Ostatni weekend stanął pod znakiem dwóch starć nowozelandzko-południowoafrykańskich: All Blacks i Springboks zagrali w The Rugby Championship, a Black Ferns i Springbok Women w ćwierćfinale Pucharu Świata. Wyszło na 1:1. Ponadto awans na Puchar Świata w Australii wywalczyły Stany Zjednoczone, a w kraju mieliśmy remis w hicie Ekstraligi, wygraną lublinian w starciu Budowlanych i organizacyjną wtopę w postaci odwołanego meczu w Krakowie.
Ekstraliga
Trzecia kolejka Ekstraligi przyniosła niespodziankę w Łodzi, drugie w tym sezonie potknięcie mistrza Polski i przykrą historię w Krakowie.
Budowlani WizjaMed Łódź – Edach Budowlani Lublin 22:24. To był mecz o sporej stawce, obie ekipy rywalizują bowiem o awans do grupy mistrzowskiej. Faworytami byli gospodarze, którzy zaczęli mecz od przyłożenia w pierwszym ataku. Gra w pierwszej połowie była jednak wyrównana. Lublinianie zdobyli jednopunktową przewagę dzięki dwóm karnym, potem posypały się szybkie przyłożenia: najpierw dwa dla gospodarzy (jedno z nich po przejęciu bezpańskiej piłki i rajdzie przez niemal całe boisko Michała Łaszcza), potem jedno dla gości, a wreszcie znów jedno dla łodzian, którzy do przerwy prowadzili 22:16. W drugiej połowie łodzianie przeważali, ale nie przyniosło im to żadnego skutku, tymczasem lublinianie po kolejnym karnym Saby Nikolaszwiliego (w sumie 19 punktów w meczu) i przyłożeniu w swojej jedynej groźniejszej akcji (Jakub Bobruk zaskoczył szybkim rozegraniem karnego nieprzygotowaną obronę gospodarzy) wyszli na dwupunktowe prowadzenie. Gospodarze mieli przewagę, odbierali rywalom piłkę w autach, przeważali w młynach, w drugiej połowie kilkakrotnie stwarzali sobie szanse na przyłożenia – ale obrona gości brała górę. Budowlani Łódź mogą żałować także straconych punktów z podwyższeń (skuteczność 1/4) i przynajmniej jednego karnego w łatwej pozycji do kopu na słupy, który jednak zamienili na kop w aut.
Energa Ogniwo Sopot – Pogoń Awenta Siedlce 17:17. Szlagierem kolejki było spotkanie w Sopocie, w którym mierzyły się dwa zespoły celujące w medale – Ogniwo liczyło na trzecie zwycięstwo w trzecim meczu, Pogoń natomiast chciała wymazać z pamięci porażkę z Orkanem. Pierwsza połowa stała pod znakiem dominacji drużyny przyjezdnych, skończyła się jednak remisem 10:10. Pogoń zaliczyła ładne przyłożenie w swoim pierwszym ataku (świetny przekop Jędrzeja Nowickiego do Łukasza Kornecia na skrzydle), ale kolejne dobre okazje marnowała (najbardziej żałowała pewnie tej po świetnej akcji Aleksandra Nowickiego, gdy Korneć był już o krok od pola punktowego). Ogniwo niewiele miało do powiedzenia, długo jedynym dorobkiem były 3 punkty z karnego, ale wykorzystało swoją chyba jedyną dobrą szansę na przyłożenie, gdy siedlczanie zostali po żółtych kartkach na boisku w trzynastkę. Drugą połowę Pogoń zaczęła podobnie jak pierwszą – co prawda pierwsze przyłożenie przyjezdnych nie zostało uznane, ale chwilę potem zapunktował Korneć. Potem obie drużyny miały okazje, z których nic nie wynikało. Kilka minut przed końcem do 10 punktów przewagę gości mógł podnieść Daniel Gdula, jednak chybił z karnego. Ogniwo zaś rozegrało jeszcze jeden atak i dzięki znakomitemu przekopowi Wojciecha Piotrowicza i przyłożeniu Romana Żuka wyrównało. Czasu starczyło jeszcze na kilka chwil gry i w nich to Ogniwo miało jeszcze szansę na wyrwanie wygranej, ale przegrało własny aut na linii 5 m rywali. Skończyło się remisem, z którego chyba bardziej zadowoleni mogą być gospodarze. Szkoda, że siedlczanie, mimo szerokiej kadry, nie dopełnili przepisu o wymaganej liczbie młodzieżowców – czeka ich najpewniej odjęcie jednego punktu (a tę historię już znamy, przecież swego czasu ćwiczyła to Skra Warszawa).
Life Style Catering Arka Gdynia – Budmex Rugby Białystok 45:7. W Gdyni goście skutecznie bronili się (a nawet próbowali atakować) przez pierwsze 20 minut. Po tym czasie jednak gospodarze zaczęli realizować swój plan: Dawid Banaszek dwukrotnie uruchomił Szymona Sirockiego, ich koledzy dorzucili jeszcze trzy przyłożenia i do przerwy było 31:0. W drugiej połowie Arka kontynuowała presję i dorzuciła dwa kolejne przyłożenia. Białostocczanie dwukrotnie groźniej zaatakowali, a swoje jedyne przyłożenie zdobyli w ostatniej akcji meczu. Po trzy asysty w spotkaniu zanotowali Banaszek i Sean Cole.
Orlen Orkan Sochaczew – AZS AWF Warszawa 98:0. Absolutnie jednostronny pojedynek wicemistrza z beniaminkiem – sochaczewianie zdobywali przyłożenia jedno za drugim, już po 20 minutach prowadząc 35:0. W sumie zaliczyli ich aż 14, a do trzycyfrowego wyniku zabrakło im zaledwie jednej akcji punktowej. Akademicy ani razu poważniej nie zagrozili gospodarzom, dochodząc co najwyżej do linii 22 m. Zwraca uwagę skuteczność Pietera Steenkampa, który wykorzystał wszystkie 14 podwyższeń, a do tego dorzucił hat-tricka przyłożeń i skończył mecz z 43 punktami na koncie.
Mecz w Sochaczewie odbył się mimo faktu, że na murawie było mnóstwo wody, tymczasem w Krakowie z powodu wody nie zagrano. Zwierzyniecki Kraków, od którego Juvenia pożycza boisko w czasie remontu własnego obiektu, w związku z ulewnym, całodniowym deszczem nie wyraził zgody na rozegranie spotkania. Ekipa Drew Pal 2 Lechii Gdańsk jechała zatem do Krakowa na próżno (decyzja Zwierzynieckiego zapadła na dwie godziny przed meczem), a dla krakowian ta sytuacja zapewne będzie oznaczać porażkę walkowerem. Nieciekawa historia. Cóż, kiedyś obiekt, na którym miał odbyć się niedzielny mecz, był głównym boiskiem Parku Sportowego „Juvenia”, ale w latach 50. ubiegłego stulecia, wykorzystując koneksje w politycznej wierchuszce, przejął je właśnie Zwierzyniecki…
Zwycięstwo w Łodzi dało szansę lubelskim Budowlanym na awans do grupy mistrzowskiej – łodzianie, choć są wyżej w tabeli, przegrali także z Juvenią, co stawia ich w trudnej sytuacji. Ale sytuacja do końca klarowna jeszcze nie jest, bo może namieszać tutaj nieoczekiwane odwołanie meczu w Krakowie. Tymczasem na czele tabeli znalazła się Life Style Catering Arka Gdynia – jedyna drużyna z kompletem bonusowych zwycięstw. Punkt za nią jest Orkan, a kolejne dwa punkty dalej Ogniwo.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. ↑ | Life Style Catering Arka Gdynia | 3 | 15 |
| 2. ↑ | Orlen Orkan Sochaczew | 3 | 14 |
| 3. ↓↓ | Energa Ogniwo Sopot | 3 | 12 |
| 4. ↑ | Pogoń Awenta Siedlce | 3 | 8 |
| 5. ↓ | Juvenia Kraków | 2 | 8 |
| 6. | Budowlani WizjaMed Łódź | 3 | 6 |
| 7. | Edach Budowlani Lublin | 3 | 4 |
| 8. | Drew Pal 2 Lechia Gdańsk | 2 | 0 |
| 9. | Budmex Rugby Białystok | 3 | 0 |
| 10. | AZS AWF Warszawa | 3 | -1 |
W drugiej kolejce I ligi najciekawiej zapowiadał się mecz Legii Warszawa ze Spartą Jarocin. Ubiegłoroczni wicemistrzowie zawiedli – stracili aż 8 przyłożeń i przegrali z wielkopolską drużyną 14:58. Zwraca uwagę także przegrana RK (Skry) Warszawa na własnym boisku z Hegemonem Mysłowice 12:33 (dla mysłowiczan to druga bonusowa i zarazem wyjazdowa wygrana na początku sezonu). Poza tym Wataha Zielona Góra uległa Rugby Wrocław 14:65 (11 przyłożeń zwycięzców, którzy tym meczem zaczęli sezon, w tym hat-trick i 25 punktów Władysława Korotuna; gospodarze bez ani jednego rezerwowego, więc tym cenniejsze były dwa przyłożenia z samej końcówki meczu), a Arka Rumia przegrała 5:29 z Posnanią (do przerwy prowadziła 5:0, ale od 50. minuty grała w osłabieniu po czerwonej kartce). W tabeli na czele mający po 10 punktów Sparta i Hegemon.
W II lidze rozegrano pierwszą kolejkę – i we wszystkich trzech meczach wygrywali gospodarze. Koma RT Olsztyn pokonał rudośląskie Gryfy 21:10, rezerwy Budowlanych Łódź rozgromiły Miedziowych Lubin 88:7, a rezerwy Budowlanych Lublin pokonały drugą drużynę AZS AWF Warszawa 48:12 (podwójny sukces lubelskich drużyn w ten weekend).
Puchar Świata kobiet
W Anglii walka o medale Pucharu Świata kobiet wkroczyła w najciekawszą, pucharową fazę – w ten weekend rozegrano ćwierćfinały.
Nowa Zelandia – Południowa Afryka 46:17. Kilka godzin wcześniejszą historyczną porażkę All Blacks ze Springbokami pomściły Black Ferns. Ekipie z Południowej Afryki nie pomogła taktyka zapożyczona od Rassiego Erasmusa – na ławce miała siedem zawodniczek młyna i tylko jedną ataku, a także fakt, że sporo kluczowych zawodniczek odpoczywało prezd tygodniem, gdy koleżanki rozgrywały ostatni mecz grupowy. Wątpliwości co do wyniku można było mieć do przerwy – przebieg pierwszej połowy był mocno zaskakujący. Do zawodniczki z RPA dominowały (ponad 80% posiadania), zdobyły pierwsze przyłożenie, a po 40 minutach na tablicy był remis 10:10 (Nowozelandki imponowały w obronie). Po przerwie jednak to Black Ferns ruszyły z kopyta – w ciągu 7 minut zdobyły trzy przyłożenia, potem dorzuciły jeszcze kolejne trzy, a rywalki nie miał już praktycznie nic do powiedzenia. Znów błysnęła Braxton Sorensen-McGee, ale była ona tylko jedną z trzech zawodniczek Nowej Zelandii, która w tym meczu zdobyła dublet przyłożeń. Inną była zawodniczka meczu Kaipo Olsen-Baker, która oprócz dwóch „piątek” zaliczyła też aż 25 szarż. Ciekawostką były inne taktyczne innowacje trenera Południowej Afryki: auty z ponadwymiarową obsadą i wynoszonymi zawodniczkami ataku, a w jednym przypadku nawet 15-osobowy maul autowy.
Dla Południowej Afryki sam awans do ćwierćfinału był sporym sukcesem, a pierwsza połowa meczu z mistrzyniami świata stanowiła kolejny dowód ogromnego postępu, jaki ta reprezentacja dokonała w ostatnich kilku latach. Kto wie, co będzie na następnym Pucharze Świata.
Kanada – Australia 46:5. Drugi sobotni półfinał ćwierćfinał nie miał tak ciekawej historii. Co prawda na początku meczu na pierwsze przyłożenie Kanadyjek Australijki odpowiedziały swoim, ale remis 5:5 potrwał tylko kilka minut, a faworytki spotkania robiły swoje i już do przerwy miały na koncie 5 przyłożeń i wygrywały 31:5. Drugą połowę wygrały 15:0, zdobywając kolejne dwa przyłożenia i pewnie awansowały do półfinału. A najlepszą zawodniczką meczu wybrano Sophie de Goede, która zdobyła w tym spotkaniu 13 punktów (przyłożenie i cztery podwyższenia).
Francja – Irlandia 18:13. Bardzo dużo emocji było także w pierwszym niedzielnym meczu – jednak w przeciwieństwie do starcia Nowej Zelandii z Południową Afryką, tu walka o wygraną toczyła się do samego końca. Swój pierwszy mecz w tym turnieju zagrała wracająca po operacji najlepsza zawodniczka ostatniego Pucharu Sześciu Narodów – Aoife Wafer. I jej wejście do gry pomogło Irlandkom – była jedną z najlepszych zawodniczek spotkania, które zaczęło się znakomicie dla nich. Zawodniczki z „zielonej wyspy” w pierwszej połowie zdominowały rywalki (wykorzystując m.in. sprzyjający im wiatr) i wygrały ją 13:0. Po przerwie Francuzki powoli odrabiały straty, a na prowadzenie wyszły dopiero na kilkanaście minut przed końcem dzięki rajdowi przez niemal całe boisko Joanny Grissez. Potem wykorzystały karnego, ale w ostatnich minutach Irlandki zrobiły wiele, aby zniwelować pięciopunktową stratę. Tuż przed końcem jedna z Francuzek zobaczyła żółtą kartkę, a Irlandki miały aut na linii 5 m (wcześniej auty i następujące po nich maule były jednym z ich atutów) – cóż z tego, skoro ten aut akurat przegrały. Niespodzianki było blisko, ale ostatecznie Irlandki nie zdołały drugi raz w historii awansować do czołowej czwórki. Przykrym akcentem jest podejrzenie ugryzienia Wafer w rękę przez jedną z rywalek, przeoczone przez sędziego.
Anglia – Szkocja 40:8. Drugi niedzielny, europejski półfinał ćwierćfinał bez większej historii. Co prawda to Szkotki zaczęły od prowadzenia po karnym, a Angielki na pierwsze przyłożenie czekały 25 minut, ale potem zaaplikowały rywalkom sześć przyłożeń, już do przerwy prowadziły 26:3 i pewnie wygrały. Jedyna piątka Szkotek padła dopiero na koniec meczu. Warto zauważyć, że do składu gospodyń turnieju wróciła po kontuzji ich kapitan, Zoe Aldcroft, nie zagrała w nim natomiast Ellie Kildunne z powodu protokołu antywstrząśnieniowego, ale Anglicy liczą na jej powrót na półfinał.
Pary półfinałowe: Nowa Zelandia – Kanada i Anglia – Francja. Do rozegrania w turnieju pozostały cztery mecze i żaden z nich nie powinien obejść się bez sporych emocji.
The Rugby Championship
Czwarta kolejka The Rugby Championship była poniekąd powtórką trzeciej – takie same pary i w tych samych krajach. Ale wyniki – odwrotne.
Nowa Zelandia – Południowa Afryka 10:43. Nietypowego debiutanta mieli gospodarze – Leroy Carter grał pierwszy raz w reprezentacji, ale jest już przecież doświadczonym siódemkowiczem. Do tego Scott Robertson zmuszony był do kolejnych zmian w składzie w wyniku kontuzji. Z kolei Rassie Erasmus (który swój skład ogłosił już niemal tydzień wcześniej) wprowadził trochę świeżej krwi do drużyny (m.in. Sachę Feinberga-Mngomezulu na dziesiątkę i Ethana Hookera na skrzydło). Punktowanie w meczu zaczął wspomniany debiutant, Carter. Potem okazało się jednak, że to było jedyne przyłożenie gospodarzy w tym meczu. Do przerwy prowadzili jeszcze 10:7 – wykorzystywali liczne błędy gości, a jedyne przyłożenie stracili po przechwycie Cheslina Kolbego. W tej części spotkania obie drużyny straciły kilku graczy z kontuzjami, a wśród nich był m.in. Feinberg-Mngomezulu. Zastępujący go Mannie Libbok w drugiej połowie okazał się jednym z kluczy do zwycięstwa swojej drużyny. Ta część spotkania należała już wyłącznie do Springboków, którzy znakomicie wykorzystali dominację w walce o górne piłki. Na prowadzenie wyprowadził ich zaraz po przerwie Kolbe, a potem dorzucili jeszcze cztery przyłożenia (trzy z nich w ostatnich dziesięciu minutach, gdy w praktyce rozstrzygnęli spotkanie punktując przy nadzwyczajnej niemocy rywali w obronie). Efektem jest najwyższa porażka All Blacks w historii. Gwiazdą spotkania był Damian Willemse.
Australia – Argentyna 26:28. W drużynie gospodarzy spośród czterech zmian w składzie najwięcej uwagi zwracało umieszczenie na dziesiątce Tane’a Edmeda w miejsce kontuzjowanego Toma Lynagha – Edmed pierwszy raz znalazł się w wyjściowej piętnastce Wallabies. U gości zmiany były trzy, w tym na ławkę został przesunięty Pablo Matera. Mecz potoczył się ciut inaczej niż w Wellingtonie. Co prawda tu także pierwsze przyłożenie zaliczyli gospodarze, ale ostatecznie przegrali pierwszą połowę 7:19. Już chwilę po straconym przyłożeniu Argentyńczycy odpowiedzieli swoim w niecodziennych okolicznościach – kop z wolnego Edmeda został nakryty przez młynarza i kapitana gości Juliana Montoyę. Kolejne punkty zdobywał z karnych Santiago Carreras, którego trzy karne w drugiej połowie (w sumie 23 punkty w całym meczu) pozwoliły jego drużynie wysforować się na prowadzenie 28:7 na kwadrans przed końcem. Dopiero wtedy nastąpiło przebudzenie gospodarzy – Carreras zobaczył żółtą kartkę, a Australijczycy zdobyli w ciągu paru minut dwa przyłożenia, zmniejszając stratę do 9 punktów. Czwarte przyłożenie zaliczyli jednak dopiero na minutę przed końcem i dwa punkty nie zostały odrobione. Tydzień temu wielki powrót się im udał, teraz odrobinę zabrakło. Mimo to zainkasowali dwa punkty bonusowe – w tym ofensywny, bo w przyłożeniach wygrali 4:1.
W tabeli bardzo ciekawie: po czterech kolejkach wszystkie drużyny mają po dwa zwycięstwa na koncie. A dzięki bonusom na czele nieoczekiwanie jest Australia.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. ↑ | Australia | 4 | 11 |
| 2. ↑ | Południowa Afryka | 4 | 10 |
| 3. ↓↓ | Nowa Zelandia | 4 | 10 |
| 4. | Argentyna | 4 | 9 |
Top 14
We Francji rozegrano drugą kolejkę Top 14.
US Montauban – Lyon OU 18:25. Pierwszy raz od piętnastu lat publiczność w Montauban miała okazję zobaczyć mecz Top 14, a ich drużyna walczyła, ale nie dała rady opromienionemu wysoką wygraną nad Racingiem 92 Lyonowi. Goście wyszli na prowadzenie przyłożeniem zdobytym na samym początku meczu, jednak gospodarze dzięki kopom Jeroma Bosviela (najpierw z drop goala, potem z karnego), zdobyli jednopunktową przewagę. Tylko na chwilę, bo Lyon znów wyszedł na czoło i odtąd Montauban tylko gonił wynik. Znakomicie pokazał się nowy w ekipie Lyonu Fidżyjczyk Jiuta Wainiqolo, który zaliczył asystę i przyłożenie (po 70-metrowym znakomitym rajdzie). Na 10 minut przed końcem Montauban zredukował stratę do 7 punktów i do końca walczył, jednak w ostatnich sekundach zmarnował dwa rzuty karne (jeden kopany w aut, a drugi na słupy – który dałby beniaminkowi przynajmniej bonus defensywny).
Racing 92 – Union Bordeaux-Bègles 44:32. Niezwykle cenne zwycięstwo gospodarzy, których ofiarą padł wicemistrz Francji. A o wszystkim przesądziło już pierwsze 20 minut, w którym paryżanie zaaplikowali rywalom cztery przyłożenia (w tym zaliczonego w ciągu zaledwie 12 minut hat-tricka Maxa Springa). Było 31:3 i z takiego bagna trudno było się gościom wygrzebać. Zrobili co mogli, w przyłożeniach na koniec meczu było 5:5, w końcówce bezlitośnie wykorzystywali liczebną przewagę na boisku po dwóch pomarańczowych kartkach graczy Racingu, ale zawodzili z podwyższeń, kopnęli też w tym meczu mniej karnych i to zadecydowało. Zawiedli też w ostatniej akcji, gdy przy podwójnej przewadze walczyli przynajmniej o punkt bonusowy.
Poza tym:
- Aviron Bayonnais – Montpellier Hérault 26:23 (dwa przyłożenia na początku spotkania, a potem karne Jorisa Segondsa, który miał ciut lepszą skuteczność niż Domingo Miotti – sporo napięcia, a różnicę zrobiło jedno pudło więcej Miottiego);
- Section Paloise – Stade Français 34:10 (pewna wygrana Pau, druga w tym sezonie, na dodatek bonusowa; paryżanie nie tylko ponieśli porażkę, ale także stracili kilku graczy z kontuzjami);
- Stade Rochelais – ASM Clermont 34:16 (zwycięstwo roszelczyków dzięki świetnym 20 minutom, przed którymi remisowali 13:13, a w których zdobyli trzy przyłożenia, przy dwóch wykorzystując podwójne osłabienie rywali w ostatnich kilku minutach; te dwa ostatnie przyłożenia były pierwszymi w barwach La Rochelle Dawita Niniaszwiliego i Nolanna le Garreca; 19 punktów zdobył Antoine Hastoy);
- Stade Toulousain – USA Perpignan 31:13 (pewna, bonusowa wygrana mistrzów Francji);
- RC Toulonnais – Castres Olympique 16:12 (wygraną tulończycy zawdzięczają jedynemu przyłożeniu w meczu, Gaela Dréana, zdobytym na 20 minut przed końcem meczu – dało ono im 1-punktową przewagę, którą potem powiększył drop goalem Melvyn Jaminet).
Na czele tabeli Lyon, ale obok niego aż cztery inne drużyny mają komplet dwóch wygranych. Bez zwycięstwa także pięć ekip, a na dnie tabeli znalazł się beniaminek z Montauban.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. | Lyon OU | 2 | 9 |
| 2. ↑ | Stade Toulousain | 2 | 9 |
| 3. ↑↑↑↑ | Section Paloise | 2 | 9 |
| 4. | RC Toulonnais | 2 | 8 |
| 5. | Aviron Bayonnais | 2 | 8 |
| 6. ↑↑↑ | Stade Rochelais | 2 | 5 |
| 7. ↓↓↓↓↓ | Stade Français | 2 | 5 |
| 8. ↑↑↑↑↑↑ | Racing 92 | 2 | 4 |
| 9. ↓↓↓ | Union Bordeaux-Bègles | 2 | 4 |
| 10. ↓↓ | Castres Olympique | 2 | 2 |
| 11. ↑ | Montpellier Hérault | 2 | 1 |
| 12. ↓↓ | USA Perpignan | 2 | 0 |
| 13. ↓↓ | ASM Clermont | 2 | 0 |
| 14. ↓ | US Montauban | 2 | 0 |
Po trzeciej kolejce Pro D2 nie pozostała w lidze żadna niepokonana drużyna – już w pierwszym meczu tej rundy, chyba najciekawiej się zapowiadającym, Agen pokonało 38:20 niezwyciężone dotąd Grenoble zdobywając na dodatek bonus ofensywny. Dwie inne dotąd ekipy z kompletem zwycięstw, Valence Romans i Colomiers, także przegrały – Valence Romans z Brive (aż 10:48, Brive wyszło na prowadzenie w lidze), a Colomiers 21:30 z Oyonnax (dla którego to była pierwsza wygrana w sezonie). Ciekawie było też w meczu Mont-de-Marsan z Vannes, w którym gospodarze pokonali spadkowicza z Top 14 30:28 dzięki karnemu Williego du Plessisa w ostatniej minucie meczu. Poza tym Provence wygrało z Biarritz aż 52:10 (aż 7 przyłożeń zwycięzców, którzy zaliczyli pierwsze zwycięstwo w sezonie), Soyaux Angoulême pokonało 28:23 Dax (jedyną drużynę, która dotąd zanotowała komplet porażek), Aurillac ograł Béziers 49:24 (m.in. dzięki takiej akcji przez całe boisko: https://x.com/i/status/1966578144590078314, Aurillac nie tylko zwyciężył z bonusem, ale nieoczekiwanie został wiceliderem ligi), a Nevers wygrało 26:17 z beniaminkiem z Carcasssonne (który wysłał na ten mecz bardzo młodą drużynę).
Z kraju
Problem bogactwa mieli organizatorzy drugiego turnieju mistrzostw Polski kobiet w rugby 7, rozgrywanego w Rudzie Śląskiej. Do startu zgłosiło się 15 drużyn, czego w regulaminie rozgrywek nie przewidziano i wskutek czego przed weekendem go zmieniano. Na starcie brakło co prawda debiutantek z poprzedniego turnieju, białostockich Szeptuch, ale pojawiły się rzeszowskie Błyskawice, Juvenia Kraków i druga drużyna łódzkich Atomówek.
A na boisku historia już dobrze znana. Energa Biało-Zielone Ladies Gdańsk pewnie wygrały turniej, tym razem nie tracąc w nim ani jednego punktu, ze średnią zdobytych na mecz wynoszącą blisko 60. Drugie miejsce dla Legii, trzecie dla Mazovii. Z Ekstraligi spadają Diablice Ruda Śląska, a ich miejsce zajmą Atomówki Łódź, które w I lidze uległy wyłącznie rezerwom Biało-Zielonych, a w spotkaniu decydującym o awansie pokonały minimalnie, 17:15, AZS AWF Warszawa.
Ze świata
W Pacific Nations Cup mecz o piąte miejsce pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Samoa był ważniejszy od półfinałów. Miał on bowiem dodatkową stawkę – zwycięzca zdobywał bilet na Puchar Świata w Australii (podczas gdy wszyscy półfinaliści taką kwalifikację już mieli w rękach). Mecz lepiej zaczęli Samoańczycy, ale marne to dało efekty. W pierwszej połowie nie wykorzystali żadnej szansy na przyłożenie, trafili dwa z czterech karnych i mimo przewagi przegrywali do przerwy 6:8. W drugiej połowie długo punktów nie było, a Samoa na kwadrans przed końcem wyszła na prowadzenie 13:8, jednak Amerykanie zaliczyli mordercze ostatnie 10 minut, w których zdobyli trzy przyłożenia i zwyciężyli 29:13. Wygrana Amerykanów to na pewno spora ulga dla World Rugby, która powierzyła im organizację kolejnego mundialu i chyba maksymalnie ułatwiła ścieżkę awansu na najbliższy (z czego Amerykanie skorzystali – po dwóch porażkach do awansu wystarczyła im jedna wygrana). Samoa nie straciła jeszcze szans: zagra w dwumeczu z Chile o przedostatnie miejsce na Pucharze, a przegrany z tego meczu wystąpi w barażu międzykontynentalnym (i będzie jego faworytem).
A w półfinałach wygrywali faworyci. Japonia wygrała z Tonga 62:24 (wyrównana walka w pierwszej połowie, którą Tonga przegrało tylko 19:21, i pięć przyłożeń Japończyków po przerwie), a Fidżi ograło Kanadę 63:10 (hat-trick przyłożeń Kalavetiego Ravouvou, a Kanadyjczykom nie pomogła nawet czerwona kartka pokazana jednemu z wyspiarzy pod koniec pierwszej połowy).
W Południowej Afryce rozegrano półfinały Currie Cup. Jedyna ekipa występująca na co dzień w URC, Lions, wzmocniona zawodnikami z pierwszej drużyny, wygrała bardzo pewnie z Boland Cavaliers, 67:19, zapewniając sobie awans do finału i rozegranie go na własnym podwórku. Zdobyła aż 11 przyłożeń, z czego cztery zaliczył skrzydłowy Angelo Davids. Rywalami Lions w finale będą Griquas, któzy także pewnie pokonali Cheetahs, 25:5.
W nowozelandzkim NPC już drugi weekend z rzędu bliska zwycięstwa była ostatnia drużyna, która w tym sezonie nie poznała jego smaku, North Harbour. Prowadziła na wyjeździe z Waikato 28:17 na 20 minut przed końcem, ale przegrała 28:29. Liderem pozostało Canterbury, które pokonało także świetnie radzącą sobie ekipę Tasman 31:25, kluczowe siedem punktów zdobywając dzięki akcji w doliczonym czasie gry. Ciekawie było w meczach innych drużyn z czołówki, z których wszystkie przed tą kolejką miały po cztery zwycięstwa na koncie: Bay of Plenty przegrało z Hawke’s Bay 21:24 (spotkanie rozstrzygnął drop goal Lincolna McClutchiego po czterech minutach dogrywki, a dwa przyłożenia dla zwycięzców zdobył Folau Fakatawa), a Otago wygrało z Taranaki 28:26. Poza tym Northland wygrało czwarty mecz w sezonie – tym razem 43:26 z Wellington, Auckland wygrało drugi raz z rzędu – tym razem 52:29 z Manawatū (choć na 25 minut przed końcem to goście prowadzili), a Southland uległo aż 10:64 Counties Manukau.
Kolejny finał rozgrywek stanowych rozegrano w Australii – tym razem w Australii Południowej. Tutejszą ligę po raz trzeci z rzędu wygrała ekipa Burnside, która w powtórce finału sprzed roku pokonała Old Collegians 50:33. Zrewanżowała się w ten sposób za trzy porażki odniesione z tym rywalem w ciągu sezonu, dwie w fazie ligowej i jedną przed dwoma tygodniami w meczu kwalifikacyjnym do finału.
Drugi sezon walijskiej ligi Super Rygbi Cymru zaczął mecz z udziałem broniącej tytułu mistrzowskiego ekipy z Newportu – mimo przewagi swojego boiska przegrała 20:27 z Llandovery. Od wygranej zaczął za to ubiegłoroczny przegrany z finału – Ebbw Vale wygrało z Aberavon 36:17.
Przed startem nowego sezonu angielskiej Premiership ruszyły tam rozgrywki Prem Rugby Cup. Niestety, tym razem bez udziału ekip z Championship. Przed pierwszą kolejką dwa wydarzenia zwracały uwagę: pierwszy mecz ekipy z Newcastle pod szyldem Red Bulls oraz powrót do Anglii Louisa Reesa-Zammita w barwach Bristol Bears. Ekipa z północy w swoim pierwszym meczu pokonała na wyjeździe Harlequins 26:14, natomiast bristolczycy ulegli Sale Sharks 15:24 (a Walijczyk wszedł na boisko z ławki na ostatnie pół godziny).
W Belgii wystartował nowy sezon Division 1. Broniąca tytułu drużyna Dendermondse RC uległa na własnym boisku ekipie ASUB Waterloo 14:19. Pewnie wygrał natomiast wicemistrz, Soignies, który 33:3 pokonał Ottignies. Beniaminek z Namur zaczął sezon od wysokiej porażki (3:57) z La Hulpe.
Jeszcze jedna drużyna znika z Major League Rugby – z rozgrywek wycofują się Houston SaberCats, którzy w ostatnim sezonie byli wicemistrzami ligi, a grali w niej przez wszystkie dotychczasowe osiem sezonów. W poprzednim sezonie mieliśmy 11 drużyn, teraz zostało ich zaledwie 7 (trzy się wycofały, a dwie połączyły). A to może być nie koniec złych wieści.
Z wieści transferowych:
- Christian Wade wróci do rugby union w grudniu – po skończeniu sezonu z Wigan Warriors zmieni barwy na Newcastle Red Bulls;
- koniec kariery ogłosił reprezentant Francji Paul Willemse, od dłuższego czasu zmagający się z kontuzją;
- skończył karierę 32-letni były reprezentant Walii Rhys Patchell. Zostanie jednym z asystentów trenera Dragons. Ostatnio występował w Japonii;
- trener kobiecej reprezentacji Stanów Zjednoczonych Sione Fukofuka ustąpił z tej funkcji po dwóch latach jej pełnienia i niezakwalifikowaniu się jego drużyny do ćwierćfinałów Pucharu Świata. Wraca do Australii;
- dosyć nieoczekiwana nowina tuż przed startem sezonu ligowego: główny trener Harlequins, Danny Wilson, odchodzi z klubu, aby zostać asystentem trenera reprezentacji Walii.
Zmarł reprezentant Południowej Afryki z lat 70., uczestnik meczów przeciwko British & Irish Lions i wyprawy do Nowej Zelandii, Johannes Coetzee (występujący jako Jan Boland).
Polacy za granicą
Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.
Anglia:
- Jordan Tebbatt (Leicester Lions RFC, National League 1): zagrał ostatnie 35 minut w inaugurującym sezon meczu z Tonbridge Juddians, przegranym 14:46;
- Ross Cooke (Oxford Harlequins RFC, National League 2 East): zagrał cały mecz przeciwko Westcombe Park, przegrany 22:43. Zdobył 2 punkty z podwyższenia.
Francja:
- Quentin Cieslinski (Stade Métropolitain, Nationale 2 – grupa 2): zagrał 50 minut w meczu pierwszej kolejki z Mâcon, wygranym 26:23;
- Thomas Toevalu (US Marmandaise, Nationale 2 – grupa 1): zagrał całe spotkanie przeciwko Nantes, wygrane 34:33;
- Mateusz Bartoszek (RC Bassin d’Arcachon, Fédérale 1 – grupa 1): po półtorej roku wrócił do gry (i przy okazji do dawnego klubu). Wszedł z ławki na ostatnie 20 minut w spotkaniu z Limoges, wygranym 21:17.
Irlandia:
- Jakub Wojtkowicz (Sligo RFC, Connacht Senior League): przed startem lig irlandzkich grają ligi prowincjonalne. Kuba Wojtkowicz przez dwa ostatnie weekendy zagrał w dwóch meczach w Connachcie – najpierw z Galwegians (przegrany 8:31), a teraz z Buccaneers (wygrany 35:28);
- Dominik Morycki (Enniscorthy RFC, Leinster Senior League – section B): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Dublin University, przegranym 27:55;
- Wiktor Wilczuk (Bruff RFC, Munster Senior Cup): zagrał dla odmiany w pierwszej rundzie prowicjonalnego pucharu – wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Shannon przegranym 22:27 (w efekcie Bruff skończył swój udział w tych rozgrywkach na 1/8 finału).
Szwajcaria:
- Kacper Ławski (RC Yverdon, LNA): wyszedł w podstawowym składzie w meczu pierwszej kolejki ligowej z Nyonem, wygranym 28:21.
Zapowiedzi
W kolejny weekend w kraju:
- pierwszy turniej mistrzostw Polski w rugby 7 w Koszalinie,
- pierwsze mecze centralnej ligi juniorów.
A na świecie:
- półfinały Pucharu Świata kobiet: Nowa Zelandia – Kanada i Anglia – Francja;
- finał i mecz o trzecie miejsce w Pacific Nations Cup;
- pierwsze spotkanie barażowego dwumeczu o awans na Puchar Świata między Samoa i Chile;
- czwarta kolejka francuskiej ligi Top 14 (m.in. mecze Montpellier z Tuluzą i Tulonu z La Rochelle);
- finał południowoafrykańskiego Currie Cup,
- półfinały argentyńskiego Torneo del Interior.
„Drugi sobotni *półfinał (…)”, „Drugi niedzielny, europejski *półfinał (…)” – *ćwierćfinał.
Co do meczów Bordeaux i NZ, to momentami zawodnicy wyglądali, jakby nie wiedzieli co się wokół nich dzieje.
No tak, jedni na końcu, drudzy na początku meczu 🙂 Dzięki za „półfinały”, poprawione.