Portugalia odbudowana. Naszym kosztem

Na zwycięstwo z Portugalią trudno było liczyć (nawet mimo osłabionego składu rywali), ale mimo wszystko liczyliśmy na ciut więcej, niż dostaliśmy. Przegraliśmy 7:54 i to pomimo sporej liczby błędów rywali, nie pokazując właściwie żadnego pomysłu na grę. Sporo frustracji także w Szkocji (która uważa się za okradzioną ze zwycięstwa nad Francuzami). Nieoczekiwanie mocno postawili się Anglikom Walijczycy.

Reprezentacja Polski / Rugby Europe International Championships

Pierwsza kolejka REC sprzed tygodnia zaskoczyła całkiem wyrównanymi meczami i stosunkowo niedużymi różnicami punktowymi (no i sensacją w meczu Belgów z Portugalią). W drugi weekend faworyci spotkań byli ich gospodarzami i wygrywali znacznie wyraźniej niż przed tygodniem. Niestety, najwyraźniej wygrali Portugalczycy z Polakami.

Portugalia – Polska 54:7. Obie drużyny w pierwszej kolejce przegrały – porażka Portugalczyków była sensacją, porażka Polaków zaś przeciwnie, choć wstydu nie przyniosła. W składzie Polski zabrakło m.in. Mateusza Bartoszka i Wojciecha Piotrowicza, za to w wyjściowej piętnastce znalazło się trzech „Australijczyków” – oprócz braci Niedzwieckich na skrzydle pojawił się debiutujący w kadrze (choć raz już reprezentował Polskę w trzynastkach) Malakai Watene-Zelezniak, niegrający przez ostatnie dwa lata były zawodnik drużyn NRL. Portugalczycy natomiast wystawili skład jeszcze bardziej eksperymentalny niż przeciwko Belgii – do piętnastki co prawda dołączył Pedro Bettencourt (na co dzień grający w Top 14), ale ubyli świetni skrzydłowi Rodrigo Marta i Raffaele Storti, a także Nicolás Martins. Rywale znów mieli przebudowaną kompletnie pierwszą linię młyna (swoją drogą Mike Tadjer właśnie ogłosił definitywny koniec kariery), brakowało też podstawowych łączników. W składzie było trzech graczy pierwszy raz wychodzących w pierwszej piętnastce i trzech debiutantów (m.in. w pierwszym składzie brat Nicolása Martinsa, Lucas Martins). Za to spora grupa ich reprezentantów grała w ten weekend w meczach Pro D2. Mimo to byli zdecydowanymi faworytami tego meczu – różnica między drużynami w ostatnich latach powiększyła się ogromnie.

I boisko to pokazało. Portugalczycy już po pięciu minutach prowadzili 14:0, a przyłożenia zdobyli łącznik młyna Hugo Camacho (po świetnej akcji debiutanta, Lucasa Martinsa) i Duarte Torgal. Wchodzili w naszą obronę jak w masło. Krótko potem Polacy odpowiedzieli – mocno wszedł Piotr Zeszutek, potem Dawid Banaszek, który oddał piłkę Stasiowi Maltby’emu i zrobiło się 14:7 (https://twitter.com/i/status/1756397807433285717). Powiało nadzieją, ale za ciosem nasi nie poszli. Przeciwnie, po kwadransie gry wysoka szarża Craiga Bachurzewskiego na kapitanie rywali Tomásie Appletonie dała gospodarzom karne przyłożenie, a nasz filar powędrował na ławkę kar. A w pierwszej połowie rywale zdobyli jeszcze dwa przyłożenia (drugi raz Camacho, a pod koniec młody młynarz Luka Begic). Polacy poza tą jedną akcją zakończoną punktami, nie potrafili zagrozić rywalom. A mogło być gorzej, gdyby nie błędy rywali (przody, czy krzywo wrzucona piłka z autu pod koniec w naszym polu 22 m).

Było 33:7 i Chris Hitt dokonał w połowie czterech zmian. Nasi zaczęli z impetem, zdobyli piłkę po wznowieniu, ale szybko ją stracili i zrobiło się 40:7 po imponującej akcji Camacho – https://twitter.com/i/status/1756412295121383861 (zaledwie 19-letni zastępca Samuela Marquesa, grający dopiero drugi raz w kadrze i pierwszy raz w podstawowym składzie zaliczył hat-tricka przyłożeń). Chwilę potem doszło do przepychanki, która skończyła się dwiema czerwonymi kartkami. Po naszej stronie zobaczył ją Dawid Banaszek. Na boisku pojawił się drugi z braci Plichtów (zagrali obok siebie, co nie jest codziennością), a po kwadransie gry było już 47:7. Kolejny kwadrans to wreszcie okres przewagi Polaków, z której jednak nic nie wynikło. W kluczowych momentach następowały straty (wyciągnięty w aut Bachurzewski, przegrany młyn w polu 22 m rywali itp.). W końcówce to Portugalczycy dorzucili jeszcze ósme przyłożenie i przypieczętowali swoją wygraną.

Cóż, Portugalczycy odreagowali po porażce z Belgami, my z kolei liczyliśmy jednak na coś więcej. Niestety, na liczne błędy gospodarzy (darowali nam 12 młynów) odpowiadaliśmy szybkimi stratami, a w obronie nie nadążaliśmy za rywalami i nie potrafiliśmy powstrzymać szybkich zawodników ataku (a niekiedy także i tych z młyna). Uzyskany wynik jest teoretycznie lepszy niż przed rokiem (było 3:65), i to uzyskany na wyjeździe, ale różnica jest na tyle skromna, że nawet tu trudno znaleźć choćby niewielkie pocieszenie. Zresztą, wtedy nasi rywale grali znacznie mocniejszym składem. I patrząc na postawę naszej reprezentacji (kilku zawodników trudno w ogóle było zauważyć podczas relacji, jakby przeszli obok meczu), trudno zachować optymizm co do utrzymania się w REC. Tym bardziej, że Belgowie, choć przegrali, zaprezentowali się przyzwoicie.

Rumunia – Belgia 33:18. W drugim meczu naszej grupy Rumuni zagrali bez najlepszego zawodnika z meczu z Polską, Kamila Soboty (szarża na Wojtkowiczu nie skończyła się tylko żółta kartką, ale także trzymeczowym zawieszeniem), wrócił za to Ionel Melinte. Początkowo znakomicie pokazywali się Belgowie (występujący bez kilku graczy sprzed tygodnia), którzy po 20 minutach prowadzili 6:0 i mimo dwóch kontuzji skutecznie powstrzymywali ataki gospodarzy. Ci jednak absolutnie dominowali w młynie i w końcu zaczęli zdobywać przyłożenia. Do przerwy wygrywali 14:6, a po przerwie dorzucili kolejne dwa przyłożenia i było 26:6 (jedno z nich zaliczył chyba najlepszy na boisku Tevita Manumua – https://twitter.com/i/status/1756316051388735884, drugie karne). Wydawało się, że Rumuni kontrolują sytuację, ale w końcówce oddali inicjatywę. Belgowie zaliczyli karne przyłożenie, zostali na boisku z przewagą dwóch graczy po żółtych kartkach i dalej naciskali. Byli bardzo blisko przyłożenia po kopie w pole punktowe, ale brakło miejsca w boisku. Chwilę potem udało im się przyłożyć po świetnym kopie na skrzydło i zrobiło się tylko 26:18 (brakło dwóch punktów z podwyższenia). Atakowali dalej, ponownie po kopie w pole punktowe Belgowie byli o włos od przyłożenia, i Rumuni przeżywali chwile strachu (podobnie zresztą my, bo nawet punkt bonusowy Belgów utrudniłby nam jeszcze bardziej walkę o trzecie miejsce w grupie). Na koniec meczu, gdy ukarani kartkami Rumuni wrócili na boisko, gospodarze zdołali jednak jeszcze raz zaatakować i już w doliczonym czasie po młynie zdobyć piąte przyłożenie, które ustaliło wynik i pozwoliło im odzyskać bonus ofensywny.

Gruzja – Holandia 31:10. W grupie A Holendrzy przez 20 minut pojedynku w Tbilisi zdawali się mieć ochotę na powtórzenie świetnego występu przeciwko Hiszpanii. Nie pozwalali Gruzinom stworzyć sytuacji punktowych, sami natomiast śmiało atakowali. Niestety, ten okres zakończyli tylko trzypunktową przewagą, a potem Gruzini (grający w mocno rezerwowym składzie) wzięli się do roboty i zaczęli zdobywać przyłożenia. Pierwsze maulem, drugie po akcji skrzydłem niezwykle skutecznego (i także szarpiącego rywali w drugiej połowie) Akakiego Tabucadze i kolejne 10 minut później było 14:3. W drugiej połowie Gruzini jeszcze bardziej odskoczyli, zdobyli trzy kolejne przyłożenia i okres naporu Holendrów w ostatnich 10 minutach gry niewiele już zmienił – starczyło tylko na zdobycie honorowego przyłożenia w doliczonym czasie gry (karnego, po zawaleniu maula autowego przez grających wtedy w trzynastkę Gruzinów).

Hiszpania – Niemcy 27:5. Hiszpanie nie powtórzyli przed własną publicznością nerwówki z Amsterdamu. Co prawda zawodziła skuteczność z kopów (skuteczność tylko 50%), ale stopniowo budowali przewagę. Wynik otworzył bohater poprzedniego spotkania, Martiniano Cian, a tuż przed przerwą prowadzili już 15:0. Wtedy Niemcy zdobyli przyłożenie, które mogło dać im nadzieję, ale w drugiej połowie to Hiszpanie podnieśli swoje prowadzenie, pieczętując wygraną na koniec meczu czwartym przyłożeniem, które dało im punkt bonusowy (w gruncie rzeczy bez znaczenia w układzie tej grupy). Niemcy mieli piłkę w rękach przez większość czasu, ale mieli problem z przebiciem obrony Hiszpanów i przegrywali sporo autów. A cała impreza skończyła się połową trybun gratulującą hiszpańskim rugbystom na boisku.

W tabeli naszej grupy prowadzą Rumuni, ale Portugalczycy mogą im zabrać pierwsze miejsce w bezpośrednim pojedynku za tydzień. Z kolei Belgowie liczą na wygraną Rumunów, bo wówczas sensacyjnie mogą Portugalczyków wyeliminować. Nam pozostaje liczyć na wygraną z Belgami, aby zagrać półfinał na swoim boisku – ale nasi rywale z kolejnego weekendu w dwóch dotychczasowych meczach prezentowali się znacznie lepiej od naszej drużyny. Z kolei w grupie A sytuacja dość jasna – Gruzja i Hiszpania awansują do półfinałów, a bezpośredni pojedynek zadecyduje tylko o tym, która z tych drużyn będzie miała przewagę swojego spotkania.

Swoją drogą warto zwrócić uwagę, że RE opublikowało po pierwszej kolejce analityczne raporty z meczów (do pobrania spod adresu https://www.rugbyeurope.eu/news/rugby-europe-championship-hot-stats-round-1/) – miejmy nadzieję, że będzie to kontynuować.

Poz.DrużynaM.Pkt.Poz.DrużynaM.Pkt
1. Gruzja291. Rumunia29
2. Hiszpania292. ↑Portugalia26
3. Holandia213. ↓Belgia24
4. Niemcy204. Polska20

Puchar Sześciu Narodów

Szkocja – Francja 16:20. W drugiej kolejce Pucharu Sześciu Narodów na największe emocje zanosiło się w Edynburgu. I ich nie zabrakło. Francuzi po porażce z Marsylii musieli radzić sobie bez Paula Willemse, który został ukarany trzytygodniowym zawieszeniem. Szkoci stracili kontuzjowanego Richiego Grey’a, za to w składzie pojawił się Rory Darge, a w ostatniej chwili Kyle’a Steyna zmienił debiutujący w kadrze Harry Paterson (zresztą, zagrał znakomicie). Początek pod dyktando Szkotów – już po paru minutach po fantastycznej zespołowej akcji zakończonej przez Bena White’a prowadzili 7:0. Thomas Ramos odpowiedział karnym, a chwilę potem Francuzi mogli wyjść na prowadzenie po znakomitej akcji Gaëla Fickou, ale w ostatniej chwili powstrzymał go Duhan van der Merwe (nie wiedzieć czemu sędzia nie uznał jej za zbyt wysoką i nie podyktował karnego przyłożenia); van der Merwe przy tej okazji zaliczył przechwyt i znakomity kop w aut na połowę rywali. Poza tą akcją Szkoci przeważali, a Francuzi darowali im bardzo dużo karnych. Po kopach Finna Russella zrobiło się 13:3, ale przed przerwą Fickou zdołał zmniejszyć stratę przyłożeniem (dla odmiany zaatakował tym razem w prawą stronę i tu nikt go nie powstrzymał). W samej końcówce Szkoci jeszcze atakowali, ale mimo żółtej kartki Uini Atoniego nie zdołali zdobyć punktów. Po przerwie mecz się wyrównał. Francuzi stracili z paskudnie wyglądającą kontuzją kapitana Grégory’ego Alldritta, Russell z karnego podniósł prowadzenie gospodarzy do 16:10. Francuzi jednak w końcówce przeważali, a efektem było przyłożenie po świetnej akcji Louisa Bielle-Biarrey’a. Prowadzili 20:16 i wydawali się kontrolować spotkanie. Ale tuż przed końcem przedarł się przez ich obronę Kyle Rowe i choć ostatecznie stracił piłkę, moment później Finn Russell ją odzyskał. Szkoci naciskali na pole punktowe Francuzów i w końcu wydawało się, że piłkę przyłożyli. Sędzia uznał ją jednak za utrzymaną w górze, a choć z powtórek TMO wynikało, że na 99% przyłożenie było, absolutnej pewności Nic Berry nie uzyskał i mecz skończył się pierwszą w turnieju wygraną Francuzów. Cóż, sędzia postąpił zgodnie z przepisami, a Szkotom uważającym, że zwycięstwo im ukradziono, warto przypomnieć błąd sędziego na niekorzyść Francuzów z pierwszej połowy, więc w ostatecznym rozrachunku niesprawiedliwości chyba tu nie było.

Anglia – Walia 16:14. Brytyjski klasyk, tym razem ze zdecydowanym faworytem – gospodarzami, którym jednak zwycięstwo łatwo nie przyszło. Anglicy nie zmienili ani jednego nazwiska w podstawowej piętnastce w porównaniu do ubiegłego tygodnia, za to Warren Gatland dokonał aż siedmiu zmian. Zwracał uwagę powrót najbardziej doświadczonego w drużynie Walii George’a Northa, a także młodziutki Ioan Lloyd w roli łącznika ataku (zastąpił niewiele starszego Sama Costelowa, przechodzącego protokół wstrząśnieniowy). Początek meczu to ataki gospodarzy, jednak świetnie powstrzymywane przez Walijczyków. A gdy żółtą kartkę zobaczył Ollie Chessum, goście wreszcie wyprowadzili atak, który zaowocował karnym przyłożeniem po maulu. Anglicy zostali na kilka minut w trzynastkę, ale mimo takiego osłabienia odpowiedzieli przyłożeniem (świetna szarża Maro Itoje na młodziutkim Lloydzie na 5 m Walijczyków, a po młynie zapunktował przełamując czterech rywali Ben Earl). George Ford nie dorzucił jednak przyłożenia w kuriozalnej sytuacji. A tuż przed przerwą nieoczekiwanie było 5:14 po przyłożeniu Alexa Manna. Na początku drugiej połowy stratę Anglików zmniejszył karnym Ford. Potem kilkakrotnie Walijczycy atakowali (szarpał zwłaszcza Rio Dyer), ale przyłożenie po 20 minutach i dwóch rzutach karnych podyktowanych po młynach zdobył Fraser Dingwall dla Anglii. Zrobiło się 13:14, a o zwycięstwie Anglików zadecydowała noga Forda na 10 minut przed końcem – najpierw 50:22, a chwilę potem skuteczny karny. Walijczycy walczyli, ale nie stworzyli sobie już żadnych szans. Świetnie podsumował ten mecz w nagłówku Daily Mail – Walijczycy przegrali, ale to oni byli prawdziwymi bohaterami tego meczu.

Irlandia – Włochy 36:0. Zupełnie inaczej od dwóch wcześniejszych wyglądało spotkanie w Dublinie. Irlandia, zdecydowany faworyt spotkania, co prawda grała bez świeżo upieczonego kapitana Petera O’Mahony’ego (jego rolę przejął Caelan Doris), ale nie oszczędzała Włochów, wystawiając bardzo mocny skład (z młodą parą łączników – do Jacka Crowley’a dołączył Craig Casey). Włosi z kolei musieli obejść się bez Sebastiana Negriego (kontuzja żeber), nie znalazło się też miejsce w składzie dla Alessandro Garbisiego, wrócił za to do drużyny Ange Capuozzo. Właśnie Capuozzo był chyba najjaśniejszym ogniwem swojego zespołu, ale w pojedynkę niewiele mógł zawalczyć przeciwko świetnie dysponowanym gospodarzom. Ci zdobyli po trzy przyłożenia w każdej połowie, a niewiele brakowało do jeszcze większej zdobyczy (m.in. o włos od skompletowania hat-tricku był świetny w tym meczu Dan Sheehan). I jeśli na coś mogli narzekać, to pewnie tylko na skuteczność z podwyższeń (50%, ale Jack Crowley zrehabilitował się znakomitym kreowaniem gry i pierwszym swoim przyłożeniem w kadrze). A najlepszym graczem meczu uznano Jamesa Lowe’a. Włosi… cóż, przegrywali auty i przegrali pojedynek na kopy w środku pola, a efektem ich postawy (i jedynego spudłowanego karnego na samym początku meczu) była porażka do zera.

Po dwóch kolejkach szansę na wielkiego szlema zachowały Irlandia i Anglia. Faworytem niewątpliwie po dwóćh znakomitych występach są Irlandczycy. Trzecie miejsce zajmują Szkoci, a Francuzi po wygranej ze Szkotami awansowali na czwarte miejsce. Na ostatnim znajomy widok – powrócili tam Włosi.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Irlandia210
2. Anglia28
3. Szkocja25
4. ↑↑Francja24
5. ↓Walia23
6. ↓Włochy21

W rozgrywkach U20 drugie zwycięstwa odnieśli młodzi Anglicy i Irlandczycy. Anglia w obecności ponad 14 tys. widzów pokonała Walię 28:7. Znacznie trudniej przyszło wygrać Irlandczykom, którzy pokonali Włochów zaledwie 23:22 (w meczu najbardziej zaimponował skrzydłowy gości Marco Scalabrin, z dwoma przyłożeniami i asystą, w każdym przypadku po przełamaniu kilku szarż, a także imponującą akcją w obronie: https://twitter.com/i/status/1756076975955825057). W meczu dwóch ekip, które tydzień temu przegrały, Francja pokonała na wyjeździe Szkocję 29:14 (już w pierwszej połowie zdobywając cztery przyłożenia przy zerowym dorobku Szkotów).

Z kraju

Janusz Urbanowicz zwołał kobiecą kadrę siódemkową na krótkie zgrupowanie w Gdańsku. Zwraca uwagę dalsza nieobecność Karoliny Jaszczyszyn (czy kapitan wróci jeszcze do zespołu?), a z drugiej strony obecność Katarzyny Paszczyk (a także kilku zawodniczek z Krakowa i Białegostoku).

Ze świata

Czołowe ligi europejskie pauzowały, ale we Francji grano na niższych poziomach, m.in. w Pro D2. Tutaj na pierwsze miejsce w ligowej tabeli wróciło po kolejce przerwy Vannes. Bretończycy rozgromili Aurillac 26:5, wygrywając z punktem bonusowym (m.in. dzięki takiej fantastycznej akcji: https://twitter.com/i/status/1756230480616153194). Dzięki temu wyprzedzili Béziers, które też wygrało, ale bez bonusa (37:34 na wyjeździe z Montauban, m.in. 18 punktów nieobecnego przeciwko Polsce Samuela Marquesa) oraz Provence, które świeżo uzyskany fotel lidera straciło wysoko przegrywając na wyjeździe z Agen (aż 7:31). Te trzy ekipy mają już kilkupunktową przewagę nad dwoma kolejnymi – Nevers (cenne zwycięstwo nad Brive 16:13) i Mont-de-Marsan (39:19 z Grenoble, zanosiło się na prawdziwy pogrom, gdy po 55 minutach było 29:0; swoją drogą tu punktował kolejny z nieobecnych w Lizbonie Portugalczyków, Simão Bento). Ostatnie miejsce premiowane awansem do play-off zajmuje Colomiers po wygranej 30:17 nad Dax (tu punktował z kolei Vincent Pinto). Dwa pozostałe spotkania miały też spore znaczenie – grały przeciwko sobie cztery najsłabsze drużyny ligi, walczące o utrzymanie. Po zaciętych pojedynkach wygrały te dwie słabsze, choć nie opuściły ostatnich miejsc tabeli: Rouen pokonało Valence Romans 22:18, a Biarritz wygrało z Soyaux-Angoulême 22:20.

W angielskiej Championship nie rozgrywano pełnej kolejki, ale dwa zaległe spotkania. Liderzy ligi, Ealing Trailfinders, umocnili się na prowadzeniu zwiększając przewagę nad drugimi Cornish Pirates do ośmiu punktów. To efekt meczu na szczycie, w którym londyńczycy pokonali Kornwalijczyków aż 40:12. Na trzecie miejsce awansowali Beford Blues po wygranej 26:22 nad Caldy, ale to zwycięstwo nie przyszło im bez kłopotów.

Uwagę kibiców nie tylko z Nowej Zelandii przyciągały zamorskie mecze rozgrzewkowe franczyz Super Rugby z tego kraju. Crusaders kończyli krótką wyprawę po Europie i w Bristolu zagrali przed ponad 18-tysięczną publicznością z tamtejszymi Bears. Wygrali 31:14, ale na boisku nie zobaczyliśmy Walijczyka Leigh Halfpenny’ego. Kontuzja klatki piersiowej może sprawić, że mecz z Munsterem będzie jedynym na długo w barwach ekipy z Christchurch (podobno może stracić większość sezonu). Dwie inne ekipy z Nowej Zelandii grały w Japonii i tym razem obie wygrały. Blues pokonali Yokohama Eagles 57:22 (m.in. trzy przyłożenia Caleba Clarke’a), a Chiefs wygrali z mistrzami Japonii Spears Funabashi Tokyo-Bay 35:30. Dwie pozostałe nowozelandzkie ekipy zagrały ze sobą i tu Highlanders pokonali Hurricanes 52:19 (ale format spotkania był oryginalny – grano 3 x 30 minut, a w sumie przez boisko przewinęło się 68 graczy).

Zapowiadane kary nastąpiły w angielskiej kobiecej Premiership. 5 punktów z powodu nieosiągnięcia wymaganej średniej liczby zawodniczek uprawnionych do gry dla Anglii odjęto ekipie Leicester Tigers (swoja drogą, to efekt częściowo tego, że trzy jego zawodniczki, pochodzące z Anglii, zagrały dla innych reprezentacji). Na czele tabeli są Saracens, które w derbach Londynu pokonały Harlequins 29:24 (hat-trick przyłożeń zaliczyła McKinley Hunt). Punkt mniej (ale i jedno spotkanie rozegrane mniej oraz komplet zwycięstwa na koncie) ma GLH – ekipa Gloucester-Hartpury, która w ten weekend w drugiej połowie dogoniła wynik i wygrała z Bristol Bears 24:19.

World Rugby ogłosiło kraje-gospodarzy tegorocznych mistrzostw świata w kategorii U20. Zmagania o tytuł najlepszych 20-latków na świecie będą toczyć się w Południowej Afryce (podobnie jak ostatnio), a finał będzie rozegrany w Kapsztadzie. Faworytami będą pewnie Francuzi, którzy tytuł zdobywają ostatnio seryjnie (już trzy razy z rzędu), a cieszy obecność w elicie Gruzji i Hiszpanii, a także Fidżi. Rywalizacja na niższym poziomie, w grupie Trophy, odbędzie się natomiast w Europie – gospodarzem będzie Szkocja (co tłumaczy ostatecznie jej nieobecność na mistrzostwach Europy, stanowiących kwalifikację do turnieju Trophy – jakże uprzejmie podana ręka Szkotom przez World Rugby…). Tu jeszcze nie wszyscy uczestnicy są znani. Reprezentantami Europy będą Holendrzy i gospodarze imprezy.

Telewizja Sky zapowiedziała, że w nadchodzącym sezonie Super Rugby Pacific będzie pokazywać niektóre mecze w swoim otwartym, bezpłatnym kanale, Sky Open. To znakomita informacja, bo płatne telewizje na dłuższą metę ograniczają popularność sportu. Nie ma jednak róży bez kolców – mecze przerywane będą reklamami, w związku z czym transmisje będą się kończyć z kilkunastominutowym opóźnieniem w stosunku do równoległych transmisji w kanałach płatnych. Podobnie będzie z wybranymi meczami NRL. Dobra wiadomość też dla kibiców rugby league w Anglii – kilkanaście spotkań w sezonie Super League mają znaleźć się na antenie BBC. W Australii z kolei Reds pokonali Waratahs 32:7, do przerwy prowadząc już 29:0, a Western Force uległo Brumbies 20:22 (do remisu było blisko – o spudłowane podwyższenie już po syrenie).

Bardzo fajna inicjatywa na Pacyfiku. W zaplanowanym na przełom lutego i marca w nowozelandzkim Auckland turnieju U20 wezmą udział cztery drużyny – trzy to wiodące wyspiarskie kraje (Fidżi, Samoa i Tonga), natomiast czwarta pod szyldem Moana Pasifika będzie gromadzić graczy z innych krajów Oceanii (w komunikacie wymieniono Papuę-Nową Gwineę, Wyspy Cooka, Wyspy Salomona i Polinezję Francuską).

Nagrodę dla najlepszego australijskiego rugbysty roku 2023 (medal Johna Ealesa) zdobył Rob Valetini z Brumbies. Cóż, kiepski to był rok dla australijskiego rugby, nie dziwi więc, że nagroda ma dla niego smak „gorzko-słodki”. Wśród kobiet nagrodę zgarnęła Eva Karpini (która błysnęła m.in. hat-trickiem przyłożeń przeciwko Francji), a wśród siódemkowiczek – Maddison Levi.

Pozostający w szpitalu Rassie Erasmus (pokazał na Twitterze swoje poparzenia, tylko dla osób o mocnych nerwach) skompletował skład sztabu trenerskiego Springboków. Spektakularne nowe twarze: Duane Vermeulen, Jaco Peyper, Tony Brown (trener ataku) i Jerry Flannery (trener obrony). Erasmus rezygnuje także z posady dyrektora rugby w SARU, chcąc się skoncentrować na pracy trenerskiej.

Plany na letnie okienko międzynarodowe: na liście sześciu testów reprezentacji Australii znalazł się jeden bardzo ciekawy – 20 lipca Wallabies zagrają w Sydney z Gruzją. Cóż, coś czuję, że WR chce pokazać przed 2026, że daje szansę drużynom spoza elity, aby uciszyć nieco krytykę pomysłu światowych nowych rozgrywek. Gdy te zostaną uruchomione, już pewnie tak różowo nie będzie. Poza tym 29 czerwca, po zakończeniu Asia Rugby Championship, reprezentacja Korei Południowej rozegra w Inczonie test z niesprecyzowanym jeszcze przeciwnikiem. Cóż, można pomarzyć, jakby to fajnie było, gdyby to byli nasi 😉

W Indiach ogłoszono powstanie zawodowej ligi siódemkowej – Rugby Premier League ma ruszyć we wrześniu z udziałem sześciu franczyz, do których mają być także ściągani zawodnicy z zagranicy (ponoć najlepsi, skoro RPL ma być produktem klasy światowej).

Rugbowych dokumentów pojawiło się na ekranach ostatnio kilka, a czeka nas kolejny – w Południowej Afryce w przyszłym miesiącu ma mieć premierę serial Chasing the Sun 2, czyli opowieść o tym, jak Springboki sięgnęły po tytuł mistrzów świata. W ten weekend pokazano jego trailer.

Z rynku transferowego:

  • Lewis Ludlam po ośmiu latach spędzonych w Northampton Saints odejdzie po tym sezonie. Plotki łączą go z wyjazdem na Lazurowe Wybrzeże, do Tulonu;
  • z kolei Louis Lynagh z Harlequins ma opuścić londyński klub i przenieść się do Benettona. Kto wie, czy w ślad za tym nie pójdą występy w reprezentacji Włoch, do czego syn australijskiej legendy ponoć ma prawo;
  • weteran Ruan Pienaar dostał ofertę zostania trenerem drużyny, w której obecnie występuje – Cheetahs. Z kolei trzech graczy tej drużyny wyjechało na krótkie wypożyczenie do Ospreys (to nie pierwszy już taki manewr związany ze współpracą obu drużyn; dla Cheetahs mamy teraz moment martwego sezonu);
  • wszystko wskazuje na to, że Cobus Wiese opuści Sale Sharks i wróci do ojczyzny, gdzie będzie grać w Bulls;
  • na jakie pieniądze można liczyć w Pro D2? Podobno Courtney Lawes otrzymał dwie oferty z klubów z drugiego poziomu ligowego we Francji – Provence ma oferować mu 276 tys. euro rocznie, a Brive aż 420 tys. euro.

Kurtley Beale został uniewinniony przez sąd w Sydney od zarzutów gwałtu i seksualnego napastowania.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • Tomasz Pozniak (Wimbledon RFC, National League 2 East): zagrał cały mecz przeciwko ostatniemu w tabeli North Walsham, zremisowany 23:23. Wimbledon pozostał przedostatni w lidze, a dla rywali to był pierwszy nieprzegrany mecz w tym sezonie.

Irlandia:

  • Dominik Morycki (Enniscorthy RFC): na ławce rezerwowych zaczął mecz pierwszej rudny Provincial Towns Cup, przegrany z Portarlington 15:29.

Szkocja:

  • Zenon Szwagrzak (Selkirk RFC, Premiership): wyszedł w pierwszym składzie w meczu z Hawick, przegranym aż 3:59. Selkirk pozostał na ósmym miejscu w lidze.

Zapowiedzi

Za tydzień znów w akcji reprezentacja Polski, która w Brukseli zmierzy się z Belgią w ramach ostatniej kolejki fazy grupowej Rugby Europe Championship. Poza tym mecze Gruzji z Hiszpanią, Rumunii z Portugalią i Holandii z Niemcami – wszystkie zapowiadają się bardzo ciekawie.

Puchar Sześciu Narodów ma tydzień przerwy, wracają natomiast emocje ligowe. W piętnastej kolejce Top 14 zagrają m.in. Bajonna z Clermont i Racing 92 z Montpellier. Po dłuższej przerwie zagrają też drużyny URC – w dziesiątej rundzie zmierzą się m.in. Leinster z Benettonem, ale najciekawiej zapowiadają się dwie pary południowoafrykańskich derby.

W planach także start Super Rugby Americas i siódemkowy turniej Arab 7s.

7 komentarzy do “Portugalia odbudowana. Naszym kosztem”

  1. Słabo to wygląda w naszym wykonaniu.
    Portugalczycy zrobili postęp kolosalny w grze.
    U nas powołania nie wiadomo skąd. Chyba niektórym czas zakończyć kariery.
    My chyba jesteśmy za słabi na ten poziom, a za mocni na trzeci. Jeżeli nie będzie więcej kasy na profesjonalne podejście do rugby (pół zawodostwo które jest teraz) to chyba nie mamy czego szukać na tym poziomie. Bo będziemy wchodzić i spadać. Co z trenerem? Bo ta formuła to się wyczerpuje powoli. Może ktoś z Płw. Iberyjskiego. Gruzja? U nas nie ma podejścia że można się wybić i pojechać zagranicę? Oczywiście nie do lig niższych tylko do choćby ProD2?
    Co z M Haznarem?
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Cóż, niewielu widać tych wyjeżdżających. Jeden Zapędowski wiosny nie czyni. Nie mam pojęcia dlaczego. Słyszałem o jednym przypadku, gdy zawodnik by zniechęcany, ale to tylko plotka, więc w sumie wiedza niewiele warta.
      Co do Haznara… Wygląda na to, że w tym momencie gra w lokalnej lidze w Irlandii (efektywnie – zdaje się siódmy poziom ligowy, nie licząc URC). Miał szansę na czwartym poziomie (znalazłem jeden mecz). Podobno (ale to wiedza tylko z plotek) sam mógł zawalić swoje szanse po tym, jak się objawił w reprezentacji.

      Odpowiedz
  2. Ciężko się oglądało występ Polaków i słabo widzę utrzymanie w REC. Czy wiadomo dlaczego mecz skończył się w 77 minucie?

    Odpowiedz
    • Myślę, że sędzia dobrze trzymał czas, za to realizator transmisji miał kłopoty. Parę razy gra się toczyła, a zegar na ekranie stał 🙂

      Odpowiedz
    • Z tym zegarem telewizyjnym podczas transmisji jest cos nie tak podczas meczów REC. Niby sie zatrzymuje, ale rusza minutę a czasem później po wznowieniu gry. Np. w Gdyni na stadionowym zegarze była 84 minuta gdy sędzia zakończył mecz, a jak oglądałem mecz z odtworzenia po powrocie do domu to wyglądało jakby sędzia zakończył spotkanie w 76 minucie.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz