Gruzja wstrząsnęła posadami 6 Nations?

Najważniejsze rugbowe wieści tygodnia ze świata to zwycięstwo Gruzji nad Walią oraz awans Portugalii na Puchar Świata kosztem Stanów Zjednoczonych. Z kraju – nominacja Małgorzaty Kołdej w plebiscycie na najlepszego sportowca Polski w 2022. Poza tym na naszych boiskach widzieliśmy ostatnie rugby przed zimą, a na świecie sporo rugby międzynarodowego, rozdano World Rugby Awards, a także rozegrano finały Pucharu Świata w Rugby League.

Ekstraliga

W ostatni weekend rugbowej jesieni w naszym kraju miały się odbyć trzy pojedynki dziewiątej kolejki Ekstraligi. Odbyły się dwa, bo spotkanie Juvenii Kraków z Ogniwem Sopot odwołano i za porozumieniem obu klubów przełożono na wiosnę. Również wiosną na boisko wybiegną Edach Budowlanych Lublin i Posnania – ten mecz miał się odbyć tydzień temu, ale goście nie dojechali do Lublina z powodu awarii autokaru. Komisja Gier i Dyscypliny uznała, że przyczyny ich usprawiedliwiały i nie nałożyła żadnych kar, a nakazała spotkanie rozegrać w innym terminie.

Z dwóch rozegranych spotkań więcej emocji budziło to na stadionie ŁKS. Master Pharm Rugby Łódź podejmowało tam Lechię Gdańsk i obie ekipy potrzebowały tu zwycięstwa – szczególnie goście, którzy stracili wcześniej już trochę dystansu punktowego do czołowej piątki w ligowej tabeli. Początek meczu należał do gospodarzy. Co prawda świetny 20-metrowy maul nie skończył się przyłożeniem, ale po 20 minutach gry nacisk na gości przyniósł efekt – świetnie zachował się przy aucie na 5 m Oleksandr Szewczenko. Kolejne przyłożenia padły dopiero pod koniec pierwszej połowy: znów Szewczenko przyłożył po aucie, a w ostatniej akcji tej części spotkania wreszcie odpowiedzieli fajną akcją gdańszczanie i do przerwy było 12:7. Drugą połowę od pudła z karnego (już drugiego w tym meczu) zaczął Paweł Boczulak, natomiast 10 minut później punkty zaczęły sypać się gęsto. Zaczął od podniesienia prowadzenia gospodarzy Elguja Kikwadze (znakomita indywidualna akcja, a może fatalna obrona gości – aż pięciu nieskutecznie próbowało powstrzymać łącznika młyna z Łodzi), Lechia karnym zmniejszyła stratę (kopanie przejął od Boczulaka Sachin Toring), potem zrobiło się 24:10 po 17. w tym sezonie przyłożeniu Witalija Kramarenki, który przełamał szarże trzech rywali, aż wreszcie Lechia odpowiedziała przyłożeniem Colina Nyaody (a miała dłuższy okres naporu i więcej szans). Pod koniec meczu łodzianie znów zwiększyli dystans po trzecim w tym spotkaniu przyłożeniu Szewczenki. Lechiści walczyli do końca, docisnęli gospodarzy do ich pola punktowego – ale przyłożenie zdobyli dopiero w ostatniej akcji meczu i to Master Pharm Rugby Łódź wygrało mecz 29:24.

W Gdyni z miejscową publicznością żegnał się duet trenerski Dariusz Komisarczuk – Paweł Dąbrowski. Arka grała z jednym z kandydatów do złotego medalu, Up Fitness Skrą Warszawa i skończyła rundę jesienną kolejną porażką. Warszawiacy już po czterech minutach gry wyszli na prowadzenie po pierwszym przyłożeniu i nie oddali go do końca meczu. Skończyło się na dziewięciu przyłożeniach i przegranej gospodarzy 12:57, a o 22 punkty powiększył swój indywidualny dorobek po tym spotkaniu Paul Walters. Gdynianie mieli dobre momenty gry w drugiej połowie, zdobyli w niej dwa przyłożenia, ale to były tylko punkty pocieszenia.

Na koniec jesieni w czołowej piątce w tabeli bardzo ciasno. Prowadzi Ogniwo mimo jednego meczu mniej rozegranego od większości rywali, a kolejne drużyny dzielą dystanse jednopunktowe. Bardziej odstaje już szósta Lechia Gdańsk, której porażka w Warszawie na pewno nie ułatwiła walki o medale.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Ogniwo Sopot834
2. ↑↑Master Pharm Rugby Łódź933
3. ↑↑Up Fitness Skra Warszawa932
4. ↓↓Edach Budowlani Lublin831
5. ↓↓Orkan Sochaczew930
6. Lechia Gdańsk922
7. Juvenia Kraków812
8. Arka Gdynia910
9. Posnania85
10. Pogoń Awenta Siedlce95

W pierwszej lidze rozegrano ostatni mecz jesieni, zaległe spotkanie Legii Warszawa z Budowlanymi Commercecon Łódź. Do przerwy jedyne przyłożenie zdobył Sebastian Stolarz dla łodzian, którzy prowadzili 8:3. Później długo czekaliśmy na punkty – dopiero na kwadrans przed końcem dwa szybkie ciosy wyprowadzili goście i zwiększyli prowadzenie do 22:3. I choć w końcówce po czerwonej kartce dla Stolarza zostali na boisku w czternastkę, wynik się już nie zmienił. Budowlani dzięki zwycięstwu awansowali na drugie miejsce w tabeli ligowej. Na prowadzeniu ze sporą przewagą niepokonana Sparta Jarocin, natomiast kolejne trzy drużyny dzieli zaledwie jeden punkt.

Mecze towarzyskie

Za nami trzeci weekend jesiennego okienka testowego (dla większości ekip ostatni, choć za tydzień zaplanowano jeszcze dwa ciekawe spotkania).

Najwięcej uwagi przyciągało szlagierowe spotkanie na Twickenham, gdzie Anglia mierzyła się z Nową Zelandią. Po obu stronach setne występy w narodowych barwach: wśród Anglików Owen Farrell, a w składzie All Blacks – Brodie Retallick. Obok setkowiczów na boisku znalazło się jednak miejsce dla paru młodych, w tym dla występującego drugi raz w czarnej koszulce (i to tydzień po tygodniu) Marka Telei. Ten jednak nie powtórzył swoich osiągnięć z meczu ze Szkocją, a jego drużyna tym razem nie wygrała, choć bardzo długo na to się zanosiło. Już w jednej z pierwszych akcji Dalton Papalii przechwycił piłkę w połowie boiska (błąd tak chwalonego po poprzednich meczach Jacka van Poortvlieta) i Nowa Zelandia miała na koncie pierwsze przyłożenie, a po dziesięciu minutach goście z antypodów prowadzili już 14:0. Potem punktowanie się zatrzymało, ale Nowozelandczycy mieli szansę (nakryty kop kiepskiego w sobotę van Poortvlieta dał gościom przyłożenie, które jednak nie ostało się próbie TMO), a Anglicy nie mogli zmniejszyć strat – do przerwy było 17:3 dla gości. Również i po przerwie Nowozelandczycy kontrolowali spotkanie, a swoje prowadzenie nawet podnieśli: po 10 minutach gry i fantastycznym sprincie Rieko Ioane zrobiło się 22:6. Wynik ten trwał długo, a szanse Anglików na zmianę rezultatu zmalały do minimum w 70. minucie, gdy Beauden Barrett dorzucił do dorobku All Blacks trzy punkty z drop goala. Jednak w ostatnich 10 minutach obraz meczu diametralnie się zmienił. Już minutę później Anglicy mieli na koncie pierwsze przyłożenie w meczu po znakomitym przełamaniu Marcusa Smitha i kontrowersyjnym (długo ocenianym na TMO) dotknięciu piłką linii bramkowej w wykonaniu Willa Stuarta – a Barrett przy okazji zobaczył żółtą kartkę. Grając z przewagą Anglicy zdobyli dwa przyłożenia: najpierw Freddie Steward, który skończył akcję, którą sam wcześniej mocno pociągnął, a potem ponownie Stuart, na niespełna minutę przed końcową syreną. Dzięki niesamowitej końcówce Anglicy uratowali remis 25:25, a mieli piłkę w rękach i trochę szkoda, że Smith wykopał ją za boisko, a nie zagrali o pełną pulę. Trener All Blacks, Ian Foster, po meczu stwierdził, że przydałyby się dwie osobne konferencje prasowe – dla pierwszych 70 i ostatnich 10 minut. Bo faktycznie, to były dwa zupełnie inne mecze – przez większość meczu Anglicy byli bezradni wobec świetnej obrony Nowej Zelandii i jej zabójczych kontrataków. Poważną kontuzję odniósł w tym meczu TJ Perenara, a sporo pochwał zebrał debiutujący zmiennik w składzie Anglii David Ribbans.

Mecz Anglii z Nową Zelandią był starciem potęg o dramatycznym przebiegu, ale jeszcze ciekawsze rzeczy zdarzyły się w Cardiff, gdzie Walia grała z Gruzją. Walijczycy w mocno zmienionym składzie, w tym z debiutantem Joshem Macleodem (miał grać już w Pucharze Sześciu Narodów ze Szkocją, ale wtedy odniósł kontuzję na treningu przed meczem) – jednak i Gruzja z pewnymi eksperymentami personalnymi. Już po kopie otwarcia Gruzini stworzyli spore zagrożenie dla gospodarzy, a chwilę później prowadzili 3:0 po karnym. Jednak potem to Walijczycy mieli przewagę, a udokumentowali ją dwoma przyłożeniami Jaca Morgana w ciągu paru minut i wyszli na prowadzenie 12:3. Okazało się, że to były ich jedyne punkty w tym meczu (choć jeszcze w tej połowie cieszyli się z kolejnego przyłożenia, anulowanego jednak przez sędziego). Na pół godziny przed końcem meczu żółtą kartkę zobaczył Alex Cuthbert i od tego momentu to Gruzini zaczęli dominować na boisku. Wykorzystali grę w przewadze i zdobyli przyłożenie, dzięki któremu Walia prowadziła już tylko 12:10. Choć przez ostatnie 20 minut gra toczyła się w pełnych składach po obu stronach, dalej Gruzini przeważali, a ich młyn coraz wyraźniej demolował walijski. Obie strony miały swoje szanse (trzecie przyłożenie Luca Morgana zostało anulowane po TMO). Po jednym z młynów, tuż przed końcem meczu, rezerwowy Luka Maktava, który moment wcześniej pojawił się na boisku, wykorzystał kop na słupy karnego i Gruzja wyszła na jednopunktowe prowadzenie, 13:12. Walijczycy mieli jeszcze piłkę w ręku, ale znowu dali się rywalom całkowicie zdominować w młynie z własnym wrzutem piłki. To pierwsze wyjazdowe zwycięstwo Gruzji nad drużyną z Pucharu Sześciu Narodów, i druga wygrana nad ekipami z elity w tym roku (wcześniej pokonali Włochów w Batumi). Świetny rok, ale pewnie nie wstrząśnie sumieniami decydentów w 6 Nations – tam liczy się tylko kasa i czasami tradycja (choć ta niekiedy tylko jako listek figowy dla kasy). Z kolei Wayne Pivac zbiera baty za kolejne porażki (WalesOnline pyta nawet w nagłówku, czy to nie pora wezwać na ratunek Warrena Gatlanda). A za rok kolejny mecz Gruzja – Walia, tym razem jednak z o wiele wyższą stawką.

Ciekawie zapowiadał się mecz Irlandii z Australią. Gospodarze mieli zagrać z dwoma graczami nominowanymi do nagrody najlepszego zawodnika roku: Joshem van der Flierem i Jonathanem Sextonem. Ten ostatni jednak wypadł ze składu w ostatniej chwili i zastąpił go awaryjnie Jack Crowley (zagrał nawet w koszulce z nazwiskiem Sextona). Australia po porażce w meczu z Włochami przywróciła do składu wielu doświadczonych graczy – m.in. kapitana Jamesa Slippera. Graczom z antypodów zależało na pewno szczególnie na zwycięstwie, po dwóch minimalnych porażkach w grach z poprzednich weekendów. Nic z tego – znów przegrali, znów niewielkim stosunkiem punktów. Do przerwy Irlandczycy prowadzili zaledwie 3:0, po przerwie Australijczycy wyrównali. Przyłożenia padły dopiero w ostatnim kwadransie: Irlandia wyszła na prowadzenie 10:3, a Australia parę minut później wyrównała. O zwycięstwie Irlandii 13:10 zadecydował karny Rossa Byrne’a na kilka minut przed końcowym gwizdkiem. Styl tego zwycięstwa nie zachwycił, mecz był pełen błędów, krytykowana jest też zgoda na powrót na boisko Nica White’a po uderzeniu w głowę. Irlandczycy odnieśli w jednym roku zwycięstwa nad wszystkimi trzema wielkimi przeciwnikami z południa – wcześniej pokonali Nową Zelandię i Afrykę Południową. Mają jednak ból głowy, bo ich kadra bez Jonathana Sextona jest cieniem samej siebie z Sextonem na pozycji 10. A ten ma 38 lat i prześladują go kontuzje. Ps. W sobotę można było zobaczyć Tadhga Furlonga w takiej nietypowej dla filara roli: https://twitter.com/i/status/1594074534956539904.

Poza tym:

  • Włochy nie powtórzyły sukcesu sprzed tygodnia i przegrały z Południową Afryką 21:63 (mecz wbrew pozorom dość długo był wyrównany, jeszcze w 45. minucie gospodarze po karnym Tommaso Allana przegrywali tylko 16:18 – jednak chwilę później piękne przyłożenie zdobył Cheslin Kolbe i choć musiał wtedy zejść z boiska z kontuzją, jego koledzy zaaplikowali gospodarzom jeszcze aż sześć przyłożeń; znów pokazali się młodzi: Ange Capuozzo zdobył przyłożenie, Kurt-Lee Arendse dwa, a dobrą zmianę po zejściu Kolbego dał Manie Libbok);
  • Szkoci pokonali Argentynę 52:29 (kluczowym momentem była zapewne czerwona kartka dla Marcosa Kremera za brzydkie czyszczenie po szarży po zaledwie 20 minutach gry – w drugiej połowie po dwóch żółtych kartkach Argentyńczycy zostali na niemal 10 minut na boisku nawet w dwunastkę i chwilę potem zdobyli zaskakujące przyłożenie po kontrze; o zwycięstwie Szkotów zadecydowały trzy przyłożenia w ostatnim kwadransie, a hat-tricka przyłożeń w tym meczu zdobył Darcy Graham; sporo mówi się o dużej przepychance podczas meczu, która zawodników obu drużyn kosztowała po żółtej kartce, a ja jestem ciekaw, co myśli trener Szkotów Gregor Townsend o wyborze na najlepszego zawodnika meczu Finna Russella);
  • Francja pewnie pokonała Japonię 35:17 (13. zwycięstwo z rzędu, i to mimo braku zawieszonego na cztery tygodnie Antoine’a Duponta; Japończycy mieli parę niezłych momentów, ale to było zdecydowanie za mało; chwalony po meczu jest Mathieu Jalibert, który konkuruje z Romainem Ntamackiem o pozycję łącznika ataku w reprezentacji – m.in. to właśnie Jalibert świetnie zaczął tę piękną akcję: https://twitter.com/i/status/1594341028143992837);
  • Rumunia zagrała fatalny mecz z Samoa – przegrała 0:22 (wszystkie punkty tracąc w pierwszej połowie, świetne w wykonaniu gości było zwłaszcza pierwsze 20 minut; Rumuni zawiedli, m.in. seryjnie przegrywając własne auty pod polem punktowym przeciwników; nie tak pewnie wyobrażał sobie swój setny występ w narodowych barwach Mihai Macovei);
  • także w Bukareszcie inna wyspiarska ekipa, Tonga, pokonała 43:19 z Urugwajem (aż czterech byłych All Blacks w wyspiarskiej drużynie; Tongijczycy wygrali mimo trzech żółtych kartek, z kolei Urugwajczycy kończyli mecz w czternastkę po czerwonej kartce pod koniec spotkania);
  • Namibia wygrała z Kanadą w Amsterdamie 43:37 (Namibijczycy decydujące przyłożenie z podwyższeniem zdobyli w ostatniej akcji meczu; Pieter Steenkamp tym razem był rezerwowym i zdaje się nie pojawił się na boisku).

Z innych spotkań:

  • Bristol Bears, bez reprezentantów Anglii i ostatnie tygodnie nieustannie przegrywający w lidze, nieoczekiwanie wygrali z Południową Afryką A 26:18 (to już druga porażka rezerw Springboków – tydzień temu przegrali z irlandzkim Munsterem),
  • grający chyba trzecim garniturem graczy Leinster pewnie pokonał reprezentację Chile 40:3,
  • francuscy Barbarians z Kevinem Kornathem w składzie grali z Fidżi i przegrali 14:46.

No i klubowa wisienka na torcie: Harlequins grali z Barbarians. Joe Marler i Joe Marchant, którzy grali tydzień temu dla ekipy zaproszeniowej, zagrali tym razem dla swego klubu, za to kapitanem Baabaas została legenda Quins, Mike Brown (który rok temu musiał odejść z klubu po 16 latach spędzonych w jego barwach) – towarzyszyli mu m.in. Damian McKenzie czy John Ryan. Na boisku prawdziwy festiwal przyłożeń, padło ich łącznie 15, z czego aż 11 dla gospodarzy, którzy wygrali mecz 73:28 dzięki znakomitym ostatnim 30 minutom meczu. Nie oszukujmy się, to była przede wszystkim zabawa, a Joe Marler swoje przyłożenie tuż przed końcem meczu okrasił własnoręcznym podwyższeniem, i to kopniętym z drop goala. Trzy dni później Barbarians grali znowu, tym razem z Bath, i wygrali 31:30 po drop goalu Damiana McKenziego w ostatniej akcji meczu.

Kwalifikacje do Pucharu Świata

Ostatnim finalistą przyszłorocznego Pucharu Świata została Portugalia – wygrała baraż międzykontynentalny w Dubaju, gdzie dzięki remisowi w ostatnim meczu wyeliminowała najgroźniejszych przeciwników, wyżej notowaną w rankingu World Rugby reprezentację Stanów Zjednoczonych. Portugalczycy już żegnali się z Pucharem Świata, zajmując czwarte miejsce w łącznej klasyfikacji dwóch ostatnich sezonów Rugby Europe International Championships. Wpadka Hiszpanów z wystawieniem Gavina van der Berga przywróciła im szansę. Jednak to gracze z USA, mimo wpadek w kwalifikacjach amerykańskich z Urugwajem i Chile (obu po zaciętych dwumeczach), wydawali się faworytami turnieju. Wszak nie tylko zajmowali wyższe miejsce w rankingu, ale także byli praktycznie stałym gościem poprzednich Pucharów Świata (opuścili tylko jeden), podczas gdy Portugalczycy zagrali na tej imprezie dotąd tylko raz, w 2007.

Pierwsze punkty w meczu zdobyli Amerykanie (karny w wykonaniu ich gwiazdy, AJ McGinty’ego na samym początku gry). Jednak chwilę później żółtą kartkę zobaczył ich skrzydłowy Nate Augspurger, co Portugalczycy wzorowo wykorzystali – szeroko rozrzucili piłkę i pierwsze przyłożenie w meczu zdobył jeden z ich dwóch świetnych, młodych skrzydłowych, Raffaele Storti. Po 20 minutach gry to ekipa z Europy straciła z żółtą kartką środkowego, a Amerykanie zmniejszyli straty kolejnym karnym (a mieli szansę na kolejne trzy punkty, ale McGinty w swojej trzeciej próbie spudłował). W samej końcówce pierwszej połowy McGinty i Samuel Marques wymienili się jeszcze karnymi i do przerwy Portugalia prowadziła 10:9. Po przerwie Portugalczycy mieli szanse na podwyższenie prowadzenia, ale z trzech karnych Marques wykorzystał tylko jednego. W efekcie, gdy przyłożenie zdobył młynarz amerykański Kafeli Pifeleti, to Stany Zjednoczone wyszły na prowadzenie 16:13. Ten wynik utrzymał się niemal do końca meczu. Portugalczycy popełniali fatalne błędy, po kontrowersyjnym TMO stracili młyn na 5 m Amerykanów, ale nie tracili punktów, a w ostatniej akcji spróbowali drop goala. Piłka trafiła w słupek, sędzia wrócił do korzyści, a Marques już z podstawki zmieścił piłkę między słupami. Remis 16:16 dał awans Portugalczykom dzięki lepszej różnicy małych punktów w turnieju – głównie dzięki niezwykle wysokiemu zwycięstwu nad Kenią sprzed tygodnia.

A Kenia skończyła turniej z kompletem trzech porażek. Co prawda do przerwy prowadziła z Hongkongiem 18:7, ale w drugiej połowie nie zdobyła już ani jednego punktu. Tymczasem gracze z Azji już w ciągu pierwszych 10 minut drugiej części spotkania odrobili większość strat, a potem dorzucili swoje trzecie przyłożenie i wygrali 22:18. To był jednak już tylko mecz o godne pożegnanie z Dubajem. Ciekawostka: wszystkie swoje 18 punktów w drugiej połowie spotkania Hongkończycy zdobyli grając w osłabieniu.

Piękny sukces Portugalii, która w ostatnich kilku latach uczyniła duży rugbowy postęp (przecież jeszcze niedawno grała z nami w Rugby Europe Trophy). Jasne, grając w Pucharze Świata z takimi potęgami jak Walia, Australia czy Fidżi trudno im wróżyć sukces, ale już Gruzję, która także będzie jej grupowym rywalem, w ostatnim sezonie REIC postraszyli (remis w Tbilisi). Cieszy młoda krew, natomiast Amerykanie przed obiecanym im Pucharem Świata w 2031 mają co odbudowywać. We Francji pierwszy raz w historii Pucharów Świata nie będzie ani jednej drużyny z Ameryki Północnej.

Z kraju

Niezwykle miłą niespodziankę sprawił miłośnikom rugby „Przegląd Sportowy”. W dorocznym plebiscycie gazety na najlepszego sportowca kraju, w gronie nominowanych pierwszy raz w historii znalazła się rugbystka – Małgorzata Kołdej, jedna z gwiazd naszej kobiecej kadry siódemkowej. Obecność w gronie 25 najlepszych sportowców Polski to piękna sprawa dla dziewczyny, która przecież rugby nie uprawia od dawna. Jednocześnie to wielkie wyróżnienie dla całej naszej reprezentacji.

A tymczasem Kołdej będzie trenować z kadrą – Janusz Urbanowicz powołał 18 pań do reprezentacji Polski rugby 7 kobiet na zgrupowanie w Gdańsku. Nie ma wciąż kapitan Karoliny Jaszczyszyn czy Anny Klichowskiej, pojawia się za to kilka innych ciekawych nazwisk, w tym pierwszy raz zawodniczka nowego klubu na polskiej arenie rugbowej – krakowskich Bestii, Monika Dutka.

Ostatni jesienny turniej Polskiej Ligi Rugby 7 (piąty w tym sezonie) rozegrano w Poznaniu. Górą byli gospodarze, Posnania, która pokonała Tytana Gniezno 43:7. W klasyfikacji generalnej nadal na prowadzeniu Tytan, a Posnania jest trzecia – rozdziela je drużyna Politechniki Gdańskiej Ogniwa Sopot, która w sobotę była czwarta.

No i mamy swoją mini-Erasmus’ gateŁukasz Nowosz został upomniany za kilka dość bezpośrednich zdań krytyki pod adresem sędziów na antenie TVP Sport po wrześniowym meczu Skry z Ogniwem – uznano, że naruszył zasady, ale odstąpiono od wymierzania kary, grożąc tylko, aby to się nie powtórzyło.

Ze świata

W indyjskiej Kolkacie rozpoczął się turniej grupy południowej dywizji 3 Asia Rugby Championship (czwarty poziom piętnastkowych rozgrywek międzynarodowych w Azji). W pierwszym meczu Indie rozgromiły Nepal aż 86:0 (trzech zawodników gospodarzy osiągnęło wynik 20 punktów lub lepszy).

W kobiecym Rugby Europe Trophy Czechy grały z Belgią. Czeszki mecz wygrały 29:21 dzięki świetnemu początkowi – po trzydziestu minutach prowadziły z rywalkami, mającymi znacznie bogatsze tradycje w kobiecym rugby, 24:0.

Wygląda na to, że mamy już koniec rugbowej jesieni w Rugby Europe International Championships: zaplanowany za tydzień mecz Luksemburga z Węgrami nie dojdzie do skutku i pewnie można tu spodziewać się walkowera dla gospodarzy. Podobnie skończył się jeden z meczów z października: Łotysze nie pojechali na mecz do Mołdawii i RE zdecydowało o walkowerze na korzyść gospodarzy. Jak tak dalej pójdzie, rozgrywki grupy północnej Conference 1 będą mocno kadłubowe (w sumie odwołano już trzy spotkania z dziesięciu zaplanowanych).

We Francji nie grała elita (Top 14 ma przerwę, choć rozegrano siódemkowe mistrzostwa kraju, o których poniżej), ale do gry wrócili drugoligowcy – w Pro D2 rozegrano jedenastą kolejkę spotkań. Mieliśmy w niej mecz na szczycie, w którym lider – Oyonnax pokonał wicelidera – Agen 24:9. Mecz rozstrzygnęły jedyne dwa przyłożenia zdobyte przez Oyonnax w ostatnim kwadransie. Wpadkę Agen wykorzystały będące tuż za jego plecami kolejne drużyny: wyprzedziły go w tabeli zwycięskie w ten weekend Grenoble, Vannes i Biarritz. Szansy nie wykorzystało tylko Colomiers. Kolejną, już szóstą porażkę w sezonie podniosła najlepsza drużyna rundy zasadniczej z poprzedniego roku, Mont-de-Marsan – przegrała z Provence 19:20 po karnym przeciwników w ostatniej minucie meczu (choć ci grali w osłabieniu). Niezwykle zacięta kolejka i stosunkowo mało przyłożeń – tylko w jednym meczu padło ich więcej niż trzy.

Runda jesienna skończyła się nie tylko w Ekstralidze – podobnie było w niemieckiej Bundeslidze. Tu także zresztą w ten weekend jednego spotkania nie rozegrano. W grupie południowo-zachodniej z kompletem zwycięstw (i niemalże kompletem bonusów) prowadzą obrońcy tytułu, SC Frankfurt 1880. Na drugim miejscu Neuenheim, a na trzecim ubiegłoroczny wicemistrz, Handschuhsheim. Ostatnia, z zaledwie jednym punktem jest niedawna potęga, Heidelberger RK. W grupie północno-wschodniej na czele Berliner RC, a za nim RC Leipzig i Hannover 78.

Półmetek fazy zasadniczej także w szwajcarskiej lidze LNA. Tutaj na prowadzeniu Grasshopper Club z Zurycha, a za jego plecami obrońcy tytułu mistrzowskiego, Yverdon z Kacprem Ławskim w składzie. W ostatniej jesiennej kolejce obie drużyny pewnie wygrały swoje spotkania – liderzy wygrali z Hermance 37:9, a mistrzowie z Nyonem 23:12.

Z perturbacjami odbywał się w australijskim Brisbane siódemkowy turniej Oceania Rugby Sevens Challenge (stawką była kwalifikacja zwycięzców do challengera do World Rugby Sevens Series) – wskutek wielkie burzy po rozegraniu meczu o 7. miejsce turniej przerwano, a potem podobno odwołano. W finale miały zagrać Tonga z Papuą-Nową Gwineą, a o brąz Wyspy Cooka i Wyspy Salomona. Niespodzianką był brak awansu do najlepszej czwórki Australii A, a miłym akcentem pierwszy w historii występ drużyny Kiribati (w meczu o 7. miejsce uległa Niue zdobywając swoje pierwsze przyłożenie). W kobiecym turnieju brało udział sześć drużyn i po rundzie zasadniczej Papua-Nowa Gwinea prowadziła przed Samoa i Tonga. Tu też miał być rozegrany finał, ale nic z tego.

We Francji rozegrano finałowy turniej Supersevens czyli mistrzostw kraju w rugby 7. Zwycięzcą turnieju zostało Monaco, które w finałowym meczu pokonał Pau 24:14. Trzecie miejsce dla Racingu 92, który w meczu o brąz w paryskich derbach pokonał Stade Français. Wyniki poniekąd oczekiwane: Monaco i Pau spotkali się w finałach wszystkich trzech turniejów eliminacyjnych i dwukrotnie wygrywała w nich drużyna z księstwa, z kolei Racing w tych turniejach także dwukrotnie był trzeci.

Siódemkowe wieści sprzed tygodnia z Ameryki: w Kostaryce rozegrano Centro Americano 7s – turniej dla krajów Ameryki Środkowej. W obu turniejach, męskim i żeńskim, było po pięć drużyn w stawce i w obu wygrała Kostaryka. Drugie miejsce wśród mężczyzn zajął Honduras, a wśród kobiet Panama. Z kolei w Meksyku rozgrywano turnieje dla Ameryki Północnej (RAN Super Sevens). Wśród mężczyzn wygrała Jamajka przed Meksykiem i Bermudami. U kobiet – Meksyk przed Jamajką oraz Trynidadem i Tobago. Zwycięzcy wywalczyli awans do przyszłorocznego challengera WRSS, a dwie najlepsze drużyny – do turnieju rugby 7 na igrzyskach panamerykańskich.

Nie milkną echa umieszczonych przez Rassiego Erasmusa na Twitterze filmików, pokazujących sytuacje, w których Południowa Afryka została podczas meczu z Francją pokrzywdzona przez sędziego Wayne’a Barnesa. Niestety, choć w kwestiach sędziowskich zapewne miał rację, jak zwykle krytykował błędy tylko w jedną stronę (zapominając o tych, na których Południowa Afryka skorzystała), a na dodatek robił to w stylu, który napędził nagonkę na sędziów gwiżdżących w meczach jego drużyny. Jego postępowanie skrytykowali wielcy świata rugby, z Warrenem Gatlandem i Nigelem Owensem na czele. Bo Erasmus najwidoczniej zapomniał, że choć działa na korzyść swojej drużyny, to podkopuje rugby jako takie. Sam tłumaczył się kuriozalnie: on nie krytykuje sędziów, tylko zamieszcza filmy w celach edukacyjnych – pokazuje, co jego drużyna mogłaby poprawić (ale filmy wskazują na coś absolutnie odwrotnego). World Rugby nie dało się nabrać na takie dziecinne wymówki i ukarało Erasmusa odsunięciem od dwóch kolejnych dni meczowych Springboków i zakazem komentarzy w Twitterze pod adresem sędziów. Trochę dziwi, że w warunkach recydywy (przecież Erasmus niedawno wrócił z długiego zawieszenia właśnie za bezpardonowe i publiczne podrywanie autorytetu sędziego) mówimy tylko o dwóch tygodniach, ale szybka reakcja cieszy. Czy Erasmus wyciągnie jakieś wnioski? Obawiam się, że nie i będzie próbował dalej udawać niewiniątko podkopując fundamenty sportu. A Anglicy dodatkowo domagają się usunięcia kontrowersyjnych postów z sieci – pojawiają się pod nimi komentarze z pogróżkami pod adresem sędziego Wayne’a Barnesa.

Swoją drogą, za przykładem Erasmusa idą reprezentanci Południowej Afryki – Mbongeni Mbonambi jest krytykowany za uwagę pod adresem sędziego wygłoszoną podczas sobotniego meczu z Włochami. A tamtejsi kibice (no, niektórzy) zaczynają wierzyć w spisek całego świata przeciwko nim – ale nic w końcu dziwnego, skoro są karmieni absolutnie jednostronnymi filmikami Erasmusa czy TASanalytics w mediach społecznościowych.

World Rugby w niedzielny wieczór w Monako ogłosiło laureatów dorocznych nagród dla najlepszych zawodników w rozgrywkach międzynarodowych pod egidą tej organizacji na świecie – World Rugby Awards. Najlepszym zawodnikiem XV został Irlandczyk Josh van der Flier. Pozostawił w pokonanym polu dwóch laureatów tej nagrody z ostatnich lat, Antoine’a Duponta i Jonathana Sextona, a także reprezentanta Południowej Afryki Lukhanyo Ama. Drugi rok z rzędu (i czwarty w historii) w gronie nominowanych nie było nikogo z All Blacks. W najlepszej piętnastce roku aż czterech Irlandczyków (oprócz wyżej wspomnianych także Beirne i Furlong). Poza tym trzech Springboków, a po dwóch Anglików, Francuzów i Nowozelandczyków. „Rodzynkami” są Pablo Matera z Argentyny i Marika Koroibete z Australii.

W gronie najlepszych zawodniczek XV znalazły się przedstawicielki wszystkich czterech ekip, które awansowały do czołowej czwórki zakończonego właśnie Pucharu Świata. Wygrała mistrzyni świata, Nowozelandka Ruahei Demant. W najlepszej piętnastce znalazło się aż sześć Angielek (cztery z młyna) i cztery Nowozelandki. Poza tym po dwie Kanadyjki i Francuzki (w tym Laure Sensus, która właśnie skończyła karierę) oraz Amerykanka.

W gronie najlepszych siódemkowiczów wśród nominowanych było dwóch Australijczyków, Fidżyjczyk i pierwszy raz od sześciu lat gracz z Europy – i właśnie niezwykle skuteczny Terry Kennedy otrzymał tę nagrodę, nominację dostał Irlandczyk Terry Kennedy. Wśród siódemkowiczek zwyciężczynią została jedna z trzech nominowanych Australijek – Charlotte Caslick, która tego zaszczytu dostąpiła po raz drugi w karierze (poprzednio w 2016). W gronie nominowanych Europę reprezentowała tu także Irlandka, Amee-Leigh Murphy Crowe.

W kategoriach dotyczących odkryć roku w XV wśród mężczyzn bez niespodzianki i z pierwszą w historii nagrodą dla zawodnika z Włoch – wygrał Ange Capuozzo. W gronie nominowanych byli sami Europejczycy (Mack Hansen i Dan Sheehan z Irlandii oraz Henry Arundell z Anglii – obecność na liście tego ostatniego bardzo zaskakiwała, bo zagrał dotąd niespełna pół godziny międzynarodowego rugby). Wśród kobiet wygrała Nowozelandka Ruby Tui – ma już ponad 30 lat, ale tak naprawdę dopiero ostatnio zagościła na dłużej w rugby piętnastkowym (wcześniej zgarnęła już nagrodę dla najlepszej siódemkowiczki na świecie – w 2019).

Najlepszym trenerem został nowozelandzki cudotwórca: Wayne Smith przejął kobiecą reprezentację tego kraju w rozsypce po fatalnej wyprawie do Europy i aferze z traktowaniem zawodniczek, a w ciągu pł roku odbudował ją i doprowadził do zdobycia Pucharu Świata. Pokonał dwóch szkoleniowców drużyn męskich (Irlandii i Francji) oraz trenera Angielek, Simona Middletona, który tę nagrodę zdobył przed rokiem. Drugi rok z rzędu kobiece rugby triumfuje w tej kategorii nad męskim, choć wciąż z mężczyznami w roli laureatów.

Drobnym akcentem z rugby spoza elity jest wyróżnienie za najlepsze przyłożenie roku dla Rodrigo Fernándeza z reprezentacji Chile – piękna akcja w wielkim błocie w meczu kwalifikacji do Pucharu Świata przeciwko Stanom Zjednoczonym: https://twitter.com/i/status/1594437236354867204.

Poznaliśmy nazwę nowej drużyny amerykańskiej w Major League Rugby – przyjęta do ligi drużyna z Chicago będzie posługiwać się mianem Hounds.

Z wieści transferowych:

  • kolejny reprezentant Anglii z Wasps wyjechał z kraju: Joe Launchbury podpisał kontrakt z japońskim zespołem Toyota Verblitz,
  • południowo-afrykański łącznik ataku Elton Jantjies, bohater niedawnej afery obyczajowej w reprezentacji, który w jego skutek stracił umowę w Japonii, podpisał kontrakt z francuskim Agen (Pro D2);
  • trenerem Bordeaux przestał być Christophe Urios (prowadzenie drużyny tymczasowo przejęli jego asystenci – mówi się, że od nowego sezonu trenerem będzie Yannick Bru, były asystent trenera Francji i szkoleniowiec Bajonny),
  • z Connachtu po tym sezonie odejdzie długoletni trener, a ostatnio dyrektor sportowy Andy Friend.

Zmarł Leon Dzieruń, jeden z pionierów naszego powojennego rugby, przez niemal 20 lat występujący w rozgrywkach ligowych (głównie w barwach Lechii Gdańsk), reprezentant Polski.

W sobotę rozegrano mecze finałowe Pucharu Świata w Rugby League. Bez zaskoczenia – dublet zdobyła Australia. Wśród mężczyzn pokonała Samoa 30:10, a wśród kobiet Nową Zelandię 54:4 (tu w ubiegłym tygodniu odbyły się też półfinały, w których wyeliminowane zostały Anglia i Papua-Nowa Gwinea).

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Anglia:

  • Ethan Sikorski (North Walsham, National League 2 East): cały mecz przeciwko Worthing, przegrany 20:34. North Walsham nieustająco przedostanie w lidze;
  • Eryk Łuczka (Hornets, Nationa League 2 West): do 40. minuty, a potem ponownie od 62. minuty na boisku w meczu przeciwko Luctonians, przegranym 15:40. Hornets pozostali na jedenastym miejscu w grupie.

Francja:

  • Jędrzej Nowicki (Pontarlier, Fédérale 2 – grupa 1): cały mecz z Chalon sur Saône, wygranym 44:22. CAP awansowało w tabeli o jedno miejsce, na piąte.

Szkocja:

  • Zenon Szwagrzak (Selkirk, Premiership): od pierwszej minuty w meczu z Glasgow Hawks, wygranym 29:19. Selkirk przeskoczyło swoich rywali w tabeli i awansowało na czwarte miejsce.

Zapowiedzi

Za tydzień w rugbowym świecie między innymi:

  • ostatki jesiennego okienka testowego – spotkania Walii z Australią i Anglii z Południową Afryką,
  • wracają czołowe europejskie ligi – w jedenastej kolejce Top 14 grają m.in. Lyon z Tuluzą, Racing 92 z Clermont czy Stade Français z Tulonem,
  • także jedenasta kolejka w Premiership – najciekawiej zapowiada się mecz Harlequins z Gloucesterem,
  • ósma runda meczów, po miesięcznej przerwie, w URC z klasykiem Leinster – Glasgow Warriors na czele,
  • w Indiach dwa ostatnie mecze turnieju grupy południowej dywizji 3 (czwarty poziom) mistrzostw Azji (Nepal – Bangladesz i Indie – Bangladesz),
  • w Asunción mecz Paragwaju XV z Brazylią XV,
  • półfinały mistrzostw Rumunii,
  • ostatni turniej Rugby Asia Sevens Series (tym razem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich),
  • turniej siódemkowy ma być też rozegrany dla krajów Południowej Ameryki, w Kostaryce.

W kraju zima.

3 komentarze do “Gruzja wstrząsnęła posadami 6 Nations?”

Dodaj komentarz