Dał nam przykład Bonaparte

Niestety nie w zwyciężaniu. Waterloo okazało się dla naszej reprezentacji niemal równie bolesne jak dla Napoleona – wysoka porażka z Belgami co prawda nie skazuje jeszcze nas ostatecznie na Świętą Helenę (czyli spadek do Trophy), ale jednak bardzo mocno do niej zbliża. Stawia nas przed zadaniem pokonania Holandii na wyjeździe, na co trudno liczyć. W innych meczach REC też wygrane faworytów, a Portugalia i Rumunia zaserwowały kibicom świetne widowisko.

Reprezentacja Polski / Rugby Europe International Championships

Wszystkie spotkania ostatniej kolejki fazy grupowej zapowiadały się ciekawie, najbardziej interesująco miało być w naszej grupie, a naszą uwagę przyciągał oczywiście mecz reprezentacji Polski przeciwko Belgii.

Belgia – Polska 31:10. Fatalne wieści dotarły do Polski w dniach poprzedzających spotkanie. Trener Hitt nie mógł skorzystać w Waterloo nie tylko z ukaranego czerwoną kartką Dawida Banaszka, ale także zawieszonego za wydarzenia z tej samej bójki kapitana Piotra Zeszutka (dorobek dyscyplinarny kapitana w ostatnich czasach nazbyt szybko rośnie) oraz kontuzjowanych Michała Krużyckiego i Wojciecha Piotrowicza. To oznaczało stratę grupy doświadczonych graczy i kłopot z obsadzeniem pozycji łącznika ataku (pod nieobecność także Jędrzeja Nowickiego). Ostatecznie trener postawił na tej pozycji na Petera Hudsona-Kowalewicza. Kapitanem drużyny został Mateusz Plichta, do składu wrócił Mateusz Bartoszek, na boisku zobaczyliśmy też Ronana Seydaka. Belgowie niemal powtórzyli skład ze zwycięskiego meczu z Portugalią (powtórzyło się aż 13 nazwisk z wyjściowej piętnastki, wróciło sześciu nieobecnych w meczu z Rumunią). Na ławce zaś znalazło się dwóch młodych debiutantów (w tym Paul Gérard, reprezentant Belgii już w trzecim pokoleniu).

Już na starcie meczu było wiadomo, że Belgowie stracili szansę na awans do półfinału 1–4 (odebrali im ją Portugalczycy, którzy chwilę wcześniej wygrali z Rumunią). Ale wciąż stawką był przywilej gry w półfinałach 5–8 na własnym boisku i ze słabszym przeciwnikiem. Pierwszą połowę nasi zawodnicy zaczęli niestety od szybkiej straty przyłożenia (zdobył je weteran Maxime Jadot po utracie przez nas piłki w aucie), ale potem to nasi zawodnicy mieli przewagę. Zawdzięczali ją w dużej mierze znakomitej postawie w walce o posiadanie po wysoko zawieszonych kopach Patryka Reksulaka i Stasia Maltby’ego, chyba sześciokrotnie odzyskując w takich sytuacjach piłkę (albo bezpośrednio, albo zmuszając rywali do błędów). Karne na połowie rywali zamienialiśmy jednak na auty (trzykrotnie tracąc w ten sposób sporą szansę na trzy punkty), a po autach nie udawało nam się niczego zyskać. Brakowało wykończenia i czasami cierpliwości. Belgowie natomiast świetnie bronili i wyprowadzili kilka kontr, ale swoje prowadzenie podnieśli tylko o trzy punkty z jednego z dwóch karnych, które kopali na nasze słupy.

W drugiej połowie sytuacja wyglądała gorzej. Już pierwsza piłka pokazała zmianę sytuacji, bo tym razem odzysk po kopie ze wznowienia zaliczyli rywale i już w pierwszej akcji zdobyli drugie przyłożenie. My odpowiedzieliśmy atakiem i trzema punktami z karnego (wreszcie) Stasia Maltby’ego, ale Belgowie dominowali w młynach i tę dominację wykorzystywali. Po kwadransie gry i kolejnym przyłożeniu prowadzili 24:3. Dopiero wtedy udało nam się wyprowadzić dłuższą akcję ofensywną, która okazała się skuteczna – skończył ją między słupami Nicolas Saborit, a podwyższenie dorzucił z dropa Maltby. Chwilę potem rywale popełnili błąd przy wznowieniu, a nasi rzucili się do kolejnych ataków. Nawet mimo wreszcie powstrzymanego po zmianach w pierwszej linii młyna Belgów, efektów nie było (co gorsza, kopany na kwadrans przed końcem karny w aut wyszedł poza boisko za chorągiewką). Na dziesięć minut przed końcem meczu mogliśmy pożegnać się z resztkami nadziei – imponującą szybką akcje Belgów powstrzymaliśmy w ostatniej chwili kosztem żółtej kartki Kacpra Palamarczuka, moment później Belgowie zdobyli czwarte przyłożenie, a nie minęły dwie minuty, jak na ławce kar znalazł się drugi nasz zawodnik (Grzegorz Szczepański za zbicie piłki). Mimo gry w trzynastkę nie pozwoliliśmy Belgom na zdobycie punktów i nawet sami próbowaliśmy atakować, ale gra toczyła się już głównie w środku pola.

Ostatecznie zapisaliśmy na swoim koncie przegraną sporo wyższą niż w ostatnim meczu przed rokiem. Nasi atakowali długimi fragmentami gry, ale brakowało wykończenia, skuteczności, trudno też zrozumieć niekopanie na słupy z karnych w dogodnych sytuacjach w pierwszej połowie. Mieli też kłopoty z zatrzymaniem akcji przeciwników, gdy ci się rozpędzili (co zdarzało się im znacznie częściej niż nam). Wygrana Belgów zasłużona, choć parę punkcików więcej po naszej stronie pewnie lepiej oddałoby przebieg meczu.

Rumunia – Portugalia 24:49. To była walka o pierwsze miejsce w tabeli naszej grupy, a w przypadku Portugalczyków – także o awans w ogóle (w przypadku porażki groziło im wyprzedzenie przez Belgów). Gospodarze zagrali wzmocnieni m.in. Taylorem Gontineakiem. Portugalczycy nadal bez Raffaele Stortiego (kontuzjowanego w meczu ligowym przed tygodniem) i Rodrigo Marty, za to z Nicolasem Martinsem. Pierwsza połowa zgodnie z przewidywaniami – Portugalczycy zdobywali przyłożenia po błyskotliwych akcjach graczy ataku (dwa przyłożenia po indywidualnych przebojach), a Rumuni, mający przewagę w młynie, odpowiedzieli przyłożeniem po maulu autowym. Bardziej opłacała się szybka gra – do przerwy Portugalia prowadziła 20:10. Po przerwie Rumuni rzucili się do ataków, których efektem było przyłożenie Gontineaca. Jednak znakomity przekop na skrzydło młodziutkiego Hugo Camacho pozwolił gościom znowu odskoczyć po przyłożeniu grającego dopiero drugi raz w kadrze (i pierwszy raz u boku brata) Lucasa Martinsa (https://twitter.com/i/status/1758935884475314478). Po kolejnym okresie przewagi i zmagań na linii bramkowej Rumuni znów zmniejszyli stratę do 3 oczek, ale Portugalczycy po karnym, a potem następnej szybkiej akcji (asysta Lucasa Martinsa, drugie przyłożenie Vincenta Pinto) odskoczyli na 13 punktów. Rumuni atakowali do końca, ale najpierw przegrali aut na połowie rywali, a chwilę potem maul parę metrów od pola punktowego. I wtedy, aby dopełnić ich nieszczęścia, dwa przyłożenia zdobyli bracia Martinsowie: najpierw Lucas uciekał im przez 80 m, a chwilę potem szybką, zespołową akcję przyłożeniem zakończył Nicolas. Świetny mecz, świetna postawa najmłodszych Portugalczyków przeciwko najmocniejszemu rywalowi w grupie (Hugo Aubry, Hugo Camacho czy Lucas Martins mogą być przyszłością portugalskiego rugby).

Gruzja – Hiszpania 38:3. W drugiej grupie także bez niespodzianek, choć wynik najciekawszego meczu nie do końca oddaje obraz z boiska. Hiszpanie świetnie zaprezentowali się w pierwszej połowie spotkania, gdy kilkakrotnie wytrzymali napór gospodarzy (dwukrotnie dzięki błędom Gruzinów, którzy kluczowe podania posyłali do przodu), świetnie kopali w grze, rozbrajali maule rywali, wyszli na prowadzenie po trudnym karnym, a do przerwy przegrywali tylko 3:7 (stracili przyłożenie w końcówce po błędzie w obronie i zostawieniu wolnej drogi łącznikowi młyna gospodarzy). Ten dobry obraz popsuł się w drugiej połowie. Pierwsze przyłożenie po przerwie zaliczył zabójczy dla rywali Akaki Tabucadze, potem sędzia podyktował dla jego drużyny kolejne karne (a kto wie, czy chwilę potem nie powinien zrobić tego jeszcze raz), Hiszpanie zostali nawet na kilka minut w trzynastkę (stracili wtedy punkty, ale wytrzymali dłuższą chwilę naporu na linii 5 m), a w ostatnich paru minutach Gruzini przypieczętowali wygraną dwoma kolejnymi przyłożeniami.

Holandia – Niemcy 39:13. A naszymi rywalami w półfinałach zmagań o miejsca 5–8 będą zgodnie z oczekiwaniami Holendrzy. Wygrali z Niemcami wysoko, ale przez 3/4 spotkania wynik dawał nadzieję Niemcom na zmianę rezultatu. Po kwadransie gry Holendrzy prowadzili 12:0, ale w dalszej fazie pierwszej połowy to Niemcy punktowali i do przerwy było tylko 12:10. Po wymianie karnych na początku drugiej połowy dwupunktowa przewaga gospodarzy się utrzymała, a potem Holendrzy przyłożeniem podnieśli ją do dziewięciu oczek. Dopiero w ostatnim kwadransie spotkania dzięki kolejnym dwóm przyłożeniom na dobre Niemcom odskoczyli. Wszystkie trzy przyłożenia w drugiej połowie zdobyli po potężnych maulach autowych, na które Niemcy nie mogli znaleźć lekarstwa.

Znamy pary półfinałowe. O miejsca 1–4 zagrają Gruzja z Rumunią oraz Portugalia z Hiszpanią. Z kolei o miejsca 5–8 zmierzą się Holandia z Polską oraz Belgia z Niemcami. Dla naszej drużyny będzie to w praktyce mecz o życie – w przypadku porażki szanse na utrzymanie znikną w ogóle (jeśli Belgowie wygrają z Niemcami, co jest mocno prawdopodobne) albo będą symboliczne (nawet gdyby Belgowie nieoczekiwanie przegrali w półfinale, a potem nasi wygrali z nimi w meczu o siódme miejsce – bilans bezpośrednich spotkań byłby 2:2, a bilans małych punktów mamy w tym momencie znacznie gorszy i potrzebowalibyśmy zwycięstwa o szalonych rozmiarach).

Poz.DrużynaM.Pkt.Poz.DrużynaM.Pkt
1. Gruzja3141. ↑Portugalia311
2. Hiszpania392. ↓Rumunia39
3. Holandia363. Belgia39
4. Niemcy304. Polska30

Swoją drogą, podobno kolejny cykl spadków i awansów w Rugby Europe International Championships może być wyjątkowo cyklem rocznym, a nie dwuletnim (co ma związek z cyklem kwalifikacji do kolejnego Pucharu Świata). A zatem w razie spadku do Trophy, mogłaby być szansa na szybki powrót.

Top 14

Top 14 rzadko przerywa swoje rozgrywki, nawet jeśli brak francuskich kadrowiczów. W ten weekend rozegrano już piętnastą kolejkę spotkań.

Lyon OU – Stade Rochelais 28:17. Na start rundy mieliśmy pojedynek dwóch drużyn, których miejsca w tabeli z pewnością nie odzwierciedlają ani ambicji, ani potencjału – i obie chcą ten stan rzeczy zmienić. Lepiej zaczęli ten mecz roszelczycy, którzy po 20 minutach wygrywali już 14:3. Jednak gospodarze jeszcze przed przerwą zmniejszyli straty dzięki przyłożeniu Baptiste’a Couilloud (po asyście świetnego w ostatnich tygodniach Semiego Radradry), a po przerwie dzięki kolejnym pięciu punktom tego samego gracza (tym razem po indywidualnej akcji) wyszli na prowadzenie. Drugą połowę wygrali 15:0 i dzięki temu zwyciężyli w całym spotkaniu. A Ronan O’Gara kolejny raz krytykował sędziów, tym razem za nieuznane przyłożenie swoich graczy (choć znacznie więcej gorzkich słów kierował pod adresem swoich zawodników).

Racing 92 – Montpellier Hérault 20:44. Niedawni liderzy znowu przegrali i to znowu z ekipą z dołu tabeli. Montpellier przed tym meczem zajmowało ostatnie miejsce w lidze, a dzięki zwycięstwu (i to zwycięstwu z bonusem) wreszcie wydźwignęło się z niego. Goście z południa ton spotkaniu nadali znakomitym początkiem – po 10 minutach mieli na koncie dwa przyłożenia i 11 punktów przewagi. Tego prowadzenia nie oddali już do końca, całkowicie kontrolując rywalizację. Dopiero gdy na liczniku mieli 28 oczek (jedno z przyłożeń w wykonaniu Cobusa Reinacha: https://twitter.com/i/status/1759076211886870610), gospodarze zdobyli pierwsze przyłożenie, ale wówczas dystans zaczął trzymać dzięki kopom z karnych Louis Carbonel (w sumie z kopów uzbierał aż 19 punktów). A w doliczonym czasie gry przypieczętowali wygraną piątym przyłożeniem (podobnie zresztą skończyli wcześniej pierwszą połowę).

Poza tym:

  • Union Bordeaux-Bègles – Section Paloise 10:20 (osłabieni brakiem wielu graczy ataku gospodarze już do przerwy przegrywali 3:20, a jedyne przyłożenie zdobyli w końcówce meczu, gdy goście zaczęli łapać żółte kartki; kto jednak wie, jak ten mecz by wyglądał, gdyby nie dwie zmarnowane szanse skrzydłowych Bordeaux);
  • Stade Français – USA Perpignan 32:19 (Katalończycy nieoczekiwanie po 16 punktach Tommaso Allana w pierwszej połowie prowadzili do przerwy 16:7; w drugiej Allan dorzucił tylko trzy oczka, natomiast paryżanie – trzy przyłożenia, jednak o zwycięstwie przesądzili dopiero w ostatnich minutach meczu);
  • Stade Touolousain – Oyonnax 61:34 (aż 14 przyłożeń w Tuluzie, z czego dziewięć na koncie gospodarzy; aż cztery zapisał na swoje konto zmiennik Antoine’a Duponta, łącznik młyna Paul Graou; inne z przyłożeń dla zwycięzców zaliczył reprezentant Stanów Zjednoczonych David Anuu);
  • Aviron Bayonnais – ASM Clermont 21:13 (Bajonna znów wykorzystała atut swojego boiska, tym razem w dużej mierze wykorzystując błędy swoich przeciwników);
  • Castres Olympique – RC Toulon 25:17 (cenna wygrana Castres, które wraca do czołowej szóstki, jednak dzięki przyłożeniu Leicestera Fainga’anuku z końcówki meczu Tulon pozbawił gospodarzy punktu bonusowego).

Stade Français i Tuluza wykorzystały potknięcia najbliższych rywali i zwiększyły dystans dzielący je od reszty stawki. Mimo porażek, Bordeaux i Racing pozostały jednak w czołowej czwórce. Na dole tabeli zwracają uwagę zwycięstwa Lyonu i Montpellier, które dały im skromne, ale ważne awanse (Montpellier wydobyło się z ostatniego miejsca w tabeli, które okupowało od kilku miesięcy).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Stade Français1546
2. Stade Toulousain1545
3. Union Bordeaux-Bègles1541
4. Racing 921540
5. ↑↑Castres Olympique1539
6. ↓RC Toulon1537
7. ↑↑Section Paloise1536
8. ↓↓ASM Clermont1535
9. ↓Stade Rochelais1535
10. Aviron Bayonnais1532
11. ↑Lyon OU1528
12. ↓USA Perpignan1526
13. ↑Montpellier Hérault1525
14. ↓Oyonnax1522

W Pro D2 znów zmiana na czele – w najciekawiej zapowiadającym się starciu liderzy z Vannes przegrali z trzecią drużyną tabeli, Provence, 13:16. W efekcie ekipa z Aix-en-Provence przeskoczyła Bretończyków, ale na pierwsze miejsce awansowała inna drużyna, Béziers, która pokonała Mont-de-Marsan 25:20 (10 punktów Samuela Marquesa). Poza tym zwraca uwagę wygrana Grenoble nad Brive 40:29 (trzy z czterech przyłożeń dla zwycięzców zdobyli Gruzini), odrobinę nieoczekiwane zwycięstwo Aurillac nad Colomiers 30:17 (gwiazdą meczu był Antoine Aucagne, który swoje 20 punktów zdobył na wszystkie możliwe sposoby) czy jeszcze bardziej niespodziewany sukces broniącego się przed spadkiem Valence Romans, które w pokonanym polu pozostawiło Montauban. Także cenną wygraną w walce o utrzymanie odniosło Biarritz, które m.in. dzięki przyłożeniu Mohameda Haouasa wygrało z ostatnim w lidze Rouen.

Niemiła nowina za to z trzeciego poziomu ligowego, Nationale – ekipa Blagnac (z przedmieść Tuluzy), która rok temu walczyła w play-off o awans do Pro D2, a w tym sezonie zmieniła właścicieli i dużą część składu, ogłosiła bankructwo i nie dokończy sezonu.

United Rugby Championship

Po długiej przerwie do gry wróciły drużyny URC – pomijając południowoafrykańskie zaległości, drużyny tej ligi pauzowały od początku stycznia. W ten weekend rozegrano dziesiątą kolejkę spotkań. I choć kalendarz ligi zaplanowano tak, aby minimalizować ilość gier bez reprezentantów kraju, w ten weekend mieliśmy do czynienia właśnie z taką sytuacją.

Lions – Bulls 10:25. Problemu z kadrowiczami nie mają ekipy z Południowej Afryki i pewnie dlatego w ten weekend zaplanowano rozegranie spotkań derbowych między nimi. W pierwszym z nich Lions ponieśli trzecią derbową porażkę w tym roku i przegrali z rywalami z Pretorii. Co prawda błyskawicznie wyszli na prowadzenie po karnym, ale niemal do końca meczu był to ich jedyny dorobek punktowy, tymczasem goście zdobywali przyłożenia. Co prawda w pierwszej połowie tylko jedno (prowadzili po nim tylko 5:3), ale na pół godziny przed końcem dorzucili drugie, a w ostatnim kwadransie jeszcze dwa. I choć brakowało im skuteczności z podstawki, wypracowali wystarczająco dużą przewagę.

Sharks – Stormers 21:25. W drugich derbach RPA spotkały się dwie ekipy z miast nadmorskich. Naszpikowani gwiazdami Sharks ponieśli dziewiątą porażkę w sezonie mimo atutu własnego boiska. O odmianę złej passy jednak mocno walczyli. Co prawda Stormers po 20 minutach prowadzili 12:0, ale Sharks nawiązali walkę i dwukrotnie skracali w tym meczu dystans do różnicy mniejszej niż liczba punktów z przyłożenia. Drugi raz zrobili to na pięć minut przed końcem, ale brakujących czterech oczek nie zdołali już odrobić. Sporą zasługę w wygranej kapsztadczyków miał Sacha Feinberg-Mngomozulu, który zdobył 10 punktów z kopów.

Leinster – Benetton Treviso 47:18. Pojedynek na szczycie ligowej tabeli nie przyniósł większych emocji. Obie drużyny mocno osłabione (obie stanowią podpory swoich reprezentacji narodowych), więc mieliśmy właściwie pojedynek rezerw. Zdecydowanie lepsze okazały się rezerwy irlandzkie – co prawda Włosi zaliczyli przyłożenie w pierwszej akcji, ale już wkrótce potem na prowadzenie wyszli gospodarze. Goście długo utrzymywali dystans pozwalający marzyć im o walce o zwycięstwo (do przerwy było tylko 21:18), ale w ostatnim kwadransie trzy przyłożenia Leinsteru definitywnie rozwiązały sprawę.

Poza tym:

  • Scarlets – Munster 7:42 (po dwóch przyłożeniach Gavina Coombesa Munster prowadził 14:0, Walijczycy zmniejszyli stratę, ale w ostatnich 20 minutach goście dorzucili cztery przyłożenia, zadając rywalom dziewiątą porażkę z rzędu);
  • Zebre Parma – Edinburgh 19:24 (Zebre zaczęło mecz od przyłożenia i prowadzenie straciło dopiero 10 minut przed końcem; Szkoci wygrali dzięki trzem przyłożeniom zdobytym w drugiej połowie, a Włosi musieli zadowolić się punktem bonusowym, zdobytym dzięki karnemu w doliczonym czasie gry);
  • Cardiff – Connacht 12:16 (spore znaczenie miała czerwona kartka gracza gospodarzy Rey’a Lee-Lo, zaledwie po kwadransie gry, jednak zwycięstwo gospodarze dali sobie odebrać dopiero w ostatnich 20 minutach gry; mecz został poprzedzony przez poruszającą ceremonią z udziałem Garetha Edwardsa, w której oddano hołd zmarłemu niedawno Barry’emu Johnowi);
  • Glasgow Warriors – Dragons 40:7 (jednostronny mecz, w którym Szkoci prowadzili 14:0 już po niespełna pięciu minutach, a jedyne punkty stracili, gdy wygrywali już 28:0);
  • Ospreys – Ulster 19:17 (niespodzianka na koniec kolejki – zacięty mecz z końcówką, w której prowadzenie zmieniało się parę razy; Ulster zdobył jednopunktową przewagę parę minut przed końcem dzięki karnemu Jake’a Flannery’ego z własnej połowy, ale gospodarze wydarli zwycięstwo w ostatniej minucie dzięki drop goalowi Dana Edwardsa z ponad 30 m).

Leinster pozostał liderem tabeli, a za jego plecy wróciła ekipa z Glasgow. Benetton wypadł poza czołową trójkę, wyprzedzony też przez Bulls. Ospreys dzięki wygranej nad Ulsterem wyprzedzili swoich rywali i jako jedyna walijska drużyna pozostają w górnej połówce tabeli. Na dnie nadal Sharks i Dragons.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leinster1039
2. ↑Glasgow Warriors1036
3. ↑Bulls1035
4. ↓↓Benetton Treviso1032
5. ↑Edinburgh1030
6. ↑Stormers1030
7. ↑Ospreys1029
8. ↓↓↓Ulster1029
9. ↑↑Munster1029
10. ↓Connacht1028
11. ↓Lions1024
12. Cardiff1022
13. ↑Zebre Parma1013
14. ↓Scarlets1012
15. Dragons1010
16. Sharks1010

Swoją drogą, bardzo sympatycznym akcentem było uhonorowanie szkół i klubów, w których zawodnicy URC zaczynali kariery – poprzez przede wszystkim ubranie getrów w ich barwach.

Ze świata

Po przerwie wróciła Japan Rugby League One, ale póki co po to, aby rozegrać tylko dwa mecze siódmej kolejki. Ciekawszym z nich było starcie dwóch ekip z czołowej trójki – lider, Saitama Wild Knights, umocnił się na pierwszym miejscu po wygranej nad Tokyo Sungoliath 24:20, a najlepszym graczem meczu został Damian de Allende. O wygranej liderów zadecydowała ostatnia faza meczu, oglądanego przez ponad 12 tysięcy widzów. W drugim meczu dysproporcja była znacznie większa: Toyota Verblitz pokonało Mie Heat 56:7 (hat trick skrzydłowego Taichiego Takahashiego). Dla przegranych to siódma kolejna porażka w tym sezonie.

W Ameryce Południowej rozpoczął się nowy sezon Super Rugby Americas. W pierwszej kolejce dwa zwycięstwa drużyn z Argentyny. W pierwszym starciu sezonu w Córdobie Dogos nie dali szans American Raptors ze Stanów Zjednoczonych i wygrali aż 56:8, a Pampas (trenerski debiut Juana Manuela Leguzamóna) pokonali na wyjeździe paragwajskie Yacare 48:32. W trzecim spotkaniu niespodzianka – brazylijscy Cobras wygrali z urugwajskim Peñarolem, obrońcą tytułu mistrzowskiego, 15:13. Piękny to ten mecz nie był, sporo błędów po obu stronach, ale pierwsze zwycięstwo Cobras nad rywalem z Urugwaju w historii ligi warte jest podkreślenia.

W Anglii Premiership nadal pauzowała, ale rozegrano półfinały Premiership Rugby Cup. Do finału awansowała ekipa Gloucesteru, która mimo że radzi sobie fatalnie, w ten weekend pokonała Exeter Chiefs 17:14, w dużej mierze dzięki świetnej postawie Zacha Mercera (który kolejny raz pokazywał Steve’owi Borthwickowi, że zasłużył na miejsce w reprezentacji Anglii). Rywalem będą Leicester Tigers, którzy pokonali 29:21 jedynego drugoligowicza na tym etapie, Ealing Traiflinders. Szkoda, ale postawa z Ealing była na tyle dobra, że powinna dać włodarzom RFU do myślenia.

W kobiecych irlandzko-szkocko-walijskich rozgrywkach Celtic Challenge rozpoczęła się faza finałowa. Nietypowa, bo stawkę sześciu drużyn podzielono w fazie finałowej na dwie połowy, w każdej teraz rozgrywane są mecze każdy z każdym, ale zachowano dorobek punktowy z pierwszej rundy. W efekcie irlandzkie Wolfhounds mogły sobie już w ten weekend zapewnić mistrzostwo ligi – grały z Edynburgiem (w Edynburgu), swoim najgroźniejszym rywalem. Były jednak bliskie przegranej i ostatecznie uratowały remis. Dzięki temu w tabeli mają nad Edynburgiem nadal cztery punkty przewagi i prawdopodobnie mistrzostwo zdobędą (obie drużyny zagrają jeszcze z drugą irlandzką drużyną, Clovers).

Zakończyły się rozgrywane w gronie ośmiu drużyn mistrzostwa Sri Lanki. Na ich koniec nie było finału (podobnie jak w Celtic Challenge po pierwszej rundzie w drugiej podzielono stawkę na dwie grupy i w nich ponownie rywalizowano systemem ligowym, z zachowaniem dorobku punktowego z pierwszej fazy), jednak ostatnie starcie pomiędzy liderem ligi CR&FC (czyli Ceylonese Rugby & Football Club ze stolicy kraju, Colombo) oraz tracącym do niego 4 punkty obrońcą tytułu mistrzowskiego Kandy SC decydowało o ostatecznym wyniku rozgrywek. CR&FC zrewanżowało się za porażkę sprzed kilku tygodni i wygrało 33:25, zdobywając w ten sposób swój czternasty tytuł mistrzowski (ponad ćwierć wieku po poprzednim). Ciekawostka, w tym roku planowane jest uruchomienie w tym kraju rozgrywek w rugby 11.

Poznaliśmy także mistrza Iranu. Po rozgrywkach trwających zaledwie parę dni (półfinały i finały, z udziałem czterech drużyn) po tytuł najlepszej drużyny kraju sięgnęła ekipa Le Khorassan, która w finale 15:7 wygrała z Datis Rugby Club.

W At-Ta’if w Arabii Saudyjskiej rozegrano siódemkowy turniej Arab 7s. W rywalizacji kobiecej na starcie stanęło osiem drużyn, w tym swój boiskowy debiut zaliczyła reprezentacja Arabii Saudyjskiej. Gospodynie nie zdobyły w turnieju ani jednego punktu, natomiast triumfowała (trzeci raz z rzędu) Tunezja, która w finale wygrała ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi 33:5. Trzecie miejsce przypadło zawodniczkom z Egiptu. U mężczyzn rywalizowało dziewięć drużyn, a ostateczny triumf po wygranej w finale 19:14 nad Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi odniosło Maroko (ostatni raz wygrało w 2017). Trzecie miejsce przypadło Tunezyjczykom, a gospodarze skończyli zawody zajmując piątą lokatę.

W Pucharze Sześciu Narodów w ten weekend mieliśmy przerwę, co nie oznacza, że nic się nie działo. Szkocji bulwersowali się z powodu utraconego ich zdaniem niesprawiedliwie zwycięstwa nad Francją (domagali się oficjalnego przyznania się do błędu ze strony World Rugby). Było też sporo mowy o zmianach w składach – Anglicy liczą na powrót kilku kontuzjowanych (z Manu Tuilagim na czele), stracili za to Alexa Mitchella, który doznał urazu na treningu. Fabien Galthié powołał 19-latka Marko Gazzottiego, a także Alexa Burina z drugoligowego Agen. Najgłośniejsze jest jednak powołanie do kadry Włoch Louisa Lynagha. Zawodnik ten świeżo podpisał kontrakt we Włoszech, a ma prawo do reprezentowania tego kraju dzięki urodzeniu w tym kraju i pochodzącej z Włoch matce (przypomnijmy, że jego ojcem był Michael Lynagh, gwiazda rugby dla odmiany australijskiego). Odpoczynek od międzynarodowego rugby robi sobie natomiast inny reprezentant Włoch, Tommaso Allan. Zwrócono też uwagę na pierwszy w historii turnieju przypadek, gdy zawodnik został ściągnięty z boiska na HIA z powodu sygnałów przesłanych przez inteligentny ochraniacz na zęby – los ten spotkał szkockiego młynarza George’a Turnera na początku starcia z Francją.

Bardzo ciekawe wieści na temat europejskiego turnieju w kategorii U18: kraje Pucharu Sześciu Narodów dopuściły do rywalizacji dwie ekipy spoza swojego kręgu, Gruzję i Portugalię. Cóż, dobre chociaż tyle. Trzy kolejki rozgrywek mają odbyć się na przełomie marca i kwietnia.

W kolejny weekend rusza nowy sezon Super Rugby Pacific. Tradycyjnie ogłoszono stosowanie w tej rywalizacji testowych zmian w przepisach gry. Do dotychczasowych pomysłów doszedł kolejny. Tym razem chodzi o wyeliminowanie jednej ze zmór obecnego rugby – rugbowego tenisa, w którym zawodnicy kopiący piłkę za nią nie biegają, a ci będący między nimi a piłką czekają, aż rywal, który piłkę złapie, przebiegnie z nią 5 m lub poda do innego zawodnika. W Super Rugby Pacific przepis o tych pięciu metrach/podaniu nie będzie stosowany – zwolnienie z pozycji spalonej będzie możliwe tylko w tradycyjny sposób, gdy zawodnik znajdzie się za graczem, który kopnął piłkę lub za kimś, kto w momencie kopu był za kopiącym. Cóż, różne zmiany tam są testowane (w tym nieszczęśliwa 20-minutowa czerwona kartka), ale ta może okazać się sensowna.

Swoją drogą, rozgrywano tam kolejne przedsezonowe sprawdziany. Zwracał uwagę mecz Hurricanes, którzy pokonali drużynę Moana Pasifika 59:26, w którym po długiej przerwie spowodowanej kontuzją można było zobaczyć na boisku TJ’a Perenarę. Ciekawa inicjatywa w Sydney – tam Waratahs zagrali mini turniej z dwoma zespołami z Shute Shield (Warringah i Manly).

Niedawno pojawiła się informacja o fiasku starań funduszu CVC o wejście w rugby południowoafrykańskie. Okazuje się, że SARU finalizuje rozmowy z innym inwestorem, Ackerley Sports Group, i zamierza pójść śladem Nowozelandczyków, dzieląc się udziałami w komercyjnych prawach do reprezentacji kraju. Z doniesień prasy amerykańskiej wynika, że za 20-procentowy udział fundusz ma zapłacić 1,4 mld randów (równowartość około 300 mln zł). Kolejny krok do komercjalizacji elitarnego rugby, w którym interesy prywatnych podmiotów zaczynają odgrywać coraz większą rolę.

Coraz gorzej wygląda sytuacja w Melbourne Rebels. Poinformowano, że zadłużenie franczyzy jest znacznie większe niż dotychczas sądzono (mowa o kwocie rzędu 20 mln dolarów australijskich) i wprowadzeni do klubu komisarze rozpoczęli zwolnienia. Pracę stracił dotychczasowy dyrektor zarządzający i kadra administracyjna. Sztab trenerski przeszedł na krótkoterminowe kontrakty z Rugby Australia. Póki co wszyscy starają się o przetrwanie najbliższego sezonu. Co będzie dalej, nie wiadomo. Przed weekendem nie było w sprzedaży nawet biletów na pierwszy mecz drużyny w Super Rugby.

Szkocka federacja postanowiła rozwiązać istniejące od 2019 półzawodowe rozgrywki Super Series (pierwotnie Super 6). Drużyny uczestniczące w tych rozgrywkach mają wrócić do rozgrywek klubowych (zapewne do Premiership). Nie jest jednak pewne, kiedy dokładnie zostanie odegrany ostatni akord Super Series – na pewno jeszcze wiosną odbędzie się skrócona wersja rozgrywek (Sprint Series), a niewykluczone jest, że rozegrane zostaną jeszcze jesienne mistrzostwa, aby wypełnić pięcioletni okres, na który pierwotnie zaplanowano rozgrywki. Swoją drogą, ciekaw jestem, co na to Walijczycy, którzy zamierzali wziąć przykład z Super Series i urządzić podobną ligę u siebie.

W Anglii wciąż trwają rozmowy na temat kształtu drugiego poziomu ligowego. RFU wydało oświadczenie, z którego wynika, że prowadzi dyskusje z klubami Championship i planuje ich zakończenie do 31 marca. Tematem mają być wymagania organizacyjne, struktura zarządzania, liczba drużyn oraz ewentualne awanse i spadki. Cóż, wygląda na to, że federacja nieco spuściła z tonu wobec sprzeciwu klubów Championship, aczkolwiek nie zrezygnowała z planu radykalnej reformy tych rozgrywek.

World Rugby opublikowało raport na temat internetowej nienawiści kierowanej wobec sędziów, graczy, trenerów czy reprezentacji podczas ubiegłorocznego Pucharu Świata. Na czele statystyk (największe ofiary hejtu): Wayne Barnes i reprezentacja Anglii. Łatwość wyrażania poglądów, anonimowość i dystans, jakie daje internet, napędzanie się podobnymi zachowaniami innych, to niestety ponury znak naszych czasów.

Kolejna gwiazda piętnastkowego rugby myśli o udziale w igrzyskach olimpijskich – tym razem jest to młody irlandzki skrzydłowy Robert Bauloucoune, pominięty przez Andy’ego Farrella w składzie na tegoroczny Puchar Sześciu Narodów.

Z rynku transferowego:

  • reprezentant Południowej Afryki Rohan Janse van Rensburg podpisał kontrakt z japońskimi Yokohama Eagles. Japończycy wykorzystują szansę zatrudnienia kolejnej zagranicznej gwiazdy wobec kontuzji Fafa de Klerka i Jessego Kriela. Van Rensburg do Sharks już nie wróci – w kolejnym sezonie ma grać we francuskim Bordeaux;
  • z kolei ekipa z Durbanu ma w najbliższych dniach potwierdzić transfer Andre Esterhuizena z Harlequins i Trevora Nyakane z Racingu 92;
  • reprezentant Włoch Paolo Garbisi podpisał kontrakt z Tulonem (przeszedł zatem koło nosa Saracens, którzy szukają zastępstwa za Owena Farrella). Odchodzi z Montpellier ze skutkiem natychmiastowym;
  • reprezentant Argentyny Tomás Lavanini od kolejnego sezonu zmieni Clermont na Lyon;
  • Bath podpisało kontrakt z byłą gwiazdą rugby league, Reganem Grace’m, ostatnio zawodnikiem Racingu 92 (gdzie jednak z powodu kontuzji niewiele pograł; obecnie dochodzi do siebie);
  • młody Portugalczyk Lucas Martins, o którym sporo powyżej, podobno jest o krok od gry w Pro D2 – miałby dołączyć do swojego brata w Angoulême.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • Tomasz Pozniak (Wimbledon RFC, National League 2 East): zagrał 80 minut, a tuż przed końcem zdobył przyłożenie w spotkaniu przeciwko Old Albanians, przegranym 26:28. Wimbledon zainkasował dwa punkty bonusowe, ale pozostał przedostatni w lidze;
  • Eryk Luczka (Hornets RFC, National League 2 West): zagrał ostatnie 10 minut w meczu z Clifton, wygranym 45:27. Hornets zajmują jedenaste miejsce w grupie.

Francja:

  • Andrzej Charlat (Stade Niçois, Nationale): zagrał cały mecz przeciwko Hyères Carqueiranne Le Crau, wygrany 27:13. Nicea pozostaje liderem ligi;
  • Mateusz Bartoszek (US Salles, Nationale 2 – grupa 1): zagrał cały mecz przeciwko Anglet, wygrany 37:14. Salles pozostaje na czele ligi;
  • Jędrzej Nowicki (CAP Pontarlier, Fédérale 2 – grupa 1): zagrał cały mecz przeciwko Le Puy en Velay, wygrany (w zależności od źródła) 11:9 lub 13:9. Jego drużyna jest dziewiąta w grupie;
  • Kamil Bobryk (RC du Pays Saint Jeannais, Fédérale 3 – grupa 5): zagrał cały mecz przeciwko Saints Savin, wygrany 16:9. Prowadzona przez niego ekipa jest wiceliderem grupy.

Irlandia:

  • Michal Haznar (Cill Dara RFC, Leinster League – Division 1B): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Boyne, przegranym 17:41. Cill Dara jest czwarta w swojej lidze.

Zapowiedzi

W kolejny weekend wraca Puchar Sześciu Narodów. W trzeciej kolejce mecze Irlandii z Walią, Szkocji z Anglią (chyba najciekawszy) i Francji z Włochami. Pauza za to w Rugby Europe Championship, przynajmniej tym męskim, bo w kobiecym odbędzie się spotkanie Portugalii z Holandią. Jest też zaplanowany mecz towarzyski między rezerwami Anglii i Portugalii.

Z rozgrywek ligowych najwięcej uwagi przyciągnie start Super Rugby Pacific – w pierwszej kolejce m.in. nowozelandzkie derby Chiefs z Crusaders. Poza tym szesnasta kolejka francuskiej Top 14 z meczami Pau z Tulonem, Perpignan z La Rochelle czy derbami Paryża.

A w świecie siódemek SVNS zawita do Ameryki Północnej – czwarty turniej cyklu zostanie rozegrany w Vancouver. Rugbowy świat szczególnie będzie patrzeć na Antoine’a Duponta, który ma zagrać w siódemkowej reprezentacji Francji – po raz pierwszy.

7 komentarzy do “Dał nam przykład Bonaparte”

  1. Niestety, ale chyba trzeba jednak zmienić filozofie budowania kadry. Wyłapywanie zawodników o polskich korzeniach nie zdało egzaminu i jak tu wcześniej słusznie było wspomniane, nie mogło to się udać w sytuacji, gdy zawodnicy praktycznie spotykają się na same mecze, no dobra, ewentualnie na krótkie zgrupowania przed rozgrywkami. Przecież oni się w ogóle nie znają, a co dopiero mówić o jakimś zgraniu na boisku, czy mentalnej więzi. Podstawą wydaje się drużyna w RESC, żeby chociaż spróbować „wychować” sobie młodych zawodników. Nie wiem, może też czas na choćby jakieś próby wyjazdów za granicę, od dłuższego czasu nie słyszałem o takim przypadku. Przemeblowanie może skutkować nawet dłuższym pobytem na poziomie niżej, ale z drugiej strony jaki jest sens znowu awansować do REC i potem od razu szybko spaść?

    Odpowiedz
    • Na drużynę RESC czekam z utęsknieniem. To chyba dla nas jedyna droga do przodu. Co do wyjazdów za granicę to jest Adam Zapędowski w młodzieżowych drużynach Bordeaux, ale jedna jaskółka…

      Odpowiedz
  2. Byłem optymistą po meczu z Rumunami, ale dwa kolejne mecze brutalnie sprowadziły mnie na ziemię. Jesteśmy słabsi pod każdym względem. Chciałem coś dobrego wymienić, ale nie wiem co. Serce do walki – to jest z pewnością wielkie. Ale i serce można złamać, kiedy się notorycznie i bezdyskusyjnie przegrywa. Hasło „stawiajmy na młodych” jest zdaje się puste, bo chyba ich (młodych) nie ma. Gracze znajdowani poza granicami potrzebują zgrania, mentora i wodza na boisku. No a my nie gramy meczów poza tym, co musimy. No to jak się zgrać? Na zgrupowaniu? Wkurza mnie, że nasi przeciwnicy mają młodych, szybkich, sprawnych graczy i grają z zębem. My może też mamy, ale jakoś nie gramy z rozmachem, szybko. Na pewno chcemy, ale gra się tak, jak przeciwnik pozwala, że zacytuję klasyka z innej gry zespołowej, tej, w której więcej symulują:) Mam wrażenie zmarnowanej szansy związanej z awansem. Zagraliśmy z lepszymi od siebie i przegraliśmy, trudno. Ale styl jest słaby. Na naszym poziomie wydawali się być Niemcy i Belgowie, ale chyba jednak nie dorastamy. A mimo to chciałbym się mylić i nagle bum! Zwycięstwo w Amsterdamie! Niezależnie od tego, jak zakończymy rozgrywki, pozostanie żal straconej szansy na rozwój. A w naszym Waterloo…, przy 3:24 chciałem odejść od ekranu, ale jednak wytrwałem, kibicowałem do końca. Mimo wszystko. I sumie się opłaciło, widziałem przyłożenie. Szkoda, że tak mało radości…
    Czy Prezes i Zarząd PZR robi coś dla polepszenia sytuacji dyscypliny i kadry (kadr)?

    Odpowiedz
    • Jest rozczarowanie i nie łudzę się, że w następnym meczu będzie inaczej.
      Chyba bardziej niż słaba gra irytuje mnie instagram PZR. Przed meczem zawodnicy są „w najlepszej formie”. Po meczu trumaczą się co poszło nie tak. Trochę to oderwane od rzeczywistości. Możemy mówić o woli walki, sercu pozostawionym na boisku, ale dobrymi chęciami się nie wygrywa.

      Odpowiedz
  3. Porażką są mecze w lutym u nas nad morzem gdzie pogoda rządzi.
    A poza tym finita la commedia, bo przy całym szacunku dla naszych rugbystów tak należy nazwać ten sezon. Z Holendrami to chyba tylko cud sprawi że wygramy i się utrzymamy.
    Teraz ruch po stronie związku i chyba zmiana trenera i części zawodników w kadrze. Pytanie czy przy możliwym spadku damy radę wrócić na ten poziom rozgrywek.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • No, niestety, jeśli spadniemy, choć ponoć szansa na powrót byłaby już po roku, to nikt go nam nie da za darmo. I kto wie, czy poradzilibyśmy sobie ze Szwajcarami czy Czechami (niby od lat poziom niżej, ale ostatnio z drużyną w RESC)…

      Odpowiedz
      • Otóż to, nic za darmo nie będzie dane. Obyśmy tylko nie zasiedzieli się poziom niżej. Chyba trzeba poszukać nowych twarzy tylko gdzie? No i brak drużyny RESC u nas, na co czekamy? No i brak stałych kadr siódemek i piętnastek.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz