Sobota, 11 kwietnia 2026, godz. 20:00, Narodowy Stadion Rugby w Gdyni oraz Polsat Sport 2 – przed nami mecz ze Szwecją, od zwycięstwa w którym zależeć będzie awans naszej reprezentacji do Rugby Europe Championship. Z tej okazji w „Szponach” tradycyjny przewodnik dla kibiców – dostępny na Google Drive poprzez link: https://bit.ly/4tZxqQX. 16 stron – składy, statystyki, informacje o przeciwnikach, trochę historii.
Mała errata. Okazuje się, że Rugby Europe w swojej nieskończonej mądrości opracowało dwa osobne systemy rozstrzygania kolejności w przypadku równej liczby punktów dla klasyfikacji jednosezonowej i klasyfikacji łączonej dla dwóch sezonów. W pierwotnym materiale była opisana tylko ten pierwszy, w tym momencie plik został zamieniony na wersję obejmującą oba (zmiany na stronie 3 zaznaczone na żółto). Link bez zmian. Za zwrócenie uwagi dziękuję Robertowi Małolepszemu.
Przed meczem
Kończymy kolejny dwuletni cykl Rugby Europe Trophy meczem o kluczowym znaczeniu. Osiem zwycięstw i jedna porażka postawiły nas o krok od awansu do Rugby Europe Championship (czyli powrotu do drugiej europejskiej ligi po dwóch latach przerwy). Czy po niego sięgniemy, to zależy od wyniku spotkania w Gdyni przeciwko Szwecji. Jeśli kilka godzin wcześniej Czesi pokonają Duńczyków (a to bardzo prawdopodobne), nie będziemy mogli przegrać naszego meczu. Jeśli Czesi zaliczą wpadkę, porażka, w której oddalibyśmy Szwedom pięć punktów, i tak mogłaby pozbawić nas pierwszego miejsca.
Historia przemawia za naszą drużyną – jak dotąd 15 zwycięstw, 1 remis i 1 porażka w starciach z naszymi sobotnimi rywalami to bardzo jednostronny bilans. Ale Szwedzi od pandemii stopniowo pnie się pod wodzą Alexa Laybourne’a w górę i są bardzo groźnym rywalem. Z Conference awansowali do Trophy, a tu sezon po sezonie idzie im coraz lepiej. Dość wspomnieć, że nasz ubiegłoroczny mecz w Trelleborgu był niezwykle zaciętym spotkaniem i niewiele brakło, aby to Szwedzi wyszli z niego zwycięsko.
Tym razem mają jednak poważną wyrwę w składzie – braknie ich największej gwiazdy, filara Ale Lomana (który położył nam punkty wiosną ubiegłego roku po 40-metrowym rajdzie). Urodzony i wychowany w Szwecji, wyjechał do Anglii i tam zdobył profesjonalne kontrakty najpierw w drugoligowym Nottingham, a od tego sezonu w Leicester Tigers (tydzień temu w ich barwach grał w 1/8 finału Champions Cup przeciwko Bordeaux). Próżno szukać zawodnika grającego na co dzień na takim poziomie w którymkolwiek z pozostałych zespołów występujących w Trophy.
W składzie pozostało jednak kilka ciekawych indywidualności. Niezwykle groźny jest rekordzista reprezentacji Szwecji w liczbie zdobytych przyłożeń, środkowy Axel Kalling-Smith, który w poprzednich dwóch sezonach rozgrywek RET miał średnią 1,2 przyłożenia na mecz, a w ostatnim meczu przeciwko nam zaliczył dwie piątki. Na pozycji łącznika ataku mają Jacka Tatu Robertsona – pochodzącego z Nowej Zelandii, gdzie zaliczył kilka sezonów w Heartland Championship czyli na drugim poziomie rozgrywek prowincjonalnych. A podporą kadry jest wiązacz Theodor Karlsson, który nie opuścił żadnego jej meczu od blisko dekady. Skład Szwedów to w większości zgrana i doświadczona grupq, silna, ale i potrafiąca gubić się
w obronie, co pokazał choćby mecz sprzed tygodnia przeciwko Danii.
Szwedzi wciąż mają o co grać – mają szansę na triumf zarówno w tegorocznym Trophy (wystarczy im wygrana z Polską), jak i w dwuletniej klasyfikacji cyklu (tu nie wszystko od nich zależy – potrzebują wygranej z bonusem nad nami i porażki Czechów). Aczkolwiek ewentualny triumf w tej ostatniej może mieć dla nich posmak goryczy – wśród warunków awansu do Championship jest nie tylko pierwsze miejsce w łączonej tabeli z dwóch lat, ale i wystawianie w rozgrywkach europejskich reprezentacji U18 i U20, a tego Szwedzi nie robią.
Naszym celem jest awans i sięgnięcie po niego zależy tylko od nas – nawet przy niekorzystnym dla nas wyniku w duńskim Erritsø wystarczy po prostu ten mecz wygrać. Będziemy mieć w Gdyni pełną trybunę, dopingu więc nie zabraknie. Obaj nasi trenerzy znają smak zwycięstw ze Szwedami i z ławki, i z boiska (choć obaj też zagrali w tym jedynym meczu ze Szwecją przegranym przez nas, z 2013). Kluczowi zawodnicy są na swoich miejscach, zagraniczne posiłki na najważniejszy mecz sezonu przybywają, a mamy i ciekawe debiuty – Andre Meyera, który po pięciu latach gry w Ekstralidze zyskał prawo do reprezentowania Polski, oraz Johana Jańca, na co dzień grającego w młodzieżowej ekipie Bordeaux (w ostatnich dwóch meczach – trzy przyłożenia). Liczymy na niesłabnącą skuteczność w reprezentacji Kacpra Wróbla (przyłożenia w każdym z ostatnich pięciu meczów kadry) i na celną nogę kończącego tym spotkaniem reprezentacyjną karierę Wojciecha Piotrowicza (która w tym meczu może okazać się niezwykle ważna). Zresztą, nie tylko Piotrowicz tym meczem rozstaje się z drużyną narodową – żegnamy też wieloletniego kapitana, grającego swój 43. mecz Piotra Zeszutka, a także Jakuba Wojtkowicza. Awans do Championship, jeśli uda nam się go zrealizować, zapewne nie będzie stanowił przełomu dla polskiego rugby (tak przynajmniej uczy niedawne doświadczenie). Trafimy na wyższy poziom po to aby kontynuować naukę od lepszych od siebie. Tym razem najprawdopodobniej nie będzie pewności dwóch lat gry z lepszymi, bo Rugby Europe postanowiło ograniczyć za rok liczbę drużyn na najwyższym poziomie swoich rozgrywek z ośmiu do sześciu, a zatem spadek grozić będzie już po jednym sezonie. Niemniej walczyć trzeba, bo przecież o to chodzi w sporcie. A że w Championship skazywani na pożarcie niekiedy sprawiają niespodzianki, to pokazali w tym roku chociażby Szwajcarzy.