Ivon

Jeden z pierwszych odcinków „Ataku na młyn” pokazał, że są w światku rugby miłośnicy fantastyki. Czy spodoba im się fantastyka o rugby? Cóż, właśnie coś takiego miałem w rękach. Od razu zastrzegam: nie było to popularne u nas fantasy, to literatura zupełnie innego rodzaju – dystopia.

Gdy czytałem recenzowaną w „szponach” przed kilkoma miesiącami książkę Unholy Union: When Rugby Collided with the Modern World, znalazłem informację o wydanej rok wcześniej, napisanej przez głównego jej autora – Michaela Aylwina – powieści Ivon. Na dodatek powieści z rugby w tle, co skłoniło mnie do sięgnięcia po to dzieło. Zabrało mnie ono w czasie do przodu o blisko półtora stulecia – do Londynu w roku 2144. Do świata owładniętego przez sport, ale w sposób, w którym nie odnaleźliby się dzisiejsi kibice. Bo sport w tym świecie przyszłości stał się mechanizmem napędzającym społeczeństwo, decydującym o sytuacji gospodarczej, natomiast wyprutym kompletnie z tego, co dla zwykłego kibica jest najważniejsze – z emocji. Gorsze wyniki oznaczają mniej energii, mniejsze racje żywnościowe, a Londyn pogrążony jest właśnie w sportowym kryzysie.

Spotykamy dwóch głównych bohaterów. Jeden z nich, Dusty Noble, jest krykiecistą, który właśnie kończy karierę i trafia do nieco innej służby społeczeństwu. Po ponad 30 latach gry jego życie zmienia się diametralnie, a wraz z tą zmianą przychodzi zmiana myślenia. Postanawia wyjechać na krótkie wakacje do Walii, kraju „dzikich”, który odrzucił efektywność Londynu i gdzie żyje się jak dawniej. Mija wymarłe angielskie miasteczka, służące wyłącznie jako atrakcja turystyczna i trafia do kraju, w którym takie miejsca wciąż żyją. Wciąż istnieją rodziny. Spotyka tam nieoczekiwanie kolegę i koleżankę z krykietowego boiska z dawnych lat, wyrzuconych z Anglii, i ich syna – tytułowego Ivona, świetnego krykiecistę i fenomenalnego rugbystę. W Dustym rodzi się powoli pragnienie prawdziwego, właśnie walijskiego życia. Ivon, tam wychowany, jest z kolei zafascynowany tym, co wie o Anglii: kusi go świat, w którym sport jest fundamentem społeczeństwa, a najlepsi zawodnicy stanowią jego elitę. Uważa, że tam się naprawdę zrealizuje, zmierzy z najlepszymi. Jednak rzeczywistość rozmija się z oczekiwaniami młodego rugbysty, bo świat, do którego wkracza, rządzi się zupełnie innymi prawami.

I sport, i życie poza nim to świat w pełni kontrolowany. Są jacyś „oni”, jest inwigilacja (z której mieszkańcy tego świata nie muszą sobie nawet zdawać sprawy – są całkowicie podporządkowani zasadom). Jest wreszcie koncepcja wyjątkowo dla nas dramatyczna: zamiast emerytury następuje eufemistycznie określona stasis. Liczba ludności jest utrzymana na stałym poziomie, więc określona liczba osób jest poddawana uśpieniu, gdy stają się bezużyteczni i obciążają ograniczone zasoby społeczeństwa. O czasie, w którym to następuje, decydują w praktyce geny i klasa, do której człowiek jest przypisany. Osłodzić ma ten krok obietnica: kiedy i – co najważniejsze – jeśli społeczeństwo będzie miało więcej zasobów i ich umiejętności będą potrzebne, zostaną do życia przywróceni. Czy tak się zdarzy? Wielce wątpliwe. Czy ktoś protestuje przeciwko takiemu zabiegowi? Ani śladu. To świat wypranych mózgów podporządkowanych dobru społeczeństwa. Świat idealny, ale jednocześnie martwy. Ze stłumionym indywidualizmem, zuniformizowany i zhierarchizowany, bez uczuć, bez związków, bez macierzyństwa i ojcostwa, z seksem sprowadzonym wyłącznie do liczenia wyprodukowanej w jego trakcie energii. Gdy ktoś wyłamuje się ze schematu, czeka go „korekta”, po której staje się z powrotem doskonałym elementem doskonałego społeczeństwa.

Oczywiście, trudno uwierzyć w świat przedstawiony w tej książce. W sportowe mecze, które są mechanizmem wytwarzania energii, a przez to dobrobytu „komuny”. W ponure stadiony, na których kibice koncentrują się na wysiłku włożonym w produkcję energii, a nie na przebiegu meczu. Myślę, że sam autor w taką przyszłość nie do końca wierzy. Ale w tym, co się dzieje na boisku, autor pokazuje, co ze sportem może stać się w przyszłości: przemiana sportu w rywalizację cyborgów, kierowanych impulsami generowanymi przez komputerowy program. Jasne, z ograniczeniami wynikającymi z ich fizyczności, ale i ta fizyczność jest kształtowana przez dobór rodziców, manipulacje genetyczne i kuracje hormonalne. To sport, w którym nie ma miejsca na inicjatywę, na błędy taktyczne, wszystko sprowadza się do bezdusznego obliczania przez komputer szans powodzenia danych rozwiązań i bezpośredniego wtłaczania do głowy uczestników meczu, bezrozumnie ten plan realizujących. Nie dziwi, że w tym świecie nie używa się słowa play. Bo to nie zabawa. To praca.

Michael Aylwin wpisuje się tu znakomicie w opisy dystopijnych światów przyszłości, niewątpliwie mocno inspirowany powieściami wielkich tego gatunku, z „Nowym wspaniałym światem” Aldousa Huxley’a na czele. Idzie tu w ślady wielu autorów przed nim, a i wielu kolejnych z tym tematem się zmierzy. Pamiętajmy zresztą, że i u nas ten gatunek się pojawił (dość wspomnieć dystopijne powieści Janusza A. Zajdla z „Paradyzją” na czele). Niekiedy w takich powieściach dochodzi do przebudzenia bohaterów czy społeczeństwa. Czy tak jest w Ivonie? Czy młody Walijczyk przełamie bierność, obudzi jakieś żywsze uczucia, emocje, czy przeciwnie – czeka go „korekta”: błyskawiczne pranie mózgu i przemiana we wzorowego obywatela nowej, wiecznej ery? Cóż, możecie przekonać się sami.

Czy to jest dobra książka? Mam mieszane uczucia, bo przeszkadzała mi zbyt nierealna konstrukcja świata przyszłości, w którym dobrobyt jest oparty na sporcie, a energia produkowana wyłącznie poprzez pracę ludzkich mięśni. Ale jest to książka naprawdę wyjątkowa w swoim rodzaju i dla miłośnika rugby warta przeczytania. Świetnie ujęta jest przemiana bohaterów (albo jej brak, dla kontrastu, jak w przypadku Alanis). Ale chyba najważniejsze jest coś innego. Aylwin jest wieloletnim dziennikarzem sportowym Guardiana, uważnym obserwatorem tego, co w świecie sportu się dzieje. I właśnie wizja przyszłości sportu (pokazanego na przykładzie rugby), tego co dzieje się na boisku i jak kształtowani są zawodnicy, jest naprawdę wstrząsająca, bo – niebezpiecznie możliwa.

Ps. A jakim cudem powieściowa Walia zdołała pozostać poza ogrodzeniem, poza wieczną erą, zachować stary styl życia? Cóż, wygrała z Anglią mecz rugby 🙂

Michael Aylwin, Ivon: The Game Is Everything, Play Is Dead, RedDoor 2018, s. 290, ISBN 978-1-910453-46-9 (https://www.reddoorpress.co.uk/collections/fiction/products/ivon).

Dodaj komentarz