrykańskiej drużyny (a przez ostatnich parę minut nawet z przewagę dwóch graczy, z kolei po żółtej kartce). Pierwsze przyłożenie Europejczycy zdobyli już po niespełna minucie – jego zdobywca, Mike Tadjer, zanotował w tym meczu hat-tricka. Warto zwrócić uwagę, że Portugalczycy dali odpocząć kilku spośród swoich najlepszych graczy.

Premiership

W Premiership odrodzenie przeżywa drużyna Bath, która po fatalnym poprzednim sezonie oraz jeszcze gorszym początku obecnego (seria samych porażek), teraz wygrała trzeci mecz z rzędu. I to z nie byle kim, bo z obrońcami tytułu – Leicester Tigers. Mistrzowie mieli na boisku przewagę i w pierwszej połowie udokumentowali ją prowadzeniem 15:8 po dwóch przyłożeniach. W drugiej połowie Orlando Bailey dwukrotnie redukował dystans Bath do czterech oczek. Kilka minut przed końcem gospodarze mieli świetną okazję do przyłożenia, ale w stuprocentowej wydawałoby się sytuacji podali tuż przed linią bramkową prosto w ręce rywala. Gdy w 79. minucie stracili piłkę wydawało się, że jest po meczu. A jednak zmusili w młynie Tigers do błędu, fantastycznym kopem przenieśli grę na 6 m, a potem skrzydłowy Will Butt w akrobatyczny sposób przyłożył piłkę w samym narożniku pola punktowego (o, tak: https://twitter.com/SaffasRugby/status/1591184563455545344/photo/1) i to Bath wygrało mecz 19:18.

Nikt natomiast nie znajduje sposobu na Saracens – ekipa z Londynu odniosła swoje dziewiąte z rzędu zwycięstwo, choć długo zanosiło się na to, że jej pogromcami będą Northampton Saints. To oni po kwadransie prowadzili 14:3, a na 20 minut przed końcem – 39:17 (spośród pięciu przyłożeń tej ekipy aż trzy zdobył środkowy Fraser Dingwall). 22 punkty przewagi okazały się zbyt małym zapasem: w drugiej połowie dwaj zawodnicy Saints zobaczyli żółte kartki i każdy okres osłabienia goście okupili stratą przyłożeń. Na 10 minut przed końcem mieli jeszcze osiem punktów przewagi, ale wtedy na ławkę kar powędrował Tom James (praktycznie natychmiast po tym, jak pojawił się na boisku), a dla Saracens przyłożyli wówczas Ben Earl i Elliot Daly. Niezwykle dramatyczny mecz, zwycięstwo londyńczyków mimo sytuacji, która wydawałaby się beznadziejna (i kilku kontuzji w trakcie, w tym Maxa Malinsa), a w sumie 11 przyłożeń.

Poza tym w dziesiątej kolejce Premierhsip:

  • Gloucester nieoczekiwanie przegrał z czerwoną latarnią ligowej tabeli, Newcastle Falcons 21:27 (Falcons zaszokowali gospodarzy świetnym początkiem – po 30 minutach prowadzili 24:0, m.in. dzięki świetnemu przyłożeniu Adama Radwana po indywidualnej akcji przez niemal pół boiska: https://twitter.com/i/status/1591477976339726337; w drugiej połowie goście seryjnie zarabiali żółte kartki, przez kilkanaście minut grali w trzynastkę, ale zwycięstwo dowieźli do końca; dla ekipy z Newcastle to pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie);
  • Exeter Chiefs wygrali z London Irish 22:17 (tu także późniejsi zwycięzcy zdominowali pierwszą połowę, po której prowadzili 19:3).

W tabeli bez wielkich zmian. Przewaga Saracens coraz wyraźniejsza: drudzy Sale Sharks pauzowali i tracą do liderów już 15 punktów. Na trzecie miejsce awansowali Saints – co prawda przegrali, ale zdobyli dwa punkty bonusowe. Na dole tabeli do stawki w centrum tabeli zbliżyło się Bath, a z ostatniego miejsca wyrwali się Newcastle Falcons.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Saracens943
2. Sale Sharks828
3. ↑Northampton Saints924
4. ↓Harlequins722
5. Gloucester721
6. Exeter Chiefs820
7. Leicester Tigers717
8. Bath817
9. ↑↑Newcastle Falcons713
10. ↓Bristol Bears713
11. ↓London Irish710

Władze ligi ogłosiły harmonogram na rundę wiosenną – zmieniony w stosunku do rundy jesiennej, bo z uwagi na wykluczenie dwóch drużyn (co powoduje jesienią konieczność pauz dla aż trzech ekip co tydzień), zmniejszyła się liczba kolejek. W „zwolnione” weekendy zaplanowano rozgrywki pucharu ligi.

A pauzujący właśnie w ten weekend Bristol Bears rozegrali towarzyski mecz z walijskim rywalem zza Kanału Bristolskiego: Bears pokonali Cardiff 31:12.

Z kraju

Tydzień temu wreszcie rozpoczęły się w kraju rozgrywki juniorów, w ten weekend do boju ruszyli kadeci. Tu nieco więcej drużyn (w centralnej lidze rozgrywki zaczęło sześć klubów, czyli tyle co rok temu, a w pierwszej lidze, dziesiątkowej – siedem). W centralnej lidze w ten pierwszy weekend kadeci Juvenii Kraków zrewanżowali się Budowlanym Łódź, za porażkę sprzed tygodnia w kategorii juniorów: wygrali 26:7 (i to mimo czerwonej karki na samym początku drugiej połowy; hat-trickiem przyłożeń popisał się Timur Rocki). Krakowianie wygrali też drugie swoje spotkanie, z Lechią Gdańsk. Falstart zanotowali gospodarze turnieju, Orkan Sochaczew: zgłosili do pierwszego meczu z Ogniwem Sopot 17 graczy, ale tylko 13 dopuszczonych do gry (choć na swoim profilu facebookowym chwalą się rozegraniem spotkania, zwycięstwem nad Ogniwem 67:12 i pierwszym miejscem w tabeli). Falstart zanotowało Ogniwo Sopot: zgłosiło do pierwszego meczu z gospodarzami za mało zawodników dopuszczonych do gry (mecz rozegrano, ale Ogniwo było uzupełnione zawodnikami z Sochaczewa: Orkan wygrał go wysoko). [kom.: w pierwotnym tekście pomyłka „Szponów”, sochaczewian przepraszam]. Drugiego dnia Orkan pokonali wysoko Budowlanych Łódź 47:0 (m.in. 19 punktów, w tym trzy przyłożenia Franciszka Szymańskiego). W I lidze rozegrano turnieje w Łodzi i Warszawie. W łódzkim bezkonkurencyjna była Arka Gdynia, która straciła w trzech meczach tylko jedno przyłożenie. W warszawskim wygrali gospodarze, stołeczny AZS AWF.

Ze świata

W ramach rozgrywek Rugby Europe International Championships rozegrano w ostatni weekend trzy spotkania. Na drugim poziomie, Trophy, Szwajcaria rozgromiła Litwę 45:6. Tu przed jesienią wszystkie drużyny są już na półmetku (mają rozegrane po dwa spotkania z zaplanowanych czterech) – zdecydowanym liderem jest jedyna drużyna z kompletem zwycięstw, Szwajcaria.

Dwa mecze rozegrano na poziomie Conference 1: w grupie północnej Czechy pewnie wygrały z Mołdawią 39:13, w ostatniej akcji meczu zdobywając przyłożenie dające im punkt bonusowy. W tej rywalizacji rozegrano dotąd tylko dwa spotkania i oba wygrały Czechy. W grupie południowej zacięty mecz stoczyli lokalni rywale: Cypr i Izrael. Jednym punktem wygrali Izraelczycy, 22:21, odnosząc swoje pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Tuż przed końcem Cypryjczycy (którzy przegrywali większość meczu) prowadzili 4 punktami, ale w ostatniej akcji najpierw stracili zawodnika z czerwoną kartką, a potem przyłożenie. Tu również jesteśmy na półmetku rywalizacji, a na prowadzeniu z dwoma zwycięstwami jest nieoczekiwanie Bułgaria.

W ostatnim meczu męskich mistrzostw Oceanii Wyspy Salomona wygrały z Vanuatu 27:15. Obie ekipy wcześniej przegrały z Papuą-Nową Gwineą, gospodarzem imprezy. W efekcie Wyspy Salomona zajęły drugie miejsce, a Vanuatu trzecie.

Rozegrano też ostatnie spotkania kwalifikacji do kobiecego Pucharu Afryki, w turnieju rozgrywanym w Kamerunie. W środę Wybrzeże Kości Słoniowej pokonało Burkina Faso 50:10. W decydującym meczu zmierzyli się zwycięzcy pierwszych spotkań i Kamerun wygrał z Wybrzeżem Kości Słoniowej 52:0. W finałowym turnieju w przyszłym roku obok Kamerunu zagrają Południowa Afryka, Madagaskar i Kenia, które awans wywalczyły już wcześniej.

W Południowej Afryce kobiecy mecz Brazylii z Kolumbią – dotąd te ekipy grały ze sobą dwa razy, w Kolumbii, i dwa razy wygrały gospodynie. Tym razem spotkanie rozegrano w Brazylii, ale znów wygrały Kolumbijki – 25:17.

W koreańskim Inczonie rozegrano drugą tegoroczną rundę Asia Rugby Sevens Series. W męskiej rywalizacji niemiłą niespodziankę sprawili swoim kibicom Japończycy, którzy przegrali w grupie z Filipinami i Koreą i nie awansowali do półfinału (skończyli turniej na przedostatnim, siódmym miejscu). Turniej znowu wygrała ekipa Hongkongu, która w finale pokonała Koreę 19:12. Trzecie miejsce po zwycięstwie nad Sri Lanką zajęły nieoczekiwanie Filipiny. W rywalizacji kobiet znów finał był wewnętrzną sprawą Japonii i Chin: Japonki wygrały 19:14 dzięki przyłożeniu w ostatniej akcji meczu i zrewanżowały się Chinkom za porażkę sprzed paru tygodni z Tajlandii. Trzecie miejsce znów dla Tajek, które pokonały w meczu o brąz Kazaszki. Ostatni, trzeci turniej jest planowany za dwa tygodnie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Rozegrano finał mistrzostw Urugwaju: Trèbol Paysandú (które pokonało w półfinale obrońców tytułu Old Boys aż 34:0) wygrał z Montevideo Cricket 18:16 (zwycięzcy obrócili wynik na swoją korzyść tuż przed finałowym gwizdkiem). Klub z niewielkiego miasteczka nad rzeką Urugwaj sięgnął po mistrzostwo kraju dopiero drugi raz w swojej historii (pierwszy raz uczynił to cztery lata temu) – jest bodaj jedynym klubem spoza aglomeracji Montevideo, który to osiągnął w ponad 70-letniej historii rozgrywek.

Tydzień temu zakończyły się mistrzostwa Argentyny: w finale Hindú wygrało z San Isidro 30:25, sięgając po swój pierwszy tytuł od 2017 (a jedenasty w historii). Obrońcy tytułu, CUBA (kolejna drużyna z Buenos Aires, tym razem uniwersytecka – wszyscy półfinaliści pochodzili z tej metropolii), przegrali z Hindú w półfinale (14:29), a San Isidro zostało wicemistrzem drugi rok z rzędu.

Ciąg dalszy wielkiej afery we Francji: po zwolnieniu Claude’a Atchera z kierowania organizacją przygotowującą przyszłoroczny Puchar Świata, teraz przeprowadzono w siedzibie biura organizacyjnego przeszukania związane z podejrzeniami o m.in. korupcję.

W Top 14 kłopoty ma irlandzki trener La Rochelle – Ronan O’Gara. Był już w tym sezonie zawieszony na sześć tygodni za brak szacunku dla sędziów. Teraz podobno wysłał bardzo krytyczne wiadomości pod adresem dwóch arbitrów i w efekcie czeka go kolejne postępowanie przed francuskim organem dyscyplinarnym. Biorąc pod uwagę swoją historię zawieszeń, będzie mu trudno ratować skórę. Swoją drogą, O’Gara ma ochotę przejąć reprezentację Anglii po Eddiem Jonesie za rok.

Ciekawostka pokazująca podejście angielskiej federacji do zawodników z zagranicy: z Northampton Saints musiał zostać zwolniony Josh Weru, który właśnie zadebiutował (z przyłożeniem) w reprezentacji Kenii. Zgodnie z zasadami RFU, aby gracz z kraju trzeciego światowego poziomu mógł grać zawodowo w Anglii, musi mieć na koncie minimum 10 występów międzynarodowych, z czego 3 w ostatnich 2 latach. Dopóki Weru nie wybrał reprezentowania Kenii, nie było problemu. Gdy to zrobił – aby wrócić do zawodowego rugby w Anglii musi zagrać jeszcze dla Kenii 9 spotkań.

World Rugby się powiększa. Pełnoprawnym członkiem organizacji stało się wyspiarskie państewko z Karaibów, St. Lucia, natomiast członkami stowarzyszonymi – Egipt, Syria i Demokratyczna Republika Konga (dawny Zair). Z kolei afrykańska federacja zakończyła zawieszenie federacji rugby z Nigerii, a azjatycka dopuściła do siódemkowych rozgrywek także zawieszoną wcześniej Sri Lankę.

Do poczytania: tekst Paula Cully’ego na łamach nowozelandzkiego portalu Stuff o tym, że kobiece rugby fajniej ogląda się niż męskie: Black Ferns v England: Why women’s rugby looks better than the men’s game. Mniej przerw w grze, szybciej rozgrywane stałe fragmenty…

Z wieści transferowych:

  • ze Stormers do Ulsteru po Pucharze Świata we Francji przejdzie reprezentant Południowej Afryki, filar Steven Kitshoff,
  • odejście z Harlequins zapowiedział jeden z kluczowych graczy tej drużyny, Joe Marchant.

Zmarł Ian Campbell, legenda chilijskiego rugby, przed 10 laty wprowadzony do World Rugby Hall of Fame. Miał 94 lata.

W Pucharze Świata w Rugby League dotarliśmy do etapu ostatecznych rozstrzygnięć. W męskim turnieju rozegrano półfinały i oba były zaciętymi spotkaniami: niemalże etatowi zwycięzcy tej imprezy (wygrali 11 razy, a turniejów było dotąd 15), Australijczycy, pokonali 16:14 Nową Zelandię. Ich przeciwnikami będą Samoańczycy, którzy pierwszy raz w swojej historii awansowali w ogóle do czołowej czwórki imprezy – w półfinale pokonali po dogrywce gospodarzy imprezy, Anglików, 27:26. W finale czeka nas starcie Australijczyków w barwach Australii z Australijczykami (z wyspiarskimi korzeniami) w barwach Samoa.

W kobiecym turnieju poznaliśmy skład półfinałów, choć samych półfinalistów znaliśmy wcześniej – po dwóch kolejkach fazy grupowej cztery drużyny miały na koncie po dwa zwycięstwa, a kolejne cztery po dwie porażki, w efekcie czego bezpośrednie starcia dotychczasowych zwycięzców zdecydowały o rozstawieniu w play-off. Tu Anglia pokonała wysoko Papuę-Nową Gwineę 42:4, a Australijki po zaciętym meczu wygrały z Nowozelandkami 10:8. Skład półfinałów kobiet: Australia – Papua-Nowa Gwinea oraz Anglia – Nowa Zelandia.

I na koniec wieści ze świata: tak kopią 40-letni młynarze (w Walii): https://twitter.com/i/status/1589582076298551296.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Anglia:

  • Ethan Sikorski (North Walsham, National League 2 East): cały mecz przeciwko liderowi ligi, Blackheath, przegrany 3:50. North Walsham wciąż przedostanie;
  • Eryk Łuczka (Hornets): niemal cały mecz (do 61. minuty i ponownie od 73. minuty) przeciwko Newport, wygrany 33:19. To drugie zwycięstwo Hornets w lidze – dało im awans na 11. miejsce.

Francja:

  • Andrzej Charlat (Nevers, Pro D2): cały mecz przeciwko Vannes, przegrany 12:18. USON spadło na jedenaste miejsce w lidze;
  • Aleksander Nowicki (Hyères-Carqueiranne-La Crau, Nationale 1): spędził na ławce rezerwowych mecz wszedł na boisko w drugiej połowie w meczu z Blagnac przegranym 3:15. RCHCC zajmuje jedenastą pozycję w stawce;
  • Jędrzej Nowicki (Pontarlier, Fédérale 2 – grupa 1): od pierwszego gwizdka do 55. minuty w meczu z Grand Dole, przegranym 15:38. CAP jest w lidze szóste.

Szwajcaria:

  • Kacper Ławski (Yverdon, LNA): w pierwszym składzie drużyny w meczu z LUC wygranym aż 66:3. Yverdon wciąż jest wiceliderem ligi.

Zapowiedzi

Za tydzień w rugbowym świecie między innymi:

  • trzeci weekend jesiennego okienka testowego (dla większości ekip ostatni), a w nim zagrają Anglia z Nową Zelandią, Irlandia z Australią, Włochy z Południową Afryką, Francja z Japonią, Szkocja z Argentyną, Walia z Gruzją, Rumunia z Samoa, Tonga z Urugwajem (w Bukareszcie), Kanada z Namibią (w Amsterdamie), francuscy Barbarians z Fidżi, a na dodatek mamy spotkanie Chile z Leinsterem,
  • ostatnie mecze o awans do przyszłorocznego Pucharu Świata – w trzeciej rundzie turnieju m.in.decydujące spotkanie pomiędzy Portugalią i Stanami Zjednoczonymi,
  • w Kolkacie (pewnie lepiej znanej jako Kalkuta) ma zacząć się turniej grupy południowej dywizji 3 (czwarty poziom) mistrzostw Azji;
  • we Francji finałowy turniej Supersevens czyli mistrzostw kraju w rugby 7,
  • w Brisbane turniej Oceania Rugby Sevens Challenge (stawką kwalifikacja do challengera do WRSS),
  • w ramach kobiecego Rugby Europe Trophy Czechy zagrają z Belgią,
  • w Pucharze Świata w Rugby League finały turnieju mężczyzn, kobiet i na wózkach.

W kraju ostatnie mecze jesieni: pozostałe pojedynki dziewiątej kolejki Ekstraligi (Master Pharm Rugby Łódź – Lechia Gdańsk, Arka Gdynia – Up Fitness Skra Warszawa oraz Juvenia Kraków – Ogniwo Sopot), zaległy mecz pierwszoligowy oraz piąty turniej Polskiej Ligi Rugby 7.

3 komentarze do “Szóste mistrzostwo świata Black Ferns”

  1. Dzięki za dobrą lekturę.
    Jedna uwaga i jeden komentarz:
    1) Kartka dla Angielki w finale – nie używałbym określenia „atak głową”, bo to było wg mnie przypadkowe zderzenie, wynikające ze złej techniki a nie uderzenie rywalki.
    2) Po meczu RPA vs Francja mam smutną refleksje odnośnie tego, jak gospodarze (pewnie nie tylko Francuzi tak robią, ale tutaj to było bardzo mocno widoczne) mogą wpływać na wynik meczu. Pokazują na telebimach tylko te akcje, gdy chcą coś wymusić na sędzim zmianę decyzji lub dać dodatkową presję (akcja Macalou, po której był karny dla RPA i te haniebne gwizdy – wg mnie od tego momentu coś się u Barnes’a zacięło) a tych niekorzystnych nie powtarzając nawet w TV, mimo przerw. Można też nagle pozbawić sędziego komunikacji z TMO (tutaj nie chcę teorii spiskowej, ale mogę sobie wyobrazić taką akcję). To może być mega atut dla gospodarzy przed finałami RWC i może coś dla World Rugby do przyjrzenia się.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • 1) Zgoda, że przypadkowe i zła technika. Efekt jednak paskudny. Swoją drogą, żal mi tej dziewczyny. 2) Chciałbym móc obejrzeć ten mecz na spokojnie, nie było mi to dane, ale pewnie zgoda. Ciekaw jestem jak działa sędzia TMO – czy ma podgląd z wszystkich kamer i sam wybiera, czy mu to ograniczają?

      Odpowiedz
      • Ad. 1) To popraw proszę:)
        Ad. 2) Tego nie wiem, zakładam że mu udostępnia nadawca – ciekaw jestem czy jest jakaś procedura jeśli np. nie pokażą ujęcia z kamery, która miała optymalny kąt?
        Natomiast dodatkową kwestią jest to, co puszczają na telebimie w trakcie meczu, to obecnie powoduje sporo zamieszania. Kiedyś na ME U-18 we Francji, gdzie finał był transmitowany, ale sędzia główny nie miał TMO doszło do tego, że arbiter mógł się kontaktować z asystentem (bo nie ma procedury samodzielnego oglądania na telebimie), a w tym czasie kibice na stadionie widzieli powtórki na dużym ekranie i w jednej sytuacji punktowej się pomylił, więc buczenie było.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz