Sporo emocji w dwóch meczach: w Ekstralidze Pogoń Awenta Siedlce uległa Orlenowi Orkanowi Sochaczew (drogo płacąc za nieskuteczność z kopów), a na kobiecym Pucharze Świata Stany Zjednoczone zremisowały z Australią (stawka tego spotkania była wielka, a nieskuteczność z kopów też miała spore znaczenie). Poza tym Energa Biało-Zielone Ladies Gdańsk znowu wygrały na krajowym podwórku, ruszyły rozgrywki Pro D2, a w Australii rozegrano kilka ciekawych finałów.
Ekstraliga
W kraju rozegrano drugą kolejkę Ekstraligi, a głównym jej punktem programu był rewanż za finał z poprzedniego sezonu.
Drew Pal 2 Lechia Gdańsk – Life Style Catering Arka Gdynia 30:48. Drugi mecz w sezonie Lechii Gdańsk, drugie derby Trójmiasta i druga porażka – choć przynajmniej pierwsza połowa wstydu gdańszczanom nie przyniosła. Skazywani na przegraną podjęli walkę i przed przerwą trzykrotnie wychodzili na prowadzenie: najpierw 6:0 po dwóch karnych, potem, gdy Arka odpowiedziała dwoma przyłożeniami (w tym ładną akcją, w której Anton Szaszero obsłużył Szymona Sirockiego), Lechia wróciła na czoło po indywidualnej akcji Aleksandra Czerniaka. A gdy Eujaan Botha z dużą łatwością przebił się skrzydłem, gospodarze znowu odpowiedzieli wykorzystując absolutną dominację w młynie i do przerwy było 23:19. Druga połowa to inny mecz. Arka opanowała sytuację w młynie i w pierwszym kwadransie zdobyła trzy przyłożenia – m.in. swoje drugie zaliczyli Botha po przechwycie i Sirocki po slalomie między rywalami. Potem punktowanie się zatrzymało, ale Lechia nie stwarzała większego zagrożenia gościom. W ostatnich 10 minutach Arka znowu dwukrotnie przyłożyła i 7 punktów Lechii zdobyte na koniec już nic nie zmieniło.
AZS AWF Warszawa – Budowlani WizjaMed Łódź 17:94. Beniaminek z tygodniową zwłoką włączył się do ekstraligowej reprezentacji. Przeciwnik wydawał się nieco łatwiejszy niż mistrz Polski, z którym akademicy mieli mierzyć się przed tygodniem, ale start i tak skończył się bolesnym wynikiem. Miło było tylko na początku. Zaczęło się od przyłożenia gości już w pierwszej minucie meczu, jednak zaraz po wznowieniu Eryk Chain zdobył pierwsze punkty dla AZS AWF. Na drugie przyłożenie łodzian gospodarze zrewanżowali się karnym, ale potem punkty dla Budowlanych zaczęły sypać się coraz częściej. Goście dominowali w młynach, maulach, i choć sami popełniali błędy chwytu piłki, wykorzystywali swoje atuty i punktowali raz za razem. Gospodarze rzadko opuszczali swoją połowę, a gdy im się to wreszcie udało, stracili piłkę po przechwycie i kolejne siedem punktów. Drugą część spotkania co prawda znowu zaczęli od przyłożenia, ale potem to rywale zdobyli sześć kolejnych. I choć AZS AWF pod koniec meczu odważniej atakował, efekt z tego był żaden. Hat-tricki przyłożeń zdobyło w tym meczu aż trzech zawodników Budowlanych: Mosese Toafa, Artur Rembowski (po dwóch meczach ma ich już 5 na koncie) i Siaosi Vakapuna. Do tego 24 punkty z samych podwyższeń zaliczył grający trener gości Theuns Kotzé.
Pogoń Awenta Siedlce – Orlen Orkan Sochaczew 24:26. Hit kolejki nie zawiódł – zacięta walka, piękne akcje i emocje do końca. A na koniec mała niespodzianka: sochaczewianie wzięli rewanż za przegrany finał Ekstraligi (ale pamiętajmy – rok temu jesienią także Pogoń przegrała w starciu tych drużyn). Pierwsze 10 minut było okresem dominacji gospodarzy – co prawda dwa pierwsze ich ataki skończyły się karnymi dla gości w okolicy linii 5 m, ale trzeci wreszcie przyniósł przyłożenie. Potem gra się wyrównała, Orkan zaczął stwarzać swoje szanse (m.in. po dwóch zagraniach 50:22), ale ich nie wykorzystywał, przegrywał auty, i zdobył tylko trzy punkty z karnego. Po półgodzinie gry kolejny raz ukąsili gospodarze – piękną, szybką akcję graczy ataku zakończył Daniel Gdula i było 12:3 (Nkululeko Ndlovu mocno chybił z podwyższenia), ale niemal natychmiast pierwsze przyłożenie zaliczyli goście i drużyny dzieliły tylko dwa oczka. Tuż przed przerwą drużyny kolejny raz wymieniły się przyłożeniami i zrobiło się 17:17 (znów fatalne pudło z podwyższenia gospodarzy, tym razem Gduli). Po przerwie błędy Pogoni dały szansę Orkanowi, który pierwszy raz wyszedł na prowadzenie po karnym Pietera Steenkampa. Kolejne ataki gospodarzy dały im wreszcie 7 punktów, ale po chwili przewaga stopniała do jednego oczka po karnym Steenkampa. Gra od tego momentu toczyła się niemal wyłącznie w środkowej strefie boiska. Gracze obu drużyn mieli szanse z karnych, ale chybiali (raz Steenkamp, dwukrotnie Gdula z prostych pozycji), a wynik długo się nie zmieniał. Jedyne wejście Pogoni w pole 22 m gości skończyło się piłką straconą w maulu, chwilę potem przegrali też własny młyn na połowie rywali. Efektem tej ostatniego wpadki był atak gości, który zaowocował karnym – i tym razem Steenkamp z trudnej pozycji nie chybił dając wygraną swojej drużynie. Swoją drogą na kop musiał sporo poczekać, bowiem długo opatrywany był i zwożony z boiska Nkululeko Ndlovu. Cóż, Pogoń zdobyła dwukrotnie więcej przyłożeń od rywali, miała też więcej szans na kolejne, dominowała przez większość meczu w młynach, ale Orkan grał konsekwentnie, a gospodarzom brakło 10 punktów z kopów, które powinny trafić między słupy.
Edach Budowlani Lublin – Juvenia Kraków 10:22. Niezbyt porywający mecz w Lublinie, skończony wygraną faworyta, jednak niezbyt efektowną. Wynik otworzył szybko z karnego Riaan van Zyl, ale potem długo czekaliśmy na punktowe akcje – mieliśmy za to sporo strat (w tym dwa przegrane auty gospodarzy). Z czasem przewaga Juvenii rosła, ale trzy kolejne akcje, choć bliskie sukcesu, punktów nie przyniosły. Dopiero po półgodzinie gry ładna akcja ataku dała jej pierwsze przyłożenie. Drugie Juvenia zdobyła na koniec tej części spotkania po maulu autowym, którym sprawiała rywalom sporo problemów, i do przerwy było 3:15. W drugiej połowie długo było bez punktów i z błędami po obu stronach. Po 20 minutach Budowlani zdobyli 7 punktów, chwilę potem żółtą kartkę obejrzał gracz Juvenii, ale w osłabieniu krakowianie ponownie odskoczyli rywalom po drugim w tym meczu przyłożeniu Arsenija Pastiuchowa. Ostatnia faza meczu fajerwerków nie przyniosła, a Juvenia nie potrafiła zdobyć przyłożenia dającego jej bonus ofensywny mimo wygrywanych stałych fragmentów gry. Szkoda, że Budowlani nie zdołali zebrać 23 zawodników nawet na domowe spotkanie, z kolei w ekipie gości zwrócił uwagę debiut na boisku trenera Ciarana Hearna.
Budmex Rugby Białystok – Energa Ogniwo Sopot 7:52. Wynik sugeruje jednostronny pojedynek, ale ten mecz wcale taki nie był, a przynajmniej jego pierwsza połowa. Co prawda Ogniwo zdobyło szybko dwa przyłożenia, ale białostocczanie się nie poddawali i choć pierwsze trzy auty na połowie rywali przegrali, potem na dłużej zaatakowali, m.in. wykorzystując problemy z dyscypliną gości. Dopiero pod koniec tej części spotkania Ogniwo odzyskało inicjatywę i do swojego dorobku dorzuciło kolejne dwa przyłożenia (trzy inne groźne akcje kończąc przodami). Drugą połowę Ogniwo zaczęło od trzech przyłożeń w pierwszym kwadransie (podobać się mogło zwłaszcza ostatnie z nich, po błyskawicznej trójkowej akcji skrzydłem), potem przeważało, ale tylko raz przebiło się na pole punktowe. Białostocczanie kilka razy weszli na połowę gości, ale efekt dała dopiero ostatnia akcja w meczu.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. ↑ | Energa Ogniwo Sopot | 2 | 10 |
| 2. ↑ | Life Style Catering Arka Gdynia | 2 | 10 |
| 3. ↓↓ | Orlen Orkan Sochaczew | 2 | 9 |
| 4. | Juvenia Kraków | 2 | 8 |
| 5. | Budowlani WizjaMed Łódź | 2 | 5 |
| 6. ↑↑↑ | Pogoń Awenta Siedlce | 1 | 1 |
| 7. ↓ | Edach Budowlani Lublin | 2 | 0 |
| 8. ↑ | AZS AWF Warszawa | 1 | 0 |
| 9. ↓↓ | Drew Pal 2 Lechia Gdańsk | 2 | 0 |
| 10. ↓↓ | Budmex Rugby Białystok | 2 | 0 |
Puchar Świata kobiet
W drugiej kolejce fazy grupowej Pucharu Świata kobiet miało być ciut więcej emocji niż przed tygodniem – kilka spotkań miało wyraźnych faworytów, ale w paru w praktyce decydować się miały losy drugich miejsc w grupie, czyli awansu do ćwierćfinałów.
W grupie A mieliśmy pewniaka w meczu Anglii z Samoa – gospodynie wygrały aż 92:3 mimo braku na boisku kontuzjowanej kapitan, Zoe Aldcroft (jej funkcję do końca fazy grupowej przejęła Marlie Packer). Angielki zaaplikowały rywalkom aż 14 przyłożeń, z których trzy zapisała na swoje konto skrzydłowa Jess Breach (już po pierwszym przełamała barierę 50 przyłożeń dla reprezentacji). Samoanki jednak walczyły i chyba największy entuzjazm na trybunach wzbudziły ich pierwsze punkty w historii występów na Pucharze Świata, zdobyte z karnego tuż po przerwie.
Drugi pojedynek w tej grupie zapowiadał się najciekawiej w całej kolejce i oczekiwań nie zawiódł – Australijki rywalizowały z Amerykankami w meczu mającym zdecydować o drugim miejscu w grupie. Rozstrzygnięcie nie zapadło – w znakomitym, emocjonującym pojedynku padł remis 31:31 (trzeci w historii kobiecych Pucharów Świata). Ekipy kilkakrotnie zmieniały się na prowadzeniu: do przerwy prowadziły Australijki 14:5, po 10 minutach drugiej połowy Amerykanki 17:14, po kolejnych 10 minutach znowu Australijki 26:17, na 10 minut przed końcem ponownie Amerykanki 31:26, ale chwilę potem Australijki doprowadziły do wyrównania. Gwiazdą meczu była reprezentantka USA Freda Tafuna, która na dzień przed swoimi 22. urodzinami zdobyła trzy spośród pięciu przyłożeń drużyny (choć co do jednego z nich nie ma pewności co do autorstwa). Trener Australijek narzekał po meczu na dyscyplinę w drugiej połowie. Amerykanki mogą żałować dwóch pechowo niewykorzystanych podwyższeń – przy jednym piłka spadła z podstawki i McKenzie Hawkins nie zdołała wykonać go na czas, a przy drugim po jej kopie piłka obiła oba słupki i wyszła w pole. Pewne awansu do ćwierćfinałów z tej grupy są Angielki. Australijki wyprzedzają Amerykanki o 5 punktów, ale w ostatniej kolejce ekipa z antypodów zagra z Anglią, natomiast Amerykanki powinny pokonać wysoko Samoa. Liczyć się będą więc najpewniej małe punkty (Australia ma +73, USA ma –62 – Amerykankom będzie trudno, ale tu nic nie jest jeszcze przesądzone).
W pozostałych grupach losy awansu do ćwierćfinałów rozstrzygnęły się już w ten weekend. W grupie B problemów nie miały Kanadyjki, które wygrały z Walią 42:0 (a Sophie de Goede miała stuprocentową skuteczność kopiąc 6 podwyższeń). W drugim spotkaniu Szkotki, które po 10 minutach miały na koncie dwa przyłożenia, pokonały Fidżyjki 29:15 (pomogła im też czerwona kartka jednej z rywalek przy stanie 17:10 – z którego po 5 minutach gry w przewadze zrobiło się 29:10). Fidżyjki w końcówce walczyły, w osłabieniu zdobyły dwa przyłożenia, z których jedno zostało jednak unieważnione przez TMO, ale potem obejrzały jeszcze żółtą kartkę. W ten sposób i Kanada, i Szkocja mają po dwie wygrane na koncie i są pewne awansu do kolejnej rundy.
W grupie C pewną wygraną odniosły Black Ferns, choć ich zwycięstwo nad Japonią popsuły przyłożenie stracone na samym początku spotkania, kłopoty przy maulach rywalek czy czerwona kartka Laury Bayfield (połączona z karnym przyłożeniem dla Azjatek). Mecz skończył się wynikiem 62:19, a gwiazdą była młodziutka Braxton Sorensen-McGee (hat-trick przyłożeń i 23 punkty). Dwie piątki dorzuciła Jorja Miller, a przyłożenie Portii Woodman-Wickliffe było jej 50. w międzynarodowej karierze w piętnastkach (pobiła w ten sposób krajowy rekord). Mecz Irlandek z Hiszpankami był kolejnym meczem o drugie miejsce w grupie – i choć w pierwszej połowie Hiszpankom udało się zniwelować 12-punktową stratę, dwa przyłożenia Irlandek tuż przed przerwą i dwa po przerwie w praktyce rozstrzygnęły spotkanie, które skończyło się wynikiem 43:27. Mimo wszystko dobra postawa Hiszpanek w starciu z czwartą drużyną światowego rankingu. Nowa Zelandia i Irlandia zameldowały się w ćwierćfinałach.
W grupie D pewną wygraną zanotowała grająca w eksperymentalnym składzie Francja nad Brazylią – było 84:5, ale Brazylijki i tak cieszyły się z pierwszego przyłożenia na Pucharze Świata. Znacznie ciekawiej było w meczu Włoch z Południową Afryką. Kolejny mecz o drugie miejsce w grupie skończył się wygraną Afrykanek 29:24, ale emocji nie brakło. Choć ekipa z RPA szybko wyszła na prowadzenie, Włoszki doprowadziły do remisu na początku drugiej połowy. Potem ponownie wyrównały pod koniec meczu, ale na ostatni cios RPA nie zdołały już odpowiedzieć. Straciły w ten sposób szansę na awans do ćwierćfinału, w którym zagrają Francja i RPA.
Z kraju
13 drużyn z 11 klubów stanęło na starcie pierwszego w tym sezonie turnieju w cyklu mistrzostw Polski w rugby 7 kobiet, który w sobotę rozegrano w Gdyni. Niemiłą niespodzianką był brak w stawce brązowych medalistek sprzed roku, Budowlanych Łódź. Na boisku niespodzianek nie było – zwyciężyły Energa Biało-Zielone Ladies Gdańsk, które z bardzo wysokimi zwycięstwami i bez straty punktów dotarły do finału, a tam 33:5 ograły Legię Warszawa. Trzecie miejsce zajęła Mazovia Mińsk Mazowiecki po wygranej w meczu o brąz z Diablicami Ruda Śląska 17:10. W drugiej lidze także triumfowały Biało-Zielone – druga drużyna klubu przeszła przez rozgrywki w podobnym stylu jak pierwsza, a w finale 40:5 ograła krakowskie Bestie, które wróciły do rywalizacji po rocznej przerwie. Z ekstraligi spada AZS AWF Warszawa, a jego miejsce zajmą krakowianki. Warto zaznaczyć debiut w rozgrywkach Szeptuch z Białegostoku.
Reprezentacja Polski U16 rozegrała w Ostrawie towarzyskie mecze z rówieśnikami z Czech. W czwartek w dwóch niepełnowymiarowych testach z dwoma różnymi składami wygrała 7:5 i przegrała 5:33, a w sobotę uległa rywalom 10:12.
Ogłoszono nowy system rozgrywek w ramach mistrzostw Polski w rugby 7 mężczyzn. Tak jak można było się spodziewać po terminarzu rozgrywek Ekstraligi – zrezygnowano z prowadzenia rozgrywek w okienkach rugby piętnastkowego i tym samym zdecydowano o oddzieleniu obu systemów (choć przecież w reprezentacji kraju wciąż dominują gracze na co dzień grający w piętnastki). Nawiązano do dawnej Polskiej Ligi Rugby 7 (która w poprzednim sezonie pozostała niedokończona – w grze pozostały tylko drużyny z północnego zachodu) i do mistrzostw Polki kobiet (system podziału na Ekstraligę i niższe ligi oraz spadków i awansów po turniejach; sumowanie punktacji z wszystkich turniejów). Ciekawostką jest zaplanowanie jednego z terminów w środku zimy, z zamiarem rozegrania go pod balonem.
Ciekawostka. AZS AWF Warszawa najpierw wystąpił z pięknymi słowami na konferencji prasowej przed Ekstraligą, potem nie pojechał na pierwszą kolejkę zasłaniając się brakiem składu, a kilka dni później zorganizował oficjalną prezentację tegoż składu.
W Nowym Sączu w sobotę otwarto nowy stadion, a pierwszy mecz na jego murawie rozegrali rugbyści Biało-Czarnych Nowy Sącz i Gryfów Ruda Śląska. Niezadowoleni są niektórzy kibice Sandecji, którzy uważali, że to piłkarze powinni „ochrzcić” obiekt.
Ze świata
W pierwszej rundzie fazy grupowej Pacific Nations Cup, rozegranej przed tygodniem, mieliśmy niespodzianki. W ten weekend wkroczyli do gry faworyci tych rozgrywek i niespodzianek już nie było – i to pomimo faktu, że ci faworyci nie muszą w tym turnieju walczyć o awans na Puchar Świata, w przeciwieństwie do swoich rywali. Broniące tytułu Fidżi grało z Tonga i w wyspiarskim pojedynku zwyciężyło 32:10, ale do końca zadowolone nie może być – mogło wygrać znacznie wyżej i zdobyć dużo więcej niż cztery przyłożenia gdyby nie popełniane błędy w ataku (głównie błędy chwytu piłki). W drugiej grupie Japończycy, mimo trwającej przebudowy reprezentacji, pokonali wysoko Kanadę – 57:15. Tu po pół godzinie było nieoczekiwanie 10:10, a jeszcze na 25 minut przed końcem goście przegrywali tylko 7 punktami – ale ostatni okres gry gospodarze wygrali 40:5, punktując w tym czasie sześciokrotnie. Przypomnijmy – do Pucharu Świata awansują bezpośrednio trzy najlepsze drużyny turnieju poza Fidżi i Japonią, a ostatnia zagra w barażu z drugą drużyną z Ameryki Południowej. Niewiele to pozostawia emocji, a w tym momencie o krok od awansu są Tonga i Kanada, które wygrały swoje pierwsze mecze. Awans do półfinałów mogłyby odebrać im tylko sensacje w ostatniej kolejce, którymi byłyby wygrane (w odpowiednich rozmiarach) Samoa nad Fidżi i USA nad Japonią.
Decydują się też losy awansu do Pucharu Świata z Ameryki Południowej. W Santiago w pierwszym spotkaniu finałowego dwumeczu Chile uległo Urugwajowi 16:28. Urugwajczycy prowadzili tu już 14:3, ale na przerwę schodzili z zaledwie jednym oczkiem przewagi. Po przerwie karny Santiago Videli wyprowadził gospodarzy na dwupunktowe prowadzenie, ale Urugwajczycy jednak zwyciężyli – zdobyli dwa przyłożenia (w tym jedno w wykonaniu Santiago Araty, wracającego do kadry po ponad roku), nie tracąc już żadnych punktów. Chilijczycy mogą żałować kilku straconych szans w ostatnich minutach. Rewanż za tydzień w Montevideo, a jego gospodarze muszą poprawić swoją dyscyplinę (na wyjeździe zobaczyli trzy żółte kartki).
Ruszyły rozgrywki drugiej ligi francuskiej, Pro D2. W pierwszej kolejce najciekawiej zapowiadało się starcie Brive, które w poprzednim sezonie było bliskie powrotu na najwyższy szczebel rozgrywek, ze spadkowiczem z Top 14, Vannes. I było ciekawie, a skończyło się remisem 30:30. Dla Brive pierwsze dwa przyłożenia w meczu zdobył w swoim debiucie w biało-czarnych barwach John Cooney (w sumie 20 punktów w meczu), ale rywale mimo osłabienia po czerwonej kartce i straty 17 punktów po półgodzinie wyszli na prowadzenie, i Brive ratowało remis siedmiopunktową akcją w końcówce, wykorzystując szczęśliwe odbicie piłki. Obie drużyny potwierdziły swój status kandydatów do awansu. W innym ciekawym pojedynku Oyonnax (spadkowicz sprzed roku) grało z Grenoble (które w ubiegłym sezonie wygrało sezon zasadniczy, a mimo to nie zdołało awansować) i uległo 28:30. Emocji było sporo, a walka trwała do końca – szalę zwycięstwa na rzecz Grenoble przechylił karny Romaina Trouilloud z 55 m w doliczonym czasie gry.
Poza tym Biarritz pokonało Béziers 55:36 (przegranym nie pomogły 24 punkty Portugalczyka Samuela Marquesa; po wyrównanej pierwszej połowie, drugą gospodarze wyraźnie wygrali, a po przyłożeniu w doliczonym czasie gry na dodatek zgarnęli bonus ofensywny), Soyaux Angoulême pokonało 28:25 Provence (udany rewanż gospodarzy za przegrany ćwierćfinał z poprzedniego sezonu, wygrana wbrew pozorom pewna – na trzy minut przed końcem mieli przewagę 15 punktów, a finisz Prowansalczyków przyszedł za późno aby wywalczyć coś więcej niż bonus defensywny), Aurillac pewnie wygrało z beniaminkiem z Carcassonne 41:10 (dobry start gospodarzy, którzy w poprzednim sezonie ratowali się przed spadkiem w barażu), Mont-de-Marsan przegrało 20:24 z Colomiers (zacięte spotkanie, w którym różnicę zrobiło 14 punktów z kopów Valentina Delpy’ego), Nevers pogromiło Agen 54:17 (hat-trick młynarza Efitusiego Ma’afu), a Valence Romans wygrało 36:23 z Dax (gości boli nie tylko porażka, ale także karne odjęcie 5 punktów za nieprawidłowości finansowe – ta decyzja jednak nie jest jeszcze ostateczna, a klub zamierza się odwoływać).
W Australii ligowe finały rozegrano w aż pięciu stanach, w tym tych najbardziej rugbowych. W Shute Shield w Nowej Południowej Walii swój drugi tytuł w historii zdobyli Warringah Rats, którzy pokonali broniącą mistrzostwa ekipę Eastern Suburbs 37:24, rewanżując się w ten sposób za dwie porażki z rundy zasadniczej (Easts skończyli ją na pierwszym, a Rats na drugim miejscu). Jeszcze parę minut przed końcem drużyny dzieliły zaledwie 3 punkty, ale w ostatnich chwilach meczu Rats zdobyli dwa przyłożenia, które przesądziły o ich zwycięstwie. Z kolei w Queenslandzie zakończono rozgrywki o Hospital Challenge Cup – tu zwyciężyła ekipa Bond University Bull Sharks, która wystartowała do fazy play-off z zaledwie czwartego miejsca. W finale pokonała 27:25 broniących tytułu i najlepszych w sezonie zasadniczym Brothers. Dla zwycięzców to dopiero drugi taki triumf w historii – poprzedni odnieśli w 2004, jeszcze jako Gold Coast Breakers.
Poza tym w regionie stołecznym po John I Dent Cup po raz pierwszy w historii sięgnęła ekipa Uni-North Owls, która w finale pokonała Tuggeranong Vikings 29:19 (dla „Wikingów” to trzecia porażka w finale z rzędu, każda z innym przeciwnikiem). Pierwszy puchar postawili w gablocie także gracze Wanneroo, którzy zwyciężyli rozgrywki Premier Grade w Australii Zachodniej – zwyciężając w finale Palmyrę 55:31. W stanie Wiktoria zmagania o Dewar Shield wygrała broniąca tytułu drużyna Power House, która w decydującym meczu zwyciężyła Harlequins (tych melbourne’skich) 45:29.
W piątej kolejce nowozelandzkiego NPC piąte zwycięstwo odniosło Canterbury – pokonało 53:14 Manawatū, ale wygraną okupiło kontuzją kapitana, Cullena Grace’a. Czwarte wygrane odniosły dwie drużyny zajmujące miejsca bezpośrednio za Canterbury – Taranaki na wyjeździe ograło 43:22 Counties Manukau (choć do przerwy przegrywało jednym punktem; 18 punktów Josha Jacomba, którego przyłożenie zaczęło świetną drugą połowę gości), a Tasman pokonało 31:27 Otago (choć też do przerwy przegrywało, a zwycięskie przyłożenie zdobyło w ostatniej akcji meczu). Poza tym North Harbour uległo 7:19 Bay of Plenty, Northland zwyciężyło drugi raz z rzędu, tym razem 27:22 Hawke’s Bay, broniące tytułu Wellington pokonało 36:17 Auckland (które wciąż pozostaje bez zwycięstwa), a na koniec rundy sensacyjnie Waikato przegrało z Southlandem 10:25, tracąc przy tym na rzecz rywali Rainfurly Shiled (na którego ponowne zdobycie Southland czekał od 14 lat).
W Currie Cup rozegrano szósta i zarazem przedostatnią kolejkę fazy ligowej. Ważny krok do awansu postawiły ekipy Griquas (piąta wygrana w sezonie, tym razem wyjazdowe 40:10 z Cheetahs, którzy mimo to pozostali w czołowej czwórce) i Bulls (którzy rozgromili 44:5 Bulls, grzebiąc przy okazji ich ostatnie nadzieje na awans). Druga z rzędu wygrana niewiele pomogła broniącym tytułu Sharks – mimo zwycięstwa 33:31 (po karnym w ostatniej akcji, wykonanym przez Siyę Masuku z 50 m) nad wiceliderem tabeli, Boland Cavaliers, pozostali bez szans na awans. Natomiast Pumas zachowali szansę na kwalifikację (są na piątym miejscu, tracąc punkt do Cheetahs) po bonusowej wygranej 39:13 nad Western Province (kapsztadczycy z kompletem porażek na ostatnim miejscu w tabeli).
W rumuńskiej Liga de Rugby będziemy mieć w finale powtórkę z ubiegłego roku. Jednak emocji było sporo, a oba półfinały skończyły się różnicą zaledwie jednego punktu. W pierwszym broniąca tytułu Timișoara pokonała Steauę Bukareszt 23:22 – w końcówce ekipa z Banatu grała w czternastkę, a Steaua miała karnego, którego jednak zamiast na słupy kopnęła w aut, a ten przegrała. W drugim Dinamo Bukareszt uległo drużynie Știința Baia Mare 27:28. Stołeczna drużyna prowadziła już 17:3, ale jeszcze przed przerwą goście zredukowali stratę do dwóch oczek, a po przerwie wyszli na prowadzenie zdobywając 19 kolejnych punktów. W ostatnich minutach punkty padały głównie z karnych, a drużyny kilka razy zmieniały się na prowadzeniu – w finałowej akcji Dinamo mocno zaatakowało, ale jej gracz został wyciągnięty w aut jakieś 3 m od linii bramkowej.
W trzecim (i zarazem ostatnim) turnieju kwalifikacyjnym w Supersevens, czyli siódemkowych mistrzostwach Francji, wreszcie ktoś przełamał dominację Monaco. Tym razem na najwyższym stopniu podium stanęła ekipa Bordeaux z Marcosem Monetą w składzie, która w finale pokonała zwycięzców dwóch poprzednich zmagań 19:14. Trzecie miejsce zajęli broniący tytułu francuscy Barbarians po wygranej nad Perpignan. Do finału obok Monaco i Bordeaux awansowały ekipy Barbarians, Montpellier, Tulon, Pau (mimo przewagi własnego obiektu, w tym turnieju przegrało już w ćwierćfinale), Perpignan i Montauban. Nie załapał się Racing 92, na którego obiekcie będzie rozgrywany w styczniu turniej finałowy. Obok panów tym razem rywalizowało też sześć drużyn żeńskich – tu w finale Bobigny pokonało Tuluzę 17:12.
The Rugby Championship w tym tygodniu bez meczów, ale trenerzy zbierają składy na kolejne dwumeczowe serie. Wiele uwagi zwraca powrót Willa Skeltona do swojego klubu we Francji. Argentyńczycy będą musieli sobie radzić bez kontuzjowanego Tomása Albornoza – w jego miejsce powołanie dostał młody Nicolas Roger. Kibice Springboków cieszą się z wyleczenia Siyi Kolisiego i Pietera-Stepha du Toita, ale do Nowej Zelandii nie poleciał m.in. Kurt-Lee Arendse.
Prowadzone są rozmowy na temat organizacji w przyszłym roku w Południowej Afryce meczu reprezentacji tego kraju z drużyną Māori All Blacks. Sporo mówi się przy tym o symbolicznym odkupieniu wobec maoryskiej społeczności za traktowanie przez Springboków wywodzących się z niej rugbystów w erze apartheidu.
Afera finansowa w federacji niemieckiej. W 2020 roku inwestor będący jednocześnie wiceprezesem federacji przekazał związkowi darowiznę, za którą ten kupił udziały w spółce organizującej imprezę Oktoberfest 7s, dzięki czemu spółka spłaciła pożyczkę zaciągniętą u tego inwestora. Pomijając fakt, że Oktoberfest 7s zamiast wejść do kalendarza World Rugby Sevens Series okazało się finansową klapą, sprawę zaczął jesienią ubiegłego roku badać urząd skarbowy. W wyniku dochodzenia może być odebrany związkowi status „non profit”, co odcięłoby go od pieniędzy z dotacji rządowych i pozbawiło podatkowych przywilejów.
Z wieści transferowych:
- przegapiony transfer ogłoszony przed trzema tygodniami: były reprezentant Anglii Freddie Burns, przeniósł się do rumuńskiego Dinama Bukareszt;
- Jordan Petaia po nieudanej próbie dostanie się do NFL (na przeszkodzie stanął uraz w kluczowym momencie przygotowań) podpisał kontrakt z francuskim Perpignan;
- Graham Rowntree, były reprezentant Anglii i trener Munsteru, został nowym trenerem japońskich Urayasu D-Rocks (zastąpi Grega Laidlawa).
Spory niesmak pozostawił u właściciela Racingu 92 Owen Farrell, który latem odszedł z tego klubu na rok przed końcem kontraktu. Anglik, którego w Paryżu dotknęły kontuzje, ponoć powoływał się na zmęczenie grą i kontuzjami i chciał odpocząć. Tymczasem zaraz po transferze został powołany do ekipy British & Irish Lions i pojawił się w Australii na boisku, a Jacky Lorenzetti poczuł się oszukany.
Dzień przed swoimi zaledwie 40. urodzinami zmarł Shane Christie, były gracz Tasman i Highlanders. Podejrzewane jest samobójstwo. Od czasu skończenia kariery (8 lat temu, po licznych wstrząśnieniach mózgu), wypowiadał się na temat konieczności badań związków między kontuzjami z rugbowych boisk i chorobami mózgu, zwracał uwagę na niebezpieczeństwa z tym związane w warunkach profesjonalizacji rugby, postanowił też, aby jego mózg po śmierci został poddany odpowiednim badaniom.
Polacy za granicą
Po dłuższej przerwie – wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.
Szkocja:
- Zenon Szwagrzak (Melrose Rugby, Premiership): wyszedł w podstawowym składzie w pierwszym meczu sezonu, a jego drużyna wygrała z Heriot’s 43:17. Asystentem trenera w tej samej ekipie jest Craig Greer-Bachurzewski.
Zapowiedzi
W kolejny weekend w kraju:
- Ekstraliga pauzuje, natomiast ruszają rozgrywki I ligi – najciekawiej zapowiadają się derby Warszawy pomiędzy ubiegłorocznym wicemistrzem, Legią, a beniaminkiem, RK.
A na świecie:
- ostatnia kolejka fazy grupowej Pucharu Świata kobiet. W grupie A Anglia – Australia i Stany Zjednoczone – Samoa (to jedyne mecze z realną stawką), w grupie B Kanada – Szkocja i Walia – Fidżi, w grupie C Nowa Zelandia – Irlandia i Japonia – Hiszpania, a w grupie D Francja – Południowa Afryka i Włochy – Brazylia;
- wraca The Rugby Championship – w trzeciej kolejce zmierzą się Australia z Argentyną i Nowa Zelandia z Południową Afryką;
- w trzeciej kolejce fazy grupowej Pacific Nations Cup mecze Samoa – Fidżi i Stany Zjednoczone – Japonia;
- ostatni mecz kwalifikacji do Pucharu Świata w strefie Ameryki Południowej – rewanżowe spotkanie w ramach finałowego dwumeczu między Urugwajem i Chile;
- rusza nowy sezon chyba najlepszej ligi na świecie – Top 14. W pierwszej kolejce najciekawiej zapowiada się pojedynek Bordeaux z La Rochelle, a beniaminek z Montauban w pierwszym swoim spotkaniu zagra w Paryżu ze Stade français;
- wystartują rozgrywki także w gruzińskiej lidze Didi 10, z kolei w południowoafrykańskim Curry Cup będziemy mieli ostatnią kolejkę fazy ligowej.
Jak to jest wreszcie z RK Warszawa? Będą grali jak Skra czy nie?