Bordeaux z pierwszym pucharem, Penaud z rekordem

W finałach europejskich pucharów remis 1:1 między Francją i Anglią. Jednak to Francuzi sięgnęli po cenniejsze trofeum – Bordeaux pierwszy raz w historii wygrało Champions Cup. Poza tym Portia Woodman zaliczyła siedem przyłożeń w meczu Pacific Four Nations, WR postanowiło wdrożyć 20-minutowe czerwone kartki, a EPCR ogłosiło klubowe mistrzostwa świata (w 2028).

Champions Cup

Głównym punktem rugbowego weekendu był finał Champions Cup rozegrany w Cardiff pomiędzy Bordeaux i Northampton Saints. Nas cieszył on wyjątkowo, bo wraz z finałem Challenge Cup pojawił się w w sportowych kanałach Polsatu, które nie miały charakteru Premium. A w efekcie już piąty rok z rzędu najlepszą drużyną Europy okazał się zespół z Francji.

Union Bordeaux-Bègles – Northampton Saints 28:20. Przed spotkaniem kibice obu drużyn cieszyli się z powrotu do składów zawodników po kontuzjach – w ekipie Saints pojawił się Ollie Sleightholme (nieobecny na boiskach od grudnia) oraz George Furbank (uraz odniósł w ćwierćfinale), a w Bordeaux Damian Penaud (kontuzjowany w półfinale). I to ten ostatni okazał się być bohaterem finału, zdobywając dwa przyłożenia w pierwszej połowie, natomiast powrót Furbanka okazał się pechowy, bo już na początku meczu zszedł z boiska z nowym urazem.

Pierwsza połowa spotkania była pasjonująca – akcja za akcją, przyłożenie za przyłożeniem. Było jednak też sporo TMO, unieważnianych przyłożeń i dwie żółte kartki. Już pierwszy atak skończył się przyłożeniem Alexa Colesa dla Saints, ale moment później przyłożeniem odpowiedzieli Francuzi – ładną akcję wykończył na skrzydle Penaud. I oni kontynuowali presję – choć przyłożenie Louisa Bielle’a-Biarrey’a zostało unieważnione po TMO, to po chwili wyszli na prowadzenie 12:7 – tym razem pięknie zachował się Matthieu Jalibert, a na skrzydle Penauda wyręczył Adam Coleman. A potem przyszły żółte kartki, a potem kolejne przyłożenia. Właśnie jedna z kartek, dla Tommy’ego Freemana za atak na Penaud w powietrzu, zaowocowała karnym, po której akcję wykończył sam poszkodowany. W międzyczasie minimalny spalony pozbawił pewnego przyłożenia Henry’ego Pollocka, ale na koniec pierwszej połowy znowu zapunktował Coles i mieliśmy remis 20:20. Druga połowa zapowiadała się pasjonująco, ale okazała się zupełnie inna. Punkty padały tylko na początku. Zaczęło się od kolejnej akcji Pollocka unieważnionej po TMO, a zaraz potem jego drużyna została osłabiona po żółtej kartce. Grające z przewagą Bordeaux zaraz potem też przedwcześnie cieszyło się z przyłożenia, ale ostatecznie w tym okresie zdobyło osiem punktów. Obie drużyny w tej połowie postawiły na obronę i w efekcie ustalony na początku drugiej odsłony wynik pozostał już na tablicy do samego końca. Bordeaux pierwszy raz w historii wznieśli w górę Champions Cup, a kluczem do sukcesu była para ich łączników, Maxime Lucu i Mathieu Jalibert, która rządziła i dzieliła na boisku.

Cóż, gracze Bordeaux nie zawiedli swoich kibiców – w ich mieście zorganizowano strefę kibica, do której 20 tys. biletów miało rozejść się w pół godziny. A przecież sporo z nich znalazło się w gronie 70 tys., którzy zasiedli na trybunach Principality Stadium.

Niestety, po końcowym gwizdku mieliśmy na boisku incydent, który skończył się uderzeniem w szyję Pollocka, wobec czego ekipa Saints zażądała ukarania rywali. Mathieu Jalibert odpowiadając na te oskarżenia wskazał na komentarze Pollocka przed meczem, w których nie okazał szacunku francuskim rywalom. Na dodatek Francuzi w pomeczowym świętowaniu naigrywali się z Pollocka parodiując gest wykonywany przez niego po przyłożeniach. Cóż, to wszystko akurat można było sobie darować, tymczasem zajmuje sporo miejsca w mediach. Można powiedzieć – z małej chmury wielki deszcz, bo drobne zdarzenie (https://x.com/i/status/1926319594160967835) zostało rozdmuchane do rozmiaru wielkiego skandalu. A wydaje się, że to Pollock ma charakterek, który powinien zostać odrobinę utemperowany.

Najlepszym graczem tegorocznych europejskich rozgrywek został bohater finału – Damian Penaud. Nic dziwnego – w całym sezonie uzbierał rekordowe 14 przyłożeń (w tym dwa w finale).

Challenge Cup

A dzień wcześniej na tym samym obiekcie (z całkowicie pustymi górnymi poziomami) także angielsko-francuski zestaw mierzył się w walce o Challenge Cup.

Bath – Lyon OU 37:12. Zdecydowanym faworytem spotkania była ekipa angielska, zdecydowanie liderująca w Premiership i kierowana przez Finna Russella. Mecz zaczął się jednak znakomicie dla Francuzów, gdy po zespołowej akcji przyłożył skrzydłowy Ethan Dumortier. Jednak od tego momentu Lyon już nie mógł zapunktować, natomiast konsekwentna gra Bath przyniosła Anglikom prowadzenie 17:5 po karnym i dwóch przyłożeniach. Przewaga Bath na boisku zmalała w ostatnim kwadransie pierwszej połowy – w wyniku kłopotów z dyscypliną. Najpierw żółtą kartkę zobaczył za bardzo brzydkie wejście głową w głowę Dawita Niniaszwiliego Sam Underhill (dlaczego Holly Davidson pokazała tylko żółtą kartkę? to zasługiwało na czerwoną – identycznie, jak w niedawnym meczu Bath z Pau, gdzie Davidson pokazała Underhillowi czerwony kartonik; i dlaczego Niniaszwili nie zszedł na HIA po takim uderzeniu?), a potem za atak na rywala w powietrzu Will Muir. Wydawało się, że Lyon wykorzysta przewagę dwóch graczy, ale przyłożenie Dumortiera po efektownie rozegranym aucie zostało cofnięte i do przerwy wynik się nie zmienił. Po przerwie, wciąż grający w czternastkę Anglicy powiększyli przewagę po karnym, ale Francuzi wreszcie zdyskontowali liczebną przewagę i zaraz potem zdobyli przyłożenie, zmniejszając stratę do ośmiu oczek. Więcej jednak ugrać w tym meczu nie zdołali. Bath skutecznie broniło, zmuszało rywali do błędów w ataku, a dodatkowo samo punktowało, dorzucając kolejne dwa przyłożenia (drugie z nich po ładnej akcji zaliczył znakomity w tym meczu kapitan drużyny Ben Spencer) i jeszcze jednego karnego Russella (17 punktów z podstawki wobec tylko trzech swojego vis-à-vis Léo Berdeu). Pewnie i zasłużenie wygrało – zdominowało fizycznie Francuzów, nie pozwoliło im rozwinąć skrzydeł w ataku, zmuszało do błędów, a samemu posuwało się do przodu stosując proste rozwiązania.

Dla Bath to drugi w historii sukces w Challenge Cup – poprzedni miał miejsce w 2008.

Super Rugby Pacific

W Super Rugby Pacific rozegrano przedostatnią kolejkę fazy zasadniczej – w okrojonym zestawieniu, bo trzy drużyny w ten weekend odpoczywały.

Reds – Hurricanes 27:31. To było bezpośrednie starcie dwóch drużyn walczących o awans do play-off. Na Suncorp Stadium, po tym jak zeszły z niego zawodniczki Australii i Kanady walczące w ramach Pacific Four Series, Reds walczyli o utrzymanie czwartego miejsca w tabeli, rywalizując z ekipą ze stolicy Nowej Zelandii. Jednak australijska publiczność musiała znieść drugą porażkę swojej drużyny tego samego dnia. W pierwszej połowie sytuacja zmieniała się co chwila – punktowanie zaczął Ruben Love, ale Reds dwukrotnie wychodzili na prowadzenie. W ciągu kilku ostatnich minut pierwszej połowy goście zaliczyli dwa przyłożenia, w tym po indywidualnej akcji Cama Roigarda, i wyszli na 13 punktowe prowadzenie, ale w drugiej połowie Reds odrabiali straty i na 20 minut przed końcem znów mieli punkt przewagi. Jednak na kwadrans przed końcem Hurricanes znowu objęli prowadzenie i choć Reds walczyli do końca, wyniku już nie zmienili.

Poza tym:

  • Crusaders – Highlanders 15:12 (mecz bez wielkiej stawki, ale ze sporą dawką emocji; wygrali faworyci, ale w ostatniej minucie meczu goście mieli kopa z karnego na remis i dogrywkę – jednak Cameron Millar spudłował; Sevu Reece został liderem klasyfikacji zawodników z największą liczbą przyłożeń w Super Rugby Pacific – w tym meczu zaliczył swoją 66. piątkę);
  • Chiefs – Moana Pasifika 85:7 (nie udało się wyspiarzom pokonać piątej nowozelandzkiej drużyny w tym sezonie – Chiefs nie tylko wygrali, ale wręcz rozgromili rywali, aplikując im 13 przyłożeń; po trzy przyłożenia Leroy’a Cartera i Corteza Ratimy, 24 punkty Damiana McKenziego; jedyne przyłożenie dla Moany zdobył Ardie Savea, który jednak w tym spotkaniu został wyjątkowo skutecznie zneutralizowany przez rywali);
  • Western Force – Waratahs 17:22 (Western Force chcieli skończyć sezon wygrana, a Waratahs walczyli o utrzymanie szans na awans do play-off i to oni dzięki wygranej po dogrywce osiągnęli swój cel; sporo nerwówki w końcowych minutach spotkania – w ostatniej minucie regularnego czasu gry Kurtley Beale próbował karnego z 55 m, ale bezskutecznie, potem w dogrywce obie strony też spudłowały z podstawki; zwycięstwo gościom dało przyłożenie zdobyte już w doliczonym czasie dogrywki, a Darby Lancaster dzięki niemu skompletował hat-tricka).

Trzy pierwsze miejsca na koniec sezonu ligowego mają zagwarantowane Chiefs, Crusaders i Brumbies, ale między nimi stoczy się jeszcze walka o rozkład na tych lokatach. Pewni awansu do play-off są też Hurricanes, a tylko teoretycznie mogliby go stracić Reds. O pozostałe miejsce powalczą Moana, Blues i Waratahs – w ostatniej kolejce Moana zagra w Wellingtonie, a Blues i Waratahs zmierzą się w bezpośrednim pojedynku w Auckland.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Chiefs1346
2. ↑Crusaders1345
3. ↓↓Brumbies1343
4. ↑Hurricanes1234
5. ↓Reds1233
6.Moana Pasifika1328
7.Blues1328
8.Waratahs1326
9.Western Force1423
10.Fijian Drua1320
11.Highlanders1320

A jeszcze przed tym weekendem (czyli na dwie kolejki przed końcem fazy zasadniczej) poznaliśmy najlepszego gracza tego sezonu (to wynik formuły tej rywalizacji, w której zbiera się punkty po każdej kolejce). Został nim Ardie Savea, podpora zespołu Moana Pasifika, kuszony obecnie ponoć milionowymi kontraktami zamorskimi.

Z kraju

Polskie reprezentacje panów i pań w rugby 7 brały udział w towarzyskim turnieju Costa Blanca Sevens (mam wrażenie, że słabiej obsadzonym niż zwykle). Panowie zaczęli rywalizację od dwóch porażek z późniejszymi finalistami: 14:22 z Litwą i 17:24 z baskijską ekipą Euskarians. Dopiero na koniec fazy grupowej wygrali 17:12 ze szwajcarską ekipą Switzers. W ćwierćfinale przegrali 17:22 z Alcatraz z Kolumbii. Pozostała zatem im walka o piąte miejsce i tu odnieśli dwie wygrane – 52:5 z Bułgarią, a następnie 31:26 z Chinami. Zwycięzcami turnieju zostali Euskarians, którzy w finale pokonali Litwę 26:7.

Zupełnie inaczej wyglądał turniej w wykonaniu naszej żeńskiej reprezentacji. W fazie grupowej zaliczyła serię pogromów: 55:0 z Austrią, 48:0 ze Switzers i 53:0 z Bułgarią. Podobnie było w ćwierćfinale, w którym zwyciężyła Mołdawię 52:0. Kłopoty były w półfinale, z którego Polki wyszły górą, ale wygrały z Danią zaledwie 7:0, ale w finale ponownie wysoko zwyciężyły – 38:0 z Costa Blanca Barbarians. Komplet wygranych, zero straconych punktów, ale i przeciwniczki niezbyt wymagające.

Niespecjalnie udał się eliminacyjny turniej mistrzostw Polski w rugby 7 mężczyzn, rozegrany w Warszawie (pod nieobecność reprezentantów kraju). Zgodnie z regulaminem rozgrywek miał wyłonić osiem drużyn, do których w finałowym turnieju dołączy obrońca mistrzowskiego tytułu. Tymczasem na starcie stanęło zaledwie sześć ekip (trzy stołeczne, po jednej z Poznania, Siedlce i Koszalina – zabrakło zarówno północy, jak i południa). W rywalizacji triumfowała drużyna RC Koszalin, która w finale pokonała 28:21 Pogoń Siedlce. Trzecie miejsce przypadło Posnanii, a pozostałe trzy lokaty – warszawiakom.

W I lidze rozegrano zaległy mecz ostatniej kolejki rundy zasadniczej pomiędzy Legią Warszawą i Hegemonem Mysłowice. Miał wyjątkową oprawę: odbył się na Łazienkowskiej o ósmej wieczorem, a poprzedzono towarzyskim meczem kobiecych siódemek Legii z Mazovią Mińsk Mazowiecki. Ładny pomysł, choć kibice ginęli na wielkich trybunach – cóż, może było ich ciut więcej niż zwykle i magia stadionu ściągnęła jakichś niezainteresowanych dotąd rugby? Legia wygrała dość pewnie 33:13, a bohaterem spotkania był zdobywca dwóch przyłożeń Saba Charaiszwili, który jednak na koniec meczu opuścił boisko z kontuzją. Stołeczna ekipa przypieczętowała w ten sposób zwycięstwo w fazie zasadniczej, a teraz przed nią finał, który rozegra przeciwko AZS AWF Warszawa.

W drugiej lidze odbyła się trzynasta kolejka spotkań. Pauzował w niej lider, RK Warszawa (którego prowadzeniu w tabeli rezultaty dzisiejszych spotkań nie zagroziły), natomiast w trzech rozegranych spotkaniach wygrywały drużyny wyżej notowane: Rugby Ruda Śląska uległa rezerwom Budowlanych Łódź 14:47, Miedziowi Lubin przegrali z rezerwami Budowlanych Lublin 15:29, a rezerwy AZS AWF Warszawa zostały pokonane przez Koma RT Olsztyn 19:41 (21 punktów filara Kacpra Górzyńskiego).

W rozgrywkach centralnej ligi kadetów młodzi gracze Orkana Sochaczew nie poszli w ślady juniorów – w rozgrywanym w Sochaczewie finale ulegli Budowlanym Łodź 24:32. Łodzianie odzyskali w ten sposób mistrzostwo Polski w tej kategorii wiekowej po czterech latach. W meczu o brąz także porażka gospodarzy – Juvenia Kraków uległa Lechii Gdańsk 11:19.

Ze świata

W ostatniej kolejce Pacific Four Nations pewne zwycięstwa odniosły faworytki spotkań. W Brisbane Australijki, mimo Charlette Caslick na boisku zdecydowanie uległy Kanadyjkom – te już po 20 minutach prowadziły 21:0, a ostatecznie zwyciężyły 45:7. W tej sytuacji Nowozelandki do zwycięstwa w turnieju potrzebowały bardzo wysokiej wygranej nad Stanami Zjednoczonymi, ale wzmocnione kwartetem świetnych siódemkowiczek (m.in. Jorja Miller, Stacey Waaka i Risi Pouri-Lane) to zadanie spełniły – wygrały aż 79:14. Ale największe bohaterki spotkania nie pochodziły z grona nowej czwórki (choć Waaka zdobyła jedno z przyłożeń, a Miller błysnęła kilkoma asystami) – świat zadziwiła nie pierwszy już raz niedoszła emerytka Portia Woodman-Wickliffe, która zdobyła aż siedem przyłożeń (i w tej sytuacji nawet cztery przyłożenia Katelyn Vahaakolo zrobiły mniejsze wrażenie niż powinny). Woodman po swoim wyczynie została rekordzistką Black Ferns w liczbie zdobytych przyłożeń (uzbierała ich 45, bijąc dotychczasowy rekord o dwa). W tej sytuacji Nowa Zelandia wygrała turniej, z identyczną liczbą punktów co Kanada. I wygląda na to, że w Pucharze Świata w walce o tytuł mogą liczyć się cztery reprezentacje (Nowa Zelandia, Anglia, Francja i Kanada).

W kobiecych mistrzostwach Azji po pogromie sprzed tygodnia z meczu z Japonią, w drugim swoim spotkaniu zawodniczki z Kazachstanu poniosły ciut mniejszą porażkę – uległy Hongkongowi 12:29. W tej sytuacji o mistrzostwie kontynentu decydował mecz Japonii z Hongkongiem – i w nim grające absolutnie rezerwowym składem Japonki pewnie wygrały 63:5.

W ostatnim meczu tegorocznych Rugby Europe International Championships – finale trzeciego poziomu tych rozgrywek, Conference, zmierzyły się Dania i Mołdawia. W sumie nie wiadomo czemu, bo Mołdawianie nie byli wśród dwóch najlepszych zwycięzców grup, ale spotkanie poszło po myśli Duńczyków, którzy wygrali 41:6 i w przyszłym roku powinni być naszymi rywalami w grupie Trophy zamiast Luksemburga. Spotkanie długo było wyrównane, pod koniec pierwszej połowy Mołdawianie nawet prowadzili 6:3, ale w ostatniej akcji przed przerwą Duńczycy zdobyli swoje pierwsze przyłożenie, a w drugiej połowie dorzucili ich jeszcze pięć (większość z nich w ostatnich 10 minutach).

Odbyło się też kilka spotkań towarzyskich. W Azji zagrały reprezentacje Bahrajnu i Jordanii – dla gospodarzy był to pierwszy mecz w historii. Pierwszy i zwycięski – Bahrajn, którego skład zapewne był oparty na ekipie wicemistrzów West Asia Super Rugby, Bahrain RFC, zwyciężył 66:13. Przewaga gospodarzy nie podlegała dyskusji (mimo bardzo dużej liczby podań do przodu), a goście swoje dwa przyłożenia zdobyli w samej końcówce meczu. Grała też ekipa Zjednoczonych Emiratów Arabskich – w Nairobi przegrała z Kenią 24:54. Z kolei wśród kobiet mieliśmy mecz w Kingston pomiędzy Jamajką i Meksykiem – tu zwyciężyły 39:19 Meksykanki.

W stolicy Peru odbyły się mistrzostwa Ameryki Południowej w rugby 7 – Seven Sudamericano (no, ze sporym udziałem ekip z Ameryki Środkowej). Stawką było nie tylko mistrzostwo kontynentu, ale także miejsca w kolejnym Challengerze – dwa dla pań i jedno dla panów. W rywalizacji panów wzięło udział 10 drużyn (nie było Argentyny ani Urugwaju, które mają zagwarantowane miejsca w SVNS, natomiast pierwszy raz na arenie pojawiła się drużyna Dominikany). Triumfowali Kolumbijczycy, którzy w finale pokonali 12:10 Chile. Trzecie miejse dla Brazylii, czwarte dla Dominikany. Historyczny sukces Kolumbii, która zwykle zajmowała czwarte–piąte miejsce, a najlepszy dotąd wynik osiągnęła przed rokiem, wspinając się na najniższy stopień podium. Wśród pań na starcie stanęło 9 ekip (w tym Brazylijki, które o awans do Challengera nie walczyły i ostatecznie nie zakłóciły specjalnie rywalizacji, bo nie weszły do jej finału). Ostatecznie w finale zmierzyły się Argentynki z Kolumbijami, w Challengerze zobaczymy zatem dokładnie te same uczestniczki. Wygrała Argentyna, 21:5. Trzecie miejsce dla Brazylii, która w meczu o brąz pokonała Urugwaj.

W Top 14 rozegrano zaległe spotkanie (przesunięte o dwa tygodnie w związku ze śmiercią zawodnika Castres, Josai Raisuqe), o niezwykle dużej wadze – pomiędzy dwoma drużynami walczącymi o awans do play-off. Górą wyszło z niego Castres, które już do przerwy prowadziło 24:8, a na początku drugiej połowy – nawet 31:8. Co prawda w drugiej połowie Clermont podjęło pogoń, ale udało się mu zdobyć tylko defensywny punkt bonusowy. Na dwie kolejki przed końcem obie ekipy pozostają w grze o ćwierćfinały, ale to Castres jest w lepszej pozycji (awansowało na piąte miejsce, Clermont pozostało siódme).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Stade Toulousain2485
2.Union Bordeaux-Bègles2473
3.RC Toulonnais2468
4.Aviron Bayonnais2464
5. ↑Castres Olympique2458
6. ↓Stade Rochelais2457
7.ASM Clermont2454
8.Montpellier Hérault2452
9.Section Paloise2452
10.Racing 922451
11.Lyon OU2450
12.Stade Français2441
13.USA Perpignan2440
14.RC Vannes2436

W Pro D2 rozegrano półfinały. W czwartkowym Provence pokonało Soyaux-Angoulême aż 49:22, wyraźnie dominując niemal cały czas – tylko w pierwszych minutach goście prowadzili wyrównaną walkę. W drugim meczu drużyna wyżej notowana po fazie ligowej przegrała – Colomiers uległo Montauban 23:26. Tu emocji nie brakowało – Colomiers już po kwadransie prowadziło 17:0, ale Montauban odrobił stratę i wyszedł na prowadzenie na początku drugiej połowy. Tuż przed końcem na tablicy wyników widniał remis, ale ostatnie słowo należało do gości – decydujące trzy punkty zdobył z ponad 4o-metrowego drop goala Thomas Fortunel. Skład półfinałów: Grenoble – Provence i Brive – Montauban.

Wydawało się, że w kwestii spadku jest wszystko rozstrzygnięte, tymczasem okazało się, że z powodu problemów finansowych ogłoszono kartą relegację ekipy Biarritz. Jak ta historia się skończy, jeszcze nie wiadomo – Baskowie zapowiedzieli złożenie odwołania od tej decyzji, kto wie też, czy pomocnej ręki nie wyciągnie do nich miliarder Pierre-Edouard Stérin, który już pomagał klubowi rok temu.

W angielskiej Championship Nottingham odrobinę nieoczekiwanie pokonało 54:33 Hartpury University (szalony mecz, po kwadransie było 0:26, po półgodzinie 7:33, a potem wszystko się odwróciło), Doncaster Knights pokonali 35:15 Cornish Pirates (i wyprzedzili ich w tabeli, awansując na trzecie miejsce), Ampthill wygrało 54:43 z Cambridge (najsłabsza drużyna ligowej tabeli miała na koniec pierwszej połowy 15 punktów przewagi, ale straciła ją po przerwie), Bedford Blues wygrali 61:16 z Chinnor, Ealing Trailfinders w najciekawszym spotkaniu kolejki zwyciężyli 55:38 Coventry, a London Scottish ograli 31:13 Caldy. Ealing i Bedford są już pewne dwóch pierwszych miejsc, o trzecie powalczą Doncaster, Cornish Pirates i Hartpury.

Poznaliśmy finalistów Japan Rugby League One. W sobotę awans wywalczyli obrońcy tytułu mistrzowskiego, Brave Lupus Tokyo, którzy po niezbyt porywającym meczu pokonali Kobe Steelers 31:3 (ponad 16 tys. widzów, najlepszym graczem meczu był Richie Mo’unga). W niedzielę z kolei najlepsi w fazie ligowej Saitama Wild Knights przegrali 24:28 z drugą ekipą ligowej tabeli, Spears Funabashi Tokyo-Bay. Tu widzów było jeszcze więcej, a gwiazdą spotkania okazał się zdobywca dwóch przyłożeń dla zwycięzców, łącznik młyna Shinobu Fujiwara.

Odbyły się też pierwsze starcia w ramach dwumeczów o utrzymanie w najwyższej lidze i oba zostały rozstrzygnięte przyłożeniami w ostatnich minutach tych spotkań. Hanazono Liners ulegli Mie Heat 25:29 (decydujące przyłożenie zdobył najlepszy zawodnik meczu, Oh Gwang Tee). Drugie spotkanie, pomiędzy Shuttles Aichi i Urayasu D-Rocks było zaiste szalone: już po niespełna kwadransie D-Rocks prowadzili 28:0, ale całą przewagę stracili i na 25 minut przed końcem to ekipa z drugiej ligi miała punkt przewagi. Ostatecznie jednopunktową wygraną dało Shuttles Aichi przyłożenie w doliczonym czasie gry Hiroakiego Saito i podwyższenie najlepszego gracza meczu, Freddiego Burnsa. Dla pokonanych przyłożenia zdobywali m.in. Samu Kerevi i Israel Folau.

W Major League Rugby rugbowy tydzień zaczął się od wtorkowej porażki 24:26 Chicago Hounds z RFC Los Angeles (drużyny kilka razy zmieniały się na prowadzeniu, a o zwycięstwie Kalifornijczyków zadecydowało przyłożenie z końca meczu). Hounds stracili w ten sposób szansę na awans na pierwsze miejsce konferencji wschodniej, natomiast ekipie z LA dzięki wygranej udało się wskoczyć do czołowej czwórki na zachodzie.

W weekend w najciekawiej zapowiadającym się starciu New England Free Jacks przegrali 17:20 z Old Glory DC – zachowali pierwsze miejsce na wschodzie, a stołeczna ekipa umocniła się w czołowej trójce. W tabeli rozdzielają te dwie ekipy Chicago Hounds, którzy pokonali w ten weekend Anthem RC 33:19 (przegrani to wciąż jedyna ekipa w lidze bez zwycięstwa, poza tym stawka jest mocno wyrównana). Z kolei na zachodzie znowu zmiana na pierwszym miejscu: Seattle Seawolves pokonali 14:9 dotychczasowego lidera Houston SaberCats, a jego miejsce zajęli Utah Warriors po wygranej 31:28 nad NOLA Gold. Na trzecie miejsce awansował RFC Los Angeles, który w drugim meczu w ubiegłym tygodniu odniósł drugie zwycięstwo – 26:20 nad Miami Sharks. Na dwie kolejki przed końcem fazy zasadniczej na wschodzie pewne awansu są ekipy z Bostonu, Chicago i Waszyngtonu, a pozostałe miejsce rywalizują te z Miami i Nowego Orleanu. Na zachodzie wciąż wszystko może się zdarzyć – pięć ekip w tej konferencji dzieli tylko osiem punktów.

Dobiega końca faza zasadnicza Super Rugby Americas – przedostatni tydzień zmagań zaczął się od wywalczonego zawziętą obroną i niezwykle cennego zwycięstwa walczącego o awans do play-off Selknamu z liderem ligi, argentyńskimi Pampas (było 18:16). Selknam co prawda pozostał po tym meczu piąty, ale to znacznie poprawiło jego sytuację przed weekendowym spotkaniem z Yacare, które zajmowało czwarte miejsce w tabeli. I ten mecz Chilijczycy też wygrali, tym razem 20:17 dzięki karnemu w ostatnich sekundach meczu (wcześniej stracili 14-punktową przewagę) i dzięki temu zepchnęli Yacare z czwartego miejsca. Szansę na awans do play-off zachowali także zajmujący szóste miejsce Tarucas dzięki wygranej 54:33 nad Cobras (ta ostatnia ekipa skończyła już rywalizację – z kompletem porażek na koncie). W ostatniej kolejce z trzech drużyn walczących o miejsce w czwórce najtrudniejsze zadanie będą mieli Chilijczycy, którzy zagrają w Cordobie z Dogos, natomiast Yacare i Tarucas zagrają między sobą. Zmiana też na szczycie tabeli – Dogos ulegli Peñarolowi 17:19, a Urugwajczycy dzięki temu wyszarpanemu w końcówce zwycięstwu wrócili na pierwsze miejsce.

W finale SA Cup (czyli rozgrywek kwalifikacyjnych drużyn prowincjonalnych do Currie Cup w Południowej Afryce) niepokonani dotąd Pumas przed własną publicznością w Nelspruit zwyciężyli Griquas 39:14. Wykorzystali 20 minut gry z przewagą po czerwonej kartce rywala na początku meczu aby wyjść na prowadzenie 19:0. W końcówce sami zostali w czternastkę po czerwonej kartce swojego kapitana, ale mieli już bezpieczną przewagę.

W finale ligi belgijskiej (D1) zwycięstwo odniosła ekipa Dendermonde, która pokonała 24:21 Soignies. Dla zwycięzców (którzy w tym sezonie ponieśli tylko dwie porażki) to trzeci tytuł mistrzowski z rzędu i siódmy w historii. Soignies w ostatniej dekadzie sześciokrotnie grało w finale i za każdym razem przegrywało. W rywalizacji pań Gandawa pokonała 15:0 Boitsfort, rewanżując się za jednopunktową porażkę sprzed roku i zdobywając tytuł mistrzowski pierwszy raz w historii.

Finały także w Szwajcarii. W decydującym spotkaniu męskiej LNA Yverdon pokonało Hermance 25:5 – drużyna Kacpra Ławskiego przełamała niemoc z dwóch poprzednich finałów i sięgnęła po mistrzostwo Szwajcarii po raz czwarty. Z kolei w żeńskiej LNFA Albaladejo RC z Lozanny przełamało dominację Dangels z Lucerny (które zdobyły trzy poprzednie tytuły) i w bezpośrednim starciu zwyciężyło 14:3. To pierwszy tytuł mistrzowski klubu Lozanny (ba, to był w ogóle pierwszy jego finał).

We Francji rozegrano półfinały Elite 1 – czyli najwyższego poziomu ligi kobiet. W rewanżu za ubiegłoroczny finał obrończynie tytułu mistrzowskiego z Bordeaux (Stade Bordelais) pokonały Romagnat 34:18, natomiast w drugim spotkaniu Blagnac uległo Tuluzie 22:27. W finale będziemy mieć zatem spotkanie dwóch ostatnich mistrzów Francji.

W Szkocji odbyła się 135. odsłona najstarszego, wciąż regularnie rozgrywanego turnieju siódemkowego na świecie – Melrose 7s. Wśród panów tytuł mistrzowski obroniła drużyna Shogun (dawniej Samurai), która w finale pokonała gospodarzy rywalizacji 12:5. Nie udało jej się obronić tytułu wśród kobiet – tu w finale uległa Harlequins 7:28.

Kiepska wieść z World Rugby – Rada tej organizacji postanowiła przyjęć do globalnych testów przepis o 20-minutowej czerwonej kartce (co oznacza, że na całym świecie w zawodowym rugby będzie obowiązywać reguła, że drużyna po 20 minutach od pokazania czerwonej kartki będzie z powrotem będzie grać w piętnastkę, tyle że ukarany zawodnik nie wróci na boisko). Nie ma mowy w komunikacie o rozróżnieniu „pełnej” i „20-minutowej” czerwonej kartki, ale wygląda na to, że to rozróżnienie będzie zachowane (i nadal będzie mylić kibiców). Oczywiście WR tłumaczy swój krok chęcią zapewnienia odpowiedniego spektaklu, równej konkurencji oraz uniknięcia odpowiedzialności zbiorowej za czyny jednostki (ignorując zebrane we Francji dane wskazujące na to, że czerwona kartka spektakl rujnuje znacznie rzadziej niż się wydaje). Jednocześnie Brett Robinson stwierdził: „Bezpieczeństwo graczy nie podlega dyskusji. Monitorujemy dane dotyczące urazów głowy, wysokich szarż i wstrząśnień mózgu – wnikliwie i przejrzyście. Jeśli kiedykolwiek dowód wskaże, że wprowadzany testowy przepis zwiększy ryzyko w tym zakresie, przerwiemy go natychmiast”. Już to widzę… Cóż, pozostaje mi przypomnieć tekst, który tu pojawił się przed trzema laty i w sporej mierze dotyczył właśnie tego pomysłu: Rugby w rozkroku.

A tymczasem Amerykanka Alev Kelter, która tydzień temu w Pacific Four Series zezłoszczona deptała po głowie/kopała w głowę rywalki, została ukarana przez panel dyscyplinarny World Rugby zawieszeniem na trzy tygodnie. I to tyle w temacie ochrony bezpieczeństwa graczy.

EPCR ogłosiło, że w 2028 zostanie rozegrany pierwszy raz Rugby World Club Cup, czyli rozgrywki dla najlepszych klubów na świecie. Kolejne mają być rozegrane po czterech latach. Uczestniczyć ma w nich 16 drużyn, 8 najlepszych z Champions Cup (nowy turniej zapewne zastąpi pucharową fazę tych rozgrywek) oraz 8 pochodzących z Super Rugby Pacific i Japan Rugby League One (podobno siedem z Super Rugby i jedna z Japonii). Żadnych innych szczegółów póki co nie znamy, nie ma też jeszcze ani umów telewizyjnych, ani sponsorskich, nie wiadomo więc do końca, jak to wszystko zepnie się finansowo. Podział 8:8 też budzi wątpliwości. Najciekawszy chyba komentarz do tej nowiny pochodzi z Południowej Afryki: dyrektor wykonawczy SARU Brian Oberholzer stwierdził, że doda to motywacji związanej z uczestnictwem w Champions Cup drużynom z tego kraju. Czyli tłumacząc to na ludzki język – powinny zacząć traktować te rozgrywki poważnie.

Kilka tygodni po zakończeniu rywalizacji poznaliśmy najlepszą zawodniczkę kobiecego Pucharu Sześciu Narodów (wyłanianą w głosowaniu fanów) – i mała niespodzianka. Nie została nią ani Angielka, ani Francuzka, ale Irlandka, Aoife Waifer. A w męskim Pucharze Sześciu Narodów ogłoszono kalendarz rywalizacji w przyszłym roku – i wychodzi na to, że najciekawszy mecz turnieju będzie meczem jego otwarcia, bo w czwartek 5 lutego, w pierwszej kolejce, zmierzą się Francja z Irlandią. Swoją drogą, to będzie pierwszy czwartkowy mecz w tej imprezie od ponad 60 lat. Warto też zwrócić uwagę, że turniej skrócono pozbywając się weekendu przerwy między drugą a trzecią kolejką spotkań (pozostanie tylko przerwa między trzecią a czwartą rundą).

Ogłoszono też kalendarz przyszłego sezonu ligi URC. W grafiku nie pojawił się niestety Black Lion, ale gruzińska drużyna podróżuje po Szkocji i efektem tej eskapady są zwycięstwa nad Edynburgiem A 47:33 oraz nad Glasgow Warriors A 26:14. Swoją drogą, w kalendarzu URC w przyszłym roku zabraknie tradycyjnego Judgement Day – walijskich derbów rozgrywanych jedne po drugim na Principality Stadium. Cóż, tegoroczna odsłona była frekwencyjną porażką (przynajmniej w porównaniu z poprzednimi latami).

Pojawiają się informacje o składach reprezentacji na letnie okienko międzynarodowe (ten najciekawszy, British & Irish Lions już wcześniej poznaliśmy). I tak:

  • ogłoszono skład Walii na wyprawę do Japonii (Matt Sherratt ma zadanie łatwiejsze od swoich kolegów z Wysp Brytyjskich, bo przecież w drużynie Lion znalazło się tylko dwóch jego zawodników). W drużynie prowadzonej przez kapitana Dewiego Lake’a znalazło się miejsce dla sześciu potencjalnych debiutantów;
  • w składzie treningowym Anglii (póki co pozbawionym graczy Northampton Saints i Bath, które w ten weekend grały w finałach europejskich pucharach) Steve Borthwick sprawdza aż czternastu zawodników, którzy na forum międzynarodowym nie grali. Wśród powołanych jest też wracający po kontuzji do gry Immanuel Feyi-Waboso.
  • w 33-osobowym treningowym składzie Włoch, który będzie przygotowywał się do wyprawy do Południowej Afryki nie ma sporej grupy znakomitych zawodników (m.in. Paolo Garbisiego, Michele Lamaro, Ange Capuozzo czy Juana Ignacio Brexa). Jest za to 7 zawodników bez międzynarodowego debiutu, w tym dwóch graczy z Pro D2 (Pablo Dimcheff i David Odiase);
  • zaszokował południowoafrykańskich kibiców Rassie Erasmus powołując na treningowe póki co zgrupowanie (w bardzo szerokim gronie) trzech zawodników bez doświadczenia międzynarodowego – grających w Europe Juarno Augustusa i Marnusa van der Merwe’a, a także gwiazdę ostatnich rozgrywek uniwersyteckich, Ntokozo Makhazę,
  • a we Francji toczą się rozmowy między federacją i władzami Top 14, które być może doprowadzą do tego, że na prestiżową wyprawę do Nowej Zelandii poleci skład mocniejszy niż oczekiwano.

Odkryte zostały też pierwsze nazwiska ze składu Barbarians na mecz z Południową Afryką w Kapsztadzie. I to nie byle jakie – Robbie Deans zaprosił do drużyny Sama Cane’a, Petera O’Mahony’ego i Conora Murray’a.

Jednym z wydarzeń międzynarodowej jesieni będzie rywalizacja o ostatnie miejsce na Pucharze Świata w Australii – właśnie ogłoszono, że finałowy turniej kwalifikacyjny podobnie jak przed czterema laty odbędzie się w Dubaju. Mecze będą odbywać się od 8 do 18 listopada. W tym momencie wiadomo już, że wybierze się tam Belgia, a trzech jej przeciwników poznamy latem. Cóż, znów pewnie będą puste trybuny. Losowanie grup australijskiej imprezy ma nastąpić po zakończeniu turnieju kwalifikacyjnego, w grudniu (bagatelka, niemal dwa lata przed imprezą).

Pogłębia się kryzys w Walii – po niepodpisaniu przez dwie drużyny nowego PRA i wypowiedzeniu starego przez federację oraz jej zapowiedzi, że nie będzie powrotu do równego finansowania wszystkich czterech drużyn, coraz częściej pojawiają się informacje o nieuniknionej redukcji liczby ekip w URC do trzech. Albo przymusowo, albo poprzez dobrowolne połączenie dwóch z nich. Cóż, z pewnością finansowe kwestie są istotne, a Scarlets i Ospreys odmawiając podpisania PRA miały obawy w jakiś sposób uzasadnione (WRU mogłoby zrobić z Cardiff to co IRFU zrobiła z Leinsteru w Irlandii). Jednak rozwiązanie jednej z drużyn może mieć fatalne skutki dla popularności rugby – model franczyzowy nie przekonał do siebie Walijczyków, których kultura rugby jest mocno zakorzeniona w tożsamościach klubowych, a rozwiązanie jednej z ekip URC spowoduje, że mogą zostać straceni sympatycy tego sportu z jednego z regionów. Pojawiają się jednocześnie spekulacje o zajęciu zwolnionego miejsca w URC (i wymienia się przede wszystkim dwie drużyny – Cheetahs, którzy z ligi zostali wyrzuceni przez SARU, oraz Gruzinów z Black Liona, którzy też głośno mówią o ambicjach włączenia się do tych rozgrywek).

Tydzień po tym, jak irlandzka federacja ogłosiła obcięcie siódemkowego programu panów, przedstawiciele federacji z Anglii, Szkocji i Walii poinformowali o „przemodelowaniu” reprezentacji Wielkiej Brytanii. Powodem jest konieczność oszczędności. To oznacza koniec centralnych kontraktów, a zatem kolejne kłopoty w siódemkowym świecie.

Doroczna nagroda Pat Marshall Award, przyznawana przez Rugby Union Writers’ Club dla wyróżniającej się postaci w świecie rugby union, w tym roku trafiła w ręce Louisa Bielle’a-Biarrey’a – najmłodszego jej laureata od 30 lat, gdy otrzymał ją Jonah Lomu. Jest dopiero trzecim Francuzem, który ją otrzymał (poprzednimi byli Jean-Pierre Rives i Antoine Dupont).

Z wieści transferowych:

  • spośród legend Harlequins nie tylko Danny Care odchodzi na emeryturę – zawieszenie butów na kołku ogłosił także Mike Brown (no, on co prawda opuścił Londyn cztery lata temu i ostatnio grał w Leicester Tigers);
  • koniec kariery ogłosił także pierwszy zawodnik w historii Argentyny, który przekroczył setkę występów w reprezentacji – młynarz Agustín Creevy, ostatnio zawodnik Benettona;
  • reprezentant Australii Angus Bell podobno dał się skusić na wyjazd na rok do Europy i opuści Waratahs – miał podpisać kontrakt z Ulsterem;
  • młody Portugalczyk Nicolas Martins opuszcza Montpellier, gdzie nie dostawał szans na grę, i przenosi się do Colomiers;
  • po Pucharze Świata skończy karierę 28-letnia współkapitan kobiecej reprezentacji Francji Marine Ménager. A jej siostra bliźniaczka Romane właśnie ogłosiła, że w ogóle na Puchar Świata nie pojedzie i rozważa wycofanie się z rugby po nagromadzeniu urazów głowy (no, myśli o rugby 7);
  • awaryjnym trenerem reprezentacji Sri Lanki został Nowozelandczyk Rodney Gibbs – ma zaledwie kilka tygodni na przygotowanie drużyny do finałowego turnieju Asia Rugby Championship, a jego misja ma zostać skończona po jego zakończeniu;
  • pracę w Japonii stracił Wayne Pivac – miał poprowadzić Green Rockets Tokatsu do powrotu na najwyższy poziom ligowy, tymczasem drugi rok z rzędu mu się to nie udało. W tym roku jego ekipa skończyła sezon w drugiej lidze na trzecim miejscu, nieuprawniającym do gry w barażu o awans.

Do obejrzenia: niesamowite przyłożenie w wykonaniu Marka Nawaqanitatawase, który jeszcze niedawno był gwiazdą rugby union, a obecnie gra w rugby league dla Sydney Roosters: https://x.com/i/status/1923457734843764997.

Jako ciekawostka – mistrzem świata strongmenów podczas zawodów rozgrywanych w Sacramento został były rugbysta z Południowej Afryki, Rayno Nel. Grał w przeszłości dla Cheetahs, a jego obecny tytuł jest pierwszym nie tylko dla RPA, ale i w ogóle dla całej Afryki. Co ciekawe, wystartował w tych zawodach jako amator.

W rugby sporo się mówi o kontuzjach głowy, tymczasem pojawiła się nowa rozrywka (nazywana też sportem) pod nazwą RUNIT (od Run It Straight). Niby korzenie ma w rugby, ale w praktyce niewiele ma z nim wspólnego – dwóch rywali staje na przeciwko siebie w odległości 20 m (jeden z piłką do rugby, drugi jako „szarżujący”) i biegną na pełnej szybkości aby zderzyć się ze sobą i pokonać przeciwnika. Z szarżą nie ma to nic wspólnego, a niektórzy krytycy określają to „najgłupszym sportem na świecie”. Wymyślili to Australijczycy i pierwsze zawody odbyły się w ubiegłym miesiącu w Melbourne. W ubiegłym tygodniu kolejne miały się odbyć w Auckland, ale lokalny samorząd, który jest właścicielem hali, nie dopuścił do nich powołując się na bardzo wysokie ryzyko kontuzji.

Zmarł Mark Jones, były reprezentant Walii w rugby union, oraz Walii i Wielkiej Brytanii w rugby league. Miał 59 lat.

Zapowiedzi

Za tydzień wracają czołowe ligi świata oraz Ekstraliga.

Na świecie na pierwszy plan wysuwają się ćwierćfinały United Rugby Championship (Leinster – Scarlets, Bulls – Edynburg, Sharks – Munster i Glasgow Warriors – Stormers). Ponadto zostaną rozegrane:

  • przedostatnia kolejka Top 14 (znowu – tu nie ma meczów bez stawki, ale chyba najciekawiej zapowiadają się te pomiędzy Tulonem i Bordeaux, Castres i Bajonną oraz Vannes i Pau);
  • ostatnia kolejka Premiership (korespondencyjny pojedynek o awans we wszystkich pięciu meczach, m.in. Saracens gra z Bath);
  • ostatnia kolejka Super Rugby Pacific (tu na czoło wysuwa się chyba pojedynek Hurricanes z Moana Pasifika).

Ponadto sporo grania w różnych innych ligach – m.in. półfinały Pro D2, finały japońskiej Japan Rugby League One, włoskiej Serie A Elite i hiszpańskiej División de Honor, ostatnia kolejka angielskiej Championship (tu nie ma play-off), ostatnie mecze fazy zasadniczej w Super Rugby Americas. Jest też granie międzynarodowe na Karaibach – u panów Trynidad i Tobago ma zmierzyć się z Barbadosem, a u pań Jamajka z Trynidadem i Tobago.

W kraju ostatnia kolejka rundy zasadniczej Ekstraligi – mecze właściwie bez stawki (Juvenia Kraków – Life Style Catering Arka Gdynia, Pogoń Awenta Siedlce – Drew Pal 2 Lechia Gdańsk, Energa Ogniwo Sopot – Budowlani WizjaMed Łódź, Orlen Orkan Sochaczew – Budmex Rugby Białystok). W I lidze spotkania finałowe (o pierwsze miejsce Legia Warszawa – AZS AWF Warszawa, o trzecie Sparta Jarocin – Rugby Wrocław), do tego mecz zaległy z rundy zasadniczej (Wataha Zielona Góra – Arka Rumia). A ponadto ostatni turniej mistrzostw Polski w rugby 7 kobiet (w Gdańsku) oraz turnieje siódemkowe młodzieży – drugi juniorów (w Lublinie) i piąty kadetek (w Olsztynie).

3 komentarze do “Bordeaux z pierwszym pucharem, Penaud z rekordem”

  1. Nikt nie komentuje informacji zawartych w tym wydaniu „Szponów”, więc będę pierwszy. Oglądałem mecz Dania – Mołdawia i byłem bardzo zaskoczony jednostronnym przebiegiem drugiej połowy. Duńczycy lepiej wytrzymali mecz kondycyjnie i w ostatnich 15 minutach robili co chcieli. Niestety nie widzę klimatu do rugby w Danii. Nikłe zainteresowanie, boisko średniej jakości, na trybunach pusto. Podczas transmisji na YT zapytałem kibiców (byli prawie sami Mołdawianie) na jakiej podstawie reprezentacja ich kraju gra w meczu finałowym. Nikt nie potrafił odpowiedzieć na moje pytanie. Czy naprawdę ludziom zarządzającym Rugby Europe nie jest wstyd? Skoro nie można znaleźć legalnych powodów takiego, a nie innego składu finału, to czy chcemy czy nie, to do głowy przychodzą same nielegalne. Myślę, że obowiązkiem europejskiej federacji jest wyjaśnienie kibicom powodów tej decyzji. Przecież gdyby w naszej I lidze rugby po rundzie zasadniczej ludzie z PZR zadecydowali, że w finale wystąpi Legia z Hegemonem Mysłowice, to kibice, a przede wszystkim zarząd AZS AWF Warszawa nadali by tej sprawie rozgłos i konieczność wyjaśnienia tej decyzji na piśmie. Jak się ustala zasady. to chyba po to żeby się ich trzymać. Ale w sumie Conference, to tylko czwarty poziom rozgrywkowy. Nikt się nie zorientuje…

    Odpowiedz
    • Nie wiem, być może nikt nie protestował, bo nikt inny ze zwycięzców grup nie chciał awansować. Choć w tym przypadku mogliby protestować Duńczycy, bo awans należałby się im bez walki 🙂

      Odpowiedz
      • To też powinna być taka informacja od RE. Nikt nie chce awansować, dlatego do meczu finałowego wchodzi Mołdawia.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz