Święta niespodzianek

Wydarzenia świątecznych rund czołowych lig Europy jeszcze nie zakończone: dziś i jutro pozostały do rozegrania cztery mecze. Większość jednak już za nami, a we Francji i Anglii sypnęło niespodziankami (m.in. w derbach Paryża Stade Français rozgromiło Racing 92, a w derbach Londynu London Irish pokonali Saracens). Ciekawie było też w URC, gdzie oglądaliśmy m.in. południowoafrykańskie derby.

A skoro święta, to i Wesołych Świąt dla wszystkich czytelników!

Top 14

Trzynasta kolejka francuskiej Top 14 przyniosła kilka niespodzianek. Do tej kategorii wypada chyba zaliczyć wynik hitu kolejki, w którym spotkały się drużyny z drugiego i trzeciego miejsca ligowej tabeli: w derbach Paryża Racing 92 podejmował Stade Français. Przegrał, ale najbardziej szokują rozmiary tej porażki: aż 10:48. Już przed końcem pierwszej połowy goście prowadzili 23:3. Wtedy co prawda Racing odpowiedział przyłożeniem, ale jak się potem okazało, to było jedyne takie dokonanie gospodarzy w tym meczu. Po przerwie punktowało już tylko Stade Français, które do swojego dorobku dorzuciło 25 punktów, w tym 3 przyłożenia (dwa z nich zdobyte już w samej końcówce meczu, gdy nikt na La Defense Arenie nie śnił już o odwróceniu losów spotkania, a goście grali z liczebną przewagę po tym, jak sędzia pokazał trzy żółte kartki graczom obu ekip w wyniku jednej przepychanki). 21 punktów z kopów zdobył Joris Segonds. W Racingu mówią o upokorzeniu.

Nieoczekiwany było także zwycięstwo Bordeaux, które grało w La Rochelle z najlepszą drużyną Europy. Co prawda w poprzednim sezonie to Bordeaux znalazło się w najlepszej czwórce ligi, jednak nie wygrało z La Rochelle na wyjeździe od ośmiu lat. Tę złą passę właśnie przełamało – wygrało 12:8 po zaciętym pojedynku i to mimo niezdobycia żadnego przyłożenia. Do przerwy mieliśmy wynik piłkarski, 3:0 dla gospodarzy. Po przerwie jednak na prowadzenie wyszli goście dzięki dwóm drop goalom (jeden wykonał z ponad 40 m Maxime Lucu po słupku z karnego z 50 m: https://twitter.com/i/status/1606636455337504771, a drugi Tani Vili z blisko 40 m). Do tego dwa karne dorzucił Matthieu Jalibert i gospodarzom nie pomogło nawet przyłożenie w końcówce meczu.

Inną niespodziankę sprawiła czerwona latarnia ligowej tabeli czyli Brive, które pokonało na swoim boisku Clermont 20:16. Zawsze groźni na swoim terenie briwijczycy już od drugiej minuty meczu przegrywali po przyłożeniu Damiana Penaud, a do przerwy ulegali 3:13. Doprowadzili do remisu na 10 minut przed końcem, ale po karnym gości wydawało się, że punkty w tym meczu im umkną. Grali jednak do końca i w ostatniej akcji meczu zdobyli przyłożenie, które dało im bezcenne w ich sytuacji cztery punkty. To dopiero trzecie zwycięstwo Brive w tym sezonie.

Ciekawie było w pojedynku Tuluzy z wicemistrzami kraju z Castres. Do przerwy punkty padały tylko z karnych, a gospodarze prowadzili tylko 6:3. Po przerwie padło tylko jedno przyłożenie, a reszta punktów padała z podstawki, jednak częstotliwość celnych kopów zdecydowanie wzrosła – w sumie w całym meczu zarówno Melvyn Jaminet, jak i kopacze Castres (z Julienem Dumorą na czele) trafiali między słupy po sześć razy. W końcówce meczu Tuluza grała z przewagą jednego zawodnika (najpierw żółta kartka dla jednego z rywali, potem czerwona) i tę okazję wykorzystała zdobywając przyłożenie, które w praktyce zdecydowało o jej zwycięstwie 22:18.

Poza tym:

  • już w czwartek Tulon grał z Lyonem i pewnie wygrał spotkanie 21:3 (wszystkie punkty padły w pierwszej połowie meczu, a jedyne dwa przyłożenia zdobył fidżyjski skrzydłowy ekipy z Lazurowego Wybrzeża, Jiuta Naqoli Wainiqolo);
  • Pau zremisowało z Bajonną 22:22 (choć mogło ten mecz wygrać – w ostatniej akcji meczu Thibault Daubagna trafił z karnego w słupek; niemal wszystkie punkty w meczu padły w pierwszej połowie, po której gospodarze mimo dwóch żółtych kartek prowadzili 22:16);
  • mistrzowie kraju, Montpellier, wysoko wygrali z Perpignan 38:10 (21 punktów zdobył w tym meczu Louis Carbonel).

Na półmetku sezonu zasadniczego liderem Top 14 pozostaje Tuluza, chwilowo niezagrożona – ma 7 punktów przewagi nad kolejną drużyną. Za jej plecami paryskie ekipy zamieniły się miejscami: Stade Français awansowało na drugie miejsce kosztem Racingu 92, któremu po piętach depczą obrońcy tytułu z Montpellier. Na dnie mimo wygranej wciąż Brive, ale traci już tylko punkt do Perpignan.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza1344
2. ↑Stade Français1337
3. ↓Racing 921335
4. ↑Montpellier1334
5. ↓La Rochelle1332
6. ↑Bajonna1331
7. ↑↑Bordeaux Bègles1330
8. Tulon1330
9. ↓↓↓Lyon1329
10. Clermont1327
11. Pau1327
12. Castres1326
13. Perpignan1318
14. Brive1317

Pro D2 w okresie świąteczno-noworocznym pauzuje.

Premiership

Trzynastą rundę Premiership zaczęły derby Londynu, które wyglądały nieco nietypowo: przez większość meczu London Irish i Saracens grali czternastu na czternastu. Mecz zaczął się od przyłożenia Olliego Hassella-Collinsa już w pierwszych sekundach meczu. Po kwadransie gry czerwoną kartkę zobaczył gracz gospodarzy Adam Coleman (jego trzecia czerwona kartka w trzecim kolejnym meczu, w którym zagrał), ale kolejny kwadrans później boisko musiał opuścić Ben Earl z ekipy gości (dla odmiany – dla niego to pierwsza taka sytuacja w całej karierze). Irish nawet w osłabieniu powiększali przewagę dzięki karnym Paddy’ego Jacksona i dopiero na koniec pierwszej połowy swoje pierwsze przyłożenie zaliczyli Saracens – do przerwy było 19:10. Drugą połowę od zmniejszenia straty do dwóch punktów zaczęli goście, kolejny karny Paddy’ego Jacksona dał Irish pięć punktów przewagi, ale potem gospodarze na niemal 10 minut zostali na boisku w dwunastkę. Saracens mieli ogromną szansę wyjścia na prowadzenie, ale mimo osłabienia Irish znakomicie się bronili. Co prawda, gdy siły się wyrównały, Owen Farrell znów zniwelował część strat, ale na koniec meczu nie tylko Saracens nie zdobyli punktów, ale stracili po przegranym własnym aucie drugie przyłożenie, które odebrało im defensywny punkt bonusowy. Mieliśmy zatem sensację: jedna z najsłabszych ekip ligi, London Irish, wygrała z niepokonanymi dotąd Saracens 29:20.

Poza tym:

  • w innym derbowym pojedynku (drużyn z dwóch sąsiednich miast na zachodzie Anglii) Exeter Chiefs pokonali Bath 20:15 (exeterczycy zdobyli wszystkie swoje punkty przed przerwą, a po przerwie wytrzymali próby gości zmiany rezultatu – pół godziny dominacji dało Bath tylko 5 punktów; po długiej przerwie spowodowanej kontuzją wrócił do gry reprezentant Anglii Sam Underhill);
  • porażkę poniósł nie tylko lider, ale także wicelider ligowej tabeli – Newcastle Falcons, jeden z outsiderów, pokonał Sale Sharks 20:14 (do przerwy przegrywał 0:14, natomiast drugą część spotkania wygrał 20:0; odrabianie strat zaczął Mateo Carreras w takim stylu: https://twitter.com/i/status/1606405665576165382);
  • Leicester Tigers w pierwszym meczu bez Steve’a Borthwicka na ławce pokonali Gloucester 28:13 (błysnął Anthony Watson, który zdobył dwa przyłożenia dla zwycięzców, z kolei Gloucester stracił z kontuzjami Louisa Reesa-Zammita i Santiago Carrerasa; drużyny po raz pierwszy grały o puchar nazwany imieniem Eda Slatera, byłego gracza obu ekip, który musiał skończyć karierę kilka miesięcy temu po zdiagnozowaniu u niego MND – tej samej choroby, z którą walczył zmarły niedawno Doddie Weir).

Do rozegrania pozostał mecz Harlequins z Bristol Bears, zaplanowany na jutro. Dla Harlequins będzie to szansa wskoczenia na drugie miejsce w tabeli. Na jej czele są mimo porażki w ten weekend Saracens z 10 punktami przewagi nad Sale Sharks. W czołowej czwórce zameldowali się Leicester Tigers.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Saracens1043
2. Sale Sharks1033
3. Harlequins930
4. ↑Leicester Tigers1028
5. ↓Gloucester1026
6. ↑Exeter Chiefs1025
7. ↓Northampton Saints1024
8. ↑Newcastle Falcons1021
9. ↑London Irish1021
10. ↓↓Bath1019
11. Bristol Bears917

Na drugim ligowym froncie, w Championship, wydarzeniem weekendu było starcie dwóch niepokonanych dotąd drużyn, mających zdecydowaną przewagę nad resztą stawki – Ealing Trailfinders dość pewnie wygrali z Jersey Reds 43:22 i dzięki temu powrócili na fotel lidera (z punktem przewagi nad Reds) – na dodatek mają jeden mecz rozegrany mniej od rywali.

United Rugby Championship

Dziesiąta kolejka United Rugby Championship to zestaw pojedynków derbowych między drużynami z tych samych krajów. Sporo emocji było w irlandzkim starciu pomiędzy Ulsterem i Connachtem. Aż pół godziny czekaliśmy w tym meczu na pierwsze punkty – zdobyte wówczas przyłożenie dało gościom prowadzenie, którego nie oddali już do końca. Ulster przeważał przez większość meczu, choć wynik po pierwszej połowie nie oddawał obrazu gry: belfastczycy prowadzili tylko 7:3. W ciągu kwadransa po przerwie zdobyli jednak kolejne dwa przyłożenia po maulach autowych i wydawało się, że 16-punktowej przewagi już nie roztrwonią, a nawet że zdobędą bonus za cztery przyłożenia. Jednak gracze z Galway kilkakrotnie ratowali się świetną obroną pod własnym polem punktowym, a w samej końcówce obraz gry się zmienił: Connacht na pięć minut przed końcem przegrywał 8:22, ale wtedy docisnął rywali, zmuszał do kolejnych błędów, w efekcie których Ulster został na boisku w czternastkę, i gospodarze wreszcie zdobyli przyłożenie z podwyższeniem. Wciąż tracili 7 punktów, ale mieli czas na ostatnią akcję – i cierpliwie wyprowadzili piłkę z własnego pola 22 m aż do pola punktowego rywali. Świetne przełamanie Jacka Carthy’ego zaowocowało przyłożeniem i do remisu brakowało tylko skutecznego podwyższenia – Carthy jednak spudłował z podstawki i ostatecznie Connacht przegrał z Ulsterem 20:22.

W Kapsztadzie rozegrano mecz Stormers z Bulls – wyjątkowe derby południowoafrykańskie, kontynuujące tradycję pojedynków Prowincji Przylądkowej Zachodniej z Północnym Transwalem. Po pierwszej połowie na tablicy wyników widniał remis 13:13 – dwukrotnie w tej części spotkania gospodarze grali przez 10 minut z przewagą jednego zawodnika i obu tych przewag nie wykorzystali. Przeciwnie, to Bulls grając w osłabieniu zdobyli swoje jedyne przyłożenie w tej części spotkania. Po przerwie jednak Stormers zanotowali niesamowite pięć minut: między 48. i 53. minutą zdobyli trzy przyłożenia z podwyższeniami (jedno z nich w wyjątkowej urody: https://twitter.com/i/status/1606360279033335809), wypracowując sobie aż 21 punktów przewagi. I choć Bulls w ostatnim kwadransie zdobyli dwa przyłożenia, tylko zmniejszyli swoją stratę – kapsztadczycy wygrali 37:27. Gwiazdą meczu był łącznik ataku gospodarzy Manie Libbok. W drugich derbach Południowej Afryki Sharks odnieśli wysokie zwycięstwo nad Lions, 37:10. O jego rozmiarze przesądziły jednak przyłożenia zdobyte dopiero w samej końcówce przez Siyę Kolisiego i Makazole Mapimpiego (jego drugie w tym spotkaniu) – zaliczone w odstępie kilkudziesięciu sekund. Lions zmartwieni są na pewno nie tylko porażką, ale i stratą pod koniec meczu swego kapitana, Reinharda Nothnagela, który właśnie wrócił do gry.

Szkockie derby miały wyjątkowy smak – w tym roku minęło dokładnie 150 lat od inauguracji pojedynków między Glasgow i Edynburgiem. Zmagania o 1872 Cup lepiej w tym roku zaczęła ekipa z Glasgow: pokonała rywali ze stolicy kraju 16:10. Obie drużyny zdobyły po jednym przyłożeniu. Do przerwy Glasgow Warriors prowadzili 10:0. Na 20 minut przed końcem goście zdobyli wreszcie przyłożenie zmniejszając stratę do trzech punktów, ale dwa karne ekipy z Glasgow wystarczyły do zapewnienia jej zwycięstwa – edynburczycy na sam koniec meczu zmniejszyli tylko stratę do sześciu oczek, zdobywając dzięki temu defensywny punkt bonusowy.

We Włoszech derby bez większej historii: sześć przyłożeń dało Benettonowi pewne zwycięstwo nad Zebre, które swoje jedyne punkty w meczu zdobyło wysoko przegrywając, na kwadrans przed końcem. Końcowy wynik: 38:5.

Do rozegrania jeszcze w tej rundzie trzy mecze, w dzisiejsze popołudnie i wieczór: oba starcia wewnątrzwalijskie i irlandzki klasyk Munster – Leinster. W tabeli Leinster z kompletem zwycięstw (po porażce Saracens – ostatnia niepokonana drużyna w czołowych europejskich ligach) nadal na czele, przed Stormers i Ulsterem.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leinster943
2. ↑Stormers939
3. ↑Ulster935
4. ↓↓Bulls1034
5. ↑↑↑↑Glasgow Warriors924
6. ↑↑↑↑Sharks824
7. ↓↓Lions924
8. ↑↑↑↑Benetton Treviso1024
9. ↓↓↓Edynburg1024
10. ↓↓↓Cardiff922
11. ↓↓↓Munster922
12. ↓Connacht1022
13. Dragons916
14. Ospreys914
15. Scarlets99
16. Zebre Parma104

Z kraju

Kolejne zgrupowanie przed kobiecą reprezentacją kraju, pierwsze w jakże ważnym dla niej roku 2023. Tym razem Janusz Urbanowicz w powołaniach postawił na Biało-Zielone – jest ich w kadrze aż 15. Do tego tylko trzy zawodniczki z pozostałych klubów – te same, które grały w biało-czerwonych strojach na najważniejszych turniejach kończącego się sezonu.

Zmarli Zbigniew Rybak, legenda Arki Gdynia, dwukrotny mistrz Polski, oraz Wojciech Stępień, były gracz Orkana, reprezentant Polski.

Ze świata

W Japan Rugby League One rozegrano drugą kolejkę spotkań. Spośród najlepszych drużyn poprzedniego sezonu tylko jedna nie miała kłopotów z pokonaniem swoich przeciwników: Tokyo Sungoliath pokonało Green Rockets Tokatsu aż 50:19. Z kolei obrońcy tytułu Saitama Wild Knights wygrali z Shizuoka Blue Revs zaledwie 15:14 (decydujące przyłożenie zdobywając na sam koniec meczu), a brązowi medaliści Kubota Speras zremisowali z Yokohama Canon Eagles 27:27 (w ostatnich pięciu minutach Eagles zniwelowali 10 punktów straty zdobywając dwa przyłożenia, do pełni szczęścia brakło im tylko skutecznych podwyższeń po nich). Drugie zwycięstwo z rzędu zaliczył beniaminek – Mitsubishi Sagahimara Dynaboars pokonali ekipę Toyota Verblitz 27:25 (zacięty mecz, Dynaboars odrobili w drugiej połowie stratę z pierwszej, ale na koniec bliscy byli utraty zwycięstwa; 12 punktów zdobył dla nich James Shilcock, który trafił do zespołu po rozpadzie Worcester Warriors). Drugi beniaminek, Hanazono Kintetsu Liners, zaliczył drugą porażkę, ale znów zafundował kibicom efektowną grę i znów zdobył ponad 30 punktów – przegrał z Kobelco Kobe Steelers 36:58 (rywale zdobyli aż 9 przyłożeń, z czego hat-tricki zaliczyli były reprezentant Nowej Zelandii Ngani Laumape oraz Daiki Nakajima, który niedawno debiutował w reprezentacji Japonii). Tylko dwie drużyny zaliczyły dotąd dwa zwycięstwa, a nieoczekiwanym liderem tabeli są Dynaboars z punktem przewagi nad Wild Knights.

World Rugby ogłosiło informacje na temat formatu zawodów szczególnie nas interesujących: kwalifikacji do World Rugby Sevens Series. W tym sezonie zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet, decydować będą po dwa turnieje, które będą rozegrane 20–22 i 28–30 kwietnia przyszłego roku w południowoafrykańskim Stellenbosch. Na starcie stanie po 12 drużyn, format olimpijski (3 grupy po 4 zespoły, 8 drużyn awansuje do play-off). O awansie decyduje klasyfikacja łączna dwóch turniejów. Wśród kobiet awansuje do WRSS najlepsza drużyna, natomiast zwycięzcę męskiego challengera czeka kolejne wyzwanie – o awans zagra z drużynami z miejsc od 12 do 14 obecnego sezonu WRSS (wynika to z faktu okrojenia męskiego WRSS z 16 do 12 drużyn). Rywalkami Polek w tym roku będą Brazylia, Chiny, Czechy, Hongkong, Kolumbia, Madagaskar, Meksyk, Papua-Nowa Gwinea, Południowa Afryka, Tajlandia oraz nieznana jeszcze ekipa z Ameryki Południowej. Szanse są spore, a najgroźniejszymi rywalkami będą Chinki.

Po sezonie 2023/2024 WRSS zasady spadków i awansów znowu się zmienią: o awans będą grać w jednym turnieju cztery najsłabsze drużyny WRSS i cztery najlepsze Challengera (zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn). Taki turniej to mogłaby być fajna idea, ale jeśli awans uzyska połowa stawki, to z emocjami może być ciut skromnie. Sam Challenger ma być rozbudowany do trzech rund.

Opublikowano terminarz nowych rozgrywek w kobiecym rugby – Celtic Challenge. Pierwszy sezon ma trwać od 21 stycznia do 25 lutego, a każda z trzech drużyn (szkocka – The Thistles, walijska – Welsh Development XV, irlandzka – Combined Provinces) ma rozegrać po cztery mecze (z każdym z rywali w domu i na wyjeździe). W kolejnym roku, 2024, mają być już po dwie drużyny z każdego kraju.

Ogłoszono oficjalnie Super Rugby Americas. Ostatecznie nie będzie w tej lidze jednak ośmiu drużyn, jak wcześniej się przymierzano: odpada ekipa z Kolumbii, dochodzą druga drużyna z Argentyny (Los Dogos) i American Raptors ze Stanów Zjednoczonych (podobno z kilkoma Kolumbijczykami w składzie), ale na liście uczestników ma drużyny z Kanady – dla Pacific Pride koszty okazały się zbyt wysokie, nawet mimo wsparcia World Rugby. Do tego dwie zmiany nazwy – zapowiadana już wcześniej w ekipie z Paragwaju (będzie teraz startować jako Yakare XV), ale także nie będzie już Jaguares XV – zastąpią ich Los Pampas. Rozgrywki zaczną się 18 lutego i potrwają do 9 czerwca. Sezon zasadniczy w formacie każdy z każdym, mecz i rewanż (każda drużyna będzie miała dwie kolejki odpoczynku z uwagi na nieparzystą liczbę uczestników). Cztery najlepsze drużyny awansują do play-off.

World Rugby wydało wytyczne dotyczące stosowania przepisów, których celem jest przyspieszenie gry. Uczulono na marnowanie czasu przez graczy i zachęcono do korzystania z zegara odliczającego czas na wykonanie stałego elementu gry (zresztą, już obecnego choćby w Top 14). Inna wytyczna dotyczy ograniczenia możliwości wejścia na boisko podawaczy wody. Poza tym WR przypomina zasady dotyczące TMO, karania zawodników z rękami na ziemi czy zasad dotyczących zbijania piłki do przodu.

Ciąg dalszy sprawy Bernarda Laporte’a: Biuro Federalne francuskiej federacji zażądało od niego wycofania się z prac organów i Laporte wreszcie się na to zgodził. Pozostanie on formalnie prezesem FFR, ale – podobnie jak w World Rugby – nie będzie wykonywał obowiązków, pozostając w zawieszeniu, do czasu rozstrzygnięcia apelacji od wyroku skazującego. Jego obowiązki przejmą tymczasowo dwaj wiceprezesi: Patrick Buisson (dotąd zajmujący się rugby amatorskim) i Serge Simon (uniewinniony w tym samym procesie), a pod koniec stycznia ma zostać wyłoniona osoba, która będzie przewodniczyć FFR aż do rozstrzygnięcia jego apelacji. Tymczasem okazuje się, że apelacje złożą nie tylko Laporte i Mohed Altrad – zrobi to także prokuratura niezadowolona z niskich wyroków i uniewinnienia Serge’a Simona.

Sprawa pogróżek pod adresem Wayne’a Barnesa i jego rodziny była impulsem do powołania organizacji zrzeszającej sędziów międzynarodowych i reprezentujących ich interesy wobec World Rugby – nazwano ją International Rugby Match Officials. Ma także wspierać sędziów i pomagać im w rozwoju.

Niecodzienna informacja z Nowej Zelandii: obowiązuje tam ścisła reguła pozwalająca reprezentować kraj tylko zawodnikom grającym w nowozelandzkich drużynach. Tymczasem za rok kończy się kontrakt z federacją Beaudena Barretta (ponoć wart ponad pół miliona funtów rocznie) i zaczął on rozmowy z władzami na temat możliwości występów dla kraju, nawet jeśli wyjedzie grać poza jego granice.

Daily Mail podało, że szejkowie z Kataru zwrócili swój wzrok na rugby. Chcieliby organizacji turnieju w ramach World Rugby Sevens Series, a nawet Pucharu Świata w Rugby 7. Póki co jednak najgłośniej o pomyśle sprowadzenia British & Irish Lions na pojedynczy mecz podczas ich wyprawy do Australii w 2025. Coś może w tym być, wszak parę miesięcy temu rugbowy świat obiegła informacja o umowie sponsorskiej ligi URC z Qatar Airways.

Afera we Włoszech: urodzony w Gwinei rugbysta Benettona Cherif Traorè znalazł w prezencie świątecznym od kolegów z drużyny zepsutego banana. Oskarżył autora dowcipu o rasizm, a w efekcie jeden z jego kolegów został przez władze drużyny zawieszony.

Z wieści transferowych:

  • prawdziwy hit transferowy w Japonii – Toshiba Brave Lupus Tokyo ogłosiła pozyskanie od przyszłego sezonu dwóch reprezentantów Nowej Zelandii, Richiego Mo’ungi z Crusaders i Shannona Frizella z Highlanders. Na dodatek kontrakt Mo’ungi to nie jednoroczny wypad, jak to często bywa, ale został podpisany aż na trzy lata;
  • oficjalnie potwierdzono, że Steve Borthwick został nowym trenerem reprezentacji Anglii. W Leicester Tigers zastąpił go Richard Wigglesworth, rekordzista Premiership pod względem liczby rozegranych spotkań;
  • ustąpił ze stanowiska Thomas Darracq, trener kobiecej reprezentacji Francji (brązowych medalistek niedawnego Pucharu Świata). Przyczyny oficjalnie rodzinne, ale po imprezie w Nowej Zelandii wyszły na światło dzienne informacje o napięciach w kadrze;
  • rewelacyjny portugalski skrzydłowy Rodrigo Marta, obecnie grający w Nationale w zespole Dax, wiązany jest z transferem do Bajonny.

Zmarł Max Brito – reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej, który został sparaliżowany w wyniku kontuzji odniesionej w meczu z Tonga podczas Pucharu Świata w 1995. Odszedł też Piet Visagie, wielokrotny reprezentant Południowej Afryki na przełomie lat 60. i 70. XX w.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Francja:

  • Andrzej Charlat (Nevers, Pro D2): cały mecz z Agen, wygrany 39:13, a sam Charlat zdobył jedno z pięciu przyłożeń drużyny (ładna akcja, można ją zobaczyć tutaj: https://youtu.be/24LzVIX9yOM?t=558). Nevers awansowało na dziesiąte miejsce w lidze.
  • Quentin Cieslinski (Lavaur, Fédérale 1 – grupa 3): pierwsza połowa meczu z L’Isle-Jourdain, przegranego 18:22. Lavaur nadal jest przedostanie w tabeli.

Zapowiedzi

Już dziś i jutro ostatnie mecze zaplanowanych na ostatni weekend rund lig URC i Premiership, w tym starcia Munsteru z Leinsterem i Harlequins z Bristol Bears.

Kolejny weekend znowu pod znakiem rozgrywek najlepszych lig Europy:

  • w czternastej kolejce Top 14 zmierzą się m.in. Bordeaux z Montpellier, Bajonna z Tulonem czy Clermont z Tuluzą,
  • w czternastej kolejce Premiership starcia m.in. Sale Sharks z Leicester Tigers, Saracens z Exeter Chiefs czy Northampton Saints z Harlequins,
  • w United Rugby Championship jedenasty weekend gier, po raz drugi wyłącznie z krajowymi derbami (zacznie się od meczu Edynburga z Glasgow Warriors, a skończy starciem Leinsteru z Connachtem).

1 komentarz do “Święta niespodzianek”

Dodaj komentarz