Leinster wciąż niepokonany

Koniec starego i początek nowego roku w kraju uczciliśmy towarzyskimi gierkami w kilku miastach. W zachodniej Europie grano na poważnie – najlepsze ligi Europy przekroczyły półmetek. We Francji zwraca uwagę wygrana Bajonny nad Tulonem, w Anglii pogrom zgotowany obrońcom tytułu mistrzowskiego przez Sale Sharks, a w URC wciąż z kompletem zwycięstw jest Leinster, a z kompletem porażek – włoskie Zebre.

Top 14

Na start pierwszej kolejki rundy rewanżowej zobaczyliśmy chyba najciekawiej zapowiadający się pojedynek: grały ze sobą trzecia z pierwszą drużyną poprzedniego sezonu czyli Bordeaux z Montpellier. Wyrównana była jednak tylko pierwsza połowa, w której obie drużyny zdobyły po jednym przyłożeniu, a Bordeaux prowadziło tylko 13:10. Jednak już wtedy pokazywało się ze świetnej strony, a w drugiej połowie kompletnie zdominowało obrońców tytułu i nie pozwoliło im na zdobycie ani jednego punktu. Sami gospodarze natomiast dopisali ich na swoje konto aż 27, w tym trzy przyłożenia, które zapewniły im cenny punkt bonusowy – wygrali 40:10. 17 punktów zawdzięczają Matthieu Jalibertowi, który jednak przerwał w tym meczu passę celnych kopów – zatrzymał się na 25 trafieniach z podstawki z rzędu.

Ciekawie było w starciu Bajonny z Tulonem – Baskowie zachowali miano niepokonanych na swoim boisku w tym sezonie i wygrali 23:18. Co prawda początek lepszy mieli goście, którzy po kwadransie prowadzili 13:0 (z czego 8 punktów z kopów zdobył Dan Biggar – i na tym skończył punktowanie w tym meczu), ale gdy pod koniec pierwszej połowy zostali na boisku w trzynastkę po dwóch żółtych kartkach, gospodarze wreszcie się odgryźli i zmniejszyli stratę do sześciu punktów. Bajonna poszła za ciosem w drugiej połowie – wyszła na prowadzenie, a choć niemal natychmiast je straciła, w końcówce dwoma karnymi wywalczyła sobie zwycięstwo.

Sporą niespodziankę mieliśmy w meczu Lyonu z Brive. Co prawda gospodarze wciąż grają bez Dawita Niniaszwiliego, ale goście to ostatnia drużyna w tabeli, na dodatek w ostatnich dniach zdziesiątkowana przez grypę. Mimo to właśnie gracze Brive zdobyli pierwsze punkty w meczu i prowadzenia nie oddali już do końca, choć ich przewaga tylko przez chwilę przekroczyła 7 punktów. Wygrali 30:27, a sporą zasługę w tym zwycięstwie mieli kopacze briwijczyków, Federico Nicolás Sánchez i Enzo Hervé, którzy łącznie zdobyli 20 punktów, a każdy z nich zaliczył w tym meczu po drop goalu. To pierwsze zwycięstwo Brive nad Lyonem od 10 lat.

Poza tym:

  • Perpignan uległo La Rochelle 10:29 (już do przerwy straciło cztery przyłożenia i przegrywało 3:22, a całą drugą połowę grało w czternastkę po czerwonej kartce na sam koniec pierwszej części spotkania);
  • Stade Français jeszcze wyżej pokonało Pau – aż 37:3 (do przerwy było tylko 8:3, ale w drugiej połowie paryżanie zdobyli aż pięć przyłożeń, z czego trzy w ostatnich 10 minutach meczu);
  • miano niepokonanego na swoim boisku utrzymuje też Castres, które zremisowało z Racingiem 92 26:26 (przegrywało już 13:26, ale zdołało odrobić straty, a Benjamin Udrapilleta kilka minut przed końcem próbował szczęścia z drop goala, który mógł dać gospodarzom zwycięstwo; Udrapilleta i jego vis-à-vis Antoine Gibert zdobyli w tym meczu z kopów po 16 punktów);
  • na koniec kolejki Clermont uległo Tuluzie 13:32 (Tuluza wyrobiła sobie wysokie prowadzenie, ale pod koniec meczu gospodarze przycisnęli gości próbując pozbawić ich punktu bonusowego – bezskutecznie, nawet pomimo dwóch żółtych kartek tuluzańczyków).

W tabeli nadal na czele Tuluza z siedmioma punktami przewagi nad Stade Français. Umacnia się w czołówce beniaminek z Bajonny, którego tylko dwa punkty dzielą od trzeciego miejsca. Na dole tabeli Brive wydostało się z ostatniego miejsca, zostawiając na nim Perpignan. Kiepski okres mają też Clermont i Pau.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza1449
2. Stade Français1442
3. Racing 921437
4. ↑La Rochelle1437
5. ↑Bajonna1435
6. ↑Bordeaux Bègles1435
7. ↓↓↓Montpellier1434
8. Tulon1431
9. Lyon1430
10. ↑↑Castres1428
11. ↓Clermont1427
12. ↓Pau1427
13. ↑Brive1421
14. ↓Perpignan1418

Ekipy Pro D2 również i w ten weekend odpoczywały, ale czarne chmury zbierały się nad głowami Biarritz – trwa konflikt między władzami klubu i miasta. Miasto już wcześniej postanowiło przestać finansować zakupy energii elektrycznej, klub rachunków nie płacił i w związku z narastającym zadłużeniem (już 77 tys. euro) dostawca energii zagroził odcięciem prądu na stadionie.

Premiership

We wtorek skończyła się pierwsza runda sezonu zasadniczego Premiership – w ostatnim meczu trzynastej kolejki zmierzyli się Harlequins z Bristol Bears. Pierwotnie planowano rozegrać go na Twickenham jako Big Game, przeniesiono jednak ostatecznie na Stoop z powodu strajku pracowników komunikacji. W deszczowych warunkach po pierwszej połowie Bears prowadzili 15:5 (przyłożenie zdobył m.in. były gracz Quins Gabriel Ibitoye, który w tym roku dołączył do Bears po krótkich przygodach we Francji i w Tel-Aviv Heat). W drugiej połowie dzięki przyłożeniu Cadana Murley’a gospodarze zniwelowali większość strat (a byli bliscy prowadzenia – wcześniej Ibitoye w ostatniej chwili wyciągnął w aut Danny’ego Care’a). Kilka minut przed końcem mogli kopać karnego w dogodnej sytuacji, który pozwoliłby im zrównać się punktami z gośćmi, ale postanowili grać o pełną stawkę. Byli niezwykle bliscy sukcesu: Andre Esterhuizen został powstrzymany przed przyłożeniem przez graczy Bears właściwie cudem (https://twitter.com/i/status/1608062835614949376) i ekipa z Bristolu zwyciężyła 15:12 – mimo przewagi gospodarzy w niemal wszystkich pozostałych statystykach. Dla Bears to pierwsze ligowe zwycięstwo od września i pozwoliło ono wydźwignąć się tej drużynie na moment z ostatniego miejsca w tabeli (na półmetku rozgrywek zajęło je Bath), z kolei Harlequins zaprzepaścili szansę awansu na drugie miejsce w lidze. Po meczu głównym tematem była niestety słowna prowokacja Joe’go Marlera pod adresem Jake’a Heenana, która wywołała przepychankę na boisku (zelżył matkę Heenana, a ta w szpitalu walczy z rakiem) – efektem było odsunięcie filara reprezentacji Anglii od gry na sześć tygodni (w praktyce na dwa – reszta w zawieszeniu).

Pierwsza kolejka rundy rewanżowej zaczęła się od pojedynku wiceliderów z Manchesteru z obrońcami tytułu z Leicesteru. I choć w drużynie Leicester Tigers pierwszy raz od początku meczu zagrał południowoafrykański gwiazdor Handrè Pollard i nawet zdobył w tym meczu przyłożenie (przy którym jednak doznał urazu), to mecz nie potoczył się po myśli jego drużyny. Choć w pierwszej połowie padło tylko jedno przyłożenie, Sale Sharks prowadzili do przerwy 16:0 (11 punktów z kopów zaliczył krajan Pollarda Robert du Preez). Co prawda przyłożenie Pollarda po przechwycie podania gospodarzy nieco zmniejszyło stratę gości, ale potem punktowali już tylko Sharks, którzy w drugiej połowie zdobyli aż cztery przyłożenia i wygrali nadspodziewanie wysoko 40:5.

A na koniec ostatniego weekendu Northampton Saints grali z Harlequins – obie drużyny to półfinaliści ligi z poprzedniego sezonu. Przed tym meczem wyżej w tabeli byli londyńczycy, ale znowu doznali porażki, na dodatek dość bolesnej: Saints wygrali aż 46:17, kończąc w wyśmienitym stylu serię czterech porażek. Dominowali od początku meczu, już w pierwszej połowie zdobyli trzy przyłożenia i prowadzili do przerwy 19:3. Jeśli coś można było im zarzucić, to tylko marnowanie okazji do zdobycia kolejnych punktów. Na początku drugiej połowy wykorzystali przewagę liczebną po żółtej kartce Alexa Dombrandta, aby zdobyć czwarte przyłożenie. Prowadzili już 32:3 i dopiero wtedy Quins zaczęli odpowiadać – w ostatnim kwadransie zdobyli dwa przyłożenia, ale dokładnie tym samym odpowiedzieli gospodarze, których wygrana ani przez moment nie była zagrożona.

Poza tym:

  • Saracens pokonali Exeter Chiefs 35:3 (jeszcze parę lat temu byłoby to starcie na szczycie, tym razem jednak był to jednostronny pojedynek, w czym pewnie pomogła absencja kilku podstawowych graczy Chiefs; świetnie prezentował się Owen Farrell, choć nie trafił wszystkich kopów z podstawki – błysnął jednak m.in. fantastyczną asystą przy przedostatnim z pięciu przyłożeń drużyny: https://twitter.com/i/status/1609229005286264832);
  • bardzo niskim rezultatem skończył się mecz Gloucesteru z London Irish: ekipa gospodarzy wygrała 8:6 (dzięki kopowi z karnego Santiago Carrerasa z niemal połowy boiska w ostatniej akcji meczu – mimo gry w czternastkę przez ostatnie 10 minut);
  • Bath pokonało Newcastle Falcons 24:16 (do przerwy na prowadzeniu byli Falcons, ale dwa przyłożenia Bath w drugiej połowie odmieniły obraz meczu; Bath odniosło czwarte zwycięstwo w sezonie i wydźwignęło się z ostatniego miejsca w tabeli).

W tabeli coraz większe różnice w czołówce: Saracens mają już 10 punktów przewagi nad drugimi Sale Sharks, ci z kolei na siedem punktów odsadzili Harlequins. Dalej stawka jest już ciasna, także w dole tabeli, gdzie na ostatnim miejscu znaleźli się z powrotem pauzujący w ostatni weekend Bristol Bears.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Saracens1148
2. Sale Sharks1138
3. Harlequins1131
4. ↑Gloucester1130
5. ↑↑Northampton Saints1129
6. ↓↓Leicester Tigers1128
7. ↓Exeter Chiefs1125
8. ↑↑Bath1123
9. London Irish1122
10. ↓↓Newcastle Falcons1121
11. Bristol Bears1021

W Championship rozegrano jedno zaległe spotkanie: Richmond pokonało najsłabszą drużynę ligi, London Scottish 22:8, pogrążając ją na dnie tabeli.

United Rugby Championship

Już w ubiegły poniedziałek w URC było sporo emocji. Dziesiątą kolejkę spotkań, świąteczną, kończyły trzy mecze – derby Walii i Irlandii. Najciekawszym meczem tego dnia był irlandzki klasyk – starcie Munsteru z Leinsterem. Munster, w tym sezonie odstający do ligowej czołówki, pokazał się w tym meczu ze świetnej strony i był bliski zadania pierwszej ligowej porażki Leinsterowi – ostatecznie jednak to dublińczycy wygrali 20:19. Gospodarze dwukrotnie w tym meczu gonili wynik. Leinster zaczął od prowadzenia 6:0 po karnych Rossa Byrne’a, ale Gavin Coombes odpowiedział przyłożeniem i Munster schodził na przerwę z prowadzeniem 7:6. Zaraz po przerwie wygrywał już 14:6 po karnym przyłożeniu za zawalony maul autowy. Max Deegan zobaczył przy tej okazji żółtą kartkę, Leinster został na boisku w czternastkę, ale to właśnie w tym okresie zanotował najlepszy okres swojej gry – wrócił na prowadzenie zdobywając dwa przyłożenia, oba po szybkim rozegraniu karnych na 5 m (w obu akcjach główną rolę odegrał Dan Sheehan – w pierwszej znakomicie oddał piłkę na offloadzie, a w drugiej po prostu wepchnął się na pole punktowe razem z obrońcami Munsteru). Munster walczył o odrobienie strat, na kwadrans przed końcem nawet zdobył przyłożenie, ale Joey Carbery spudłował z podwyższenia i wciąż gospodarze tracili 1 punkt. I ten wynik już do końca się nie zmienił. Leinster pozostał niepokonany, natomiast Munster po tym meczu znów znalazł się w dolnej połówce ligowej tabeli.

Z walijskich poniedziałkowych derbów więcej emocji dostarczyło kibicom starcie Dragons z Cardiff. Gospodarze w tym meczu dwukrotnie prowadzili: ich przewagę 6:0 Cardiff unicestwiło dwoma przyłożeniami zdobytymi w odstępie dwóch minut pod koniec pierwszej połowy. W drugiej połowie Dragons znów wysunęli się na czoło – po kolejnym skutecznym kopie JJ Hanrahana (w sumie zdobył z podstawki 14 punktów) prowadzili na kilka minut przed końcem 24:22. Ostatecznie jednak przegrali 24:29 – przyłożenie na wagę zwycięstwa Cardiff zdobył na koniec meczu Corey Domachowski. Zwycięzcy okupili ten wynik kontuzjami Rhysa Priestlanda i świetnego do momentu zejścia z boiska Josha Adamsa. Drugie walijskie spotkanie, Ospreys ze Scarlets, ustawiła sytuacja z czwartej minuty gry, gdy czerwoną kartkę zobaczył rwacz Scarlets Tomás Lezana. W efekcie Ospreys wygrali 34:14 – odnieśli w ten sposób zaledwie drugie zwycięstwo w sezonie (Scarlets pozostali z tylko jednym na koncie). Przeciwnicy są nieco rozgoryczeni, bo za podobny faul jak Lezany, Owen Williams z Ospreys został ukarany 20 minut później tylko żółtym kartonikiem.

A ten weekend zaczął się od rewanżowego pojedynku o puchar 1872: w drugich derbach Szkocji w tym sezonie ponownie górą byli Glasgow Warriors. Po pierwszej połowie prowadził 20:12 Edynburg (choć obie drużyny zdobyły po dwa przyłożenia). W drugiej połowie jednak ekipa z Glasgow zdobyła 20 punktów bez żadnej odpowiedzi rywali. Dopiero na sam koniec meczu edynburczycy przyłożeniem zredukowali stratę do siedmiu punktów i zapewnili sobie bonus defensywny.

We Włoszech także znów górą był Benetton – tym razem 40:17 na wyjeździe. Co prawda już po siedmiu minutach nieoczekiwanie Zebre prowadziło 14:0 po dwóch błyskawicznych przyłożeniach, a do przerwy wciąż wygrywało 17:7, ale od 32. minuty gospodarze grali w czternastkę i w drugiej połowie stracili aż pięć przyłożeń, w tym trzy w wykonaniu kapitana drużyny z Treviso, wspieracza Federico Ruzzy. Zebre wciąż bez zwycięstwa – kto wie, czy za chwilę znowu nie pojawią się głosy, że to koniec tej drużyny w URC i trzeba ją zastąpić inną włoską ekipą…

W Południowej Afryce dwa wysokie zwycięstwa gospodarzy: Sharks pokonali Bulls 47:20 (wyrównany początek, ale żółte karki Bulls pozwoliły ekipie z Durbanu zbudować wyraźną przewagę w końcówce pierwszej połowy; 20 punktów z kopów zdobył Curwin Bosch, a dwa przyłożenia w drugiej połowie Rohan Janse van Rensburg, ale najlepszym graczem meczu był Siya Kolisi; druga połowę znowu Bulls kończyli w osłabieniu, tym razem po czerwonej kartce), a Stormers wygrali z Lions 40:8 (dwa przyłożenia z samego początku meczu uzupełnili potem czterema kolejnymi i nie zostawili wiele do powiedzenia gościom z północy).

Ciekawie było w niedzielnych derbach Walii, w których zmierzyli się ze sobą zwycięzcy sprzed tygodnia: Cardiff i Ospreys. Trzykrotnie jedna ze stron odskakiwała w tym meczu rywalom po przyłożeniach i trzykrotnie druga strona odpowiadała tym samym, doprowadzając do remisu. Ostatnia taka sytuacja miała miejsce na kilkanaście minut przed końcem, gdy Josh Adams umożliwił zrównanie się Cardiff punktami z Ospreys. Ci ostatni jednak na kilka minut przed końcem ponownie wyszli na prowadzenie po karnym Owena Williamsa. Cardiff miało jeszcze szansę doprowadzenia do czwartego w tym meczu remisu, ale Jarrod Evans spudłował trudnego karnego, po którym sędzia odgwizdał koniec spotkania. W drugim walijskim spotkaniu swoje dopiero drugie zwycięstwo w sezonie odnieśli Scarlets, którzy wygrali z Dragons 33:17 mimo gry przez godzinę w czternastkę po czerwonej kartce Sione Kalamafoniego (który puścił pięści w ruch podczas przepychanki na boisku). Do przerwy było to wyrównane spotkanie, a Dragons prowadzili 17:16. Po przerwie punktowali już jednak tylko gospodarze, którzy dzięki temu zapewnili sobie drugie zwycięstwo w tym sezonie. 18 punktów zawdzięczają kopom Leigh Halfpenny’ego, z kolei wśród pokonanych znów błysnął Rio Dyer.

Końcowym akordem weekendu w URC były derby irlandzkie. Najpierw Ulster grał z Munsterem. Po pierwszej połowie na prowadzeniu byli gospodarze dzięki trzem karnym Johna Cooney’a. Po przerwie pierwsze punkty zdobyli goście, ale tylko zmniejszyli swoją stratę do czterech oczek. Na niespełna kwadrans przed końcem Robert Baloucoune zdobył jedyne przyłożenie dla Ulsteru i było 14:5. Munster jednak zdołał odwrócić losy spotkania, a główną rolę odegrał w tym Ben Healy: najpierw karnym zmniejszył straty, a na sam koniec meczu, po niewykorzystanych szansach swojej drużyny zdobył przyłożenie, dorzucił podwyższenie i Munster dzięki temu wygrał 15:14.

Na koniec kolejki Leinster grał z Connachtem. Do składu gospodarzy wrócił Johnny Sexton i już w jednej z pierwszych akcji zaliczył asystę. Spudłował jednak z podwyższenia, a potem nieoczekiwanie to Connacht wyszedł na prowadzenie po rewelacyjnej akcji Davida Hawkshawa, który przebił się przez kilka szarż graczy gospodarzy. Ekipa z Galway nie cieszyła się jednak długo z przewagi – w pierwszej połowie straciła kolejne dwa przyłożenia (przy drugim piłka boleśnie oszukała Jacka Carty’ego), choć nadzieję przywrócił jej przyłożeniem Tom Farrell. Drugą połowę Leinster zaczął tak jak pierwszą – szybkim przyłożeniem. Tym razem Connacht nie odpowiedział, a pod koniec meczu Leinster całkiem zdominował gości i ostatecznie wygrał 41:12. Zmartwieniem dla zwycięzców jest jednak uraz głowy Sextona.

Na czele tabeli nadal jedyna niepokonana drużyna, Leinster, z ośmioma punktami przewagi nad Stormers i szesnastoma nad Ulsterem.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leinster1152
2. Stormers1044
3. Ulster1036
4. Bulls1134
5. ↑Sharks929
6. ↓Glasgow Warriors1029
7. ↑Benetton Treviso1129
8. ↑↑Cardiff1128
9. ↑↑Munster1127
10. ↓Edynburg1125
11. ↓↓↓↓Lions1024
12. ↑↑Ospreys1123
13. ↓Connacht1120
14. ↓Dragons1117
15. Scarlets1113
16. Zebre Parma114

Z kraju

Ekstraliga wyprowadza się z Łodzi: Master Pharm Rugby Łódź, niemający własnego kąta w stolicy regionu i tułający się pomiędzy łódzkimi obiektami, niemogący doczekać się pożądanego poziomu wsparcia z urzędu, przenosi się do Aleksandrowa Łódzkiego. No, częściowo, bo grupy młodzieżowe nadal mają ćwiczyć na Łodziance, ale ekstraligowa drużyna ma grać pod Łodzią i posługiwać się nazwą Rugby Aleksandrów Łódzki.

Ze świata

W ten weekend Japan Rugby League One odpoczywała, ale warto zwrócić uwagę na występy Israela Folaua na drugim ligowym froncie w Japonii – zaliczył hat-tricka w ubiegłotygodniowym meczu Uruyasu D-Rocks z Shimizu Kotu Blue Sharks (68:17; po dwóch meczach na czele drugiej ligi z kompletem dwóch zwycięstw są ekipa Folaua oraz Toyota Shuttles Aichi).

Ponadto ogłoszono wyniki finansowe tej ligi za poprzedni sezon. W porównaniu z ostatnim sezonem Top League (strata w wysokości 0,5 mln euro) pojawił się zysk (1,9 mln euro) i znacząco wzrosły przychody (do 23,3 mln euro, z czego prawie 15 mln euro od sponsorów, prawie 3 mln euro z praw telewizyjnych i ponad 2 mln euro z biletów w fazie play-off). I to wszystko mimo licznych spotkań odwoływanych z powodu covidu. W sumie rok temu na trybunach zasiadło prawie pół miliona widzów.

Pojawiają się pierwsze wieści o planach europejskich reprezentacji na lato 2024. Anglia ma ruszyć na lipcowe testy do Nowej Zelandii, Irlandia do Południowej Afryki, Walia do Australii (z opcją rozegrania jednego testu z innym przeciwnikiem), Szkocja na wyspy Pacyfiku, Francja do Argentyny, a Włochy do Ameryki Północnej.

A już na ten rok, na lato, przed Pucharem Świata we Francji bardzo ciekawe spotkanie zapowiedzieli Argentyńczycy: w ramach przygotowań do najważniejszej imprezy sezonu zagrają z Hiszpanią.

Canal+ wyprodukował rugbowy dokument – blisko godzinny film o reprezentacji Burkina Faso: https://vimeo.com/776215639 (po francusku).

Z wieści transferowych: reprezentant Francji Damian Penaud nie zostanie w Clermont – latem przenosi się do Bordeaux.

Zapowiedzi

Za tydzień możecie spodziewać się przede wszystkim wiadomości z czołowych lig europejskich:

  • w piętnastce kolejce Top 14 m.in. dwa świetnie zapowiadające się spotkania: La Rochelle z Tuluzą i Montpellier z Racingiem 92,
  • również piętnasta tura gier w Premiership, a tu zmierzą się m.in. Gloucester z Saracens oraz Harlequins z Sale Sharks,
  • w United Rugby Championship drużyny zmierzą się dwunasty raz w tym sezonie – ekipy z Południowej Afryki ruszą do Europy, a chyba najciekawiej zapowiada się mecz Munsteru z Lions.

1 komentarz do “Leinster wciąż niepokonany”

Dodaj komentarz