Dwie lekcje

Cóż, Chris Hitt w ten weekend się rozdwoił, a prowadzone przezeń reprezentacje dostały dwie bolesne lekcje. Co prawda ta seniorska swój sobotni mecz wygrała, jednak na starcie przygotowań do REC okazało się, że przed nią jest bardzo dużo pracy. Natomiast młodzieżowa zaczęła w niedzielę mistrzostwa Europy U20 od klęski z Portugalią. Wysokiej porażki można było się spodziewać, ale 0:122 po koszmarnej drugiej połowie to jednak za wysoko.

Reprezentacja Polski

W święto narodowe reprezentacja Polski rozegrała towarzyskie spotkanie z drużyną brytyjskich sił zbrojnych (UK Armed Forces). Drugie w historii – pierwsze, przed ćwierć wieku, wysoko wygraliśmy. Taki mecz maków, bo przecież 11 listopada to w Wielkiej Brytanii dzień pamięci o ofiarach Wielkiej Wojny i maki tego dnia są tam wszechobecne. W składzie polskiej drużyny znalazło się kilku zawodników z zagranicy (m.in. Jakub Wojtkowicz, który świetnie sprawdził się w wiosennym meczu z Didi 10, czy skuteczny ostatnio w klubie Peter Hudson-Kowalewicz). Było też kilku graczy dotąd nienoszących biało-czerwonej koszulki (wszyscy zaczęli mecz na ławce rezerwowych: Adrian Pętlak, Krystian Mechecki i kolejny gracz z Wysp – Callum Tomsa). Po stronie rywali nie było wielkich gwiazd ani graczy z poziomów Premiership czy Championship. Rozpoznawalny był Jordan Gott, który kilka razy zagrał dla reprezentacji Belgii. Kapitan drużyny, Dave Manning, na co dzień gra na czwartym poziomie ligowym w Anglii.

Mecz urodziwym widowiskiem niestety nie był – co chwila przerywały go błędy chwytu piłki i młyny. Komentujący transmisję Robert Grzędowski na początku drugiej połowy wyliczał, że na każdą minutę gry po przerwie przypada jeden młyn. Polska ekipa miała świetny początek spotkania – zaatakowała, po karnym i aucie na 5 m skonstruowała maula autowego, po którym piłkę przyłożył Vaha Halifonua. To był jednak koniec dobrej gry Polaków, a przez resztą pierwszej części spotkania w ataku byli rywale. Wiele razy co prawda piłkę tracili wskutek swoich błędów, raz udało nam się utrzymać piłkę w górze już na polu punktowym, ale w ostatniej akcji przed przerwą obrona biało-czerwonych wreszcie puściła i tym razem to goście po maulu autowym zdobyli przyłożenie i doprowadzili do remisu 7:7.

W drugiej połowie nasza drużyna zagrała nieco odważniej, ale znowu – dobre momenty przeplatała stratami, które zaprzepaszczały korzyści (tak było po dwóch świetnych odbiorach Jordana Tebbatta, gdy piłkę puścił Wojciech Piotrowicz). Na kwadrans przed końcem zobaczyliśmy chyba jedyną szybką akcję – brytyjscy żołnierze jak błyskawica przeprowadzili piłkę z własnych 22 m na nasze pole punktowe; dwóch ich graczy zostawiło w pokonanym polu aż sześciu naszych zawodników, którzy próbowali ich powstrzymać. Zrobiło się 7:14. Chwilę potem Brytyjczycy stracili Gotta po żółtej kartce, a moment później mieli niewykorzystaną jednak szansę aby podnieść z karnego prowadzenie. Polacy rzucili się do ataku w ostatnich minutach i po karnym na 5 m zamienionym na młyn sędzia Łukasz Jasiński przyznał nam karne przyłożenie. Był remis, ale był jeszcze czas na jedną akcję i karnego z 35 m na 3 punkty zamienił Piotrowicz, dając nam zwycięskie punkty. Ostatecznie wygraliśmy 17:14.

Cóż, znakomicie, że reprezentacja mogła się zebrać i zmierzyć z jakimś przeciwnikiem zaczynając przygotowania do najważniejszego wyzwania sezonu. Wynik tego meczu nie jest ważny, ale gra naszej drużyny nie budziła zachwytu. Popełniliśmy dużo błędów (a pamiętajmy, że to nie jest przebudzenie ze snu zimowego, ale mecz zaraz po zakończeniu rozgrywek ligowych) i zwycięstwo w dużej mierze zawdzięczamy pomocy rywali, którzy popełnili ich równie dużo. W REC nie spodziewajmy się takiej łaskawości przeciwników.

Dzień po seniorach grała reprezentacja U20. W Pradze młodzi gracze zainaugurowali udział w mistrzostwach Europy. Pierwszym rywalem była Portugalia. Wiadomo było, że to przeciwnicy są zdecydowanymi faworytami, jednak rozmiar porażki jest oszałamiający – Polacy stracili 18 przyłożeń i przegrali 0:122. Jeszcze w pierwszej połowie (w której stracili pięć przyłożeń) udało się im kilka razy zameldować na połowie rywali. W drugiej połowie bodajże tylko raz nieco głębiej weszli na połowę rywala, ale ich obronę raz po raz rozrywały szybkie akcje rywali. Fatalna obrona, brak kondycji, a w ataku prosta gra, która nie dała żadnych efektów. Jednym słowem, katastrofa.

Trenerem obu kadr jest obecnie Chris Hitt. Dzień po dniu dwa mecze. Czy w takiej sytuacji można przygotować obie drużyny do spotkania?

Top 14

Chyba najbardziej zaciętym spotkaniem szóstej kolejki francuskiej Top 14 było starcie Lyonu ze Stade Français. Gospodarze zaczęli od prowadzenia po karnych Paddy’ego Jacksona. Kopacz LOU w tym meczu uzbierał w sumie 22 oczka, ale one nie wystarczyły do zwycięstwa – do wygranej poprowadził swoją drużynę jego odpowiednik u paryżan, Zack Henry, który miał stuprocentową skuteczność i wystarczająco dużo okazji do kopów, aby uzbierać 21 punktów (obaj trafili między słupy ośmiokrotnie). Tuż po przerwie Stade Français miało 12 punktów przewagi, i choć lyończycy kilkakrotnie zmniejszali dystans do mniej niż 7 punktów, karne Henry’ego zapewniły paryżanom wygraną. Zwraca uwagę pierwsze przyłożenie w Top 14 19-letniego gruzińskiego filara Sergo Abramiszwiliego.

Odrobinę nieoczekiwany przebieg miało spotkanie Tuluzy z Perpignan. Gospodarze, wzmocnieni swoimi gwiazdami (choć niektóre weszły na boisko z ławki – jak Antoine Dupont, który zastąpił kontuzjowanego Thomasa Ramosa), byli zdecydowanymi faworytami w spotkaniu z drużyną, która ma bronić się przed spadkiem. I mecz długo układał się po myśli tuluzańczyków – po dwudziestu minutach i przyłożeniu Ange Capuozzo prowadzili 10:6, ale ostatnie 10 minut pierwszej połowy i początek drugiej dały im cztery kolejne przyłożenia (w tym jedno w wykonaniu znakomitego w tym meczu młodego skrzydłowego Paula Costesa) i prowadzenie 38:6. Następne 20 minut należało jednak do Perpignan. Katalończycy co prawda nie zdołali odrobić ponad 30 punktów straty, ale zdobyli cztery przyłożenia i odebrali ekipie z Tuluzy ofensywny punkt bonusowy – mecz skończył się wynikiem 43:34 (w sumie 10 przyłożeń, w tych było 6:4).

Na koniec kolejki, w niedzielny wieczór, spotkały się Tulon z Racingiem 92. Starcie dwóch potęg przez pierwszą godzinę przebiegało pod dyktando gospodarzy. Co prawa debiutujący w Paryżu Henry Arundell zdobył dla paryżan swoje pierwsze przyłożenie w Top 14 po rajdzie przez pół boiska, ale to był jedyny ich dorobek w tym czasie. Tymczasem Tulon stopniowo powiększał prowadzenie i na 20 minut przed końcem było 31:7. Sytuacja diametralnie się zmieniła w ciągu kolejnych dziesięciu minut: Racing zaliczył trzy przyłożenia (z czego dwa z nich w wykonaniu Arundella – cały hat-trick wyglądał tak: https://twitter.com/i/status/1724028118057279511) i zrobiło się tylko 31:26. Powrót do meczu był spektakularny, ale ostatecznie nieudany – brakujących pięciu punktów nie udało się paryżanom odrobić i musieli zadowolić się defensywnym punktem bonusowym.

Poza tym:

  • Castres wygrało z Oyonnax 39:11 (kolejny znakomity występ kanadyjskiego wiązacza Tylera Ardrona, przyłożenie zaliczył też urugwajski łącznik młyna Santiago Arata);
  • Montpellier przegrało z Clermont 17:20 (goście zdobyli dwa przyłożenia w drugiej połowie, a krótko po przerwie prowadzili już 20:3, ale grając 10 minut w czternastkę pozwolili zdobyć gospodarzom dwa przyłożenia – m.in. w wykonano Paola Garbisiego – i przez ostatni kwadrans wynik mieliśmy na styku; dla Montpellier to piąta porażka z rzędu);
  • Pau pokonało Bordeaux 20:11 (trzeci mecz Pau z uczestnikiem play-off z ubiegłego sezonu i trzecia wygrana; gościom nie pomogły powroty Matthieu Jaliberta czy Louisa Bielle-Biarrey’a);
  • La Rochelle wygrało z Bajonną 18:15 (mecz bez ani jednego przyłożenia, pojedynek na karne Antoine’a Hastoy’a i Camille Lopeza; roszelczycy już po paru minutach prowadzili 9:0, ale goście jeszcze w pierwszej połowie wyrównali, a mecz rozstrzygnął 45-metrowy karny w ostatniej akcji meczu wykonany przez 19-letniego zmiennika Hugo Reusa, obecnego na boisku od zaledwie dwóch minut).

W tabeli na czele Stade Français i wciąż nieoczekiwanie Pau. Za plecami tej dwójki, z trzema punktami straty, kolejna grupa drużyn z Racingiem 92 i Castres na czele. Na dole tabeli wciąż obok Oyonnax i Perpignan znajduje się potęga z Montpellier.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑↑Stade Français622
2. ↓Pau622
3. ↓Racing 92619
4. ↑Castres619
5. ↑Tuluza618
6. ↓↓Clermont618
7. ↑↑Tulon615
8. ↓Bordeaux Bègles613
9. ↓Lyon612
10. ↑↑La Rochelle611
11. ↓Bajonna610
12. ↓Oyonnax68
13. Montpellier66
14. Perpignan64

W Pro D2 swojego pogromcę znaleźli niepokonani dotąd gracze z Vannes – pojechali do Colomiers i przegrali 10:15, defensywny punkt bonusowy ratując pod sam koniec meczu (choć mieli jeszcze piłkę na zwycięstwo i to grając z przewagą jednego zawodnika). Mimo porażki Bretończycy pozostali na prowadzeniu w lidze z ośmioma punktami przewagi nad Provence, które nieoczekiwanie tylko zremisowało 19:19 z Aurillac. Na trzecim miejscu pozostało Mont-de-Marsan po wygranej 30:13 nad Montauban. Poza tym beniaminek z Dax przyłożeniem z podwyższeniem w ostatniej akcji wywalczył wyjazdową wygraną 22:21 nad Biarritz, a spadkowicz z Top 14, Brive, nieoczekiwanie przegrał z jedną z najsłabszych ekip ligi, Angoulême.

United Rugby Championship

Hitem czwartej kolejki URC były irlandzkie derby w Belfaście pomiędzy Ulsterem i Munsterem. Spotkanie znakomicie zaczęli goście, którzy przez pierwsze 20 minut zdominowali rywali i niemal nie wypuszczali ich z własnej połowy (choć w swojej jedynej groźnej akcji w tej części spotkania Ulster był o włos od przyłożenia). Długie okresy naporu Munsterczycy kończyli przyłożeniami Craiga Casey’a (pierwszym z nich po znakomitym zwodzie) i prowadzili 14:3. Ale potem obraz gry zaczął się zmieniać, gospodarze odpowiedzieli przyłożeniem Jacoba Stockdale’a i zaczęli przeważać na boisku. Podobnie było w drugiej połowie, w której kopy z karnych i kolejne przyłożenie na kwadrans przed końcem dały im prowadzenie 21:14. Munsterczycy wzięli się do roboty ponownie dopiero w ostatnich minutach, tuż przed końcem dwukrotnie dochodzili do linii bramkowej, ale punktów już nie zdobyli i Ulster cieszył się z wygranej. Swoją drogą, do Munsteru szybko nie wróci RG Snyman, który wskutek odniesionej w finale Pucharu Świata kontuzji musiał poddać się operacji – zapowiada się na kolejną już dłuższą absencję Springboka w składzie irlandzkiej drużyny (pobyt w Irlandii jest dla niego dość pechowy).

Zwraca uwagę także podwójna wygrana ekip z Włoch nad tymi z Południowej Afryki. Szczególnie cenne było zwycięstwo Zebre Parma z Sharks. Choć skromne (tylko 12:10), poniekąd sensacyjne, bo zakończyło półtoraroczną serię ligowych porażek Włochów, a Sharks to przecież potęga z RPA. Jednak z drugiej strony – w tym sezonie Zebre choć przegrywało, to w każdym meczu zdobywało ofensywne punkty bonusowe i dwukrotnie było bliskie zwycięstwa, a z kolei Sharks pozostawali jedyną drużyną bez punktu. Warta uwagi jest też wygrana Benettona nad Stormers. Także skromna (20:17), ale przecież odniesiona nad ekipą, która grała w dwóch ostatnich finałach ligi. Dla Włochów oznacza to kontynuowanie serii bez porażki, a ozdobą meczu był drop goal z 50 m w wykonaniu Rhyno Smitha.

Poza tym:

  • Cardiff przegrało z Bulls 12:18 (po kwadransie gracze z Pretorii mieli na koncie dwa przyłożenia, i choć potem również dwa stracili, to utrzymali prowadzenie dzięki karnym – mimo że w ostatnim kwadransie gospodarze mieli szanse na odwrócenie wyniku);
  • Ospreys ulegli Glasgow Warriors 23:31 (choć przez pierwsze pół meczu prowadzili, a jeszcze tuż przed końcem między drużynami była minimalna różnica w punktach; Szkoci przypieczętowali zwycięstwo zdobywając czwarte przyłożenie i ofensywny punkt bonusowy dopiero w ostatniej akcji meczu);
  • Scarlets zostali pokonani przez Lions 23:24 (dla ekipy z Johannesburga to pierwsza wygrana w tym sezonie, o której zadecydowało 10 punktów zdobytych w ostatnich kilku minutach meczu, w tym przyłożenie po nakrytym przez Richarda Kriela kopie Walijczyków na ich własnej połowie; Scarlets, jak się okazuje, do końca roku będą musieli obyć się bez Sama Costelowa, który doznał kontuzji w meczu z Barbarians);
  • kompletu porażek walijskich ekip (i to wszystkich czterech na swoich boiskach) dopełnili Dragons, którzy przegrali 10:33 z Leinsterem (do gry zaczynają wracać reprezentanci Irlandii, choć powoli – na boisku pojawił się na razie Dan Sheehan, który zaliczył pierwsze przyłożenie dla dublińczyków; po drugiej stronie był m.in. Taine Basham, który zaliczył dla odmiany czerwoną kartkę na kwadrans przed końcem);
  • powstrzymany po raz pierwszy został dotychczasowy lider ligowej tabeli, Connacht, który przegrał na wyjeździe z Edynburgiem 22:25 (Szkoci prowadzili od początku meczu, nawet 17:3, ale Irlandczycy dzięki trzem przyłożeniom w drugiej połowie doprowadzili do remisu 22:22; w ostatniej akcji jednak stracili piłkę pod własnym polem punktowym, a Ben Healy rozstrzygnął mecz drop goalem).

Tabela URC zaczyna przyjmować znajomy kształt. W górnej połówce mamy komplet drużyn irlandzkich (Leinster jest już drugi), natomiast w dolnej – walijskich. Jedyną niepokonaną drużyną w lidze pozostał – nieoczekiwanie – włoski Benetton, któremu jednak brakuje punktu do lidera ligi, Bulls. Na dnie wciąż nieoczekiwanie Sharks, czekający pewnie z utęsknieniem na powrót do składu mistrzów świata.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑↑Bulls415
2. ↑↑↑↑Leinster415
3. ↑↑Glasgow Warriors415
4. ↑↑↑↑↑Benetton Treviso414
5. ↑↑↑Ulster414
6. ↓↓↓↓↓Connacht414
7. ↓↓↓↓↓Munster413
8. ↑↑Edynburg412
9. ↓↓↓↓↓Stormers411
10. ↓↓↓Ospreys410
11. ↑↑Zebre Parma49
12. ↑↑Lions48
13. ↓↓Cardiff47
14. ↓↓Scarlets46
15. Dragons42
16. Sharks41

Premiership

Piąta kolejka Premirship stała pod znakiem powrotu kolejnych gwiazd grających na Pucharze Świata. Pierwszy raz w tym sezonie ligowym na boisko wybiegły te z Leicester Tigers (m.in. Handré Pollard i Freddie Steward), a ich przeciwnikiem byli Harlequins. I właśnie wspomniany duet trzykrotnie wyprowadzał Tigers na prowadzenia. Co prawda to Quins zaczęli od przyłożenia Axela Dombrandta, ale pod koniec pierwszej połowy i na początku drugiej przyłożenia Stewarda podwyższane przez Pollarda dawały przewagę gospodarzom. Za każdym razem jednak ją tracili (na koniec pierwszej połowy po kolejnym już akrobatycznym przyłożeniu Tyrone’a Greene’a: https://twitter.com/i/status/1723371332128137599). Ostatni raz wygrywali po karnym Pollarda na kwadrans przed końcem, ale mecz rozstrzygnęło drugie przyłożenie reprezentanta Włoch Dino Lamba dla Quins, po którym londyńczycy wytrzymali 10 minut naporu gospodarzy i dowieźli do końca meczu wygraną 29:25.

Harlequins zostali nowym liderem ligi, a dotychczasowy, Exeter Chiefs, spadł o dobrych kilka oczek po wyjazdowej porażce z Northampton Saints. Saints zaczęli ten mecz od wyjścia na prowadzenie 17:0 i choć Chiefs kilkakrotnie redukowali tę przewagę, strat nigdy do końca nie odrobili. Nie pomogła im też czerwona kartka jednego z graczy na niespełna kwadrans przed końcem – choć nawet grając w osłabieniu zdołali zdobyć przyłożenie. Ostatecznie Saints wygrali z bonusem 34:19. Głównym aktorem meczu był młody łącznik ataku gospodarzy, Fin Smith, którego wkład nie ograniczył się do 14 punktów z kopów, ale znakomicie tworzył nogą sytuacje dla kolegów, a za faul na nim czerwoną kartkę zobaczył Niall Armstrong.

Poza tym:

  • Gloucester przegrało z Bath 27:45 (gospodarze do przerwy prowadzili 20:10, ale w ciągu ostatnich 30 minut goście zdobyli pięć przyłożeń; dwa przyłożenia Olliego Lawrence’a i 13 punktów Finna Russella);
  • Bristol Bears ulegli Sale Sharks 13:27 (po dwóch wygranych na początku sezonu teraz bristolczycy zaliczyli trzecią porażkę z rzędu; Bears świetnie mecz zaczęli, ale potem kierowani przez George’a Forda goście przejęli kontrolę nad spotkaniem; swoją drogą Sharks nie mogli skorzystać z usług Manu Tuilagiego – okazało się, że podczas Pucharu Świata doznał dwóch złamań ręki);
  • Newcastle Falcons byli bez szans w starciu z Saracens, przegranym 12:50 (mimo prowadzenia 7:0 po czterech minutach – londyńczycy odpowiedzieli siedmioma przyłożeniami, z czego 2 zapisał na swoje konto Theo Dan).

W tabeli nie ma wielkich roszad. Co prawda Exeter Chiefs spadli z pierwszego na piąte miejsce, ale w czołówce jest ciasno. Po trzech wygranych z rzędu zbliżyli się do niej także Saracens. Wciąż na dnie Newcastle Falcons, a tylko oczko wyżej Leicester Tigers.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Harlequins419
2. ↑Sale Sharks418
3. ↑Bath417
4. ↑Northampton Saints416
5. ↓↓↓↓Exeter Chiefs415
6. ↑Saracens414
7. ↓Bristol Bears410
8. Gloucester49
9. Leicester Tigers46
10. Newcastle Falcons42

W Championship drużyny miały przerwę – wszystkie z wyjątkiem Bedford Blues i Hartpury University, które rozegrały zaległe spotkanie. Górą była ekipa z Bedford, a Harpury pozostało w gronie zespołów z kompletem porażek (wraz z Cambridge i London Scottish).

Z kraju

Polska Liga Rugby 7 po dłuższej przerwie wróciła na południe kraju – tradycyjnie 11 listopada turniej odbył się w Nowym Sączu. Brakło ekip z północy i zachodu, gdzie ostatnio odbywały się turnieje (i te drużyny dominują wciąż w klasyfikacji generalnej). W finale zagrały dwie drużyny Juvenii, które były w tym turnieju bezkonkurencyjne, a trzecie miejsce zajęła jedyna obecna drużyna z Pomorza, Politechnika Gdańska Ogniwo Sopot. I ona awansowała na pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej wyprzedzając nieobecny w Sączu RC Koszalin.

Grały piętnastki kadetów (czyli szesnastolatków). W Lublinie Budowlani pokonali Arkę Rumia 40:0, w Krakowie Juvenia przegrała z Orkanem Sochaczew 5:29, a w Łodzi Budowlani pokonali Posnanię 65:0.

Reprezentacja Polski kobiet w rugby 7 odbyła kolejny etap przygotowań do tak ważnego przyszłego półrocza – po turnieju w Elche pojechała do francuskiego Marcoussis, by trenować wspólnie z dwiema najlepszymi drużynami w Europie, Francją i Irlandią. Zaproszenie do Marcoussis zdobyły też rosnące w siłę Czeszki, które będą groźnymi rywalkami Polek m.in. w przyszłorocznym barażu o awans na igrzyska olimpijskie na czele.

Ze świata

W Rugby Europe International Championships rozegrano trzy kolejne spotkania. Na poziomie Trophy mieliśmy pojedynek dwóch drużyn dotychczas pozostających bez zwycięstwa. Ukraina, teoretycznie gospodarz, ale grająca w Makarskiej, z Kramarenko i Szewczenko w składzie, uległa faktycznym gospodarzom, Chorwatom, aż 5:41. Nasi wschodni sąsiedzi swoje jedyne przyłożenie zdobyli dopiero pod koniec meczu. W drugim meczu, w Kłajpedzie, mierzyły się dwie ekipy, które miały na koncie po jednym zwycięstwie – tu Litwa uległa Szwajcarii 17:31, a zwycięzcy objęli prowadzenie w grupie. Co prawda to Litwini zdobyli pierwsze przyłożenie (dopiero w ostatniej akcji pierwszej połowy), ale w ostatniej półgodzinie Szwajcarzy odpowiedzieli aż czterema. W jedynym w ten weekend (i ostatnim w tym roku) meczu na poziomie Conference Łotysze rozgromili Norwegię (chyba najsłabszą ekipę w grupie A) 53:8.

W hiszpańskiej Villajoyosie rozegrano pierwszą z dwóch rund towarzyskiego turnieju, wśród którego czterech uczestników znalazły się dwie chyba najlepsze drużyny na świecie spoza tych, które awansowały na Puchar Świata. W ten pierwszy weekend rozegrano mecze o charakterze poniekąd półfinałów: Stany Zjednoczone nie dały żadnych szans Brazylii i rozgromiły ją 48:3 (przy czym Brazylijczycy ostatnie pół godziny grali w czternastkę z powodu kontuzji młynarzy i konieczności rozgrywania młynów symulowanych – Brazylijczycy mieli na boisku zawodnika z doświadczeniem w grze na dwójce, ale nie wpisali go jako gotowego do gry w tym miejscu do protokołu), a Hiszpanie ograli Kanadę 42:20 (dominowali w pierwszej połowie, którą wygrali 35:6).

W Afryce rewanż za jednopunktową porażkę sprzed tygodnia wzięła Kenia – w drugim meczu o Elgon Cup pokonała Ugandę 20:13, prowadząc niemal od początku meczu (nawet już 17:3). Rozegrano też mecz o takie samo trofeum w gronie kobiet – tu Kenijki nie miały litości dla Ugandyjek i rozgromiły je 87:3.

W Brisbane odbyły się siódemkowe mistrzostwa Oceanii, stanowiące jednocześnie kwalifikacje olimpijskie dla tego regionu. A ponieważ połączono dwie rywalizacje, a część uczestników awans na Igrzyska miała już w kieszeni (bezpośrednio z WRSS awansowały męskie reprezentacje Nowej Zelandii, Fidżi i Australii oraz kobiece Nowej Zelandii i Australii), format rozgrywek był nietypowy – utworzono odrębne drabinki drużyn z kwalifikacją (w przypadku mężczyzn uzupełnionych o ekipy bez prawa gry na igrzyskach – Niue i Oceania Barbarians) i tych walczących o awans na igrzyska (10 drużyn u mężczyzn, w tym debiutujące w Oceania 7s Kiribati, oraz 8 drużyn kobiecych). Zwycięzcy tych dwóch drabinek spotykali się w finale mistrzostw, a o bezpośrednim awansie do Paryża decydował w obu przypadkach jeden z półfinałów mistrzostw, który był zarazem finałem kwalifikacji. W efekcie w męskim turnieju już po fazie grupowej jedna z trzech wielkich drużyn traciła szansę na medal – padło na Australię, która uległa zarówno All Blacks, jak i Fidżi. A w kobiecym turnieju w dwuzespołowej grupie złożonej z Australii i Nowej Zelandii obie ekipy zagrały ze sobą czterokrotnie (3 zwycięstwa Australijek i jeden remis), aby potem jeszcze raz zagrać w półfinale mistrzostw (znów górą były Australijki, 14:10, przy czym nie były to zdaje się pierwsze składy).

Ostatecznie wśród kobiet awans na igrzyska wywalczyły Fidżyjki, które w finale kwalifikacji pokonały Papuę-Nową Gwineę 54:0. Oprócz Papui w turnieju barażowym w Monako wystąpi kobieca drużyna Samoa, która w meczu o piąte miejsce mistrzostw wygrała z Tonga 22:5. W finale mistrzostw Australijki wygrały z Fidżyjkami 26:0, trzecie miejsce przypadło młodym Nowozelandkom, które wygrały z Papuaskami 20:0. Ostatnie, dziesiąte miejsce, zajęła drużyna maleńkiego Nauru, która w całym turnieju zdobyła jedno przyłożenie. Bilet na turniej olimpijski mężczyzn wywalczyła ekipa Samoa (będzie to jej olimpijski debiut), która w półfinale turnieju pokonała Papuę-Nową Gwineę 24:0. Do Monako pojadą Papua oraz Tonga, które w meczu o piąte miejsce wygrało z Wyspami Salomona 22:5. W finale emocje – Nowa Zelandia wygrała z Samoa 24:19 po dogrywce, z kolei w meczu o brąz Fidżi pokonało Papuę-Nową Gwineę 36:7. Ostatnie miejsce przypadło debiutantom z Kiribati.

A już za moment większość tych samych drużyn spotka się ponownie, na Igrzyskach Pacyfiku organizowanych w tym roku w Honiarze na Wyspach Salomona. Warto zwrócić uwagę, że na tej imprezie będzie do wzięcia w rugowych dyscyplinach aż siedem kompletów medali (odbędą się rozgrywki rugby 7, dziewiątek rugby league oraz touch rugby – te ostatnie w trzech kategoriach: męskiej, żeńskiej i mieszanej).

W Pradze rozpoczęły się młodzieżowe mistrzostwa Europy piętnastek – w kategoriach U18 i U20. Format obu taki jak dotychczas – drabinka pucharowa zaczynająca się od ćwierćfinałów. O meczu Polski z Portugalią w kategorii U20 pisałem wyżej. Oprócz Portugalczyków w tej kategorii awans do półfinałów wywalczyli Belgowie, Holendrzy i zaproszona do rywalizacji w zastępstwie zdaje się jednak Szkotów francuska drużyna regionalna Ligue AURA. W rywalizacji osiemnastolatków najbardziej imponująco zaprezentowali się Gruzini. Pokonali aż 86:10 ekipę, której my ulegliśmy w kwalifikacjach – Szwajcarię (Szwajcarzy raz z po raz po wznowieniach nadziewali się na zabójcze ataki gruzińskich graczy pierwszej linii młyna). Tu w półfinałach Gruzja zagra z Holandią, a Hiszpania z Portugalią.

W drugiej kolejce Rugby Europe Super Cup najciekawiej zapowiadał się pojedynek Lusitanos z Black Lion. Portugalczycy, mimo atutu własnego boiska, przegrali bez ani jednego zdobytego punktu – 0:22 (w przyłożeniach 0:4). W drugim meczu hiszpańscy Iberians ulegli Tel-Aviv Heat 20:38. W słabszej grupie wyraźnie wyróżniają się Romanian Wolves, którzy po rewolucji w podejściu do drużyny i oparciu składu na graczach mistrza kraju z Baia Mare zdecydowanie przeważają nad przeciwnikami. W ten weekend wygrali na wyjeździe z holenderską Deltą 31:5. Beniaminek z Czech, Bohemia Warriors, przegrał w Pradze z belgijskimi Devils 10:43.

W Szkocji rozegrano półfinały Super Series – i doszło do niemałej niespodzianki. Najlepsza drużyna sezonu zasadniczego, Heriots (dotąd zaledwie 1 porażka w 12 meczach) przegrało z czwartą ekipą ligi Stirling Wolves 21:26 (a goście dotąd mieli bilans 6:6). W drugim meczu mieliśmy rewanż za ubiegłoroczny finał i Ayrshire Bulls pomścili tamtą porażkę eliminując Watsonians dzięki wygranej 38:22.

Poznaliśmy zwycięzcę argentyńskiej ligi Top 12. Po dwóch sezonach, w których przegrywała finały, na najwyższy stopień podium wróciła drużyna San Isidro, jedna z najbardziej utytułowanych w historii rozgrywek (w sumie to jej 27. tytuł mistrzowski). W finale pokonała 15:12 ekipę Alumni. Mecz rozstrzygnęły wyłącznie kopy, w większości z karnych (decydujący padł w 81. minucie), choć mieliśmy też drop goala (w odpowiedzi na wykop z linii bramkowej). Wcześniej, w półfinałach, Alumni nieoczekiwanie pokonali najlepszą drużynę sezonu zasadniczego, Newman, natomiast San Isidro wzięło rewanż za przegrany finał sprzed roku i pokonało obrońców tytułu, Hindú, 20:14.

Ciekawy mecz zapowiedziano na luty – w jednym z weekendów Pucharu Sześciu Narodów, 25 lutego, Portugalia zagra z Anglią A. Nie tylko Anglicy postawią na młodzież, także i Portugalczycy wystawią drugi szereg graczy. Wiadomo też, że w marcu zagrają z rozwojową drużyną Irlandii.

Ponownie w mediach pojawiły się informacje na temat rozmów o organizacji nowej ogólnoświatowej imprezy – klubowych mistrzostw świata. Ponoć EPCR jest zainteresowane tym projektem, który miałby się odbywać w cyklu czteroletnim. Jednak pierwszej edycji turnieju nie ma co się spodziewać przed 2028.

Francuska prasa podaje, że występem na igrzyskach olimpijskich w Paryżu jest zainteresowany nie tylko Antoine Dupont, ale także kilku innych graczy piętnastkowej reprezentacji kraju (w tym Louis Bielle-Biarrey).

Właściciel walijskich Ospreys, fundusz Y11, chce kupić kolejną drużynę – południowoafrykańskich Cheetahs. Współpraca między obiema drużynami już się rozpoczęła – trzech graczy z południowej półkuli właśnie wzmocniło krótkoterminowo walijską franczyzę URC.

Szkocka federacja ogłosiła wyniki finansowe za poprzedni rok. Niezbyt satysfakcjonujące – co prawda wzrosły przychody federacji (co zawdzięcza m.in. wielkim koncertom na Murrayfield), ale jeszcze bardziej wzrosły koszty i rok został zamknięty deficytem przekraczającym 10 mln funtów.

Kolejny głos przeciwko poszerzaniu roli TMO (i zmniejszaniu znaczeniu sędziów) ze strony legendy rugby – tym razem wypowiedział się Lawrence Dallaglio, który użył bardzo obrazowego określenia: paralysis by analysis.

A propos analiz: tylko kilka godzin przetrwała w serwisie YouTube analiza finału Pucharu Świata opublikowana na kanale Squidge Rugby ponad tydzień po meczu. World Rugby błyskawicznie doprowadziło do usunięcia filmu. Straszenie krótkowzroczna polityka, bo przecież materiały publikowane na takich kanałach to promocja tego sportu. Tymczasem – nic z tego…

Z rynku transferowego:

  • koniec kariery nieoczekiwanie ogłosił reprezentant Irlandii i gracz Munsteru Andrew Conway – powodem jest dręcząca go kontuzja nogi;
  • buty na kołku już za parę dni ma też powiesić grający w Tuluzie ponad stukrotny reprezentant Nowej Zelandii i mistrz świata z 2015, Owen Franks;
  • Esteban Meneses po ośmiu latach i dwóch Pucharach Świata przestał być trenerem reprezentacji Urugwaju;
  • Eddie Jones jeszcze niedawno zaprzeczał, że rozmawia z Japończykami, natomiast teraz przyleciał do Tokio, mówi, że jest zainteresowany prowadzeniem ich reprezentacji i zapowiada, że szybko wróci na ławkę trenerską;
  • kolejny Walijczyk wyjeżdża z kraju i kolejny znakomity gracz trafia do Japonii – Liam Williams ma zagrać dla Tokyo Sungoliath;
  • francuskie kluby myślą o ściąganiu do Top 14 mistrzów świata – Stade Français ponoć rozmawia z Jasperem Wiese, a na szczycie celów transferowych Lyonu jest Jean Kleyn. Na emeryturę odchodzi inny z nich, Duane Vermeulen;
  • łącznik młyna Ali Price, który stracił miejsce w składzie Glasgow Warriors, wzmocnił Edynburg.

Zmarł Alain Estève, reprezentant Francji z pierwszej połowy lat 70., ośmiokrotny mistrz kraju w barwach Béziers, uważany za jednego z najbardziej przerażających rugbystów. Miał 77 lat, chorował na raka.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • Tomasz Poźniak (Wimbledon RFC, National League 2 East): w Anglii po dłuższej przerwie wróciły National Leagues. Poźniak zagrał cały mecz i znowu zdobył przyłożenie, ale jego ekipa przegrała mecz z Henley 19:23. Wimbledon pozostał jedenasty w grupie;
  • Peter Hudson-Kowalewicz (Hull RUFC, National League 2 North): zagrał 80 minut w przegranym 6:35 meczu z Wharfedale. Hull spadło z czwartej na szóstą pozycję w grupie;
  • Stasio Maltby (Brighton RFC, Regional 1 South Central): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Hammersmith & Fulham, przegranym 25:41. Brighton nadal jest siódme w swojej grupie.

Francja:

  • Andrzej Charlat (Stade Niçois, Nationale): zagrał całe spotkanie przeciwko spadkowiczowi z Pro D2, Massy, wygrane 11:9. Nicea awansowała na fotel lidera ligi;
  • Quentin Cieslinski (Stade Métropolitain, Nationale 2 – grupa 2): zagrał ostatnie 25 minut meczu z Lannemezan, przegranego 20:24. Mimo to jego drużyna pozostała liderem grupy;
  • Jędrzej Nowicki (CAP Rugby Pontarlier, Fédérale 2 – grupa 1): zagrał drugą połowę w meczu z Meyzieu, wygranym 28:27. CAP awansowało o trzy oczka, na siódmą lokatę w grupie;
  • Aleksander Nowicki (AS Monaco, Fédérale 2 – grupa 2): wreszcie zadebiutował w meczu ligowym Monaco, grając niemal całą drugą połowę przeciwko Vinay. Jego drużyna przegrała spotkanie 16:17, ale jest na czele swojej grupy.

Szkocja:

  • Craig Greer Bachurzewski (Southern Knights, Super Series): wyszedł w podstawowym składzie w ostatnim meczu rundy zasadniczej przeciwko Heriots, zremisowanym 21:21. W drużynie rywali nie wystąpił Ronan Seydak. Southern Knights zajęli piąte miejsce w lidze i nie awansowali do fazy play-off;
  • Max Loboda (Boroughmuir Bears, Super Series): zagrał niemal cały mecz przeciwko Stirling Wolves, przegrany 5:31. Jego drużyna ma jeszcze jedno spotkanie nierozegrane, ale na zmianę szóstej lokaty w lidze nie ma już szans.

Walia:

  • Jakub Małecki (Ebbw Vale RFC, Premiership): wyszedł na boisko w podstawowym składzie w meczu z Pontypool przegranym 20:25. Jego drużyna spadła z pierwszego na czwarte miejsce w lidze;
  • Jake Wisniewski (Cross Keys RFC, Championship East): wyszedł na boisko w podstawowej piętnastce na mecz z St. Peters, wygrany 44:10. Jego ekipa awansowała o jedną pozycję w tabeli, na szóstą.

Zapowiedzi

Nadal najważniejsze rugbowe rzeczy na świecie dzieją się w ligach zachodnioeuropejskich. Na świecie na pierwszym planie są rozgrywki w najlepszych ligach Europy. Odbędzie się siódma kolejka Top 14 z takimi starciami jak derby Paryża, mecz La Rochelle z Bordeaux, Tuluzy z Castres i nieoczekiwanie ciekawie zapowiadające się starcie Bajonny z Pau. W URC zostanie rozegrana piąta kolejka gier, a w niej rewanż za ostatni finał czyli pojedynek Munsteru ze Stormers. W Premiership, gdzie odbędzie się szósta runda, to czas derbowy, a szczególną uwagę zwraca pojedynek obu ekip z Londynu.

Poza tym na arenie europejskiej mecz Rugby Europe Trophy pomiędzy Chorwacją i Szwecją, druga kolejka turnieju towarzyskiego w Hiszpanii, ostatnia kolejka fazy grupowej Rugby Europe Super Cup i finał szkockiej Super Series. Na świecie zwracają uwagę siódemkowe kwalifikacje olimpijskie w strefie azjatyckiej (to ostatnie kwalifikacje kontynentalne, a nasze dziewczyny dowiedzą się, kto będzie ich największym rywalem w Monako – Chiny czy Japonia).

A w kraju ostatnia jesienna kolejka rozgrywek piętnastek kadetów, bardziej interesujące jest to, czy nasza reprezentacja U20 podniesie się po pogromie z Portugalią i powalczy w rywalizacji o miejsca 5–8.

4 komentarze do “Dwie lekcje”

  1. Myślałem, że się przewidziałem jak zobaczyłem wynik U20. Lekki szok. Szczególnie, że w sobotę seniorzy wygrali. Jest tu pole do poprawy.
    A najlepszą wiadomością jest Anglia A -Portugalia w Leicester. Bilety tańsze niż na Premiership. Miło.

    Odpowiedz
    • Tylko pozazdrościć okazji 🙂
      Co do U20, to brakuje kilku graczy w kadrze, którzy jednak dostali powołania do seniorskich siódemek…

      Odpowiedz
  2. No młodzieżówka to pogrom wstyd. Chyba towarzystwo do dobrego przeglądu. Żeby zawodnicy nie zdobyli nawet punktu. To lepiej nie brać udziału żeby kompromitacji nie było.

    Odpowiedz
    • Wynik koszmarny, postawa rozczarowująca, aczkolwiek gdyby chcieli to jakieś trzy punkciki by zdobyli (kojarzę jeden czy dwa karne z pozycji do kopów, ale grali do rogu).

      Odpowiedz

Dodaj komentarz