Anglia upokorzona, Skra pogrążona

Ależ się działo w ten weekend. Francja upokorzyła Anglię na Twickenham, Irlandia pokonała paskudne przeciwności losu i Szkocję, Fijian Drua wygrali z Crusaders, a Pogoń Siedlce sensacyjnie zwyciężyła Ogniwo Sopot. Niestety, boiskowe wydarzenia przyćmiła u nas wiadomość, że Skra Warszawa nie pojawiła się na meczu z Juvenią Kraków, co niestety prawdopodobnie będzie kosztować ją ligowy byt.

Ekstraliga

Wiosna ekstraligowa ruszyła nie tak, jak byśmy chcieli to widzieć – od zamieszania pozaboiskowego. Konflikt w Skrze Warszawa pomiędzy drużyną i kierownictwem klubu spowodował, że zawodnicy odmówili gry i do Krakowa na mecz z Juvenią nie pojechali. To powinno oznaczać trzeci walkower Skry w tym sezonie, a zatem zgodnie z przepisami PZR – automatyczną degradację. Wszystko zatem wskazuje na to, że nie będzie w tym sezonie w lidze walki o utrzymanie. Ogromna szkoda, bo to wielki cios nie tylko dla rugby w stolicy, ale także dla wizerunku Ekstraligi i rugby w naszym kraju. Skra miała walczyć o złoto, tymczasem pogubiła się w niezbyt szczęśliwych kombinacjach mających dać jej przewagę. Dziś jej przyszłość to jedna wielka tajemnica, a zapewne w najbliższym czasie, póki okienko transferowe jest otwarte, można spodziewać się starań innych klubów o pozyskanie jej (byłych) zawodników.

Hitem pierwszej wiosennej kolejki miało być spotkanie dwóch zespołów ze ścisłej ligowej czołówki: Budo 2011 pierwszy raz grali w Aleksandrowie Łódzkim (może dlatego jeszcze bez tablicy wyników) i podejmowali trzecią ekipę ligowej tabeli, Edach Budowlanych Lublin. Mecz od prowadzenia 6:0 zaczęli goście, ale przyłożenie Pawła Urbaniaka (grał pierwszy raz w tym sezonie po nieobecności przez całą jesień) wyprowadziło na prowadzenie gospodarzy. I choć Nkululeko Ndlovu trzecim karnym dał dwa punkty przewagi lublinianom, łodzianie (a właściwie aleksandrowianie) jeszcze w pierwszej połowie zdobyli dwa przyłożenia i do przerwy prowadzili 19:9. Drugą połowę zaczęli z animuszem goście – zdobyli przyłożenie, dorzucili kolejne dwa karne Ndlovu (w sumie 17 punktów w meczu z podstawki) i doprowadzili po kwadransie gry do remisu 22:22. Jednak Budo dominowało w młynie i do końca meczu już tylko ono punktowało – drugie przyłożenie w meczu zdobył Oleksandr Szewczenko, karnego dorzucił Kamil Brzozowski i gospodarze wygrali 30:22.

Ta wygrana dała ekipie z Aleksandrowa nieoczekiwany awans na fotel lidera tabeli – nieoczekiwany, bo mało kto spodziewał się potknięcia dotychczasowego lidera, Ogniwa Sopot, w meczu z Pogonią Awentą Siedlce. Tymczasem doszło do sensacji – siedlczanie na swoim boisku pokonali wicemistrzów kraju 21:20. Co prawda Ogniwo przyjechało do Siedlec bez kapitana Piotra Zeszutka, a Wojciech Piotrowicz zaczął mecz na ławce rezerwowych, ale w składzie gości i tak wyglądał na papierze na znacznie lepszy. Tymczasem pierwsze przyłożenie zdobyła Pogoń już po paru minutach gry i choć Ogniwo zdołało odpowiedzieć tym samym, kolejne punkty zdobywali gospodarze i do przerwy prowadzili 15:5. W końcówce tej części spotkania co prawda Ogniwo dominowało, ale długiej obecności pod linią bramkową gospodarzy nie zamieniło na punkty. Po przerwie trener Karol Czyż wpuścił na boisko m.in. Thomasa Fidlera i Wojciecha Piotrowicza, Ogniwo szybko zdobyło dwa przyłożenia, wyszło na prowadzenie 17:15 i wydawało się, że pójdzie za ciosem, a mecz skończy się zgodnie z przewidywaniami. Jednak żadna drużyna nie zdobyła już przyłożeń (a bliżej ich znów nieoczekiwanie byli siedlczanie), a jedyne punkty padały z karnych. Więcej okazji do kopów miał Mamuka Czanczibadze, który decydujące 3 punkty zdobył w ostatniej akcji meczu. Sensacja stała się faktem. Szkoda jednak, że i tu możemy mieć pozaboiskowy ciąg dalszy – Ogniwo wystawiło w tym meczu sześciu obcokrajowców, a więc jednego więcej niż dopuszczają przepisy. [Małe uzupełnienie: ponoć ten szósty był usprawiedliwiony, bo wystąpił w roli medical jokera – wychodziłoby na to, że Piotr Zeszutek ma kontuzję odniesioną na kadrze, co tez nie cieszy, choć z nieco innych powodów.]

Mecz Posnanii z Orkanem przełożono na kolejny weekend, z kolei derby Trójmiasta pomiędzy Arką i Lechią już wcześniej przeniesiono na początek czerwca (będą rozegrane po ostatniej planowanej kolejce, a przed weekendem z play-offami).

W tabeli tylko jedna zmiana, wspomniana wyżej: Budo 2011 awansowało na pierwsze miejsce, spychając na drugie Ogniwo Sopot. Edach Budowlani Lublin stracili odrobinę dystansu do obu czołowych drużyn. Na dole tabeli wygrana Pogoni mogłaby nadać rumieńców walce o utrzymanie, jednak wiele wskazuje na to, że żadna z drużyn w dole tabeli o swój los nie będzie musiała się martwić. Cóż, poczekajmy jednak na orzeczenia organów dyscyplinarnych.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Budo 2011 Aleksandrów Łódzki1042
2. ↓Ogniwo Sopot1040
3. Edach Budowlani Lublin1036
4. Orkan Sochaczew930
5. Lechia Gdańsk922
6. Up Fitness Skra Warszawa918
7. Juvenia Kraków912
8. Arka Gdynia910
9. Pogoń Awenta Siedlce109
10. Posnania95

W pierwszej lidze rozegrano tylko jedno spotkanie – Hegemon Mysłowice przegrał w wyjątkowo nieprzyjemnych warunkach (zimno, śnieg i błoto) z Legią Warszawa 5:25 i nie przełamał złej passy z jesieni. Niemiły akcent mieliśmy pod sam koniec meczu, gdy czerwoną kartkę za uderzenie rywala w twarz zobaczył jeden z graczy gospodarzy. Dwa pozostałe planowane na ten weekend mecze przełożono na późniejsze terminy.

Puchar Sześciu Narodów

W czwartej kolejce tegorocznego Pucharu Sześciu Narodów wszystkie trzy spotkania zapowiadały się bardzo ciekawie. Weekend zaczął mecz dwóch najsłabszych drużyn w stawce, Włoch i Walii. Gospodarze nieźle pokazywali się w poprzednich meczach, ale je przegrywali, z kolei Walijczycy kompletnie zawodzili i też mieli na koncie komplet porażek. Rok temu w Cardiff Walijczycy sensacyjnie przegrali z Włochami, ale tym razem, choć ekipa z Italii miała atut własnego boiska, zagrała bez gwiazdy ubiegłorocznego spotkania, kontuzjowanego Ange Capuozzo. Walijczycy szybko wyszli na prowadzenie (karny, potem przyłożenie Rio Dyera po odbiciu piłki, które zmyliło obrońców) i po 10 minutach było 10:0. Walijczycy odtąd wynik kontrolowali, dwukrotnie wypracowywali 19-punktową przewagę, a ostatecznie wygrali 29:17. Jednak ten mecz mógł wyglądać zupełnie inaczej, gdyby Włosi popełniali mniej błędów. Gospodarze przegrywali wrzuty z autu w kluczowych sytuacjach, popełniali liczne błędy w podaniach i chwycie piłki. Mimo to prezentowali niezwykle atrakcyjne rugby i raz za razem konstruowali szybkie akcje, którymi zdobywali dziesiątki metrów. Niestety, zwykle brakowało tym akcjom wykończenia – w drugiej połowie dwukrotnie byli bliscy przyłożeń, przy czym raz dosłownie o włos. Znów zatem porażka Włochów, ale znów porażka bez wstydu. Mieli przewagę w posiadaniu piłki, w obecności na połowie rywala, ale te statystyki punktów nie dają, a rywale po prostu wykorzystywali swoje szanse. Architektami sukcesu Walijczyków byli łącznik młyna Rhys Webb i obrońca Liam Williams – obaj odwdzięczyli się Warrenowi Gatlandowi za wstawienie do składu (należeli do szóstki, której dwa tygodnie temu w podstawowej piętnastce nie było). Trener Włoch po meczu krytykował sędziego, m.in. za przegapienie faktu, że ratująca Walię przed utratą przyłożenia szarża Owena Williamsa na Juanie Ignacio Brexie była jego zdaniem szarżą ze spalonego.

Na drugi ogień poszedł Le Crunch czyli mecz Anglii z Francją. Obie ekipy miały w tabeli po 10 punktów i obie potrzebowały zwycięstwa, aby pozostać w walce o końcowy triumf w turnieju. W składzie Anglii znów brakło Courtney’a Lawesa, który dwa tygodnie temu wrócił do kadry po kontuzji, a potem pojechał do domu z nowym urazem. Steve Borthwick natomiast dał szansę Marcusowi Smithowi, który w ostatnich meczach grał ogony, i odstawił na ławkę dotychczasowego kapitana zespołu Owena Farrella. W ekipie Francji mieliśmy dwie wymuszone zmiany i powrót po urazie Jonathana Danty’ego. Miało być ciekawie, a tymczasem mieliśmy jednostronne widowisko, w którym wszystko wychodziło jednej drużynie – gościom z Francji. Nie tylko wygrali na Twickenham pierwszy raz od 16 lat, ale dosłownie rozgromili Anglików w ich świątyni 53:10. Anglicy próbowali, mieli nawet przewagę w statystykach posiadania piłki i terytorium, wygrywali młyny, ale na niewiele im się to zdało. Już do przerwy przegrywali 3:27, tracąc trzy przyłożenia, z czego pierwsze już na samym początku meczu z rąk Thomasa Ramosa (został uznany najlepszym graczem spotkania, zdobył w nim 23 punkty). Po przerwie chwilę nadziei dał angielskim kibicom Freddie Stewart, który przełamał obronę Ramosa, ale potem znów punktowali Francuzi – swoje drugie przyłożenia w tym meczu zdobyli Thibaud Flament i Charles Ollivon, a na sam koniec spotkania dobił gospodarzy dwoma przyłożeniami po fantastycznych szybkich akcjach skrzydłowy Damian Penaud. Znamienna jest tu statystyka przełamań linii obrony: aż 9:1 na korzyść gości. Fantastyczny pokaz siły ekipy francuskiej, która wciąż liczy na obronę swojego mistrzostwa sprzed roku. Rewelacyjny Antoine Dupont. Dla Anglików to jedna z najwyższych porażek w historii i najwyższa na Twickenham oraz w meczach z Francją. Poprzednia rekordowa porażka u siebie to 6:42 z Południową Afryką i tak się składa, że i w niej udział miał Steve Borthwick – był wówczas kapitanem reprezentacji Anglii.

Na koniec kolejki starły się drużyny z dwóch czołowych miejsc pucharowej tabeli – Szkocja grała z niepokonaną dotąd Irlandią. Trener gospodarzy zaskoczył sadzając na ławce Hamisha Watsona, Irlandczycy natomiast cieszyli się z powrotu na boisko Jonathana Sextona i Tadhga Furlonga. To Irlandczycy mocniej zaczęli to spotkanie, w pierwszych minutach wygrali dwa auty z wrzutem rywali i zameldowali się na polu punktowym przeciwników, sędzia jednak to przyłożenie im odebrał (kuriozalna sytuacja – Szkoci popełnili błąd przy wrzucie z autu, w związku z czym go powtórzono i tym razem Irlandczycy już piłki gospodarzom nie odebrali). Skończyło się na trzech punktach Jonathana Sextona z karnego, a Szkoci przebudzili się i odpowiedzieli pierwszym przyłożeniem w meczu. I choć Mack Hansen przyłożeniem w narożniku boiska wyprowadził Irlandię z powrotem na prowadzenie (8:7), to Szkoci prezentowali się lepiej, a Irlandczycy mieli poważne kłopoty: tracili z kontuzjami kolejnych graczy młyna z Caelanem Dorisem i Danem Sheehanem na czele. Zaraz na początku drugiej połowy musiał zejść z boiska zmiennik Sheehana, Ronan Kelleher, i Irlandczycy zostali na boisku bez młynarza. Nie zdecydowali się jednak na młyny symulowane i mimo filara Ciana Healy’ego na pozycji młynarza coraz wyraźniej dominowali w młynie. Druga połowa należała do nich – zdecydowanie zdominowali mecz, zdobyli dwa przyłożenia i na 20 minut przed końcem prowadzili 22:7. I chociaż mieli problemy w autach (wrzucanych przez Josha van der Fliera), kontrolowali mecz i w praktyce nie dopuścili rywali do stworzenia sobie poważniejszych szans na zmianę wyniku. Niestety, jakby kontuzji było za mało, pod koniec meczu stracili jeszcze Garry’ego Ringrose’a, który musiał być zwieziony z boiska. To chyba jedno z najważniejszych zwycięstw Irlandii – wygrali nie tylko ze Szkotami, ale także z ogromnymi przeciwnościami losu. I jeśli potrafią wygrać w takiej sytuacji tak ważny mecz, z filarem na pozycji młynarza i rwaczem wrzucającym piłkę z autu, to absolutnie zasłużenie są obecnie na czele światowego rankingu.

Przed super-sobotą zostały już tylko dwie drużyny z szansą na wygraną w turnieju: Irlandia i Francja. Irlandczycy prowadzą w tabeli z kompletem zwycięstw, ale przed nimi trudny pojedynek z Anglią (trudno oczekiwać, że drugi tydzień z rzędu zagra tak samo beznadziejnie). Francuzi grają z Walią i muszą liczyć na potknięcie Irlandczyków w Dublinie.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Irlandia419
2. ↑↑Francja415
3. ↓Szkocja410
4. ↓Anglia410
5. ↑Walia45
6. ↓Włochy41

W rozgrywkach młodzieżowych dwa niezwykle wysokie wyniki. Szkoci (w składzie których debiutował Luke Townsend, syn trenera seniorskiej reprezentacji kraju, Gregora Townsenda) ulegli Irlandczykom aż 7:82 (i niewiele tu ich tłumaczy czerwona kartka), a Anglicy Francuzom 7:42. Irlandczycy pozostali zatem na prowadzeniu jako jedyna ekipa z kompletem zwycięstw, a Francja przeskoczyła Anglię awansując na drugie miejsce. W meczu Włoch z Walią było najciekawiej – wynik praktycznie cały czas był na styku, a gospodarze wygrali 29:25. Warto zwrócić uwagę, że mecz Szkocji z Irlandią prowadził sędzia z Japonii, Takehito Namekawa.

Premiership

Angielska Premiership była jedyną z czołowych europejskich lig, w której grano w ten weekend mimo występów reprezentacji w Pucharze Sześciu Narodów. W dwudziestej kolejce dwa wyniki zwracają szczególną uwagę. Niespodziankę sprawili London Irish, którzy wygrali z wiceliderami ligowej tabeli, Sale Sharks, 36:18. Londyńczycy dominowali w pierwszej połowie, w której w pewnym momencie prowadzili już 19 punktami (zaczęli mecz od takiej imponującej akcji przez niemal całe boisko: https://twitter.com/i/status/1634907800047599617). W drugiej części spotkania Irish przestali punktować, a manchesterczycy odrabiali straty i na pięć minut przed końcem Irish wygrywali już tylko 22:18. Jednak ostatnie minuty znów należały do gospodarzy, którzy zdobyli dwa przyłożenia.

Jeszcze wyższy wynik zobaczyliśmy w meczu Bristol Bears z Harlequins. Ekipa z Bristolu w tym sezonie długo miała poważne problemy, ale w ostatnich tygodniach się przebudziła i w niedzielę znów zaliczyła kapitalny występ. Bristolczycy zdobyli w tym meczu aż siedem przyłożeń – już po pierwszej połowie prowadzili 31:12 (m.in. dwa przyłożenia Harry’ego Thackera), a w drugiej części spotkania kolejne trzy razy meldowali się w polu punktowym gości (w tym dwukrotnie Charles Piutau) i wygrali aż 51:26.

Poza tym:

  • Exeter Chiefs wygrali 24:5 z Newcastle Falcons (pierwsze przyłożenie w meczu zdobyli po 20 minutach goście z północy, wieńcząc okres swojej przewagi, ale gospodarze odpowiedzieli czterema przyłożeniami i wygrali z bonusem);
  • Northampton Saints pokonali czerwoną latarnię ligowej tabeli, Bath, 45:26 (wyrównana pierwsza połowa, w której Bath nawet prowadziło, a do przerwy Saints wygrywali tylko trzema punktami);
  • Gloucester przegrał z Leicester Tigers 5:26 (bardzo długo bez punktów, dopiero po kwadransie drugiej połowy wynik otworzył przyłożeniem weteran Mike Brown – potem jego koledzy dorzucili jeszcze trzy przyłożenia).

W tabeli nadal na prowadzeniu pauzujący w ten weekend Saracens. Drudzy Sale Sharks nie wykorzystali szansy na skrócenie dystansu. Do końca fazy zasadniczej drużynom pozostały po 3 lub 4 mecze i zanosi się na to, że Leicester Tigers i Northampton Saints mają największe szanse na zajęcie pozostałych miejsc w play-off, ale niewiele tracą London Irish, a dystans odrabiają dwie ekipy, które mają jedno spotkanie więcej do rozegrania – Exeter Chiefs i Bristol Bears (ci wreszcie się przebudzili po fatalnej pierwszej części sezonu – czy jednak nie za późno?). Iluzoryczne szanse na awans mają za to już Harlequins i Gloucester, których pogrążyły w dole tabeli niedzielne porażki.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Saracens1662
2. Sale Sharks1756
3. Leicester Tigers1748
4. Northampton Saints1748
5. London Irish1746
6. ↑↑Exeter Chiefs1643
7. ↑↑Bristol Bears1641
8. ↓↓Harlequins1640
9. ↓↓Gloucester1639
10. Newcastle Falcons1627
11. Bath1627

Na drugim froncie, w Championship, Ealing Trailfinders wygrali pewnie z ostatnimi w tabeli London Scottish 66:0, natomiast największy rywal londyńczyków, Jersey Reds, pauzowali – ich ciekawie zapowiadający się mecz w Doncaster przełożono z powodu warunków pogodowych. Potknięcie zaliczyło trzecie Coventry, które przegrało z Cornish Pirates 26:31 (a tuż przed końcem pierwszej połowy prowadziło 26:7). Beniaminek z Caldy postraszył Ampthill – przegrał tylko 16:17.

Super Rugby Pacific

Na południowej półkuli oczywiście najwięcej uwagi przyciągała trzecia runda Super Rugby Pacific. A tu najciekawszy wynik przyniosło starcie Fijan Drua z Crusaders, zakończone nieoczekiwanym zwycięstwem wyspiarzy nad faworytem rozgrywek 25:24. Fidżyjczycy zaczęli mecz kiepsko i po pół godzinie przegrywali po dwóch potężnych maulach Nowozelandczyków 0:12. Potem to jednak oni mieli świetny okres – jedno przyłożenie przed przerwą, trzy kolejne po przerwie i wygrywali w 74. minucie 22:12. W ciągu ostatnich pięciu minut Crusaders dzięki dwóch przyłożeniom wyszli na dwupunktowe prowadzenie, ale ostatnie słowo należało do gospodarzy – 3 punkty z karnego zdobył debiutujący w ekipie gospodarzy Kemu Valetini (wszedł na boisko moment wcześniej i spudłował drop goala). To przepiękny sukces Fidżyjczyków, na dodatek przed własną publicznością (mecz rozegrano w Lautoce), a dla Crusaders to nieoczekiwanie już druga porażka w trzech meczach. I niewiele blasku tej wygranej odbiera fakt, że Nowozelandczycy przyjechali na Fidżi w mocno osłabionym składzie, z trzema debiutantami.

Ciekawie było też w nowozelandzkim starciu niepokonanych dotąd Hurricanes (grających bez Ardiego Savei, którego głupie zachowanie sprzed tygodnia zostało ukarane jednym weekendem zawieszenia) z Blues. Goście po pierwszej połowie prowadzili dzięki trzem przyłożeniom 22:5, ale w drugiej połowie gospodarze zaczęli odrabiać straty i w ciągu dziesięciu minut zredukowali dystans do zaledwie trzech oczek. Zaciekła walka toczyła się do końca, ale w pozostałej półgodzinie padły tylko trzy punkty z karnego – zdobyli je Blues pod koniec meczu, zapewniając sobie wygraną 25:19.

Poza tym:

  • Chiefs wygrali z Highlanders 28:7 (ekipa z Dunedin odniosła trzecią porażkę w trzecim meczu i pewnie czeka z utęsknieniem na okazję do gry z rywalami spoza Nowej Zelandii);
  • Rebels pokonali Waratahs 34:27 (dla drużyny z Melbourne to pierwsza wygrana w rozgrywkach, a gwiazdą meczu był zaledwie 22-letni Carter Gordon);
  • w innym australijskim starciu Brumbies wygrali z Reds 23:17 (o ich zwycięstwie zadecydowała pierwsza połowa, w której Reds nie zdobyli ani jednego punktu);
  • Western Force po emocjonującym meczy pokonali drużynę Moana Pasifika 21:18 (dwie czerwone kartki i trzy żółte, w drugiej połowie długo remis 18:18, a w ostatnim akordzie meczu ekipa z Perth wyszarpała zwycięstwo karnym, mimo że była na boisku tylko w trzynastkę).

W lidze pozostały dwie drużyny z kompletem zwycięstw, nowozelandzcy Chiefs i australijscy Brumbies. Bez zwycięstwa wciąż Moana Pasifika (choć znów było blisko) i Highlanders, wciąż wysoko przegrywający z rywalami z Nowej Zelandii. Cieszy drugie zwycięstwo Fijian Drua, zaskakuje druga porażka Crusaders.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Chiefs315
2. ↑Brumbies312
3. ↑Blues310
4. ↓↓Hurricanes310
5. ↑↑↑Fijian Drua38
6. ↑↑↑Western Force38
7. ↓↓Waratahs37
8. ↓Crusaders36
9. ↓↓↓Reds36
10. Rebels36
11. Moana Pasifika32
12. Highlanders30

Z kraju

Przed naszą reprezentacją ostatni akord Rugby Europe Championship – mecz o siódme miejsce, który rozegramy w Amsterdamie przeciwko Belgom. Niedawno tego przeciwnika pokonaliśmy, ale jest to rywal prezentujący podobny poziom co my, a tym razem będziemy pozbawieni atutu własnego boiska. Chris Hitt powołał reprezentację i wielkich niespodzianek w niej nie znajdziemy (no, poza obecnością w niej 19-letniego Mateusza Kolasa z Lechii Gdańsk). Cieszy obecność na liście powołanych graczy z Francji, nieobecnych w ostatnim meczu z Niemcami – Mateusza Bartoszka, braci Nowickich i Quentina Cieslinskiego. Brak natomiast Dawida Plichty, który przed tygodniem złamał rękę.

Kadra U18 pojechała do Pragi na mecze z juniorską reprezentacją Czech. Grzegorz Kacała powołał bardzo liczną grupę zawodników, która została podzielona na dwa składy. W kadrze znalazł się m.in. Mateusz Stańczykowski, który niedawno został też zaproszony na zgrupowanie reprezentacji seniorów. Oba mecze niestety przegraliśmy, choć nieznacznie. Spotkanie kadr A zakończyło się podobno wynikiem 9:7 dla Czechów.

Ze świata

Wiosnę rozpoczęto na drugim poziomie rozgrywek Rubgy Europe International Championships – w grupie Trophy w Zagrzebiu Ukraina grała ze Szwajcarią. Górą z tego starcia wyszli Szwajcarzy, którzy zdecydowanie prowadzą w tabeli grupy mając na koncie trzy wygrane. Tym razem zdobyli aż dziewięć przyłożeń i wygrali 59:32. Przez pierwsze dwadzieścia minut pojedynek był dość wyrównany, potem dwukrotnie (tuż przed przerwą i krótko po przerwie) Ukraińcy redukowali straty do ośmiu punktów, ale pod koniec meczu Helweci zbudowali już wyraźną przewagę. W podstawowym składzie reprezentacji naszych wschodnich sąsiadów wyszedł Anton Szaszero – to zdaje się był jego międzynarodowy debiut.

W jedenastej rundzie Japan Rugby League One kolejny mecz na szczycie i znowu górą z niego wyszli Saitama Wild Knights – w obecności ponad 19 tys. widzów pokonali Tokyo Sungoliath 41:29. Długo w tym meczu na prowadzeniu była ekipa Sungoliath, a o zwycięstwie Wild Knights zadecydowało ostatnie pół godziny meczu, gdy zdobyli 31 punktów z rzędu. Z kompletem zwycięstw prowadzą zdecydowanie w ligowej tabeli. Na drugim miejscu umocnili się Kubota Spears dzięki zwycięstwu 40:27 nad Shizuoka BlueRevs. Sungoliath straciło trzecią lokatę na rzecz Yokohama Canon Eagles, którzy pokonali Mitsubishi Sagahimara Dynaboars 41:21, mimo że do przerwy przegrywali 5:21. Ponadto 10 przyłożeń zdobyli gracze Toyota Verblitz w starciu z ostatnimi w lidze Hanazono Kintetsu Liners, w meczu dwóch ekip wciąż marzących o awansie do play-off BlackRams Tokyo wygrali z Kobelco Kobe Steelers, a Toyota Verblitz pokonała 49:20 z Green Rockets Tokatsu, mimo że niemal cały mecz grała w osłabieniu po czerwonej kartce z 9. minuty meczu.

Znamy los grających w drugiej dywizji Hino Red Dolphins – po skandalu (wandalizm i molestowanie podczas imprezy w lokalu) i zawieszeniu całej drużyny przez jej włodarzy ekipa już nie wróci w tym sezonie do rywalizacji i zostanie zdegradowana do trzeciej dywizji. Faworytem do zajęcia ich miejsca są prowadzący na trzecim poziomie NTTdocomo Red Hurricanes Osaka.

We francuskiej drugiej lidze, Pro D2, tylko jedno zaległe spotkanie – Grenoble wykorzystało szansę i po zwycięstwie 20:16 nad Aurillac awansowało na drugą pozycję w tabeli (na pół godziny przed meczem przegrywali 3:16, a zwycięstwo zapewnili sobie przyłożeniem pod sam koniec spotkania).

Emocje w finale szkockiej Premiership: najlepsza drużyna sezonu zasadniczego, Hawick, pokonała Currie Chieftains 21:18. To było zacięte spotkanie, a końcówka naprawdę dramatyczna. Hawick prowadziło na kwadrans przed końcem 14:11, ale w ciągu paru minut straciło dwóch zawodników – od 76. minuty grało w trzynastkę. Currie Chieftains to wykorzystali i zdobyli przyłożenie, po którym prowadzili 18:14. Ale Hawick zdołało wyprowadzić jeszcze jedną akcję i mimo osłabienia zdobyło przyłożenie na miarę mistrzostwa szkockiej ligi – wygrało 21:18.

W hiszpańskiej División de Honor zaczęła się niedawno druga faza sezonu. W połowie lutego po rozegraniu jednej rundy podzielono stawkę na dwie grupy, mistrzowską i spadkową. Czołowe drużyny poprzedniego sezonu nie błyszczą: co prawda w grupie mistrzowskiej mamy trzech półfinalistów z ubiegłego sezonu, ale żaden z nich nie znalazł się w czołowej trójce fazy zasadniczej. Najlepszą drużyną pierwszej rundy okazał się VRAC z Valladolid, który po beznadziejnym poprzednim sezonie wrócił do wygrywania – jesienią przegrał tylko raz, na wyjeździe z obrońcami tytułu mistrzowskiego, Santboianą (który zajął zaledwie piąte miejsce). W grupie spadkowej znalazł się m.in. ubiegłoroczny wicemistrz, AMPO Ordizia. W ten weekend, w drugiej kolejce meczów grupy mistrzowskiej, VRAC wziął srogi rewanż na Santboianie – pokonał ją aż 45:17.

W Południowej Afryce ruszyły rozgrywki nowego sezonu Currie Cup. Ubiegłoroczni mistrzowie, Pumas, zaczęli od wysokiego zwycięstwa nad Bulls (aż 63:15). Dla odmiany wicemistrzowie, Griquas, ulegli Cheetahs 19:42. Przegraną na początek poniósł też beniaminek, Griffons, który uległ Sharks 16:32, a Lions zostali pokonani przez Western Province 44:28.

Swoją drogą, z Południowej Afryki dochodzą kolejne kiepskie informacje na temat Mzansi Challenge, czyli turnieju z udziałem ekip z Currie Cup i z zagranicy – po wykluczeniu Tel-Aviv Heat okazuje się, że nie weźmie udziału w rywalizacji także ekipa Diables z Barcelony.

W Major League Rugby mecz na szczycie w konferencji zachodniej – starły się dwie ekipy mające na koncie dotąd komplet trzech zwycięstw, a dobrą passę podtrzymali Seattle Seawolves – wygrali z Houston SaberCats 24:12. Na drugie miejsce na zachodzie awansował San Diego Legion po wygranej nad Dallas Jackals 22:0. Jackals są wciąż z kompletem porażek, podobnie jak beniaminek, Chicago Hounds, choć ta ekipa w ten weekend przegrała znacznie mniej upokarzająco – uległa Toronto Arrows tylko 26:27 (w ostatnich paru minutach mieliśmy prawdziwy festiwal kopów z karnych). Dla Kanadyjczyków była to pierwsza wygrana w sezonie. Również pierwsze zwycięstwo odniosła drużyna NOLA Gold – nowoorleańczycy pokonali New York Ironworkers 31:5, ale nowojorczycy (z bilansem dwóch zwycięstw i dwóch porażek) utrzymali się na prowadzeniu w konferencji wschodniej (identyczny dorobek punktowy mają drużyny z Atlanty i Bostonu).

W Super Rugby Americas w najciekawszym meczu argentyńscy Dogos wygrali z niepokonanym dotąd Selknamem 24:10. Za plecami Dogos w tabeli jest urugwajski Peñarol, dotąd niepokonany (z jednym meczem rozegranym mniej na koncie), który pokonał brazylijskich Cobras 33:7, dla których z kolei to była czwarta porażka. Również czwartą przegraną w czwartym meczu na południu ponieśli American Raptors, tym razem pokonani przez paragwajskich Yacaré (25:3). Pauzujący Pampas wygrali z rozwojową drużyną ze Stanów Zjednoczonych, Hawks, 69:14.

Krystalizuje się program British & Irish Lions na wyprawę do Australii w 2025. Jak podaje Sydney Morning Herald, ekipa z Wysp Brytyjskich ma rozegrać trzy testy przeciwko Australii, mecze z trzema tamtejszymi franczyzami Super Rugby (Waratahs, Brumbies i Reds) oraz dwa arcyciekawie zapowiadające się spotkania: z Pacific XV (drużyną złożoną z najlepszych graczy z Fidżi, Samoa i Tonga, a także Papui-Nowej Gwinei – zapewne mają tam być także gracze z NRL) oraz z ANZAC XV (czyli drużyną złożoną z najlepszych graczy z Australii i Nowej Zelandii). Negocjacje w sprawie tego ostatniego meczu, który byłby absolutnym hitem wyprawy, wciąż się toczą – Nowozelandczycy mają zaplanowane mecze z Francją i trzeba znaleźć termin, który nie będzie im przeszkadzał.

Z wieści transferowych:

  • reprezentant Argentyny Marcos Kremer odejdzie ze Stade Français i wzmocni Clermont;
  • argentyński skrzydłowy Facundo Cordero opuszcza Exeter Chiefs i do końca sezonu będzie grać dla Glasgow Warriors;
  • reprezentant Włoch Jake Polledri, po ponad dwóch latach zmagań z kontuzją powoli dochodzący do formy, po sezonie wyjedzie z Anglii i wzmocni włoskie Zebre Parma;
  • filar Nika Abuladze, ostatnio w Koczebi i Black Lion, zostanie pierwszym Gruzinem w składzie Exeter Chiefs;
  • odpadł jeden z głównych kandydatów do prowadzenia reprezentacji Nowej Zelandii po tegorocznym Pucharze Świata – Joe Schmidt poinformował, że nie jest zainteresowany objęciem tej funkcji;
  • od kilku tygodni pojawiają się informacje na temat rozmów federacji Południowej Afryki z niedawno emerytowanym sędzią Nigelem Owensem na temat przyjęcia przezeń posady w sztabie trenerskim Springboks. Ponoć z ofertą do Owensa dzwonił Rassie Erasmus, który też może na obecności takiego konsultanta skorzystać. Owens wciąż się waha, musiałby bowiem porzucić na kilka miesięcy życie w swoim walijskim gospodarstwie.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Anglia:

  • Ethan Sikorski (North Walsham RFC, National League 2 East): cały mecz z Blackheath, przegrany 25:35. North Walsham pozostaje przedostatnie w lidze;
  • Sam Stelmaszek (Sedgley Park RUFC, National League 2 North): niemal cały mecz (przerwany żółtą kartką) z Fylde, zremisowany 19:19. To było spotkanie na szczycie ligowej tabeli i Tigers pozostali na prowadzeniu z sześcioma punktami przewagi nad swoimi rywalami;
  • Jakub Kijak (Bournville RFC, National League 2 West): grał godzinę w spotkaniu przeciwko Redruth, wygranym 52:40. Bournville jest dwunaste w czternastozespołowej stawce.

Francja:

  • Aleksander Nowicki (RC Hyères Carqueiranne La Crau, Nationale 1): zagrał ostatnie 20 minut meczu z Chambéry, przegranego 10:32. RCHCC jest dwunaste w liczącej 14 ekip lidze;
  • Kamil Bobryk (CS Vienne, Nationale 2 – grupa 1): zagrał ostatnie 25 minut meczu z Dijon, wygranego 20:17. Jego ekipa zajmuje czwartą lokatę w lidze;
  • Mateusz Bartoszek (RC Bassin d’Arcachon, Nationale 2 – grupa 2): cały mecz z Fleurance, wygrany 24:12. RCBA awansowało o dwa miejsca w tabeli, na ósme;
  • Quentin Cieslinski (ASV Lavaur, Fédérale 1 – grupa 3): rozegrał drugą połowę meczu z Mazamet, wygranego 20:17. Lavaur awansowało na dziesiąte miejsce w stawce dwunastu ekip;
  • Jędrzej Nowicki (CA Pontarlier, Fédérale 2 – grupa 1): również on zagrał drugą połowę w meczu z Grand Dole, przegranym 27:36. CAP zajmuje siódme miejsce w ligowej tabeli;
  • Sean Cole (Stade Niçois, Espoirs Accession Challenge – grupa 1): zagrał pierwszą połowę w meczu z Bourgoin-Jallieu, przegranym 10:43. Nicea po trzech meczach zajmuje ostatnie miejsce w grupie z kompletem porażek.

Zapowiedzi

Za tydzień „super-sobota” i „super-niedziela”. Ta pierwsza to finałowy dzień Pucharu Sześciu Narodów – w ostatniej kolejce tych zmagań spotkają się Szkocja z Włochami, Francja z Walią i Irlandia z Anglią. W „super-niedzieli” udział natomiast będzie miała reprezentacji Polski – odbędą się finałowe spotkania Rugby Europe Championship (o mistrzostwo będą walczyć Gruzja z Portugalią, o brąz Rumunia i Hiszpania, o piąte miejsce Holandia i Niemcy, a o siódme – Polska i Belgia).

Poza tym stosunkowo spokojnie. Na świecie najwięcej uwagi przyciągnie czwarta kolejka Super Rugby Pacific z rewanżem za ostatni finał na czele (Blues – Crusaders). W kraju odbędzie się drugi turniej eliminacyjny mistrzostw Polski w męskich siódemkach oraz dwa zaległe mecze ligowe z tego weekendu (w tym ekstraligowe starcie Posnanii z Orkanem). Ponadto dwa mecze międzynarodowe na poziomie Rugby Europe Trophy – wśród mężczyzn Ukraina gra ze Szwecją, a wśród kobiet Czechy z Finlandią.

2 komentarze do “Anglia upokorzona, Skra pogrążona”

  1. Anglikom wyjdzie bokiem odwołanie Eddiego Jones’a. Można próbować tłumaczyć, że Steve Borthwick pracuje z kadrą krótko, ale „Róże” na boisku prezentują się bardzo źle. Nie wróże im dobrego wyniku na Pucharze Świata.
    Co do Skry Warszawa to mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony oglądanie ich na boisku było przyjemne, bo grali, jak na Polskę, dość nowoczesne i widowiskowe rugby. Z drugiej strony jest to doskonały przykład choroby jaka trawi polskie rugby, czyli jedyny cel to wygrać w tym sezonie Ekstraligę, a potem jakoś to będzie. Brak szkolenia młodzieży, za co zostali ukarani zakazem transferowym, cyniczne łamanie przepisu o młodzieżowcach w składzie i na koniec własna interpretacja przepisu o czerwonej kartce – bezczelne cwaniactwo, które skończyło się dwoma walkowerami
    Rzeczywistość po raz kolejny pokazuje, że klub z jedną drużyną – seniorami, długofalowo nie ma racji bytu. Gdyby Skra miała pełne szkolenie młodzieży to można by mieć pewność, że się z czasem odbudują na bazie swoich zawodników, tak jak zrobił to Orkan czy próbuje KSB Łódź.
    Cała sytuacje ze Skrą jest również kamykiem, a wręcz głazem w ogródku (skalniaku?) zarządu PZR. Jak pokazał wyrok trybunału arbitrażowego ds. sportu przy MKOL część przepisów PZR obowiązujących w polskim rugby można skutecznie zaskarżyć. Do zmiany są statut PZR, regulamin dyscyplinarnym i wiele innych dokumentów…

    p.s. Na zgrupowaniu seniorów był Adrian Stańczykowski, a nie Mateusz (rodzina?)

    Odpowiedz
    • Dzięki za zwrócenie uwagi – to samo nazwisko, ten sam klub, ale jednak nie ten sam gracz.
      Pewnie pod całym komentarzem mógłbym sam się podpisać. I nie rozumiem, dlaczego PZR nic nie robi z przepisami – w końcu od wyroku TAS minął już ponad rok…

      Odpowiedz

Dodaj komentarz