Rugby majaczy na horyzoncie. Rozgrywki w Nowej Zelandii mają zacząć się za miesiąc, a w Australii zanosi się, że za półtora. W obu tych krajach epidemia zdaje się wygasać. W Europie Premiership i Pro14 walczą o dokończenie sezonu, ale na Wyspach Brytyjskich wciąż nie można mieć pewności, jak rozwinie się sytuacja i czy faktycznie będzie można grać już latem.
o innych ligach
Nations Cup ma zmienić światowe rugby?
Szanse na granie ligowe w niedalekiej przyszłości pozostają już tylko w Australii i Nowej Zelandii oraz być może Anglii. Jednak dziś najwięcej o reelekcji Beaumonta na przewodniczącego World Rugby i oczekiwanych oraz obiecywanych zmianach, w tym o powrocie do pomysłu cyklicznych, ogólnoświatowych rozgrywek reprezentacyjnych z systemem spadków i awansów.
Czekanie na sport i liczenie kasy
W piłce nożnej są podejmowane pierwsze kroki na drodze do wznowienia rozgrywek, co może dawać nadzieję, że i rugby pójdzie tym śladem. Pomysły są, zwłaszcza na południu. Tak naprawdę jednak coraz bardziej kluczowym tematem są pieniądze, bo skutki epidemii w tej mierze mogą trwać latami. Zaczynają się też spory o terminy na jesieni. A na dodatek trwają właśnie wybory szefa World Rugby.
Przed wyborami w World Rugby
W świecie rugby jest trochę tak jak wokół nas: najwięcej mówi się o epidemii, straconych pieniądzach i nadchodzących wyborach. Tych ostatnich jednak nikt nie planuje przekładać, tyle tylko, że liczba głosujących da się policzyć na palcach zawodników formacji młyna (i to takiego z rugby 7), a głosowanie odbędzie się elektronicznie. Kampania wyborcza też trwa w najlepsze, choć podobnie jak i w życiu – jak na mój gust trochę za mało w niej konkretów. A w szranki staje dwóch kandydatów: stanowiska przewodniczącego World Rugby broni Bill Beaumont, a jego konkurentem jest aktualny wiceprzewodniczący Agustín Pichot.
Weekend z jajem, ale bez rugby
Nadal próżno wyglądać jakichś konkretnych perspektyw wznowienia rozgrywek. Zapewne można postawić krzyżyk na wszelkich międzynarodowych rozgrywkach planowanych nie tylko w pierwszym półroczu, ale nawet później (bardzo mało prawdopodobne są międzynarodowe spotkania w lipcu). Federacje i kluby liczą wciąż rosnące straty finansowe, szukają oszczędności i sposobów złapania jak najszybciej finansowego oddechu po zakończeniu epidemii. Wiele jest pomysłów, ale wciąż jedna podstawowa niewiadoma – kiedy w ogóle będzie można zacząć grać. A kibicowi pozostaje tylko oglądanie klasyków, których w sieci znaleźć można w tych czasach coraz więcej. Mój rugbowy weekend objął tym razem dwie ostatnie rozmowy z niecodziennymi i ciekawymi gośćmi w „Ataku na młyn” i niesamowity mecz Munster – Gloucester z fazy grupowej Pucharu Heinekena ze stycznia 2003, udostępniony na stronie EPCR.
Pierwsza (finansowa) ofiara epidemii w świecie rugby
Pierwszą finansową ofiarą pandemii w świecie rugby okazała się federacja Stanów Zjednoczonych, która ogłosiła upadłość. To tym bardziej bolesne, że to chyba najszybciej rozwijający się rynek rugby na świecie. Topór wisi nad potęgą – Australią. W kraju też bolesna informacja: PZR poinformował o odwołaniu obecnego sezonu Ekstraligi bez przyznania tytułu mistrzowskiego. Nikt nie gra, natomiast gdzie się obejrzymy, jest szansa obejrzeć w internecie mnóstwo starszych spotkań, począwszy od Pucharu Świata do naszej Ekstraligi…
Więcej o pieniądzach niż o grze
Więcej o pieniądzach niż o grze – i nic dziwnego. Profesjonalny sport bardzo boleśnie odczuwa skutki wstrzymania gier. Federacje zarządzające rozgrywkami amatorskimi odwołują obecne sezony i sięgają do kieszeni, aby pomóc klubom w nich uczestniczącym. Władze lig zawodowych wciąż liczą na to, że uda się je rozegrać. Zwłaszcza na południowej półkuli widać dążenie do jak najszybszego wznowienia rozgrywek, choćby kadłubowym kształcie. Ponieważ jednak wciąż nikt nie gra i nie zanosi się na to, aby szybko zaczął grać (za to coraz więcej można oglądać w Internecie klasyków z przeszłości), dziś o kolejnym zapleczu ligi na co dzień tu opisywanej – tym razem o Francji.
Po zawieszaniu – odwoływanie
Na boiskach pusto, a w wiadomościach po ubiegłotygodniowym wysypie informacji o zawieszeniu rozgrywek zaczynają dominować wieści o całkowitym anulowaniu aktualnych sezonów (zaczęło się na półkuli zachodniej, ale podobne wieści dotarły już też z Anglii i Irlandii) i cięciu wynagrodzeń. Ponieważ rugby, o którym zwykle piszę w „szponach”, przestało się odbywać, tym razem oprócz garści pozaboiskowych bieżących informacji, rzut oka na pierwsze z europejskich podwórek, o którym zwykle nie piszę – angielskie za plecami Premiership. Tam co prawda także się nie gra (i w tym sezonie już nie będzie się grać), ale nie będzie o tym, co działo się w ten weekend, ale o tym, jak to wszystko wygląda. W kolejnych tygodniach pewnie będę zaglądać do kolejnych krajów.