Pojedynek gigantów

Na taki mecz czekała rugbowa Europa – starcie dwóch najbardziej utytułowanych drużyn w finale Champions Cup, naszpikowanych graczami dwóch najsilniejszych reprezentacji na kontynencie. Wygrała Tuluza, a bohaterem spotkania był niesamowity Antoine Dupont. Poza tym południowoafrykańscy Sharks sięgnęli po europejski Challenge Cup, Orkan został mistrzem Polski juniorów, a Lechia – weteranów, a Luksemburg będzie rywalem Polski w kolejnym sezonie RE Trophy.

Champions Cup

Głównym daniem rugbowego weekendu był finałowy mecz Champions Cup, w którym zmierzyły się dwie chyba największe klubowe europejskie potęgi – a w każdym razie najbardziej utytułowane drużyny w historii tych rozgrywek. Trudno uwierzyć, że to był dopiero pierwszy taki finał w historii.

Stade Toulousain – Leinster 31:22. Trenerzy obu drużyn wytoczyli najcięższe działa, choć obaj pozostawili sobie karty atutowe na ławkach rezerwowych – u dublińczyków nie wybiegli od początku na boisko chociażby Josh van der Flier czy James Ryan (na ławce był też Cian Healy, dla którego to był już dziewiąty europejski finał w karierze), z kolei w Tuluzie znów w wyjściowej piętnastce znalazł się Blair Kinghorn, podczas gdy Thomas Ramos zaczął mecz w rezerwie. A spotkanie okazało się świetnym widowiskiem, choć przez 80 minut widzowie nie doczekali się ani jednego przyłożenia.

W pierwszej połowie obie drużyny miały szansę na przekroczenie linii bramkowej, ale w obu przypadkach obrona wzięła górę nad atakiem. Na początku bliska przyłożenia była Tuluza, natomiast potem przeważał Leinster (m.in. po półgodzinie gry Blair Kinghorn z Antoine’m Dupontem w ostatniej chwili ratowali Tuluzę przy ataku Dana Sheehana: https://x.com/i/status/1794374327825203290). Obie drużyny wykorzystywały za to szansy z rzutów karnych – w pierwszej połowie więcej okazji miał Blair Kinghorn (pierwszą trójkę zaliczył z własnej połowy) niż Ross Byrne i Tuluza prowadziła do przerwy 9:6. W drugiej połowie wynik był odwrotny, ale obraz gry podobny. Bliski przyłożenia był Matthis Lebel (uratował dublińczyków Jordan Larmour), atakowali też Irlandczycy, ale ostatecznie punkty padały tylko z karnych, przy czym ostatnie z nich zdobyli zmiennicy – Ramos i Ciaran Frawley. Kop tego ostatniego po całkowicie zdominowanym młynie na dwie minuty przed końcem doprowadził do remisu 15:15 i mieliśmy dogrywkę (moment później Frawley próbował jeszcze dalekiego drop goala, który mógł dać Puchar Mistrzów Irlandczykom, ale minimalnie chybił).

A w dogrywce (trzeciej w historii finałów Champions Cup) wreszcie zaczęły padać przyłożenia. Zaraz na jej początku żółtą kartkę za zbicie piłki do przodu zaliczył James Lowe, a chwilę potem przewagę (podwójną, bo z kontuzją w tym momencie zmagał się Frawley) wykorzystali Francuzi, dokumentując ją pierwszym przyłożeniem w meczu w wykonaniu Lebela, który pomknął lewym skrzydłem. Ramos dorzucił karnego i Tuluza miała 10 punktów przewagi, ale została w czternastkę po czerwonej kartce Richiego Arnolda, a przyłożenie dla Leinsteru zdobył po walce pod linią bramkową van der Flier. Były trzy punkty różnicy, ale wtedy Tuluza znowu odjechała z wynikiem dzięki karnym Ramosa. Zrobiło się dziewięć punktów różnicy, a choć Leinster atakował do końca, mecz skończył Blair Kinghorn wypychając Jacka Conana na aut. W sumie Francuzi zdobyli w ciągu 20 minut dogrywki więcej punktów niż przez 80 minut regularnego czasu gry.

To był niezwykle zacięty, intensywny mecz, czego efektem były nie tylko kartki, ale i kontuzje (kilku graczy musiało opuścić z tego powodu boisko). O wygranej Tuluzy zdecydował wysiłek w obronie, w której zaimponowała ilością przechwytów piłki (aż 19 wobec 8 Leinsteru, przy czym aż cztery – w tym trzy na ostatniej linii obrony – zanotował niesamowity Dupont, znakomity był też Jack Willis). Zniwelowała w ten sposób przewagę Leinsteru (aż 64% terytorium i 58% posiadania piłki, seryjnie wygrywane młyny). Bardzo istotna okazała się też skuteczność z kopów – tuluzańczycy wykorzystali wszystkie szanse, podczas gdy dublińczycy dwukrotnie spudłowali z podstawki, dwukrotnie też nieskutecznie spróbowali drop goali. A jeśli mowa o kopach, dodajmy do tego jeszcze dwa 50:22 w wykonaniu Duponta (w tym takie: https://x.com/i/status/1794677639887892572).

Tuluza świętuje (szósty w historii triumf w Champions Cup), natomiast Leinster zaliczył trzeci przegrany finał Champions Cup z rzędu i to trzeci z rzędu przeciwko francuskim drużynom. Dupont (który za tydzień zagra w Madrycie w turnieju SVNS, potem wróci na końcówkę sezonu do Tuluzy, a po jego zakończeniu ponownie dołączy do reprezentacji siódemkowej) nie tylko wzniósł w górę wielkie trofeum, ale został uznany zarówno najlepszym graczem meczu, jak i najlepszym graczem całych rozgrywek (drugi raz w karierze). A prasa pisze o nim jako o człowieku, który odmienia rugby.

Challenge Cup

Przygrywką do finału Champions Cup było spotkanie dzień wcześniejsze, rozstrzygające puchar Challenge Cup.

Gloucester – Sharks 22:36. Trochę trudno było go docenić, bo spotkały się w nim dwie drużyny, które w Challenge Cup radziły sobie nieźle, ale w swoich ligach bliżej im było dna niż walki o medale. Jednak Sharks to przecież drużyna, która w ostatnich latach ściągnęła bardzo wielu reprezentantów Południowej Afryki. Co prawda tym razem zagrali bez kontuzjowanego kapitana, Lukhanyo Ama, ale gwiazd w ich składzie nie zabrakło. Ale wśród kluczowych postaci tego spotkania byli nie tylko Ox Nche czy Eben Etzebeth (choć jego szarża ratująca Sharks przed przyłożeniem jest przedmiotem dyskusji), ale także człowiek, który dla RPA jeszcze nie zagrał – występujący na poziomie URC od niedawna łącznik ataku Siya Masuku, który zdobył w tym meczu z kopów 21 punktów (5 karnych i 3 podwyższenia). Sharks zdominowali Gloucester fizycznie, zarabiali karne, a Masuku zamieniał je na punkty. Choć początek meczu należał do Anglików (atakowali, a rywale przez 10 minut grali w osłabieniu), to Sharks do przerwy prowadzili 16:3 (pierwsze przyłożenie zaliczając po indywidualnej akcji Phepsiego Butheleziego https://x.com/i/status/1794097569926127805). Po przerwie Anglicy zaczęli się odgryzać (w sumie zdobyli tyle samo przyłożeń co ekipa z RPA), ale po godzinie gry przegrywali już 36:10 i przyłożenia zdobyte w końcówce nic już zmienić nie mogły. W ten sposób zobaczyliśmy pierwszy europejski puchar w rękach drużyny z RPA. A najczęściej chyba oglądanym zagraniem z tego spotkania jest 50:22 w wykonaniu filara Sharks, Vincenta Kocha: https://x.com/i/status/1794261345082483145.

Super Rugby Pacific

W Australii i Nowej Zelandii odbyła się wypełniona meczami derbowymi czternasta, przedostatnia kolejka fazy zasadniczej Super Rugby Pacific.

Chiefs – Hurricanes 17:20. Starcie dwóch nowozelandzkich potęg zaczęło się od czerwonej kartki – już w siódmej minucie zobaczył ją Raymond Tuputupu z ekipy gości. Jednak jak to jest w Super Rugby, skutki czerwonej kartki były ograniczone do 20 minut. Jeszcze w osłabieniu Canes wyszli na prowadzenie, a do przerwy wygrywali 14:0 (dla odmiany wykorzystali osłabienie rywali po żółtej kartce). Od pierwszej akcji drugiej połowy Chiefs rzucili się do odrabiania strat – od razu zaliczyli pierwsze przyłożenie, a do wyrównania doprowadzili w 72. minucie po karnym Damiana McKenziego. Ostatnie słowo należało jednak do gości – o rezultacie meczu przesądził karny Bretta Camerona z ponad 40 metrów. Dla Chiefs to pierwsza domowa porażka w tym sezonie – na pocieszenie pozostał im punkt bonusowy.

Crusaders – Blues 29:27. Crusaders podtrzymali nadzieję na awans do play-off, pokonując liderów ligowej tabeli (którzy wcześniej przegrali tylko raz) w nowozelandzkim klasyku. Blues prowadzili po półgodzinie 15:7, a na początku drugiej połowy 22:12 (po przyłożeniu zdobytym w okresie gry w osłabieniu). Jednak kolejny kwadrans to 17 punktów z rzędu obrońców tytułu mistrzowskiego, dzięki czemu wyszli na prowadzenie 29:22. Blues co prawda zdobyli przyłożenie, ale brakło im skutecznego podwyższenia i ostatecznie musieli zadowolić się tylko punktem bonusowym. Swoją drogą, aucklandczycy chcą, aby do gry na pozostałą część sezonu został dopuszczony Beauden Barrett, który ma z nimi kontrakt na kolejny sezon i już wrócił z Japonii po tym, jak jego drużyna odpadła z rywalizacji w Japan Rugby League One.

Poza tym:

  • Brumbies – Rebels 53:17 (zdecydowane zwycięstwo ekipy z Canberry, która do przerwy prowadziła 34:3; co prawda trzy kolejne żółte kartki w drugiej połowie rywale wykorzystali, ale różnica była zbyt duża, aby całkiem zmienić wynik meczu, a na dodatek w ostatnich minutach Brumbies jeszcze dwukrotnie przyłożyli piłkę);
  • Moana Pasifika – Waratahs 27:12 (pewna wygrana wyspiarzy, którzy podtrzymali nadzieję na awans do play-off; na kwadrans przed końcem prowadzili 27:0 i wtedy stracili dwa przyłożenia, co nie zmieniło wyniku meczu, ale odebrało Moanie niezwykle ważny ofensywny punkt bonusowy);
  • Reds – Western Force 59:13 (wysoka wygrana Reds nad drużyną z zachodniego wybrzeża; znów szalał 20-letni Tim Ryan, który zdobył trzy przyłożenia – drugi hat-trick w swojej jakże krótkiej karierze w SR, to przecież był dopiero jego siódmy mecz, z czego czwarty zagrany od pierwszej minuty);
  • Highlanders – Fijian Drua 39:3 (niezwykle ważny mecz dla awansu do play-off i zdecydowane zwycięstwo nowozelandzkich „górali”, którzy zaliczyli swoje najwyższe zwycięstwo w sezonie – w sporej mierze zawdzięczają je swoim urodzonym na Fidżi skrzydłowym, którzy zdobyli trzy przyłożenia).

Przed ostatnią kolejką gier pozostała już tylko jedna istotna wątpliwość – znane jest siedem drużyn uczestniczących w play-off (z Nowej Zelandii Blues, Hurricanes, Chiefs i Highlanders, z Australii Brumbies, Reds i Rebels), natomiast o pozostałe jedno miejsce rywalizują aż cztery ekipy (Drua, Western Force, Crusaders i Moana). Z rywalizacji odpadli tylko Waratahs. Swoją drogą, format Super Rugby jest kuriozalny – przedostatnia drużyna ligi, a także drużyna z zaledwie trzema wygranym w 13 meczach, na kolejkę przed końcem rundy zasadniczej wciąż mają szansę na awans do play-off i mistrzostwo.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Blues1351
2.Hurricanes1351
3. Brumbies1348
4.Chiefs1343
5.Reds1336
6. ↑Highlanders1328
7. ↓Rebels1326
8.Fijian Drua1321
9.Western Force1319
10.Crusaders1319
11.Moana Pasifika1318
12.Waratahs1312

Z kraju

Rozegrano pierwszą (z dwóch) rundę eliminacji do mistrzostw Polski w rugby 7 mężczyzn. Stawka była podzielona na dwie grupy: północno-zachodnia rywalizowała w Gnieźnie (zaledwie 4 drużyny, nie dojechał Orkan), natomiast południowo-wschodnia w Warszawie (ciut liczniejsza, bo ostatecznie zagrało 7 ekip – z czego pięć stołecznych, przynajmniej teoretycznie). W grupie północno-wschodniej niegościnni byli Wielkopolanie, bo o zwycięstwie w turnieju zadecydowała rywalizacja między Tytanem Gniezno (w której składzie zgłoszonym do rozgrywek pojawił się ponownie zaciąg zagraniczny) i Posnanią (w której barwach zobaczyliśmy m.in. wybranego MVP turnieju Daniela Gdulę). W decydującym starciu Posnania wygrała 28:21. Trzecie miejsce zajęła Lechia Gdańsk, a czwarte Miedziowi Lubin. W Warszawie z kolei triumfowało Mazowsze. W finale RK Warszawa pokonał AZS AWF 33:0. Trzecie miejsce przypadło Wawrowi, a czwarte Juvenii. Dla Wawera i RK to zdaje się były debiuty w oficjalnych rozgrywkach na seniorskim poziomie, jednak ze składów w systemie PZR wynika, że były to po prostu dwie drużyny Pogoni Siedlce (RK to zdaje się w większości byli zawodnicy Skry). Z każdej grupy do finału awansują po cztery drużyny i wygląda na to, że tylko w jednej z nich mamy prawdziwą rywalizację.

Zestawiona w mocno eksperymentalnym składzie reprezentacji Polski kobiet w rugby 7 uczestniczyła w turnieju Costa Blanca Sevens. W meczach grupowych ze zmiennym szczęściem – dwa zwycięstwa (20:19 nad gospodyniami i 47:0 nad reprezentacją Bułgarii) i porażka (5:26 z chińskim Shandongiem) dały Polkom drugie miejsce w grupie. W fazie pucharowej Polki w ćwierćfinale pokonały Mołdawię 36:5, a w półfinale ograły Szwecję 14:7 (zadecydowała indywidualna akcja przez całe boisko w ostatniej minucie meczu). Awansowały do finału, ale w nim ponownie musiały uznać wyższość Chinek z Shandongu.

W Krakowie rozegrano finałową fazę mistrzostw Polski juniorskich piętnastek. W sobotę rozegrano półfinały, z których zwycięsko wyszły dwie najwyżej notowane drużyny fazy zasadniczej: niepokonana dotąd Juvenia Kraków wygrała z Budowlanymi Lublin 61:0 (cztery z dziewięciu przyłożeń zdobył młynarz Rafał Prokopowicz), natomiast Orkan Sochaczew zwyciężył Budowalnych Łódź 41:19 (pozbawiając łodzian szansy na piąty tytuł mistrzowski w tej kategorii wiekowej z rzędu). W meczu o złoto na krakowskim boisku górą byli sochaczewianie. Co prawda Juvenia długimi fragmentami meczu atakowała i przyciskała Orkana do jego pola punktowego (szczególnie przez długie okresy w końcówce obu połów spotkania), ale goście po dobrym początku spotkania uzyskali przewagę i nie pozwolili wyrwać sobie jej z rąk. Imponowali zwłaszcza obroną, a efektem była wygrana 24:17. Dla Orkana to piąte mistrzostwo w historii, ale pierwsze od niemal dekady. Krakowianie już trzeci rok z rzędu muszą uznać wyższość rywali w finale. Brąz przypadł łodzianom, którzy w meczu o trzecie miejsce pokonali lublinian 35:7.

W rozgrywanym w Olsztynie piątym, przedostatnim turnieju mistrzostw Polski w rugby 7 kadetek czwarte turniejowe zwycięstwo odniosły łódzkie Atomówki. W finale co prawda tylko 14:12 pokonały lubelskie Amazonki, ale w generalnej punktacji powiększyły przewagę do czterech punktów, zwiększając swoje szanse na tytuł mistrzowski. Już trzeci raz na podium znalazły się Tytanki z Gniezna, które są bliskie zdobycia brązowych medali mistrzostw Polski. W ten weekend szanse na medal pogrzebały chyba Diablice Ruda Śląska.

W Siedlcach odbyły się mistrzostwa Polski weteranów. Wygrali emeryci Lechii Gdańsk, srebro zdobyli gospodarze, natomiast brąz sochaczewianie.

PZR oficjalnie potwierdził wybór Kamila Bobryka (w tandemie z Tomaszem Stępniem) na trenera reprezentacji Polski seniorów.

Ze świata

Rozegrano ostatni mecz w ramach kobiecego Pacific Nations Cup – pomiędzy Australią i Nową Zelandią. Tym razem niespodzianki nie było – Nowozelandki odreagowały porażkę sprzed tygodnia z meczu z Kanadą i pokonały rywalki zza Morza Tasmańskiego aż 67:19. Trzy przyłożenia zdobyła Mererangi Paul. Wynik oznacza, że Nowozelandki zajęły drugie miejsce w turnieju, a Australijki ostatnie i jako jedyne z tej stawki nie awansowały do WXV 1 (w stawce będą Angielki, Francuzki i Irlandki oraz Nowozelandki, Kanadyjki i Amerykanki, a turniej odbędzie się w Kanadzie; Australijki zagrają w WXV 2).

W australijskim Brisbane wystartowały w piątek kobiece mistrzostwa Oceanii – jednak na pół gwizdka. Z zaplanowanych spotkań odbyło się tylko pierwsze, w którym Fidżyjki, absolutne faworytki turnieju, bez problemów pokonały Tongijki 48:3. Nie doszło do drugiego zaplanowanego na ten dzień spotkania, pomiędzy Samoa i Papuą-Nową Gwineą – Papuaski nie dotarły na czas.

W środę rozpoczęły się mistrzostwa Azji kobiet. Uczestniczą w nich trzy drużyny, a turniej zainaugurowało starcie Hongkongu z Japonią. Japonki, będące zdecydowanymi faworytkami, wygrały 29:12, ale tamtejsi komentatorzy nie są do końca zadowoleni z postawy zespołu. Wypracowały przewagę 15:0, ale na kwadrans przed końcem jedna z ich zawodniczek zobaczyła żółtą kartkę i gospodynie spotkania dwukrotnie przykładały piłkę, zmniejszając stratę. Dwa pozostałe spotkania mistrzostw w tym tygodniu.

Rozegrano ostatni mecz w ramach Rugby Europe International Championships – finał poziomu Conference pomiędzy Luksemburgiem i Mołdawią. Luksemburg wygrał 19:0. Dominował przez większość spotkania, ale rozstrzygnął je dopiero w końcówce. Pierwsze przyłożenie zdobył pod koniec pierwszej połowy, a wynik 7:0 utrzymywał się aż do ostatniego kwadransa. Luksemburczycy dołączyli w ten sposób do rywali Polaków w przyszłorocznych rozgrywkach na poziomie Trophy (poza nimi czekają na nas Szwedzi, Czesi, Chorwaci i Litwini).

W Europie mieliśmy też mecz towarzyski – w nim Estonia przegrała z Finlandią 17:62.

W obecności ponad 56 tys. widzów (rekord ligi, przynajmniej w XXI w., rok temu było „tylko” 41 tys.) rozegrano finał Japan Rugby League One. Niepokonana dotąd drużyna ubiegłorocznych wicemistrzów, Saitama Wild Knights, grała z Brave Lupus Tokyo. I poniosła pierwszą porażkę w sezonie – 20:24. Wild Knights dominowali od początku, jednak unieważniono im dwa przyłożenia i po 20 minutach wygrywali po karnych tylko 6:0. Przyłożenie zdobyli za to rywale, wyszli na prowadzenie 10:6, a na dodatek tuż przed przerwą żółtą kartkę zobaczył Marika Koroibete. Mając przewagę jednego zawodnika Brave Lupus zaliczyli kolejne przyłożenie na początku drugiej połowy i prowadzili już 17:6. Wild Knights się przebudzili i po dwóch przyłożeniach (drugie z nich przy sporej zasłudze Koroibete) wrócili na prowadzenie na 10 minut przed końcem. Nie na długo – po paru minutach Brave Lupus zdobyli przyłożenie. Wild Knights walczyli do końca, ale sędzia unieważnił im już trzecie przyłożenie w meczu uznając, że po drodze było podanie do przodu. Decyzje sędziowskie (w tym o uznaniu jednego z przyłożeń zwycięzców, a także o braku weryfikacji TMO przodu z końcówki) wzbudziły zresztą pewne kontrowersje. Niemniej to Brave Lupus wznieśli mistrzowski puchar, triumfując w Japonii po raz dziewiąty w historii – i pierwszy raz od 2010. Jest to pierwszy tytuł japońskiej legendy, Michaela Leitcha, a także Richiego Mo’ungi, który dla odmiany znakomicie zaczął swoją japońską karierę. W meczu o brąz Tokyo Sungoliath pokonało Yokoahama Eagles 40:33. Eagles prowadzili już 33:14 (m.in. dzięki hat-trickowi skrzydłowego Chihito Matusi, ale Sungoliath odwrócił losy meczu, szalę zwycięstwa przechylając na swoją korzyść dzięki przyłożeniu z podwyższeniem zdobytym w ostatniej akcji meczu).

W meczach o grę w najwyższej lidze upragniony awans wywalczyła drużyna Uruyasu D-Rocks – drugi raz ograła Hanazono Liners, tym razem 35:30. Dwóm pozostałym drużynom z drugiej ligi celu nie udało się osiągnąć. Co prawda Shuttles Aichi wygrali z Mie Heat 24:15, ale nie odrobili straty z poprzedniego weekendu (dla Heat jedno z przyłożeń zdobył Pablo Matera), natomiast Green Rockets Tokatsu drugi raz przegrali z Black Rams Tokyo.

Rozegrano ćwierćfinały Pro D2. W pierwszym Grenoble (klub, który zajął czwarte miejsce w fazie zasadniczej mimo karnego odebrania mu ośmiu punktów) pokonał 58:10 Dax (pierwszego w historii beniaminka, który awansował do play-off). Znacznie bardziej zacięty był drugi pojedynek, w którym Béziers grało z Brive (które awans do tego etapu wywalczyło na samym finiszu fazy ligowej). Trudno zliczyć, ile razy drużyny zmieniały się na prowadzeniu, a skończyło się wygraną Basków 33:31 dzięki przyłożeniu z podwyższeniem zdobytemu tuż przed końcem meczu. Ważne role odegrali po obu stronach kopacze – Samuel Marques zdobył dla zwycięzców 18 punktów, a Tom Raffy dla Brive – aż 26. Skład półfinałów: Provence – Grenoble i Vannes – Béziers.

Swoją drogą ciekawe dane dotyczące widowni – mecze fazy zasadniczej Pro D2 oglądało z trybun łącznie 1,35 mln widzów, bijąc dotychczasowy najlepszy wynik o niemal 20%. Liderem jest Vannes, gdzie średnia frekwencja na trybunach przekroczyła 10 tys. widzów, kolejne miejsca zajęły Brive i Grenoble.

Zakończyły się rozgrywki angielskiej Championship. W ostatniej kolejce swoją przewagę nad konkurentami potwierdzili mistrzowie ligi – Ealing Trailfinders pokonali Bedford Blues 59:12. Drugie miejsce odebrali pauzującemu w tej kolejce Coventry zawodnicy Cornish Pirates, którzy wygrali z London Scottish 38:27. Dopiero szóste miejsce w lidze zajęli Doncaster Knight – jedyna drużyna, którą Premiership było gotowe dopuścić do swego grona (w ostatni weekend stracili piątą lokatę na rzecz Hartpury University, z którym przegrali 14:43).

Kolejny weekend gier amerykańskiej Major League Rugby zaczął się od ciekawego pojedynku, w którym wicelider konferencji zachodniej, Seattle Seawolves, pokonał celujących w play-off na wschodzie Old Glory DC 26:24. Sporą niespodziankę sprawili Miami Sharks – beniaminek pokonał 15:13 liderów konferencji wschodniej i obrońców tytułu mistrzowskiego, New England Free Jacks – dzięki przyłożeniu z podwyższeniem na sam koniec spotkania. Przegrał też dotychczasowy wicelider ze wschodu – Chicago Hounds, choć długo toczyli wyrównany bój, ulegli NOLA Gold 13:25, a nowoorleańczycy wyprzedzili ich w klasyfikacji. Na zachodzie na trzecie miejsce awansował San Diego Legion po wygranej w derbach Kalifornii z RFC Los Angeles 27:19 (decydował finisz w drugiej połowie, wygranej 20:0).

Ostatnia kolejka fazy zasadniczej Super Rugby Americas nie przyniosła już zmian w składzie drużyn awansujących do play-off. Dominację w lidze potwierdzili Pampas, którzy odnieśli jedenaste zwycięstwo w sezonie wygrywając z Cobras aż 70:38. Drudzy w lidze Dogos tylko zremisowali z broniącym tytułu mistrzowskiego Peñarolem 26:26 (po kwadransie prowadzili 19:0, ale potem musieli ratować remis karnym przyłożeniem na koniec meczu). W meczu bez stawki Selknam pokonał American Raptors 24:19. Mimo wygranej chilijska drużyna, w której gra wielu reprezentantów kraju, uczestniczących w ostatnim Pucharze Świata, znalazła się poza czołową czwórką.

W Południowej Afryce odbył się finał rozgrywek SA Cup czyli swego rodzaju przygrywki do tegorocznych rozgrywek Currie Cup. Brały w nich udział wszystkie drużyny prowincjonalne z wyjątkiem czterech prowincji reprezentowanych w URC. W finale niepokonani w tej rywalizacji Griquas wygrali 46:24 z Pumas. Kolejne miejsca zajęły Cheetahs i Griffons, czyli w pierwszej czwórce mieliśmy cztery drużyny występujące w najwyższej dywizji Currie Cup.

Mistrzem hiszpańskiej División de Honor została ekipa VRAC z Valladolid. Podobnie jak przed rokiem w finale mierzyła się z inną drużyną kastylijską, Burgos. Po bardzo zaciętym spotkaniu wygrała jednym punktem, 20:19, mimo że na początku spotkania przegrywała już 0:11. Dla VRAC to trzynasty tytuł mistrzowski w historii (jedenasty w okresie ostatnich trzynastu sezonów). A przy okazji rewanż za porażki w meczach z tym samym rywalem o dwa inne trofea w tym sezonie, superpuchar i Puchar Króla.

W finale holenderskiej Ereklasse zwyciężyła drużyna RC 't Gooi, która dzięki wygranej nad Haagsche RC 22:12 zdobyła swój czwarty tytuł mistrzowski w historii. Wcześniej, w półfinale pokonała 18:5 drużynę Eemland, nieoczekiwanego mistrza z poprzedniego sezonu. 't Gooi awansowali do fazy play-off z najniższego, czwartego miejsca i pokonali w niej dwie najlepsze drużyny sezonu zasadniczego.

Dogrywka była potrzebna w finale belgijskiej Division 1. Co prawda początkowo Dendermondse zdobyło przewagę, ale Soignies zredukowało straty i w końcówce co chwilę mieliśmy remis. Ostatni z nich, 19:19, Dendermondse wywalczyło karnym w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry. W dogrywce decydowały „złote punkty” – Dendermondse wykorzystało osłabienie rywali i zdobyło decydujące przyłożenie, które dało mu wygraną 24:19. Obroniło w ten sposób tytuł mistrzowski (zdobyło go piąty raz w historii). Dzień wcześniej rozegrano finał ligi kobiet – w nim Boitsfort pokonało Gent 15:14, sięgając po trzecie mistrzostwo kraju w historii (po siedmiu latach przerwy).

Kilkanaście dni temu podano, że organizatorzy odwołali planowany na 22 czerwca w Bilbao mecz pomiędzy reprezentacją Francji a drużyną World XV. W to miejsce Francuzi podobno myślą o zorganizowaniu meczu w Paryżu przeciwko reprezentacji Rumunii. Chyba trochę mało czasu zostało…

W Nowej Zelandii w tym tygodniu ma się odbyć walne zgromadzenie tamtejszej federacji, na którym dyskutowane będą propozycje reformy zarządzania organizacją, wynikające z niezależnego przeglądu dokonanego w ostatnim czasie. W jego wyniku zaproponowano zmniejszenie wpływu związków prowincjonalnych na zarządzanie NZR, jednak ich grupa nadal uważa, że powinny one zachować udział w kontroli nad biznesowym ramieniem federacji. Mamy więc konflikt. Po stronie zmian stanęła m.in. prowincja Taranaki, a także NZRPA (organizacja zawodników), która wystosowała ostry list zawierający sugestię, aby zawodnicy wypowiedzieli posłuszeństwo NZR w przypadku odrzucenia zmian.

W Irlandii rozmowa o pieniądzach. Od dawna pojawiały się tam zarzuty, że Leinster jest faworyzowany przez federację – ta podpisywała kontrakty z kluczowymi zawodnikami, których koszty w całości pokrywała. Dzięki temu Leinster nie musiał płacić ani jednego euro za kontrakty kluczowych dziewięciu graczy (wkrótce dziesiątym ma zostać Jamison Gibson-Park), podczas gdy trzy pozostałe prowincje miały w składzie po zaledwie jednym takim zawodniku (Munster – z szansą na drugiego w osobie Jacka Crowley’a). Obecnie IRFU potwierdziło, że w kolejnym sezonie te kontrakty nie będą w całości pokrywane ze środków związku, ale 30% będzie musiała wyłożyć prowincja, dla której zawodnicy występują. To oznacza, że Leinster będzie musiał wygospodarować dodatkowe ok. 1,5 mln euro na zarobki tych graczy.

W Anglii rozdano nagrody za ostatni sezon Premiership. Najlepszym zawodnikiem uznano gracza drużyny, która nawet nie weszła do play-off – środkowego Henry’ego Slade’a z Exeter Chiefs. A jego kolega klubowy został uznany odkryciem roku – nagroda ta przypadła Immanuelowi Feyi-Wabioso. Wśród trenerów wyróżniono Phila Dowsona prowadzącego najlepszych w rundzie zasadniczej Northampton Saints. No i warto obejrzeć przyłożenie uznane za najlepsze w sezonie: w rolach głównych Marcus Smith i Tyrone Green – https://twitter.com/i/status/1793356563333165096.

Steve Borthwick powołał graczy na obóz treningowy reprezentacji Anglii (przed lipcową wyprawą do Japonii). 19 zawodników, z czego siedmiu nie wąchało dotąd reprezentacyjnego prochu. Póki co brakuje jeszcze graczy z czterech klubów, które zagrają w ligowym play-offie.

W Stanach Zjednoczonych ogłoszono powstanie kobiecej ligi zawodowej – Women’s Elite Rugby. Nie wiadomo, czy już pierwszy sezon będzie oznaczał pełne przejście na profesjonalizm, jednak taki jest cel rozgrywek. Model własnościowy ma być analogiczny do MLR – jeden podmiot, w którym udziały mają inwestorzy odpowiedzialni za poszczególne drużyny. Skład ligi ma być ogłoszony do stycznia, a pierwszy sezon ruszyć w przyszłym roku.

LNR wybrała nadawcę telewizyjnego rozgrywek Top 14 i Pro D2 we Francji – ponownie został nim Canal+, a cena za prawa znowu wzrosła. Obecnie jest to ok. 122 mln euro, natomiast od 2027 wzrośnie ona do 139 mln euro.

Michael Hooper niedawno debiutował w SVNS w barwach Australii i liczy na występ na igrzyskach. Nie zobaczymy go jednak na boisku za tydzień w finale SVNS w Madrycie. Kolejna kontuzja oznacza kilka tygodni przerwy i kto wie, czy nie rzuci się cieniem na decyzje o wyborze olimpijskiego składu Wallabies.

Z rynku transferowego:

  • kolejna gwiazda rugby myśli o starcie na igrzyskach – ponoć mecz z Tuluzą był ostatnim w tym sezonie piętnastkowym występem Hugo Keenana i skrzydłowy zamierza na kolejne tygodnie dołączyć do siódemkowej reprezentacji Irlandii (w której kiedyś zresztą już występował);
  • buty na kołku po tym sezonie powiesi ponad stukrotny reprezentant Australii, Sekope Kepu, który przez ostatnie lata występował w barwach Moana Pasifika;
  • Argentyńczyk Domingo Miotti ma przejść z Oyonnax do Montpellier;
  • następcą Micka Byrne’a na stanowisku trenera Fijian Drua (został trenerem reprezentacji Fidżi) będzie jego dotychczasowy asystent Glen Jackson, były zawodnik Saracens i Chiefs oraz sędzia międzynarodowy;
  • tylko do końca sezonu trenerem Waratahs będzie Darren Coleman. Utratą posady płaci za fatalny sezon (zresztą szczególny – jego drużyna wygrała tylko dwa mecze, ale za to oba z Crusaders).

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Francja:

  • Andrzej Charlat (Stade Niçois, Nationale): zagrał cały finał ligi Nationale przeciwko Narbonie, wygrany 38:30. Charlat zdobył przyłożenie, a jego drużyna dzięki tej wygranej awansowała do Pro D2;
  • Aleksander Nowicki (AS Monaco, Fédérale 2): zagrał cały mecz (i jak donosi Jarosław Nowicki, wyróżnił się wygrywając trzy auty i zaliczając asystę) w rewanżowym spotkaniu w ramach 1/16 finału Fédérale 2 z St. Priest. Jego drużyna wygrywając 38:13 odrobiła straty z pierwszego spotkania i w 1/8 finału trafiła na Nantuę.

Szkocja:

  • Zenon Szwagrzak (Southern Knights, Super Series Sprint): zagrał ostatnie pół godziny w meczu z Ayrshire Bulls, przegranym 19:54. Jego drużyna spadła na szóste miejsce w lidze;
  • Max Loboda (Boroughmuir Bears, Super Series Sprint): zagrał pierwszą połowę meczu z Heriot’s, przegranego 19:38. Jego drużyna spadła na siódme miejsce w tabeli;
  • Ronan Seydak (Heriot’s RC, Super Series Sprint): zagrał godzinę, zaliczył żółtą kartkę i przyłożenie w meczu z Boroughmuir Bears, wygranym 38:19. Heriot’s pozostali na trzecim miejscu w stawce.

Zapowiedzi

Emocji dla polskich kibiców rugby w nadchodzący weekend nie zabraknie. Nasza kobieca reprezentacja w rugby 7 jedzie do Madrytu walczyć o awans do SVNS – przed Polkami decydujący turniej, w którym o cztery miejsca w elicie będzie walczyć osiem drużyn.

Z kolei w kraju odbędą się mecze decydujące o medalach mistrzostw Polski seniorów w piętnastkach – finał Ekstraligi w sobotę w Sochaczewie (Orlen Orkan Sochaczew – Ogniwo Sopot), mecz o brąz w niedzielę w Krakowie (Juvenia Kraków – Pogoń Awenta Siedlce). Do tego finał I ligi w Białymstoku (Rugby Białystok – Posnania), finał rywalizacji kadetów w piętnastkach w Sopocie oraz drugi turniej siódemek juniorów w Lublinie.

Na świecie sporo grania międzynarodowego:

  • start męskich mistrzostw Azji (pierwsza kolejka – mecze Hongkongu ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Korei Południowej z Malezją)
  • dwa ostatnie mecze kobiecych mistrzostw Azji (już za niespełna trzy godziny Japonia – Kazachstan, a w sobotę Hongkong – Kazachstan),
  • ostatnie dwie kolejki kobiecych mistrzostw Oceanii w Brisbane (w środę Fidżi – Papua Nowa Gwinea i Samoa – Tonga, a w niedzielę Tonga – Papua Nowa Gwinea i Samoa – Fidżi),
  • męskie spotkania w ramach rywalizacji pod egidą Rugby Americas North (Kajmany – Meksyk, Bermudy – Bahama i Gujana – Trynidad i Tobago).

Ale za granicą pewnie najwięcej uwagi będą przyciągać zmagania w najlepszych ligach świata (w Europie – wracające po jednoweekendowej przerwie). I tak:

  • półfinały angielskiej Premiership (Northampton Saints – Saracens i Bath – Sale Sharks),
  • ostatnia kolejka rundy zasadniczej United Rugby Championship (chyba największa stawka w meczu Benettona z Edynburgiem, poza tym m.in. derby irlandzkie, południowoafrykańskie i walijskie),
  • przedostatnia kolejka rundy zasadniczej francuskiej ligi Top 14 (w tym kilka bezpośrednich starć drużyn walczących o play-off – Racingu 92 z Pau, Perpignan z Bordeaux czy Tulonu z Clermont),
  • ostatnia kolejka Super Rugby Pacific (najciekawiej zapowiadają się zmagania drużyn walczących jeszcze o awans do play-off – m.in. mecz Crusaders z Moana Pasifika),
  • a do tego półfinały Pro D2 i finał ligi włoskiej.

A w siódemkach w nadchodzący weekend wielkie wydarzenie – finałowe turnieje cyklu SVNS w Madrycie.

2 komentarze do “Pojedynek gigantów”

Dodaj komentarz