Urugwaj, Kanada i Tonga jadą do Australii

Ani Kanada, ani Tonga w ten weekend nie grały, ale ich awans na męskim Puchar Świata w Australii przypieczętowały porażki Stanów Zjednoczonych i Samoa w Pacific Nations Cup. Urugwaj taką kwalifikację wywalczył za to na boisku. Poza tym Amerykanki odpadły z kobiecego Pucharu Świata, a beniaminek I ligi zaczął sezon od wygranej z ubiegłorocznym jej wicemistrzem.

Puchar Świata kobiet

Po dwóch kolejkach fazy grupowej Pucharu Świata kobiet znaliśmy już siedmiu spośród ośmiu uczestników półfinałów. Ostatnia niewiadomą mieliśmy w grupie A, w której Stany Zjednoczone mogły doścignąć Australię. Potrzebowały jednak bardzo wysokiej wygranej nad Samoa i jednocześnie bardzo wysokiej przegranej Australii z Anglią, i to „bardzo” spełniło się w niewystarczającym wymiarze. Amerykanki wygrały z Samoa „tylko” 60:0 (10 przyłożeń, w tym cztery rwaczki Fredy Tafuny), a potem Australijki uległy Angielkom 7:47 (marzyły o kolejnym „cudzie w Brighton” i nieoczekiwanie zdobyły pierwsze przyłożenie w meczu, ale potem gospodynie je zdominowały). W efekcie to ekipa z antypodów zachowała drugie miejsce w grupie (wciąż ze sporą przewagą w małych punktach nad USA). Z pierwszego miejsca awansowała oczywiście Anglia (a tutaj swój 50. występ w kadrze 51. przyłożeniem zaznaczyła Jess Breach).

W grupie B w meczu o pierwsze miejsce w grupie Kanada nie zawiodła i wygrała 40:19 ze Szkocją (choć warto zauważyć, że Szkotki w tym turnieju prezentują się nadspodziewanie dobrze). W starciu o trzecie miejsce w grupie mieliśmy sporo emocji – Walijki, choć tuż przed przerwą przegrywały 10:28, walczyły do końca i ostatecznie uległy tylko 25:28 (cóż, zdobyły o jedno przyłożenie więcej od rywalek, ale nie trafiły ani jednego podwyższenia, podczas gdy wyspiarki zaliczyły ich komplet).

W grupie C pierwsze miejsce niezwykle pewnie zagwarantowały sobie Nowozelandki – pokonały Irlandki (piątą drużynę rankingu World Rugby) bez straty punktu, aż 40:0, a hat-trick przyłożeń zaliczyła młodziutka Braxton Sorensen-McGee. Fatalna skuteczność Irlandek, które nie zapunktowały ani razu choć 7-krotnie były w polu 22 m faworytek. Więcej emocji w meczu, którego stawką było trzecie miejsce w grupie – tu Japonki pokonały 29:21 Hiszpanki (kończące niestety imprezę bez wygranej). Zadecydowała pierwsze pół godziny drugiej połowy, wygrane przez Azjatki 24:0 (w pierwszej połowie też miały przewagę na boisku, ale przegrały ją 5:14).

W grupie D formalności dopełniły Francuzki, wygrywając z Południową Afryką 57:10 (jedyne przyłożenie ekipa z Afryki zdobyła w ostatniej akcji meczu). Obie drużyny awansowały do ćwierćfinału. Trzecie miejsce w grupie zajęły Włochy, które na koniec rozgromiły 64:3 Brazylię.

Skład ćwierćfinałów: Nowa Zelandia – Południowa Afryka, Kanada – Australia, Francja – Irlandia i Anglia – Szkocja (Angielki zagrają bez Ellie Kildunne, która doznała urazu głowy). Zwyciężczynie grup są oczywiście faworytkami meczów, ale może Irlandki lub Australijki coś na tym etapie powalczą.

The Rugby Championship

Po tygodniowej przerwie wróciło z trzecią kolejką TRC – tym razem mecze w Australii i Nowej Zelandii, a na pierwszym planie był rewanż za finał Pucharu Świata sprzed dwóch lat.

Nowa Zelandia – Południowa Afryka 24:17. W szlagierze kolejki, rozgrywanym na Eden Park, szczególny moment przeżywali dwaj gracze gospodarzy: Ardie Savea występujący w czarnej koszulce po raz setny (i to jak! – był najlepszy na boisku) oraz Kyle Preston, który dostał szansę na debiut z ławki rezerwowych. Zmiany w ekipie gości oznaczały m.in. powrót do piętnastki trzech niekwestionowanych gwiazd: Ebena Etzebetha, Pietera-Stepha du Toita i Siyi Kolisiego. Co ciekawe, mimo powrotu Kolisiego, kapitanem pozostał Jesse Kriel. W starciu dwóch drużyn zajmujących dwa czołowe miejsca rankingu World Rugby wielu dawało więcej szans gościom, głównie z powodu przetrzebienia kadry gospodarzy kontuzjami. Tymczasem to All Blacks zaczęli mecz od szybkiego przyłożenia (jego zdobywca, Emoni Narawa, musiał jednak chwilę potem zejść z boiska z kontuzją), a po kwadransie prowadzili już 14:0. Goście walczyli, ale w ataku wypuszczali piłkę z rąk, popełniali błędy (m.in. spróbowali swojego słynnego „autu” w grze, który jednak skończył się karnym dla rywali), a na dodatek przegrywali własne wrzuty z autów. W efekcie jedyną ich zdobyczą przed przerwą były 3 punkty z karnego. W drugiej połowy nadal popełniali błędy, a gdy po godzinie gry dzięki przyłożeniu Malcolma Marxa zmniejszyli stratę do 7 punktów, zaraz potem mieli kolejną drogo ich kosztującą wpadkę – karny dla rywali po wznowieniu, żółta kartka dla Kwaggi Smitha, a w osłabieniu stracone przyłożenie. Springboks zapunktowali jeszcze raz, ale ostatecznie to All Blacks dowieźli wygraną do końca – i to pomimo faktu, że sami także w tym meczu nie byli bezbłędni. Kosztem wygranej jest kontuzja nie tylko Narawy, ale także Codiego Taylora.

Australia – Argentyna 28:24. Wśród gospodarzy nastąpiły trzy zmiany w stosunku do poprzedniego meczu, a wśród nich warte odnotowania były powrót Harry’ego Wilsona, kapitana drużyny, oraz zastąpienie Jamesa O’Connora w wyjściowym składzie przez wracającego po kontuzji Toma Lynagha. Argentyńczycy z trzema zmianami (m.in. Santiago Carreras na pozycji łącznika ataku zamiast kontuzjowanego Tomasa Albornoza) i dwoma debiutantami na ławce rezerwowych (a właściwie jednym, ale nie wiedzieć czemu mecz przeciwko British & Irish Lions, w którym wystąpił Boris Wenger, nie jest liczony jako oficjalny). Na boisku dobry początek zanotowali goście – najpierw po dwóch karnych Carrerasa prowadzili 6:0, a dzięki 15 punktom zdobytym w ostatnich 10 minutach przed przerwą wygrywali 21:7 i wydawali się być na prostej drodze do zwycięstwa. Jednak w drugiej połowie nowy gwiazdor Wallabies, Joseph-Aukuso Sua’ali’i zdobył dwa przyłożenia, które wyrównały wynik meczu. W ostatnim kwadransie obie drużyny próbowały przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Tuż przed końcem regulaminowego czasu gry Juan Cruz Mallía karnym dał trzy punkty przewagi gościom, ale gospodarzom starczyło czasu na wyprowadzenie jeszcze jednego ataku, który w doliczonym czasie gry skończyli zwycięskim przyłożeniem (grali o pełną stawkę mimo trzech okazji do kopów z karnych, które dałyby im remis). Zwycięzców na pewno jednak niepokoją urazy Toma Lynagha (nie przeszedł HIA w pierwszej połowie, w efekcie Wallabies rozmawiają z Leicester Tigers o zwolnieniu Jamesa O’Connora na dwa ostatnie mecze turnieju), Nica White’a i Tanieli Tupou.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Nowa Zelandia310
2.Australia39
3.Południowa Afryka35
4.Argentyna35

Top 14

Ruszył nowy sezon ligi Top 14 – gra idzie tutaj o 126. tytuł mistrza Francji, a broni go ekipa z Tuluzy.

Stade Français – US Montauban 47:24. W pierwszym meczu sezonu, w stolicy, zaprezentował się beniaminek z Montauban. Już po dziesięciu minutach paryżanie prowadzili 14:0, i choć przez kolejne 20 minut przyjezdni zmniejszyli stratę do dwóch oczek, w ciągu kilkudziesięciu sekund pod koniec pierwszej połowy Stade Français zdobyło dwa kolejne przyłożenia, a potem zaraz po przerwie kontynuowało punktowanie. Beniaminek walczył do końca, ale nie zdołał odebrać gospodarzom nawet ofensywnego punktu bonusowego. Gwiazdą meczu był Louis Carbonel, który nie tylko zdobył 17 punktów (przyłożenie po akcji, którą nie tylko skończył, ale i zaczął, do tego sześć podwyższeń), ale i znakomicie przysłużył się do innych przyłożeń swojej drużyny.

Union Bordeaux-Bègles – Stade Rochelais 23:18. Od zwycięstwa w atlantyckich derbach sezon zaczęła marząca o mistrzostwie Francji ekipa z Bordeaux. Jednak nie była to łatwa wygrana. Do przerwy gospodarze prowadzili tylko 6:3 (w tej odsłonie La Rochelle długimi okresami dominowało na boisku), i choć na 10 minut przed końcem ich przewaga była już znacznie wyraźniejsza (23:8), w końcówce było odrobinę nerwowo. Wtedy Bordeaux zostało na boisku w czternastkę, a roszelczycy grając w przewadze zdobyli przyłożenie – jednak ciut za późno, w 78. minucie meczu. Nawet fakt, że drugi gracz Bordeaux powędrował na ławkę kar nie pozwolił zniwelować w tak krótkim czasie 8-punktowej straty gości – rzut karny w doliczonym czasie gry pozwolił im zarobić przynajmniej defensywny punkt bonusowy.

Poza tym:

  • USA Perpignan – Aviron Bayonnais 19:26 (do przerwy Katalończycy prowadzili, ale w drugiej połowie Baskowie przeważyli, większość punktów zdobywając z rzutów karnych);
  • Castres Olympique – Section Paloise 15:17 (dwa z trzech przyłożeń w tym meczu padły w ostatnich 5 minutach, ale na wyniku w sporej mierze zaważyło 10 minut gry Castres w przewadze, gdy kilka razy zamiast kopać karne na słupy, grali o pełną pulę i robili to nieskutecznie);
  • Lyon OU – Racing 92 32:7 (znakomity początek sezonu dla Lyonu, który nie tylko wygrał ze stołeczną potęgą, ale i zarobił ofensywny punkt bonusowy; paryżanom nie pomogły trzy żółte kartki, ale już przed pierwszą z nich Lyon zaliczył trzy przyłożenia – pół godziny osłabienia jednak na pewno nie ułatwiło walki o zmianę wyniku);
  • Montpellier Hérault – RC Toulonnais 17:27 (3:24 po pierwszej połowie, potem gospodarze odrabiali straty, ale nie starczyło nawet na bonus defensywny);
  • Clermont – Stade Toulousain 24:34 (Clermont zaczęło od prowadzenia 8:0, ale potem Anthony Jelonch pięknie zaczął akcję zakończoną przez Paula Graou, a po chwili to Tuluza prowadziła; Clermont jeszcze trzykrotnie doprowadzało do remisu, ale przyłożenie świetnego Jeloncha na koniec meczu ostatecznie go rozstrzygnęło).

O tabeli nie ma co na razie pisać, warto natomiast wspomnieć o tym, że w co najmniej dwóch meczach sędziowie dyktowali karne za krzywe wrzuty piłki do młyna. Oby faktycznie przepis wrócił do łask…

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Lyon OU15
2.Stade Français15
3.Stade Toulousain14
4.RC Toulonnais14
5.Aviron Bayonnais14
6.Union Bordeaux-Bègles14
7.Section Paloise14
8.Castres Olympique11
9.Stade Rochelais11
10.USA Perpignan10
11.ASM Clermont10
12.Montpellier Hérault10
13.US Montauban10
14.Racing 9210

Druga kolejka Pro D2 zaczęła się od wysokiego (i drugiego w tym sezonie) zwycięstwa Colomiers, które pokonało Biarritz 44:10 (a przyłożenia w meczu zdobyli m.in. Portugalczycy Rodrigo Marta i Vincent Pinto, którzy znakomicie rozrywali obronę gości). Najwięcej uwagi przyciągnęła jednak pierwsza wygrana beniaminka z Carcassonne, który w pierwszym meczu przed własną publicznością pokonał mające spore ambicje Oyonnax 19:17 – i to pokonał odwracając wynik meczu w samej końcówce. Do przerwy przegrywał 3:17, potem odrabiał straty, a o zwycięstwie zadecydowała siedmiopunktowa akcja w doliczonym czasie gry. Poza tym Agen pokonało 53:7 Mont-de-Marsan (poprawiając sobie humory popsute porażką 17:54 sprzed tygodnia), Béziers zwyciężyło 49:12 Nevers, Grenoble wygrało 38:16 z Aurillac (po 50 minutach gry był remis, aż 6 żółtych kartek dla obu drużyn), Provence uległo 30:33 Valence Romans (które rozstrzygnęło losy meczu w 80. minucie 50-metrowym karnym), Dax przegrało z Brive 8:23 (znów pierwsze przyłożenie dla gości Johna Cooney’a, który w sumie uzbierał 13 punktów), a Vannes pokonało 28:9 Soyaux Angoulême (Bretończycy znów z czerwoną kartką w pierwszej połowie, ale mimo to wygrali). Dwa zwycięstwa po dwóch kolejkach mają Colomiers, Grenoble i Valence Romans. Dwie porażki – Oyonnax, Provence, Mont-de-Marsan i Dax.

Z kraju

Ekstraliga pauzowała, natomiast ruszyły rozgrywki I ligi – i tu najwięcej uwagi przyciągały derby Warszawy. Nie tylko z uwagi na ich lokalny charakter, ale także dlatego, że naprzeciwko siebie stanęli ubiegłoroczny wicemistrz ligi, Legia, oraz beniaminek z ambicjami awansu do Ekstraligi, RK Warszawa (który w międzyczasie ogłosił, że będzie występować pod szyldem Skra Warszawa). I właśnie RK/Skra zrobiła pierwszy krok do awansu dość pewnie wygrywając 33:12. Chęć powrotu do Ekstraligi ma też pewnie Sparta Jarocin, która na początek sezonu zaaplikowała aż 13 przyłożeń Watasze Zielona Góra (padł tu wynik 87:5). Dobrze sezon zaczął też Hegemon Mysłowice, wygrywając na wyjeździe z Posnanią 36:21 (cztery przyłożenia młodziutkiego skrzydłowego z Łodzi, Dawida Hoffa). Mecz Rugby Wrocław z Arką Rumią przełożono na październik.

Ekstraliga nie grała, ale KGiD zweryfikowała jako walkower na korzyść Pogoni Awenty Siedlce nierozegrany mecz pierwszej kolejki ligowej przeciwko AZS AWF Warszawa. Są więc zmiany w tabeli: Pogoń awansowała z szóstego na piąte miejsce, a akademicy z ujemnym punktem spadli z ósmego na ostatnie, dziesiąte. Koniec tej smutnej historii, miejmy nadzieję, że ostatniej w tym sezonie.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Energa Ogniwo Sopot210
2.Life Style Catering Arka Gdynia210
3.Orlen Orkan Sochaczew29
4.Juvenia Kraków28
5. ↑Pogoń Awenta Siedlce26
6. ↓Budowlani WizjaMed Łódź25
7.Edach Budowlani Lublin20
8. ↑Drew Pal 2 Lechia Gdańsk20
9. ↑Budmex Rugby Białystok20
10. ↓↓AZS AWF Warszawa2-1

W Biesalu odbył się turniej Grand Prix Baltic Rugby 7s – wygrała litewska ekipa Kuršiai Klaipeda, która w finale pokonała nasz RC Koszalin. Na starcie miały stanąć cztery drużyny polskie oraz po dwie z Litwy i Łotwy.

Ze świata

Poznaliśmy w ten weekend aż trzy drużyny, które za dwa lata wystąpią w Pucharze Świata w Australii. Dwie z nich nie wystąpiły na boisku w trzeciej rundzie Pacific Nations Cup, ale skorzystały na porażkach (spodziewanych zresztą) pokonanych wcześniej przez siebie rywali. Tonga zdobyła kwalifikację dzięki przegranej Samoa z Fidżi 15:29 (mecz niestety rozegrano w Nowej Zelandii, a nie na Samoa). Samoańczycy długo mogli mieć nadzieję: w 4. minucie zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu i na prowadzeniu (dzięki punktom zdobywanym po maulach autowych) pozostali aż do 60. minuty. Dopiero w końcówce Fidżyjczycy przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść, wykorzystując w drugiej połowie liczne błędy rywali. W drugiej grupie na wynik meczu Stanów Zjednoczonych z Japonią czekali Kanadyjczycy i nie zawiedli się – w Sacramento wygrali pewnie Japończycy 47:12 (po półgodzinie było już 21:0). Kanada wraca na najważniejszą rugbową imprezę po przerwie spowodowanej brakiem kwalifikacji na ostatni turniej. W półfinałach Pacific Nations Cup Japonia zagra z Tonga, a Fidżi z Kanadą. Samoa i Stany Zjednoczone nie straciły jeszcze szans na awans – uzyska go zwycięzca przyszłotygodniowego meczu pomiędzy tymi zespołami o 5 miejsce w turnieju (planowany, podobnie jak w półfinały, w Denver), a i przegrany nie będzie jeszcze skreślony (o czym niżej).

W kwalifikacjach do Pucharu Świata w Ameryce Południowej było ciekawie – w pierwszym pojedynku finałowego dwumeczu, przed tygodniem, Urugwaj wygrał na wyjeździe z Chile 28:16 i teraz na swoim boisku miał potwierdzić awans. Tymczasem Chile walczyło i nawet wygrało spotkanie 21:18, ale trzypunktowe zwycięstwo to było za mało aby odrobić straty. Na prowadzenie wychodziło w 60., a potem w 75. minucie meczu. Ta druga sytuacja nastąpiła chwilę po tym, jak Urugwaj został na boisku w trzynastkę (sporo kartek po stronie gospodarzy, którzy znowu mieli poważne kłopoty z dyscypliną), ale w ciągu pozostałych kilku minut goście nie zdołali już zapunktować mimo podwójnej przewagi i w dwumeczu ostatecznie wygrał Urugwaj z przewagą 9 punktów. Swoją drogą, kuriozalna sytuacja z tego meczu: https://x.com/i/status/1964417053139296353 (pozorne przyłożenie Santiago Araty – piłką, która wleciała na boisko z boku).

Do obsadzenia na Pucharze Świata pozostały już tylko trzy miejsca, a w grze jest siedem ekip. Jedno miejsce czeka na zwycięzcę meczu Samoa ze Stanami Zjednoczonymi, drugie na wygranego z dwumeczowego barażu pomiędzy przegranym z tego spotkania oraz Chile, a trzecie na zwycięzcę barażu międzykontynentalnego (który zapowiada się w tym roku niezwykle ciekawie – miejsca w nim mają Belgia, Namibia, dołączy wygrany z dwumeczu Brazylii z Paragwajem oraz przegrany z wspomnianego barażu między drużynami ze stref Pacyfiku i Ameryki Południowej – i chyba ta ostatnia drużyna, niezależnie od tego, kto to miejsce zajmie, będzie faworytem listopadowego turnieju).

Szósta kolejka nowozelandzkiego NPC zaczęła się od pierwszego zwycięstwa w sezonie Counties Manukau – 22:19 nad także nieznającym jeszcze smaku wygranej North Harbour (graczem meczu został Gibson Popoali’i, który zdobył 10 punktów w ostatnich 10 minutach). Pierwszą wygraną, długo wyczekiwaną, odniosła także jedna z nowozelandzkich potęg, Auckland – i to nad jedną z drużyn z czołówki tabeli, Tasman (było 29:21). Poza tym Otago pokonało Northland 29:10 (nie pomogło Northlandowi prowadzenie 7:0 po 80-metrowym przyłożeniu Terrella Peity), Hawke’s Bay wygrało z Wellingtonem 45:19, Manawatū ograło 36:26 Waikato (kolejna niespodzianka w wykonaniu gospodarzy), Southland uległo 14:54 Canterbury (szósta wygrana gości, jedynej niepokonanej drużyny w stawce, którzy przy okazji odebrali rywalom Rainfurly Shiled – Southland cieszył się tym trofeum tylko tydzień), a Taranaki przegrało z Bay of Plenty 17:43 (dzięki czemu zwycięzcy wskoczyli na drugie miejsce w tabeli; hat-trick skrzydłowego Fehiego Fineanganofo). W tabeli Canterbury ma już 6 punktów przewagi nad Bay of Plenty.

Ostatnią kolejkę fazy ligowej rozegrano w południowoafrykańskim Currie Cup. Trzecie z rzędu spotkanie wygrali broniący tytułu mistrzowskiego Sharks – 19:13 z Pumas, jednak finisz drużyny z Durbanu był zbyt późny, bo i tak nie mieli już szans na awans. Odebrali go jednak swoim rywalom. W półfinałach zagrają Lions (37:7 z Griquas) z Boland Cavaliers (na koniec przegrana 22:40 z Western Province, dla którego to było pierwsze i zarazem jedyne zwycięstwo w sezonie) oraz Griquas z Cheetahs (ci przegrali 31:35 z niemającymi już szans na awans Bulls, ale zdobyli dwa punkty bonusowe, które pozwoliły im wyprzedzić Pumas).

Medale rozdano w rumuńskiej Liga de Rugby. W finale Știința Baia Mare wygrywając 36:24 zrewanżowała się Timișoarze za porażkę sprzed roku i po trzech latach odzyskała tytuł mistrzowski (o wygranej zadecydowała pierwsza połowa zakończona wynikiem 23:0). Zdobyła go po raz dziesiąty w historii. Brąz zawiesili na szyjach rugbyści Dinama Bukareszt, którzy w derbach stolicy pokonałi Steauę 40:17, a piąte miejsce dla kolejnej drużyny z Bukaresztu, Rapidu, który wygrał 62:14 z Universitateą Kluż.

Od wygranych ubiegłorocznych finalistów nad beniaminkami zaczęły się rozgrywki nowego sezonu gruzińskiej ligi Didi 10. Broniące tytułu mistrzowskiego Batumi wygrało z Cikarą Tbilisi 40:27, natomiast wicemistrz, Aja Kutaisi, także na wyjeździe wygrał z Jiki Gori 43:37. Wyniki jednak świadczą o tym, że to nie były spacerki.

Po letniej przerwie ruszył także nowy sezon niemieckiej Bundesligi – zreformowanej, z liczbą drużyn zmniejszoną z 16 do 10 i bez podziału na grupy w pierwszej fazie. Tu dominująca od pięciu sezonów ekipa SC Frankfurt 1880 zaczęła rywalizację od pogromu zgotowanego drużynie Hannover 78 (było 69:3). Wicemistrz, TSV Handschuhsheim wejdzie do gry dopiero za tydzień.

World Rugby ogłosiło daty i miejsca turniejów cyklu SVNS w rozpoczynającym się sezonie. Tradycyjnie już seria zacznie się w Dubaju na koniec listopada, aby na kolejny weekend przenieść się do Kapsztadu. Potem kolejne pary turniejów: Singapur (powrót do cyklu) i jeszcze niesprecyzowane miasto w Australii oraz Vancouver i lokalizacja w Stanach Zjednoczonych. Trzy finałowe turnieje zostaną rozegrane w połowie kwietnia w Hongkongu oraz na przełomie maja i czerwca w dwóch miastach europejskich (rok temu cykl do Europy w ogóle nie zawitał) – hiszpańskim Valladolid i francuskim Bordeaux. Rozgrywki drugiego poziomu mają odbyć się w lutym–marcu, a trzeciego (który interesuje nas najbardziej) w styczniu 2026.

Federacja południowoafrykańska (SARU) została udziałowcem spółki Championship DAC prowadzącej rozgrywki United Rugby Championship. Szóstym – obok federacji irlandzkiej, szkockiej, walijskiej i włoskiej oraz funduszu CVC. Drużyny południowoafrykańskie biorą udział w rozgrywkach ligi od 2017.

Coraz więcej wskazuje na to, że w kolejnym sezonie południowoamerykańskiej ligi Super Rugby Americas zobaczymy nową drużynę – już czwartą w tych rozgrywkach argentyńską ekipę, tym razem z Litoralu (północno-wschodniej części kraju, której głównym ośrodkiem jest Rosario).

Portal WalesOnline kolejny raz podał listę 10 najlepiej zarabiających rugbystów świata. Na pierwszym miejscu jest Richie Mo’unga, który w Brave Lupus Tokyo ma zarabiać ok. 1,04 mln funtów rocznie. 1 mln funtów rocznie ma wpływać na konto Finna Russella w Bath, a 930 tys. funtów Cheslyna Kolbego w Tokyo Sungoliath. Kolejni zawodnicy to Faf de Klerk (900 tys. funtów, Yokohama Eagles), Joseph-Aukuso Sua’ali’i (876 tys. funtów, Waratahs i RA), Maro Itoje (850 tys. funtów, Saracens i RFU), Siya Kolisi (786 tys. funtów, Sharks i SARU), Antoine Dupont (700 tys. funtów, Tuluza), Handré Pollard (650 tys. funtów, Leicester Tigers – nie wiedzieć czemu, skoro to już przeszłość, przecież przeszedł do Bulls) i Steven Luatua (620 tys. funtów, Bristol Bears). Autorzy przyznają, że lista może nie być kompletna, nie wiadomo bowiem, jakie są zarobki Owena Farrella w Saracens (w Racingu 92 miał mieć ponad milion funtów, teraz będzie mniej, ale na pewno niemało) czy Louisa Reesa-Zammita w Bristol Bears (plotka, że ok. 750 tys. funtów). Wskazują też, że jeśli dojdzie do transferu Ardiego Savei do Racingu 92, to on może pobić wszystkich konkurentów.

Oficjalna prośba o usankcjonowanie ligi R360, która miała być przedmiotem obrad Rady World Rugby 23 września, została przez inicjatorów wycofana. Kolejna taka okazja będzie w czerwcu przyszłego roku, co stawia pod poważnym znakiem zapytania realność startu tej ligi w zapowiedzianym terminie (wrzesień 2026). Organizatorzy oznajmili jednak, że wciąż pracują, a wszystkie dotychczasowe ustalenia (w tym kontrakty) są aktualne.

Kolejne wyniki badań statystycznych nad ryzykiem zdrowotnym związanym z uprawianiem rugby. Grupa badaczy, głównie nowozelandzkich, zbadała ryzyko wystąpienia u rugbystów chorób neurodegeneracyjnych, których wyniki opublikowała w artykule Neurodegenerative Diseases in Male Former First-Class New Zealand Rugby Players na łamach „Sports Medicine”. Zebrano dane na temat blisko 13 tys. mężczyzn uprawiających w Nowej Zelandii rugby co najmniej na poziomie prowincji w latach 1950-2000 i porównano z danymi „zwykłych” ludzi (blisko 2,4 mln). Ustalono, że choroby mózgu pojawiły się u 6,5% rugbystów w porównaniu z 5,2% u osób nieuprawiających tego sportu (a przynajmniej nie na tym poziomie). Ryzyko wzrastało wraz z liczbą rozegranych meczów.

Z wieści transferowych:

  • Argentyńczyk Tomás Lavanini przechodzi z Lyonu do nowozelandzkich Highlanders.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Szkocja:

  • Zenon Szwagrzak (Melrose Rugby, Premiership): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z GHA, przegranym 10:13. Po dwóch kolejkach Melrose jest piąte w stawce 10 drużyn.

Zapowiedzi

W kolejny weekend w kraju:

  • trzecia kolejka Ekstraligi, w której najciekawiej zapowiada się mecz Energa Ogniwo Sopot – Pogoń Awenta Siedlce. Poza tym: Orlen Orkan Sochaczew – AZS AWF Warszawa, Life Style Catering Arka Gdynia – Budmex Rugby Białystok, Juvenia Kraków – Drew Pal 2 Lechia Gdańsk i Budowlani WizjaMed Łódź – Edach Budowlani Lublin;
  • drugi turniej mistrzostw Polski kobiet w rugby 7;
  • druga kolejka I ligi (ciekawie zapowiada się mecz Legii Warszawa ze Spartą Jarocin) i pierwsza kolejka II ligi.

A na świecie:

  • ćwierćfinały Pucharu Świata kobiet: Nowa Zelandia – Południowa Afryka, Kanada – Australia, Francja – Irlandia i Anglia – Szkocja;
  • czwarta kolejka The Rugby Championship (pary takie samego jak w tym tygodniu: Australia – Argentyna i Nowa Zelandia – Południowa Afryka);
  • mecze Pacific Nations Cup: półfinały (Japonia – Tonga, Fidżi – Kanada) i mecz o piąte miejsce będący jednocześnie starciem o bilet na Puchar Świata w Australii (Stany Zjednoczone – Samoa);
  • druga kolejka francuskiej ligi Top 14 (m.in. spotkanie Racingu 92 z Bordeaux i pierwszy mecz beniaminka z Montauban przed swoją publicznością);
  • w Południowej Afryce półfinały Currie Cup, do tego finał rozgrywek ligowych w Australii Południowej.

4 komentarze do “Urugwaj, Kanada i Tonga jadą do Australii”

  1. Faza grupowa WRWC była ciekawsza niż zakładałem. Hiszpanki pokazały wolę walki. Radość z przyłożenia przeciw Nowej Zelandii w ostatniej akcji była bezcenna.
    Fudżyjki pokazały, że można pokonać wyższą w rankingu Walię. Irlandia rozczarowała w meczu z NZ. Z kolei RPA pokazało siłę.
    Stawiam na finał Anglia-Kanada, ale pewnie będzie jak zwykle 🙃

    Odpowiedz
    • Trochę to wszystko zbyt przewidywalne w tej fazie grupowej. Irlandki z wynikiem 0:40 bardzo rozczarowały (wiadomo, to nie były te same Nowozelandki, co rok temu, ale mimo wszystko przejście od 29:27 do takiego wyniku to jak skok w przepaść). A finał… pewnie jak zwykle. Gdyby Francja grała z NZ w półfinale albo gdyby de Goede nie była tuż po tak długiej kontuzji…

      Odpowiedz
  2. „Coraz więcej wskazuje na to, że w kolejnym sezonie ?południowoafrykańskiej? ligi Super Rugby Americas zobaczymy nową drużynę(…)”

    Odpowiedz

Dodaj komentarz