Sobota niespodzianek i nieszczęść

Niespodzianki w Pucharze Sześciu Narodów: Włosi wygrali pierwszy raz od dwóch lat, w pokonanym polu zostawiając Szkocję, a Anglicy ograli Irlandię, odbierając jej szansę na wielkiego szlema. Nieszczęścia w Montevideo – porażki (znowu) z Chinami i Argentyną pozbawiły Polki szansy na awans do czołowej czwórki turnieju i stawiają je w bardzo trudnej pozycji w walce o awans do SVNS. Ściany czasem pomagają, ale w Krakowie będą potrzebne i zwycięstwa, i szczęście…

Reprezentacja Polski w rugby 7 kobiet / SVNS

Reprezentantki Polki poleciały do Urugwaju na drugi z trzech turniejów, których stawką jest awans do walki o miejsce w cyklu SVNS w przyszłym roku. Pierwszy turniej, sprzed kilku tygodni z Dubaju, przyniósł rozczarowanie – Polki skończyły go na szóstym miejscu i aby marzyć o lokacie w czołowej czwórce na koniec cyklu, teraz potrzebowały znacznie lepszego wyniku. I choć świetnie się zaczęło, cel nie został osiągnięty.

Pierwszy mecz na pewno mocno naszą drużynę podbudował. Rywalkami były Czeszki, a to jedna z reprezentacji rosnących w siłę, która w ubiegłym roku zrobiła bardzo duży progres. Nasze reprezentantki zagrały jednak w dzień kobiet szybko i efektownie, zupełnie inaczej niż niedawno w Dubaju. Gdy zabrzmiał końcowy gwizdek, miały na koncie osiem przyłożeń i czyste konto „z tyłu” – wygrały aż 46:0. Jeszcze pierwsza akcja nie dała punktów, jeszcze w pierwszej połowie Czeszki potrafiły zaatakować, ale jedyne przyłożenia zdobywały Polki – dwukrotnie Natalia Pamięta (pierwszy raz po znakomitej indywidualnej akcji) i raz Marta Morus po świetnym odzysku Katarzyny Paszczyk na własnej połowie. W drugiej połowie dominacja Polek jeszcze wzrosła. Wykorzystywały błędy rywalek (często same ich do nich zmuszały) i konstruowały raz po raz szybkie akcje kończące się punktami – hat-tricka dopełniła Pamięta, dwa przyłożenia zdobyła Ilona Zaiszliuk, po jednym Oliwia Strugińska i na koniec Julia Druzgała, która zwieńczyła w ten sposób świetny mecz (wcześniej kilka razy pokazała świetne akcje i zaliczyła cztery asysty). Brakowało tylko skuteczności z podwyższeń.

Drugi piątkowy mecz, z Paragwajem, zaczął się dla nas bardzo źle – zaraz po pierwszym kopie meczu z boiska zejść musiała ze źle wyglądającą kontuzją kolana jedna z liderek kadry, Ilona Zaiszliuk (nie zobaczyliśmy jej na boisku już w ten weekend i do końca turnieju nasza reprezentacja musiała sobie radzić w jedenastkę). Zwycięstwu w tym meczu jednak to nie przeszkodziło. Chwilę potem jednak Natalia Pamięta obsłużyła Julię Druzgałę i było 5:0. Po kolejnej długiej przerwie spowodowanej kontuzją (tym razem rywalki) w krótkim czasie Polki dołożyły trzy przyłożenia (Pamięta, Oliwia Strugińska i Druzgała po kombinacji z Pamiętą) i do przerwy prowadziły 20:0. Po przerwie przebudziły się Paragwajki – ponad trzy minuty ich naporu przyniosły im wreszcie przyłożenie. Ale potem znowu to Polki rozrywały obronę rywalek i przyłożenia zaliczyły wykorzystująca swoją szybkość Strugińska (https://twitter.com/i/status/1766214251264246179) i Tamara Czumer-Iwin. Skończyło się wynikiem 32:5, a ze skutecznością z podwyższeń było jeszcze gorzej niż w meczu Czechami.

Drugi dzień oznaczał rywalki znacznie trudniejsze, z którymi w Dubaju przegrywaliśmy kluczowe spotkania. I teraz znów w kluczowych spotkaniach nie daliśmy rady. Ostatni mecz grupowy Polki grały z Chinkami i choć zaczęły go z impetem (najpierw skuteczna obrona, potem kolejne karne dla nas, wreszcie akcja Julii Druzgały skrzydłem i przyłożenie), ale Chinki błyskawicznie odpowiedziały akcją niezwykle szybkiej Liu Xiaoqian. Chwilę potem nasze zawodniczki popełniły dwa kolejne błędy i zostały na boisku w szóstkę, co Liu błyskawicznie wykorzystała. Gdy w doliczonym czasie pierwszej połowy Polki dłużej atakowały, skończyły nie punktami, ale błędem technicznym w młynie. Po przerwie naszą grę znaczyły kolejne błędy niepozwalające nawet rozpocząć akcji, a rywalki już na starcie powiększyły przewagę do 12 punktów. I choć w 10. minucie po odzysku piłki na połowie Chinek pojawiła się nadzieja, akcja skończyła się stratą i trzecim przyłożeniem Liu (na pocieszenie – ta zawodniczka napsuła mnóstwo krwi także innym rywalkom). Co prawda na koniec jedna z Azjatek zobaczyła jeszcze czerwoną kartkę, ale było za późno, aby ta sytuacja zmieniła losy meczu – przewagę wykorzystaliśmy, przyłożenie zdobyła Katarzyna Paszczyk, ale było już po czasie i mecz przegraliśmy 12:24.

W efekcie w kluczowym spotkaniu turnieju, w ćwierćfinale, Polki zmierzyły się z Argentynkami, z którymi przegrały na starcie rywalizacji w Dubaju. Cóż, początek wyglądał tak, że Katarzyna Paszczyk próbowała atakować skrzydłem, ale była doganiana i bez wsparcia, w efekcie czego Argentynki dostawały karne i zaczynały akcje kończone punktami – i tak dwukrotnie. Było 0:14 i dopiero w ostatnich dwóch minutach pierwszej połowy Polki odzyskały skuteczność – akcje zaczynały Patrycja Zawadzka i Sylwia Witkowska, a kończyły odpowiednio Marta Morus i Paszczyk. W efekcie do przerwy było 12:14. Jednak druga połowa to seria strat: przyłożenia (12:19), piłki przy wznowieniu na naszą połowę, Paszczyk z żółtą kartką za nieudaną próbę przechwytu i wreszcie kolejnego przyłożenia po imponującej indywidualnej kontrze rywalek. Było 12:26 i zamiast podnieść się jak w pierwszej połowie, nastąpiła seria wpadek: po kolejnym wznowieniu znów mieliśmy błąd, kolejne karne dla rywalek i żółtą kartkę Witkowskiej. Co prawda punktów udało się nie stracić, ale mecz był przegrany i niewiele zmieniła ostatnia akcja, rozpoczęta i zakończona przez Paszczyk – Argentynki wygrały 26:17, a Polki w drugim kolejnym turnieju challengera nie awansowały do czołowej czwórki, redukując w ten sposób znacznie ostatnie szanse na walkę o SVNS.

Naszym zawodniczkom pozostała gra o piąte miejsce, gdzie ich rywalkami były Tajlandki (pokiereszowane kontuzjami, tylko w dziesiątkę). Nasze reprezentantki od początku dominowały na boisku, ale w kluczowych momentach traciły piłkę, oddawały karne, a na dodatek straciły też kontuzjowaną Katarzynę Paszczyk. Ale nie wypuszczały rywalek z ich połowy, aż w końcu zaliczyły świetnego kontrrucka i Sylwia Witkowska dała nam prowadzenie, chwilę potem przyłożyła Julia Druzgała i do przerwy Polki prowadziły 14:0. Drugą połowę zaczęły od przyłożenia po sprincie przez niemal całe boisko Juliany Schuster. Zrobiło się 21:0 i chyba Polki nieco osiadły na laurach – pozwoliły rywalkom odpowiedzieć przyłożeniem i choć potem kolejne pięć punktów zaliczyła Natalia Pamięta, Azjatki jeszcze dwukrotnie meldowały się na naszym polu punktowym. Cóż, nasze dziewczyny ostatecznie wygrały 28:17 i zajęły piąte miejsce w turnieju. To oczko wyżej niż w Dubaju i nie jest tak, że wszystkie szanse na awans zostały stracone, ale aby wyszarpać go w Krakowie, trzeba będzie wygrywać z tymi drużynami, z którymi w tych turniejach przegrywaliśmy i liczyć na potknięcia rywalek.

Niewielkim pocieszeniem dla naszych zawodniczek jest fakt, że obie drużyny, z którymi w tym turnieju przegrały, spotkały się w finale rywalizacji. Drugi turniej z rzędu wygrały Chinki, które pokonały Argentynki 38:7. Dobrą dla nas okolicznością jest dopiero ósme miejsce drugich w Dubaju Kenijek. Kiepską zaś fakt, że Belgijki, które wygrały z nami w meczu o piąte miejsce przed kilkoma tygodniami, tym razem poradziły sobie jeszcze lepiej i zajęły trzecią lokatę w turnieju. W łącznej klasyfikacji zajmujemy szóste miejsce, tracąc dwa punkty do Kenijek i po sześć do Belgijek i Ugandyjek. Prowadzącym Chinkom i drugim Argentynkom tylko katastrofa mogłaby odebrać awans.

W męskim turnieju huśtawkę nastrojów zgotowali swoim kibicom gospodarze – Urugwaj, choć przegrał w fazie grupowej dwa mecze (z Niemcami i Ugandą), awansował do fazy play-off, w niej poradził sobie z Portugalią i Chile, a w finale pokonał Hongkong aż 28:0. Trzecie miejsce zajęli zwycięzcy poprzedniego turnieju, Kenijczycy. Na czele klasyfikacji z równą liczbą punktów są Kenia i Urugwaj, którym w Monachium niewiele potrzeba do przypieczętowania awansu do Madrytu. Trzecie miejsce zajmuje Chile, a czwarte i piąte z identyczną liczbą punktów Niemcy i Hongkong.

Puchar Sześciu Narodów

Tegoroczny Puchar Sześciu Narodów rozkręca się z weekendu na weekend. W obu sobotnich meczach mieliśmy niespodzianki i porażki faworyzowanych gości. Ze schematu wyłamali się tylko Francuzi, którzy w niedzielę zgodnie z oczekiwaniami wygrali, choć w tym meczu niespodzianką też zdążyło zapachnieć.

Włochy – Szkocja 31:29. Coraz lepiej wygląda w tym roku turniej dla Włochów. Poza jednym spotkaniem z Irlandią, w pozostałych było ciekawie do końca. I po remisie z Francją przyszło wreszcie zwycięstwo, pierwsze od 11 lat w Rzymie. Włosi zaskoczyli zresztą już składem – najciekawszą nowinką kadrową w tym meczu był debiut w ich drużynie (i to od razu w pierwszym składzie) Louisa Lynagha. Syn legendy australijskiego rugby okazał się jednym z bohaterów tego meczu – ale takich bohaterów Włosi mieli znacznie więcej. Wśród nich był łącznik ataku Paolo Garbisi, który na samym starcie meczu dał karnym prowadzenie swojej drużynie. Co prawda po 10 minutach i dwóch przyłożeniach Szkotów było 3:14, ale Włosi się nie poddali. Juan Brex zdobył dla nich pierwsze przyłożenie po świetnym kopie Martina Pego-Relo, Szkoci odpowiedzieli (błysnął Finn Russell zagraniem 50:22, bliscy byli też czwartego przyłożenia, ale Włochów uratował Brex), ale po dwóch karnych pod koniec pierwszej części gospodarze przegrywali tylko 16:22 (a mogli wygrywać, ale Duhan van der Merwe utrzymał nad polem punktowym Ange Capuozzo). A w drugiej połowie poszli za ciosem – co prawda na jej starcie bliscy byli straty przyłożenia (uratowało ich TMO, które wychwyciło błąd Pierre’a Schoemana), ale moment później Lynagh przyłożeniem (znów po kopie, tym razem Garbisiego: https://twitter.com/i/status/1766487613437886862) w debiucie zredukował stratę tylko do jednego oczka, a kwadrans później to przeważający zdecydowanie w tym okresie Włosi mieli już 6 punktów przewagi. Na kilka minut przed końcem Garbisi z dalekiego karnego zwiększył dystans do 9 punktów i choć Szkoci zdobyli przyłożenie, w ostatnich dwóch minutach nie zdołali przebić się z akcją pod pole punktowe gospodarzy i nie nadrobili pozostałych dwóch punktów straty. Kolejny świetny mecz Włochów, na dodatek zasłużone zwycięstwo. A gdy popatrzymy na indywidualne oceny w portalu planetrugby.com, żaden z Włochów nie dostał mniej niż siódemkę (w 10-punktowej skali).

Anglia – Irlandia 23:22. Szlagierem kolejki miał być mecz na Twickenham pomiędzy mającą kłopoty Anglią i niezwyciężoną dotąd Irlandią, która wygrywając przypieczętowałaby pierwsze miejsce w turnieju na kolejkę przed jego końcem. Nic z tego, sprawy potoczyły się inaczej. Trener gospodarzy Steve Borthwick pierwszy raz wystawił w podstawowym składzie Immanuela Feyi-Waboso, nadal też stawiał George’a Furbanka ponad Freddie’m Stewardem. Co prawda to Irlandczycy wyszli pierwsi na prowadzenie po karnym zaraz na starcie Jacka Crowley’a, ale moment później świetną akcję wyprowadzili Anglicy i prowadzili po przyłożeniu Olliego Lawrence’a. George Ford spudłował podwyższenie, ale trafił z karnego, jednak Irlandczycy odpowiadali kolejnymi karnymi Crowley’a (podczas gdy Ford nie wykorzystał łatwej próby) i prowadzili do przerwy 12:8. Po przerwie mieliśmy znakomity fragment efektownej gry: na akcję Irlandczyków zakończoną akrobatycznym przyłożeniem Jamesa Lowe’a (https://twitter.com/i/status/1766524004150427685) odpowiedzieli efektowną akcją wykończoną przez Furbanka Anglicy i znowu były tylko cztery punkty różnicy (Ford kolejny raz spudłował). Trochę ten stan trwał, ale kolejna świetnie zapowiadająca się akcja została przerwana nielegalnie przez Petera O’Mahony’ego. Kapitan Irlandii zobaczył żółtą kartkę, a osłabienie gości niemal natychmiast wykorzystał najlepszy na boisku Ben Earl i Anglia wyszła na prowadzenie (trzypunktowe, po podwyższył zmiennik Forda, wracający po kontuzji do gry Marcus Smith). Gdy siły się wyrównały, znów ukąsili Irlandczycy i znów wykańczającym akcję w rogu boiska był Lowe. Dwa punkty przewagi to było jednak za mało – Anglicy naciskali mimo gry w czternastkę po kontuzji Chandlera Cunninghama-Smitha i w ostatniej akcji, grając na korzyści tuż po linią bramkową Irlandii Marcus Smith drop goalem dał Anglii wygraną jednym punktem (https://twitter.com/i/status/1766534425141977553). Irlandczycy stracili szansę na wielkiego szlema, a Anglicy wreszcie doczekali się ważnego zwycięstwa (swoją drogą, pierwszy raz od trzech lat przełamali limit dwóch wygranych w turnieju) i chyba odrobinę odbudowali zaufanie kibiców do drużyny i jej trenera. Na dodatek zachowali szansę na wygraną w turnieju. Irlandczycy narzekają zaś, że sędzia nie pokazał czerwonej kartki za paskudne czyszczenie w pierwszej połowie Ellisowi Genge’owi.

Walia – Francja 24:45. A na koniec kolejki możliwością niespodzianki przez pewien czas pachniało, ale ostatecznie do niej nie doszło. Walcząca o nią reprezentacja Walii była mocno zmieniona w porównaniu do ostatniego meczu (chyba najważniejsze zmiany były na środku ataku – brakło tutaj Nicka Tompkinsa i najbardziej doświadczonego w drużynie George’a Northa), ale sporo młodzieży pojawiło się też w drużynie francuskiej. Co prawda nie było Pasolo Tuilagiego, ale był Nolann le Garrec (później wybrany najlepszym graczem meczu – m.in. dzięki temu zagraniu: https://twitter.com/i/status/1766854536361017802), Emmanuel Meafou, Nicolas Depoortère (gwiazda ostatniej kolejki Top 14) i Léo Barré. Zobaczyliśmy też Thomasa Ramosa w roli łącznika ataku (bezlitosny w kopach, uzbierał aż 20 punktów przy jedynym pudle z podwyższenia na sam koniec meczu). Walijczycy w tym meczu walczyli z Francuzami jak równy z równym przez ponad godzinę. Czterokrotnie w tym czasie wychodzili na prowadzenie – najpierw po karnym Sama Costelowa, a potem po trzech kolejnych przyłożeniach, na każdy jednak taki wyczyn Francuzi odpowiadali punktami i doganiali gospodarzy. Jeszcze na kwadrans przed końcem Walia wygrywała 24:23 – ale w krótkim czasie, który pozostał do końca spotkania gospodarze stracili aż trzy przyłożenia (nadzieję odebrało im chyba przyłożenie Sebastiena Taofifenuy po nakrytym kopie, które jednocześnie zapewniło Francuzom bonus ofensywny), a mogło być jeszcze gorzej.

W tabeli wciąż na prowadzeniu Irlandia, ale dzięki jej potknięciu szansę na zwycięstwo w turnieju zachowały Anglia, Szkocja i nawet Francja. Na dnie Walijczycy.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Irlandia416
2. ↑Anglia412
3. ↓Szkocja411
4. Francja411
5. ↑Włochy47
6. ↓Walia43

W turnieju drużyn młodzieżowych (U2o) także nie ma już nikogo z kompletem zwycięstw. Obie ekipy, które szczyciły się tym do tej pory, Anglia i Irlandia, grały przeciwko sobie i w tym meczu padł remis 32:32. Emocji nie brakowało: Anglicy, choć na początku wyszli na prowadzenie, to potem długo pozostawali o krok za Irlandczykami. Na 10 minut przed końcem wreszcie wyrównali, potem zdobyli przewagę, ale na koniec meczu z kolei goście zdołali wyrównać. Obie ekipy nadal na dwóch pierwszych miejscach, a za nimi dwie kolejne, które w ten weekend odniosły drugie wygrane w tym roku: Francja, która pokonała Walię 45:12 (m.in. dwa przyłożenia potężnego Zinédine’a Aouada; Walijczycy już na starcie stracili z paskudną kontuzją kapitana Harriego Ackermana – podwójne złamanie nogi), i Włochy, które ograły Szkocję bardzo podobnym rezultatem, 47:14 (niesamowite ostatnie pół godziny w wykonaniu Włochów, którzy zdobyli wtedy 6 przyłożeń).

Top 14

W cieniu Pucharu Sześciu Narodów osiemnastą już kolejkę rundy zasadniczej rozegrano we francuskiej lidze Top 14.

Stade Rochelais – Stade Français 23:3. Na start kolejki znakomity występ La Rochelle, które dzięki niemu pierwszy raz w tym sezonie wspięło się do górnej połówki ligowej tabeli. I to zwycięstwo nie byle jakie – nad liderem ligowej tabeli, który miał za sobą serię sześciu meczów bez porażki, i z ofensywnym punktem bonusowym (w przyłożeniach było 3:0). Na dodatek spotkanie było mocno jednostronne. Po pierwszej połowie po dwóch przyłożeniach Dillyna Leydsa i dwóch karnych Antoine Hastoy’a (spudłował za to oba podwyższenia) roszelczycy prowadzili 16:3. W drugiej połowie gospodarze nadal naciskali, ale mimo kilku szans, trzecie przyłożenie, które dało im bonus, zdobyli dopiero pod sam koniec meczu.

USA Perpignan – Stade Toulousain 27:17. Miałem przeczucie, że będzie ciekawie i było. Jedna z najsłabszych ekip ligi, grająca przed własną publicznością (gdzie zawsze jest groźna – to było ich siódme zwycięstwo z rzędu na własnym stadionie), pokonała obrońców tytułu i zarazem wiceliderów ligowej tabeli. W pierwszej połowie dwukrotnie gospodarze wychodzili na prowadzenie i dwukrotnie goście wyrównywali. Po przerwie to Tuluza pierwsza zdobyła przyłożenie, ale Perpignan wyrównało, a w ostatniej fazie meczu wywalczyło zwycięstwo dzięki przyłożeniu Tommaso Allana (w sumie 15 punktów w tym spotkaniu).

Poza tym:

  • ASM Clermont – Oyonnax 15:15 (remis, który nikogo nie zadowala; wszystkie punkty z karnych Jules’a Plissona i Hugo Miottiego – w ostatniej akcji, przy stanie 15:12, pierwszy z nich popełnił jednak błąd, który otworzył rywalom drogę do akcji, po której uratowali remis);
  • Lyon OU – Castres Olympique 34:19 (Castres w ostatnich minutach walczyło o bonus defensywny, ale nie popłaciło – pośpiech i ryzyko spowodowały utratę piłki i utratę przyłożenia w ostatniej akcji, które dało bonus ofensywny gospodarzom);
  • Montpellier Hérault – Union Bordeaux-Bègles 10:3 (cenna wygrana gospodarzy w walce o utrzymanie; goście jedyne punkty zdobyli w końcówce meczu);
  • Section Paloise – Aviron Bayonnais 42:40 (prawdziwie spektakularny pojedynek z aż 11 przyłożeniami – o jedno więcej zdobyli goście, ale już w 10. minucie przegrywali i ani razu nie zdołali wyjść na prowadzenie, a przyłożeniem w ostatniej akcji meczu uratowali tylko defensywny punkt bonusowy);
  • Racing 92 – RC Toulon 20:6 (przełamanie przez paryżan serii pięciu porażek, pomimo braku na boisku Siyi Kolisiego, który przeszedł operację dłoni; wszystkie punkty dla zwycięzców zdobył jeden zawodnik – Tristan Tedder).

Porażki dwóch czołowych drużyn, Stade Français i Tuluzy, w niczym nie zmniejszyły ich dziesięciopunktowej przewagi nad kolejnymi rywalami – Bordeaux i Castres też bowiem przegrały. Pierwszy raz w tym sezonie do górnej połówki tabeli awansowało La Rochelle i to od razu na trzecie miejsce. Z miejsc dających awans do play-off wypadł natomiast Tulon. Na dnie tabeli coraz gorsza sytuacja Oyonnax, które traci już 10 punktów do przedostatniego Perpignan.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Stade Français1855
2. Stade Toulousain1855
3. ↑↑↑↑↑Stade Rochelais1845
4. ↓Union Bordeaux-Bègles1845
5. ↓Castres Olympique1844
6. Racing 921844
7. Section Paloise1844
8. ↓↓↓RC Toulon1841
9. Aviron Bayonnais1839
10. ↑Lyon OU1838
11. ↓ASM Clermont1838
12. Montpellier Hérault1837
13. USA Perpignan1835
14. Oyonnax1825

W Pro D2 za nami już 23. kolejka spotkań, a w niej pogrom czołówki. Liderujące w tabeli Vannes drugi weekend z rzędu przegrało (10:17 z Grenoble), ale utrzymało się na pierwszym miejscu – bowiem dwie drużyny mające fotel lidera w zasięgu ręki także poniosły porażki. Béziers uległo beniaminkowi z Dax aż 20:57, a Provence przegrało z inną ekipą z czołówki, Nevers, 22:27 (przegrywało już 24 punktami, w końcówce odrabiało straty i było bliskie nawet zwycięstwa, ale ostatnie przyłożenie nie zostało uznane po TMO). Przegrała też czwarta ekipy tabeli, Mont-de-Marsan, z Colomiers 15:22 (pierwsze przyłożenie w meczu zdobył dla zwycięzców Rodrigo Marta: https://twitter.com/i/status/1766214697513111711). Ciekawe wyniki też w zmaganiach o utrzymanie – ostatnie w tabeli Rouen nie zmieniło swojego miejsca, ale znów skróciło dystans do rywali po wygranej 38:13 nad Aurillac (m.in. dwa przyłożenia Taylora Gontineaca), Angoulême opuściło przedostatnią lokatę dzięki zwycięstwu 18:8 nad Valence Romans, a Biarritz pokonało 33:19 Montauban (to ostatnie spadło na 15. miejsce).

Super Rugby Pacific

Trzecia runda Super Rugby Pacific za nami, a w niej komplet zaciętych pojedynków.

Fijian Drua – Crusaders 20:10. Największą różnicą skończyło się spotkanie w Lautoce, gdzie przed własną, niezwykle żywiołową publicznością fidżyjska franczyza pokonała obrońców tytułu mistrzowskiego. Crusaders zanotowali trzecią porażkę w trzecim meczu, notując fatalny początek sezonu. Co prawda po 20 minutach i przyłożeniu Nowozelandczycy Sevu Reece’a prowadzili 10:0, ale potem nie zdobyli już ani jednego punktu, a gospodarze jeszcze w pierwszej połowie wyrównali, a w drugiej dorzucili kolejne 10 punktów, które dało im pierwsze w tym sezonie zwycięstwo.

Hurricanes – Blues 29:21. W nowozelandzkich derbach zwycięstwo odniosła ekipa ze stolicy kraju, mimo że grała bez Jordiego Barretta (zawieszonego za czerwoną kartkę na trzy tygodnie). W pierwszej półgodzinie wyszła na prowadzenie 14:0 dzięki dwóm przyłożeniom Josha Morby’ego i choć ekipa z Auckland kilkakrotnie zmniejszała stratę, nie zdołała wyrwać prowadzenia gospodarzom. W drugiej połowie Hurricanes dwukrotnie pokazali fantastyczne rugby: najpierw błysnął młody łącznik młyna Cam Roigard, który niesamowitym przebojem zainicjował akcję zakończoną przyłożeniem Kini Naholo (https://twitter.com/i/status/1766364174580609205), a potem Naholo zrobił to samo dla Riley’a Higginsa (https://twitter.com/i/status/1766369304528990265).

Reds – Chiefs 25:19. Kolejny znakomity występ Reds i kolejne już w tym sezonie zwycięstwo australijskiej drużyny nad rywalem z Nowej Zelandii. Co prawda to Chiefs zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu, ale Australijczycy szybko im prowadzenie odebrali i w pierwszej połowie tylko dzięki karnym Damiana McKenziego goście trzymali dystans. W drugiej połowie historia podobna: Chiefs odzyskali prowadzenie, ale zaraz potem ponownie je stracili, a w ostatniej kwarcie meczu nikt już wyniku nie zmienił. W ostatniej akcji Chiefs doszli do 23 faz, ale gospodarzy uratował Harry McLaughlin-Phillips (zmiennik Toma Lynagha, który musiał opuścić boisko z kontuzją). Zresztą, nie był to pierwszy przypadek, gdy gospodarze przetrwali długotrwały atak gości.

Poza tym:

  • Moana Pasifika – Rebels 23:29 (drugie już zwycięstwo ekipy z Melburne, nad którą wciąż wiszą czarne chmury; Julian Savea zanotował w tym meczu swoje 61. przyłożenie w Super Rugby, wychodząc na czoło klasyfikacji najlepiej przykładających w historii tych rozgrywek – zdetronizował Israela Folaua);
  • Waratahs – Highlanders 21:23 (znakomita postawa Australijczyków, którzy byli o włos od zwycięstwa, albo chociaż remisu – spudłowali karnego w doliczonym czasie gry, a krótko przed końcem także podwyższenie po przyłożeniu Maxa Jorgensena);
  • Brumbies – Western Force 22:19 (znów kiepskie zakończenie spotkania ekipy z Perth – po 20 minutach prowadziła 14:0, ale potem w końcówce przyłożeniem Harry’ego Pottera ratowała już tylko defensywny punkt bonusowy, zresztą pierwszy w ogóle punkt w tegorocznych rozgrywkach).

Jedyną drużyną z kompletem zwycięstw pozostali Hurricanes. Zaskakują Australijczycy – Reds są na trzecim miejscu (dwa zwycięstwa i porażka po dogrywce), a na czwartym mimo ogromnych kłopotów organizacyjnych Rebels. Crusaders natomiast wraz z Western Force z tylko jednym punktem na koncie na dnie tabeli.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Hurricanes313
2. ↓Chiefs310
3. ↑Reds310
4. ↑↑↑Rebels310
5. ↓↓Blues39
6. ↓Highlanders39
7. ↓Brumbies39
8. ↑Waratahs35
9. Moana Pasifika35
10. ↑Fijian Drua35
11. ↓Crusaders31
12. Western Force31

Z kraju

Zaczęła się rugbowa wiosna w kraju. Pierwsze na starcie stanęły drużyny z drugiej ligi, które rozgrywały zaległe mecze z jesiennej szóstej kolejki. Rezerwy łódzkich Budowlanych pokonały rezerwy Budowlanych lubelskich 52:15, umacniając się na prowadzeniu w ligowej tabeli. Podąża za nimi Wataha Zielona Góra, która pokonała na wyjeździe Rugby Ruda Śląska 36:13.

Grali też juniorzy. W spotkaniu ligi centralnej młodzież Budowlanych Łódź pokonała osiemnastolatków z Budowlanych Lublin 25:15.

A w ramach przygotowań do Ekstraligi Pogoń Awenta Siedlce w sparingu wysoko pokonała Edach Budowlanych Lublin.

Ze świata

Toczyły się rozgrywki organizowane przez Rugby Europe, i to zarówno wśród kobiet, jak i wśród mężczyzn. W kobiecym Rugby Europe Championship pierwsze zwycięstwo na tym poziomie odniosły Portugalki, które nie miały litości dla Szwedek i pokonały je 27:0. W tabeli na czele Holenderki, ale wszyscy czekają, aż do gry wejdą faworytki tej rywalizacji, Hiszpanki. Z kolei na drugim poziomie męskich rozgrywek, w Rugby Europe Trophy, zwycięską serię kontynuowali Szwajcarzy, którzy pokonali w Pradze dotychczasowych liderów rozgrywek, Czechów, 41:25 (choć do przerwy to gospodarze byli na trzypunktowym prowadzeniu).

W angielskiej drugiej lidze, Championship, porażka liderów – Ealing Trailfinders przegrali 32:34 z Coventry, które zajmuje drugie miejsce w tabeli (ale wciąż ma 10 punktów straty do londyńczyków). Wygrywały też kolejne drużyny w tabeli, Cornish Pirates, Doncaster Knights i Bedford Blues. Nietypowy wynik padł w meczu Nottingham – Hartpury University – gospodarze przegrali go 0:3 (jedyne punkty padły na 20 minut przed końcem po rzucie karnym).

W dziewiątej rundzie Japan Rugby League One głównym punktem programu był mecz na szczycie ligowej tabeli, pomiędzy dwoma niepokonanymi dotąd drużynami, wyraźnie dominującymi nad resztą stawki: Saitama Wild Knights i Brave Lupus Tokyo. Ponad 13 tys. widzów obejrzało świetny spektakl, który przyłożeniem dla gości już na samym starcie otworzył Richie Mo’unga. Gospodarze jednak zaraz potem odpowiedzieli, a dzięki kopom Rikiyi Matsudy do przerwy prowadzili 19:10. Po przerwie powiększyli dwoma przyłożeniami przewagę do 19 punktów, ale w końcówce Brave Lupus powrócili do gry i skrócili dystans do pięciu oczek. Jednak ostatnie słowo należało do Wild Knights, którzy zwyciężyli 36:24. Za plecami tej dwójki jest Tokyo Sungoliath, które mimo braku swoich gwiazd (kontuzjowanych Sama Cane’a i Cheslina Kolbego) pokonało Hanazono Liners 34:14. Wygrały też dwie kolejne drużyny z ligowej tabeli: Kobe Steelers pokonali Sagamihara Dynaboars 43:14, a Yokohama Eagles zwyciężyli Shizuoka BlueRevs 34:17. W ciekawym spotkaniu obrońcy mistrzowskiego tytułu, Spears Funabashi Tokyo-Bay ulegli Toyota Verblitz 27:31 i dali się prześcignąć rywalom w klasyfikacji.

Na starcie drugiej rundy Major League Rugby zacięty pojedynek stoczyli obrońcy tytułu mistrzowskiego, New England Free Jacks, z ekipą z Waszyngtonu, Old Glory DC. Mistrzowie prowadzili już 17:0, potem 29:14, ale ostatecznie przegrali 34:35 po przyłożeniu z podwyższeniem straconych na sam koniec. Po dwa zwycięstwa na koncie mają tylko trzy drużyny: NOLA Gold (pokonali beniaminka z Karoliny 34:19), Seattle Seawolves (ci wygrali 29:18 z drugim beniaminkiem z Miami, w którego składzie gra kilku uczestników ostatniego Pucharu Świata w barwach Chile) i Houston SaberCats (tych rywalem teoretycznie nie był beniaminek, ale w praktyce jednak nowa drużyna, z Los Angeles, pokonana 27:12). Pierwszą wygraną w sezonie zaliczył m.in. San Diego Legion, a drogę do zwycięstwa 30:23 nad Dallas Jackals otworzył pierwszym przyłożeniem w meczu Ma’a Nonu.

W Super Rugby Americas mieliśmy mecz na szczycie i zarazem argentyńskie derby. W nim Pampas przegrali z Dogos 14:18 i zwycięzcy tego spotkania umocnili się na pierwszym miejscu tabeli ligowej. Wszystkie punkty w tym spotkaniu padły w pierwszej połowie, a zawodnicy zobaczyli aż sześć żółtych kartek (przez kilka minut w pierwszej części spotkania obie drużyny grały jednocześnie po trzynastu). W bardzo ciekawym meczu chilijski Selknam przegrał z urugwajskim Peñarolem 23:25 (zwycięskie przyłożenie dla ekipy z Montevideo zdobył zawodnik o swojskim nazwisku Myszka), a paragwajscy Yacare rozgromili brazylijskich Cobras 51:7 i dzięki temu wyprzedzili Pampas i zostali wiceliderami ligi.

Kontrowersje w Super Rugby Aupiki po tym, jak przed tygodniem zawodniczki Hurricanes Poua zmieniły słowa haki, aby wbić szpilkę nowozelandzkiemu rządowi. W tym tygodniu, mimo wielkiej burzy, zrobiły to ponownie, a przy okazji sprawiły niespodziankę na boisku pokonując 36:29 obrończynie tytułu mistrzowskiego – Matatū.

Zakończył się rozgrywany w Auckland młodzieżowy turniej Oceania Rugby U20 Challenge. Trzecie zwycięstwo w trzecim meczu odnieśli Fidżyjczycy (31:17 nad Samoańczykami) i oczywiście to oni zostali triumfatorami w tych zawodach. W drugim spotkaniu ostatniej kolejki Tonga pokonała Moana Pasifika 33:31, kopiąc decydującego karnego w ostatnich sekundach meczu.

Zmiana dotycząca inteligentnych ochraniaczy na zęby wprowadzona w Super Rugby Pacific (zgodnie z nią zawodnik, którego ochraniacz przesłał informację o uderzeniu, nie jest automatycznie ściągany z boiska na HIA, ale poddawany wstępnej ocenie lekarza na murawie) została potwierdzona przez World Rugby. Jednak tylko jako tymczasowa (w związku z kwestiami technicznymi) i z zastrzeżeniem, że nawet jeśli zawodnik pozostanie na boisku, będzie musiał przejść HIA w przerwie lub po meczu.

Kolejna afera w Australii – w tamtejszej federacji okazało się, że koszty udziału w ostatnim Pucharze Świata przekroczyły limit o ponad 2,5 mln dolarów australijskich. W nieautoryzowane wydatki zaangażowany był Eddie Jones, który zaraz po imprezie stracił przedwcześnie kontrakt z federacją. A nie trzeba chyba dodawać, że start Australijczyków na tej imprezie był katastrofą.

W Nowej Zelandii z kolei zastrzyk finansowy – 14 prowincji uczestniczących w rozgrywkach NPC podpisało umowę sponsorską z firmą ubezpieczeniową Gallagher (zaangażowanym także w angielskiej Premiership). Co ciekawe, umowa została zawarta poniekąd za plecami nowozelandzkiej federacji.

Do gry ma szansę wrócić Elton Jantjies. Pół roku temu były reprezentant Południowej Afryki został ukarany czteroletnią dyskwalifikacja za stosowanie dopingu. Jednak uczyniono to na podstawie testów realizowanych w laboratorium w Bloemfontein, tymczasem WADA zawiesiła akredytację tej instytucji. Sprawa jest w toku, ale Lions są gotowi przyjąć z powrotem Jantjiesa.

W letnim okienku międzynarodowym kolejna ciekawa para. Walijczycy po dwóch testach przeciwko Australii, zanim wyjadą z tego kraju, zmierzą się w Brisbane z Reds. Takie małe nawiązanie do czasów, gdy tego typu spotkania były normą, a nie absolutnymi ewenementami, praktykowanymi (i to w coraz mniejszym zakresie) niemal tylko podczas wypraw British & Irish Lions.

Z rynku transferowego:

  • na kilka miesięcy przed igrzyskami olimpijskimi zwolniony został trener drużyny reprezentacji Fidżi w rugby 7, Ben Gollings. To efekt rozczarowującej postawy drużyny, która w Paryżu będzie broniła olimpijskiego złota. Jego miejsce zajął kapitan złotej reprezentacji z Rio, Osea Kolinisau;
  • buty powiesił na kołku reprezentant Włoch Jake Polledri. 28-latek nie może doleczyć kontuzji stopy;
  • mecz Moana Pasifika z Rebels nieoczekiwanie był ostatnim spotkaniem sędziowanym przez 34-letniego Brendona Pickerilla, jednego z pięciu nowozelandzkich sędziów w pełni zawodowych. Ponoć czeka na niego posada w World Rugby;
  • były reprezentant Walii Johnny McNicholl wraca do Nowej Zelandii – podpisał kontrakt z Crusaders, gdzie ma zastąpić kontuzjowanego Willa Jordana;
  • nie tylko mężczyźni zmieniają kody rugbowe – ostatnio uczyniła to dwukrotna mistrzyni świata w piętnastkach, mistrzyni świata i mistrzyni olimpijska w siódemkach, Stacey Waaka (dawniej Fluhler), która po igrzyskach w Paryżu będzie grać dla Brisbane Broncos w kobiecym odpowiedniku NRL.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • Eryk Luczka (Hornets RFC): w przerwie rozgrywek National League wzmocnił drugą drużynę swojego klubu, która pokonała Huish Tigers 36:30 w rozgrywkach Counties 2 Tribute Somerset.

Francja:

  • Andrzej Charlat (Stade Niçois, Nationale): zagrał cały mecz przeciwko Chambéry, wygrany 17:12. Nicea pozostaje liderem ligi;
  • Mateusz Bartoszek (US Salles, Nationale 2): zagrał drugą połowę w meczu z Graulhet, przegranym 24:31. Mimo to jego drużyna pozostała liderem ligi;
  • Jędrzej Nowicki (CAP Pontarlier, Fédérale 2 – grupa 1): zagrał 50 minut w meczu przeciwko Meyzieu, przegranym 3:31. Potarlier spadło na dziesiąte miejsce w grupie.

Irlandia:

  • Dominik Morycki (Enniscorthy RFC, All-Ireland League D2C): zaczął na ławce rezerwowych mecz z Bangor, wygrany 48:15. Enniscorthy awansowało na drugie miejsce w lidze;
  • Michal Haznar (Cill Dara RFC, Leinster League – Division 1B): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Dundalk, przegrany 31:33. Cill Dara na kolejkę przed końcem rundy zasadniczej zajmuje trzecie miejsce w lidze.

Szwajcaria:

  • Kacper Ławski (RC Yverdon, LNA): wyszedł w podstawowym składzie w pierwszym po zimowej przerwie meczu ligowym przeciwko Nyon, wygranym 20:15. Yverdon jest liderem ligowej tabeli.

Zapowiedzi

Przed nami superweekend (a raczej – supersobota i superniedziela). W sobotę ostatnia kolejka Pucharu Sześciu Narodów z meczami Irlandii ze Szkocją, Francji z Anglią i Walii z Włochami. W niedzielę cztery spotkania finałowe Rugby Europe Championship, w tym mecz Polski z Belgią (a w najważniejszym spotkaniu Gruzja zagra z Portugalią).

Na arenie międzynarodowej poza tym mecz Rugby Europe Trophy pomiędzy Chorwacją i Litwą oraz kobiecy mecz barażowy o awans do WXV pomiędzy Holandią i Kolumbią.

Z czołowych lig w grze pozostaje tylko Super Rugby Pacific. Tam czwarta runda, a w niej m.in. spotkanie Crusaders z Hurricanes. W Anglii finał Premiership Rugby Cup.

Poza tym w kraju coraz więcej ligowego grania – ósme kolejki zarówno w pierwszej (tu derby stolicy), jak i drugiej lidze, grają też juniorzy.

3 komentarze do “Sobota niespodzianek i nieszczęść”

  1. Niestety potwierdza się informacja, że BUDO 2011 nie wystartuje wiosną. Na liście zawodników w systemie PZR pozostało 21 osób z osobami, które od jakiegoś czasu nie grają…

    Odpowiedz
  2. Prowizorycznie:
    W Krakowie zestaw półfinałowy musiałby być: Chiny, Argentyna, Polska i Kenia. Polska awansuje do finału, Kenia zajmuje 4 miejsce – mamy nad nią 2 pkt przewagi. Belgia i Uganda grają o 5 miejsce i wyprzedzamy słabszą z nich przy równej liczbie punktów najlepszym wyższym miejscem turniejowym. Czy takie są zasady?

    Odpowiedz
    • Mniej więcej – tylko jedno miejsce różnicy to dwa punkty różnicy w klasyfikacji generalnej (między pierwszym a dziewiątym miejscem, potem jeden punkt). Więc gdyby Polska była druga, w Twoim scenariuszu mamy cztery punkty przewagi nad Kenią, sześć nad piątą drużyną i osiem nad szóstą. Wizja ładna, ale dużo klocków musi się poskładać, aby się ziściła 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz