W Ekstralidze zmiany – Ogniwo nie tylko pokonało Juvenię, ale dzięki bonusowi wyprzedziło ją w tabeli ligowej, a na pierwsze miejsce wysforował się Orkan, który rozgromił Lechię. U pań za to bez zmian – Biało-Zielone czternasty raz z rzędu zostały mistrzyniami Polski. Na świecie dwie największe europejskie potęgi awansowały do finału Champions Cup, a Crusaders znowu przegrali z Australijczykami na własnym boisku.
Ekstraliga
Coraz bliżej ostatecznych rozstrzygnięć w Ekstralidze, a szesnasta kolejka gier spowodowała, że zrobiło się w lidze jeszcze ciekawiej.
Budowlani WizjaMed Łódź – Pogoń Awenta Siedlce 12:53. Pewne zwycięstwo gości, którzy od początku dominowali na boisku i zdobywali przyłożenia, choć mieli kłopoty z ich podwyższaniem. Dopiero przy stanie 0:17 przebudzili się gospodarze – impuls dał indywidualną akcją Lucas Niedzwiecki. Co prawda nielegalnie powstrzymał go Daniel Gdula i przyłożenia nie było, ale po żółtej kartce siedlczanina i karnym Budowlanych przyłożył Alex Niedzwiecki. I choć Pogoń przyłożyła kolejne dwa razy, Budowlani też atakowali i te ataki tuż przed przerwą przyniosły im drugie przyłożenie. Do przerwy przegrywali 12:29. Po przerwie nieoczekiwanie to Budowlani zdominowali spotkanie. Przez kwadrans niemal non stop atakowali w polu 22 m gości, jednak żadnych punktów to nie przyniosło. A gdy jeden z karnych wyszedł w aut za chorągiewką, goście wykorzystali to by wreszcie wyprowadzić swój atak i od razu zakończyli go przyłożeniem. A potem dorzucili kolejne i zatrzymali się dopiero na dziewięciu. Warto wspomnieć, że siedlczanie na koniec sezonu ściągnęli kolejne wzmocnienie – drugą połowę w Łodzi zagrał dla tego klubu Jędrzej Nowicki, który skończył już rozgrywki ligowe we Francji. Dla łodzian z kolei to był ostatni mecz sezonu – choć pozostały do końca rundy zasadniczej dwie kolejki, w jednej pauzują, a w drugiej zaliczą walkower za mecz z Budo 2011.
Ogniwo Sopot – Juvenia Kraków 24:8. Najciekawsze spotkanie kolejki przyniosło zmianę lidera tabeli. Stawka meczu była spora, zwłaszcza dla gospodarzy – porażka pozbawiała ich w praktyce szansy na awans do finału. Tego losu jednak uniknęli. Juvenia co prawda od początku przeważała w młynach, ale zyskiwane w ten sposób karne nic krakowianom nie dawały – przegrywali auty. Gra toczyła się głównie na połowie gości i po blisko 20 minutach wynik otworzył przyłożeniem dla Ogniwa Roman Żuk. A potem sopocianie poszli za ciosem – gdy krakowianie wzorem Springboków z finału Pucharu Świata zamienili chwyt „mam” we własnym polu 22 m na młyn, tym razem ten stały element gry przegrali, a efektem był potężny maul sopocian i kolejne dla nich punkty. Co prawda Juvenia bardzo szybko odpowiedziała (akcja skończona przebojem Marcina Morusa), ale na koniec połowy swoje drugie przyłożenie po kolejnym maulu zdobył Piotr Zeszutek i było 17:5. Początek drugiej połowy to okres przewagi Juvenii, ale z dwóch kopów z licznych dyktowanych dla krakowian karnych tylko jeden dotarł między słupy. A w ostatnich 20 minutach, w których Juvenia zwykle jest bardzo mocna, to Ogniwo przycisnęło, a efektem było trzecie już przyłożenie Zeszutka. Sporo było w tym meczu błędów, przerw w grze. Ogniwo było jednak zdecydowanie lepsze, a wygrało na dodatek z bonusem, dzięki czemu przeskoczyło Juvenię w tabeli ligowej.
Orlen Orkan Sochaczew – Drew Pal 2 Lechia Gdańsk 61:0. A na koniec weekendu spodziewane zwycięstwo Orkana nad Lechią, jednak w rozmiarze, który znacznie przewyższył oczekiwania. Gdańszczanie stracili aż dziewięć przyłożeń nie zdobywając ani jednego punktu i rozmiary tej porażki trudno tłumaczyć nawet absencją dwóch kluczowych zawodników, Grzegorza Buczka i Denzo Bruwera. Goście skutecznie bronili się i nawet przenosili grę na połowę rywali przez pierwszy kwadrans spotkania. Po tym kwadransie wynik otworzył Dawid Plichta i worek z przyłożeniami dla Orkana się rozwiązał. Już do przerwy było 35:0, a końcowy rezultat to najwyższa porażka Lechii w tym sezonie.
Juvenia straciła fotel lidera, na którym znajdowała się od bardzo dawna. Spadła aż na trzecie miejsce, a wyprzedzili ją typowani do finału już przed sezonem gracze z Sochaczewa i Sopotu. Krakowianie wciąż jednak mają szansę na grę o złoto, ale jej podstawowym warunkiem jest wygrana za tydzień z Orkanem na własnym boisku. A to trudne zadanie. W zmaganiach o wejście do małego finału zgodnie z oczekiwaniami na czoło wysforowała się siedlecka Pogoń, ale w grze są wciąż lubelscy Budowlani, choć teraz muszą już nie tylko wygrywać, ale liczyć na potknięcie siedlczan w ostatnim spotkaniu.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. ↑ | Orlen Orkan Sochaczew | 14 | 55 |
| 2. ↑ | Ogniwo Sopot | 14 | 53 |
| 3. ↓↓ | Juvenia Kraków | 14 | 52 |
| 4. ↑ | Pogoń Awenta Siedlce | 14 | 39 |
| 5. ↓ | Edach Budowlani Lublin | 14 | 35 |
| 6. ↑ | Arka Gdynia | 14 | 30 |
| 7. ↓ | Drew Pal 2 Lechia Gdańsk | 15 | 25 |
| 8. | Budowlani WizjaMed Łódź | 15 | 4 |
| 9. | Budo 2011 Aleksandrów Łódzki | 14 | –32 |
W trzynastej kolejce I ligi odbyły się trzy spotkania – mecz AZS AWF Warszawa z Arką Rumia przełożono na kolejny weekend. Pewni już awansu do finału ligi byli przed tym weekendem jej liderzy z Białegostoku, którzy mierzyli się w sobotni wieczór z Legią Warszawa. Wygrali 44:22, a porażka legionistów przy jednoczesnym zwycięstwie wiceliderów z Poznania oznaczała, że drugą drużyną z awansem do decydującego starcia została Posnania. Rozgromiła Hegemona Mysłowice 69:0, a błysnął już kolejny raz Wenezuelczyk Jesus Canizales, który zdobył trzy przyłożenia. Szansę straciła Sparta Jarocin mimo wygranej 42:29 we Wrocławiu – brakło jej punktu bonusowego i przed dwoma ostatnimi spotkaniami (oboma z Posnanią) drużyny te dzieli jedenaście punktów.
W II lidze rozegrano drugą (i zarazem przedostatnią) kolejkę fazy finałowej. Do wygranej w lidze przybliżyła się Wataha Zielona Góra, która odniosła drugie zwycięstwo, tym razem nad RT Olsztyn 43:22 (to był mecz dwóch drużyn, które wygrały w pierwszej kolejce). W starciu rezerw Budowlanych wygrały te lubelskie (39:14 na wyjeździe). Wataha stanie przed szansą awansu do I ligi – wystarczy wygrać na wyjeździe z Budowlanymi II Łódź Wataha ma już zapewniony awans do I ligi, niezależnie od wyników ostatniej kolejki. Nawet jeśli w niej przegra (a gra w niej z Budowlanymi II Łódź – ostatnie starcia tych drużyn kończyły się wysokimi zwycięstwami łodzian; bilans przyłożeń z dwóch meczów z rundy zasadniczej: 19:1), zajmie co najmniej drugie miejsce w lidze, a ponieważ wyprzedzić ją mogą tylko rezerwy lublinian, jest to miejsce premiowane awansem.
Champions Cup
W półfinałach Champions Cup dwa pasjonujące pojedynki, dwa zwycięstwa faworyzowanych gospodarzy i dwie porażki ekip z Anglii.
Leinster – Northampton Saints 20:17. Faworytom zwycięstwa nie przyszły łatwo. Leinster grał z Northampton Saints na wyprzedanym do ostatniego miejsca 82-tysięcznym Croke Park, świątyni futbolu gaelickiego. Ogromne wsparcie kibiców od początku niosło Irlandczyków do zwycięstwa – w pierwszej połowie dominowali na boisku, stwarzali sobie okazje, a dwie z nich już na początku spotkania wykorzystał niezawodny James Lowe (obie ze sporym udziałem Jamisona Gibsona-Parka). Potem skuteczność Irlandczyków zaczęła zawodzić, ale Saints nie stwarzali im niemal żadnego zagrożenia. Po karnym Rossa Byrne’a Leinster do przerwy prowadził 15:3. A gdy na samym początku drugiej połowy Lowe dopełnił hat-tricka przyłożeń, wydawało się, że jest już po meczu. Jednak Byrne nie miał szczęśliwego dnia z podstawki (skuteczność 2/5, a w drugiej połowie 0/2), a Saints zaczęli wreszcie coraz groźniej atakować. Na 20 minut przed końcem zmniejszyli stratę do 10 punktów, a na kilka minut przed końcowym gwizdkiem dzięki przyłożeniu wprowadzonego moment wcześniej na boisko Toma Seabrooka i trudnemu podwyższeniu Fina Smitha zostały już tylko trzy punkty różnicy. I Saints mieli jeszcze jedną szansę na ofensywną akcję, ale stracili piłkę w przegrupowaniu na połowie rywala na rzecz znakomitego tego dnia Caelana Dorisa.
Stade Toulousain – Harlequins 38:26. Drugi mecz, niedzielny, był pięknym festiwalem ofensywnego rugby. Tak było od początku spotkania – przegrany aut na własnej połowie kosztował Harlequins utratą przyłożenia na skrzydle, ale po kilku minutach odpowiedzieli przyłożeniem Marcusa Smitha po świetnym oszukaniu obrony gospodarzy. Tuluza znowu odskoczyła po maulu i dokładnie tym samym odpowiedzieli Quins. Gdy tuluzańczycy zdobyli trzecie przyłożenie, wydawało się, że historia się powtórzy. Tymczasem londyńczycy przegrali własny aut na połowie rywali, a strata (znowu!) skutkowała zabójczym atakiem Francuzów skończonym przez Antoine’a Duponta. Gdy ten sam zawodnik zdobył moment później swoje drugie przyłożenie, wydawało się, że mecz jest już rozstrzygnięty – do przerwy Tuluza prowadziła 31:12. Jednak Harlequins to mistrzowie powrotów i w drugiej połowie zaczęli to szybko udowadniać. Wyprowadzali atak za atakiem, zdobyli dwa fantastyczne przyłożenia i skrócili dystans do gospodarzy tylko do 5 oczek. I gdy wydawało się, że odrobienie reszty różnicy jest kwestią czasu, nastąpił kluczowy moment spotkania: na kwadrans przed upływem czasu gry niepotrzebnie ostre czyszczenie Jacka Walkera w rucku skończyło się żółtą kartką, a Francuzi karnego na połowie rywali i przewagę jednego zawodnika od razu wykorzystali i odskoczyli na 12 punktów. Quins grając w czternastkę nie potrafili już wrócić do rytmu z pierwszych 25 minut tej połowy i wyniku odmienić nie zdołali.
W londyńskim finale zobaczymy starcie gigantów, dwóch najbardziej utytułowanych drużyn w historii Champions Cup. Co ciekawe, zmierzą się one ze sobą w takim starciu pierwszy raz w historii (dotąd potykały się tylko na wcześniejszych etapach rozgrywek – w dwóch ostatnich sezonach były to półfinały i w obu wyraźnie wygrali Irlandczycy).
Challenge Cup
W półfinałach Challange Cup mieliśmy cztery drużyny reprezentujące cztery różne kraje. W obu wygrali gospodarze, przynajmniej nominalni.
Sharks – ASM Clermont 32:31. Gospodarzem tylko nominalnymi byli Sharks, jedyna drużyna z Południowej Afryki, która dotarła do tego etapu, ale musiała półfinałowe spotkanie rozgrywać w Londynie. Ich starcie z francuskim Clermont oglądało na Twickenham Stoop około 5 tys. widzów. Pierwsze pół godziny to były nieustanne zmiany na prowadzeniu, przy czym Sharks punktowało tylko z karnych (sześć celnych kopów Siyi Masuku), a Clermont zdobywało przyłożenia. Po tym okresie było 22:18, a dwa karne Anthony’ego Belleau dały Francuzom przewagę 10 punktów przy schodzeniu do szatni na przerwę. Zaraz na początku drugiej połowy zwiększyli różnicę do 13 oczek, ale to nie wystarczyło. Na 20 minut przed końcem wynik zmienił się po pierwszym przyłożeniu ekipy z południa Afryki, zdobytym w okresie gry w przewadze. A 10 minut później, dla odmiany w okresie gry w osłabieniu, Sharks zdobyli kolejne, w wykonaniu Makazole Mapimpiego po kontrataku rozpoczętym przez Masuku i Lukhanyo Ama. Dzięki skutecznemu podwyższeniu Masuku spod bocznej linii (w sumie 22 punkty) Sharks wyszli na jednopunktowe prowadzenie i obronili je do końca spotkania.
Gloucester – Benetton Treviso 40:23. Mniejsze emocje w drugim półfinale, w którym niestety szansę na pierwszy europejski finał straciła drużyna z Włoch. Anglicy wyszli na prowadzenie już w piątej minucie meczu i tego prowadzenia nie oddali do końca. Co prawda Włosi długo utrzymywali niewielki dystans, do przerwy przegrywali tylko czterema punktami, a po kwadransie gry w drugiej połowie do wyrównania brakło im tylko skutecznego podwyższenia, ale potem Gloucester już definitywnie im odskoczył. Za najlepszego gracza meczu uznano Zacha Mercera, znowu błyszczącego w barwach Gloucesteru, i to pomimo żółtej kartki, jaką zobaczył w pierwszej połowie.
Finał na Twickenham: Sharks – Gloucester. Gloucester będzie miał szansę sięgnąć po Challenge Cup po raz trzeci w swojej historii (aczkolwiek po dwóch tytułach w 2006 i 2015, w dwóch kolejnych finałach przegrywał). Byłoby to miłe pocieszenie dla drużyny po fatalnym sezonie ligowym. Sharks z kolei mogą przywieźć pierwszy europejski puchar na południową półkulę.
Super Rugby Pacific
Jedenasty raz w tym sezonie wybiegły na boisko najlepsze drużyny z antypodów.
Moana Pasifika – Highlanders 17:28. To było historyczne spotkanie – pierwszy raz w dziejach Super Rugby rozegrane na Tonga, w Nuku’alofa. Mimo deszczu spotkanie obejrzało ponad 10 tys. widzów. Niestety, nie zobaczyli zwycięstwa swojej drużyny – choć to ona pierwsza zdobyła przyłożenie i wyszła na prowadzenie, a do przerwy przegrywała tylko 17:19, w dużej mierze dzięki 12 punktom Williama Havili. W drugiej połowie jednak Moana nie zdobyła ani jednego punktu, natomiast Highlanders powoli powiększali prowadzenie dzięki karnym Camerona Millara i w ten sposób zapewnili sobie zwycięstwo.
Crusaders – Reds 28:33. Debiutu w barwach Crusaders doczekał się wreszcie Leigh Halfpenny (który pierwszą część sezonu spędził lecząc kontuzję), ale chyba nie takiego oczekiwał. Zaczął od pudła z karnego, a potem jego drużynę spotkało kolejne nieszczęście w postaci kontuzji kapitana Scotta Barretta. Po 20 minutach bez punktów dwa przyłożenia dały prowadzenie gościom z Australii. Co prawda Crusaders na 20 minut przed końcem doprowadzili do remisu 21:21, ale wtedy znowu Reds dwukrotnie ukąsili i jedyne, co zdołali zrobić gospodarze w ostatnich minutach, to zmniejszenie straty i wywalczenie defensywnego punktu bonusowego. Sporą zasługę w pierwszym od ćwierć wieku (!) zwycięstwie Reds w Christchurch miał znowu ten młody Tim Ryan, który do trzech przyłożeń zdobytych w debiucie przed tygodniem, dorzucił kolejne dwa.
Poza tym:
- Hurricanes – Waratahs 41:12 (Hurricane wrócili do wygrywania i to w świetnym stylu – do przerwy prowadzili 26:0, a w drugiej połowie dorzucili jeszcze trzy przyłożenia, tracąc punkty dopiero w ostatnim kwadransie; TJ Perenara został samodzielnym liderem Super Rugby pod względem liczby przyłożeń – ma ich na koncie 64);
- Rebels – Blues 11:38 (w Melbourne do przerwy było 11:12, ale w drugiej połowie goście z Auckland wykorzystywali bezlitośnie swoje szanse i zdobyli cztery przyłożenia);
- Brumbies – Fijian Drua 28:20 (14:0 po dziesięciu minutach wydawało się ustawić spotkanie, ale Fidżyjczycy walczyli i w pewnym momencie zmniejszyli stratę do zaledwie do czterech punktów; dalsze ataki nie przyniosły im jednak owoców, a w końcu Brumbies znowu odskoczyli na bezpieczny dystans);
- Chiefs – Western Force 56:7 (fatalny początek meczu gości z Perth ustawił całe spotkanie; gospodarze zdobyli w sumie dziewięć przyłożeń, z czego trzy zapisał na swoje konto Daniel Rona, a znakomicie dyrygowała grą para łączników, Cortez Ratima i Damian McKenzie).
W ten weekend cztery zwycięstwa odniosły zespoły czołowej czwórki ligowej tabeli, które powiększyły przewagę nad resztą stawki. Na piąte miejsce awansowali Reds. Wciąż jedyną nowozelandzką drużyną poza miejscami premiowanymi awansem do play-off są Crusaders, ale szans na awans nie stracili.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. | Hurricanes | 10 | 42 |
| 2. | Blues | 10 | 41 |
| 3. | Brumbies | 10 | 35 |
| 4. | Chiefs | 10 | 33 |
| 5. ↑ | Reds | 10 | 27 |
| 6. ↓ | Rebels | 10 | 24 |
| 7. ↑ | Highlanders | 10 | 19 |
| 8. ↓ | Fijian Drua | 10 | 17 |
| 9. | Moana Pasifika | 10 | 14 |
| 10. | Crusaders | 10 | 13 |
| 11. | Waratahs | 10 | 12 |
| 12. | Western Force | 10 | 10 |
SVNS
W Singapurze rozegrano siódme w tym sezonie turnieje cyklu SVNS – przedostatnie i zarazem przynoszące pierwsze rozstrzygnięcia. W przeciwieństwie do poprzednich cyklów WRSS, już teraz przyznano ostatnie punkty turniejowe. Decydowały one o tym, kto zostanie zwycięzcą ligi SVNS oraz kto zagra w ostatnim turnieju w Madrycie o mistrzostwo (osiem drużyn – o mistrzostwie będą decydować tylko wyniki rywalizacji w Hiszpanii, co swoją drogą chyba ostatecznie dobije ideę Pucharu Świata w rugby 7), a kto będzie w ostatniej czwórce walczącej o utrzymanie z najlepszą czwórką challengerów.
Wśród panów jedyną niepewną utrzymania ekipą były Stany Zjednoczone – siedem punktów straty do nich miała Wielka Brytania. Obie ekipy los połączył w jednej grupie i obie zaprezentowały się w niej świetnie, pokonując mistrzów olimpijskich z Fidżi (których ostatnie miejsce w grupie – mimo wygranej z Irlandią – jest fatalnym prognostykiem nie tylko przed finałem rywalizacji w SVNS, ale przed nadchodzącymi kolejnymi igrzyskami). Arcyciekawa była też inna grupa, w której los połączył Nową Zelandię, Argentynę i Australię. Tutaj w meczu Australijczyków przeciw Kanadzie swoje pierwsze przyłożenie w SVNS zdobyła piętnastkowa gwiazda, Michael Hooper. Ostatecznie wszystkie trzy czołowe zespoły tej grupy skończyły rywalizację z dwoma zwycięstwami na koncie i wszystkie trzy awansowały do ćwierćfinałów.
W tej fazie Brytyjczycy podtrzymali nadzieję na prześcignięcie Amerykanów w klasyfikacji generalnej – pokonali 35:7 Francję, drugi raz w tym sezonie awansując do czołowej czwórki, podczas gdy Amerykanie odpadli z rywalizacji przegrywając 14:19 z Nową Zelandią po dramatycznym spotkaniu. Poza tym nieoczekiwanie liderzy cyklu, Argentyńczycy, odpadli po przegranej z Irlandią (5:21, ten wynik oznaczał, że Irlandia mogła mieć nadzieję na dogonienie Argentyny i zajęcie pierwszego miejsca w lidze SVNS, jednak przekreśliło je potem zwycięstwo ekipy z Ameryki Południowej w meczu o piąte miejsce), a jedyna niepokonana drużyna fazy grupowej, Południowa Afryka, przegrała po dogrywce z Australią 24:29.
Ponieważ Amerykanie ostatecznie zajęli siódme miejsce, do zapewnienia sobie bytu w SVNS Brytyjczycy potrzebowali zajęcia minimum trzeciej lokaty. W półfinale ulegli Irlandczykom 12:15 (mecz rozstrzygnięty w nietypowy sposób, bo przy remisie 12:12 Irlandczycy w ostatniej akcji kopnęli na słupy z karnego), i w meczu o brąz mierzyli się ze znacznie wyżej notowaną Australią (w półfinale pokonaną przez Nową Zelandię 28:12). Tę jednak nadspodziewanie pewnie pokonali 26:7, spychając USA do walki o utrzymanie w cyklu. W finale Nowa Zelandia była górą – wygrała z Irlandią 17:14.
Nowozelandczycy nie wygrali jednak końcowej klasyfikacji. Dzięki zwycięstwie w Singapurze awansowali z piątego na trzecie miejsce cyklu, zamieniając się lokatami z Fidżi. Klasyfikację generalną ligi SVNS wygrała Argentyna, której jednak słabsza końcówka sezonu nie wróży sukcesu w decydującym turnieju w Madrycie, a Irlandia (która zaledwie raz w ciągu roku zagrała w turniejowym finale, ale prezentowała równy, wysoki poziom) zajęła drugie miejsce. O utrzymanie będą grać Amerykanie, Hiszpanie, Samoańczycy i Kanadyjczycy.
W rywalizacji pań spore niespodzianki z udziałem Amerykanek na początku rywalizacji – zawodniczki z USA najpierw uległy Południowej Afryce, potem Japonii. W efekcie, po kolejnej porażce z Francją, zajęły ostatnie miejsce w swojej grupie. Tę z kompletem zwycięstw wygrały Francuzki, a podobny bilans w dwóch pozostałych grupach zanotowały Nowozelandki (fantastyczny krok milowy osiągnęła Portia Woodman-Wickliffe, która zdobyła swoje 250. przyłożenie w historii cyklu) i Australijki – obie ekipy walczące o pierwsze miejsce w cyklu. Już na etapie grupowym rozstrzygnęła się jedna z niewiadomych w kwestii utrzymania – wskutek porażki w bezpośrednim starciu z Brytyjkami i awansowi tych ostatnich do ćwierćfinału z rywalizacji odpadły Brazylijki.
W ćwierćfinałach trzy zwycięstwa drużyn z Oceanii – Nowozelandki pokonały Brytyjki 24:5, Australijki wygrały z Irlandią 24:14, a Fidżi wygrało z Japonią 12:10 (Japonki, które drugi raz z rzędu awansowały do ćwierćfinału, w ostatnich minutach meczu zdobyły dwa przyłożenia i tylko podwyższeń brakło im do odrobienia strat – a gdyby wygrały, zapewniłyby sobie utrzymanie w cyklu kosztem Brytyjek). Kompletu półfinalistek dopełniły Francuzki, które ograły Kanadę 24:0. Także i półfinały nie rozstrzygnęły losu zwycięstwu w klasyfikacji turniejowej SVNS – zwycięsko z nich wyszły i Nowozelandki, i Australijki (pierwsze pokonały Fidżi 33:22, drugie ograły Francję 19:12, choć tu tuż przed końcem był jeszcze remis).
Zatem nie tylko zwycięstwo w turnieju, ale w całej lidze SVNS rozstrzygało się w finale. W pierwszej połowie mieliśmy wymianę ciosów, w której błysnęły dwie najskuteczniejsze zawodniczki cyklu, Michaela Blyde i Maddison Levi, a o włos (czyli o jedno podwyższenie) lepsza była Australia. Drugą połowę jednak lepiej zaczęły Nowozelandki, zdobyły trzy przyłożenia (pierwszym z nich hat-tricka, swojego szóstego w historii turniejowych finałów, skompletowała Blyde) i choć Levi jeszcze odpowiedziała, Nowa Zelandia wygrała 31:21. Trzecie miejsce zajęły Francuzki po wygranej nad Fidżi 29:7.
Czwarte z rzędu turniejowe zwycięstwo Nowozelandek pozwoliło im sięgnąć po zwycięstwo w lidze SVNS. Drugie miejsce zajęły Australijki, a trzecie Francuzki. Nowozelandki i Australijki w tym roku tylko raz pozwoliły komuś spoza swego grona wygrać turniej (Irlandkom w Perth, które jednak zajęły dopiero siódme miejsce w cyklu), zresztą, w historii cyklu tylko one zwyciężały w klasyfikacji generalnej. O utrzymanie grać będą Japonki, Brazylijki, reprezentantki Południowej Afryki i Hiszpanki.
Z kraju
W Gdańsku rozdano pierwsze medale mistrzostw Polski w tym sezonie – dzieliły je między sobą drużyny uczestniczące w rozgrywkach rugby 7 kobiet. Choć z tym dzieleniem to trochę przesada – już przed tym turniejem przydział krążków był jasny: złotymi medalistkami były Biało-Zielone Ladies Gdańsk (po raz czternasty z rzędu), srebrnymi Legia Warszawa, a brązowymi Mazovia Mińsk Mazowiecki. Wyniki samego turnieju też nie zaskoczyły. Biało-Zielone tradycyjnie w drodze do finału gromiły wszystkie rywalki, nie tracąc ani jednego punktu, a w finale spotkały się z Legią Warszawa. I zrewanżowały się warszawiankom za nieoczekiwaną porażkę z poprzedniego turnieju, choć wygrana łatwo im nie przyszła – do przerwy przegrywały niespodziewanie 7:12, a wygrały tylko 19:12, decydujące punkty zdobywając po indywidualnej akcji Katarzyny Kozłowskiej. Trzecie miejsce zdobyły Diablice Ruda Śląska, które w decydującym spotkaniu pokonały Mazovię. W finale I ligi wracające do rozgrywek krakowskie Bestie uległy w Arce Gdynia 14:31.
Łącznie w mistrzostwach sklasyfikowano 14 drużyn – najwięcej w ich historii. Niepokoi informacja, że Biało-Zielone grały w tym turnieju w ósemkę – a przecież ta drużyna to podstawa naszej kadry, która już za dwa tygodnie w Krakowie gra ostatni turniej barażowy o awans do cyklu SVNS. Cieszy za to powrót do gry Małgorzaty Kołdej. Warto zwrócić uwagę na bardzo fajnie zrobioną jak na standardy tej imprezy transmisję, realizowaną przez internetowy, trójmiejski kanał Fala Sportu.tv.
Dwa mecze rozegrano w centralnej lidze kadetów, gdzie rozegrano połowę ostatniej kolejki rundy zasadniczej. Wiele tu już zmienić się nie może (jedyną niewiadomą jest to, kto awansuje bezpośrednio do półfinału – Lechia czy Orkan, ale to rozstrzygnięcie zapadnie w dwóch pozostałych meczach). W ten weekend Arka Rumia odrobinę nieoczekiwanie pokonała Juvenię Kraków 24:14, a Budowlani Lublin przegrali z Budowlanymi Łódź 10:24. Ten ostatni wynik oznacza, że w ćwierćfinale, gdy te drużyny spotkają się ponownie, gospodarzem tego meczu będą łodzianie.
Ze świata
W Rugby Europe International Championships powoli sezon dobiega końca. Rozgrywki toczą się już tylko na poziomie Conference, a po tym weekendzie pozostały do rozegrania już tylko dwa spotkania. W ten weekend mecz z największą stawką odbył się w grupie C – decydował o zwycięstwie w grupie, a także o awansie do finału poziomu Conference, który rozstrzygnie o kwalifikacji do poziomu Trophy. Grały dwie niepokonane dotąd drużyny, Mołdawia i Bułgaria. Zdecydowane zwycięstwo odnieśli Mołdawianie, który dzięki ośmiu przyłożeniom pokonali rywali 48:6. W efekcie to Mołdawianie zagrają w finale Conference z Luksemburgiem. Warto zwrócić uwagę, że w piętnastce Mołdawii był tylko jeden gracz z rodzimego klubu – zdecydowaną większość stanowili gracze drugiej ligi rumuńskiej, a w wyjściowym składzie znalazł się także Andrei Cebotari na co dzień występującym w naszym Białymstoku. Poza tym w grupie B w meczu bez specjalnej stawki Norwegia przegrała 8:32 z Andorą, a w grupie D (kadłubowej, bo w praktyce złożonej z dwóch zespołów, które rozegrały po prostu dwumecz), Cypr drugi raz przegrał z Maltą – tym razem u siebie, 14:24.
Rozgrywki o mistrzostwo Azji są coraz bardziej kadłubowe. Po wycofaniu się Iranu i Pakistanu, na drugim poziomie pozostała tylko jedna drużyna, w związku z czym w zorganizowanym w ubiegłym tygodniu w Sri Lance turnieju dołączyły do niej wszystkie trzy ekipy, które powinny były grać na trzecim poziomie. Cieszył powrót do gry gospodarzy, przez pewien czas wykluczonych z rozgrywek międzynarodowych. I to powrót zwycięski. Dopingowani przez sporą grupę widzów (w półfinale 6,5 tys. widzów, w finale 7 tys.) Lankijczycy najpierw ograli Indie 45:10, a w finale pokonali Kazachstan 45:7. Trzecie miejsce przypadło Katarczykom, którzy w półfinale po zaciętym pojedynku ulegli Kazachstanowi 31:33, a w meczu o brąz pokonali Indie 34:25 (jednak sądząc po nazwiskach, u Katarczyków lokalne pochodzenie mogła mieć tylko niewielka część zespołu). Sri Lanka podobno awansowała na najwyższy poziom azjatyckich mistrzostw i tam za rok ma powalczyć o awans na Puchar Świata.
W Afryce wystartowały mistrzostwa kontynentu kobiet. Turniej rozgrywany jest na Madagaskarze, a jego faworytkami są reprezentantki Południowej Afryki (dotąd turniej rozegrano dwukrotnie i w obu przypadkach to one w nim triumfowały). Już w pierwszej kolejce obrończynie tytułu pokazały moc i pokonały debiutujący w tej rywalizacji Kamerun 55:0. Do niespodzianki doszło natomiast w drugim spotkaniu – gospodynie turnieju, Malgaszki, pokonały Kenijki 29:22, mimo że przegrywały po kwadransie 0:12. Przed ostatnią akcją był remis 22:22 i Kenijki miały dwa auty i maule na 5 m gospodyń. Malgaszki wybroniły się, przeniosły grę świetnym kopem i zdobyły zwycięskie przyłożenie.
Poza tym odbyły się mecze towarzyskie. W Afryce bitwa o Zambezi czyli starcia między Zimbabwe i Zambią. Zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn wygrało Zimbabwe, ale łatwo chyba to nie przyszło – wśród pań było 19:17, a panów 32:29. Zmierzyły się też męskie reprezentacje dwóch niewielkich wyspiarskich terytoriów z Ameryki Północnej – Bermudy uległy Kajmanom 12:44.
Rozpoczęła się młodzieżowa wersja The Rugby Championship – w kategorii U20. Wzorowana na analogicznych rozgrywkach w krajach walczących o Puchar Sześciu Narodów, rozgrywana po raz pierwszy w historii. Już na starcie mieliśmy najciekawszy pojedynek pomiędzy Nową Zelandią i Południową Afryką. W meczu rozgrywanym na przypominającym raczej basen boisku w australijskim Sunshine Coast początkowo dominowali Nowozelandczycy, ale do przerwy prowadzili tylko 3:0. W drugiej połowie to rywale wyszli na prowadzenie i tuż przed końcem wygrywali 13:8, ale przyłożenie zdobyte na kilka minut przed końcem meczu pozwoliło Nowej Zelandii doprowadzić do remisu – mecz skończył się rezultatem 13:13. W drugim spotkaniu pierwszej kolejki Australijczycy wyraźnie ulegli Argentyńczykom 6:25.
W angielskiej Championship podobnie jak w Super Rugby Pacific – cztery zwycięstwa czterech czołowych drużyn: Ealing Trailfinders, Coventry, Cornish Pirates i Bedford Blues. Szczególnie ważna była wygrana tej ostatniej, odniesiona nad Doncaster Knights. Na dwie kolejki przed końcem już tylko dwie drużyny mają szansę na końcowe zwycięstwo w lidze: Ealing i mające doń cztery punkty straty Coventry.
W Japan Rugby League One rozgrywano ostatnią kolejkę rundy zasadniczej, ale niewiele już pozostawało do rozstrzygnięcia – zarówno drużyny kwalifikujące się do play-off, jak i te zmuszone do walki w barażach o utrzymanie były już znane, pozostawała tylko do rozstrzygnięcia kolejność na miejscach 3 i 4 oraz 11 i 12. Obie drużyny z miejsc 3 i 4 jednak przegrały i żadna zmiana nie nastąpiła: trzeci przed tą kolejką Tokyo Sungoliath nieoczekiwanie przegrali z obrońcami tytułu mistrzowskiego Spears Funabashi Tokyo-Bay 26:45 (i to pomimo prowadzenia po 45 minutach 26:14). Szansy na wyprzedzenie Sungoliath nie wykorzystali Yokohama Eagles, którzy przegrali z Saitama Wild Knights 14:43 (tu jednak zadanie było niezwykle trudne, bo przecież Wild Knights wygrali wszystkie swoje dotychczasowe spotkania i zajęli pierwsze miejsce w fazie zasadniczej z kompletem zwycięstw). Poza tym Mie Heat przegrało z Kobe Steelers 31:33 (Heat był bliski drugiego zwycięstwa w sezonie, ale utracił je na sam koniec meczu), Black Rams Tokyo przegrali z Toyota Verblitz 18:45 (po 10 punktów Aarona Smitha i Beaudena Barretta), Shizuoka Blue Revs uległo Brave Lupus Tokyo 20:59 (19 punktów Richiego Mo’ungi, ale graczem meczu wybrano Michaela Leitcha), a Hanazono Liners przegrali z Sagamihara Dynaboars 36:46 (14 punktów dla przegranych Quade’a Coopera, 21 dla zwycięzców Jamesa Graysona – zdobywanych w każdy możliwy sposób).
Pary półfinałowe: Saitama Wild Knights – Yokohama Eagles oraz Brave Lupus Tokyo – Tokyo Sungoliath. W barażach o utrzymanie w najwyższej lidze/awans do niej zagrają najprawdopodobniej (ostateczna kolejność w drugiej dywizji będzie znana dopiero jutro rano po ostatnim meczu, który jednak ma zdecydowanego faworyta) Black Rams Tokyo – Green Rockets Tokatsu, Mie Heat – Shuttles Aichi i Hanazono Liners – Urayasu D-Rocks.
Ps. I w poniedziałkowy poranek to zestawienie się potwierdziło.
W Major League Rugby trwa zacięty pojedynek na szczycie konferencji zachodniej. Tym razem wygrały obie drużyny walczące w niej o zwycięstwo – Houston SaberCats wygrali z Utah Warriors 29:24, a Seattle Seawolves pokonali Anthem 29:13. W konferencji wschodniej mieliśmy za to mecz na szczycie i w nim nieoczekiwanie obrońcy tytułu z Bostonu, New England Free Jackes, ulegli Chicago Hounds 20:26. Pozostali jednak na prowadzeniu, ale przewaga nad niedzielnymi rywalami stopniała do trzech punktów. Ostatnie spotkanie ligi już po „zamknięciu numeru”.
W Super Rugby Americas niepodzielnie rządzą drużyny z Argentyny. W ten weekend doszło do pojedynku derbowego pomiędzy nimi – Dogos ulegli w nim Pampas 15:37. Dogos przegrali drugi raz w tym sezonie i zarazem drugi raz z rzędu. Trwa odrodzenie obrońców tytułu mistrzowskiego, urugwajskiego Peñarolu, który wygrał z chilijskim Selknamem 35:17. Co prawda pozostał na piątym miejscu w lidze, ale zrównał się punktami ze swoim sobotnim rywalem i powoli może myśleć o awansie do play-off. Na trzecim miejscu umocniło się Yacare – odskoczyło od Selknamu po zwycięstwie nad Cobras.
W Szkocji rozegrano finał Premiership. Zagrały w nim te same drużyny, co przed rokiem – wtedy górą był Hawick, który ograł Currie Chieftains po dramatycznym meczu (decydujące przyłożenie w ostatniej akcji meczu, gdy grał w podwójnym osłabieniu). Tym razem Currie Chieftains (dla których to był trzeci finał z rzędu) wzięli rewanż – co prawda teraz to oni grali całą drugą połowę w osłabieniu, a mimo to zwyciężyli 26:24, psując ciut Hawickowi obchody 150-lecia klubu. Dla Currie Chieftains to dopiero trzeci sukces w tych rozgrywkach w historii – od poprzedniego minęło 14 lat.
Grało też inne Premiership, walijskie. Tu jednocześnie rozegrano ostatni spośród zaległych meczów rundy zasadniczej, jak i pierwszą fazę play-off – półfinały. Szansę na zwycięstwo w tym ostatnim sezonie przed dużą reformą rozgrywek zachowali obrońcy tytułu mistrzowskiego, Llandovery (wygrali 34:13 z Cardiff) oraz Newport (48:13 z Ebbw Vale). W finale zagrają zatem dwie zdecydowanie najlepsze drużyny fazy zasadniczej.
Ostatecznie poznaliśmy też listę drużyn, które wezmą udział w nowych półzawodowych rozgrywkach EDC. Oprócz wszystkich czterech półfinalistów Premiership, znalazły się tam też Pontypool, Aberavon, Bridgend, Swansea, RGC 1404 (jedyna drużyna z północy Walii) i Carmarthen Quins. W stawce braknie piątego w Premiership Merthyru, siódmego Pontypridd oraz ostatniego Neath – te dwie ostatnie ekipy to najbardziej utytułowane drużyny w Premiership (trzy odsunięte drużyny mają na koncie 15 mistrzostw kraju, a wszystkie pozostałe – zaledwie jedno więcej). Te trzy drużyny zagrają w nowej Premiership, do której awansuje także po pięć zespołów z dwóch grup Championship.
Rozegrano także ciekawe towarzyskie starcie klubowe – mecz Leicester Tigers XV z gruzińskim Black Lion. Młoda drużyna z Leicester poradziła sobie z Gruzinami i wygrała 21:13 – co prawda to rywale zdobyli pierwsze przyłożenie, ale potem młodzi Anglicy zdobyli trzy przyłożenia z rzędu. Rozczarowujący wynik Black Lion. Wcześniej Gruzini wygrali z kombinowanymi rezerwami Glasgow i Edynburga 38:0.
Trwają dyskusje na temat forsowanego przez federacje z południowej półkuli wprowadzenia 2o-mimutowych czerwonych kartek na całym świecie. Zdecydowany głos przeciwko wyrazili Francuzi, którzy wskazali, że argumentacja pomysłodawców jest chybiona. 20-minutowe czerwone kartki miały chronić przed zabijaniem widowiska i przewidywalnością wyniku w sytuacji, gdy jedna drużyna jest osłabiona czerwoną kartką (co w efekcie miało powodować obniżenie zainteresowania rugby). Francuzi podsumowali testy drużyn elity z ostatnich trzech lat – z 30 spotkań, w których czerwone kartki były pokazane, drużyny grające z przewagą liczebną zwyciężyły w 60%. To daleko od przewidywalności…
Ben Carter z walijskich Dragons ukarany niedawno czerwoną kartką w meczu z Connachtem, został zawieszony na trzy tygodnie (z powodu braku historii dyscyplinarnej zmniejszono mu karę o połowę). Faktycznie odpokutuje tylko w jednym spotkaniu. Jako jedno zaliczy mecz walijskiej Championship (choć nie grał w Newport od czterech lat i tak na serio nie byłby brany pod uwagę przy ustaleniu składu), a jedno zostanie mu zmniejszone za udział w programie szkoleniowym World Rugby. Niespecjalnie to edukujące…
W niedzielę kłopoty z prawem miał Billy Vunipola (jak się okazuje – skazany za atak na policjanta na grzywnę, a ponadto 4 miesiące więzienia w zawieszeniu), w poniedziałek zaś podobny los spotkał gracza południowoafrykańskich Griquas, Kudzwai Dube, który awanturował się w sklepie alkoholowym. Został aresztowany, a jego drużyna natychmiast go zawiesiła. Tymczasem Saracens stwierdzili, że nie będą wyciągać żadnych sankcji wobec Vunipoli. Cóż, walczą o mistrzostwo Anglii, ale czy na pewno powinni to robić za wszelką cenę?
Z rynku transferowego:
- Matt To’omua odchodzi po dwóch sezonach z japońskich Sagamihara Dynaboars;
- transfer to akurat nie jest, ale informacja ciekawa – Johann van Graan, były trener Munsteru, od dwóch lat w Bath, przedłużył swój kontrakt z angielskim klubem aż do 2030.
W Nowej Zelandii tragiczne zdarzenie – wskutek urazu głowy doznanego podczas lokalnego meczu zmarł w szpitalu 33-letni Cory Heather, zawodnik Beachlands Maraetai Club z Auckland. Z kolei we Francji w wypadku samochodowym zginął 22-letni reprezentant Portugalii Pierre-Matthieu Fernandes, na co dzień występujący w Vienne.
Polacy za granicą
Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.
Anglia:
- Ethan Sikorski (Barnes RFC, National League 2 East): w ostatnim meczu sezonu ligowego wszedł na boisko pod koniec pierwszej połowy, aby opuścić je pod koniec meczu (całe spotkanie do obejrzenia tutaj). Jego drużyna w meczu na szczycie ligi pokonała Esher 26:24 – rywale mimo to zostali zwycięzcami ligi, natomiast Barnes pozostało na drugim miejscu;
- Eryk Luczka (Hornets RFC, National League 2 West): zagrał cały mecz przeciwko Loughborough Students, przegrany 5:62. Jego drużyna skończyła sezon na dwunastym miejscu w lidze (w stawce czternastu ekip);
- Peter Hudson-Kowalewicz (Hull RUFC, National League 2 North): wyszedł w podstawowym składzie, zszedł po godzinie i wrócił na boisko na kilka minut przed końcem w meczu z Otley, wygranym 37:36. Jego drużyna skończyła sezon na ósmym miejscu w lidze, a przy okazji klub poinformował o powołaniu naszego reprezentanta do kadry Yorkshire na rozgrywki County Championship (pierwszy mecz 25 maja z Somerset).
Francja:
- Andrzej Charlat (Stade Niçois, Nationale): zagrał niemal całe 80 minut (z wyjątkiem chwili na „krwawą zmianę”) i zdobył trzy przyłożenia w meczu na szczycie ligi z Albi, wygranym 47:15 (cały mecz do obejrzenia tutaj). Nicea dzięki tej wygranej zapewniła sobie pierwsze miejsce w rundzie zasadniczej Nationale i awans do półfinału ligi, zaplanowanego na 11 maja;
- Quentin Cieslinski (Stade Métropolitain, Nationale 2 – grupa 2): wyszedł w podstawowym składzie w ćwierćfinałowym meczu Nationale 2 przeciwko Langon, przegranym 6:9;
- Nicolas Saborit (Stade Niçois, Espoirs Accession – Championnat – grupa 1): zagrał do 50. minuty, a potem jeszcze wrócił pod koniec spotkania z Lyonem, przegranego 7:33. „Nadzieje” z Nicei pozostają ostatnie w swojej grupie.
Szkocja:
- Zenon Szwagrzak (Southern Kings, Super Series Sprint): wyszedł w pierwszym składzie drużyny w meczu z Boroughmuir Bears, wygranym 34:17. Jego drużyna zajmuje po dwóch kolejkach szóste miejsce w ośmiozespołowej stawce;
- Max Loboda (Boroughmuir Bears, Super Series Sprint): w tym samym meczu co Szwagrzak, też w podstawowym składzie, ale po przegranej stronie. Bears są oczko wyżej od Southern Kings w tabeli;
- Ronan Seydak (Heriot’s RC, Super Series Sprint): zagrał cały mecz Ayrshire Bulls, przegrany 7:46. Jego drużyna zajmuje czwartą lokatę w stawce.
Szwajcaria:
- Kacper Ławski (RC Yverdon, LNA): wyszedł w podstawowym składzie na mecz ze Stade Lausanne, wygrany 28:26. Yverdon pozostaje liderem ligi.
Walia:
- Jake Wisniewski (Cross Keys RFC, Championship East): wyszedł w podstawowym składzie w ostatnim meczu sezonu z Bedwas, wygranym 24:23. Drużyna skończyła sezon na trzecim miejscu w lidze, premiowanym awansem (wskutek reformy walijskich rozgrywek do Premiership awansuje z grupy aż pięć drużyn).
Zapowiedzi
Kolejny weekend pod znakiem ligowego grania.
W kraju przedostatnia kolejka rundy zasadniczej odbędzie się w Ekstralidze. W planie arcyciekawe spotkanie Juvenii Kraków z Orkanem Sochaczew (jesienny pojedynek tych zespołów był niezwykle emocjonującym widowiskiem), a ponadto derby Trójmiasta (Arka gra z Ogniwem) i starcie Drew Pal 2 Lechii Gdańsk (grającej ostatni mecz w sezonie) z Edach Budowlanymi Lublin. Ponadto odbędzie się m.in. turniej polskiej ligi rugby 7 i mecze centralnej ligi juniorów.
Do końca fazy zasadniczej zmierzają też czołowe ligi na świecie. W 23. kolejce Top 14 zagrają m.in. Bordeaux z La Rochelle, Tuluza ze Stade Français, ciekawy może być też mecz Castres z Montpellier. W 16. rundzie URC irlandzkie derby Munsteru z Connachtem. W 17. weekend gier Premiership (już przedostatni) zmierzą się m.in. Bristol Bears z Saracens oraz Exeter Chiefs z Harlequins. W dwunastej rundzie Super Rugby Pacific sporo derbowego grania – po dwa pojedynki australijskie i nowozelandzkie.
Oprócz lig też granie międzynarodowe. Panowie będą się mierzyć w ostatnim meczu fazy grupowej na trzecim poziomie rozgrywek w Europie (Conference), a w Azji towarzysko Malezja zagra z Singapurem. Panie zagrają w mistrzostwach Afryki (w tym już w środę) oraz w elitarnym Pacific Four Series. Do tego cztery ostatnie spotkania The Rugby Championship w kategorii U20 (pierwsze dwa – we wtorek).