„Szponowy” przewodnik po Ekstralidze ponownie z opóźnieniem w stosunku do startu rozgrywek – dopiero dziś w systemie PZR pojawił się ostatni ze składów. Teksty napisane przed poprzednim weekendem pozostały jednak niezmienione. Link do pobrania materiału z dysku Google: https://drive.google.com/file/d/1Jzum50Zi29Lzu11oUYcl-uNpTSiTG6xi/view?usp=drive_link
Co było i co nas czeka?
To już siódmy sezon Ekstraligi, na którego początek pojawia się „szponowy” przewodnik po tych rozgrywkach. Bywały skromniejsze i bogatsze, ten wyróżniać się będzie tekstami wyjątkowego gościa, mającego ogromną wiedzę o naszym rugby, ale pragnącego zachować anonimowość – podsumowującymi szanse drużyn w tym sezonie. Miał trudne zadanie (pisał gdy nie wszystkie karty były odsłonięte) i krótki termin – tym bardziej mu dziękuję za ten wysiłek.
A czeka nas liga w formacie podobnym do ubiegłorocznego. Podobnym, ale nie identycznym – nadal mamy podział stawki na dwie grupy w połowie sezonu, braknie jednak możliwości zmagań ekip z ostatniej czwórki z tymi z grupy mistrzowskiej w fazie pucharowej. Nie będzie zatem możliwa powtórka historii Budowlanych Łódź sprzed roku, którzy nie awansowali po jesieni do grupy mistrzowskiej, ale komplet zwycięstw z drugiej i trzeciej fazy rozgrywek wywindował ich na piąte miejsce.
Czy ten format coś faktycznie daje? Cóż, na pewno rok temu było ciekawiej niż przed dwoma laty, gdy emocji w fazie zasadniczej było jak na lekarstwo. Dodatkowego smaczku dostarczyło wprowadzenie półfinałów, w których zespoły z czołówki dostały dwie dodatkowe okazje do bezpośrednich spotkań. I w części tych półfinałów emocji nie brakło. A liczba spotkań z różnicą 7 punktów lub mniejszych wzrosła z 4 do 10.
Niestety, liczba meczów z wysokimi wygranymi wzrosła. Po części wynikło to z faktu, że skład ligi został powiększony z 9 do 10 zespołów, ale nawet jeśli odjąć starcia z udziałem ubiegłorocznego beniaminka, liczba meczów z różnicą punktów wynoszącą co najmniej 40 punktów nie spadła – rok po roku było ich 21 (a gdy doliczyć starcia beniaminka, doszło kolejne 10). Cóż można jednak wskazać, że gdyby nie podział stawki na dwie grupy w drugiej części sezonu, takich wyników mogłoby być jeszcze więcej – rozwarstwienie ligi jeszcze bardziej się pogłębiło. Mieliśmy trzy drużyny dominujące w lidze, cztery ekipy środka tabeli i trzy ekipy walczące o utrzymanie – i niewiele było spotkań
z wyrównaną walką pomiędzy zespołami z różnych grup.
I wydaje się, że ten podział może się utrzymać i w tym sezonie, choć w grupie środka są ekipy z ambicjami podgryzienia czołówki, która rozsiadła się na podium i pozostaje na nim w niezmienionym składzie od trzech lat (a co najmniej dwóch z obecnych trzech medalistów mamy na podium nieprzerwanie od dekady).
Niewątpliwie faworytem rozgrywek jest Pogoń Siedlce, dwukrotny mistrz z dwóch ostatnich lat. Nie jest pewniakiem, w dwóch ostatnich sezonach zdarzały mu się wpadki, ale utrzymuje trzon swojego składu, wzmacnia się wracającym z Francji Mateuszem Bartoszkiem i znowu niezwykle trudno będzie z nim wygrać. Oczywiście, będzie miał dodatkową atrakcję w formie Ascent Rugby Series, ale granie na dwóch frontach grozi mu tylko jesienią i nie powinno zaszkodzić mu w walce o wejście do strefy metalowej.
Głównymi przeciwnikami Pogoni będą zapewne jak w ostatnich latach – Ogniwo Sopot i Orkan Sochaczew. Obie ekipy też bez wielkich rewolucji na boisku (choć w Sochaczewie zmiana na fotelu trenera i utrata sponsora tytularnego może zwiastować kłopoty, zwraca uwagę zapełnienie miejsca po Marcelu Marczewskim innym utalentowanym rugbystą z tego samego pokolenia, Tomaszem Tkaczukiem), nadal ze znakomitymi graczami, ale ze składami węższymi niż ten w Siedlcach – i to robi różnice, zwłaszcza jeśli zaczną sypać się kontuzje (doświadczyło tego zwłaszcza Ogniwo, które na powrót Wiktora Lisa i Jakuba Burka ma czekać do jesieni). Obie te ekipy mają jednak szansę na walkę z Pogonią.
Chrapkę na włączenie się do walki o podium mają z pewnością dwie kolejne ekipy poprzedniego sezonu, Arka Gdynia i Budowlani Łódź. Szczególnie ta ostatnia ekipa aspiruje do miana „czarnego konia” – z roku na roku prezentuje się coraz lepiej i jeśli obecne rotacje personalne w kadrze będą trafione, Łodzianie w tym roku mogą zacząć podgryzać czołową trójkę.
Odwrotnie jest z dwoma pozostałymi ekipami ze środka tabeli. Juvenia Kraków, przez lata typowana przez wielu jako „czarny koń”, w tym sezonie, bez istotnych zmian w składzie, zapewne nie powalczy o więcej niż o piątą lokatę. Z kolei Budowlani Lublin po fatalnym zakończeniu ubiegłego sezonu, zapowiedzieli liczne zmiany w składzie – i trudno prorokować, co z nich wypali, a wąski póki co skład nie wróży dobrze.
Z ekip z dołu tabeli szanse na odbicie ma Lechia Gdańsk – w tym sezonie mamy zobaczyć w tej drużynie Michaela Koopmanna i Sphakanyiswą Ngcobo, czyli zawodników, którzy wiosną ratowali dla nich bytowy lig i wyróżniali się na tle ligi. Co prawda to wciąż młody zespół, ale z takimi liderami może sprawi kilka niespodzianek. Nieco inaczej jest z Rugby Białystok – ekipa z Podlasia kolejny rok zapewniła sobie utrzymanie, ale wciąż trudno prorokować jej coś więcej niż walkę o pozostanie w Ekstralidze, zwłaszcza jeśli nie poszerzy składu. Sporą niewiadomą jest beniaminek, Sparta Jarocin – przejście z I ligi poziom wyżej w polskich realiach zawsze jest trudne (o czym Jarocinianie przekonali się na własnej skórze kilka lat temu). Co prawda poczynili dwa spektakularne transfery, ale czy to wystarczy?
Szkoda, że wciąż nie możemy doczekać się powrotu Ekstraligi do telewizji (choć plotki o rozmowach na ten temat pojawiają się od dłuższego czasu). Szkoda też, że liga nie rozwija się marketingowo (po krótkim zrywie, jakbyśmy nieco się cofnęli i utknęli w rugbowej niszy). Cóż, może jakość sportowa Ekstraligi podniesie jej atrakcyjność jako produktu? Tego wszystkim kibicom rugby w Polsce gorąco życzę.
I tradycyjnie liczę na niespodzianki 🙂