Belgia i Irlandia świętują

Trudno było znaleźć dobry nagłówek dla dzisiejszego tekstu – w ten weekend kilka ciekawych rzeczy się zdarzyło. Nasza reprezentacja przegrała z Rumunią (jednak z wynikiem lepszym, niż się można było obawiać), Belgia sensacyjnie pokonała Portugalię, Holendrzy postraszyli Hiszpanów, Irlandczycy z nadspodziewanie dużą przewagą ograli Francję, a w dwóch pozostałych meczach Pucharu Sześciu Narodów w Cardiff i Rzymie mieliśmy zacięte, emocjonujące pojedynki (ten w Walii na dodatek szalony).

Reprezentacja Polski / Rugby Europe International Championships

Polska – Rumunia 8:20. Już na starcie tego meczu Polacy zostali postawieni pod ścianą – dzień wcześniej Belgowie sensacyjnie pokonali Portugalię zmniejszając szansę naszej drużyny na trzecie miejsce w grupie. Mecz z Rumunią stał się zatem tym ważniejszy, ale na sukces trudno było liczyć – choć nasz przeciwnik ma kadrę w przebudowie (a sporą grupę dobrych graczy oszczędzał), własne kłopoty i trenera pracującego od zaledwie trzech tygodni, to jednak wciąż był zdecydowanym faworytem spotkania. W polskim składzie zresztą też mieliśmy nowe twarze – aż pięciu sześciu debiutantów (wobec jednego w składzie Rumunii): Jakub Wojtkowicz, Alexander Niedzwiecki i Nicolas Saborit w pierwszym składzie, do tego Adam Lewandowski, Jordan Tebbatt i Lucas Niedzwiecki w rezerwie.

W ślady Belgów nie poszliśmy i sensacji nie było. Na początek zawaliło Rugby Europe, którego strona nie działała i w efekcie transmisja była dostępna dopiero po 15 minutach gry. Ten początkowy kwadrans był naszym najlepszym w pierwszej połowie – co prawda to Rumuni jako pierwsi zdobyli przyłożenie (dominacja w młynie dała im karnego, a maul autowy wjechał na nasze pole punktowe), jednak było kilka przebłysków w obronie (m.in. ukradziony aut), a po straconym przyłożeniu Polacy zaprezentowali dłuższy atak, z ładnymi wejściami przy bocznych liniach, którego efektem był karny zamieniony na skuteczny kop Wojciecha Piotrowicza. Jednak już chwilę potem krzywo wrzucony przez naszych aut dał Rumunom okazję do młynu na naszej połowie, a kolejne karne i maule przyniosły im drugie przyłożenie. Tylko dzięki nieskuteczności Tudora Boldora z podwyższeń przegrywaliśmy siedmioma punktami. Podobny schemat potem jeszcze kilka razy się powtarzał, naszym graczom udawało się wybronić (raz kosztowało nas to żółtą kartkę Mateusza Plichty), ale kolejne przyłożenie dla rywali wreszcie padło – kompletnie zaskoczyli naszą obronę złamaniem schematu po odgwizdaniu karnego na 5 m i Tevita Manumua niezatrzymywany wbiegł na pole punktowe. Pod koniec pierwszej połowy znów przeżywaliśmy ciężkie chwile, raz ratował nas w ostatniej chwili Nicolas Saborit. Do przerwy było 3:17. Niestety, przewaga Rumunów w młynach i maulach była ogromna, a my dawaliśmy im okazje do jej wykorzystywania karnymi (niektórymi głupimi) i błędami technicznymi. Tych z kolei unikali rywale.

W drugiej części spotkania gra dość długo toczyła się na naszej połowie, ale Rumuni nie potrafili przebić naszej linii obrony. W defensywie pokazali się znakomitymi odbiorami m.in. Piotr Zeszutek (przynajmniej dwukrotnie) i znowu Saborit, Vaha Halaifonua znów kradł piłkę w aucie. Nie udawało się jednak wyjść naszym zawodnikom z własnej połowy, trwała też dominacja gości w młynach. Po 25 minutach takiej gry i kolejnym dłuższym okresie bezskutecznego ataku Rumunów, ci postanowili karnego zamienić na kop na słupy. Boldor trafił, było 3:20. Wtedy Polacy wreszcie przebudzili się i ruszyli do ataku. Po zmianach ustabilizowali młyn, a nawet pchnęli Rumunów, potem ładną akcję skrzydłem przeprowadzili Reksulak z Peterem Hudsonem. Akcja została zastopowana po szarży głową Paula Graure w głowę Jakuba Wojtkowicza, co sędzia nie wiedzieć czemu ukarał tylko żółtą kartką (cóż, wciąż w REC nie mamy TMO, co poniekąd dowodzi zaściankowości rozgrywek). Karny zaowocował autem w odległości 20 m od linii bramkowej rywali i te 20 m Polacy przebyli maulem, a przyłożenie zdobył Jordan Tebbatt. Rumuni odpowiedzieli szybkim atakiem (ratował nas Stasio Maltby), a potem Polacy znowu ruszyli do przodu licząc przynajmniej na bonus defensywny. Niestety, po świetnym rajdzie Lucasa Niedzwieckiego podanie Hudsona poszło prosto w aut, a sędzia (choć na liczniku transmisji była dopiero 77. minuta) odgwizdał koniec meczu.

Gdyby ktoś przed meczem powiedziałby nam, że przegramy tylko 8:20, nie uznalibyśmy tego za zły start do rozgrywek. Trzeba zatem i wynik, i wysiłek drużyny docenić. Pozostał jednak mały żal, bo nasza drużyna w ostatnich minutach rozkręciła się i gdyby czasu było więcej, była szansa na kolejne punkty. W niedzielę można było Rumunom coś jeszcze urwać. Ci jednak, choć nie pokazali niczego szczególnego, przez większość meczu dominowali w młynach i maulach i popełniali mniej błędów technicznych. U nas tych błędów, czasami niewymuszonych, było zbyt wiele (statystyka młynów: 4:11, szczególnie bolesne przody przy chwycie piłki z powietrza; szkoda, że RE nie podaje statystyk karnych). A dobrą grą przez kilkanaście minut meczu się raczej nie wygra. Na plus, na tle ubiegłorocznego starcia, defensywa.

Belgia – Portugalia 10:6. Dzień wcześniej, w pierwszym meczu naszej grupy doszło do sporej niespodzianki – co prawda Portugalczycy przystąpili do tego meczu w eksperymentalnym składzie (z kompletnie odmienioną pierwszą linią młyna i łącznikami), z perypetiami trenerskimi i po kiepskiej jesieni (Lusitanos w RESC nie wszeli do półfinałów), nadal mieli jednak na boisku swoich niezwykle groźnych graczy ataku. Jednak w starciu w Mons gwiazdy portugalskiego rugby nie zdobyły ani jednego przyłożenia. Jedyne przyłożenie w całym meczu zdobyli Belgowie na samym początku spotkania i uzyskane w ten sposób prowadzenie utrzymali do końca. Skutecznie opierali się Portugalczykom imponując obroną (czasami w ostatniej chwili) i wykorzystując problemy rywali. W drugiej połowie żadna z drużyn nie zdobyła ani jednego punktu. A warto zwrócić uwagę, że Belgowie w tym meczu zobaczyli aż trzy żółte kartki (było kilka minut, gdy grali trzynastu na czternastu). Ta wygrana stawia Belgów w znakomitej pozycji w walce o trzecie miejsce w grupie – a ewentualna porażka Portugalczyków z Rumunami może dać Belgom nawet szansę na awans do półfinału, a przy okazji zwiększyć ryzyko spadku naszej ekipy.

Holandia – Hiszpania 18:20. Pierwszy mecz tegorocznego REC, spotkanie grupy 1, przyniósł nadspodziewane emocje. Pierwsze punkty w meczu zdobył z karnego najskuteczniejszy zawodnik ubiegłorocznego REC, David Weersma. Prowadzenie Holendrów trwało tylko moment i do przerwy po dwóch przyłożeniach (oba po znakomitych przebojach Martiniano Ciana, wybranego potem najlepszym graczem meczu) to Hiszpanie prowadzili 20:6. Tym ciekawszy był przebieg drugiej połowy, pod której koniec Holendrzy zaczęli odrabiać straty i na kilka minut przed końcem przegrywali już tylko dwoma punktami. I mieli szansę na wyrwanie zwycięstwa – tuż przed upływem regulaminowego czasu gry wywalczyli piłkę w polu 22 m gości, ale Weersma spudłował niełatwego karnego. Przy okazji – na trybunach w Amsterdamie pojawił się Siya Kolisi.

Niemcy – Gruzja 17:28. W drugim meczu grupy 1 też przez chwilę pachniało niespodzianką. Pierwsze punkty z karnego przyłożenia po dominującym młynie zdobyli Gruzini (grający mocno eksperymentalnym zestawieniu, bez wielu zawodników kontuzjowanych, jak Niniaszwili, lub grających w ten weekend w klubach francuskich, jak Łobżanidze, Gigaszwili czy Abramiszwili), ale po pół godzinie Niemcy nie tylko wyrównali, ale nawet wyszli na trzypunktowe prowadzenie. Na koniec pierwszej połowy Gruzini wrócili jednak na czoło (znów wjechali młynem z 5 m), a w drugiej połowie dorzucili kolejne dwa przyłożenia tym razem po szybkich akcjach, w praktyce rozstrzygając losy meczu (jedno z nich zdobył kapitanujący drużynie Merab Szarikadze, dla którego był to setny mecz międzynarodowy). Na kwadrans przed końcem Niemcy zmniejszyli stratę dzięki indywidualnej akcji Nikolaia Klewinghausa (https://twitter.com/i/status/1754173224063996165) i odebrali gościom bonus ofensywny – od tego momentu wynik się już nie zmienił, choć w końcówce obie drużyny miały jeszcze szansę na punkty. Mecz z Gruzją w Dessau oglądało ponad 5000 widzów.

W pierwszej kolejce było znacznie bardziej ciekawie, niż można było się spodziewać – nawet faworyci wygrywali znacznie skromniejszym stosunkiem punktów niż rok temu. Sensacja sprawiona przez Belgów postawiła ich w dobrej pozycji wyjściowej przed kolejnymi spotkaniami grupowymi. Jasne, szans na trzecie miejsce naszej drużyny to nie przekreśla, ale czy Rumuni poradzą sobie z tak dobrze broniącymi Belgami? Czy Portugalczycy wygrają z Rumunią? Wreszcie, czy nasza drużyna powalczy w Lizbonie? Belgowie pokazali, że się da, choć mieli po swojej stronie fantastyczną publiczność (niemal pięciotysięczną), której nam braknie za tydzień.

Poz.DrużynaM.Pkt.Poz.DrużynaM.Pkt
1. Gruzja141. Rumunia14
2. Hiszpania142. Belgia14
3. Holandia113. Portugalia11
4. Niemcy104. Polska10

Puchar Sześciu Narodów

Pierwsza kolejka wyczekiwanego Pucharu Sześciu Narodów i trzy zwycięstwa gości. Zaimponowała Irlandia, która wysoko pokonała w szlagierowym pojedynku Francję, a blisko niespodzianek były Włochy i Walia.

Francja – Irlandia 17:38. Pierwszy mecz tegorocznego Pucharu Sześciu Narodów był uważany za ten, który może mieć największe znaczenie dla ostatecznego zwycięstwa. Mierzyli się w nim dwaj najwięksi faworyci turnieju, zwycięzcy dwóch poprzednich edycji. Obie drużyny ze zmianami na kluczowych pozycjach – Irlandczycy bez Jonathana Sextona, a Francuzi bez Antoine’a Duponta i Romaina Ntamacka. Miejsce Sextona zajął Jack Crowley, a Duponta – Maxime Lucu. I wygląda na to, że transformację nieco gorzej przechodzą Francuzi. Po niezwykle intensywnych pierwszych minutach meczu dość szybko przewagę zdobyli Irlandczycy. Goście wyszli na prowadzenie po karnym Crowley’a, chwilę potem zyskali liczebną przewagę po żółtej kartce Paula Willemse’a, a po kwadransie prowadzili już 10:0 (znakomite otwarcie Bundee Akiego i wykończenie Jamisona Gibsona-Parka). W kolejnych akcjach goście byli bliscy kolejnych punktów. Stracili co prawda trzy oczka z karnego, ale po asyście Crowley’a zapunktował Tadhg Beirne, a Francuzi zostali na boisku w czternastkę już definitywnie, po drugim wysokim wejściu i w konsekwencji drugiej żółtej kartce Willemse (tym razem podniesionej przez bunkier do czerwonej). Gdy Francuzi wreszcie stworzyli zagrożenie, przegrali własny aut, jednak chwilę potem wreszcie drogą na pole punktowe gości znalazł Damian Penaud (jego 36. przyłożenie w kadrze). Drugą połowę gospodarze zaczęli z impetem, ale już po paru minutach debiutujący w zielonej koszulce Calvin Nash zwiększył prowadzenie Irlandii. Odpowiedział Paul Gabrillagues (przyłożenie uznano po długim i nieoczywistym TMO), ale ostatnie słowo należało do Irlandczyków – kolejne przyłożenia zaliczyli młynarze, Dan Sheehan i Ronan Kelleher. Francji nie pomogło wejście w drugiej połowie debiutującego w seniorskiej reprezentacji Posolo Tuilagiego, który był gwiazdą ostatnich mistrzostw świata U20. Próbowali do końca, ale choć po przerwie więcej mieli z gry niż przed nią, najlepiej podsumowała ich występ ostatnia akcja – gdy po karnym mieli aut na 5 m Irlandczyków, przegrali go (czwarty raz w tym meczu). A dla Irlandczyków – cóż to za start w wyścigu do obrony tytułu.

Włochy – Anglia 24:27. Włosi od dawna liczą na odmianę losu w Pucharze Sześciu Narodów, jednak niewiele z tego wynika. Tym razem jednak, w Rzymie, w starciu z pozbawioną Owena Farrella Anglią (nie zagrał też jego zmiennik, kontuzjowany Marcus Smith, który jak się okazuje, może opuścić całą imprezę), bliscy byli sprawienia sensacji, i to mimo braku na boisku Ange Capuozzo, którego przed meczem dopadła choroba. Po 10 minutach i przyłożeniu Alessandro Garbisiego prowadzili 10:0. Kwadrans później było 17:8. Jednak na tym ich zdobycze punktowe na długo się skończyły. Tymczasem Anglicy odrabiali straty, w dużej mierze dzięki skutecznym kopom George’a Forda (trzy karne w pierwszej połowie, dwa kolejne i podwyższenie w drugiej), podczas gdy Tommaso Allan swoją szansę zmarnował. Po przyłożeniu Alexa Mitchella na początku drugiej połowy (jakże sprytnie przedarł się przez linię obrony: https://twitter.com/i/status/1753803743110332829) goście wyszli na prowadzenie i nie oddali go już do końca. Kopy Forda dały im na tyle dużą przewagę, że nawet przyłożenie Włochów zdobyte w ostatniej akcji (przy grze po czternastu po żółtych kartkach), nie odebrało im zwycięstwa – jednak dzięki niemu gospodarze mogli się cieszyć przynajmniej z defensywnego punktu bonusowego. Włochom brakło konsekwencji. Świetnego początku nie przełożyli na dobrą grę przez cały mecz i w drugiej połowie pozwolili Anglikom zdominować mecz. No i dawali zbyt wiele okazji do kopów niezawodnemu George’owi Fordowi. Warto zwrócić uwagę, że Anglicy zaczęli mecz z dwoma debiutantami w wyjściowym składzie (Ethan Roots i Fraser Dingwall, przy czym ten pierwszy został wybrany najlepszym graczem meczu), a z ławki na boisko weszło trzech kolejnych (Chandler Cunningham-South, Fin Smith i Immanuel Feyi-Waboso, którego w ten sposób ostatecznie przyklepali wobec zakusów Walijczyków).

Walia – Szkocja 26:27. Na koniec kolejki mieliśmy starcie na Principality Stadium, gdzie Walijczycy mający ogromne problemy kadrowe (w efekcie w składzie było niewielu doświadczonych zawodników i sporo debiutantów lub graczy z pojedynczymi występami na koncie) grali ze Szkotami, z którymi wysoko przegrali przed rokiem. I zdecydowanie bardziej doświadczona drużyna gości (tylko dwóch debiutantów na ławce, z czego jeden fałszywy – Alec Hepburn przecież grał wcześniej dla Anglii; zabrakło kontuzjowanego przed meczem Blaira Kinghorna) zdominowała pierwszą połowę meczu. Po dwóch przyłożeniach prowadziła do przerwy 20:0 (jeden z nielicznych ataków gospodarzy został zmarnowany po błędzie nowego kapitana Dafydda Jenkinsa w aucie), a zaraz po przerwie dzięki drugiemu przyłożeniu Duhana van der Merwe (po świetnym przełamaniu i offloadzie Finna Russella) jeszcze zwiększyła przewagę i było 27:0. I wtedy stał się cud. Walijczycy, po połowie określonej przez Warrena Gatlanda jako najgorsza w jego życiu i już bez kontuzjowanego Sama Costelowa zastąpionego przez jeszcze mniej doświadczonego Ioana Lloyda podnieśli głowy i zaczęli odrabiać straty. Na dodatek w fenomenalnym stylu – zdobyli cztery przyłożenia i tylko z powodu braku skutecznego podwyższenia przy pierwszym z nich przegrywali jednym punktem. O zniwelowanie tej różnicy walczyli do końca, jednak bez skutku. Szkoci wygrali, ale myślę, że na koniec meczu głęboko odetchnęli z ulgą, a Gregor Townsend mógłby o drugiej połowie powiedzieć to samo co Gatland o pierwszej – mimo 27-punktowej przewagi po przerwie bliscy byli porażki.

Po pierwszej kolejce trudno przywiązywać się do tabeli, ale warto zwrócić uwagę na świetny start Irlandii (jedyne zwycięstwo z bonusem) i fatalny Francji (najwyższa porażka w pierwszej kolejce).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Irlandia15
2. Anglia14
3. Szkocja14
4. Walia12
5. Włochy11
6. Francja10

W równoległej rywalizacji w kategorii U20 Walia pokonała Szkocję 37:29, Włosi przegrali z Anglią 11:36 (hat-trick zanotował rwacz Northampton Saints, Henry Pollock), a Francja po bardzo zaciętym pojedynku przegrała z Irlandią 31:37 (kto wie, jak ten mecz by się skończył, gdyby to tu zagrał Posolo Tuilagi).

Top 14

Z czołowych lig europejskich ten weekend na boiskach zobaczyliśmy tylko zawodników francuskiej Top 14. Głównym punktem programu pierwszej kolejki rundy rewanżowej była chyba obecność na boisku Antoine’a Duponta – po raz ostatni, przed rozpoczęciem przygody z reprezentacją Francji w rugby 7, której celem jest udział w igrzyskach olimpijskich w Paryżu. A swoją szansę w starciach z potęgami pozbawionymi reprezentantów Francji chciały wykorzystać ekipy walczące o utrzymanie.

USA Perpignan – Racing 92 26:5. I właśnie taką szansę wykorzystało Perpignan. Katalończycy zmierzyli się z liderem ligi, u którego brakowało jednak nie tylko reprezentantów kraju, ale także m.in. Siyi Kolisiego. Gospodarze wyszli na prowadzenie po pierwszym przyłożeniu zdobytym po 10 minutach gry i nie oddali już do końca. Przeciwnie – stopniowo budowali przewagę, pozwolili rywalom na zdobycie tylko pięciu punktów, a w ostatniej akcji meczu, dzięki swojemu czwartemu przyłożeniu (w wykonaniu Argentyńczyka Ignacio Ruiza) wywalczyli ofensywny punkt bonusowy.

Oyonnax – Stade Français 19:23. Gorzej poszło innej drużynie walczącej o utrzymanie w lidze w starciu z inną paryską potęgą. Oyonnax świetnie zagrało w pierwszej połowie – przyłożenie i skuteczne kopy Argentyńczyka Hugo Miottiego dały im nawet prowadzenie 16:3. Jednak paryżanie dzięki dwóm przyłożeniom zniwelowali straty, a w końcówce dzięki dwóm karnym Zacka Henry’ego przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Gospodarze do końca walczyli o wygraną, ale bezskutecznie.

RC Toulon – Union Bordeaux-Bègles 32:37. Na koniec rugbowego weekendu znakomite widowisko zobaczyli kibice w Tulonie. Co prawda tu obie ekipy były osłabione wyborami Fabiena Galthié, ale srożej wydawały się one uderzać w gości, bowiem oni stracili znakomitą większość graczy ataku. Tymczasem już pierwsza akcja meczu przyniosła przyłożenie zmiennika Penaud i Bielle-Biarrey’a – pięć punktów zdobył Madosha Tambwe. Jednak reszta pierwszej połowy należała do gospodarzy, którzy zdobyli trzy przyłożenia (punktowali m.in. Beka Gigaszwili i Leicester Fainga’anuku) i do przerwy prowadzili 22:13. Po przerwie obie ekipy wymieniły się przyłożeniami (m.in. drugi raz zdobył punkty Fainga’anuku, który wykorzystał niezdecydowanie rywali) i na 20 minut przed końcem Tulon nadal prowadził 9 punktami. Emocji w końcówce nie brakło – Bordeaux wyszło na prowadzenie na kwadrans przed końcem (znów błysnął Tambwe), Tulon odzyskał je po karnym, ale ostatnie słowo należało do gości – czwarte przyłożenie na wagę zwycięstwa zdobył kolejny młody gracz ataku Nicolas Depoortère, zwolniony do klubu ze zgrupowania reprezentacji (po akcji znakomicie zainicjowanej z własnego pola 22 m znowu przez Tambwe). Dla Tulonu była to pierwsza porażka u siebie w tym sezonie, a dla Bordeaux pierwsze zwycięstwo w Tulonie w historii.

Poza tym:

  • ASM Clermont – Lyon OU 38:21 (wyśmienita pierwsza połowa gospodarzy, pod koniec której dzięki m.in. dubletom przyłożeń Aliveretiego Raki i Peceliego Yato prowadzili 33:0);
  • Section Paloise – Castres Olympique 33:44 (druga w tym sezonie porażka Pau na swoim boisku, pomimo prowadzenia 14:0 po zaledwie 8 minutach meczu);
  • Stade Rochelais – Montpellier Hérault 18:10 (cenne zwycięstwo roszelczyków walczących o powrót do czołówki i niewykorzystana szansa gości na wyrwanie się z ostatniego miejsca w tabeli);
  • Stade Toulousain – Aviron Bayonnais 46:26 (pewna wygrana mistrzów Francji, a Dupont grający na pożegnanie na pozycji łącznika ataku zapisał do statystyk przyłożenie, a chwilę potem imponujący przechwyt i asystę: https://twitter.com/i/status/1753884322493309360; podobnie Jack Willis, który niedawno przedłużył kontraktu z Tuluzą; dwa przyłożenia Pierre-Louisa Barassiego na sam koniec meczu dały gospodarzom ofensywny punkt bonusowy – ostatnie po imponującym przekopie Duponta: https://twitter.com/i/status/1754070921575280845).

W tabeli zmiana na szczycie – porażka kosztowała Racing spadek o trzy pozycje, ale wszystkie trzy drużyny, które go wyprzedziły, mają nad nim przewagę zaledwie jednego punktu. Ciasno w tej czołówce. La Rochelle mimo zwycięstwa nadal pozostało w dolnej połowie tabeli, ale kolejny raz zmniejszyło dystans do ekip ze szczytu tabeli. Od strefy spadkowej natomiast znowu odskoczył odrobinę Perpignan.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Stade Français1441
2. ↑↑Stade Toulousain1441
3. Union Bordeaux-Bègles1441
4. ↓↓↓Racing 921440
5. RC Toulon1437
6. ↑↑↑ASM Clermont1435
7. Castres Olympique1435
8. Stade Rochelais1435
9. ↓↓↓Section Paloise1432
10. Aviron Bayonnais1428
11. ↑USA Perpignan1426
12. ↓Lyon OU1424
13. Oyonnax1422
14. Montpellier Hérault1420

Pro D2 pauzowało, ale przy zielonym stoliku ekipa Grenoble odzyskała część odebranych jej wcześniej punktów – w wyniku odwołania przywrócono jej cztery punkty, odebrane w wyniku jednej z kar, nałożonych za naruszenie zasad finansowych (łącznie z jej dorobku odjęto w tym sezonie 12 punktów). Ekipa ze stolicy Delfinatu awansowała dzięki temu na dziesiąte miejsce w tabeli.

Z kraju

Rozlosowano grupy drugiego turnieju kwalifikacyjnego do SVNS, który odbędzie się w drugi weekend marca w urugwajskim Montevideo. Reprezentacja Polski w rugby 7 kobiet w pierwszej fazie turnieju zmierzy się z Chinkami (zwyciężczyniami turnieju z Dubaju), Czeszkami i zawodniczkami z Paragwaju. Łatwo nie będzie.

Ze świata

W Amsterdamie zainaugurowano nowy sezon kobiecego Rugby Europe Championship. Holenderki grały ze Szwedkami i wygrały bardzo wysoko, aż 59:0, zdobywając aż 11 przyłożeń (i pudłując 9 podwyższeń). Przy okazji WR poinformowało, że zwycięzca rywalizacji w REC awansuje do WXV. A Holenderki dodatkowo zagrają baraż z Kolumbijkami o miejsce na trzecim poziomie WXV (jako najwyżej sklasyfikowana w rankingu drużyna spoza WXV).

Spotkanie towarzyskie rozegrały dwie męskie reprezentacje z Afryki: pod Paryżem Algieria zagrała z Senegalem. Miejsce meczu wybrano nieprzypadkowo – obie drużyny w dużej mierze opierały się na zawodnikach grających we Francji. Był to zarazem rewanż za ćwierćfinał ostatniego Pucharu Afryki, w którym Algieria (także na francuskim boisku) wygrała 35:12. W sobotę trzecia drużyna Afryki sprzed dwóch lat powtórzyła sukces, tym razem zwyciężając w stosunku 26:12.

W Anglii grano tylko na drugim poziomie ligowym, w Championship. Rozegrano tu pierwszą kolejkę rundy rewanżowej (jednak sporo drużyn ma zaległe spotkania do rozegrania). Na fotelu lidera pozostali Ealing Trailfinders po wygranej 36:20 nad Hartpury University. Jednak inna ekipa z czołówki, Coventry, doznała nieoczekiwanej porażki – uległa na wyjeździe Caldy 22:26. W tej sytuacji czołową trójkę uzupełniają dwie inne ekipy zwycięskie w ostatni weekend: Cornish Pirates (27:21 w ciekawym pojedynku z Bedford Blues) i Doncaster Knights (29:19 z Cambridge).

Rozegrano kilka ciekawych meczów klubowych z udziałem ekip z Nowej Zelandii przygotowujących się do nowego sezonu ligowego. W Irlandii mistrz URC Munster gościł mistrza Super Rugby Pacific – Crusaders. Obie ekipy nie grały jednak w optymalnych składach. Munster nie mógł korzystać z graczy powołanych do reprezentacji Irlandii na Puchar Sześciu Narodów, a Crusaders zostawili kilku reprezentantów Nowej Zelandii w kraju (za to w składzie pojawił się Leigh Halfpenny). Mimo to spotkanie przyciągnęło 40 tys. widzów, którzy obejrzeli zwycięstwo swojej drużyny 21:19. W pierwszej półgodzinie Munster wyszedł na prowadzenie 14:0 po dwóch przyłożeniach Gavina Coombesa i podwyższeniach Joey’a Carbery’ego. Jednak Nowozelandczycy wyrównali, a gdy Munster ponownie odskoczył, Crusaders jeszcze raz chcieli doprowadzić do remisu. W doliczonym czasie gry zdobyli nawet przyłożenie, ale do wyrównania wyniku zabrakło skutecznego podwyższenia.

Z kolei w Japonii Tokyo Sungoliath zagrał z Blues, a Saitama Wild Knights zmierzyli się z Highlanders. Sungoliath uległ 7:43 (mimo debiutu Nicolasa Sancheza i przyłożenia Kotaro Matsushimy; cień na udany pierwszy mecz pod kierunkiem Verna Cottera położyła po stronie Blues kontuzja kapitana tej drużyny, Patricka Tuipulotu, który złamał szczękę), z kolei Wild Knights dla odmiany wygrali 38:14 (przyłożenie przeciwko byłym rywalom z Super Rugby zaliczył Marika Koroibete). Klubowych spotkań towarzyskich było zresztą na świecie więcej, m.in. w Argentynie Pampas przegrali z Dogos 21:38, a w Australii Rebels (mimo ogromnych kłopotów pozaboiskowych z finansami, o czym poniżej) pokonali Waratahs 38:12.

W poprzednim tygodniu Melbourne Rebels dementowali pogłoski i poddaniu się pod zarząd komisaryczny, natomiast w ostatni poniedziałek stały się one ciałem. 9 milionów dolarów australijskich długu (z czego około miliona – wobec australijskiego fiskusa) okazało się ciężarem przerastającym siły australijskiej franczyzy Super Rugby. Drużyna nadal ma uczestniczyć w najbliższym sezonie Super Rugby, ale co się okaże – tego jeszcze nie wiadomo.

W Japonii panowie grali towarzysko, a panie zagrały o mistrzostwo kraju. W dziesiątym w historii finale kobiecej rywalizacji drużyna Tokyo Sankyu Phoenix pokonała Pearls 40:24 (m.in. trzy przyłożenia skrzydłowej zwyciężczyń, Minami Shikao). Dla Phoenix to drugi tytuł w historii.

Sprawa Josha Caulfiedla ponownie będzie rozpatrywana przez panel dyscyplinarny. Zawodnik Bristol Bears nadepnął na twarz rywala w niedawnym meczu europejskich pucharów. Panel EPCR uznał to za faul, ale anulował czerwoną kartkę, co ogromnie skrytykował Nigel Owens, wytykając orzekającym nielogiczność (faul polegający na deptaniu po twarzy nie może być w inny sposób ukarany niż czerwoną kartką) i okraszając to komentarzem: „Jestem zadowolony, że już jestem na emeryturze”. W efekcie EPCR złożyło apelację od orzeczenia.

EPCR ogłosiło gospodarzy finałów w dwóch kolejnych sezonach Champions Cup i Challenge Cup. W 2025 zostaną rozegrane w walijskim Cardiff, natomiast w 2026 powędrują poza granice krajów uczestniczących w pucharach – do baskijskiego Bilbao (które zresztą będzie gospodarzem tej imprezy po raz drugi – poprzednio w 2018).

The Telegraph podał, że fundusz należący do członków saudyjskiej rodziny królewskiej prowadzi rozmowy na temat zakupu praw do nazw stadionów czterech klubów angielskiej Premiership (Gloucester, Leicester Tigers, Northampton Saints i Newcastle Falcons). Anglicy ekscytują się zastrzykiem gotówki i akademią rugby w Arabii Saudyjskiej. A Amnesty International ostrzega przed udziałem w procederze sport-washingu uprawianym przez Saudów.

W południowoafrykańskiej prasie pojawiły się informacje o fiasku rozmów tamtejszej federacji na temat włączenia Springboków do Pucharu Sześciu Narodów. Cóż, sama decyzja cieszy (nie o takie otwarcie tego turnieju powinno nam chodzić). Niepokoi jednak jej tło – ponoć jest to efektem utknięcia rokowań na temat inwestycji CVC w południowoafrykańskim rugby. Wygląda zatem na to, że fundusz myśli o poszerzaniu swoich wpływów w świecie rugby, a jego interesy mogą decydować o przyszłości tego sportu.

Ciekawostka z planów na letnie okienko międzynarodowe – mecz pomiędzy Nową Zelandią i Fidżi zostanie rozegrany 20 lipca w Stanach Zjednoczonych, w kalifornijskim San Diego. Cóż, fajnie, że zagrają na terenie kraju z drugiego szczebla światowej drabinki, jednak szkoda, że nie na Fidżi (znowu kasa, w Kalifornii zapewne przychód z takiego pojedynku będzie znacznie większy).

Z Gruzji dochodzą nieoficjalne informacje, że Black Lion będzie grał w Challenge Cup przez dwa kolejne sezony. Oficjalnie EPCR potwierdziło partnerstwo z marketingową gałęzią gruzińskiej federacji.

W przyszłym sezonie w Japan Rugby League One (na jej trzecim poziomie) zagrają trzy nowe zespoły: Secom Rugguts z Saitamy (mistrz czwartego poziomu ligowego w tym sezonie), Yakult Levins z Tody (mistrz Top East A League) i LeRIRO Fukuoka z miasta Ukiha (mistrz Top Kyushu A League). To oznacza zwiększenie liczby drużyn w lidze – na drugim poziomie z 6 do 8, a na trzecim z 5 do 6 (dwie najlepsze drużyny z trzeciego poziomu awansują na drugi, a trzecia rozegra baraż o awans).

Z rynku transferowego:

  • Walijczyk Callum Sheedy po 10 latach wraca do ojczyzny – po tym sezonie przejdzie z Bristol Bears do Cardiff;
  • francuska prasa podała, że drugoligowe francuskie Brive podpisało kontrakt z Courtney’em Lawesem. Odwrotny kierunek ma obrać Joe Marchant – zgodnie z doniesieniami angielskiej prasy ma zamiar opuścić Francję i wrócić do ojczyzny (przejść ze Stade Français do Saracens);
  • odejście na emeryturę ogłosił dawny enfant terrible angielskiego rugby, Danny Cipriani (zresztą, niemal dwa lata po rozegraniu ostatniego zawodowego spotkania).

W wieku 79 lat zmarł Barry John, nazywany „The King”, kolejny po niedawno zmarłym JPR Williamsie uczestnik znakomitej reprezentacji Walii z przełomu lat 60. i 70. oraz jeden z kluczowych graczy podczas zwycięskiej wyprawy British & Irish Lions do Nowej Zelandii w 1971.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • Tomasz Pozniak (Wimbledon RFC, National League 2 East): zaliczył żółtą kartkę na początku i przyłożenie na końcu w spotkaniu wyjazdowym z Guernsey, przegranym 21:49. Wimbledon z powrotem spadł z dwunastego na trzynaste miejsce w grupie;
  • Eryk Luczka (Hornets RFC): zagrał w drugiej drużynie swojego klubu w meczu przeciwko Avon, przegranym 18:20.

Francja:

  • Andrzej Charlat (Stade Niçois, Nationale): zagrał 80 minut w meczu na szczycie ligowej tabeli – Nicea pokonała Narbonę 30:16 i wróciła na fotel lidera ligi;
  • Mateusz Bartoszek (US Salles, Nationale 2 – grupa 1): zagrał cały mecz przeciwko Niort, przegrany 10:32. Mimo porażki Salles pozostaje na czele ligi;
  • Quentin Cieśliński (Stade Métropolitain, Nationale 2 – grupa 2): zagrał 65 minut w meczu przeciwko Mâcon wygranym 23:16. Jego drużyna pozostała liderem grupy, zwiększając dystans nad rywalem z tego weekendu, który zajmuje drugie miejsce;
  • Aleksander Nowicki (AS Monaco, Fédérale 2 – grupa 2): zagrał cały mecz przeciwko Saint Raphael Frejus, wygrany 34:9. Jego ekipa jest wiceliderem grupy ze stratą dwóch punktów do prowadzącego Montmélian;
  • Kamil Bobryk (RC du Pays Saint Jeannais, Fédérale 3 – grupa 5): zagrał do 60. minuty i zdobył przyłożenie w meczu z Saint Marcel Isle d’Abeau, wygranym 31:25. Prowadzona przez niego ekipa jest wiceliderem grupy.

Irlandia:

  • Michal Haznar (Cill Dara RFC, Leinster League Division 1B): odnaleziony w lokalnej lidze pod Dublinem reprezentant Polski gra tam już przynajmniej od kilku tygodni. W poprzedni weekend wyszedł w wyjściowym składzie w meczu z najsłabszym w lidze Longford, wygranym 18:6. Cill Dara zajmuje czwarte miejsce w stawce ośmiu drużyn.

Szkocja:

  • Zenon Szwagrzak (Selkirk RFC, Premiership): wyszedł w pierwszym składzie w meczu z Edinburgh Accies wygranym 31:29. Selkirk zajmuje ósme miejsce w stawce dziesięciu drużyn.

Walia:

  • Dawid Rubaśniak i Jake Wisniewski (Cross Keys RFC, Championship East): obaj znaleźli się w pierwszym składzie (Rubaśniak chyba pierwszy raz w tym sezonie) na mecz z St. Peters, wygrany 55:19. Cross Keys awansowało na szóste miejsce w grupie.

Zapowiedzi

Przed nami kolejny weekend emocji międzynarodowych – zarówno tych najbardziej nas interesujących, jak i tych na najwyższym europejskim poziomie. W ramach Rugby Europe Championship reprezentacja Polski jedzie do Portugalii – zagra z drużyną, która wydaje się daleko poza naszym zasięgiem, ale przegrała z Belgią, więc powalczyć trzeba. Poza tym w tych rozgrywkach trzy inne mecze, w których faworytów wskazać nietrudno: Gruzja – Holandia, Rumunia – Belgia i Hiszpania – Niemcy.

Zapewne mniej jednostronnych pojedynków i więcej emocji będzie w Pucharze Sześciu Narodów. Tutaj Szkocja zagra z Francją, Walia z Anglią, a Irlandia z Włochami.

Odbędą się też kolejne zamorskie mecze rozgrzewkowe nowozelandzkich franczyz Super Rugby – Crusaders z Munsterem, Blues z Yokohama Eagles i Chiefs ze Spears Funabashi Tokyo-Bay.

14 komentarzy do “Belgia i Irlandia świętują”

    • Szpony niestety rozczarują kibiców 🙂 Przewodniki tylko przed oficjalnymi domowymi i może jakimiś wyjątkowymi meczami. Inaczej nie da rady 🙂 Jak patrzę na skład Portugalczyków, to dalej pierwsza linia eksperymentalna, znowu bez podstawowych łączników. W porównaniu z Belgią ubyli też Marta, Storti (dwie ich gwiazdy ze skrzydeł) i Martins, pojawił się za to Bettencourt z pierwszoligowego Oyonnax. Chyba uważają, że będzie im łatwiej niż z Belgami 🙂 Wczoraj w meczach Pro D2 grało ich za to przynajmniej siedmiu (Storti, Marques, Bento, Pinto, Martins, Fernandes, Ferreira).

      Odpowiedz
  1. Oglądając transmisję nie zauważyłem podwyższenia po naszym przyłożeniu. Na pewno nie trafił nasz kopacz, ale daleko było od punktów?
    Miałem wrażenie, że druga połowa była o niebo lepsza w naszym wykonaniu. Szkoda ostatniej akcji, bo przyłożenie (plus podwyższenie) mogło nam dać bonus defensywny. Taka strata na własne życzenie. Rumuni w wielu sytuacjach wykazywali się sprytem, mają więcej międzynarodowego ogrania. Tego naszym brakuje. Jestem jednak zbudowany postawą i wynikiem. Wierzę, że postawimy się Portugalii. Wierzę, że wygramy z Belgią. Wierzę, że wygramy półfinał o 5-8 miejsce. I wierzę, że się utrzymamy!

    Odpowiedz
  2. Jeszcze kilka uwag do meczu Polaków. Trzeba zaznaczyć że warunki w do gry, zwłaszcza dla kopaczy były tragiczne. Wiał bardzo mocny wiatr, zwłaszcza w pierwszej połowie. Do tego padał deszcz ze śniegiem. Siedziałem na wprost linii środkowej boiska i doskonale z tego miejsca było widać jak piłka po niemal wszystkich kopach Polaków, którzy grali pod wiatr, zamiast w kierunku pola punktowego Rumunów, zatrzymywała się po dziesięciu metrach a następnie wracała w locie w naszym kierunku!!! Nie wiem czy było to widoczne na transmisji. Poza tym przy każdym kopie piłka nie miała szans utrzymać się na podstawce. Bez przytrzymywania piłki ręką nie byłoby możliwe wykonać kopu. Tragiczne warunki pogodowe przypominały to co działo się w Holandii tuż przed pandemią, gdzie minimalnie przegraliśmy ostatni mecz pod wodzą trenera Lindsay’a. Jestem zbudowany naszą grą. Polscy kibice po meczu byli bardziej zadowoleni niż rumuńscy, którzy mimo zwycięstwa mocno krytykowali swój zespół. Natomiast nasi zawodnicy do końca nie byli usatysfakcjonowani swoją grą. Miałem okazję zamienić w locie kilka słów z Mateuszem Bartoszkiem, który stwierdził, że stać nas było na znaczni więcej. Nasz zespół wierzył w zwycięstwo i samo to wg mnie już stanowi progres w porównaniu do meczu w Bukareszcie.

    Odpowiedz
    • Jak patrzę na komentarze kibiców rumuńskich, to oni są generalnie na plus biorąc pod uwagę skład zespołu, ale zwracają uwagę, że mogli wygrać ten mecz wyżej, gdyby nie marnowali szans w naszym polu 22 m 🙂 No i są rozczarowani grą drużyny po zmianach.

      Odpowiedz
      • Pisałem o tych kibicach, którzy byli obecni na stadionie 🙂 Zdecydowanie nie byli zadowoleni 🙂 Od pierwszej minuty zrzędzili strasznie. I uśmiechów nie dostrzegłem na ich twarzach nawet przez ułamek sekundy 😛

        Odpowiedz
  3. Co do Marchanta, na razie twierdzi, że dobrze mu w Paryżu, żadnej umowy nie podpisał z Saracenami i nie chce zmieniać klubu. Tak przynajmniej mówił na ostatniej konferencji przed meczem z Oyonnax.

    Odpowiedz
    • Racing też mówił, że nie podpisał umowy z Farrellem 😉 Na szczęście napisałem, że plotki. W weekend już trudno wcześniejsze wieści transferowe zweryfikować, za dużo grają 🙂

      Odpowiedz
  4. Parę rzeczy z tego weekendu:
    Wygląda jakby Francja wciąż nie doszła do siebie po RWC. Kolejny mecz że Szkocją pokaże w jakiej formie są Francuzi.

    Walia zagrała tak dwie różne połowy, że nie wiadomo czego się dalej spodziewać.

    Włosi pokazali, że potrafią być mocnym rywalem. Było blisko remisu.

    Transmisje meczów na stronie Rugby Europe to porażka. Jakość meczu Niemcy-Gruzja pozostawiała wiele do życzenia. Problemy ze steamingiem Polska-Rumunia to kolejny strzał w kolano. To są mistrzostwa Europy, a nie amatorska liga okręgowa. Między REC a 6N w tym temacie just ogromna przepaść.

    Odpowiedz
    • Organizacyjnie – absolutna przepaść. Brakuje też TMO. Ale cieszy, że trybuny były pełne przynajmniej na dwóch z czterech meczów (nie spojrzałem, jak w Amsterdamie).

      Odpowiedz
    • Ps. Protokołu meczowego też jeszcze nie wrzucili na stronę. To znaczy wrzucili, ale pod naszym spotkaniem był ten z meczu Niemcy – Gruzja 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz