Brutalne przebudzenie Juvenii z pięknego snu

W przewodniku po Ekstralidze parę dni temu napisałem, że serie zwycięstw nie trwają w nieskończoność. Niemniej porażka Juvenii już na starcie rundy wiosennej była niespodzianką. Ponadto mieliśmy dreszczowiec w Siedlcach, kolejny sukces Biało-Zielonych w mistrzostwach Polski, powrót Duponta do piętnastek, komplet zwycięstw ekip z Południowej Afryki w URC, piątą porażkę Crusaders w Super Rugby, debiut rugby na igrzyskach afrykańskich i sporo innych rugbowych wydarzeń.

Ekstraliga

W Ekstralidze na powitanie wiosny obejrzeliśmy tylko trzy pojedynki. Niepewność co do ukończenia sezonu przez Budo 2011 Aleksandrów Łódzki trwa dalej – planowany na ten weekend mecz z Orlen Orkanem Sochaczew został przełożony o dwa tygodnie (na pierwszy weekend po świętach wielkanocnych). Zgodnie z planem pauzowało Ogniwo Sopot.

Arka Gdynia – Juvenia Kraków 34:26. To goście, liderujący tabeli, byli zdecydowanym faworytem spotkania – tym bardziej, że gdynianie wyszli na boisko bez kluczowego zawodnika, Antona Szaszero. Tymczasem już na samym początku meczu pechowy chwyt piłki Riaana van Zyla dał aut Arce przy polu punktowym krakowian i już moment później był 5:0 dla gospodarzy po maulu autowym. W pierwszej połowie Juvenia atakowała, ale bez skutku. Nie schylała się po punkty z kopów z rzutów karnych, ale przy każdej takiej okazji grała o pełną pulę i przegrywała. Tymczasem niemal każda wizyta gdynian na połowie rywali kończyła się punktami – do przerwy prowadzili 22:0, choć pod jej koniec mogli mówić o sporym szczęściu (Sandro Papunaszwili powinien obejrzeć czerwoną kartkę za uderzenie pięścią w głowę przeciwnika, a przyłożenie w ostatniej akcji padło już po tym, jak Kewin Bracik został wypchnięty w aut). W drugiej połowie krakowianie odzyskali skuteczność i już po kilkudziesięciu sekundach mieli na koncie przyłożenie. Uzbierali ich w tej połowie w sumie cztery (w tym trzy w wykonaniu Odericha Moutona), ale to było za mało – gdynianie wykorzystywali każdą okazję do kopów z karnych (w sumie Dawid Banaszek zdobył w tym meczu 19 punktów z podstawki) i dzięki temu utrzymali przewagę. A ostatnim karnym odebrali liderowi ligowej tabeli defensywny punkt bonusowy. Na początek wiosny spora niespodzianka.

Budowlani WizjaMed Łódź – Edach Budowlani Lublin 8:31. Łódzcy Budowlani, choć spadku prawdopodobnie nie muszą się obawiać, zbroili się zimą konkretnie – do wcześniej ogłoszonych zmian dołożyli pozyskanie dwóch braci Niedzwieckich, którzy niedawno przybyli z Australii i debiutowali w reprezentacji. Jednak choć byli awizowani w składzie meczowym, na boisku ich nie zobaczyliśmy. Lublinianie cieszyli się natomiast z powrotu do gry Piotra Wiśniewskiego czy Jakuba Bobruka (obaj w tym meczu zaliczyli przyłożenia). Mecz zaczął się od wymiany punktów – szybkie przyłożenie lublinian, w odpowiedzi karny gospodarzy. A już po 10 minutach gry goście zostali na boisku w czternastkę (czerwoną kartkę zobaczył Robizon Kelberaszwili za machanie pięściami). Mimo to wygrali pierwszą połowę 8:3. Na początku drugiej połowy znowu wymiana punktów – najpierw przyłożyli lublinianie, potem łodzianie wykorzystali dodatkowe osłabienie rywali i było 8:13. Dopiero potem lublinianie odjechali rywalom dzięki kolejnym dwóm przyłożeniom i karnym Iana Trollipa. Mecz kartek – sędzia ich pokazał aż sześć (oprócz wspomnianej czerwonej jeszcze pięć żółtych), a w protokole meczowym znalazły się też uwagi dotyczące komentatora stadionowego, który miał notorycznie podważać decyzje sędziego.

Pogoń Awenta Siedlce – Drew Pal 2 Lechia Gdańsk 25:23. W niedzielę w Siedlcach odbył się bardzo ciekawie zapowiadający się pojedynek drużyn z grupy ścigającej czołówkę, będący zarazem tysięcznym meczem Lechii w Ekstralidze (bez kapitana Grzegorza Buczka w składzie, któremu można gratulować powiększenia się rodziny). Faworytami byli gospodarze, wzmocnieni debiutującymi w ich drużynie Witalijem Kramarenko i Oleksandrem Szewczenko czy wracającym po kontuzji Danielem Gdulą. I właśnie oni znakomicie zaczęli to spotkanie. Goście mieli problemy w autach, a Pogoń atakowała i w dość krótkim czasie zdobyła trzy przyłożenia (dwa z nich po szybkich akcjach Martina Mangongo i Kacpra Skupa przez dziurawą obronę gdańszczan). Tylko kłopotom Nkululeko Ndlovu z podstawki Lechia zawdzięczała, że przegrywała tylko 17 punktami. Dopiero w końcówce goście się ocknęli, zdobyli przyłożenie, ale gdy próbowali zaliczyć kolejne na koniec pierwszej połowy, znów przegrali własny aut na połowie rywali. W drugiej odsłonie znowu na początku przewaga Pogoni, ale tym razem jej efektem nie były przyłożenia. I choć powiększyła prowadzenie po karnym Ndlovu, Lechia odpowiedziała dwoma karnymi w wykonaniu Denzo Bruwera, a potem po kopie 50:22 tego zawodnika skonstruowała akcję, która dała jej wyrównujące przyłożenie (po trudnym podwyższeniu). Tuż przed końcem Bruwer dorzucił kolejne trzy punkty z karnego i wydawało się, że Lechia tego meczu nie przegra, tym bardziej, że w ostatniej akcji zepchnęła Pogoń pod jej pole punktowe. Siedlczanie zdołali jednak przejść przez całą długość boiska (m.in. dzięki świetnemu przebojowi Mangongo), dwukrotnie możliwe do kopania karne zamieniała na młyny i w końcu osiągnęła cel – przyłożenie na wagę zwycięstwa zdobył wprowadzony moment wcześniej na boisko Miłosz Kasiński. Lechia zmarnowała sporą szansę na małą niespodziankę, Pogoń chyba odrobinę nie spełniła oczekiwań, ale ostatecznie zapisała na swoje konto cztery punkty.

W tabeli póki co bez zmian, ale porażka Juvenii zwiększa szansę rywali na jej dogonienie, tym bardziej, że Orkanowi po tej kolejce prawdopodobnie możemy wirtualnie przypisać pięć punktów za walkower. Na czwartym miejscu nadal lubelscy Budowlani, którzy nawet powiększyli o punkt przewagę nad Pogonią, ale mieli w ten weekend najłatwiejsze zadanie z grupy ścigającej czołówkę.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Juvenia Kraków1041
2. Ogniwo Sopot1038
3. Orlen Orkan Sochaczew1035
4. Edach Budowlani Lublin1130
5. Pogoń Awenta Siedlce1125
6. Drew Pal 2 Lechia Gdańsk1120
7. Arka Gdynia1120
8. Budo 2011 Aleksandrów Łódzki99
9. Budowlani Wizjamed Łódź110

W dziewiątej kolejce I ligi rozegrano komplet czterech spotkań. W najciekawszym meczu lider tabeli, Rugby Białystok, przegrał z Posnanią 18:28 – i to pomimo faktu, że goście przyjechali na Podlasie zaledwie w siedemnastu, a do przerwy prowadził 18:15. Małą niespodziankę sprawił też AZS AWF Warszawa, który pokonał plasującego się wyżej w tabeli Hegemona Mysłowice aż 35:0 (hat-trick przyłożeń Wojciecha Grygułło). W dwóch pozostałych meczach wysokie zwycięstwa faworytów nad drużynami wciąż czekającymi na pierwsze zwycięstwo w sezonie: Arka Rumia uległa Sparcie Jarocin 25:43 (zwycięstwo goście z Wielkopolski w dużej mierze zawdzięczają Kacprowi Włodarkowi, który zdobył 28 punktów, w tym hat-tricka przyłożeń), a Legia Warszawa pokonała Rugby Wrocław 41:12 (tu dokonania konkurentów pobił Saba Charaiszwili, który zaliczył aż cztery przyłożenia). W tabeli na czele nadal Białystok, z jedenastoma punktami przewagi nad obiema drużynami z Wielkopolski. Na końcu tabeli nieodmiennie Rumia i Wrocław.

W II lidze Koma RT Olsztyn uległ Watasze Zielona Góra 15:31, rezerwy łódzkich Budowlanych rozgromiły rudośląskie Gryfy 83:3, a Miedziowi Lubin ulegli rezerwom lubelskich Budowlanych 5:87 (w obu ostatnich meczach aż po 13 przyłożeń zwycięzców). Na kolejkę (i jeden mecz zaległy) przed końcem rundy zasadniczej liderem są Budowlani II Łódź, ze sporą przewagą nad lublinianami i zielonogórzanami. Czwarte miejsce premiowane awansem do play-off zajmuje Koma RT Olsztyn, a cztery punkty straty ma do niego Ruda Śląska. W ostatniej kolejce obie te drużyny czekają jednak bardzo trudne mecze wyjazdowe.

Top 14

W dziewiętnastej kolejce Top 14 trudno było przed weekendem wskazać najciekawsze spotkanie – wszystkie zapowiadały się znakomicie i we wszystkich można było spodziewać się emocji. I to w gruncie rzeczy się sprawdziło (jedynym wyjątkiem był mecz Tulonu z Montpellier).

Oyonnax – USA Perpignan 14:15. Choć do końca rundy zasadniczej pozostało jeszcze siedem spotkań, mecz z tego weekendu pomiędzy dwoma ostatnimi drużynami w tabeli był w praktyce meczem ostatniej szansy dla beniaminka z Oyonnax. Ten, korzystając z atutu własnego boiska, w pierwszych 20 minutach zdobył dwa przyłożenia i wyszedł na prowadzenie. Co prawda Katalończycy odpowiadali, ale zdołali zmniejszyć stratę tylko do sześciu punktów. To jednak było mniej niż przyłożenie z podwyższeniem i dzięki takiej właśnie akcji po kwadransie drugiej połowy goście wyszli na prowadzenie. Przez ostatnie 25 minut wynik się już nie zmienił (a bliżej podwyższenia prowadzenia byli goście, którzy dwukrotnie spudłowali z karnych w ostatnich minutach spotkania).

Castres Olympique – Racing 92 21:23. Tu punkty początkowo padały z karnych. Po półgodzinie było 6:6 i dopiero w ostatnich minutach pierwszej połowy pojawiły się przyłożenia. Oba zdobyli gracze z Paryża, którzy dzięki temu do przerwy mieli 14 punktów przewagi. Po przerwie gospodarze zmniejszyli stratę kolejnym karnym, a potem posypały się żółte kartki. Na 10 minut przed końcem Castres zaliczyło karne przyłożenie, a goście zostali na boisku w trzynastkę. Gospodarze wykorzystali liczebną przewagę i dzięki kolejnemu przyłożeniu wyszli na jednopunktowe prowadzenie. I choć chwilę potem Racing został na boisku w dwunastkę po kolejnym kartoniku (już szóstym w tym meczu), właśnie wtedy wywalczył karnego, którego na trzy punkty zamienił Nolann le Garrec, dając wygraną jednak swojej drużynie.

Aviron Bayonnais – Stade Rochelais 13:12. Twierdza w Bajonnie nadal niezdobyta – tym razem Baskowie wygrali w atlantyckich derbach, choć o wynik drżeli do końca. Roszelczycy rzucili się do ataku na początku spotkania, ale po paru minutach kontrolę przejęli nad nim gospodarze. Dominowali w pierwszej połowie, którą wygrali 10:0, a na początku drugiej odsłony meczu dorzucili kolejne trzy punkty (gościom mocno szwankowały m.in. auty). Wynik 13:0 widniał na tablicy jeszcze na kwadrans przed końcem, ale wtedy sytuacja się zmieniła. Roszelczycy przebudzili się i wykorzystali osłabienie gospodarzy po żółtej kartce, aby zdobyć dwa przyłożenia. Przy pierwszym z nich brakło skutecznego podwyższenia, więc nadal przegrywali, choć tylko jednym punktem. W 78. minucie szansę na wydarcie zwycięstwa bajończykom miał Antoine Hastoy, ale z karnego trafił w słupek.

Union Bordeaux-Bègles – Stade Toulousain 31:28. Na koniec kolejki, w niedzielny wieczór, znakomite widowisko, którego ważnym momentem był powrót do piętnastek (chwilowy) Antoine’a Duponta. Co prawda zaczął mecz na ławce rezerwowych, ale wszedł na boisku już w czwartej minucie spotkania zastępując kontuzjowanego Thomasa Ramosa i zajmując pozycję łącznika ataku. Jego drużyna już wtedy przegrywała 0:5, a Bordeaux się nie zatrzymywało i jeszcze w pierwszej połowie zapisało na swoje konto cztery przyłożenia (m.in. znowu zapunktował znakomity Damian Penaud), na co Tuluza odpowiedziała tylko jednym, zresztą budzącym wątpliwości. Do przerwy było 24:7. Po przerwie obraz meczu się zmienił. Z ławki Tuluzy weszły kolejne gwiazdy i mistrzowie Francji zaczęli odrabiać straty, a po dwóch przyłożeniach Mathisa Lebela wyszli nawet na czteropunktowe prowadzenie. Jednak w ostatnich minutach Bordeaux ukąsiło po raz piąty i zdobyło trzy punkty przewagi. W samej końcówce Tuluza miała szansę na zmianę wyniku, zrezygnowała z łatwego karnego, który dałby jej remis, aby grać o pełną pulę, ale ostatecznie została w rękach jedynie z defensywnym punktem bonusowym.

Poza tym:

  • RC Toulon – Montpellier Hérault 54:7 (znakomity mecz Tulonu, który zaserwował rywalom aż osiem przyłożeń; 19 punktów Melvyna Jamineta);
  • ASM Clermont – Section Paloise 31:28 (zacięty mecz, w którym obie drużyny zdobyły po cztery przyłożenia; o wygranej Clermont zadecydowała znakomita końcówka pierwszej i początek drugiej połowy);
  • Stade Français – Lyon OU 22:13 (mimo przewagi paryżan na boisku jeszcze chwilę przed końcem Lyon prowadził, ale w ostatnich 10 minutach 10 punktów zadecydowało o zwycięstwie gospodarzy; ci zresztą do końca walczyli o czwarte przyłożenie, które dałoby im bonus ofensywny).

Stade Français i Tuluza nadal przewodzą stawce, choć paryżanie zyskali trzy punkty przewagi nad najgroźniejszymi rywalami. Bordeaux awansowało na trzecie miejsce. Do szóstki wskoczył Tulon, wypadło zaś Castres, ale różnice punktowe są tu niewielkie (dziesiąte Clermont traci do szóstego miejsca tylko 4 punkty). Na dole tabeli Montpellier wróciło na miejsce zagrożone spadkiem – jest przedostatnie. Ostatnie Oyonnax traci już 11 punktów.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Stade Français1959
2. Stade Toulousain1956
3. ↑Union Bordeaux-Bègles1949
4. ↑↑Racing 921948
5. ↑↑↑RC Toulon1946
6. ↓↓↓Stade Rochelais1946
7. ↓↓Castres Olympique1945
8. ↓Section Paloise1945
9. Aviron Bayonnais1943
10. ↑ASM Clermont1942
11. ↑↑USA Perpignan1939
12. ↓↓Lyon OU1938
13. ↓Montpellier Hérault1937
14. Oyonnax1926

Pro D2 odpoczywało.

United Rugby Championship

W krajach celtyckich, Włoszech i RPA kibice mogli obejrzeć dwunastą kolejkę URC.

Ospreys – Munster 17:27. Nietypowy przebieg miał jeden z pierwszych meczów kolejki. Walijscy Ospreys przez dużą część pierwszej połowy dominowali, ale nie zdobywali punktów. Co więcej, już po kwadransie mieli stracone trzy przyłożenia i przegrywali 0:19. Duża była w tym zasługa skrzydłowego Irlandczyków Seana O’Briena, który dwukrotnie przechwytywał podania przeciwników i zaliczał indywidualne akcje prawym skrzydłem (druga z nich naprawdę warta obejrzenia, ale dostępnego w Polsce filmiku niestety nie znalazłem). Walijczycy zmniejszyli straty dopiero pod koniec pierwszej połowy, a paradoksalnie, ostatnia akcja przed przerwą była jedyną, w której to Munster zadomowił się na dłużej pod polem punktowym rywali (i choć miał karnego za karnym, a rywale zostali w czternastkę, punktów wtedy nie zdobył). Na starcie drugiej połowy Walijczycy zmniejszyli stratę do tylko siedmiu punktów, ale chwilę potem Munster powiększył przewagę dzięki przyłożeniu RG Snymana i dorzucił karnego. Walijczycy do końca walczyli o zmianę wyniku, Alex Cuthbert dorzucił przyłożenie, ale ten sam zawodnik w ostatniej akcji tuż przed nieuniknionym wydawałoby się kolejnym przyłożeniem doznał kontuzji i zamiast dwóch punktów bonusowych, nie zdobyli żadnego.

Connacht – Lions 14:38. Ten weekend był chyba pierwszym w tym sezonie URC, w którym komplet zwycięstw odniosły drużyny południowoafrykańskie. I jeśli na domowe zwycięstwa czy wygraną Bulls w Newport nad Dragons można było bezpiecznie stawiać, to w starcie w Galway faworytem wydawali się gospodarze. I po kwadransie gry wydawało się, że Lions wyjadą z Irlandii na tarczy – co prawda jako pierwsi zdobyli przyłożenie, ale gospodarze szybko wyrównali, a na dodatek czerwoną kartkę zobaczył filar Lions i pozostałe 65 minut musieli grać w osłabieniu. Tym bardziej imponująca była ich postawa – jeszcze w pierwszej połowie wrócili na prowadzenie, w drugiej połowie dorzucili cztery przyłożenia (m.in. takie w wykonaniu Ericha Cronje: https://twitter.com/i/status/1771615188065677406) i wysoko wygrali.

Poza tym:

  • Glasgow Warriors – Cardiff 17:13 (po pierwszej połowie gospodarze przegrywali 0:13,jednak na początku drugiej części spotkania zdobyli dwa przyłożenia i zyskanego w ten sposób prowadzenia nie oddali do końca);
  • Sharks – Ulster 22:12 (pierwsze od bardzo dawna zwycięstwo Sharks, o którym zadecydowało przyłożenie Bongiego Mbonambiego na kwadrans przed końcem);
  • Scarlets – Benetton Treviso 16:13 (po 20 minutach gry Włosi prowadzili 13:3, ale potem nie zdobyli już żadnego punktu, a Walijczycy odrabiali straty – zwycięstwo wyszarpali swoim jedynym przyłożeniem po maulu autowym z udziałem większości drużyny już w doliczonym czasie gry; dopiero trzecie zwycięstwo Scarlets w tym sezonie);
  • Stormers – Edinburgh 43:21 (wysokie zwycięstwo Kapsztadczyków, w których barwach pierwszy raz w tym sezonie zagrał Frans Mahlerbe; aż siedem przyłożeń, z czego trzy zaliczył Sulaiman Hartzenberg, a po dwa dorzucili drugi skrzydłowy Leolin Zas i Evan Roos);
  • Dragons – Bulls 10:31 (kolejna porażka Dragons, a Bulls nie tylko wygrali na wyjeździe, ale w ostatniej akcji meczu wywalczyli bonus ofensywny; do obejrzenia imponująca akcja gości: https://twitter.com/i/status/1771643723643777428);
  • Zebre Parma – Leinster 7:31 (choć Irlandczycy grają w całości rezerwami, Włosi nie mieli szans; jeszcze na pierwsze przyłożenie odpowiedzieli własnym, ale kolejne cztery pozostały już bez odpowiedzi).

W tabeli nadal na czele Leinster przed Bulls i Glasgow Warriors. Awansowały pozostałe drużyny z RPA, w tym Sharks, którzy wydostali się z ostatniego miejsca, spychając nań Dragons.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leinster1249
2. Bulls1245
3. Glasgow Warriors1244
4. ↑↑Munster1239
5. ↑↑↑↑Stormers1235
6. ↓↓Edinburgh1234
7. ↓↓Ulster1234
8. ↑↑↑Lions1234
9. ↓Benetton Treviso1233
10. ↓↓↓Connacht1233
11. ↓Ospreys1230
12. Cardiff1223
13. ↑Scarlets1216
14. ↑↑Sharks1214
15. ↓↓Zebre Parma1214
16. ↓Dragons1211

Premiership

W Anglii po przerwie rozegrano trzynastą kolejkę Premiership.

Bristol Bears – Northampton Saints 52:21. Weekend zaczął się od niespodzianki – zajmujący dalekie miejsce Bristol Bears pokonali liderów ligowej tabeli, Northampton Saints. I to jak – zaaplikowali im aż siedem przyłożeń. Jeszcze w pierwszej połowie nie zanosiło się na taki pogrom – choć bristolczycy szybko wyszli na prowadzenie, do przerwy wygrywali tylko 17:7. Po przerwie też początkowo na ich przyłożenia goście potrafili się odgryźć. Jednak im bliżej było końca meczu, tym przewaga gospodarzy była większa i skończyło się na aż 31 punktach różnicy. Dla Saints to pierwsza ligowa porażka od listopada.

Saracens – Harlequins 52:7. Londyńskie derby, rozgrywane na stadionie Tottenhamu, zdecydowanie na korzyść Saracens. Ekipa Owena Farrella (rozgrywającego w barwach klubu swój 250. mecz) zaliczyła w tym meczu osiem przyłożeń, po cztery w każdej połowie, i nie dała zagrozić sobie rywalom. O tym, jak dziurawa była obrona Quins w tym meczu, najlepiej świadczy ostatnie przyłożenie spotkania: https://twitter.com/i/status/1771580823315079644. A najładniejsza z akcji była chyba ta zwieńczona jednym z dwóch przyłożeń Seana Maitlanda, z fantastycznym podaniem Elliota Daly’ego: https://twitter.com/i/status/1771563419218391307. Po meczu sporo kontrowersji budzi brak sprawdzenia przez sędziego TMO sytuacji z zagraniem faul na Farrellu – podobno sędzia nie chciał być posądzony, że działa pod presją telewizji (skoro jeden z telewizyjnych komentatorów stwierdził, że TMO powinno się tym zająć).

Poza tym:

  • Leicester Tigers – Gloucester 25:27 (kolejna niespodzianka, Gloucester po półgodzinie prowadził już 17:3, a różnicę w tym meczu zrobiła zdecydowanie lepsza skuteczność z podstawki Santiago Carrerasa niż Jamiego Shillcocka; świetna postawa także Zacha Mercera, wciąż udowadniającego Steve’owi Borthwickowi, że jego pominięcie w powołaniach do kadry było błędem);
  • Exeter Chiefs – Newcastle Falcons 25:16 (choć Falcons zdobyli przyłożenie na samym początku meczu, jeszcze w pierwszej połowie stracili cztery i ponieśli trzynastą porażkę w trzynastym meczu sezonu);
  • Bath – Sale Sharks 42:24 (w starciu Finna Russella i George’a Forda Szkot nie tylko wygrał w zdobytych punktach 17:9, ale też wykorzystał pierwszego w swojej karierze drop goala).

Northampton Saints czuje już na plecach oddech rywali. Dotychczasowy wicelider, Harlequins, obsunął się w tabeli, wyprzedzony przez trzy kolejne drużyny. Tuż za nim znaleźli się Bristol Bears, którzy dołączyli do grupy walczącej o play-off. Na dnie tabeli nieodmiennie Newcastle Falcons.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Northampton Saints1344
2. ↑Bath1342
3. ↑Saracens1341
4. ↑Exeter Chiefs1340
5. ↓↓↓Harlequins1337
6. ↑↑Bristol Bears1335
7. ↓Leicester Tigers1335
8. ↓Sale Sharks1332
9. Gloucester1326
10. Newcastle Falcons134

W najciekawszym meczu w Championship Doncaster Knights zremisowali z Cornish Pirates 27:27, ratując remis 10 punktami zdobytymi w samej końcówce spotkania. Na czele tabeli nadal Ealing Traiflinders, które pokonało London Scottish 52:35 (jeszcze na 10 minut przed końcem goście przegrywali nieoczekiwanie tylko trzema punktami), a na drugim miejscu Coventry, które wygrało z Hartpury University 47:17.

Super Rugby Pacific

W Super Rugby Pacific w piątej kolejce najwięcej uwagi przyciągały dwa spotkania pomiędzy drużynami nowozelandzkimi.

Chiefs – Highlanders 28:21. W pierwszych nowozelandzkich derbach górą okazali się Chiefs, którzy pokonali Highlanders w dużej mierze dzięki brakowi dyscypliny w szeregach gości. Ekipa z Dunedin zaliczyła w pierwszej połowie dwie żółte kartki, a na początku drugiej – czerwoną. Chiefs, do których szeregu po wielu miesiącach przerwy spowodowanej kontuzją wrócił Emoni Narawa, bezlitośnie wykorzystywali okresy gry w przewadze i po godzinie gry prowadzili już 28:0. Dopiero wtedy odgryzać zaczęli się goście, którzy także wykorzystali osłabienie Chiefs po żółtej kartce i nieoczekiwanie wrócili do meczu – zdobyli trzy przyłożenia, na dwie minuty przed końcem zmniejszyli stratę do siedmiu punktów i w ostatniej akcji mieli piłkę w rękach na połowie rywali.

Blues – Crusaders 26:6. W drugim nowozelandzkim starciu uwagę przyciągali Crusaders, którzy bronią tytułu mistrzowskiego, a sezon zaczęli od czterech porażek. I tę fatalną serię kontynuowali w ten weekend. Jeszcze w pierwszej połowie, w której drużyny wymieniały się tylko karnymi, dwukrotnie wyrównywali i do przerwy przegrywali tylko 6:9. Jednak w drugiej części spotkania Blues już na początku zaliczyli dwa przyłożenia i podnieśli prowadzenie do 17 punktów. Po tym ciosie Crusaders już się nie podnieśli.

Poza tym:

  • Hurricanes – Rebels 54:28 (aż osiem przyłożeń zwycięzców, którzy rozstrzygnęli mecz w pierwszej połowie, tuż przed przerwą prowadząc już 33:0 – i to pomimo aż 13 zmian w piętnastce w stosunku do poprzedniego spotkania; warto zwrócić uwagę na przyłożenie Brada Shieldsa w pierwszym jego meczu dla Canes po kilku latach nieobecności);
  • Brumbies – Moana Pasifika 60:21 (jeszcze na pierwsze przyłożenie Moana odpowiedziała swoim i doprowadziła do remisu, ale potem z tymi odpowiedziami było znacznie gorzej, a ekipa z Canberry zatrzymała się dopiero na dziewięciu przyłożeniach);
  • Fijian Drua – Waratahs 39:36 (mnóstwo emocji, Fidżyjczycy po 10 minutach przegrywali 0:10, potem zdobyli 26 punktów z rzędu, a w drugiej połowie pozwolili ekipie z Sydney doprowadzić do remisu; decydowała dogrywka, w której grający w osłabieniu po żółtej kartce gospodarze wywalczyli zwycięstwo dzięki drop goalowi Kemu Valetiniego, który odpowiedział na nieudaną próbę Tane Edmeda);
  • Western Force – Reds 40:31 (niespodzianka, pierwsze zwycięstwo Western Force i to nad ekipą z czołowej trójki, odniesione w dużej mierze dzięki znakomitemu początkowi spotkania – po półgodzinie było 21:0, a do przerwy 28:5).

Po piątej kolejce Super Rugby Pacific mamy w stawce tylko jedną drużynę niepokonaną (Hurricanes) i jedną z kompletem porażek – nieoczekiwanie obrońców tytułu, Crusaders, którzy spadli na ostatnie miejsce w lidze po tym, jak pierwszą wygraną odnieśli Western Force.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Hurricanes522
2. ↑Chiefs518
3. ↑↑Brumbies518
4. Blues517
5. ↓↓↓Reds515
6. Highlanders511
7. Rebels510
8. ↑↑Fijian Drua59
9. ↓Moana Pasifika59
10. ↓Waratahs57
11. ↑Western Force55
12. ↓Crusaders52

Z kraju

Do grania o mistrzostwo Polski po przerwie zimowej wróciły także panie. W Mińsku Mazowieckim rozegrano piąty w tym sezonie turniej mistrzostw Polski kobiet w rubgy 7. Na starcie stanęło 13 drużyn, najwięcej w tym sezonie, a swój debiut w seniorskich rozgrywkach zaliczyły rzeszowskie Błyskawice. Zresztą, mimo ostatniego miejsca przyzwoity – w każdym meczu zdobywały przyłożenia.

W Ekstralidze jak zwykle dominacja Biało-Zielonych Ladies Gdańsk, które jak zwykle przeszły przez pierwszą fazę jak burza (bez straty punktu w grupie i półfinale i samym nie schodząc poniżej pięćdziesiątki), a w finale jak zwykle wygrały z Legią Warszawa (27:7). Najlepszą zawodniczką turnieju tym razem została Patrycja Zawadzka. Po brąz turnieju sięgnęły Diablice Ruda Śląska, psując zabawę gospodyniom, Mazovii – w małym finale Diablice wygrały 10:7. Z ekstraligi spada Arka Gdynia, wracają natomiast do niej Budowlane Łódź, które zdecydowanie wygrały pierwszoligową rywalizację (aż 55:0 w finale z Black Roses Posnanią).

W klasyfikacji generalnej oczywiście na pierwszym miejscu Biało-Zielone ze 150 punktami, na drugim Legia ze stratą 10 oczek. Ciekawie w walce o brąz – 118 punktów ma Mazovia, 116 krakowskie Bestie, a 112 łódzkie Budowlane. Diablice już ze sporą, kilkunastopunktową stratą.

Drugi raz w tym sezonie w Szczecinie spotkały się drużyny rywalizujące w Polskiej Lidze Rugby 7. Turniej po raz pierwszy w sezonie zwyciężyli mistrzowie Polski, Tytan Gniezno. Gnieźnianie ani razu nie przegrali – wygrywali z wszystkimi rywalami, z wyjątkiem RC Koszalin, z którym remisowali. Koszalinianie zajęli drugie miejsce, a trzecie przypadło gospodarzom, szczecińskiej Kaskadzie. Liderzy cyklu, Politechnika Gdańska Ogniwo Sopot – na czwartym miejscu w stawce pięciu drużyn.

Reprezentacja Polski juniorów przebywała na krótkim obozie w rumuńskim Snagovie. Jego zwieńczeniem był mecz z reprezentacją Rumunii. Przegrany, ale wynik 14:21 z tym rywalem chyba wstydu nie przynosi.

Po zimowej przerwie wróciły rozgrywki centralnej ligi kadetów. Na start wiosny Ogniwo Sopot pokonało 31:24 jednego z faworytów rozgrywek, Orkan Sochaczew. Cenne zwycięstwo (czwarte w czwartym meczu) zaliczyła też Lechia Gdańsk, która pokonała Budowlanych Łódź. Poza tym Budowlani Lublin rozgromili Posnanię 47:0.

Główna pozaboiskowa wiadomość dotyczy reprezentacji seniorów. Zarząd PZR pożegnał się z trenerem Chrisem Hittem i zapowiedział ogłoszenie nowego konkursu. Cóż, na pewno te trzy lata zmieniły coś w polskim rugby (w kwestii organizacji przygotowań kadry przynajmniej), ale wyniki ostatniego sezonu były rozczarowujące. Czy była to wina w całości trenera, do końca przekonany nie jestem, jednak w obecnej sytuacji trudno byłoby go pozostawić na stanowisku. Teraz pozostaje mieć nadzieję, że zapowiedziany konkurs przebiegnie w aurze przejrzystości i nie pozostaną po nim wątpliwości co do spełniania przez kandydatów postawionych wcześniej wymagań. Warto byłoby też zatrudnić trenera na tyle wcześnie, aby kadra miała szansę coś zagrać przed kolejnym sezonem europejskich rozgrywek.

Ze świata

Ledwo skończył się jeden Puchar Sześciu Narodów, zaraz ruszył drugi – tyle że kobiecy. W najciekawszym meczu Walia przegrała ze Szkocją 18:20. Dla Szkotek było to pierwsze zwycięstwo na wyjeździe z tymi przeciwniczkami od 20 lat, ale ostatnio drużyna ta prezentuje się coraz lepiej. Walijki były o krok od remisu – po zdobytym tuż przed upływem 80 minut przyłożeniu brakło skutecznego podwyższenia. Potem zaś, gdy zegar był na czerwono, oddały piłkę rywalkom za darmo. Poza tym pewne zwycięstwa dwóch faworytów turnieju: Francuzki w Le Mans w obecności 15 tys. widzów pokonały Irlandki 38:17 (na 10 minut przed końcem prowadziły nawet 31:3), a Anglia wygrała z Włoszkami 48:0, mimo że 70 minut grała w osłabieniu po czerwonej kartce Sarah Beckett, a ostatnie 10 minut – nawet w trzynastkę. Mecz był setnym w karierze testem Marlie Packer.

Wśród kobiet także towarzyski mecz Hiszpanii z Południową Afryką – dla Hiszpanek było to przetarcie przed trzema meczami w Rugby Europe Championship, którego są faworytkami. Hiszpanki prowadziły przez większość meczu. Pierwszą połowę co prawda przegrały 3:5, ale w drugiej wygrywały nawet 13:5. Tuż przed końcem jednak na prowadzenie wróciły rywalki. Gospodynie miały szansę jeszcze przechylić losy meczu na swoją korzyść, ale karny po syrenie nie trafił między słupy – RPA wygrało 15:13.

Wśród mężczyzn głównym międzynarodowym daniem weekendu były mecze Rugby Europe Trophy – wyjątkowo tego samego dnia na boisku zobaczyliśmy komplet uczestniczących w tej rywalizacji drużyn. Status drużyny niepokonanej zachowała Szwajcaria, która wygrała 35:10 z kończącą już rywalizację Chorwacją (która zresztą prowadziła przez pierwsze pół godziny, najpierw 3:0, potem 10:7, a Szwajcarzy rozstrzygnęli mecz na swoją korzyść w drugiej połowie). Ostatni raz na boisko wybiegli też Litwini i też przegrali – 8:27 ze Szwedami (tu wynik był na styku do 45. minuty). A Ukraińcy, którzy swój teoretycznie domowy mecz musieli rozegrać w Hawierzowie, przegrali z Czechami 18:48. Nasi południowi sąsiedzi szybko wyszli na wysokie prowadzenie i w odniesieniu zwycięstwa nie przeszkodziła im nawet czerwona kartka po której prawie pół spotkania grali w osłabieniu (przez moment nawet w dwunastkę). Czerwień zobaczył kończący karierę Lukáš Rapant, zresztą w niecodziennych okolicznościach – jego szarża na rywala skończyła się jego kontuzją i został zwieziony z boiska na noszach. W tabeli bez zmian – na czele pewni już końcowego triumfu Szwajcarzy przed Czechami, Chorwacją i Szwecją, na końcu zaś bez punktu Ukraina. Z grupy ścigającej Szwajcarów szansę na poprawę pozycji mają już tylko tracący do liderów pięć punktów Szwedzi – do rozegrania pozostały już tylko mecze tych dwóch drużyn przeciwko Ukrainie.

Drugi mecz w historii rozegrała reprezentacja Albanii – w towarzyskim meczu w Szkodrze przegrała z Czarnogórą 10:35.

Na start jedenastej kolejki Japan Rugby League One (to już półmetek rundy zasadniczej) mieliśmy pojedynek obrońców mistrzowskiego tytułu, Spears Funabashi Toky0-Bay, z liderami ligowej tabeli, czyli Saitama Wild Knights. Wygrali zdecydowanie Wild Knights, 55:22, a dwa ostatnie przyłożenia zdobyli bracia Yamasawa, którzy wzajemnie sobie także przy nich asystowali. Bardzo ciekawie było w starciu dwóch drużyn z czołówki, w którym Tokyo Sungoliath przegrało z Yokohama Eagles 35:37. Z 0:10 po kwadransie zrobiło się na koniec pierwszej połowy 35:10 (pierwsze przyłożenie dla tokijczyków zdobył Cheslin Kolbe, a przy ostatnim uratował od utraty przyłożenia swoją drużynę, zaliczył przejęcie na linii bramkowej i uruchomił błyskawiczną akcję drużyny przez całą długość boiska: https://twitter.com/i/status/1771528472508203094), ale w drugiej połowie sytuacja znowu się odmieniła o 180 stopni i kolejne 27 punktów zdobyli goście, zwycięstwo wyszarpując dzięki karnemu Yu Tamury w doliczonym czasie gry. Nadspodziewanie dużo emocji było też w stołecznych derbach, w których wicelider ligowej tabeli, Brave Lupus Tokyo, pokonał Black Rams Tokyo 40:33 (jeszcze na pięć minut przed końcem był remis). Poza tym Shizuoka BlueRevs wygrali z Toyota Verblitz 24:8, Kobe Steelers wygrali z Hanazono Liners 60:17, a Mie Heat uległo Sagamihara Dynaboars 26:31. W tabeli czołowa trójka bez zmian (Wild Knights – Brave Lupus – Sungoliath). Steelers i Eagles odskoczyli Spears, które znowu straciło dystans do miejsc premiowanych awansem do play-off.

Mamy już pierwsze rozstrzygnięcie na trzecim poziomie rozgrywek – Hino Red Dolphins po wygranej nad Koto Blue Sharks wypracowali już na tyle dużą przewagę nad trzecią drużyną ligi (24 punkty), że na pewno będą jedną z dwóch drużyn, które awansują na drugi poziom.

W czwartej kolejce Major League Rugby najwięcej uwagi przyciągało starcie dwóch niepokonanych drużyn z konferencji zachodniej. I słusznie, bo emocji nie brakło, a Seattle Seawolves przegrali z Houston SaberCats 40:42. Houstończycy pozostali już jedyną drużyną z kompletem zwycięstw w lidze. Ekipę ze Seattle wyprzedził w tabeli konferencji San Diego Legion, który pokonał Old Glory DC 27:11. Pierwszą wygraną w sezonie zaliczyła drużyna z Los Angeles, która pokonała Utah Warriors. Na wschodzie pierwsze zwycięstwo odniósł beniaminek z Miami – Sharks pokonali innego debiutanta w stawce, Anthem, 50:21 (błyszczeli Urugwajczycy z Felipe Etcheverry’m na czele, który zdobył 20 punktów). Tu nadal na prowadzeniu New England Free Jacks (22:17 z Chicago Hounds) i NOLA Gold (35:22 z Dallas Jackals).

W Super Rugby Americas trzecią już porażkę w tym sezonie odnieśli obrońcy tytułu mistrzowskiego z Montevideo – tym razem Peñarol przegrał z argentyńskimi Pampas 20:38, i to pomimo prowadzenia po kwadransie 10:0. Pierwsze potknięcie w sezonie zaliczyła druga argentyńska drużyna, liderzy ligi Dogos, którzy zremisowali 23:23 z Selknanem – Chilijczycy wyrwali remis w ostatniej akcji meczu. Drugą wygraną w drugim meczu na swoim boisku odnieśli American Raptors – tym razem zaskoczyli, wygrywając z Yacare 35:33 (odbierając ekipie z Paragwaju szansę nawet na awans na fotel lidera ligi).

W Gruzji rozegrano ostatnią kolejkę rundy zasadniczej tamtejszej ligi Didi 10. Do fazy play-off awansuje tutaj aż sześć spośród dziesięciu drużyn. Tym ciekawszy jest brak wśród uczestników rundy finałowej obrońców tytułu mistrzowskiego, Charebi Rustawi. Do awansu wystarczyło im wygrać w ten weekend z Batumi (to poniekąd rewanż za finał sprzed roku), ale mistrzowie przegrali 18:24 i dali się zepchnąć z szóstego miejsca drużynie Bolnisi Koczebi, która wygrała z Kazbegi 38:17. Zdecydowanie najlepszą drużyną fazy zasadniczej było Lelo Tbilisi, które w 18 spotkaniach tylko raz poniosło porażkę (a w ten weekend rozgromiło Akademię Tbilisi aż 89:7). Pamiętajmy jednak, że Lelo także i przed rokiem było najlepsze na tym etapie, ale poległo w fazie play-off i nawet nie zagrało w finale. Drugie miejsce zajęło Aja Kutaisi. W składzie play-off tylko jedna zmiana w stosunku do poprzedniego sezonu – miejsce mistrzów zajęła drużyna Chwamli Tbilisi.

W Południowej Afryce ruszył turniej pod nazwą SA Cup. Jest on przeznaczony dla drużyn z tego kraju dotąd występujących w Currie Cup na obu jego poziomach, ale z wyłączeniem drużyn związanych z czterema franczyzami URC. Stawką rywalizacji są cztery miejsca w najwyższej dywizji w kolejnej edycji Currie Cup. W pierwszej kolejce komplet zwycięstw odniosły drużyny, które rok temu rywalizowały na wyższym poziomie – Griquas rozgromili Leopards 88:0, Cheetahs pokonali Boland Kavaliers 38:7, Pumas wygrali z SWD Eagles 43:22, a ubiegłoroczni beniaminkowie w wyższej dywizji, Griffons, ograli Border Bulldogs 52:8.

W Szkocji ruszyły zaplanowane na trzy weekendy rozgrywki Inter-District Championship, w których uczestniczą reprezentacje czterech regionów (wskrzeszone po kilkudziesięciu latach przerwy rok temu). W pierwszy weekend Edynburg przegrał z Południem 24:27 (ekipa z Borders odrobiła w drugiej połowie 18-punktową stratę), natomiast Glasgow i Zachód pokonało Caledonia Reds (broniących tytułu mistrzowskiego) 26:22.

W kobiecym Super Rugby Aupiki coraz wyraźniejsza różnica między zespołami. Na dwie kolejki przed końcem fazy zasadniczej znamy uczestników finału. Wyraźnie liderujące w tabeli Chiefs Manawa pokonały Hurricanes Poua 43:12 (spory udział w wygranej miała Ruby Tui), a drugie Blues wygrały z Matatū 27:17. Ta ostatnia drużyna broni tytułu mistrzowskiego, tymczasem obecnie zajmuje ostatnie, czwarte miejsce, z kompletem porażek na koncie.

Do klubowych rozgrywek kobiecych w Nowej Zelandii dołączyły także te australijskie – Super W. Ruszyły tydzień temu i zaczęły się od rewanżu za ubiegłoroczny finał. Queensland Reds nie odpłaciły za porażkę i znowu przegrały z Fijiana Drua – 21:32. Od wysokiego zwycięstwa zaczęła inna czołowa drużyna, Waratahs, która rozbiła Brumbies 45:10. W ten weekend w najciekawszym starciu Waratahs pokonały Fidżyjki i to bardzo wysoko – 62:21 (zdecydowało pięć przyłożeń Australijek w drugiej połowie). W tabeli z dwoma zwycięstwami prowadzą Waratahs i Western Force, które w ten weekend nieoczekiwanie pokonało Reds.

Podczas igrzysk afrykańskich rozgrywanych w Akrze pierwszy raz w historii tej imprezy kibice mogli obejrzeć rugby. W siódemkowym turnieju mężczyzn wzięło udział siedem drużyn, a wśród kobiet – pięć (zawody rozgrywano w formacie grupowym). Niespodzianką była postawa męskiej reprezentacji Kenii, która przegrała dwa pierwsze swoje mecze – 5:10 z Burkina Faso i 22:27 po dogrywce z Zimbabwe. W efekcie straciła szansę na złoto, a w ostatnim meczu turnieju uległa także 14:21 Ugandzie. To właśnie Ugandyjczycy, rosnący ostatnio w siłę, wygrali komplet spotkań i założyli na szyje złote medale. Srebrne przypadły Zimbabwe, a jedynie brązowe Kenii (identyczną liczbę zwycięstw miała Burkina Faso).

Wśród kobiet podobnie jak u mężczyzn – z kompletem zwycięstw rywalizację skończyły Ugandyjki, którym żadne przeciwniczki nie były w stanie zagrozić. Za ich plecami były trzy drużyny z bilansem dwóch zwycięstw i dwóch porażek – srebrne medale przypadły Malgaszkom, brązowe Tunezyjkom, natomiast trochę pechowo bez medalu zostały gospodynie turnieju.

Echa niedawno zakończonego Pucharu Sześciu Narodów. Pod ostrzałem znalazł się członek sztabu trenerskiego reprezentacji Walii, Neil Jenkins, który znalazł się na boisku w roli roznosiciela wody i wdał się w dyskusję z arbitrem spotkania. Jak bardzo nie chcemy takich obrazków oglądać na boisku.

Nadchodzą zmiany w przepisach. W wyniku spotkania Shape of the Game pod egidą World Rugby uzgodniono propozycję pięciu kroków w celu uatrakcyjnienia gry. Pierwszy krok stanowią wytyczne do stosowania od zaraz:

  • „gąsienice” w ruckach – przypomniano, że ruck kończy się z chwilą zagrania piłki, a zagraniem jest każde celowe dotknięcie – a zatem także cofnięcie piłki nogą pod nogami przyłączających się do „gąsienicy” kolegów z drużyny. Ponadto wskazano, że gdy piłka jest dostępna do gry, sędziowie powinni szybciej niż obecnie używać komendy „Use it!” przypomniano, że ruck kończy się z chwilą, gdy piłka jest możliwa do zagrania, a zatem już przy cofnięciu piłki nogą pod nogami przyłączających się do „gąsienicy” kolegów z drużyny (skoro można ją cofnąć, to można ją zagrać) sędzia powinien użyć komendy „Use it!” [poprawka po słusznej uwadze Michała Jaczka];
  • młyny – przypomniano o tzw. „brake foot” czyli obowiązku wysunięcia przez młynarza jednej nogi do przodu podczas wiązania młyna (możliwe jest jej cofnięcie przy komendzie „Set”);
  • roznoszenie wody – przypomniano o ograniczeniach w możliwości wchodzenia roznosicieli wody na boisku (od 2022, gdy wprowadzono nowe zasady, boiskowa praktyka stopniowo się rozluźniła).

Kolejny krok to konkretne propozycje zmiany w przepisach. Pierwsza (od tego roku testowana w Super Rugby Pacific) dotyczy spalonego po kopie kolegi z drużyny – chodzi o wprowadzenie zasady, że tylko minięcie przez kopiącego (lub kogoś, kto był za nim) zwalnia z pozycji spalonej. Druga dotyczy wyeliminowania tzw. „crocodile roll” podczas walki o piłkę (cóż, tego typu zagrania spowodowały w ostatnich latach kilka bardzo poważnych kontuzji). Kontrowersje budzi trzecia propozycja – aby w przypadku podyktowania rzutu wolnego w młynie, drużyna nie mogła wybrać jako sposobu jego rozegrania ponownego młyna. Ma to przyspieszyć grę, ale krytycy obawiają się, że może to prowadzić do celowego popełniania błędów skutkujących rzutem wolnym przez drużyny obawiające się przegrania młyna.

Kolejne kroki to kolejne obszary zmian. Wśród nich są m.in. zakończenie maula już po pierwszym przystanku, redukcja liczby zmian zawodników, ograniczenie TMO czy obniżenie szarż. Chyba najwięcej kontrowersji budzi ujęty w czwartym kroku pomysł (jednak jeszcze nie jako propozycja zmiany, ale temat do rozważenia) wprowadzenia 20-minutowej czerwonej kartki w całym rugbowym świecie. Pomysłodawcy tego pomysłu chcą to złagodzenie sankcji boiskowej wynagrodzić w inny sposób – zaostrzeniem sankcji pomeczowych dla ukaranych takimi kartkami zawodników (czyli przedłużeniem zawieszenia). Cóż, jak te zawieszenia działają, najlepiej widać po orzeczeniach sprzed Pucharu Świata, w którym gwiazdy rugby traktowano wyjątkowo łagodnie pod różnymi, często abstrakcyjnymi pretekstami (sprawy Sextona czy Farrella najlepszymi przykładami).

Wieści o planach na tegoroczne testy. Prawdziwą gratką dla kibiców rugby z zaplecza elity będzie spotkanie na Murrayfield planowane na 16 listopada – Szkocja zagra z Portugalią. Ochotę na jesienne starcie z drużyną z tier 1 mają też Gruzini, którzy poprzez media społecznościowe rzucili wyzwanie najsłabszej w tym roku drużynie w Pucharze Sześciu Narodów – Walii. Skoro nie ma barażu i szansy awansu, to zasymulujmy taki baraż i zobaczmy jak się skończy. Czy do takiego spotkania dojdzie, nie wiadomo (coś czuję, że Walia wymiga się innymi zobowiązaniami), ale już rozpalenie kolejnej dyskusji o awansach do Pucharu Sześciu Narodów było warte tego kroku. Szkoci, swoją drogą, w tym roku zagrają sporo przeciwko słabszym przeciwnikom (latem ruszają na wyprawę przez całą Amerykę, jesienią zmierzą się też z Fidżi). Cóż, nie na długo starczy jednak tego dobrego, bowiem gdy ruszy nowy turniej WR (Nations Championships czy jak go tam nazwą), takich okazji będzie znacznie mniej. Warto też zwrócić uwagę, że w letnich testach udział wezmą nasi niedawni rywale, Belgowie, którzy pod koniec lipca mają zagrać z Brazylią.

Kolejną reformę rozgrywek ligowych zapowiedziano w Rumunii. Po kilku latach, gdy wszystkie kluby rywalizowały na jednym poziomie, znów wyodrębniono elitę – w ramach Liga de Rugby Kaufland zmierzy się sześć drużyn: dominujące ostatnio w rozgrywkach cztery kluby (stołeczne Dinamo i Steaua oraz Timișoara i Știința Baia Mare), a ponadto dwie kolejne ekipy – wchodzący do gry Rapid Bukareszt oraz ELBI Kluż. Start rozgrywek w połowie kwietnia, a skończą się wcześniej niż w ostatnich latach, bo we wrześniu. W komunikacie nie ma żadnej wzmianki o pozostałych drużynach, ale podobno mają utworzyć drugi poziom centralnych rozgrywek.

Ostatecznie został zawarty kontrakt, na mocy którego większościowym właścicielem Western Province RFU (właściciela m.in. Stormers) zostało konsorcjum Red Disa.

Z rynku transferowego:

  • Manu Tuilagi tydzień temu zagrał prawdopodobnie ostatni mecz w barwach Anglii – informacje o jego przenosinach do Francji się potwierdziły, a nowym klubem będzie Bajonna. Podobny kierunek obrał Billy Vunipola, który ma opuścić Saracens na rzecz Montpellier (a bliski podobnego kroku jest jego brat Mako);
  • na Fidżi wraca Gareth Baber, który poprowadził tamtejszą reprezentację do złota olimpijskiego w Tokio. Tym razem jednak nie jako trener, ale jako dyrektor narodowego programu rugby 7,
  • Luka Begic, który błysnął w tegorocznym REC w barwach Portugalii od nowego sezonu będzie grać w Mont-de-Marsan w Pro D2. Swoją drogą, na liście kandydatów do objęcia stanowiska trenera reprezentacji Portugalii są podobno dwa nazwiska: Esteban Meneses (obecnie asystent tymczasowego trenera João Mirry) i Simon Mannix (obecnie w Biarritz).

Ciekawostka ze świata rugby league, o której napisał Michał Kiedrowski w portalu sport.pl. Trzynastki są sportem narodowym w Papui-Nowej Gwinei. Podobnie jednak jak w przypadku piętnastek na Madagaskarze, perspektywy rozwoju są mizerne z powodu kiepskich warunków ekonomicznych. No, chyba że pojawi się impuls z zewnątrz. I takim impulsem ma być przyjęcie do National Rugby League drużyny z Port Moresby. Stoi za tym polityka – ma to być metoda na wciągnięcie kraju z powrotem w orbitę wpływów Zachodu (za pośrednictwem Australii, która finansowałaby to przedsięwzięcie), wobec coraz bardziej agresywnej i skutecznej polityki Chin, których wpływom kraj ten coraz bardziej się poddaje.

Z kolei w lidze futbolu amerykańskiego NFL wrażenie na testach zamykających obóz przygotowawczy kandydatów miał zrobić Louis Rees-Zammit. Ponoć dostał oferty przyłączenia się do letnich obozów treningowych z trzech drużyn ligi.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • Ethan Sikorski (Barnes RFC, National League 2 East): zagrał do 53. minuty w meczu z Bury St Edmunds, wygranym 47:34. Barnes pozostało wiceliderem ligowej tabeli, z punktem straty do Esher;
  • Eryk Luczka (Hornets RFC, National League 2 West): zagrał do 55. minuty meczu z Dudley Kingswinford, wygranym 40:35. Hornets pozostali na jedenastym miejscu w lidze.

Irlandia:

  • Michal Haznar (Cill Dara RFC, Provincial Towns Cup: wyszedł w podstawowym składzie w meczu w prowincjonalnym pucharze przeciwko Naas, wygranym 25:5. Jego drużyna awansowała do ćwierćfinału rozgrywek.

Szwajcaria:

  • Kacper Ławski (RC Yverdon, LNA): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Hermance, wygranym 19:18 (szczęśliwie, bo rywale mieli podwyższenie na zwycięstwo po syrenie). Yverdon pozostało liderem ligowej tabeli.

Zapowiedzi

W kolejny, świąteczny weekend, w kraju będzie grać Ekstraliga. W trzynastej kolejce planowane są spotkania Juvenii Kraków z Pogonią Siedlce, Orkana Sochaczew z Ogniwem Sopot i Lechii Gdańsk z Budowlanymi Łódź. Pierwsze dwa z nich zapowiadają się bardzo ciekawie. Co z meczem Budowlanych Lublin z Budo 2011 Aleksandrów Łódzki?

Międzynarodowe mecze tylko w wykonaniu kobiet. Przed nami druga kolejka damskiego Pucharu Sześciu Narodów oraz jeden mecz Rugby Europe Championship (rywalizację zaczynają Hiszpanki, które zmierzą się z Portugalią).

Sporo grania ligowego. W dwudziestej kolejce Top 14 grają m.in. Montpellier ze Stade Français, Lyon z Bordeaux, a ciekawie też pewnie będzie w meczach Perpignan z Castres i Bajonny z Tulonem. W trzynastej rundzie URC zmierzą się m.in. Leinster z Bulls, Benetton z Connachtem i Stormers z Ulsterem. W Anglii kolejka czternasta, a w niej m.in. mecze Northampton Saints z Saracens i Harlequins z Bath. W szóstej rundzie Super Rugby Pacific kolejne nowozelandzkie derby (Crusaders – Chiefs oraz Highlanders – Hurricanes).

2 komentarze do “Brutalne przebudzenie Juvenii z pięknego snu”

  1. Bardzo dziękuję za rzetelne podsumowanie ostatnich dni rugbowego świata! Jestem zaskoczony głębią sprawozdania i różnorodnością geograficzną.
    Czapki z głów!
    Z owalnym pozdrowieniem!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz