Angielki wreszcie mistrzyniami świata

Angielki w dwóch poprzednich mundialach zaliczały potknięcia na ostatniej prostej, ale tym razem, prezd własną publicznością, wreszcie zatriumfowały. Poza tym błysnął Sacha Feinberg-Mngomezulu prowadząc Springboków do wysokiej wygranej w TRC, Chile awansowało na RWC, Leinster zaczął ligowy sezon od porażki 0:35, a w hicie Ekstraligi Ogniwo po karnym Wojciecha Piotrowicza w ostatniej akcji pokonało Orkan.

Ekstraliga

W czwartej kolejce Ekstraligi można było się spodziewać kilku jednostronnych pojedynków, ale liczyliśmy na emocje w dwóch spotkaniach. W jednym niestety ich zabrakło, natomiast w drugim było ich pod dostatkiem.

Drew Pal 2 Lechia Gdańsk – Budowlani WizjaMed Łódź 10:59. Dla łodzian, aby zachować resztki szans na awans do grupy mistrzowskiej, obowiązkiem było zwycięstwo nad Lechią. Co prawda to gdańszczanie zaliczyli pierwsze punkty w meczu z karnego, ale stracili grającego trenera Marka Płonkę, a Budowlani przejęli inicjatywę. Punktowanie dla nich zaczął po rajdzie przez pół boiska Lukas Niedzwiecki (w sumie 24 punkty w meczu), potem inny reprezentant kraju Jakub Małecki zaliczył pierwsze przyłożenie ze swojego hat-tricka (skompletowanego w całości w pierwszej połowie po maulach autowych), kolejne przyłożenia sypały się coraz gęściej, i tuż przed przerwą było już 31:3. Co prawda Lechia zdobyła siedem punktów na koniec pierwszej odsłony, ale po przerwie Budowlani znowu powiększali swoją przewagę. Gdańszczanie w drugiej połowie podobnie jak w pierwszej dopiero na koniec groźniej zaatakowali, ale tym razem bez efektu.

AZS AWF Warszawa – Edach Budowlani Lublin 21:62. W meczu w Warszawie nieoczekiwanie wynik na samym początku meczu otworzyli gospodarze – przyłożeniem młodego młodego Tomasza Tkaczuka, który wyrwał się dwóm lublinianom. Potem sytuacja się unormowała – trzy ładne akcje gości dały im trzy przyłożenia, choć prowadzenie po pierwszej połowie nie było zbyt wysokie (akademicy w ostatniej akcji zmniejszyli stratę przyłożeniem Eryka Chaina, pierwszy raz od dawna występującego na boisku w towarzystwie obu swych braci). Po przerwie drużyny znowu wymieniły się przyłożeniami i po 50 minutach meczu lublinianie prowadzili tylko 24:21. Na tym jednak dobry okres gospodarzy się skończył – Budowlani raz za razem przedzierali się przez ich obronę szybkimi atakami i w sumie zaliczyli 10 przyłożeń. Zaimponował świetnymi akcjami (i 22 zdobytymi punktami) Saba Nikolaszwili, wyrastający na gwiazdę Ekstraligi, błysnął też obrońca Andrew Kearns.

Budmex Rugby Białystok – Juvenia Kraków 10:66. Kolejne z jednostronnych spotkań i pewna wygrana przyjezdnych, którzy byli faworytami spotkania. Krakowianie od początku dominowali i punktowali raz za razem. Do przerwy mieli na koncie pięć przyłożeń i prowadzili 35:0, a po przerwie dorzucili kolejną piątkę piątek (brakło tylko kompletu podwyższeń – dwa ostatnie były spudłowane po zejściu z boiska Riaana van Zyla, który w sumie zdobył aż 26 punktów – 2 przyłożenia i 8 podwyższeń). Dwa z przyłożeń gracze Juvenii zdobyli nawet grając w osłabieniu po żółtej kartce debiutującego w drużynie młynarza z Południowej Afryki. Białostocczanie doszli do głosu dopiero w ostatniej fazie spotkania – kilka ich ataków zakończyło się niepowodzeniem, ale w dwóch ostatnich akcjach meczu zdobyli dwa przyłożenia. Wynik 66:10 jest dokładną powtórką z białostockiego spotkania tych drużyn z ostatniej wiosny.

Pogoń Awenta Siedlce – Life Style Catering Arka Gdynia 71:7. Na emocje liczyliśmy w meczu w Siedlcach – miał on dać odpowiedź, czy gdyńska drużyna będzie w stanie nawiązać walkę z czołową trójką z ubiegłego sezonu (był to dla niej pierwszy prawdziwy test), a dla gospodarzy był szansą na przełamanie po dwóch meczach bez zwycięstwa z rywalami do medali. Emocji jednak nie było – Pogoń Siedlce wręcz rozjechała rywali, aplikując im 11 przyłożeń i tracąc tylko jedno. Gdynianie w pierwszej połowie co prawda kilka razy meldowali się w polu 22 m siedlczan, ale bez skutku i dopiero tuż przed przerwą zdobyli przyłożenie – gdy tracili już 40 punktów. W drugiej połowie szans praktycznie już nie mieli (tylko raz, pod koniec, zbliżyli się do pola punktowego rywali, ale i wtedy punktów nie zdobyli) – dominacja Pogoni nie podlegała żadnej dyskusji. Dublety przyłożeń zdobyli skrzydłowi Pogoni, Łukasz Korneć i Kacper Skup, podobne dokonanie zaliczył też Vaha Halaifonua.

Orlen Orkan Sochaczew – Energa Ogniwo Sopot 23:24. Nie pożałowali nerwów kibiców za to uczestnicy ostatniego spotkania, w którym starli się dwaj kandydaci do medalu. Obaj dotąd niepokonani, a po tym meczu status ten zachowało Ogniwo Sopot. Na początku Pieter Steenkamp i Wojciech Piotrowicz wymieniali się kopami z karnego i po 10 minutach było 6:3. Sytuacja się zmieniła, gdy sochaczewianie zaczęli zbierać żółte kartki – po pierwszej byli jeszcze sami bliscy zdobycia przyłożenia (znakomitą szarżą w obronie popisał się Jewhenij Owerczuk), ale po drugiej, grając w trzynastkę, stracili przyłożenie, które dało prowadzenie do przerwy Ogniwu (8:6). Po wyjściu z szatni na boisko sopocianie powiększyli swoją przewagę o kolejne 8 punktów. Sochaczewianie odpowiedzieli, ale w osłabieniu po kolejnym „żółtku” stracili kolejne przyłożenie i było 13:21. Wtedy jednak to sopocianie zaczęli zbierać kartoniki, a problemy z dyscypliną przypłacili grą w czternastkę, a potem trzynastkę oraz stratą dwóch przyłożeń i prowadzenia – zrobiło się 23:21, przy czym pudła z nienajtrudniejszych podwyższeń zaliczył Steenkamp, a to okazało się bardzo kosztowne. W samej końcówce z ławki kar wrócił bowiem Wojciech Piotrowicz i gdy dostał szansę kopu z karnego, bezlitośnie ją wykorzystał, dając wygraną swojej drużynie. On zresztą też w tym meczu kopał w kratkę, pudłując podwyższenia i trafiając karne (a tego ostatniego wykonał z pozycji trudniejszej niż nietrafione wcześniej podwyższenia).

W tabeli zmiana w czołówce: Arka Gdynia spadła z pierwszego miejsca na trzecie, a odwrotną drogę odbyło Ogniwo Sopot, które zostało nowym liderem Ekstraligi. Trzeba pamiętać, że czekamy na orzeczenia KGiD w sprawach sprzed dwóch tygodni – nierozegranego meczu Juvenii z Lechią (zapewne Juvenia straci punkt, a Lechia zapisze na koncie pierwszą wygraną) oraz braku młodzieżowców w Pogoni Siedlce (tym razem ich uzbierali).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑↑Energa Ogniwo Sopot416
2.Orlen Orkan Sochaczew415
3. ↓↓Life Style Catering Arka Gdynia415
4.Pogoń Awenta Siedlce413
5.Juvenia Kraków313
6.Budowlani WizjaMed Łódź411
7.Edach Budowlani Lublin49
8.Drew Pal 2 Lechia Gdańsk30
9.Budmex Rugby Białystok40
10.AZS AWF Warszawa4-1

W I lidze po trzeciej kolejce mamy zmianę lidera. Dzięki trzeciej w sezonie wygranej z bonusem ofensywnym na prowadzenie w stawce wysunął się Hegemon Mysłowice – wygrał z Arką Rumia 64:17, a przy tej okazji znowu błysnął młody Dawid Hoff, który zdobył cztery przyłożenia. Niestety, był to też mecz sześciu kartek, z czego aż trzech czerwonych – dwie z nich solidarnie zobaczyli zawodnicy obu drużyn w odstępie kilku minut w pierwszej połowie za akty agresji wobec przeciwników, trzecią pod koniec meczu zobaczył jeden z rumian za skandaliczne zachowanie wobec sędziego. Trzecie zwycięstwo w sezonie odniosła też Sparta Jarocin, która pokonała RK Warszawa 31:24 (wypracowała sporą przewagę, było nawet 28:7, a stołeczna ekipa zbyt późno zaczęła dystans niwelować). Ciekawie zapowiadał sięt też mecz Rugby Wrocław z Legią Warszawa, przegrany przez gospodarzy 29:33. Wrocławianie trzykrotnie wychodzili na prowadzenie, na kwadrans przed końcem było nawet 29:19, ale w ostatnich minutach legioniści odwrócili losy meczu – i to mimo gry w osłabieniu po czerwonej kartce. Poza tym Posnania pokonała Watahę Zielona Góra 84:22.

Bez zmian w tabeli drugiej ligi. Niepokonane pozostały tu obie ekipy rezerw Budowlanych – i obie wygrały na wyjeździe. Łódzcy Budowlani pokonali Koma RT Olsztyn 42:24 (to było chyba coś w rodzaju drugoligowego meczu na szczycie; 22 punkty zdobył trener pierwszej drużyny Theuns Kotzé), a lubelscy wygrali 37:34 z Miedziowymi Lubin. Poza tym rudośląskie Gryfy zwyciężyły rezerwy AZS AWF Warszawa 41:35 – zbierając komplet punktów po raz pierwszy od ponad roku.

Puchar Świata kobiet

To już koniec przygody z kobiecym Pucharem Świata – impreza w Anglii stanowiła kolejny krok w rozwoju kobiecego rugby, a gospodynie doczekały się upragnionego mistrzostwa, które w dwóch poprzednich imprezach wymykało im się z rąk.

Anglia – Kanada 33:13. Wypełniony po brzegi stadion Twickenham (blisko 82 tys. widzów) miał powody do radości – Angielki sięgnęły po tytuł mistrzyń świata trzeci raz w historii (i pierwszy raz od 11 lat). Trochę szkoda, że nie doczekaliśmy się pierwszego mistrzostwa Kanadyjek, ale w tym meczu faworytkami były gospodynie, które pokazały zabójczą skuteczność. Pierwsze przyłożenie padło łupem Kanadyjek, ale Angielki zaraz potem odpowiedziały piątką Ellie Kildunne (najlepszej zawodniczki świata z ubiegłego roku) po pięknym slalomie między rywalkami rozpoczętym w okolicy połowa boiska, a po półgodzinie prowadziły 21:5. Na przerwę schodziły z 13 punktami przewagi. W drugiej połowie Kanadyjki rzuciły się do ataków, im bliżej końca, tym więcej czasu spędzały na połowie rywalek, ale bez skutku – zdobyły tylko jedno przyłożenie wobec dwóch gospodyń, które mecz pewnie wygrały. Trudno powiedzieć, że Angielki na ten triumf nie zasłużyły, ale do pełni smaku brakło im pewnie zwycięstwa nad Nową Zelandią – jedyną drużyną, z którą w ostatnich lata przegrały (dwukrotnie – i dwukrotnie w finałach RWC).

Drugi finał kobiecego Pucharu Świata z rzędu sędziowała Szkotka Hollie Davidson – tuż po tym jak została ogłoszona sędzią roku World Rugby. Dotąd po dwa finały na koncie mieli tylko Andre Watson (męskie z 1999 i 2003) oraz Ed Morrison (męski w 1995 i kobiecy w 1998).

Nowa Zelandia – Francja 42:26. W meczu o brąz o pocieszenie walczyły Black Ferns, pozbawione wcześniej szans na obronę tytułu mistrzowskiego, oraz Francuzki, które ze zdobywania brązowych medali uczyniły nieomalże tradycję. Tym razem jednak nic z tego – to Nowozelandki były w tym meczu lepsze. Bo choć to Pauline Bourdon Sansus otworzyła wynik wyprowadzając Francuzki na prowadzenie, kolejne sześć przyłożeń zdobyły Nowozelandki (cztery przed przerwą i dwa po przerwie, które zdobyła młodziutka Braxton Sorensen-McGee – dzięki temu zakończyła imprezę z aż 11 przyłożeniami na koncie, zdobytymi w sześciu meczach). Było 39:7 i choć Francuzki w ostatnich 20 minutach pozbierały się i wreszcie zaczęły punktować, to tylko poprawiło nieco wygląd jednostronnego wcześniej wyniku – nie zdołały zbliżyć się do rywalek na dystans mniejszy niż 13 punktów. Godnym uwagi momentem było pożegnanie przez angielską publiczność owacją na stojącą schodzącej z boiska Portii Woodman-Wickliffe (jedynej zawodniczki, która na jednym Pucharze Świata zdobyła więcej przyłożeń niż Sorensen-McGee – 13 przed ośmioma laty).

The Rugby Championship

W The Rugby Championship rozegrano przedostatnią kolejkę spotkań.

Nowa Zelandia – Australia 33:24. Na pierwszy mecz o Bledisloe Cup All Blacks cieszyli się z powrotu po kontuzjach Cama Roigarda, Corteza Ratimy, Patricka Tuipulotu i Caleba Clarke’a (zaskoczonego przed meczem faktem, że hymn narodowy wykonał jego ojciec Eroni Clarke), a kapitanem wobec kontuzji Scotta Barretta był Ardie Savea. Sporo zmian zaszło także w drużynie gości – po kontuzjach wrócili Allan Ala’alatoa i Harry Potter, szansę debiutu dostał Ryan Lonergan, do tego James O’Connor wrócił z Leicesteru, by zagrać na dziesiątce, a James Slipper został trzecim rugbystą na świecie, który zaliczył 150 międzynarodowych występów. Ostatecznie już to spotkanie zadecydowało, że Bledisloe Cup pozostanie w Nowej Zelandii. All Blacks znakomicie je zaczęli – grali w imponującym tempie, pierwsze przyłożenie zaliczył Clarke, kolejne dwa jego koledzy (w tym Roigard) i po półgodzinie było 20:3. Na dodatek już po 20 minutach gry kontuzję odniósł Tate McDermontt i na boisko musiał wejść debiutujący Lonergan. Jednak z kontuzją opuścił też boisko Beauden Barrett, a nadzieję w serca przyjezdnych wlała końcówka pierwszej połowy, w której zaliczyli dwa przyłożenia i zmniejszyli stratę do 3 oczek. Wynik pozostawał na styku niemal do końca meczu. Długo jedynym dorobkiem gospodarzy w drugiej połowie (która zaczęła się od kontuzji Clarke’a) było 6 punktów z karnych, na które na 10 minut przed końcem Australijczycy odpowiedzieli przyłożeniem i rywali dzieliły już tylko 2 oczka. Goście zostali jednak na boisku w czternastkę po żółtej kartce Pottera i ostatnie słowo należało do znakomitego w tym meczu Cama Roigarda, który po raz drugi w tym meczu przedarł się na pole punktowe Australii. Australijczycy znów kiepsko zaczęli mecz, znów byli bliscy imponującego powrotu i znów przegrali.

Ciekawe wieści z obozu Australii przed rewanżem – do składu mają wrócić Rob Valetini oraz Will Skelton (ten ściągany z Francji), a do tego kto wie, czy po raz kolejny nie zobaczymy awaryjnego powrotu do kadry Nica White’a.

Południowa Afryka – Argentyna 67:30. Skład gospodarzy był niezwykle podobny do tego, który odniósł dwa tygodnie temu wysokie zwycięstwo nad All Blacks – tylko trzy zmiany w piętnastce, wymuszone kontuzjami – i znów zaliczył wysoką wygraną, tym razem nad Argentyną (w której ekipie najwięcej uwagi przed meczem zwracały powroty Pabla Matery i Tomása Albornoza). Gwiazdą meczu był młody łącznik ataku Springboks, Sacha Feinberg-Mngomezulu, który zaliczył hat-tricka przyłożeń, a do tego 10 skutecznych kopów, zbierając dzięki temu aż 37 punktów. Pierwsza połowa to był zacięty okres meczu – na początku Feinberg-Mngomezulu i Santiago Carreras wymieniali się karnymi, a dopiero po półgodzinie zaczęły padać przyłożenia – jedno po drugim, po obu stronach. Najbardziej kuriozalne, w wykonaniu Santiago Chocobaresa, było efektem fatalnego błędu Cheslina Kolbego (tak nieoczekiwanego, że przeoczył je nawet realizator transmisji), ale zaraz po wznowieniu błąd kolegi zrekompensował Feinberg-Mngomezulu: https://twitter.com/i/status/1971976027183386774. Gospodarze prowadzili po tym okresie gry tylko 25:23. Druga połowa to było już zupełnie inne spotkanie – gospodarze regularnie punktowali zdobywając sześć przyłożeń, a Argentyńczycy odpowiedzieli zaledwie jednym (mimo swej urody, niewiele zmieniło).

Dwie wysokie wygrane w dwóch ostatnich meczach dały Południowej Afryce awans na pierwsze miejsce w tabeli turnieju. Ale różnice punktowe są niewielkie i za tydzień wszystko może się zdarzyć – no, poza końcowym triumfem Argentyny, która zebrała najmniej punktów bonusowych.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Południowa Afryka515
2. ↑Nowa Zelandia514
3. ↓↓Australia511
4.Argentyna59

Top 14

Już czwartą rundę spotkań zobaczyli francuscy kibice w Top 14.

Stade Français – Union Bordeaux-Bègles 28:7. Kolejną wpadkę zaliczyli ubiegłoroczni wicemistrzowie Francji – znowu na wyjeździe w Paryżu (poprzednio przegrali z Racingiem 92). Mecz fatalnie układał się dla nich od samego początku – paryżanie po półgodzinie prowadzili 18:0, a mogliby wyżej, gdyby nie kłopoty ze skutecznością z podstawki Louisa Carbonela (który trafił w tym okresie tylko 3 z 6 kopów). I choć na samym początku drugiej połowy rozgrywający swój setny mecz dla UBB Cameron Woki zdobył przyłożenie dla gości, na nim się skończyło (zresztą, w drugiej połowie sporo błędów po obu stronach). Jedynym skutkiem tego przyłożenia było odebranie gospodarzom bonusu ofensywnego, ale na wygraną goście nie mieli żadnych szans. Znakomicie radziła sobie z nimi obrona gospodarzy, a oni pomagali im kłopotami z dyscypliną.

US Montauban – Montpellier Hérault 22:22. Pierwszy raz beniaminek z Montauban schodził z boiska bez przegranej na koncie – po meczu, przed którym atmosferę bardzo mocno podgrzała afera związana z działaniami FFR wobec kapitana drużyny gospodarzy Freda Quercy’ego. Quercy wspomniał przed meczem, że obecny trener reprezentacji Francji Fabien Galthié wyjątkowo źle traktował młodych zawodników w Montpellier, gdy tam pracował (określając go dość niecenzuralnie). W efekcie federacja zawiesiła licencję gracza, ale zawieszenie to cofnęła po interwencji prawników. Cóż z tego, skoro Quercy z tego powodu nie zagrał w spotkaniu, które okazało się milowym krokiem drużyny w Top 14. Bo na boisku, choć to Montpellier otworzyło wynik przyłożeniem, potem punkty zdobywali gospodarze, głównie dzięki kopom Jérôme’a Bosviela i w efekcie na kilka minut przed końcem prowadzili 19:10. Końcówka należała jednak dla gości: zredukowali stratę do czterech oczek, Bosviel odpowiedział kolejnym karnym, ale w ostatniej akcji Montpellier zainkasowało 7 punktów i doprowadziło do remisu.

Aviron Bayonnais – RC Toulonnais 35:32. Na koniec kolejki w niedzielny wieczór bardzo ciekawe spotkanie rozegrano w Bajonnie. Zaczęło się wyśmienicie dla gospodarzy – po żółtej kartce Bena White’a zdobyli dwa szybkie przyłożenia i było 14:0. A po dwóch karnych Jorisa Segondsa pod koniec pierwszej połowy nawet 20:3. Jednak Tulon zaczął wreszcie zdobywać przyłożenia (w drugiej połowie zdobywali je zmiennicy – 43-letni Ma’a Nonu tuż po wejściu na boisko, a także Baptiste Serin, który znakomicie zastąpił White’a) – co prawda Segonds zwiększał dorobek gospodarzy z karnych, ale dystans między drużynami malał. Na kilka minut przed końcem po karnym przyłożeniu dla Tulonu na tablicy wyników pojawił się remis, a Baskowie zostali na boisku w czternastkę (Tulon stracił zaś kontuzjowanego przy tej okazji zdobywcę jego pierwszej piątki, Gaëla Dréana, który zaatakowany w powietrzu zaliczył fatalny upadek). Jednak mimo osłabienia bajończycy zdołali w pozostałym czasie skontrolować grę, a Segonds (w sumie 25 punktów z kopów) dał im zwycięstwo drop goalem.

Poza tym:

  • Racing 92 – ASM Clermont 43:31 (różnicę w wyniku zrobiły dwa przyłożenia paryżan po przechwytach, goście mieli problemy z dokładnością; w ostatnich minutach meczu Clermont jednak odebrało Racingowi ofensywny punkt bonusowy);
  • Section Paloise – Lyon OU 40:15 (starcie ekip z trzeciego i pierwszego miejsca tabeli, zakończone pierwszą porażką w sezonie Lyonu; Pau wygrywa, choć musiał radzić sobie bez Théo Attissogbé, którego kontuzja sprzed tygodnia wykluczy na kilka miesięcy – na dodatek wygrywa pewnie i z bonusem, bo w przyłożeniach było 4:0);
  • Stade Rochelais – USA Perpignan 31:8 (po kwadransie Katalończycy prowadzili 8:0, ale potem nie zdobyli już ani jednego punktu; roszelczycy wyszli na prowadzenie dopiero po przerwie, dominowali na boisku w drugiej połowie, a w ostatniej akcji zapewnili sobie punkt bonusowy);
  • Stade Toulousain – Castres Olympique 59:12 (tu także dobry początek gości, którzy prowadzili najpierw 6:0, a po półogodzinie 12:7, ale potem koncert mistrzów Francji, dla których trzy przyłożenia w pierwszej zdobył Guillaume Cramont, a po przerwie jego koledzy dorzucili jeszcze sześć – dwa kluczowe zaraz po wyjściu z szatni w wykonaniu Théo Ntamacka).

Na czoło tabeli wysunęła się pierwszy raz Tuluza, detronizując zajmujący to miejsce od początku sezonu Lyon. Wciąż w czołówce także Pau. Na dole tabeli pierwsze punkty Montauban pozwoliły mu opuścić ostatnie miejsce – na nim pozostający bez ani jednego punktu Perpignan.

Swoją drogą, beniaminek z Montauban stracił trofeum za wygraną w Pro D2 w poprzednim sezonie – zostało skradzione podczas lokalnej wystawy rolniczej. Z kolei w Perpignan, po historii z kibicami rzucającymi piwem w zawodników, klub ogłosił dość drastyczne ograniczenia dla kibiców – ograniczając pojemność trybuny stojącej i zakazując wnoszenia na nią piwa.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑↑↑Stade Toulousain414
2. ↑Section Paloise414
3. ↓↓Lyon OU413
4. ↑↑Racing 92412
5. ↑↑Aviron Bayonnais412
6. ↑↑↑↑↑Stade Rochelais310
7. ↑↑↑Stade Français410
8. ↓↓↓↓↓↓Union Bordeaux-Bègles49
9. ↓↓↓↓RC Toulonnais39
10. ↓Montpellier Hérault48
11. ↓↓↓Castres Olympique47
12. ↑ASM Clermont45
13. ↑US Montauban42
14. ↓USA Perpignan40

Colomiers, które po czwartej kolejce spotkań zostało odrobinę nieoczekiwanym liderem Pro D2, także po piątym weekendzie gier patrzy z góry na tabelę. W piątek pokonało na wyjeździe Soyaux Angoulême 37:15, a znowu błysnął Rodrigo Marta, który zdobył pierwsze przyłożenie w meczu (do przerwy było już 23:0, ale żółte kartki Colomiers po przerwie dały rywalom odrobinę nadziei na powrót). Najciekawiej w tej kolejce zapowiadało się starcie dwóch kandydatów do awansu do Top 14, Brive i Grenoble – po zaciętym meczu Brive wygrało 24:21, a ozdobą meczu było przyłożenie w końcówce Curwina Boscha. Na drugim miejscu w tabeli znajduje się Agen (21:10 z Béziers, dla którego wszystkie punkty zdobył Samuel Marques; za tydzień mecz na szczycie między Colomiers i Agen), a trzecie miejsce zajmuje Vannes, które ograło na wyjeździe 22:17 Aurillac. Na uwagę zasługuje także pierwsze w sezonie zwycięstwo beniaminka – Carcassonne na wyjeździe zwyciężył Mont-de-Marsan 34:19 (zdecydowało pierwsze pół godziny wygrane 18:0). Poza tym Nevers wygrało z Biarritz 38:24, Provence pokonało Dax 42:15 (w ostatniej akcji zapewniając sobie bonus ofensywny), a Oyonnax pogromiło Valence Romans 55:8.

United Rugby Championship

Pierwszą kolejkę spotkań rozegrano w United Rugby Championship.

Stormers – Leinster 35:0. Broniący mistrzowskiego tytułu Leinster już na początku sezonu wybrał się w trudną podróż do Południowej Afryki. Ekipom z Europy nigdy nie jest tu łatwo, zwłaszcza, że rzadko wybierają się w daleką drogę w najsilniejszym składzie – i Leinster także zaprezentował głównie rezerwy. Mimo to rozmiar przegranej jest zaskoczeniem – wysoka porażka bez ani jednego zdobytego punktu musi boleć, zwłaszcza że i goście nie mogli wytoczyć kilku armat. Pierwsza połowa jeszcze nie zapowiadała takiej katastrofy – do przerwy było tylko 9:0. Jednak na początku drugiej odsłony meczu kapsztadczycy zaliczyli kolejnego karnego, a zaraz potem pierwsze przyłożenie i zrobiło się 19:0, a po godzinie gry gości dopadała klęska za klęską: dwie żółte kartki, po których zostali na boisku w trzynastkę, i trzy przyłożenia w ciągu niespełna dziesięciu minut, z czego dwa stracone po maulach autowych (oba zapisane na konto Evana Roosa). Cóż, skończyło się dla dublińczyków fatalnie, a gwiazdą spotkania obok Roosa był łącznik ataku Stormers, Jurie Matthee, który nie tylko zaliczył 20 punktów (w tym przyłożenie), ale także znakomicie kopał w grze.

Poza tym:

  • Glasgow Warriors – Sharks 35:19 (Sharks narzekali na brak licznych kontuzjowanych i reprezentantów kraju, ale kilka gwiazd w ich składzie było, m.in. pełniący funkcję kapitana młody Vincent Tshituka; wynik długo był na styku, i dopiero w ostatnich 10 minutach dwoma przyłożeniami Szkoci przeważyli szalę; problemem zwycięzców może być kontuzja Rory’ego Darge’a);
  • Ulster – Dragons 42:21 (cztery przyłożenia Ulsteru już w pierwszej połowie, dwa kolejne po przerwie, ale to nie do końca był spacerek, a na początku spotkania Dragons dwukrotnie wychodzili na prowadzenie i dopiero po półgodzinie gry Irlandczycy przejęli kontrolę);
  • Bulls – Ospreys 53:40 (zaskakująco słaby początek Bulls w meczu z ekipą z Walii – po 5 minutach 0:12, a po 35 – 12:26; można było mieć wrażenie, że gospodarze bardziej skupiali się na rozmowach z sędzią niż grze; w drugiej połowie jednak Bulls zaliczyli aż 6 przyłożeń i ostatecznie wypracowali bezpieczną przewagę; w sumie w meczu padło aż 15 przyłożeń, a hat-tricka zaliczył młynarz gospodarzy Johann Grobbelaar);
  • Zebre Parma – Edinburgh 31:28 (cenna wygrana Włochów na początek sezonu po emocjonującym spotkaniu: najpierw było 14:0, potem czerwona kartka dla gospodarzy i zrobiło się 14:14, potem znowu 28:14 i 28:28, a mecz rozstrzygnął karny tuż przed końcowym gwizdkiem debiutującego w drużynie Martina Fariasa);
  • Scarlets – Munster 21:34 (powrót do Munsteru JJ Hanrahana, już drugi raz w karierze; Munster szybko w pierwszej połowie wypracował 13-punktową przewagę i ani na moment jej nie utracił);
  • Cardiff – Lions 33:20 (jedyne walijskie zwycięstwo w ten weekend; zadecydowało ostatnie 30 minut wygrane przez gospodarzy 19:0);
  • Connacht – Benetton Treviso 26:15 (zwycięski debiut ligowy nowego trenera Connachtu, Stuarta Lancastera).

Na tabelę po pierwszej kolejce w zasadzie zwykle nie ma co patrzeć, ale tym razem dwie rzeczy zwracają uwagę. Jedną jest symboliczne, ostatnie miejsce Leinsteru. Drugą dewaluacja ofensywnych bonusów za cztery zdobyte przyłożenia – aż 10 drużyn zgarnęło w tej kolejce dodatkowy punkt z tej okazji, w tym wszystkie wygrywające. Niewiele ten bonus różnicuje zespoły, niewiele emocji dostarcza…

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Stormers15
2.Ulster15
3.Glasgow Warriors15
4.Bulls15
5.Cardiff15
6.Munster15
7.Connacht15
8.Zebre Parma15
9.Edinburgh12
10.Ospreys11
11.Benetton Treviso10
12.Scarlets10
13.Lions10
14. Sharks10
15.Dragons10
16.Leinster10

Prem

Także w i Prem (ta nazwa z trudem przechodzi mi przez klawiaturę) ruszyły rozgrywki, przy czym ich uczestnicy ciut się wcześniej rozgrzali w meczach pucharowych.

Newcastle Red Bulls – Saracens 17:39. Pierwszy występ pod nowym szyldem ekipy z północy przyciągnął na stadion miejscowych kibiców – wyprzedano wszystkie bilety (ponad 10 tysięcy). Jednak na starcie sezonu, który ma dać im przełamanie (mówi się o nowej erze), zaliczyli porażkę. Co prawda znakomicie zaczęli mecz – przyłożenie Alexa Hearle’a już po kilkudziesięciu sekundach gry i na dodatek czerwona kartka dla jednego z rywali w tej samej akcji – jednak Saracens przetrwali 20-minutowe osłabienie, pod jego koniec odpowiedzieli przyłożeniem, pod koniec pierwszej połowy wyszli na prowadzenie, a w drugiej części spotkania trzema przyłożeniami rozstrzygnęli mecz na swoją korzyść. Warto zwrócić uwagę na powrót Owena Farrella do Saracens, udokumentowany 12 punktami z kopów.

Harlequins – Bath 31:47. Znakomity początek londyńczyków, którzy mimo nieoczekiwanej straty trenera na krótko przed startem sezonu, już po 10 minutach i dwóch przyłożeniach Willa Evansa prowadzili 12:0, a po półgodzinie, gdy Evans skompletował hat-tricka – 17:7. Potem jednak stanęli w miejscu, a obrońcy tytułu zaczęli punktować raz za razem, szczególnie w drugiej połowie, na której początku wyszli na prowadzenie (spora w tym zasługa zmienników). Dwa przyłożenia zdobyte przez londyńczyków w ostatnich minutach niewiele już zmieniły (dały im tylko bonus ofensywny). Warto zwrócić uwagę na występ w szeregach Bath Henry’ego Arundella, który podobnie jak Farrell wrócił z Racingu 92 do Anglii, a w tym meczu odznaczył się dwoma przyłożeniami.

Poza tym:

  • Sale Sharks – Gloucester 27:10 (mecz otwarcia sezonu, rozegrany nietypowo, bo już w czwartek; do przerwy było 10:5 dla gości, ale w drugiej połowie prowadzeni przez świetnego George’a Forda gospodarze przeważyli);
  • Northampton Saints – Exeter Chiefs 33:33 (pierwsze przyłożenie w meczu zaraz na początku w wykonaniu Immanuela Feyi-Waboso dla Chiefs, ale kolejne pięć dla Saints i gospodarze do przerwy prowadzili 33:7; szokujące, ale w drugiej połowie dali sobie wydrzeć z rąk zwycięstwo);
  • Bristol Bears – Leicester Tigers 42:24 (dobry początek gości, których trzy przyłożenia – w tym dwa imponującego Adama Radwana – dały im prowadzenie najpierw 12:3, a potem 17:10; potem jednak było gorzej, Bears wyszli na prowadzenie, a kropkę nad i postawił tuż przed końcem po indywidualnym rajdzie Louis Rees-Zammit; fatalną wieścią dla gospodarzy były jednak kontuje aż czterech ważnych graczy).

Rzut okiem na tabelę póki co nic nie da, ale symbolicznie – Newcastle wciąż jest ostatnie (mają jednak nadzieję, że ten sezon będzie lepszy od poprzednich), a iluzoryczność bonusu ofensywnego jest widoczna tu jeszcze lepiej niż w URC – zdobyło go 8 z 10 drużyn.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Saracens15
2.Bristol Bears15
3.Sale Sharks15
4.Bath15
5.Northampton Saints13
Exeter Chiefs13
7.Harlequins11
8.Leicester Tigers11
9.Gloucester10
10.Newcastle Red Bulls10

Swoją drogą, wraca dyskusja na temat zamknięcia się Prem – Alex Lowe na łamach The Times donosi, że nieoficjalnie już uzgodniono decyzję o braku spadków z ligi przez kolejne dwa sezony (podczas których liga ma być powiększona do docelowej liczby 12 drużyn). Głosowanie w RFU ma nastąpić w nadchodzących miesiącach, może nawet w październiku. Zresztą, brak spadków efektywnie obowiązuje już od dobrych kilku lat – wprowadzony dwa lata temu play-off o utrzymanie nigdy nie został rozegrany, bo wygrywających Championship Ealing Trailfinders do niego nie dopuszczono. Cóż, urzędnik Prem odpowiedzialny za rozwój ligi, Rob Calder, ponoć stwierdził, że awanse i spadki to „staromodny, wiktoriański” pomysł. Wizja Prem mocno rozjeżdża się z wizją Champ, zwłaszcza na okres po tych dwóch latach – kluby Champ chciałyby jasno określonych kryteriów awansu, natomiast Prem chciałoby zamknięcia ligi i dobierania drużyn według kryteriów niekoniecznie sportowych.

Z kraju

W Poznaniu odbył się trzeci turniej mistrzostw Polski w rugby 7 kobiet. Nie było niespodzianek: Biało-Zielone Ladies Gdańsk bez straty punktu doszły do finału, w którym zwyciężyły (tym razem 19:7) Legię Warszawa. Trzecie miejsce zajęły Atomówki Łódź, które wygrały z meczu o brąz z Mazovią Mińsk Mazowiecki, a w starciu o piąte miejsce Arka Gdynia pokonała AZS AWF Warszawa. Na starcie zabrakło Bestii Kraków, które przed dwoma tygodniami obroniły swój ekstraligowy byt. W I lidze znowu triumfowały rezerwy Biało-Zielonych, a ich finałowymi rywalkami były Diablice Ruda Śląska, które w kolejnym turnieju zastąpią w Ekstralidze stołeczne akademiczki. W sumie w rywalizacji ponownie uczestniczyło 15 drużyn.

W rozegranym we wtorek ostatnim meczu pierwszej kolejki centralnej ligi juniorów Orkan Sochaczew odniósł pewne zwycięstwo nad Budowlanymi Lublin – było 66:7, a wyróżnił się zwłaszcza niedawny debiutant w Ekstralidze, Marcel Marczewski, który zdobył 4 przyłożenia.

Ruszyły rozgrywki centralnej ligi kadetów, w której na starcie stanęło ostatecznie 9 drużyn (brakuje dwóch drużyn ekstraligowych, AZS AWF Warszawa oraz – to chyba kolejny sygnał kryzysu w kwestii młodzieży w tym klubie po latach sukcesów – Juvenii Kraków). Rozegrano trzy spotkania pierwszej kolejki. W grupie północnej zmierzyły się Arka Rumia uległa Budowlanym Łódź 0:40, a w meczu czerwoną kartkę zobaczył trener gospodarzy, który wbiegł na boisko wyzywając sędziego – i dając fatalny przykład swoim podopiecznym. W grupie południowej Orkan Sochaczew wygrał z Rugby Białystok 38:7, a Budowlani Lublin zwyciężyli Pogoń Siedlce 22:3.

Na starcie pierwszego w tym sezonie turnieju mistrzostw Polski w rugby 7 kadetek stanęło 7 drużyn. Cieszy liczba obecnych w Rudzie Śląskiej drużyn, w tym kilku nowych ekip, martwi natomiast brak drużyny Amazonek z Lublina (rok temu sięgnęły po mistrzostwo Polski w tej kategorii wiekowej). Po ostateczne zwycięstwo sięgnęła jedna z tych nowych drużyn – Pogoń Siedlce w finale pokonała Biało-Zielone Ladies Gdańsk 24:7.

Opublikowano wyniki z ubiegłotygodniowego pierwszego turnieju mistrzostw Polski seniorów w rugby 7, który odbył się w Koszalinie – i potwierdziło się moje domniemanie o mizernej frekwencji. Na starcie stanęły zaledwie cztery drużyny, wszystkie z północno-zachodniej części Polski.

Ze świata

Przedostatnim, dwudziestym trzecim finalistą Pucharu Świata w Australii, zostało Chile. Po remisie w pierwszym meczu z Samoa, w rewanżu na własnym terenie pokonało pewnie wyspiarzy 31:12. Samoańczycy polecieli do Chile bez dwóch swoich gwiazd, które w Salt Lake City widzieliśmy na boisku – Michaela Ala’alatoi i Christiana Leali’ifano, gospodarze natomiast mieli wsparcie „szesnastego zawodnika” – na stadionie w Viña del Mar zasiadło 20 tys. widzów, a Luke Pearce miał momentami problem z tym, żeby usłyszeć TMO (jakiż to kontrast do trybun sprzed tygodnia). Chile prowadziło pod koniec pierwszej połowy już 18:0, gdy Samoa zdołała wyprowadzić pierwszą groźniejszą akcję. Po przerwie długo czekaliśmy na punkty, ale potem gospodarze jeszcze powiększyli swoją przewagę i ostatecznie wygrali 31:12, koronując wygraną ładną akcją Nicolása Saaba i Matíasa Garafulica.

Chile jedzie na Puchar Świata po raz drugi w swojej historii. Samoa wciąż jeszcze ma szansę kwalifikacji – w listopadzie zagra w turnieju barażowym, którego stawką będzie ostatnie miejsce na najważniejszej rugbowej imprezie świata. Rywalami będą Belgia, Namibia i zwycięzca dwumeczu Brazylia – Paragwaj. Co ciekawe, mimo poszerzenia liczby drużyn na RWC z 20 do 24 ekip, braknie w Australii co najmniej jednego zespołu, który występował ostatnio we Francji (Samoa lub Namibii).

Zainaugurowano w ten weekend nowy sezon Rugby Europe International Championships. Pierwsze starcie rozegrano na poziomie Conference pomiędzy Turcją i Ukrainą, a triumfowali w nim 43:6 grający bez zawodników z Ekstraligi Ukraińcy. Podobnie jak w poprzednim sezonie, drużyny na poziomie Conference są podzielone na pięć grup, poniekąd geograficznych, a na koniec sezonu dwaj najlepsi z ich zwycięzców (licząc stosunek zdobytych punktów do rozegranych meczów) będzie miało szansę zagrać finał, którego stawką jest awans do grupy Trophy. Najpierw jednak, na początek sezonu, muszą złożyć deklarację zainteresowania awansem.

Informacja sprzed tygodnia – w Rydze rozegrano towarzyski mecz kobiet pomiędzy Łotyszkami i Dunkami. Padł remis 15:15, a spotkanie było pierwszym od dwóch dekad rozegranym przez kobiecą reprezentację Danii.

W nowozelandzkiej lidze drużyn prowincjonalnych NPC w ten weekend rozegrano przedostatnią kolejkę fazy zasadniczej (w lidze jest 14 drużyn, ale tu nie ma nawet systemu każdy z każdym, drużyny rozgrywają na tym etapie tylko po 10 spotkań). Po tej rundzie pewny awans do ćwierćfinału mają już Canterbury (drugie potknięcie w sezonie – remis 19:19 z Northlandem, niecodzienny, bo przecież w tej lidze są dogrywki do złotego punktu, a Canterbury miało swoją szansę z niezbyt trudnego karnego), Otago (41:26 z North Harbour, które tym razem nie miało nic do powiedzenia i kontynuuje serię samych porażek; ten wynik oznacza też, że Rainfurly Shield spędzi lato na południu Nowej Zelandii, bowiem kolejna obrona tego trofeum przez Otago przypadnie dopiero w 2026), Taranaki (39:20 z Wellingtonem – ta porażka oznacza, że stołeczna ekipa, broniąca mistrzowskiego tytułu, pożegnała się z fazą play-off), Bay of Plenty (41:5 z Waikato), Hawke’s Bay (45:28 z Aucklandem, co pogrzebało ostatecznie nadzieje ekipy z największego nowozelandzkiego miasta na awans do ćwierćfinału) i Tasman (55:38 na wyjeździe z Southlandem; już w pierwszej połowie prowadził 34 punktami). Na siódmym i ósmym miejscu znajdują się Waikato i Northland, które za tydzień zagrają przeciwko sobie, a szansę na dogonienie którejś z tych drużyn wciąż mają Counties Manukau, które w ten weekend podtrzymały swoje szanse wygrywając 48:24 z Manawatū.

W Argentynie odbył się finał Torneo del Interior, czyli rozgrywek dla drużyn spoza regionu stołecznego. W Mendozie miejscowa Marista pokonała 27:7 Jockey Club Cordóba. Dla Maristy to pierwszy taki triumf w historii tych rozgrywek.

W ten weekend ruszyły rozgrywki ligowe w dwóch ważnych rugbowo krajach. W Irlandii rozegrano nie tylko pierwsze mecze zawodowych franczyz w URC, ale także pierwszą kolejkę All-Ireland League. Obaj finaliści z ubiegłego sezonu przegrali z półfinalistami: broniący tytułu mistrzowskiego Clontarf uległ St.Mary’s College 21:32, a wicemistrz Cork Constitution został pokonany przez Lansdowne (22:27). W starciu beniaminków Nenagh Ormond przegrało z Old Belvedere 13:23.

W hiszpańskiej División de Honor na start rozgrywek mieliśmy arcyciekawe derby Valladolid – broniący mistrzowskiego tytułu El Salvador uległ 21:32 VRAC, które w ten sposób zrewanżowało się za porażkę z półfinału z poprzedniego sezonu. Od wyjazdowej wygranej zaczęli natomiast finaliści z poprzedniego sezonu, Complutense Cisneros, którzy na wyjeździe pokonali 37:19 Barcelonę. W innym ciekawym meczu Burgos pokonało Santboianę 23:20. Beniaminek, Liceo Frances, w pierwszej kolejce pauzował (liga ma nieparzystą liczbę uczestników – 11 – co jest efektem planowanego zejścia w kolejnym sezonie do tylko 10 drużyn). Co ciekawe, w pierwszej kolejce nikt nie zdobył punktów bonusowych.

World Rugby ogłosiło otwarcie procesu wyboru gospodarza Pucharu Świata w 2035. Wstępne wnioski mają pojawić się w październiku, szczegółowe za rok, a wybór ma nastąpić jesienią 2027. Wygląda na to, że WR odchodzi od polityki z poprzedniego wyboru, gdy jednocześnie ustalono gospodarzy aż czterech mistrzowskich imprez. Zainteresowanych organizacją imprezy jest wielu – ja obawiam się, że po Stanach Zjednoczonych dostanie się ona ponownie w ręce kraju z drużyną z Tier 1 lub przemówią pieniądze szejków, tymczasem byłoby świetnie, gdyby wybrana została Hiszpania, ewentualnie Włochy. A okazuje się, że federacja południowoafrykańska, mimo wcześniejszych sygnałów, może być zainteresowana tym tematem – zapowiada rozmowy z World Rugby, aby „lepiej zrozumieć oczekiwania” światowej federacji. Warto przypomnieć, że RPA było faworytem w wyścigu do organizacji imprezy w 2023, a porażka z Francją nastąpiła w ciut nieoczekiwanych okolicznościach.

Przy okazji finału kobiecego Pucharu Świata World Rugby ogłosiło zwycięzców w kobiecych kategoriach nagród dla najlepszych rugbystów na świecie. Najlepszą zawodniczką została Kanadyjka Sophie de Goede (troszkę zaskakujący wybór – owszem, to może być najlepsza rugbystka świata, ale w tym roku większość czasu pauzowała i wróciła do gry dopiero kilka tygodni temu). W gronie nominowanych były jeszcze Angielka Megan Jones i Nowozelandka Jorja Miller (ta z kolei sporą część roku grała w siódemki). Miller zresztą była także nominowana do tytułu odkrycia roku, ale i jej nie dostała – przegrała tu ze swoją rodaczką, jeszcze młodszą Braxton Sorensen-McGee. Trenerem roku został John Mitchell, trener misrtrzyń świata, a sędzią wspomniana Hollie Davidson (dopiero trzecia kobieta na liście i druga reprezentantka Szkocji), która była arbitrem finału mistrzostw świata.

Przy okazji startu męskich rozgrywek Rugby Europe Conference Rugby Europe uchyliło rąbka tajemnicy co do startu kobiecych rozgrywek na tym poziomie – pierwszy raz w historii. Według oficjalnego komunikatu w szranki mają stanąć piętnastki z Andory, Austrii, Bułgarii, Chorwacji, Czech, Gruzji, Norwegii i Rumunii.

Japońska federacja podpisała porozumienie o współpracy z niedawno powołaną Federacją Rugby Azji Południowo-Wschodniej. Kto wie, czy to nie buduje się nam rozłam w azjatyckim rugby (przypomnijmy, że szef federacji kontynentalnej, pochodzący z Kataru Qais Al Dhalai, zawiesił pochodzącego z Japonii swojego zastępcę, decyzja ta została jednak uchylona przez WR).

Federacja Hongkongu podpisała zawodowe kontrakty z 35 zawodnikami (w tym ze ściągniętymi z powrotem kilkoma graczami ostatnio występującymi w angielskiej Championship) – ma to pomóc przygotowaniom do Pucharu Świata w Australii, na którym reprezentacja tego kraju zadebiutuje za dwa lata. Hongkończycy zapowiadają też ciekawych przeciwników na jesień: Japonia XV, Hiszpania i Portugalia (pierwotnie mieli grać z Zimbabwe).

Z wieści transferowych:

  • Walijczyk Liam Williams, który poprzedni sezon kończył w barwach Saracens, pojawił się w składzie Newcastle Red Bulls;
  • koniec kariery ogłosił inny były reprezentant Walii, Alex Cuthbert (w praktyce niegrający już od roku);
  • Mark Nawaqanitawase, wschodząca gwiazda australijskiego rugby union, która porzuciła je na rzecz rugby league, przeprosi się z RA i wróci do union po sezonie 2026 – przed Pucharem Świata w Australii w 2027.

Do poczytania: Dziennikarze The Telegraph zapytali trenerów 10 drużyn angielskiej Prem o to, jakie zmiany najchętniej wprowadziliby w przepisach gry w rugby – każdy mógł podać tylko jedną (link). W skrócie (bo tekst za paywallem) – każdy miał inny pomysł.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Francja:

  • Quentin Cieslinski (Stade Métropolitain, Nationale 2 – grupa 2): wyszedł w podstawowym składzie na mecz z Fleurance, przegrany 21:23 (po karnym w ostatniej minucie). Jego ekipa pozostała na trzecim miejscu w tabeli;
  • Thomas Toevalu (US Marmandaise, Nationale 2 – grupa 1): zagrał całe spotkanie przeciwko Langon, przegrane 7:19. Marmande spadło na dziesiąte miejsce w grupie;
  • Mateusz Bartoszek (RC Bassin d’Arcachon, Fédérale 1 – grupa 1): na ławce rezerwowych zaczął mecz z z Saint Malo, wygrany 32:8. RCBA awansowało na piąte miejsce w grupie;
  • Nicolas Saborit (CO Berre XV, Fédérale 1 – grupa 2): zadebiutował w nowej drużynie wychodząc w podstawowym składzie w meczu z Nuits Saint Georges, przegranym 13:22. Jego ekipa zajmuje ósme miejsce w grupie;
  • Andrzej Charlat (AS Monaco Rugby, Fédérale 2 – grupa 3): zawędrował aż cztery poziomy ligowej niżej niż w poprzednim sezonie. Tydzień temu w swoim pierwszym ligowym meczu sezonu wyszedł w podstawowym składzie i zdobył przyłożenie przeciwko Montélimar (wygrana 43:18), a w ten weekend zrobił to samo w meczu z Saint Marcellin wygranym 56:0. Monaco jest liderem grupy.

Szkocja:

  • Zenon Szwagrzak (Melrose Rugby, Premiership): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Currie Chieftains, przegranym 31:36. Melrose pozostało szóste w lidze.

Zapowiedzi

W kolejny weekend w kraju:

  • piąta kolejka Ekstraligi: Energa Ogniwo Sopot – AZS AWF Warszawa, Life Style Catering Arka Gdynia – Orlen Orkan Sochaczew, Juvenia Kraków – Pogoń Awenta Siedlce, Budowlani WizjaMed Łódź – Budmex Rugby Białystok i Edach Budowlani Lublin – Drew Pal 2 Lechia Gdańsk,
  • czwarta kolejka I ligi (m.in. mecz Sparty Jarocin z Rugby Wrocław),
  • drugi turniej mistrzostw Polski w rugby 7 mężczyzn w Gnieźnie,
  • mecze centralnej ligi juniorów.

A na świecie:

  • ostatnia kolejka The Rugby Championship (odwrócenie par sprzed tygodnia, czyli: Australia – Nowa Zelandia i Argentyna – Południowa Afryka),
  • cztery mecze Rugby Europe Conference (Węgry – Serbia, Austria – Słowenia, Bułgaria – Turcja, Bośnia i Hercegowina – Czarnogóra),
  • piąta kolejka Top 14 (m.in. mecze Bordeaux z Lyonem i Bajonny z Tuluzą),
  • druga kolejka United Rugby Championship (m.in. starcie Bulls z Leinsterem),
  • druga kolejka Prem (m.in. mecz Bath z Sale Sharks),
  • półfinały Baltic Top League.

6 komentarzy do “Angielki wreszcie mistrzyniami świata”

    • Ech, człowiekowi się wzrok w tabelce obsunął o jeden wiersz i wyszło jak wyszło. Za dużo tego rugby w ten weekend było 🙂 Dzięki za uwagę, już poprawiam!

      Odpowiedz
  1. Dzięki za wyjaśnienie wątku spadków w prem, bo sie własnie zastanwiałem o co cho, że zaczynają w tym samym składzie co roku temu.

    Odpowiedz

Skomentuj Grzegorz B Anuluj pisanie odpowiedzi