W Nowym Sączu 1:1, Kanadyjki zatrzymują mistrzynie świata

Nasze reprezentacje grały z Czechami ze zmiennym szczęściem – seniorzy wygrali, przegrali 20-latkowie. W siódemkowych turniejach mistrzowskich triumfowały ekipy z wybrzeża – u pań Biało-Zielone Ladies Gdańsk, a u panów RC Koszalin. Na świecie sporo emocji w WXV – w rewanżu za finał ostatniego pucharu świata Kanadyjki zatrzymały Angielki, a Francuzki pokonały Australijki mimo gry nawet w jedenastkę.

Reprezentacja Polski mężczyzn

Polska reprezentacja seniorów drugi raz w tym roku miała okazję do towarzyskich zmagań z wymagającym przeciwnikiem.

Polska – Czechy 33:19. Rok temu przegraliśmy z Czechami po zaciętym pojedynku w ramach Rugby Europe Trophy. Teraz trafiła się okazja do rewanżu, choć składy nie przypominały tych najsilniejszych – po obu stronach zobaczyliśmy sporo debiutantów. Po naszej stronie było ich pięciu w wyjściowym składzie i ośmiu w rezerwie (w sumie trenerzy sprawdzili 27 graczy), a u Czechów 9 z 25 członków składu nie grało jeszcze w kadrze seniorów. Zwracali uwagę bracia Nowakowie, którzy mieli na koncie występy w reprezentacji Irlandii U18. Mecz rozegrano w Nowym Sączu, przy tej okazji żegnać się z kadrą miał pochodzący z tego miasta Marcin Siemaszko, ostatecznie jednak z powodu kontuzji wyszedł na boisko tylko w roli honorowej (ciekawostka – swoją przygodę z kadrą zaczynał przed 15 laty także powołany na mecz w Nowym Sączu i wówczas także nie zagrał).

Pierwsze 20 minut to był okres gry w środku pola, przerywanej błędami obu drużyn. Dwukrotnie nasi mieli okazję na skonstruowanie groźniejszych ataków, ale za pierwszym razem przegrali własny aut w polu 22 m rywali, a za drugim ładnie zapowiadająca się akcja skończyła się kolejnym błędem. Dopiero w ostatnich 20 minutach pierwszej połowy zaczęły się sypać punkty. Świetny kop 50:22 debiutanta Arsenija Pastiuchowa stworzył platformę do ataku, który zakończył przyłożeniem Sylwester Gąska (Pastiuchow podwyższył). Czesi szybko odpowiedzieli po dwóch karnych na naszej połowie i szybkim rozegraniu akcji przez Jakuba Havla. Kolejną akcję wyprowadzili nasi – co prawda karny w aut przeleciał za daleko, ale chwilę potem Vaha Halaifonua wyprowadził znakomity atak, zakończony przez kolejnego debiutanta Mateusza Dogiela – po podwyższeniu Pastiuchowa było 14:7. Nasi rywale przejęli jednak inicjatywę, zaczęli przeważać w młynach i pod koniec pierwszej połowy odpowiedzieli przyłożeniem Karela Šampalíka. Do przerwy było 14:12.

Pierwszy okres drugiej połowy należał do naszej reprezentacji, w której w przerwie trenerzy dokonali wielu zmian. Zaczęło się od popisów Patryka Romanowskiego, który najpierw zaliczył przechwyt, a potem pojawił się w polu punktowym Czechów – niestety rywale utrzymali piłkę nad murawą. Jednak moment później nasza akcja zakończyła się przyłożeniem Kacpra Wróbla, podwyższonym przez Olgierda Sawickiego. W kolejnych minutach dwa nasze ataki skończyły wypchnięte w aut, ale w końcu skrzydłem przedarł się ponownie Wróbel i było już 26:12 (zdobywca piątki sam podszedł do podwyższenia, ale wyszło mu ono fatalnie). Dopiero wtedy przebudzili się rywale. Po kilku minutach chaosu (m.in. przechwyt za przechwyt) to oni zdobyli przewagę. Nie potrafili jej zdyskontować, popełniając błędy w ataku (m.in. przegrane auty na naszej połowie), ale w końcu, gdy grali w przewadze po żółtej kartce Bercho Bothy, do ładnego szczura jako pierwszy dopadł Havel i nasza przewaga zmalała do 7 oczek. W kolejnych minutach Czesi byli niezwykle blisko zniwelowania pozostałej różnicy – młody Daniel Komárek (parę godzin wcześniej grał w meczu młodzieżówek) w czystej sytuacji nie podniósł piłki tuż przed polem punktowym, chwilę potem kop z karnego przeleciał poza chorągiewkę wyznaczającą linię bramkową. I zamiast wyrównania Czesi doczekali się dobijającego ich ciosu – w środku pola przechwyt zaliczył Pastiuchow, bez problemu zdobył przyłożenie i sam je podwyższył.

Wynik cieszy (choć Czesi byli naprawdę blisko remisu), ale jeszcze bardziej cieszy sama okazja dla trenerów kadry do międzynarodowego ogrania sporej grupy potencjalnych reprezentantów. Czesi mogą być niezadowoleni z drugiej połowy – połowa autów przegrana, 9 młynów dla naszej drużyny, 6 oddanych karnych.

Mecz reprezentacji U20 Polski i Czech, rozegrany wcześniej na innym boisku w Sączu, oglądał Michał Dudek – oto jego relacja na gorąco:

O godzinie 16 na stadionie w sądeckiej Zawadzie rozpoczął się mecz towarzyski Polska – Czechy do lat 20. Widzów na trybunach było znacznie więcej niż się spodziewałem. Zawdzięczamy to głównie Czechom, których dopingowała spora część kadry seniorskiej oraz rodziny zawodników. Spotkanie rozpoczęło się pomyślnie dla naszej ekipy od przyłożenia – celny kop z podwyższenia dał nam prowadzenie 7:0. W pierwszych 20 minutach byliśmy stroną przeważającą, co zostało ukoronowane kolejnym przyłożeniem. Z biegiem czasu jednak coraz większą przewagę zyskiwali goście. Nasi zawodnicy popełniali mnóstwo błędów. Szwankowało zgranie. Podania były niedokładne, a niektórzy zawodnicy byli na nie nieprzygotowani. Nie wiem ile mieliśmy strat w ataku i ile razy Czesi wychodzili z kontratakiem ze swojej połowy, ale było tego zdecydowanie za dużo. Czesi wreszcie dopięli swego i zmniejszyli stratę do 12:7. Takim rezultatem zakończyła się pierwsza połowa, chociaż po jej koniec rywale mocno atakowali i byli bliscy zdobycia kolejnych punktów.

Druga połowa rozpoczęła się od mocnych ataków naszej ekipy. Ale znowu brakowało zgrania. Co z tego że młynami miażdżyliśmy Czechów, jak niewiele z tego wynikało, bo rywale bardzo łatwo czytali naszą grę, gdy piłka wychodziła już z formacji. Chwilę później był już remis 12:12. Nasi chłopcy bardzo się starali. Robili co mogli. Za to wielkie brawa dla zawodników. Udało się wykonać bardzo składną akcję i po celnym kopie z podwyższenia wyjść na prowadzenie 19:12. Czesi się nie poddali. Atakowali wytrwale i zdołali zmniejszyć wynik do 19:17. O dziwo podwyższenie na wprost słupów było nieudane i nadal to Polska była na prowadzeniu! W ostatniej akcji meczu niestety stało się to, na co zapowiadało się już od dłuższego czasu. Czesi zdobyli przyłożenie, które jeszcze zostało podwyższone z trudnej pozycji. Po tej akcji sędzia Mateusz Ingarden odgwizdał koniec spotkania. Swoją drogą Pan sędzia był jedną z najbardziej zapracowanych osób na boisku. Nie wiem ile razy musiał gwizdać, ale wystarczająco, aby gwizdek rozgrzał się do czerwoności. Mecz był pełen błędów z obu stron, ale serce mi rośnie, że wreszcie nasi chłopcy grają mecze towarzyskie przed ME. I mówiąc szczerze, gdy patrzyłem na ich grę, zaangażowanie, chęć zwycięstwa, to ręce same składały się do oklasków. Może jestem niepoprawnym optymistą, ale wierzę w to, że to zaprocentuje przynajmniej jednym zwycięstwem w Championship, a wielu z tych zawodników dostanie w niedalekiej przyszłości szanse w seniorskiej kadrze.

Wygranej Czechów można było oczekiwać, w końcu to czwarta drużyna mistrzostw Europy z ubiegłego roku w obu kategoriach młodzieżowych.

A swoją drogą, na stronie Rugby Europe są już dostępne oficjalne zasady rozgrywek Rugby Europe International Championships. Dla nas najbardziej interesujące są reguły dotyczące najwyższego poziomu tych rozgrywek, REC. Potwierdziły się doniesienia, że nie będzie kolejnego cyklu dwuletniego rozgrywek, dającego rok spokoju z gwarancją braku spadku po pierwszym sezonie. Tym razem cykl będzie („wyjątkowo”) jednoroczny, a na jego koniec ostatnia drużyna REC zagra ze zwycięzcą Trophy o utrzymanie. Dobra informacja jest taka, że to wskazuje na rezygnację (przynajmniej na razie) z okrojenia REC z 8 do 6 drużyn, utrzymać się więc będzie ciut łatwiej niż się obawialiśmy.

Polacy w grupie zagrają z Gruzją, Rumunią i Belgią (trzy pierwsze weekendy lutego), przy czym Gruzinów i Belgów podejmiemy na swoim terenie. Faza play-off po dwutygodniowej przerwie, w dwa kolejne weekendy w pierwszej połowie marca.

Top 14

Po trzech kolejkach francuskiej ligi Top 14 z trzech niepokonanych dotąd drużyn status ten zachowała tylko jedna – Lyon, który w ostatnich latach prządł raczej cienko…

Union Bordeaux-Bègles – Stade Français 40:10. Jako hit kolejki zaplanowano na niedzielny wieczór starcie w Bordeaux. Miejscowa drużyna pragnęła odegrania się po wysokiej porażce sprzed tygodnia pod Tuluzą i udało się osiągnąć jej ten cel. Początek jednak tego nie zapowiadał – po kwadransie UBB przegrywało 5:10 i straciło kontuzjowanego łącznika ataku Mathieu Jaliberta. Na dodatek po półgodzinie żółtą kartkę zobaczył Damian Penaud. Jednak w osłabieniu to Bordeaux ukąsiło (przyłożył zmiennik Jaliberta, Hugo Reus) i wyszło na prowadenie, a w drugiej połowie gospodarze czterokrotnie przyłożyli, nie tracąc ani jednego punktu. Kilkakrotnie Paryżanie byli na linii bramkowej, ale interwencje gospodarzy w ostatniej chwili odbierały im przyłożenia. Ostatnie pół godziny zagrał Adam Zapędowski, który miał kilka udanych interwencji w obronie, a jego potężne wejście w ataku zapoczątkowało akcję, po której efektowne przyłożenie zdobył Arthur Retière.

Poza tym:

  • Castres Olympique – RC Toulonnais 29:27. Trzeci mecz i trzecia przegrana ekipy z Lazurowego Wybrzeża. Tulon prowadził 12:0, ale gospodarze wyrównali i zacięty mecz trwał do końca, gdy Tomás Albornoz nie trafił z 25 m z drop goala. Bohaterem gospodarzy był Théo Vidal, który pierwszy raz zagrał w wyjściowym składzie drużyny po transferze z trzeciego poziomu ligowego;
  • Aviron Bayonnais – ASM Clermont 46:24. Z 27:3 zrobiło się 27:24, ale w ostatnich 20 minutach Baskowie znowu odskoczyli gościom i zainkasowali zwycięstwo z bonusem ofensywnym. Grali wówczas w przewadze po czerwonej kartce Argentyńczyka Marcosa Kremera;
  • Lyon OU – Section Paloise 51:25. Z 10:0 po kwadransie w kilka chwil zrobiło się 10:10 po dwóch efektownych przyłożeniach Rodrigo Marty (znów jednego z najlepszych na boisku). Potem ilekroć Lyon odskakiwał, tylekroć Pau go goniło. Przełomowym momentem była czerwona kartka Baptiste’a Pesentiego – osłabieni goście jeszcze zmniejszyli stratę do 5 oczek, ale w ostatnich 20 minutach stracili trzy przyłożenia i przegrali pierwszy raz w tym sezonie, dając się zepchnąć z fotela lidera swoim przeciwnikom, którzy zarobili także bonus ofensywny;
  • Montpellier Hérault – USA Perpignan 50:13. Po kilku szarpnięciach gości na początku spotkania gospodarze wzięli spotkanie w swoje ręce i rozgromili Katalończyków. W przyłożeniach 8:1, przy czym swoje jedyne Perpignan zdobyło dopiero pod koniec meczu;
  • Stade Rochelais – Racing 92 10:20. La Rochelle dotąd wygrało dwa swoje mecze, a Racing 92 odniósł dwie bolesne porażki. W ten weekend losy się odwróciły – Roszelczycy prowadzili do przerwy 10:0, ale drugą połowę przegrali 0:20. Trudno się było tym spotkaniem zachwycać;
  • RC Vannes – Stade Toulousain 23:29. Oj, postawił się beniaminek mistrzowi kraju i napsuł mu sporo krwi. Tuluza zaczęła mecz bez Duponta i Ramosa, ale nie oszczędzała innych gwiazd, jednak Vannes i tak zagrało bez kompleksów i skutecznie. Bretończycy prowadzili w pierwszej połowie 13:0 i 16:7, przez długą część drugiej połowy tracili tylko jedno oczko, i do końca walczyli o zwycięstwo.

Na czele tabeli nieoczekiwanie Lyon (jedyna niepokonana drużyna), ale za jego plecami już Tuluza i Bordeaux. Dwie drużyny wciąż bez zwycięstwa – niespodziewanie Tulon oraz beniaminek z Vannes.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Lyon OU314
2. ↑↑Stade Toulousain310
3. ↑↑Union Bordeaux-Bègles310
4. ↓↓↓Section Paloise39
5. ↑↑↑Montpellier Hérault39
6. ↑↑↑↑↑Aviron Bayonnais39
7. ↑↑Castres Olympique38
8. ↓↓↓↓↓Stade Rochelais38
9. ↓↓ASM Clermont35
10. ↓↓↓↓USA Perpignan35
11. ↓Stade Français34
12. ↑↑Racing 9234
13. ↓RC Toulonnais33
14. ↓RC Vannes30

Czwarta kolejka Pro D2 była niezwykle ekscytująca – spośród ośmiu spotkań, aż w sześciu przegrani zdobyli defensywny punkt bonusowy (przyznawany tu za porażkę maksymalnie 5 punktami). Problemy miała m.in. niepokonana dotąd trójka z czuba tabeli – wszyscy wygrali w wyjazdowych meczach, ale dużym nakładem sił: liderujące Oyonnax pokonało Agen 19:17 (decydujące punkty kopnął Luka Matkava z karnego w 79. minucie – a Oyonnax zaczęło od 0:10 po blisko 10 minutach gry w trzynastkę na początku meczu), Provence wygrało z Valence Romans 27:23 (gospodarze będą żałować młyna w końcówce na 5 m rywali, gdy przy podnoszeniu piłki ich zawodnik puścił ją z rąk), a Brive zwyciężyło Aurillac zaledwie 29:28 (19 punktów Johna Cooney’a z kopów, w tym decydujący karny na koniec meczu).

Po dwóch porażkach wygrało Grenoble, ale też męczyło się na wyjeździe z beniaminkiem z Nicei – zwyciężyło 37:33 (choć pierwszą połowę przegrało 14 punktami, głównie z powodów kłopotów z dyscypliną w jej końcówce, a jeszcze na 10 minut przed końcem traciło 10 oczek – szalę na korzyść gości przechylił swoim trzecim przyłożeniem w tym meczu Lilien Rossi). Poza tym Colomiers pokonało Dax 66:21 (pierwsze zwycięstwo gospodarzy w sezonie i od razu okazałe), Montauban zwyciężyło Béziers 50:21, znów na swoim terenie wygrał beniaminek z Narbony – tym razem 31:26 z Soyaux Angoulême (niesamowity początek meczu – przez 13 minut Narbona nie wychodziła ze swojej połowy, a potem w ciągu kolejnych ośmiu wyszła na prowadzenie 28:0), a Nevers uległo 20:22 Biarritz (fatalny początek gospodarzy, którzy wciąż przegrywają – w drugiej połowie odrobili 19 punktów straty, wyszli na prowadzenie, ale stracili zwycięstwo po karnym na koniec spotkania; w efekcie wciąż są na ostatnim miejscu w tabeli i niewielkim pocieszeniem są defensywne punkty bonusowe zdobywane w każdym spotkaniu).

Z kraju

W Mysłowicach odbył się drugi w tym sezonie turniej mistrzostw Polski w rugby 7 kobiet. Tym razem Energa Biało-Zielone Ladies Gdańsk nie dały żadnych szans przeciwniczkom – wysoko wygrały wszystkie mecze, włącznie z finałem, w którym tradycyjnie mierzyły się z Legią Warszawa i zwyciężyły 31:7. Niespodzianką była porażka Mazovii Mińsk Mazowiecki i spadek tej drużyny z ekstraligi – brązowe medalistki z poprzedniego sezonu w grupie uległy nie tylko Gdańszczankom, ale także AZS AWF Warszawa, a w meczu o piąte miejsce przegrały z Black Roses Posnanią Poznań. Poznanianki pewnie szczęśliwe – przyjechały do Mysłowice w siódemkę i chyba spóźniły się na pierwsze spotkanie (nie wyszły na boisko, a w protokole odnotowano walkower dla rywalek). Brąz przypadł ponownie Arce Gdynia. A miejsce Mazovii w ekstralidze zajmą dziewczyny z Budowlanych Łódź.

Z kolei w warmińskim Biesalu odbył się pierwszy turniej mistrzostw Polski w rugby 7 mężczyzn. Na starcie stanęło 9 drużyn rywalizujących na dwóch poziomach. Na podium stanęły te same drużyny, co w końcowej klasyfikacji ubiegłorocznych mistrzostw, ale kolejność była inna – w finale turnieju RC Koszalin wzięło rewanż za porażkę w decydującym o złotym medalu pojedynku z czerwcowego turnieju w Poznaniu i pokonali Posnanię 35:14. W meczu o brąz Tytan Gniezno wygrał z Miedziowymi Lubin 38:14. Ciekawie było w wielkopolskich derbach w półfinale – po 14 minutach było 35:35 i decydowała dogrywka, a w tej mimo przewagi Gnieźnian, decydujące przyłożenie zdobyli Poznaniacy. Na drugim poziomie wygrała Juvenia Kraków, która w ekstralidze w kolejnym turnieju zajmie miejsce Skry Warszawa (stołeczna ekipa nie pojawiła się na starcie). Pierwszy raz zobaczyliśmy na starcie drużynę Rugby Rzeszów.

Rozegrano pierwsze w tym sezonie mecze centralnej ligi juniorów. Na start, na początku tygodnia, niecodzienny wynik, 3:3, padł w meczu Budowlanych Lublin – Pogoń Siedlce, a w weekend AZS AWF Warszawa uległ Budowlanym Lublin 17:31.

Tym razem spośród naszych reprezentantek uczestniczących w turnieju z serii Ultimate 7s we francuskim Biarritz, wyróżniła się Ilona Zaiszliuk. Jej drużyna Sol Feroz dotarła do półfinału, gdzie jednym punktem uległa późniejszym zwyciężczyniom, Pacific Current, w których składzie szalała niesamowita Maddison Levi. U panów Pacific Current musiało zadowolić się drugim miejscem po porażce w finale 0:13 z Albion Athletic. Za tydzień koniec przygody – ostatni turniej w Londynie.

Robert Małolepszy komentujący w Polsacie Sport 3 transmisję meczu Polski z Czechami zapowiedział powrót naszego rugby do telewizji na ciut szerszą skalę – w najbliższych tygodniach mają pojawić się w kanałach sportowych Polsatu transmisje meczów ekstraligowych, a zimą także mecze reprezentacji w REC.

Ze świata

Drugi weekend gier kobiecego WXV (do gry weszło już wszystkie 6 drużyn) zaczął się od pojedynku Walijek z reprezentacją Południowej Afryka – gospodynie przerwały roczną serię porażek i nieoczekiwanie wysoko pokonały rosnące w siłę zawodniczki z południa, 50:19.

Najciekawiej zapowiadającym się starciem tygodnia był rewanż za finał ostatniego Pucharu Świata pomiędzy Anglią i Kanadą (już z Sophie de Goede w składzie, która odegrała kluczową rolę w ostatnim przyłożeniu swojej drużyny). Kibice w Exeterze zobaczyli emocjonujące widowisko, które skończyło się podziałem punktów – padł remis 26:26. Przez ostatnie 20 minut nikt nie zdobył punktów, w końcówce Anglia atakowała, ale obrona ekipy z Ameryki wytrzymała i ostatecznie przerwała serię zwycięstw Angielek, którą te dociągnęły do aż 39 spotkań. Najlepszą zawodniczką meczu wybrano Kanadyjkę, zdobywczynię dwóch przyłożeń DaLeakę Menin.

Bardzo ciekawie było też w Aix-en-Provence, gdzie Francja pokonała Australię 29:26. Gospodynie, zdecydowane faworytki spotkania, fatalnie zaczęły mecz – w pierwszej półgodzinie cztery kolejne kartki (dwie czerwone, z czego jedna 20-minutowa i jedna permanentna, i dwie żółte – w pewnym momencie grały w jedenastkę) i 19 straconych punktów. Gdy jednak zawodniczki zaczęły wracać na boisko, Francja zaczęła odrabiać straty. Odrabiała je nawet w trzynastkę na boisku i wyszarpała zwycięstwo, ale z pewnością François Ratier miał po meczu sporo gorzkich słów pod adresem swoich podopiecznych.

Poza tym Włochy pokonały 55:21 Japonię (Japonki na dwa błyskawicznie stracone przyłożenia odpowiedziały swoimi dwoma i po kwadransie wyszły na prowadzenie 14:12, ale kolejne sześć przyłożeń poszło na rachunek gospodyń), Szkocja uległa 14:66 Nowej Zelandii (Szkotki odgryzały się Black Ferns tylko w pierwszej połowie, w sumie ekipa z antypodów zdobyła aż 10 przyłożeń), a Irlandia po zaciętym pojedynku przegrała ze Stanami Zjednoczonymi 36:40 (gospodynie prowadziły 17:0 po 20 minutach i 31:12 po 45 minutach, Amerykanki zanotowały jednak znakomity powrót w ostatniej kwarcie meczu).

Dwa zwycięstwa w serii ma tylko Nowa Zelandia, ale nie wszystkie ekipy rozegrały po dwa mecze.

W drugiej kolejce Challengera WXV drugie zwycięstwa odniosły Fidżi i Holandia. Fidżyjki pokonały gospodynie rywalizacji, reprezentację Hongkongu 54:26, natomiast Holenderki ograły Brazylię, ale tylko dwoma punktami – 17:15 (to druga porażka Brazylijek na styku). Po porażce sprzed tygodnia z Fidżi humory poprawiły sobie Hiszpanki, które rozgromiły 61:21 inną wyspiarską ekipę, Samoa.

W Osace rozegrano decydujące pojedynki w ramach Pacific Nations Cup. W finale swego rodzaju niespodzianka – Japonia pokonała Fidżi 20:15 i zwyciężyła w turnieju po siedmioletniej przerwie. Goście prowadzili dwoma punktami do przerwy, ale w drugiej połowie jedyne dwa przyłożenia zdobyła Japonia. W meczu o trzecie miejsce Kanada pokonała Stany Zjednoczone 19:16 – Kanadyjczycy prowadzili 12:0 i choć na początku drugiej połowy jednopunktową przewagę zdobyli Amerykanie, ostatecznie przeważyli gracze spod znaku klonowego liścia (Amerykanie im pomogli – w końcówce mogli zdobyć zwycięskie przyłożenie, ale zamiast tego zaliczyli przód na metr przed linią bramkową).

W argentyńskim Rosario toczą się Igrzyska Południowoamerykańskie, a w ich ramach w ten weekend rozegrywano turniej rugby 7. Planowano jego zakończenie wczoraj, ale z uwagi na warunki pogodowe odwołano wszystkie konkurencje rozgrywane na świeżym powietrzu – finały rywalizacji nastąpią zatem dopiero dzisiaj. Na starcie stanęło siedem drużyn męskich i sześć kobiecych (wystartowały Argentyna, Brazylia, Urugwaj, Chile, Kolumbia, Peru i Paragwaj – w turnieju kobiecym zabrakło najlepszych na kontynencie Brazylijek). W finale męskiej rywalizacji niepokonana w fazie zasadniczej Argentyna zagra z Chile, a u pań także niepokonane dotąd gospodynie zmierzą się z Kolumbijkami.

W ósmej rundzie NPC najciekawiej zapowiadał się pojedynek North Harbour z Canterbury i chyba faktycznie był jednym z najbardziej emocjonujących meczów. Goście prowadzili 15:7 po pierwszej połowie dzięki hat-trickowi młynarza George’a Bella, a w końcówce przetrwali podwójne osłabienie po żółtych kartkach i zwyciężyli ostatecznie 25:24. Dzięki wygranej Canterbury awansowało na piąte miejsce w tabeli, zbliżając się już na 3 punkty do lidera. Poza tym Counties Manukau uległy 21:50 Otago, Tasman przegrał 22:24 z Auckland (dla gości to drugie zwycięstwo z rzędu, ale wciąż są w dolnej połówce tabeli; gospodarzom nie pomogło trzynaste już w tym sezonie przyłożenie Kyrena Taumoefolau), Bay of Plenty ograło 32:17 Hawke’s Bay (druga z rzędu porażka gości po sześciu wygranych na początku sezonu; mimo to wciąż pozostają liderem ligowej tabeli), Waikato wygrało 36:27 z Manawatū (16 punktów łącznika ataku Tahy Kemary, który zaliczył m.in. ważne i efektowne przyłożenie), Wellington przegrał 28:52 z Northlandem (mimo dwóch przyłożeń Du Plessisa Kirifiego na początku spotkania; fatalna seria stołecznej ekipy trwa – osiem porażek w ośmiu meczach), a Taranaki pokonało Southland 55:19.

Na start nowego sezonu Champ, w piątek, zobaczyliśmy jednego z beniaminków: Nottingham popsuło radość Blackheath z powrotu na drugi poziom rozgrywek wygrywając z najstarszym klubem świata 38:31. Drugi beniaminek grał w sobotę przed własną publicznością i dla odmiany zwyciężył, nieoczekiwanie pokonując 38:35 Coventry (półfinalistę ligi z poprzedniego sezonu), mimo 16-punktowej straty do przerwy. Mistrzowie ligi, Ealing Trailfinders, wygrali na wyjeździe 43:26 z Chinnor, natomiast znacznie gorzej zaczęli sezon finaliści z ostatniego sezonu, Bedford Blues, którzy na wyjeździe ulegli Worcester Warriors aż 5:40.

W finale rumuńskiej Liga de Rugby zagrają dwie najlepsze drużyny fazy zasadniczej. Ubiegłoroczny wicemistrz, Timișoara, podobnie jak rok temu pokonał w półfinale Steauę Bukareszt (tylko znacznie pewniej – 36:6, podczas gdy w 2025 dzielił drużyny tylko 1 punkt), natomiast Dinamo Bukareszt zrewanżowało się Științy Baia Mare za ubiegłoroczną porażkę z tego etapu rozgrywek i wygrywając 39:20 pozbawiło ekipę z Marmaroszu szansy na obronę mistrzowskiego tytułu (24 punkty Freddiego Burnsa).

Wyciekły finansowe prognozy federacji Nowej Zelandii. Choć nie grozi jej bankructwo, bo rezerwy finansowe ma bardzo duże, w najbliższych pięciu latach prognozowana jest strata wynosząca 66 mln dolarów nowozelandzkich. Problemem jest stosunkowo niewielka baza widzów, a wielkie potrzeby, aby utrzymać się na światowym topie. Będą konieczne zmiany i z pewnością będą bolesne. Niepokojące jest też porównanie innych liczb – Nowozelandczycy chętniej oglądają transmisje NRL niż Super Rugby Pacific (cóż – zdaje się z NRL jest więcej transmisji dostępnych bez opłat).

Towarzyskie mecze ekip z Prem i URC. Sporo uwagi przyciągnął wśród nich pojedynek Harlequins z Edynburgiem. Londyńczycy wygrali 33:19, ale więcej niż o wyniku mówi się znokautowaniu debiutującego w drużynie zwycięzców George’a Furbanka po zaledwie minucie gry. Zwraca też uwagę znakomity debiut Zimbabwijczyka Edwarda Sigauke, który zdobył ostatnie przyłożenie dla swojej drużyny po 40-metrowym rajdzie i minięciu z łatwością dwóch obrońców szkockiej drużyny. Smutny wynik natomiast w sparingu Northampton Saints z gruzińską ekipą Black Lion – naszpikowani gwiazdami Anglicy wygrali aż 93:10.

Z wieści transferowych:

  • wschodząca gwiazda południowoafrykańskiego rugby, łącznik młyna Haashim Pead, opuszcza Lions i przechodzi do Stormers. Ponoć Pead, który liczy na więcej boiskowego czasu w Kapsztadzie, finansowo partycypuje w wykupieniu swojego kontraktu.

Zapowiedzi

W nadchodzącym tygodniu w kraju:

  • wraca Ekstraliga – w czwartej kolejce mecze Sparta Jarocin – Budowlani Lublin, Lechia Gdańsk – Juvenia Kraków, Rugby Białystok – Budowlani Łódź, Pogoń Siedlce – Arka Gdynia i Ogniwo Sopot – Orkan Sochaczew;
  • trzecia kolejka I ligi (m.in. stołeczne derby RK z AZS AWF);
  • druga kolejka II ligi;
  • cztery nasze reprezentantki zagrają w ostatnim turnieju z cyklu Ultimate 7s.

A na świecie:

  • czwarta kolejka francuskiej ligi Top 14 (w tym rewanż za ostatni finał – mecz Tuluzy z Montpellier);
  • start United Rugby Championship (m.in. starcie Munsteru z Glasgow Warriors);
  • także pierwsza kolejka w angielskiej Prem (wyróżnia się pojedynek Leicester Tigers z Saracens);
  • sześć meczów kobiecego WXV (w tym szlagierowe pojedynki Anglia – Nowa Zelandia i Francja – Kanada) oraz ostatnie trzy Challengera WXV;
  • towarzyski mecz Australii z Południową Afryką;
  • pierwsze mecze Rugby Europe International Championships – na poziomie Conference zagrają Ukraina z Turcją i Kosowo z Czarnogórą;
  • jeszcze dziś finały turniejów rugby 7 Igrzysk Południowoamerykańskich;
  • kolejne rundy NPC, Pro D2 i Champ;
  • finał Liga de Rugby w Rumunii,
  • półfinały Torneo del Interior w Argentynie,
  • start irlandzkiej All-Ireland League, gruzińskiej Didi 10, hiszpańskiej División de Honor.

Dodaj komentarz